Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez Izuś 26 lip 2010, 11:45
Shadowmere dziekuje , ale jak pisałam nie ma szans się wyprowadzić , bo mąż nie chce :( Już sama nie wiem ile razy go prosiłam raz grzecznie drugi raz złościa i nic na niego nie działa :( to było jego marzenie żeby sobie góre wykończyć , tylko strasznie opornie mu to idzie . Ale może w końcu weźmie się za robote - oby . Przynajmniej jak się wkurze to schowam się u siebie , mam nadzieje że nie będzie tam wchodzic nieproszona , chociaż po taj kobiecie można się spodziewać wszystkiego :(
Co do podziału obowiązków to nie takie proste , bo widzisz u mnie jest jeszcze tak że ja pracuje a ona mi sie małą zajmuje ,a jak coś powiem to sie obrazi i dopiero będzie , teraz to chociaż w pracy jestem spokojna ,ale jak tylko przychodzi czas iść do domu to sie cala trzęsę bo nie wiadomo co sie zastanie i czy znowu nie będzie że głodze dziecko albo cos innego .(szczególnie mi ciężko się wraca po takich sytuacjach jak wczoraj )
I tu jest tak że to teściowa się zajmuje kiedy chce a nie kiedy ja :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
60
Dołączył(a)
26 lip 2010, 09:35

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez Shadowmere 26 lip 2010, 11:59
Izuś, Ta sytuacja psuje Ci uroki macierzyństwa.Dziecinstwo trwa bardzo krótko,doroslosc cale życie i ani sie obejrzysz,a Coreczka będzie już duża,a Ty będziesz miala tylko fatalne wspomnienia z tego okresu.Nie możesz postawic sprawy na ostrzu noża-że dopoki mąż nie wykonczy góry to wyprowadzasz się z małą?Zawozilabys ją przed pracą do dziadków,a po pracy odbierala i bylybyście same w spokoju,a mąż wracalby np. na noc?Potrzebujesz profesjonalnego wsparcia,jakiegos terapeuty,ktory pomoglby Ci w wypracowaniu asertywnych zachowań.Mialaś w dzieciństwie ciężko (ja też jestem dda) i to rzutuje na Twoja obecną samoocenę i strach przed zaznaczeniem granic..
Shadowmere
Offline

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez Izuś 26 lip 2010, 12:14
Shadowmere gdybym się wyprowadziła to nie miałabym gdzie wracac , bo teściowa na pewno by sie nie zgodziła , a tym bardziej nie opiekowała by mi dziecka .
Wiem że czas szybko ucieka i dzieci rosną i wiem co mi ta kobieta zabrała , praktycznie dziecko , bo jak małej jest źle to idzie do babki , wzięło sie to z tąd że jak pisałam wcześniej jak tylko zpłakała to mi ją wyrywała . ja w tej chwili dziecka nie umie uspokoić a tamta ja weźmie i dziecko od razu sie uspokaja , ale niestey pozwoliłam sobie na to i bardzo żałuje, ale chciałam żeby mąż był szczęśliwy że w dom ujest spokój .
Dlatego też powiedziałam że jeśli zdecyduje sie na drugie dziecko to tylko wtedy gdy będziemy na swoim .
Avatar użytkownika
Offline
Posty
60
Dołączył(a)
26 lip 2010, 09:35

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez Izuś 02 sie 2010, 08:02
Witam ponownie .
No i dozło do tego ze się pocięła , było to w sobote po południu , a w niedziele wpadłam w taki szał , że gdyby mąż mnie nie trzymał to bym frunęła jak ptaszek z dachu . Koniec końców wezwał lekarza , dostałam połowe clonazepanu i ćwiartkę amitriptylinum i zasnęłam jak dziecko , leki oczywiście dostał mój mąż żebym czasem się do nich nie przyssała , bo by ie było ratunku :(
Najgorsze w tym wszytkim jest dziecko , bo ma mame wariatkę .
Ja mimio że biore te leki to i tak o niczym innym nie myśle , jak tylko o tym żeby ze sobą skończyć , bo po co dziecku matka , a mężowi żona WARIATKA !!!!!!!!!!!!!!!!
Więc jakbym sie dłużej nie pokazywała to odpowiedź macie wyżej .
To tyle :(

[Dodane po edycji:]

Witam ponownie .
No i dozło do tego ze się pocięła , było to w sobote po południu , a w niedziele wpadłam w taki szał , że gdyby mąż mnie nie trzymał to bym frunęła jak ptaszek z dachu . Koniec końców wezwał lekarza , dostałam połowe clonazepanu i ćwiartkę amitriptylinum i zasnęłam jak dziecko , leki oczywiście dostał mój mąż żebym czasem się do nich nie przyssała , bo by ie było ratunku :(
Najgorsze w tym wszytkim jest dziecko , bo ma mame wariatkę .
Ja mimio że biore te leki to i tak o niczym innym nie myśle , jak tylko o tym żeby ze sobą skończyć , bo po co dziecku matka , a mężowi żona WARIATKA !!!!!!!!!!!!!!!!
Więc jakbym sie dłużej nie pokazywała to odpowiedź macie wyżej .
To tyle :(

EDIT

dochodze pomału do siebie i zastanawiam się co ja najlepszego zrobiłam , reka wyglada jak by była w sieczkarni .
Czuje taki wielki wstyd , jak to wszystko przetrwać :(
Pomocy !!!!!!!!!!!!!

