Zdrada i jej konsekwencje

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Zdrada i jej konsekwencje

Avatar użytkownika
przez Kejsi 25 gru 2006, 23:15
Moi drodzy, a które z Was doświadczyło zdrady partnera? 2 lata temu ówczesny partner oszukiwał mnie przez prawie rok i zdradzał. Kiedy się o tym dowiedziałam świat się zawalił. Do dziś nie umiem sobie z tym poradzić i wiem o tym, że bardzo się od tego czasu zmieniłam. To trudne dla mnie jak i dla mojego najbliższego otoczenia. Czasem mam wrażenie, że 'zdziczałam'. Zawsze byłam towarzyska, a teraz czasem aż boję się wyjść z domu do ludzi. Mam wrażenie, że to się z miesiąca na miesiąc pogłębia.

Czy ktoś może miał cos podobnego i ma dobre sposob na poradzenie sobie z tym dławiącym lękiem?

Pozdrawiam ciepło
Avatar użytkownika
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
15 gru 2006, 22:53

Avatar użytkownika
przez hyte 25 gru 2006, 23:43
1- przestan siebie obwiniac !tu niema twojej winy ze on cie zdradzal, albo zdradzal i ty tego niewiedzialas!2-zapomnij o nim staraj sie nie patrzec na innych kolesi i widziec jego osobe w nich !( uwierz sa kolesie warci twojej uwagi)3-wiem ze to jeeeest strasznie trudne ale postaraj sie jemu wybaczyc, bo w ten sposob uda ci sie przejsc over him

To sa moje zasady, tez to przechodzilem!
THE ONLY WAY IS UP!!!!!!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
246
Dołączył(a)
14 lis 2006, 21:39
Lokalizacja
londyn

Avatar użytkownika
przez Kejsi 25 gru 2006, 23:48
Nie jesteśmy już ze sobą od prawie dwóch lat i obecnie jestem z innym wartościowszym facetem, ale wiesz jak to jest-zapomnieć trudno. Pierwszym krokiem faktycznie powinno być chyba odcięcie się od tego co już było.
'Na pewno jesteś, bo wierze, ukrywasz skrzydła wtulone...'

Kocham..'

Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
15 gru 2006, 22:53

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez hyte 26 gru 2006, 00:21
bo to jest ten bol ktorego nikt niechce doswiadczyc , bo puzniej dlugo sie goi ale sie goi!wiesz czasem sie zastanawiam ,ze chyba to dalo mi dluzo do myslenie nad zwiazkami, bo po takim czyms patrzysz juz w innych kategoriach na swojego przyszlego partnera, mniej juz na wyglad a bardziej na charakter i sposob w jaki o ciebie zabiega!
THE ONLY WAY IS UP!!!!!!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
246
Dołączył(a)
14 lis 2006, 21:39
Lokalizacja
londyn

Avatar użytkownika
przez Kejsi 26 gru 2006, 00:35
Zgadzam się z Tobą, patrzy się na inne rzeczy i inaczej. A dodatkowo samemu unika takich błędów jakie kiedyś wyządziły nam krzwydę. Jakiś więc tam pożytek z tego jest. W końcu rana musi się kiedyś zabliźnić chyba :)[/url]
'Na pewno jesteś, bo wierze, ukrywasz skrzydła wtulone...'

Kocham..'

Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
15 gru 2006, 22:53

przez Prunus 27 gru 2006, 04:47
Mój 7 letni związek rozpadł sie a kulminacja tego była właśnie zdrada, ale nie uważam by w jakiejkolwiek zdradzie nie było tez winy partnera a co do konsekwencji to minęło juz pół roku a ja niemogąc znieść otoczenia które mi tylko przeszłość przypominało wyjechałem najdalej jak mogłem najgorsze z tego wszystkiego jest to ze ja nadal kocham Tą osobę i każdy dzień jest męczarnią którą sam sobie zrobiłem
Dum Spiro, Spero :/
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
14 gru 2006, 06:14

Avatar użytkownika
przez Neśka 28 gru 2006, 10:35
Mój pierwszy poważny partner, z którym byłam 3 lata zdradzał mnie, jednak dowiedziałam się o tym juz po rozpadzie naszego związku. Nie było to ak tragiczne, bo ja odeszłam z innego powodu, nie wiedząc o zdradach, a prawda o jego postępowaniu wyszła na jaw, gdy zaczął prosic mnie bym wróciła. Nie chciałam z nim być, ale coś zabolało, jakieś takie upokorzenie, obniżenie poczucia własnej wartości.
Wszystko odbiło się po drugim moim związku i teraz - w trzecim, gdy o wszytsko obwiniam siebie - bo jestem za brzydka, za gruba, za głupia, gorsza, nic nie warta.
Obecny chłopak nie zdradza mnie, wiem, że jest wyjątkowym człowiekiem, a jednak żyję w cigłym strachu.
Najgorsze sa koszmary senne, w których on mnie zdradza. Ostatni miał miejsce tej nocy. To jest chore, strasznie chore! Nie mogę z tym żyć! PRzez te sny czuję czasem nienawiść. To tak, jakbym przeżywała to naprawdę!
Budzę sie z krzykiem, boli mnie serce, trzepię sie ze strachu.

