Lęk w środkach komunikacji

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

dzięki za rady:-)

przez panika 25 sty 2007, 17:07
Dziękuję za rady. :smile:
To prawda, najgorzej jest przełamać się i wsiąść-potem zazwyczaj jakoś to idzie. Przynajmniej ma się to wrażenie, że starało się coś zrobić, zmienić.
Niby wiem, że samochód w sumie mogę zawsze zatrzymać i wysiąść. Prawie zawsze…Tylko, że jestem nadal sama i nie mogę się uspokoić, a nie wszędzie mogę kogoś wezwać na pomoc. To nie jest tak, że atak minie, a ja wsiadam i jadę dalej.
Nie wiem…może to już jest tak, że nie mam siły na to przełamywanie się, zniechęciłam się do tego wszystkiego …
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
24 sty 2007, 20:17

przez Aga1 27 sty 2007, 22:39
Czesc , ja mialam dokladnie to samo co Wy.Trwalo to przez wiele lat. Lekarze w mojej przychodni uwazali ze ten typ tak ma i zwalali to na niskie cisnienie i aktualne warunki pogodowe. oprocz tych lekow lokomocyjnych kolejno dochodzily leki w kolejkach sklepowych i wychodzenie samej z domu. Myslalam ze takie bedzie juz moje zycie.Po prostu ze bez meza nigdzie nie bede wychodzic.Przy najdrobniejszych sprawach wyreczalam sie kim moglam. Dokladnie rok temu zmarl na raka moj brat. Nerwica dala mi wtedy takiego kopa ze tylko stalam w oknie i plakalam.Bol po jego odejsciu i zal do losu dlaczego akurat ja jestem taka ubezwlasnowolniona. Innstynkt nakazal mi sie ratowac .Zapisalam sie do psychologa , a on mnie do psychiatry. Zaczelam leczenie. Gdy lekarka powiedziala mi " jak niedlugo pani bedzie mogla sama jezdzic autobusem zaczniemy psychoterapie"- pomyslalam co ona moze wiedziec .Przyjelam to do wiadomosci i pomyslalam swoje.Ja od kilku lat nie ruszam sie sama z domu a tu niedlugo samodzielnosc.Banialuki opowiada i tyle. Nie bede pisac dokladnie wszystkiego bo pisalam juz kilka postow na ten temat. Powiem tylko jedno. W marcu mija rok od mojego leczenia.Slowa lekarki okazaly sie prawdziwe.Stalam sie inna osoba. Jezdze sama autobusami. Wchodze i robie zakupy sama w supermarkiecie. Nareszcie spokojnie moge isc do fryzjera.Od niedawna pracuje (po 14 latach) .Czuje jakbym dostala nowe zycie. Chodze wszedzie tam gdzie chce i kiedy chce. Gdy czytalam wasze posty, to lza mi sie zakrecila w oku. Czulam jakbym czytala o sobie sprzed roku.. Chce Wam powiedziec ze jest szansa aby z tego wyjsc. Nie marnujcie zycia .Gdybym ja te kilka lat wczesniej wiedziala to co wiem teraz nie stracilabym wielu pieknych chwil, ktore juz nigdy sie nie powtorza.Trzymam za Was kciuki i zycze abyscie mogly za pare miesiecy napisac to co ja w tej chwili.Powodzenia
Offline
Posty
553
Dołączył(a)
20 kwi 2006, 11:33
Lokalizacja
mazowsze

Avatar użytkownika
przez gusia 28 sty 2007, 01:30
Najgorsze jest to oddalenie sie od domku :( :( :(
Ja tak mam niestety...ale poradzę sobie ...wiem...
Trzy lata męczarni to juz kres jak dla mnie...
Podrawiam :P
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez emiflo 28 sty 2007, 14:09
Aga1, a na czym polegała ta terapia? napisz cos wiecej, co radziła , jak przelamalas lęk itp.
Pozdrawiam
---Na najważniejszych skrzyżowaniach życiowych nie stoją żadne drogowskazy -----Charles Chaplin
*****************************************
---Sekretem szczęśliwego życia jest wyrozumiałe akceptowanie zmian ----- James Stewart
Avatar użytkownika
Offline
Posty
262
Dołączył(a)
25 mar 2006, 16:09
Lokalizacja
Sieradz