[Dodane po edycji:]

Witam ponownie .
No i dozło do tego ze się pocięła , było to w sobote po południu , a w niedziele wpadłam w taki szał , że gdyby mąż mnie nie trzymał to bym frunęła jak ptaszek z dachu . Koniec końców wezwał lekarza , dostałam połowe clonazepanu i ćwiartkę amitriptylinum i zasnęłam jak dziecko , leki oczywiście dostał mój mąż żebym czasem się do nich nie przyssała , bo by ie było ratunku :(
Najgorsze w tym wszytkim jest dziecko , bo ma mame wariatkę .
Ja mimio że biore te leki to i tak o niczym innym nie myśle , jak tylko o tym żeby ze sobą skończyć , bo po co dziecku matka , a mężowi żona WARIATKA !!!!!!!!!!!!!!!!
Więc jakbym sie dłużej nie pokazywała to odpowiedź macie wyżej .
To tyle :(

EDIT

dochodze pomału do siebie i zastanawiam się co ja najlepszego zrobiłam , reka wyglada jak by była w sieczkarni .
Czuje taki wielki wstyd , jak to wszystko przetrwać :(
Pomocy !!!!!!!!!!!!![/quote]
Avatar użytkownika
Offline
Posty
60
Dołączył(a)
26 lip 2010, 09:35

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez Alkin 04 sie 2010, 15:08
Witam.

Właśnie się zarejestrowałem na forum i może napisze jak wygląda mój "przypadek".
Lęki zaczęły się u mnie kiedyś, dawno, dawno temu, jak miałem 18 lat. Długo nie wiedziałem co mi jest, myślałem, że mam chore serce i w ogóle myśli hipohondryka rozkręcone na 100%, wszystkie badania wyszły ok i nadal nie wiedziałem co się dzieje. Dopiero pewna mądra Pani doktor wysłała mnie do psychologa, a tam on wręczył mi książeczkę o lęku i...eureka. Były wypisane objawy, chyba ze 30 i wszystkie miałem :D Potem była psychoterapia i kuracja bodaj remeronem i po około roku lęki minęły (poza niewielkimi epizodami).

A teraz historia nowożytna, mam już prawie lat 29 i od roku mam nawrót tego koszmaru. Codziennie jestem zmęczony, nic mi się nie chce, boje się odejść dalej od domu, ciągle mi duszno i w głowie mi się kręci. Do tego doszły badania, które oczywiście po raz kolejny zrobiłem. Wyszło, że mam HCV (wirusowe zapalenie wątroby typu C) i dwa guzy w mózgu (jeden torbiel i jeden nie wiadomo (do dalszej konsultacji). I żeby ładnie przypieczętować "tragizm" całej sytuacji, tydzień temu zostawiła mnie kobieta (po 2 latach ponad) bo chyba już nie wyrobiła (w sumie się nawet nie dziwie).

Teraz w ramach kinetycznego przyjęcia kopa w tyłek, staram się odwrócić całą tą sytuacje na pozytyw i zacząłem się odchudzać, rzuciłem granie w wowa (co zabierało mi strasznie dużo czasu) no i znowu zacząłem chodzić na psychoterapie. Postępy na chwile obecną są w tych 2 pierwszych bo to 3 wymaga jeszcze trochę czasu. Mam nadzieje, że będzie dobrze i pozdrawiam wszystkich umierających, zbolałych, zmęczonych i zmaltretowanych tym paskudztwem. Wiem, że można z tego wyjść bo już raz się udało (na 10 lat) chociaż teraz może być odrobine trudniej.

Pozdrawiam, Filip.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
31 lip 2010, 12:44