Moje życie to ciągła obawa o to, że ktoś mnie skrzywdzi. Niczego tak się nie boję, jak zdrady. Coś ze mną jest nie tak:(
Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą ! (św. Augustyn)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
157
Dołączył(a)
16 wrz 2006, 20:51

Avatar użytkownika
przez Kejsi 28 gru 2006, 11:18
Neśiu ja mam to samo koszmary senne, ciągłe myślenie o tym i straszny strach mimo , że obecny partner stara się jak może pokazać mi że z jego strony nic mi nie grozi to we mnie to siedzi i czasem mam wrażenie że jest coraz gorzej :(
'Na pewno jesteś, bo wierze, ukrywasz skrzydła wtulone...'

Kocham..'

Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
15 gru 2006, 22:53

przez Ina 30 gru 2006, 18:12
Kiedyś sama zdradziłam,niestety... Okazało się, że dla tamtego faceta byłam po prostu zabawką. Mąż mi wybaczył, a ja mimo wszystko czułam się jak szmata, trafiłam do psychiatry z depresją...Ale byłam szczęśliwa, że wybaczył, że koszmar bycia zabawką się skończył, że wszystko wraca do normy, że mąż mnie tak kocha, że jestem najważniejsza.... Pomyliłam się. Dwa miesiące temu znalazłam w jego komórce smsy świadczące o bliskiej "przyjaźni", czułe, ze słowem "kocham" włącznie(podobno wszystko bez fizycznego aspektu). Mój świat się rozsypał. Nie mogę uwierzyć, że on sam przeszedł przez ten koszmar, a jednak zrobił mi to samo... Od dwóch miesięcy żyję jak w jakimś koszmarze. Zrobiłam się obsesyjnie zazdrosna i nieufna, jestem okropnie złośliwa i zaczepna. I nie umiem już z tym walczyć... Do depresji przyplątała się nerwica. Mało jem (schudłam 6 kg), dużo śpię, kompletnie nic mi się nie chcę...Ciągle zadaję sobie pytanie dlaczego? Przecież porównanie z nią wychodzi (chyba) na moja korzyść, ale ja straciłam już całkiem wiarę w siebie.Boję się o moje małżeństwo, bo mąż też już ze mną nie wytrzymuje... Znam zdradę od podszewki, wiem jak to jest, oszukiwać, kłamać, udawać...Dlatego wszędzie szukam "dowodów" jego zdrady. Nie znoszę wówczas siebie, ale sobie nie radzę! Psychiatra zapisał mi nowe leki. Nie kupiłam. Nie chciałam by leki sterowały moim zyciem, nie chciałam być bardziej ospała niż jestem. Ale...jak uwierzyć w siebie??? Jak uwierzyć drugiemu człowiekowi, najbliższemu mi? Jak nie rozwalić tej rodziny, która kiedyś była taka szczęśliwa? Co zrobić by on był ze mną szczęśliwy? On żałuje, widzę to, ale nie potrafię wierzyć...Zaufanie, najtrudniejsza dla mnie rzecz na świecie...
Ina
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
21 wrz 2006, 22:30

przez Idela 23 sty 2007, 13:05
Jestem już 15 lat z mężczyzną. Miłość z ogólniaka. W kwietniu 2006 dowiedziałam się, że mój ukochany mnie zdradzał. Przez 10 m-cy z naszą koleżanką. To był szok. Straszna depresja. Oj bolało jak diabli. Nadal się z tego podnoszę. Czasem mam wrażenie że nie dam rady.
Kocham go i próbuję przebaczyć. Minęło 9 miesięcy a my jesteśmy razem wciąż w drodze ku lepszemu. Bardzo wiele się wydarzyło przez te ostatnie miesiące. Wpadając w czarny tunel obrazów zdrady i emocji związanych z tym przeżyciem, czułam i czuję, że to nie może trwać wiecznie. Że tego nie chcę. I że tak naprawdę najwięcej zależy ode mnie.

