Depresja a związki/miłość/rozstanie

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

przez Pstryk 09 lis 2007, 22:51
Mooni napisał(a):osoba "zdrowa" i osoba "dotknięta" maja marne szanse porozumienia. Pewnie jakieś wyjątki istnieją na tym nędznym padole, ale ja osobiście o takim cudzie nie słyszałam Evil or Very Mad

Potwierdzam. Sprawdziłam :evil:
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez BEHEMOT 09 lis 2007, 22:55
Bethi co się stało?czyżby kryzys w związku?Twój facet nie rozumie?Ja jeszcze chce wierzyć że się da :oops:
,,Myte dusze pragną snu..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
181
Dołączył(a)
31 paź 2006, 11:55
Lokalizacja
Bielsko-Biała

Avatar użytkownika
przez Jaśkowa 09 lis 2007, 23:21
bethi napisał(a):
Mooni napisał(a):osoba "zdrowa" i osoba "dotknięta" maja marne szanse porozumienia. Pewnie jakieś wyjątki istnieją na tym nędznym padole, ale ja osobiście o takim cudzie nie słyszałam Evil or Very Mad

Potwierdzam. Sprawdziłam :evil:

ja również
Jest taka cierpień granica za którą uśmiech pogodny się zaczyna
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1157
Dołączył(a)
14 mar 2007, 23:13
Lokalizacja
stolyca&ząbki

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez .Tomek 10 lis 2007, 00:08
A ja tylko dodam, że związek z osobą z depresją to prze*rana sprawa i dla jednej i dla drugiej strony.
...to tylko kolejne rozwiązanie.
Offline
ExModerator
Posty
1118
Dołączył(a)
09 sie 2007, 17:16
Lokalizacja
Daleko :)

Avatar użytkownika
przez Monty 10 lis 2007, 01:24
Czy w takim razie chcecie powiedzieć, że lepiej w depresji samemu??? Bo tak wnioskuję z tego co piszecie?? Czy może lepiej "w depresji we dwoje"???
A miracle is simply a do-it-yourself project.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
17 paź 2007, 23:43
Lokalizacja
z domu

Avatar użytkownika
przez BEHEMOT 10 lis 2007, 10:19
Ja uważam że ''we dwoje''.Samotność i bycie samemu potęguje jeszcze objawy.Wiem to po sobie...Niby ciężko ze mną wytrzmać,odrzucam pomoc ale w głębi duszy bardzo jej potrzebuje.Taki związek jest bardzo trudny ale nie niemożliwy...Poza tym depresję da się wyleczyć:)
,,Myte dusze pragną snu..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
181
Dołączył(a)
31 paź 2006, 11:55
Lokalizacja
Bielsko-Biała

Re: Rozstanie z partnerem (partnerką)

przez mm_marysia 10 lis 2007, 11:04
[Hej Rafi!
Opisywałeś swój ból po rozstaniu z dziewczyną jakiś czas temu - chciałam się dowiedzieć czy już dobrze?
Ja rozstałam się z ,wydawałoby się, Moją Najbliższą Osobą ponad miesiąc temu. I ból nie ustępuje, nawet troszeczkę. I zastanawiam się ile to będzie jeszcze trwać..

Byliśmy bardzo długo razem - studiowaliśmy wspolnie, każdą minutę spędzaliśmy razem - co mi troche przeszkadzalo, ale z czasem nawet to polubilam.
Byly wielkie plany - mieszkanie, zareczyny, rodzina.
Wiem, że to co opisuję wydaje się takie typowe - ale ja dalej nie moge uwierzyc w to wszystko. Dzien przed zerwaniem dostalam kwiaty, zapewnienia miłości, ten sam zakochany wzrok.. a dzien pozniej jego łzy i słowa 'zmienilem się w 1 dzien / wszystko zniknęło w ciągu 1 chwili'
A ja dostałam jakby tępym narzędziem w twarz. Doslownie.

I wiem, że oszukiwał mnie juz wcześniej, poza tym nie jest możliwa taka zmiana w ciągu paru chwil.
Dodam, że jestem bardzo spostrzegawczą osobą i ... i nic - nic nie zauważylam, kompletnie nic. A łatwiej byloby mi wtedy napewno.
Ten miesiac byl/jest najgorszym okresem w moim życiu - juz nie wiem co mam robic zeby sobie pomoc?
Staram się zamykać na wspomnienia bo one chyba bolą najbardziej..
Bombardują myśli, to kłucie od środka..