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez aga20 10 sie 2010, 16:56
Witam wszystkich, to moj pierwszy post na tym forum, nie chcialam zakladac osobnego tematu wiec pisze tutaj.
Cierpie na nerwice od kwietnia, wszystko zaczelo sie od objawow somatycznych i do tej pory na nich sie koncentruje chociaz ostatnio doszly nowe.. ale od poczatku. Zaczelo sie pewnego dnia rano gdy bylam na uczelni. Bylam wtedy zestresowana, denerwowalam sie , juz nie pamietam czym... Wypilam kawe ktora pilam w czasie zajec praktycznie codziennie od miesiecy. Tym razem moze przez nerwy czy tez moze cos nietak bylo z ta kawa, rozbolal mnie brzuch i musialam szybko wyjsc do toalety. Sytuacja powtarzala sie kilka razy w czasie kolejnych zajec co mocno mnie stresowalo zwlaszcza ze w tym dniu bylo najwiecej zajec a biegunka meczyla mnie od samego rana. Byly to tez zajecia wylacznie z moja grupa, nie wyklady, wiec rzucalo sie w oczy ze wychodze. Czulam sie glupio i balam sie ze wszyscy patrza na mnie jak na idiotke ;/ ale jakos dalam rade, dojechalam do domu i wieczorem czulam sie lepiej. W zasadzie nic przeciez sie nie stalo, kazdemu sie zdarza czasami zatruc, na miescie czy w innym miejscu publicznym, mnie tez, i nigdy nie robilam z tego tragedii.. nastepnego dnia niby bylo juz ok. Umowilam sie z chlopakiem na spacer. Wysiadlam z autobusu i nagle dopadla mnie glupia mysl ze wczoraj zatrulam sie na uczelni , a nawet tam byl problem z chodzeniem do toelaty kiedy potrzebowalam , a tu jestem na dworze i zadnego kibla w poblizu. Ogarnal mnie jakis chory lęk i rozbolal mnie brzuch, powiedzialam chlopakowi ze dalej zle sie czuje i zebysmy poszli najpierw do galerii handlowej a pozniej polazimy. Mial pretensje ze zmieniam plany bo chcial pospacerowac, to mnie dodatkowo zestresowalo, że swoim zachowaniem robie mu klopot.. Poszlismy w koncu do galerii , tam nagle wszystko mi przeszlo bo wiedzialam ze jakby co mam blisko toalete... zaczelam sie denerwowac ze tak sie wtedy na tym spacerze poczulam ale zwalilam to na wczorajsze zatrucie. od tamtej pory jednak zaczal mnie lapac ten lek i bol brzucha w roznych sutacjach kiedy nie bylo w poblizu WC , np rano w autobusie do szkoly , jednak bylo to dosc sporadyczne i nie stwarzalo wielkiego problemu.

Najgorsze zaczelo sie pare dni pozniej. Po sniadaniu dostalam naglej i ostrej biegunki. Myslalam ze moze po prostu zaszkodzilo mi cos , bo jadlam na tym sniadaniu rzeczy ktorych na codzien raczej nie jem (byly swieta ;). Ale powiazalam to z tym co dzialo sie w zeszlym tygodniu i zaczelam sobie wkrecac ze o boze znowu mi sie to przydarzylo, co by bylo gdybym byla w tym momencie na uczelni , albo gdyby mnie to zlapalo wtedy na spacerze z chlopakiem, chyba nie zdazylabym dobiec do kibla;/ moi rodzice zbierali sie na wycieczke po tym sniadaniu, ja i tak mialam zostac w domu wiec w niczym mi to nie przeszkodzilo i w sumie nie byly powodu do niepokoju. ale zaczelam myslec co by bylo gdybym jednak chciala jechac z nimi, gdybym byla z nimi w samochodzie gdzies w trasie ;/ i wtedy bym dostala biegunki ;/ nie wiem skad wziely sie u mnie takie mysli, raz juz zaszkodzila mi kawa na miescie, biegalam wtedy po wszystkich kiblach w okolicy, mialam problem z dojazdem do domu i nic sie nie tym pozniej nie martwilam, na nastepny dzien potrafilam sie z tego smiac, wypic kawe w domu , wyjsc i niczym sie nie martwic. a teraz takie sytuacje zaczely powodowac u mnie takie obawy jak napisalam. Zaczelam sobie tez wkrecac ze to pewnie z nerwow i ze sie to powtorzy. Tym bardziej sie tym martwilam bo nigdy nie mialam czegos takiego. Znowu powtorzyla sie sytuacja z chlopakiem ktory pisal do mnie pozniej w ten swiateczny dzien , chcial gdzies ze mna pojechac, ja sie balam w ogole gdzies wyjsc a co dopiero jechac z nim autem, ze znowu dostane biegunki i narobie sobie wstydu ;/ Powiedzialam mu ze zle sie czuje i nie chce zepsuc tym wycieczki , zebysmy nie musieli sie wracac zaraz przeze mnie i w ogole. Myslalam ze zrozumie i okaze jakas troske, ale przeciwnie.. mial pretensje ze nie chce spedzac z nim czasu , ze pogoda ladna to mozemy sie gdzies wybrac a ja nie chce. To mnie jeszcze bardziej zdolowalo i nasililo lek ze taka sytuacja sie powtorzy i uniemozliwi jakies wyjscie z domu albo przydarzy sie w trakcie. Zaczelam sobie wmawiac ze to wszystko pewnie bylo z nerwow nie od jedzenia, i to mnie szczerze mowiac przerazilo bo nigdy nie mialam dolegliwosci jelitowych na tle nerwowym - zawsze byl to bol zoladka i mdlosci i to raczej przed konkretnym stresujacym wydarzeniem np matura, i bylo to do opanowania - a jak tu gdzies wyjsc i sie nie denerwowac jesli w okolicy nie ma toalety ;/ zaczal mnie bolec brzuch, biegunka lapala mnie w roznych porach dnia, miedzy posilkami, bez znaczenia co i ile zjadlam. im dluzej to trwalo tym bardziej sie denerwowalam. Przerazalo mnie to ze tak reaguje na stres, w dodatku jakis urojony i bezsensowny, bo nie balam sie niczego konkretnego tylko tego ze dolegliwosci sie zaczna . Chore bledne kolo. Najbardziej przerazala mnie mysl ze skoro to wszystko jest spowodowane wylacznie stresem to moze sie zaczac wszedzie , o kazdej porze a ja nie moge tego zwalczyc. Balam sie powrotu na studia po tym tygodniu wolnego, tego jak wytrzymam rano w autobusie i na zajeciach.