przez Aga1 28 sty 2007, 20:06
Emiflo jak pisalam trafilam do psychologa a nastepnie on zapisal mnie do psychiatry.Stwierdzil ze w moim stanie bez lekow sie nie obedzie. Trafilam na wspaniala lekarke. Dlugo rozmawialysmy i ona dala mi do zrozumienia ze bez mojej wspolpracy i determinacji leczenie nie bedzie mozliwe. Ze jezeli ja nie bede chcialasama sobie pomoc to zadne leki, zadna terapia nie da efektow. Leki pomagaja tylko aby sie usamodzielnic, postawic nas na nogi ale to ja sama musze brnac do przodu bo ani lek ani terapeuta za nas tego nie zrobi. W tej walce nie mozna biernie stac. Pisalam ze pierwsze 2 tygodnie brania leku to byl koszmar.Ale zawzielam sie i postanowilam ze dam rade.Od marca do maja to maz jezdzil ze mna do lekarza, stwierdzilam ze tak dluzej byc nie moze .Pod koniec maja postanowilam ze na wizyte pojade sama .Bylo mi ciezko ale udalo sie.Serce mialam w gardle, ale nie poddalam sie. Dojechalam i udowodnilam sobie ze jednak moge. I tak na kolejne wizyty.Co wyjazd bylo coraz lepiej . W domu tez sama wytyczalam sobie tez male cele.Najblizszy sklep, potem dalej.Dochodzilam tam dokad czulam sie pewnie.Gdy czulam ze jest cos nie tak , zatrzymywalam sie bralam gleboki oddech i gdy czulam ze mi przechodzi szlam dalej.Jezeli nie przechodzilo wracalam do domu.I tak powoli dzien za dniem probowalam swoich sil. Na terapie trafilam na jesieni pelna wlasnych doswiadczen. Terapeutka potwierdzila ze to moje codzienne zmaganie dalo efekt. Bo gdy trafilam do niej chodzilam juz prawie wszedzie.Zadne rozmowy , zadne leki nam nie pomoga jezeli sami nie bedziemy stawiali sobie celu jaki chcemy osiagnac.P)raca z terapeutka trwala od pazdziernika do stycznia. Polegala na rozmowach o moim zyciu terazniejszym i tym dawnym , kiedy to juz nerwica sie wykluwala. Nie jest to nic nadzwyczajnego .To po prostu rozmowa jak z przyjacielem ktory chce nam pomoc i tlumaczy nam nasze zachowanie i odczucia w danej chwili.Na moja prosbe jeszcze kilka razy spotkam sie z moja terapeutka, choc ona uwaza ze to juz jest zbedne. Mowi mi ze to ja sama sobie pomoglam tym ze powoli ale uparcie wyznaczalam sobie cel i konsekwentnie ten cel osiagalam.Jezeli nie udalo mi sie go osiagnac za pierwszym razem to probowalam za drugim czy trzecim. Zeby wejsc samej do duzego supermarkietu i zrobic zakupy tez kilka razy do tego podchodzilam. Lapala mnie panika i wychodzilam ale za ktoryms kolejnym tazem udalo sie.Dalam sobie dowod ze jednak moge.I teraz juz sama robie zakupy.U mnie to wychodzenie tak wygladalo.Mozecie sprobowac.Byc moze taki plan wam tez pomoze. Pozdrawiam
Offline
Posty
553
Dołączył(a)
20 kwi 2006, 11:33
Lokalizacja
mazowsze

Avatar użytkownika
przez emiflo 29 sty 2007, 21:29
Po prostu gratuluję :smile:
---Na najważniejszych skrzyżowaniach życiowych nie stoją żadne drogowskazy -----Charles Chaplin
*****************************************
---Sekretem szczęśliwego życia jest wyrozumiałe akceptowanie zmian ----- James Stewart
Avatar użytkownika
Offline
Posty
262
Dołączył(a)
25 mar 2006, 16:09
Lokalizacja
Sieradz

przez Aga1 30 sty 2007, 20:42
Czesc.Wyprobuj sama.Metoda sie sprawdza. Moi znajomi korzystali i powoli tez im sie udawalo. Tylko nie nalezy sie bac , bo sama wiesz do czego lek prowadzi. Pozdrawiam.
Offline
Posty
553
Dołączył(a)
20 kwi 2006, 11:33
Lokalizacja
mazowsze