Nie rozumiem stwierdzenia typu ' takie doświadczenie powoduje ze czlowiek staje się silniejszy i madrzejszy'

Watpie zebym sie stala silniejsza dzieki temu przezyciu - raczej widze jaka jestem slaba i bardzo mnie to wkurza , bo myslalam ze jestem silniejsza psychicznie.
A mądrzejsza? Poza tym, że bede mniej wierzyc i ufac jakiejs osobie z ktora MOZE bede ( moze bo narazie nie wyobrazam sobie ze jeszcze kogos moglabym pokochac) - same negatywy , wiec dlaczego 'mądrzejsza'?

Jesli ktos ma za soba podobne przejscia to czekam na odpowiedzi...
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
10 lis 2007, 10:08

przez Pstryk 10 lis 2007, 11:55
BEHEMOT napisał(a):Bethi co się stało?czyżby kryzys w związku?Twój facet nie rozumie?Ja jeszcze chce wierzyć że się da Embarassed

Mi się wiara już skończyła. Nie jest mi z tym dobrze, ale nie będę unieszczęśliwiać jego i siebie. Nie będę udawać, że go kocham.
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez monikaaa 10 lis 2007, 14:25
'wiara czyni cuda..' - nie zawsze.

ostatnio doszłam do wniosku że wszystko dzieje się na odwrót. Nie po naszej myśli. Czy chociaż raz nie mogłoby być inaczej?!eh..
jak długo można walczyć o osobę? Jak długo można czekać? Iluzja..

Mam nadzieje- ale głupia jestem, że ją mam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
06 paź 2007, 17:05

Re: Depresja a związki

Avatar użytkownika
przez Monty 10 lis 2007, 15:12
Nie zgadzam się z Tobą Monikaaa... Wcale nie jesteś głupia!!! :)

Tak sobie myślę, że walczyć o osobę można i warto tak długo jak ona tego potrzebuje. I tak robię.

Nie wiem jak Ty, ale ja nie cierpię z powodu tego, że on ma depresję i że stał sie egoistyczny, nie zauważa różnych rzeczy itp. itd. Owszem w większym lub mniejszym stopniu mnie to dotyka, ale jeżeli już cierpię to raczej z powodu tego, że widzę jak on cierpi nie mogąc sobie z tym wszystkim dać rady.

Razem na pewno jest łatwiej.
A miracle is simply a do-it-yourself project.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
17 paź 2007, 23:43
Lokalizacja
z domu

Avatar użytkownika
przez monikaaa 10 lis 2007, 16:59
Monty- chyba jesteśmy w podobnej sytuacji. Tyle, że Ty z nim jesteś, prawda? ja nie..

Nie trace wiary, bo wiem że warto ryzykować. Na nikim mi jeszcze nie zależało tak jak na nim teraz. I pomimo, że wyznałam mu swoje uczucia prawie 3 miesiące temu i pomimo mojego trudu każdego dnia spotykam się z jego izolacją i ciągłym powtarzaniem
1. "lepiej nie"
2."nie teraz" a kiedy? "nie wiem"
3. "zapomnij o mnie, tak będzie lepiej"
to jednak walczę. Czasami czuje sie jak idiotka, która bez przerwy sie narzuca. Czasem chce mu wszystko wygarnąć, że traktuje mnie jak powietrze itd, ale wiem że nie mogę. Nie jest teraz prawdziwy. Muszę walczyć i będę to robić. Nigdy nie powróciliśmy do tamtej rozmowy i nigdy nie rozmawialiśmy już na ten temat. Chce mu po prostu pomóc. Nawet milczeniem. Wiem że tego potrzebuje a jednak wybrał samotną drogę..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
06 paź 2007, 17:05

Re: Depresja a związki

Avatar użytkownika
przez Monty 10 lis 2007, 17:41
No tak, nasze sytuacje są rzeczywiście dość podobne, chociaż mój partner zachował pewną dozę instynktu samozachowawczego i wie, że bez ludzi po prostu nie da sie egzystować.
I też czuję się jak idiotka, kiedy słyszę: "nie wiem co z tego będzie", "nie wiem czy chcę żebyśmy byli razem" itd. itp... Tyle tylko że zdaję sobie sprawę, że to co on mówi to niekoniecznie jest to, co myśli; a często jest właśnie przeciwnie. Czasami wydaje mi się, że to jego odrzucająco - negujące zachowanie ma za zadanie wypróbować mnie właśnie. Pokazuje mi jak bardzo potrafi być zły i jak bardzo mu na mnie nie zależy tylko po to, żebym sie zniechęciła i go odrzuciła. Wtedy spełni się zakładany z góry (przez niego) scenariusz - "przecież prędzej czy później i tak mnie zostawi, bo nie jestem jej wart". To mnie najbardziej wk***ia w tej chorobie.