I wtedy sie zaczelo. Jazdy autobusem byly koszmarem. Robilo mi sie goraco, spocone dlonie, bol brzucha, liczenie przystankow, paniczny strach ze w koncu zdenerwuje sie tak ze nie wytrzymam i bede musiala wysiasc gdzies na trasie i biegac rano szukac WC . Kazdy korek na ulicy, wolna jazda autobusu powodowal wrecz paniczny lęk, po prostu paranoja. Na zajeciach po jakims czasie sobie poradzilam, zobaczylam ze potrafie wytrzymac te 1.5 godziny i to mnie uspokoilo. w zasadzie bylo lepiej niz w czasie jazdy na miescie bo wiedzialam ze jakby co zawsze moge na uczelni isc do toalety. Gorzej bylo tylko w czasie egzaminow kiedy wiedzialam ze nie ma mozliwosci wyjscia i do tego musze wysiedziec w spokoju co najmniej pol godziny i skupic sie na tescie. Mialam schizy ze wszyscy widza jak sie stresuje , i ww objawy: spocone rece, mdlosci, paniczny lęk. To bylo jakies bledne kolo.. Najpierw denerwowalam sie ze zmarnowalam przez to wolne (swieta), pozniej tym ze to w ogole dalej trwa , ze nie przechodzi. Kiedy denerwowalam sie przed wyjsciem z domu, a nic sie nie stalo jak wyszlam, zamiast ulgi czulam podwojny stres: bo co w tym normalnego ze stresuje mnie cos takiego jak np wyjscie do sklepu , przeciez nieraz bede musiala gdzies wyjsc, to chore ze w ogole czyms takim sie martwie. Nie mam sie z czego cieszyc ze nic sie nie dzialo jak gdzies wyszlam bo co to za wyzwanie, codzienne zycie, a mnie to zaczelo tak przerazac... Do tego doszedl lek przed czyms konkretnym. panikowalam ze nie wytrzymam w czasie sesji, najbardziej balam sie najwazniejszego egzaminu trwajacego 3h. Czulam ze po prostu tyle nie wysiedze, bez mozliwosci wyjscia do wc i z tymi wszystkimi dolegliwosciami, do tego "zwykly" stres przed samymi egzaminami... w koncu jednak przeszlam wszystkie testy , poszly mi dobrze, jakos wytrzymalam ale ile nerwow przed i po mnie to kosztowalo zrozumieja chyba tylko ci ktorze mieli podobnie. No i zaczely sie wakacje, pomyslalam ze teraz nie ma juz zadnych stresujacych sytuacji, ani nauki ani koniecznosci pojechania gdzies, ladna pogoda, czas wolny to moze sie uspokoje... ale nie polepszylo sie. Bylo nawet gorzej bo wczesniej moglam czesciowo zrzucic to na stres zwiazany z sesja , chociaz wiedzialam przeciez ze to zaczelo sie duzo wczesniej i nie jest spowodowane egzaminami. I jak juz zaczely sie wakacje w pelni to do mnie dotarlo. Wczesniej musialam sie zmuszac zeby wyjsc na uczelnie, wysiedziec tam, napisac egzamin, no bo i tak nie mialam wyjscia. Koncentrowalam sie na tym ze musze cos zrobic mimo lęku. i to ze mi sie to udawalo dawalo mi jakas motywacje. Mialam tez cel zeby to wszystko przejsc i doczekac wakacji, wtedy jeszcze liczylam ze sie w tym czasie polepszy. W wakacje kiedy stres "dorazny" zwiazny ze studiami minal, troche ochlonelam i ogarnelam to wszystko, zaczelam myslec o tym jak sie czulam przez ostatnie 2 miesiace i ze teraz nic nie musze , ze kazde wyjscie z domu zalezy ode mnie, lęk mi sie nasilil. Na mysl jak mi to ograniczylo normalne zycie, np jest lato a ja nie jestem w stanie isc do parku na jakis spacer bo bede myslec tylko o tym co zrobie jak rozboli mnie brzuch robilo mi sie slabo;/ Tak jak wczesniej balam sie przez to egzaminow, teraz zaczelam sie jeszcze denerwowac ze nie znajde przez to zadnej pracy a w koncu nic nie bede w stanie zrobic tylko zamkne sie w domu i zmarnuje cale wakacje. Te mysli lapaly mnie najczesciej przed takim stresujacym wydarzeniem bo jak juz przychodzilo co do czego albo jakos udawalo mi sie zdystansowac i odsunac te mysli albo balam sie tak bardzo ze nie dopuszczalam do siebie tego strachu (np myslenie "trwa egzamin, nie moge wyjsc ale musze go napisac, balam sie tak juz tyle razy wczesniej i wytrzymalam to teraz tez dam rade , nie bede myslec co bedzie jak bede musiala wyjsc bo to po prostu zbyt straszne :>) i jakos wytrzymalam. W ten sposob poradzilam sobie z koncowka studiow i znalazlam w wakacje prace.
Zalezalo mi zeby nie pozwolic sie ograniczyc przez te problemy jelitowe i strach bo wtedy bedzie jeszcze gorzej i bede sie bala w ogole wyjsc z domu , wsiasc do autobusu itd. Nieraz mnie to kosztowalo wiele wysilku ale nigdy nie zostalam w domu przez to ze sie balam, zmuszalam sie zeby wsiasc do autobusu, pojechac na miasto . To mnie troche motywowalo i dodawalo sil, ze probuje funkcjonowac normalnie . Wmawialam sobie ze zycie az tak sie nie zmienilo. Tylko ze ile tak mozna. Lęk przed tym że sie zdenerwuje, przed bolami brzucha i biegunka, przed tym ze zlapie mnie to gdzies gdzie nie bedzie wc caly czas we mnie jest, im dluzej to trwa tym gorzej. W koncu przerodzilo mi sie to w trwale bole brzucha ktore sie utrzymywaly niemal caly dzien. Zaczelam jeszcze bardziej histeryzowac ze przez te nerwowe bole tylko uszkadzam sobie uklad pokarmowy i w koncu naprawde na cos zachoruje. Nie dosc ze sie obwinialam o ta sytuacje i mialam do siebie pretensje, martwilam sie ze naprawde zrujnuje sobie zdrowie przez swoje urojenia. Poszlam do lekarza ,zrobilam badania (usg,krew,mocz,kal) , wszystko ok. Biore od paru tygodni Debretin i Iberogast ktore duzo pomogly ale i tak trzymaja sie mnie te chore lęki bo wiem ze nawet jak jest lepiej to za zasluga lekow a nie moge ich brac przeciez cale zycie, problem jest w glowie..