Jak z tego wychodzić? Chyba trzeba to przeżyć do końca. Na początku wypierałam to ze swoich myśli. On z nią zerwał, ale ona się zakochała. Była pewna, że on z nią będzie. Nie chciał jednak z nią być. Nie było lekko. Miałam w sobie tyle żalu. chciałam odejść. Ale on nie odpuszczał. Pierwsze miesiące to był koszmar. Ja płakałam po kątach - on nie bardzo mógł mi pomóc. Nie umiał. Myślał, że wybaczę, zapomnę i bedize ok. Nie ocenił do kończa rozmiarów strat. Ja też nie zdawałam sobie do końca tego, na co się skazuję, próbując wybaczyć. Niestety. Walczyłam sama ze sobą dla nas, dla naszej córki. Minęło kilka miesięcy, zanim on sam zdał sobie sprawę z tego, że nasz związek nigdy nie będzie taki sam. Albo się rozstaniemy i każdy będzie lizał sam swoje rany w smutku, nienawiści, żalu, albo jednak razem będziemy walczyć żeby stworzyć nową jakość życia. Wspólnego życia. I jesteśmy na tej drodze. Dokąd ona nas zaprowadzi? Nie wiem. Wiem jednak, że nie mogę patrzeć w przeszłość w sposób taki, że rozpamiętuję to co się stało - wywołując bezwiednie żal i ból. Wprowadzanie się w taki nastrój (co jest oczywiście naturalne, gdy przpływają te starszne obrazy) nie prowadzi do niczego dobrego. Wtedy jest mi ciężko. Czuję ból w klatce piersiowej, ogarnia mnie zniechęcenie do wszystkiego. Widzę wtedy bezsens życia, jakąś bezcelowosć. Ale teraz w takich momentach coraz szybciej przychodzi refleksja, ze nie tędy droga. Nie przez patrzenie w przeszłość wywołującą ból. Tylko przez skupienie się na tym co jest dziś. A dzień dzisiejszy jest wesoły, pełen radości, ciepła i bezpieczeństwa. Wspólnie sprawiamy, żeby dzień takim był. I oboje wiemy, ze musimy się o to starać. Inaczej nie ma sensu. Nie patrzę też w przyszłość przez pryzmat lęków. Staram się nie myśleć strachem.

Zapytacie jak to się dzieje, że tak można?
Napiszę więc jakie kroki ja podejmowałam. Chodziłam przez kilka miesięcy na psychoterapię (od kwietnia do września ub. roku). Nie pomogła mi w tym sensie jak się oczekuje - że pójdziesz do psychologa i Twoje problemy znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Raczej czas z psychologiem to był czas otwierania się na siebie. Czas wsłuchania w siebie, poznawania swoich bólów, lęków. Rozmowa z psycholożką prowadziła do zadawania sobie pytania czego chcę. Po zakończeniu terapii nie było jakoś lepiej, Ale proces wewnętrznej drogi już się rozpoczął. Poszłam za ciosem i zaczełam wychodzić z domu, szukać nowych znajomych. Takich babskich znajomości. Poszłam na festiwal rozwojowy dla kobiet : www.dojrzewalnia.pl . Poznałam mnóstwo wrażliwych kobiet. Tam poznałam też grupę wsparcia dla kobiet. Spotykamy się raz w miesiącu, zeby sobie porozmawiać przy kawie. Ale nie rozbieramy się psychologicznie. Bo po co. To jest coś, co każdy sam musi sobie zaserwować.
Czytam dużo ksiązek. Psychologicznych. Wiedza w nich zawarta daje możliwość zdystansowania się do własnego problemu. Spojrzenia z większej perspektywy na to co nas w życiu spotyka i jaki to ma sens.
Myślę, że dojrzewam powoli do istoty tego czym jest przebaczenie. Spora droga jeszcze przede mną, ale bardzo bym chciała znaleźć ukojenie w samej sobie. Dać sobie to, co tylko sama mogę sobie dać. Rozumiem na pewno jedno - życie w ciągłym żalu, nie przepracowanie krzywdy zadanej przez innego człowieka będzie dla każdego jak drzazga. Dopóki drzazga tkwi - będzie bolało. Wiecie do jakiego dochodzę wniosku? Że mogliśmy się rozstać. Ale przebaczyć osobie z którą się już nie jest jest dużo trudniej. Bedąc z mężem mam szansę na przejście procesu przebaczenia mniej dotkliwie. Wydaje się to nieprawdopodobne, prawda? Przez pierwsze miesiące myślałam zupełnie odwrotnie. Teraz widzę, że łatwiej jest, gdy masz przy sobie tą osobę, która upadła, ale pracuje nad naprawieniem zadanych przez siebie krzywd. Bo wtedy widzisz sens pracy nad przebaczeniem. Nad pozbyciem się wewnętrznej urazy, traumy, która tkwi głęboko po zdradzie. Nie wiem co z nami będzie. Czy w przyszłości będziemy razem. Teraz rozumiem, że los jest nieprzewidywalny. Nie można założyć z góry, że będziesz szzczęśliwy z kimś, ale nie możesz też założyć , że ten ktoś cię zdradzi. Nawet jeśli już to zrobił raz. Budowanie przyszłości zaczyna się od teraźniejszości. Kiedyś tego nie rozumiałam. Czasem uwierało mnie coś jak w bucie, ale żyłam tak, myśląc że kiedyś przyjdzie taki czas szczęścia. Teraz wiem, że nad tym trzeba pracować. A zacząć trzeba to tu i teraz.

