uzaleznienie od partnera/ki

Dział poświęcony uzależnieniom. Na forum dyskutujemy na tematy: alkoholizm, hazard, uzależnienie seksualne, uzależnienie od gier komputerowych, pracoholizm, palenie nikotyny oraz inne.

uzaleznienie od partnera/ki

przez innuendo 16 lut 2011, 23:32
Witajcie,
jestem tu nowa bo zawsze wydawało mi się, że wyolbrzymiam problem i, mówiąc krótko i powtarzając za otoczeniem, "jestem nienormalna", a jednak dzisiaj zdając sobie sprawę z własnych uczuć i przy okazji trafiając na forum zauważyłam, że nie jestem sama.
Jestem w związku już prawie 5 lat i od zawsze miałam takie trochę zaborcze ciągoty. Odkąd mieszkamy razem już mi raczej przeszło, nie robiłam awantur ani histerii gdy facet szedł sobie z kolegami na piwo czy na jakąś imprezę firmową. I szczerze mówiąc, myślałam że ten stan uzależnienia od niego, konieczności ciągłego bycia z nim itd już nie wróci.
Jutro wyjeżdża (w zasadzie dziś w nocy), leci samolotem, niezbyt daleko ale zawsze to te kilka godzin. Do lotniska musi dojechać samochodem, też kilka godzin. W piątek już wraca, więc wydawałoby się - histeryzuję, w czym problem. No właśnie w tym, że od kilku godzin nie robię nic innego, tylko wymyślam sobie najczarniejsze scenariusze - że coś mu się stanie w samolocie, w samochodzie (wiecie, katastrofy lotnicze, wypadki, mam bogatą wyobraźnię). Wiem, że to irracjonalne i zupełnie nie na miejscu, ale racjonalność to jedno a emocje drugie. Nie umiem tego zahamować, brzuch boli, głowa boli, popłakuję bo wydaje mi się, że może szybciej mi przejdzie (g.. prawda).
Zdaję sobie sprawę z problemu, ale nie umiem nic z nim zrobić. Mój partner też o tym wie, ale uważa że to po prostu nie jest normalne i trochę te lęki lekceważy. Pewnie ma rację, bo sam nie chce zwariować.
Wiem już że noc będzie nieprzespana bo będę się martwić, póki nie da rano znać że doleciał to nie odetchnę z ulgą. To samo czeka mnie następnego dnia rano. To jest chyba właśnie uzależnienie do partnera... :?

Fajnie, że przynajmniej człowiek nie jest sam i że inni mają podobne problemy, chociaż pocieszanie się cudzym nieszczęściem jest dość niewłaściwe moralnie ;)
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
16 lut 2011, 23:20

uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez linka 16 lut 2011, 23:47
Ważne jest żebyś sobie uświadomiła...co to da? Że Ty się będziesz przejmować? Każdy człowiek w każdej minucie życia jest zagrożony milionem rzeczy. Podróż samolotem jest statystycznie najbezpieczniejsza a już zapewne niż jeżdżenie po polskich drogach. Twój strach i stres nikomu nie pomoże, tyle tylko, że Ty będziesz się źle czuła a on będzie się martwił. Nawet jeśli coś się stanie Ty nie masz na to absolutnie żadnego wpływu, a czy się stanie - pewnie, że nie - tak samo jak poprzednim razem gdy wyjechał i jeszcze poprzednim - prawda?
Zaplanuj sobie te dni, wyjdź z koleżankami, zrób wielkie sprzątanie, idź na basen, do kina nie bądź sama z myślami. Nie zadręczaj go telefonami - dzwońcie do siebie na dzień dobry i dobranoc..... wszystko będzie oki. :smile:
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