od paru tygodni szukalam psychologa u ktorego moglabym chodzic na darmowa psychoterapie czy chocby na czeste wizyty (od marca chodze do jednej pani psycholog ale ciezko sie do tej przychodni zarejestrowac , odstepy miedzy wizytami to co najmniej 3-4 tygodnie, wiec niestety to zadna pomoc na dluzsza mete). Platna terapia to ostatecznosc (studiuje dziennie na prywatnej uczelni, ciezko z kasa). Na razie znalazlam jedna psycholog u ktorej mam nadzieje rozpoczne terapie pod koniec sierpnia. Mysle ze gdybym mogla chociaz raz na 2 tygodnie porozmawiac o tym z lekarzem to wyszlabym z tego chociaz czasami czuje ze to nigdy nie przejdzie i ze trwa od zawsze ;/ Ostatnio bylo juz lepiej , chociaz tak panikowalam to znalazlam prace i nie bylo w niej zadnych problemow. Coraz czesciej wychodzilam daleko na miasto , czasem na caly dzien i tez nic sie nie dzialo (chociaz zawsze spokojniej sie czulam gdy wiedzialam ze moge isc do wc ;) ) . Wyjechalam nawet na pare dni co wczesniej wydawalo mi sie niemozliwe i tam tez wiekszosc czasu bylo ok. Niestety , ostatnio zerwalam z chlopakiem, po czesci wlasnie przez ta nerwice, konkretnie przez to ze nie otrzymalam w tym czasie od niego praktycznie zadnego wsparcia , czulosci czy nawet proby zrozumienia . To pewnie przyczynilo sie do tego ze czulam sie coraz gorzej i do tego winna bo nawet facet z ktorym bylam ponad 3 lata nie robil nic zebym sie poczula lepiej. Sam fakt zerwania zwiazku mnie dobija a teraz wszystko rzutuje jeszcze na ta nerwice. Czuje sie jakby wszystkie uczucia normalne w takiej sytuacji , samotnosc, rozczarowanie i zal, byly podwojone bo nasilaja sie jeszcze te lęki. Odkad z nim zerwalam znow nasilily sie te bole brzucha, mimo tabletek na jelita, strasznie sie boje ze wroci sytuacja sprzed paru miesiecy bo jednak ostatnio bylo lepiej i przynajmniej nie meczyly mnie biegunki . Do tego te lęki ze stracilam osobe ktora jednak byla mi bliska przez 3 lata a raczej mialam takie wyobrazenia.. ze teraz strace wszystkich i nie znajde nikogo nowego bo kazdego odstraszy ta nerwica...ze sama sobie z niczym nie poradze i po prostu tego nie przezwycieze po prostu beznadzieja.