przez alice251 31 sty 2007, 17:17
Witam. Dziś się tu zarejestrowałam z nadzieją, że ktoś z was mi podpowie, co mam ze sobą zrobić, bo już nie wytrzymuję :cry: Mam wybitny lęk przed jazdą jakąkolwiek komunikacją- wsiadam blada ze strachu, ze zdenerwowania trzęsę się cała i- najgorszy objaw- odczuwam straszne mdłości. Po prostu nie do wytrzymania. Tak więc po przejechaniu jednego, najwyżej dwóch przystanków wysiadam i idę dalej pieszo. Na szczęście lubie chodzić pieszo, ale ostatnio niestety zaczęły mnie dopadać te objawy nie tylko jak jadę, ale nawet jak wychodze z domu np. do sklepu. Jak widzę, że gdzieś jest kolejka, to momentalnie wychodzę stamtąd i albo wracam do domu, albo- jeśli nie czuje się bardzo źle- chodzę na dworze tak długo, aż ta kolejka zniknie. Próbowałam zająć się czym innym np. słuchaniem muzyki. Ale to niestety tylko pogarsza mój stan. Jedyne co pomaga, choć też nie zawsze- to obecność innej osoby. Wyobraźcie sobie, co ja czuje teraz podczas sesji- kiedy do tego wszystkiego dochodzą jeszcze nerwy przed egzaminem. Zostały mi cztery do zdania- i właśnie nie wiem, co potem? Czy mam wybrać się od razu do psychologa? Czy może do psychiatry? Czy pomoc psychologa w takim przypadku jest w ramach funduszu zdrowia, czy też muszę iść prywatnie? naprawdę nie wiem, dlaczego mnie dopadła ta nerwica- bo z tego, co tu czytałam- bierze się to często z powodu samotności- a ja samotna nie jestem. Czy nerwica może zaistnieć po prostu z powodu długich lat życia w wielkim stresie? Od czego mam zacząć leczenie? Pomóżcie mi błagam, bo czuję, że nie chce mi się z tym dłużej żyć:(
Największe szczęście i największe nieszczęście są jedynie drobnymi odchyleniami od zwykłego losu
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
31 sty 2007, 17:01
Lokalizacja
Poznań

przez Aga1 01 lut 2007, 12:01
Alicjo mozna zaczac od psychologa.Z wlasnego doswiadczenia wiem ze szkoda czasu i jednak lepiej zaczac od psychiatry.Poszperaj w internecie byc moze w przychodni gdzies niedaleko Ciebie przyjmuje psychiatra.Coraz wiecej w przychodniach zatrudniaja psychiatrow. Nie obowiazuje tu zadna rejonizacja tylko musisz sprawdzic czy maja kontrakt podpisany z NFZ.Potrzebny jest dowod i jezeli nie pracujesz rodzinna ksiazeczka zdrowia. Psycholog napewno tez bedzie potrzebny ale to juz poprowadzi Cie lekarz. Zycze powodzenia
Offline
Posty
553
Dołączył(a)
20 kwi 2006, 11:33
Lokalizacja
mazowsze

przez alice251 01 lut 2007, 17:09
Mam bardzo stresującą sytuację w domu- czy jest sens w takim razie zaczynać leczenie, zanim sie stąd wyprowadzę? Czy może najpierw zacząć właśnie od przeprowadzki i żyć bez tego stresu, a dopiero potem wziąć się za wizyty u psychologa czy psychiatry? Czy myślicie, że jest możliwość, że te moje stany lękowe i wszystko z nimi związane mogą minąć, jeśli odzyskam spokój ducha?
Największe szczęście i największe nieszczęście są jedynie drobnymi odchyleniami od zwykłego losu
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
31 sty 2007, 17:01
Lokalizacja
Poznań

lot samolotem

przez edurbi 27 mar 2007, 11:02
Witajcie,
w swieta lece do Anglii - sama. Boje sie... Boje sie, ze bede miala dusznosci i spanikuje. Jak mam ataki to nie moge usiedziec w miejscu, musze wtedy otworzyc okno i pooddychac troche swiezym powietrzem. W samolocie jednak to niemozliwe. Czy ktos z was lecial juz samolotem majac nerwice lekowa z atakami paniki??
"Jesli sie skupisz na tym co zle,zabraknie miejsca na to co dobre"
Offline
Posty
85
Dołączył(a)
02 mar 2007, 09:30
Lokalizacja
slask

Avatar użytkownika
przez telimenka 27 mar 2007, 12:57
witajcie! Ja nie boję się lęku w środkach komunikacji. Uwielbiam autobusy etc. ale tylko dopóki jestem tam anonimowa. Właściwie to najbardziej boję się spotkania kogoś w autobusie... śmieszne, wiem :(
A samoloty uwielbiam, nawet moja koleżanka się dziwi, bo przeciez to ja powinnam panikować. Kocham latanie :)
pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
270
Dołączył(a)
14 mar 2006, 21:36
Lokalizacja
Śląsk

przez edurbi 27 mar 2007, 19:10
Mam nadzieje, ze lot bedzie Ok i nie spanikuje :?
"Jesli sie skupisz na tym co zle,zabraknie miejsca na to co dobre"
Offline
Posty
85
Dołączył(a)
02 mar 2007, 09:30
Lokalizacja
slask

przez Kriss 10 maja 2007, 14:50
No ja boje sie tylko jazdy na dluzsza mete, poniewaz zawsze mysle ze zachce mi sie wyproznic :P gdyby nie te problemy to bylo by okej... najbardziej boje sie bolu brzucha i rozwolnienia , i wlasnie stad mam leki po przebytej nerwicy zoladka :P
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
28 gru 2006, 21:19

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 33 gości

Przeskocz do