uzaleznienie od partnera/ki

przez innuendo 17 lut 2011, 00:01
No właśnie problem w tym, że jeszcze nigdy nie leciał (przynajmniej w trakcie bycia ze mną, wcześniej ze dwa razy) ;) więc pewnie i dlatego wymyślam sobie różne rzeczy. Zresztą wystarczy, że poczytam sobie o jakimś wybuchu na słońcu, burzach magnetycznych i już mam wizję katastrofy. Z tym mam największy problem - jestem w stanie wymyślić sobie wszystko byle tylko się pognębić, nie mam pojęcia z czego to wynika. Ale chociaż wszyscy (nawet tutaj, jak widać) tłumaczą mi jak irracjonalne jest to co robię, to nic mi to nie daje - pewnie dlatego do tej pory nie wylądowałam na terapii, bo z góry zakładam że i tak nic mi to nie da. Taki typ "wiem lepiej" i będę się właśnie zamartwiać, płakać i wyobrażać najgorsze scenariusze. Ki diabeł mnie do tego kusi - nie wiem. A uzależnienie polega nie tylko na tym, że się tak o niego martwię, ale też na niemożliwości wyobrażenia jak mogłabym bez niego żyć. Zresztą to pojawia się nie tylko w takich chwilach, także kiedy czasem mnie coś najdzie na "a co, jeśli mnie zostawi?" (zupełnie nic na to nie wskazuje, od roku jesteśmy zaręczeni) - nie jestem w stanie przyjąć do wiadomości scenariusza, w którym go nie ma. Nie wyobrażam sobie, że nie mogę do niego napisać czy zadzwonić, albo że wrócę do domu i nie będę miała komu opowiedzieć o swoim dniu. Póki wiem, że mogę w każdej chwili z nim porozmawiać czy się spotkać, jest okej, ale niech tylko nie będzie takiej możliwości (praca, wyjazd) - jest ciężko.
I jasne, że zamartwianie się nic nie da. To też wiem :smile: i po każdej takiej akcji, która naturalnie nie kończy się żadnym końcem świata, zastanawiam się po co się tak zamartwiałam, bo przecież nie było powodu. Ale niestety w czasie "przed" tak mądra nie jestem ;)

Nie chciałabym, żeby wyglądało że szukam tu szybkiego pocieszenia, przeglądam forum od dłuższego czasu i podczytuję, a sytuacja niejako pomogła mi się odezwać. Moje wymyślone problemy są niczym w porównaniu do innych, doskonale to wiem, ale.. jakoś łatwiej mi się tak otworzyć przed nieznanymi mi ludźmi.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
16 lut 2011, 23:20

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez piscis 22 lut 2011, 22:08
Hej dziewczyny, a co tu taka cisza? :(
Nie będzie to nowość jak powiem, że u mnie źle. I alko i prochy bez zmian...ale jeden postęp jest. Mam zamair złożyć pozew o rozwód. Nie wiem jak dam radę przez to przejść, ale jakoś muszę. Prochów się nałykam i jakoś może będzie. Ale chcę się już uwolnić...
Tylko bądźcie ze mną.... :zonk:
KL - jesteś Promykiem w moim szarym świecie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
313
Dołączył(a)
03 sie 2010, 10:01

uzaleznienie od partnera/ki

przez coksinelka 23 lut 2011, 15:34
piscis, kochana!! to decyzje podjęte... mam nadzieję, że rozważyłaś wszystkie za i przeciw i wiesz co robisz! to bardzo ważne- musisz mieć pewność. Na pewno nie będzie łatwo na sali sądowej, zwłaszcza, jeśli jeszcze coś do niego czujesz, ale zapewniam Cie: wszystko da sie przeżyć! Nie wiem czy będziesz korzystała z pomocy adwokata, więc proponuję swoją pomoc. Ile będę mogła, to podpowiem. Swoje przeżyłam, więc wiem ;). Buziaki.

Conessa, a u Ciebie nic się nie zmieniło w relacji z byłym?
Offline
Posty
334
Dołączył(a)
30 mar 2010, 19:45
Lokalizacja
Białystok

uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez Conessa 23 lut 2011, 22:15
piscis, ciesze się, że podejmujesz taką decyzję, jestem z Tobą i też trzymam mocno kciuki. Dasz radę.
coksinelka, u mnie nawroty dołów. Męczy mnie jakaś obsesja... nie umiem żyć.
Dałam się ostatnio ponieść emocjom.. dzwonił do mnie, pisał smsy, zaczepiał.. wszystko subtelnie. Spotkaliśmy się.. nic nie było. Rozmawialiśmy sobie. Cała się trzęsłam z emocji. Mówił, że tęskni, że chyba nigdy nie ułoży już sobie życia, że przeżył ze mną najpiękniejsze chwile. Jak poszedł, znowu bolało.. znowu poczułam złość, zazdrość, żal. Od nowa to samo.. znowu uczę się jak wrócić do spokoju.
Nie wiem jak mam żyć w jednym mieście?? kiedy minie trochę czasu, załóżmy, że zacznę spotykać się z kimś, to od razu natrętna obsesyjna myśl.. że on też wtedy kogoś pozna... tego nie mogę przeżyć! Świadomości, że może być z inną kobietą, że może ją dotykać? kochać się? rozmawiać itd... ?! Nie, nie nie nie!
Gdyby można było tak wyjechać, zmienić numer i nie móc zacząć żyć od nowa, bez kontaktu żadnego.
Codziennie płaczę, chodzę przybita, wszystko robię bez energii i zapału. Nie mogę się pozbierać, kur**a!
Do tego dopadły mnie jakieś popieprzone tiki nerwowe, kiedy jestem sama, zdenerwowana, nasilają się. Wstrzymuję oddech, napinam się cała i tak bez przerwy, do momentu aż nie mam siły, albo bolą mnie mięśnie...
Czuję się jak dno!
"Nadchodzi czas, kiedy będzie trzeba wybrać między tym co dobre, a tym co łatwe".
Avatar użytkownika
Offline
Posty
823
Dołączył(a)
13 maja 2009, 19:21

uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez piscis 24 lut 2011, 20:02
Conessa czuję się podobnie...beznadziejnie. Chociaż przykro mi to mówić ale witaj w klubie. Nie wiem czy kiedykolwiek będzie lepiej. Trzymaj się kochana, mi dziś to zupełnie nie wychodzi.
Powinnaś odciąć się od niego zupełnie, ale wiem że mogę sobie pogadać.
Dziś jest źle, cholernie źle :(

Coksinelka niewątpliwie Twoja pomoc będzie potrzeba, ja już zaczęłam wątpić czy dam radę przez to przejść. Ale wiem że chcę tego...
KL - jesteś Promykiem w moim szarym świecie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
313
Dołączył(a)
03 sie 2010, 10:01

uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez Conessa 24 lut 2011, 21:43
piscis, dasz radę, co Cię jeszcze z nim trzyma? rozwód to dobra decyzja. Chyba, że sam papier stwierdzający małżeństwo w czymś pomaga?
"Nadchodzi czas, kiedy będzie trzeba wybrać między tym co dobre, a tym co łatwe".
Avatar użytkownika
Offline
Posty
823
Dołączył(a)
13 maja 2009, 19:21

uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez piscis 25 lut 2011, 11:12
No właśnie nie pomaga, ale cholernie dziwnie się czuję. Wolałabym żeby to on zrobił. Ale słowo się rzekło...jakoś na prochach może przez to przejdę.
A jeśli nie....zawsze jest wyjście awaryjne...hehe (oj dobra żartuję)
KL - jesteś Promykiem w moim szarym świecie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
313
Dołączył(a)
03 sie 2010, 10:01

uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez Conessa 25 lut 2011, 18:10
Zawsze wolimy, aby ktoś to zrobił za nas... tylko wtedy czujemy się jeszcze bardziej skrzywdzone.. a tak jest świadomość,że same kierujemy naszym dobrem, choć najpierw trzeba dojrzeć i odważyć się złapać ten ster.

Wczoraj po powrocie sprzątałam..sprzątałam jak najdłużej się dało aby nie myśleć, potem drink, zabawa z psem, film i spać.
Nie mogę inaczej. Wszystko robię jakby mi ktoś kazał, sterował, przygaszona... :(
Nigdy nie poczuję od niego ciepła i miłości. Muszę się z tym pogodzić.
Ty też musisz piscis
"Nadchodzi czas, kiedy będzie trzeba wybrać między tym co dobre, a tym co łatwe".
Avatar użytkownika
Offline
Posty
823
Dołączył(a)
13 maja 2009, 19:21

uzaleznienie od partnera/ki

przez coksinelka 25 lut 2011, 21:51
piscis, ja też tak miałam, że wolałam, żeby on to zrobił. to jest zrzucanie odpowiedzialności. później jednak doszłam do wniosku, że wolę być powódką, a nie pozwaną, poza tym jak złożysz pozew to przyjdzie pismo z sądu i będzie napisane "w sprawie piscis przeciwko Iksowi o rozwód". Czy nie lepiej być po tej stronie, która decyduje? ja uznałam, że tak. ale ty możesz poczekać. o ile on w ogóle sie zdecyduje. skoro wiesz, że chcesz to już połowa sukcesu. Jeśli bez orzekania o winie i oboje zeznacie, że wszelkie stosunki między wami ustały, to na jednej rozprawie powinno sie zakończyć. i nie bierz prochów, bo bedziesz zeznawać! musisz być przytomna i świadoma tego, co mówisz. jeśli bedziesz potrzebowała pomocy w kwestii pozwu to daj znać. mam napisany przez adwokata. I nie dołuj się dziewczyno!! Teraz byle do przodu!! Będzie dobrze. Tylko daj sobie troche czasu. Ściskam Cię mocno!!!!!!!!!!!!!!