Najważniejsza konkluzja dla mojego życia? Trauma jest czymś co może zabić. Ale jest też tym, co może nas wzmocnić, co może otworzyć nam nową szeroką drogę, na którą nigdy bym nie weszła bez tej właśnie traumy. Ta droga to droga do własnego wnętrza, do przyjrzenia się swoim lękom, niepokojom, marzeniom. Ale nie tylko przyjrzenia się temu - również droga poszukiwania narzędzi i sposobów radzenia sobie z samym sobą. Dla samego siebie.
Mogłam się poddać i załamać. Ale powiedziałam sobie - nie dam się. Bo jeśli się poddam, to tak jakbym zdradziła samą siebie. A raz już zostałam zdradzona. Wystarczy. Zdrada przez drugą osobę - nawet najbliższą nie jest tak dotkliwa jak zawieść samego siebie gdy tylko sami sobie możemy pomóc.

Życzę tego wszystkim, którzy są w krajobrazie po zdradzie. Za mnie też trzymajcie kciuki, bo długa droga przede mną.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
23 sty 2007, 12:00

Avatar użytkownika
przez Róża 23 sty 2007, 20:34
hyte napisał(a):1- przestan siebie obwiniac !tu niema twojej winy ze on cie zdradzal, albo zdradzal i ty tego niewiedzialas!2-zapomnij o nim staraj sie nie patrzec na innych kolesi i widziec jego osobe w nich !( uwierz sa kolesie warci twojej uwagi)3-wiem ze to jeeeest strasznie trudne ale postaraj sie jemu wybaczyc, bo w ten sposob uda ci sie przejsc over him

To sa moje zasady, tez to przechodzilem!


No Hyte trafił w dziesiatkę.I tak trzeba trzymać,innej drogi nie ma.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

przez till_the_end 28 sty 2007, 16:22
Moze zadam glupie pytanie, ale dlaczego tyle osob tak zdrade przezywa? Wydaje mi sie ze jak dwoje ludzi jest ze soba, a pozniej ktos zdradza, to nie dlatego, ze przestal(a) kochac czy uwaza, ze ta druga jest za gruba/brzydka itp. (mozna ja wtedy od razu zostawic i nie ryzykowac ujawnienie swojej "podwojnej gry"). Zdradza sie wiec raczej z checi doswiadczenia czegos nowego, czegos, czego w obecnym zwiazku nie ma... Czesto wcale nie chce sie opuszczac obecnego partnera/partnerki, tylko miec choc chwilowa "odskocznie od problemow". Czemu zdradzani tak to przezywaja? Zdrada jest w pewnym sensie wspolnym problemem, znakiem, ze cos szwankuje... Przeciez nikt sie nie wiaze na stale (typu malzenstwo) z zamiarem szukania znajomosci na boku... Mozna to tez potraktowac jako "kaprys" tej drugiej str, a nie znak spadku wlasnej atrakcyjnosci itd. Mozna w koncu postawic sprawe jasno - "wiernosc jest dla mnie tak wazna, ze jak bedziesz mial(a) ochote na skok w bok, to powiedz mi o tym i zakonczymy znajomosc"... Albo skoro niektore kochajace sie pary po zdradzie pracuja nad odbudowaniem zaufania, to moze nie ma o co robic tyle halasu? Sex jest tylko sexem, na nim swiat sie nie konczy...
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
27 sty 2007, 23:56

