Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Lord Cappuccino

Moderator
  • Zawartość

    14760
  • Rejestracja

2 obserwujących

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Zgadzam się z Panem Przewodniczącym w całej rozciągłości, aczkolwiek tak jak mówi naftan_limes - to samo dotyczy innych dziedzin i aspektów życia. Jesteśmy nastawieni na nieustanną konsumpcję, do porzygu za przeproszeniem. Równie dobrze ten temat mógłby się zwać Kultura lekomańska. Jesteśmy liderem w Europie w spożyciu paramedykamentów na przeziębienie, leków przeciwbólowych OTC, jesteśmy bombardowani reklamami setek medykamentów, na wszystko- począwszy od sraczki, obstrukcji, upławów przez złą pogodę. Kupujemy setki suplementów diety o wątpliwej jakości i skuteczności. Wykształcane są w nas postawy pt. można zjeść smażone jajka z podwójnym boczkiem mając podwyższony cholesterol (tak, wiem... jajka nie są aż tak szkodliwe pod tym względem), a potem wystarczy łyknąć tabletkę obniżającą rzekomo cholesterol i wszystko gra, można tyrać przez 12h przy wywózce drewna, a potem wystarczy na obolały kręgosłup przykleić plaster, można się nażreć jak świnia, a potem wystarczy kapsułka poprawiająca trawienie itp. itd.
  2. Lord Cappuccino