Conessa, mam wrażenie, że on sie bawi Twoimi uczuciami. a jak Ty to odbierasz? to albo ku rwa chce być z tobą, albo nie!! co to za gierki?? w życiu sie od niego nie uwolnisz, jak on będzie sobie o Tobie przypominał co jakiś czas!! wiem, że łatwo mi mówić. Ty go kochasz i jest Ci cięzko. ale na moje oko to gość sam nie wie czego chce. więc po co Ci taki facet?? Conessa, wiesz, że nie mówię tego złośliwie, lub żeby Ci było przykro. Staram sie patrzeć na Twoją sytuację w miarę obiektywnie i stąd moje wnioski. Naprawdę trzymam za ciebie kciuki!! Bardzo mocno!! I przytulam!!
Offline
Posty
334
Dołączył(a)
30 mar 2010, 19:45
Lokalizacja
Białystok

uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez Conessa 25 lut 2011, 22:07
coksinelka, wiem, dobrze Cię rozumiem i nie gniewam się. Uważam tak samo. On nie wie czego chce to prawda. Boi się, że jak będzie ze mną to zaniedba przez to dziecko... bo jak twierdzi, nie da się podzielić czasu sprawiedliwie. Zresztą, żyją osobno, ale ta jego ex mimo tego, że nie są razem to nie pozwala mu być z nikim innym.. A on pewnie boi się jej reakcji, bo doskonale manipuluje...
Jak jej się tylko coś nie spodoba.... "Nie przyjezdzaj zobaczyć syna" .."JESZCZE Ci pozwalam się z nim spotykać"
A co to ma być to nie rozumiem? Bo dziecko nie jest winne. Powinno jej zależeć na dobrym kontakcie ojca z dzieckiem, tym bardziej, że robi wszystko aby było im dobrze. Ale ona ma pazury właśnie takie, których nam po części brakuje. Dlatego jest takim dupkiem motającym się.
Wszystko mi jedno... pocierpię i kiedyś minie, nie mniej nie jest łatwo i wiem, że nie ma dla mnie tu szans. coksinelka, a jak Ty się miewasz w ogóle??
"Nadchodzi czas, kiedy będzie trzeba wybrać między tym co dobre, a tym co łatwe".
Avatar użytkownika
Offline
Posty
823
Dołączył(a)
13 maja 2009, 19:21

uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez piscis 26 lut 2011, 10:01
coksinelka bez prochów nie dam rady iść...nie dam i już. Co do pozwu...hmm (będę się rozwodzić we własnej pracy). Pozew napisany, zbiorę resztę dokumentów i składam w poniedziałek. To juz postanowione, co nie zmienia faktu że zajebiście źle się czuje, chce mi się płakać ciągle, irytuje mnie wszystko, czasem mam ochotę krzyczeć z bólu.
Ale to nie o niego już chyba chodzi...to chyba strach i co teraz będzie dalej. Widzę taką ogromną pustkę przed sobą. Nie wiem czy dam radę zrobić coś z życiem, ale z nim już go sobie nie wyobrażam.
Conessa wiesz czasem jak czytam o takich facetach (bez jaj) to się wkur.wiam strasznie. Może jestem naiwna, a niewątpliwie jestem, ale wierzę że ludzie jak się kochają to są w stanie góry przenosić. A on...szkoda, gadać, manipuluje Tobą jak nic. Nienawidzę takich typów których zupełnie nie obchodzą nasze emocje i nasz ból. Mam wrażenie że to dla niego takie wyjście awaryjne. Jak coś się wydarzy to zawsze będziesz Ty na skinienie palca. A zasłanianie się dzieckiem...wiesz to kur.wa żałosne. Wiele związków się rozpada i jak ktoś chce być dobrym ojcem to po prostu jest. A jak ona tak nim manipuluje to niech idzie do sądu, to tak samo jego dziecko jak jej. Nie daj się kochana, jak nie potrafi tego rozegrać i określić się z uczuciami to niech spier....
wiem wiem...łatwo powiedzieć, ale jak widzę ile osób cierpi przez druga osobę to rozpiera mnie wściekłość :evil:
Sory za słowa, ale taki mam bojowy nastrój od rana...chce mi się krzyczeć i wyć. To tak cholernie boli, a oni ranią bez skrupułów :cry:
KL - jesteś Promykiem w moim szarym świecie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
313
Dołączył(a)
03 sie 2010, 10:01

uzaleznienie od partnera/ki

przez YREIKAL 26 lut 2011, 10:59
ok a może czas zacząć działać - kobitki ,. A nie powielać standardy - zycie jest jedno
Offline
Posty
38
Dołączył(a)
26 lut 2011, 10:49

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do