Niezle sie rozpisalam, dzieki jesli ktos dal rade doczytac do konca :) Jesli ktos mial lub ma podobny problem , w sensie nerwica z naciskiem na podobne dolegliwosci somatyczne i chcialby pogadac to zapraszam;) . Gdyby ktos znal dobrego psychologa (prywatnego) we Wroclawiu to tez prosze o kontakt. Czy psychoterapia jest skuteczna w takim przypadku i czy ktos wyszedl z tego przy samej terapii, bez lekow (jak dotad biore tylko Coaxil od 3 miesiecy) ?pozdrawiam :)
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
10 sie 2010, 14:04

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez polo 25 sie 2010, 01:28
Filip-a jak miales te 18 lat to jak wygladala twoja psychoterapia i ile trwala?
trzymsie.pl - zapraszam na bloga o ukończonej drodze wyjścia z nerwicy (objawy wegetatywne, lęki i natręctwa), piszę tam jako paolo jones, z chęcią odpowiem na pytania
Avatar użytkownika
Offline
Posty
143
Dołączył(a)
21 gru 2009, 23:15
Lokalizacja
Kraków

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez bergamotka76 28 sie 2010, 09:26
Izus wiem ze to trudne ale musisz uciekac!!! uciekac i to szybko bo wykonczysz i siebie i dziecko , nie mozesz robic takich rzeczy bo dzialaja na twoja niekorzysc, beda miec argumenty ze masz zaburzenia

a co do twojego meza -wybacz ale to dupa nie facet- postaw mu ultimatum ze albo sie wyprowadzicie albo odchodzisz! nawet jesli mialabyc odejsc i czasowo- powtarzam czasowo zamieszkac u swojej matki to zrob to! jednakze nie mow nikomu nic co planujesz....uwierz mi ...
twoj maz wtedy zobaczy ze nie zartujesz

poszukac jakiegos osrodka gdzie moglabys skorzystac z pomocy psychologa

ja nie mieszkam na szczescie z tesciowa ale juz kilka razy powiedzialam jej zeby sie nie wtracala w wychowyanie mojego dziecka bo to ja jestem matka , ja wiem najlepiej co mu potrzeba i ja podejmuje dezycje! ostatnio znow sie smiertelnie obrazila bo powiedzialam jej co mysle gdy uslyszalam ze spodziewala sie lepszej synowej! brak slow...


pomysl ze to co zrobisz bedzie mialo wplyw nie tylko na twoje zycie ale i zycie twojej coreczki , ktora chcialaby miec zdrowa usmiechnieta mamę

nie daj sie , prosze zrob cos!
" Uważaj na ludzi którzy nigdy się nie śmieją - sa niebiezpieczni"
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
05 kwi 2010, 10:03
Lokalizacja
Gdańsk

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez agata1647 30 sie 2010, 15:48
Witam wszystkich serdecznie po raz pierwszy
Od dzisiaj zaczęłam brać tabletki Bellergot,póki co bynajmniej nie mam telepawek spowodowanych stresem,nerwami...mam dopiero 17 lat ale miewam takie huśtawki nastroju,że szok.Może to ten wiek dojrzewania i kształtowania się osobowości jest taki trudny.Jestem strasznie nerwowa a jak złapię doła to siedzę i płaczę.Zobaczymy jak ten lek poskutkuje.Mam nadzieję,że mi pomoże.Ale przyznam też,że czasami lubię sobie sięgnąć po alkohol :-| wiem,że momentami źle postępuję,jestem tego świadoma.wiem,że to picie mi nic nie da.w dodatku moja najlepsza przyjaciółka od dzieciństwa wyjechała do Anglii jakieś 2 miesiące temu i już ma tam pracę,także prędko nie wróci,może na święta przyjedzie no ale co z tego jak za pewne tam wróci bo tu nie ma przyszłości,odkąd ona wyjechała to nawet nie mam z kim tak szczerze o wszystkim porozmawiać,wszędzie razem chodziłyśmy i w ogóle.Teraz nawet nam się kontakt urwał :-( jestem wrażliwą osobą.może po mnie tego nie widać bo w gronie znajomych jestem duszą towarzystwa,żartuję często i takie tam.ale już mam wszystkiego dość i nawet tych znajomych...w dodatku ciężko mi znaleźć odpowiedniego chłopaka.no nie powiem-powodzenie mam ale w tym momencie to już nawet nie chce mi się oglądać za chłopakami.teraz to się zabunkrowałam w domu i siedzę,nie mam ochoty wychodzić z domu.wolę sobie sama posiedzieć.nie chce mi się z nikim rozmawiać.staję się opryskliwa. wiele rzeczy mnie denerwuje.czasami mam myśli samobójcze :shock: omg...teraz sobie myślę-co się stało z tą dziewczyną,która zawsze była taka twarda...może będzie lepiej jak zacznie się szkoła,teraz do 2 liceum idę i jeszcze dodatkowo szkoła muzyczna...mam ambicje lecz takie zagubienie się chyba jest normalne w moim wieku...jak mi coś nie wychodzi to płaczę :cry: czy powinnam pójść do psychologa aby pomógł mi się jakoś ''ogarnąć'' ???
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
30 sie 2010, 14:41