    OT

    Starajmy się powstrzymywać od tak radykalnych ocen.
  3. Dodajmy do tego homoseksualizm, który jeszcze w drugiej połowie XXw. był uznawany i klasyfikowany jako choroba/zaburzenie psychiczne. Wiele chorób lub "chorób", zaburzeń, problemów medycznych jest ochoczo wykorzystywanych przez przeróżne środowiska i ugrupowania na swoją modłę.
  4. Widzę, że trafiłem w czuły punkt, jak to mówią uderz w stół a odezwą się nożyce. To ciekawe zważywszy na to, że nikogo w swojej wypowiedzi nie zaatakowałem personalnie ani nie wymieniałem żadnych nicków ale poczułaś się wywołana do odpowiedzi. Hipochondria nie jest niczym nowym, istniała od zawsze, przypadki były opisywane wieki temu. Natomiast w ostatnich dekadach obserwuje się wysyp nowych przypadków hipochondrii i jej kuzynki cyberchondrii, jest to prawdziwa zupa epidemiologiczna. A z czym to jest związane? Niestety z rozwojem nowych technologii, powszechnym dostępem do internetu, łatwością w dotarciu do źródeł medycznych. Dawniej jak osoba cierpiąca na to zaburzenie musiała pojechać 30km do najbliższego lekarza, w jej okolicy nie było laboratorium czy przychodni świadczących komercyjne usługi medyczne, a żeby zweryfikować każdy objaw musiałaby gnać do rowerze do biblioteki, szukać na półkach literatury medycznej... no, zrobiłaby to mniej chętnie. Natomiast obecnie dla wielu dzień po otworzeniu oczy rozpoczyna się od włączenia komputera i wklepania w wyszukiwarkę internetową jednostki chorobowej. Tak jak alkoholik zaczyna dzień od klina, nikotynista od papierosa, dysmorfofobik od przejrzenia się w lustrze, a osoba z nerwicą natręctw przykładowo od umycia rąk. Zresztą to nie przypadek, że w nowych klasyfikacjach zaburzeń hipochondrię zaliczono do spektrum zaburzenia obsesyjno-kompulsyjnego, a niekiedy jest to przejawem zaburzeń psychotycznych, dlatego wyróżnia się zarówno obsesje (natręctwa) hipochondryczne, jak i urojenia hipochondryczne. A moje pytanie brzmi - co robisz (oprócz ewentualnego zażywania leków i uczęszczania na terapię), aby z tego wyjść? - Czytasz literaturę poświęconą zdrowieniu (tak w opozycji do źródeł mających utwierdzić w przeświadczeniu o chorobie)? - Stosujesz techniki autoterapeutyczne, relaksacyjne? - Wyznaczasz sobie jakieś okresy "abstynencji" od komputera, internetu, bez robienia badań, wizyt u lekarzy... miesiąc, kwartał, półrocze , i starasz się ich dotrzymać? - Używasz zewnętrznych aplikacji do blokowania stron poświęconych tematyce medycznej? To jest główny problem (pomijając koncentrację na objawach i samo źródło lęku). Większość z nas na pewno słyszała o tzw. syndromie studenta medycyny. Lwia część osób podejmujących studia na kierunku lekarskim, gdy rozpoczyna zajęcia z patofizjologii, nozologii, zaczyna identyfikować u siebie większość chorób o których czyta w podręcznikach. Tak z innej beczki... Mój znajomy, lekarz, zrezygnował ze specjalizacji z psychiatrii i przeniósł się na choroby wewnętrzne, bo zaczął dostrzegać u siebie objawy większości zaburzeń psychicznych. Od 20 lat zmagam się z OCD, mam w najbliższej rodzinie osobę, która boryka się z zaburzeniami nerwicowymi/hipochondrią i bardzo cierpi z tego powodu, kilka osób u mnie w rodzinie zmarło na nowotwory, i mam niestety nieprzyjemność obserwować przebieg chorób takich jak przewlekła niewydolność serca, niewydolność oddechowa, miażdżyca, nadciśnienie tętnicze, schorzenie tarczycy, proces neoplastyczny, związane z tym cierpienie i niedogodności, u pozostałej żyjącej, najbliższej mi osoby, która pomimo tego zachowuje niesamowity optymizm i czerpie radość z życia. Ale co ja tam mogę wiedzieć, przecież wygłaszam truizmy...
  5. Amisulpryd nigdy nie jest agonistą receptorów dopaminergicznych, ale... w niskich dawkach, tak 25-100mg jest przede wszystkim antagonistą presynaptycznych autoreceptorów, do których ma wyższe powinowactwo niż do postsynaptyków, co skutkuje wzmożoną syntezą i uwalnianiem dopaminy (agonizm autoreceptorów skutkuje czymś odwrotnym). Nie lecz się sam i sam nie zmniejszaj dawki. Przy schizofrenii czy zaburzeniach psychotycznych potrzebne są dawki wyższe, blokujące postsynpatyki. Amisulpryd w niskich dawkach jest stosowany we Włoszech do leczenia dystymii-depresji przewlekłej.