Dlatego właśnie prosiłam wczoraj o listę najbardziej wkurzających rzeczy. Nam tak na prawdę trudno jest zrozumieć osobę z depresją, bo dla nas świat jest "normalny" a przyszłość będzie taka jaka będzie, taka na jaką sobie teraz zapracujemy. Z tego co wiem, to dla mojego chłopaka przyszłość może być tylko gorsza niż teraźniejszość. Mając taki stosunek do życia wcale się nie dziwię, że nie ma na nic ochoty.

Ale bywają lepsze dni, kiedy świat wydaje się piękniejszy a przyszłość wcale nie taka straszna. Fakt, że o każdy taki dzień trzeba stoczyć batalię ale warto. WARTO!

Pozdrawiam walczących na wszystkich frontach :D
A miracle is simply a do-it-yourself project.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
17 paź 2007, 23:43
Lokalizacja
z domu

Avatar użytkownika
przez monikaaa 10 lis 2007, 19:36
Dokładnie Cię rozumiem. Mam takie same odczucia.

Kiedy powiedziałam mu o swoich uczuciach (a były to początki choroby- zły moment, ale musiałam mu to powiedzieć) był zaskoczony, nie mógł uwierzyć że ktoś może cokolwiek do niego czuć, bo przecież jest 'beznadziejny i nie wart niczego' wg niego. Gdy mi odp że on nic nie czuje do nikogo i niczego zrozumiałam że droga nie będzie prosta. I nie jest nadal. Ale chciałam i chcę nadal. Wiele razy mi mówił, że tak będzie lepiej dla mnie, że nie chce mnie zranić, nie odbierał telefonu gdy dzwoniłam- totalne oddalenie. Próbowałam na wszytskie sposoby. I czułam że to jest właśnie próba dla mnie- czy wytrzymam, czy wytrwam. On z góry miał scenariusz, że sie odwróce od niego, bo przecież wszytsko robił tylko po to żeby mnie znięchęcić i myślal że mu się uda. Czasami mam wrażenie że to go cieszy że 'jestem' ale jakoś nie umie tego wydobyć z siebie.
Racja-przyszłość dla nich istnieje ale jest to czarna przyszłość. Można nawet użyć stwierdzenia przyszłość bez przyszłości.
Jego stan jest już lepszy. Myśle że to jest kwestia miesiąca jak powróci do swojego prawdziwego 'ja'.
Boje się powrócić do tego tematu, może poczekać aż on sam zacznie?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
06 paź 2007, 17:05

Depresja a związki

Avatar użytkownika
przez Monty 10 lis 2007, 21:06
Waw!!! To gratuluję! Mój partner, tak jak pisałam, nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, że coś jest nie tak. Przeżył kilka traum w swoim życiu i wg. niego po prostu zobojętniał na to co się dzieje dookoła. Nie widzi sensu, żeby udać się do psychologa, nie zdaje sobie sprawy ze swojej choroby. A to przecież jest takie ważne! Zdaję sobie więc sprawę, że minie jeszcze kilka dobrych miesięcy jeśli nie lat ( :( ) zanim pojawi się iskierka w tunelu.

Właśnie znowu mieliśmy sprzeczkę telefoniczną na temat istnienia przyszłości w ogóle. "Sprzeczkę" to może za dużo powiedziane. Staram się, aby każdy konflikt zniwelować w zarodku i absolutnie nie zmieniać tonu swojego głosu itp. Tak, żeby nie zauważył nawet że się na niego wkurzam. Zamiast krzyku po prostu mówię zdenerwowało mnie to i to, albo przykro mi kiedy tak się zachowujesz. Strasznie to trudne czasami, dlatego po takich 'jazdach' czuję sie po prostu kompletnie wypluta. Ale wiem, że jutro nadejdzie nowy dzień i jutro być może będę rozmawiać z NIM a nie jego negatywnym ja :)
Tego się na razie trzymam, lecę się trochę rozerwać bo inaczej zwariuję.
Trzymam kciuki za Ciebie i Twojego "znajomego" :D
A miracle is simply a do-it-yourself project.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
17 paź 2007, 23:43
Lokalizacja
z domu

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do