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez Misiek_NL 01 wrz 2010, 18:33
Leczyłem się na NL 1,5 roku głównie lekami - Setaloft, Elenium, Sulpiryd i doraźnie Afobam. Ogólnie zaczeło się od ataku paniki, i ciągłych napięciowych bóli głowy... Zrobiłem wtedy badania i wszystkie wyszły OK. Skierowano mnie do psychiatry i padła diagnoza "nerwica lękowa". Po paru miesiącach leczenia poczułem się pewniej i nadużywałem alko. Było już dobrze wiec razem z psychiatrą postanowiliśmy odstawiać leki, oczywiście powoli i stopniowo... trwało to 3 miesiące. Wszystko było ok czułem się dobrze tylko piłem dalej jak smok. I tak minoł miesiąc było nawet w porządku. Dwa tygodnie temu zaczoło mnie boleć serce i wogóle ogólna panika że to zawał... Biegiem do lekarza EKG wzorowe ale pani doktor stwierdziła że to może być coś w brzuchu i dostałem skierowanie na USG jamy brzusznej... i zaczeło się wkręcanie sobie chorób przeróżnych od raka żołądka do zapalenia trzustki i życie w ciągłej panice i w przekonaniu że umieram :( Oczywiście alkohol odstawiłem od razu. USG jamy brzusznej wyszło także wzorowo podobnie jak i badania krwi, ale ja dalej nie mogłem się uspokoić i doszłem do wniosku że to pewnie coś w głowie mam jakiegoś krwiaka, tętniaka, czy coś... Pojechałem więc w panice na oddział neurologi gdzie zrobiono mi TK głowy i oczywiście tez wszystko w porządku... Skierowanie do psychiatry i wszystko od nowa. Byłem u psychiatry i mam zespół apstynencyjny benzodiazepinowy + alkoholowy i powrót nerwicy lękowej... 9 września idę na terapię. Objawy takie jak miałem 1,5 roku temu teraz się tak jakby nasiliły i doszło takie dziwne uczucie które pojawiło się przy jednym z ataków paniki podczas oczekiwania na USG jamy brzusznej a mianowicie czasem robi mi się ciemno przed oczami tak dziwnie bo widzę wszystko ale tak jakbym sobie wyobrażał ciemność i wogóle czuję się jakoś dziwnie nie pewnie jakby mnie nie było albo byłbym gdzieś daleko - mieliście kiedyś coś takiego, co to może być ??
Misiek_NL
Offline