Avatar użytkownika
przez aloha 28 sty 2007, 16:52
Zdradza sie wiec raczej z checi doswiadczenia czegos nowego, czegos, czego w obecnym zwiazku nie ma... Czesto wcale nie chce sie opuszczac obecnego partnera/partnerki, tylko miec choc chwilowa "odskocznie od problemow". Czemu zdradzani tak to przezywaja? Zdrada jest w pewnym sensie wspolnym problemem, znakiem, ze cos szwankuje... Przeciez nikt sie nie wiaze na stale (typu malzenstwo) z zamiarem szukania znajomosci na boku... Mozna to tez potraktowac jako "kaprys" tej drugiej str, a nie znak spadku wlasnej atrakcyjnosci itd. Mozna w koncu postawic sprawe jasno - "wiernosc jest dla mnie tak wazna, ze jak bedziesz mial(a) ochote na skok w bok, to powiedz mi o tym i zakonczymy znajomosc"... Albo skoro niektore kochajace sie pary po zdradzie pracuja nad odbudowaniem zaufania, to moze nie ma o co robic tyle halasu? Sex jest tylko sexem, na nim swiat sie nie konczy.

Wcale się z Tobą nie zgodzę, przeżyłam zdradę i wiem,że to naprawdę boli, szczególnie kobiety które angażują sie w związek emocjonalnie o wiele bardzie od mężczyzn, mężczyźni niestety nie czują aż tak silnej więzi i często kierują się instyktem samozachowawczym (sex), który pozwala im zaspokoic potrzeby pozbawiajac zbednych uczuc...
Jezeli w zwiazku jest cos nie tak to najlepszym lekarstwen jest szczera rozmowa, wyjasnienie pewnych kwestii i ustosunkowanie sie na nowo obu stro wobec siebie, a nie od razu zdrada. Jezeli z rozmow nic nie wychodzi, wtedy mozna sie w mniej bolesny spobos rozstac niz oszukiwac.
W kazdym razie ludzie jezeli godza sie na jakis trwalszy zwiazek powinni miec poczucie sumienia, ze nie beda komus utrudniac zycia tylko ulatwiac pomagac, wzajemnie sie wspierac . Tworzac jednosc!
Tak powinno byc, choc wiem ,ze w dzisiejszym swiecie tak nie jest, ale walczmy o to czlowieczenstwo a nie o zezwierzecenie!!! pozdrawiam
Nadzieja karmi, ale nie tuczy...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
28 sty 2007, 13:29
Lokalizacja
dolnośląskie

przez till_the_end 28 sty 2007, 21:39
aloha napisał(a):Wcale się z Tobą nie zgodzę, przeżyłam zdradę i wiem,że to naprawdę boli, szczególnie kobiety które angażują sie w związek emocjonalnie o wiele bardzie od mężczyzn, mężczyźni niestety nie czują aż tak silnej więzi i często kierują się instyktem samozachowawczym (sex), który pozwala im zaspokoic potrzeby pozbawiajac zbednych uczuc...

Czy ja mowie ze to nie boli? Zastanawia mnie tylko DLACZEGO. Przeciez chyba wszystkie kobiety jako nastolatki sa przestrzegane przez matki, ze "chlopakom to jedno w glowie"... Zakladajac, ze to jest prawda i wszystkim kobietom jest to wiadome, to o co jest pozniej ten placz? Ja mimo wszystko tak nie uwazam. Faceci sa jacy sa, ale nie robmy z nich zwierzakow bez rozumu i uczuc, to sa pojedyncze przypadki :P Najbardziej rozwala mnie to, ze niektore kobiety zala sie "bylismy idealnym malzenstwem, tyle a tyle lat stazu, a tu nagle takie COS". To super musial byc to zwiazek, jaka bliskosc, czeste rozmowy itp skoro facet, dla ktorego na poczatku ona byla zapewne oczkiem w glowie, decyduje sie na zdrade, a kobieta nie zdaje sobie w ogole sprawy (z ta cala swoja intuicja), ze cos zaczynalo sie sypac... Nie obwiniam jej bynajmniej, tylko spojrzmy prawdzie w oczy - nie moglo byc tak idealnie jak mowi.

aloha napisał(a):Jezeli w zwiazku jest cos nie tak to najlepszym lekarstwen jest szczera rozmowa, wyjasnienie pewnych kwestii i ustosunkowanie sie na nowo obu stro wobec siebie, a nie od razu zdrada.

Czy ja mowie ze zdrada jest jakimkolwiek lekarstwem? Z reszta nie mnie to osadzac. Chodzilo mi tylko o to, zeby przestac sie glupio obwiniac i rozpaczac...

aloha napisał(a):W kazdym razie ludzie jezeli godza sie na jakis trwalszy zwiazek powinni miec poczucie sumienia, ze nie beda komus utrudniac zycia tylko ulatwiac pomagac, wzajemnie sie wspierac . Tworzac jednosc!


Na pewno na poczatku tak jest. A pozniej? ;]
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
27 sty 2007, 23:56

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do