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez zawilinski 02 wrz 2010, 16:14
z tego co tu czytam to macie prze.srane, ale chyba tu kazdy na forum tak ma. leki bedziemy brac do konca zycia. dla was to jest pietno? ludzie pomyslcie ze kilkadziesiat lat temu nie bylo takich lekow i ludzie byli zamykani w "obozach" psychiatrycznych bo szpitalem tego nie mozna bylo nazwac. wy sie cieszcie ze sa psychiatrzy i te leki, bo inaczej byloby cienko. powiem tak. nikomu nie rozpowiadam ze jestem chory, bo bym se tylko smrodu narobil a potem nigdzie bym pracy nie znalazl. teraz w ogole mnie nie rusza ze chodze do lekarza ktory jest psychiatra. mila kobieta, ludzka, choc troche oporna jesli chodzi o stosowanie nietypowych lekow. media i ludzka nienawisc do wszystkiego co nienormalne wytworzyla u ludzi wstyd, nienawisc juz nie mowie ze wstyd przed innymi ludzmi ale ze ludzie sami w sobie czuja wstyd ze chodza do psychiatry. ludzie chodzicie do psychiatry zeby nastawic chemie w mozgu na wlasciwy poziom. jesli chodzi o psychoterapie to jakos cienko to widze. wizyty drogie, dlugie, meczace, absorbujace, ale czy daja jakis efekt? nie wiem ja nie chodze do psychologa i nastawiam leki bazujac na wiedzy z internetu i z forum. jak ja sie nie zajme swoim zdrowiem to kto sie nim zajmie? psychiatra? w 15 minut? mam pewne pomysly, ide do lekarki, ona przemysla, mowi zazwyczaj o objawach ubocznych, ja mowie ze jakbym mial sie patrzyc tylko na objawy negatywne biorac leki ktorych wczesniej nie bralem to dawno bym zwariowal i przepisuje mi lek, ktory wczesniej przedyskutowalismy. oczywiscie trzeba iles tam godzin spedzic czytajac, myslac logicznie, wiazac wiedze z internetu z faktami w moim zyciu, zeby jako tako dobrac lek. ale kto powiedzial ze analiza ktora wykonaliscie przy doborze leku bedzie skuteczna. dlatego trza probowac az do skutku. i pamietajcie. leki bedziecie brac do konca zycia. choroba zaczynala sie stopniowo tzn. ze nawala chemia w mozgu a nie psychika sama w sobie. ja sie juz przyzwyczailem ze biore leki. dla mnie branie lekow to jak poranne i wieczorne picie herbaty. tak nalezy postrzegac swoja chorobe. jako codziennnosc a nie wyjatek. z tym sie zyje. jesli bedzie remisja to leki tez trzeba brac, bo sami wiecie ze jak sie leki odstawi to choroba wraca ze zdwojona sila i jest jeszcze wiekszy syf. recepty na wyleczenie nerwicy nie ma i nie bedzie bo kazdy ma inny mozg i inna chemie w tym mozgu, dlatego mowie ze trzeba walczyc, bo czytajac tu i w dziale depresji wydaje mi sie ze ci co maja ciezka depresje maja gorzej bo oni nic nie robia, z miejsca sie nie ruszaja bo nie maja sily, zero checi, maja dola, mysli samobojcze ogolnie gnija. jedyny kontakt dla nich to internet, bo tu ludzie sa anonimowi i moga opowiedziec swoja historie. nie wiem co gorsze czy miec leki i funkcjonowac jak zepsuta pralka czy w ogole nie funkcjonowac tzn wegetacja.
Offline
Posty
555
Dołączył(a)
11 lip 2009, 13:50

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez rikarika 02 wrz 2010, 17:04
Ja tam nie mam zamiaru brać leków do końca życia. W końcu to zwalczę. Tyle ode mnie.
Tylko wariaci są coś warci ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
89
Dołączył(a)
26 sie 2010, 19:58

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez Misiek_NL 02 wrz 2010, 17:22
zawilinski, To czym jesteś tzn. Twoja osobowość, charakter i dusza to Twoim zdaniem tylko chemia w mózgu ??

Dla mnie człowiek jest czymś więcej niż chemią w mózgu...
Misiek_NL
Offline

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez asdf 03 wrz 2010, 20:48
Witam,

jest to moj 1 post na tym forum. Pisze, gdyz nie moge sobie poradzic. Mam 15 lat 190 cm wzrostu. Trenowałem pływanie ( dosyc mocno, ale zawsze dobrze się czułem po ). Od pewnego czasu miewam kołatania serca, robi mi się słabo, mam zimne ręce, co chwila sprawdzam puls i mierze tętno... Kiedys zrobiło mi się słabo, pojechałem do lekarza i wszystko ok. Miałem 5 x EGK, badania krwi.. wszystko idealne. Miewam bóle, kłucia w klatce. Czasami takie jakby gorace kłucia po lewej stronie. Czesto pulsuje/bulgocze mi cos pod skóra w różnych miejscach ciała. Gdy robi mi się nie dobrze cały mam mam wrażenie, że zaraz zatrzyma mi się serce, etc. , i że to koniec ... lekarka powiedziała mi, po tym jak zrobiło mi się słabo, że za szybko urosłem i serce nie nadąża .. Jednak z czasem pojawiły się nowe objawy. Gdy robi mi się słabo tak się trzese jakbym był na syberii toples ... :( . Dodam jeszcze, że często mam uczucie " kamienia w gardle " - jednak do tej pory jeszcze nie zasłablem, po prostu czasami robi mi się gorąco w klatce i trochę słabo... najcześciej , gdy przez jakiś czas o tym myśle, że coś mi się stanie.. ale prześladuje mnie mierzenie pulsu.. Serce bije czasami - puk-puk-puk--puk - tak jakby miało przerwe na 1 uderzenie. Gdy leże na łózku czuje bicie serca w brzuchu.
Cały czas wydaje mi się, że cos mi jest, ze mam chore serce ..
Czy to jest nerwica, sam już nie wiem.

Licze na wasza pomoc, pozdrawiam.
No risk, no fun ;D !

Kuba.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
211
Dołączył(a)
03 wrz 2010, 20:37

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do