  6. Ekhm, ekhm. Chociaż możemy wymrzeć i bez działalności człowieka. https://www.newsweek.pl/wiedza/nauka/superwulkan-w-usa-zagraza-naszej-cywilizacji-w-kazdej-chwili-moze-wybuchnac/d902hv0 , jedna erupcja tego potwora i popioły, trujące gazy skutecznie wyeliminują życie na całej Ziemi. Ale to takie nasze, homo sapiensowskie, potrzebna jest inwestycja za 3,46mld USD, żeby (być może) ocalić całą ludzkość, ale po co... lepiej wydać to na najnowsze uzbrojenie, żeby skuteczniej ludzkość eksterminować.
  7. Bez urazy, ale ten wątek to jest najgorsza "dzielnica" forum. Hipochondria i cyberchondria to zaburzenia psychiczne, które zaburzają funkcjonowanie i wpływają na jakość życia. Zamiast wspierać się, próbować z tego wyjść to mam wrażenie, że temat stał się kółkiem wzajemnej adoracji hipochondryków, gdzie z dreszczykiem podniecenia mogą się utwierdzać w swoich objawach, poszukiwać nowych jednostek chorobowych, sugerować sobie kolejne badania bez wskazań medycznych itp. Etiopatogeneza hipochondrii nie jest dokładnie poznana, ale z moich obserwacji wynika, że osoba cierpiąca na hipochondrię spełnia co najmniej jeden warunek: - cierpi na paniczny lęk przed śmiercią (tanatofobia); - ma w najbliższej rodzinie lub otoczeniu osobę związaną z ochroną zdrowia (lekarz, pielęgniarka, ratownik, analityk itd.); - ktoś w jej rodzinie cierpiał na hipochondrię/zaburzenia nerwicowe/zespół Munchhausena i poprzez eksponowanie swoich objawów "chorobowych" uzyskiwał jakieś korzyści: uwagę krewnych, zwolnienie z obowiązków, benefity finansowe itp.; - przeżyła "prawdziwą" chorobę somatyczną bliskiej osoby zakończoną zejściem śmiertelnym; Otóż, mam dobrą i złą wiadomość - i tak wszyscy umrzemy, niezależnie od tego co zrobicie. Mamy wpływ tylko na czynniki modyfikowalne (dieta, aktywność fizyczna, używki). Natomiast na niemodyfikowalne jak płeć, metryka, geny nie mamy wpływu. Na środowisko i negatywne aspekty rozwoju cywilizacyjnego mamy mocno ograniczony wpływ. Jak ktoś chce to może ewentualnie zostać aktywistą albo przeprowadzić się w jakieś dziewicze rejony kuli ziemskiej, sam uprawiać żywność itd. I tak - to prawda - pacjenci hipochondryczni/neurotyczni nie mają immunitetu na choroby somatyczne, też mogą zachorować. Tak - zdarzają się przypadki, że choroba/zaburzenie psychiczne okazywały się spowodowane zaburzeniami anatomicznymi/fizjologicznymi poza OUN. Ale to są kwestie marginalne. Istnieje bardzo dobry powód dlaczego u pacjentów psychiatrycznych nie wykonuje się wielu skomplikowanych badań - aby nie dawać ich natręctwom/urojeniom pożywki i nie utwierdzać w przeświadczeniu, że są ciężko chorzy. Oczywiście z powyższego wywodu wyłączam osoby, które faktycznie zostały zdiagnozowane przez lekarza na xyz. Zastanówcie się czy chcecie żyć, jak chcecie żyć, jak możecie poprawić komfort swojego życia i czy chcecie tak funkcjonować do końca swoich dni - a to nadejdzie, to jest jedyna nieunikniona rzecz. Ban na google, ban na wikipedię, ban na serwisy medyczne. Wylogować się do życia.
  8. Ten post. https://www.youtube.com/watch?v=kIf08-9a3qw
  9. Wielkość miejscowości nie ma znaczenia, prawo obowiązuje w równym stopniu wszystkie podmioty i pracowników ochrony zdrowia. Jeżeli podpisałeś takie oświadczenie to lekarz złamał prawo i byłoby to podstawą do sądzenia go, pociągnięcia do odpowiedzialności dyscyplinarnej, ale pewnie nie masz na to ochoty, zwłaszcza jeżeli to mała miejscowość, wszyscy się znają i ten lekarz jest jedynym albo jednym z nielicznych tam przyjmujących. Inaczej to by wyglądało gdyby lekarz namawiał Cię do poinformowania bliskich osób o Twoim stanie zdrowia dla Twojego dobra albo uznał, że stwarzasz zagrożenie dla swojego zdrowia/życia i skierował Cię przymusowo na leczenie szpitalne, złożono by wniosek do sądu rodzinnego, do czego lekarz ma prawo.
  10. Kurczę, miałem jakąś inteligentną ripostę ale mi uciekła w ostatniej chwili z głowy...
  11. Jeżeli mieszkasz z rodzicami czy partycypują oni w Twoim utrzymaniu, upoważniłeś ich do wglądu w Twoją dokumentację medyczną, uzyskiwania informacji o Twoim stanie zdrowia to być może byłoby to w jakimś stopniu uzasadnione, ale i taka ta sytuacja jest dla mnie co najmniej dziwna...
  12. Hmmm. Jesteś osobą pełnoletnią, więc skąd wymóg, że musisz chodzić do lekarza z rodzicami? Jesteś ubezwłasnowolniony, masz nadzór kuratora sądowego?
  13. No tak, ale żaden lekarz, bez znaczenia czy psychiatra dla dorosłych czy dzieci i młodzieży nie może stosować przemocy fizycznej (to się tyczy w ogóle każdego obywatela i człowieka), łamać zasad etyki zawodowej czy zachowywać się w ogóle w sposób niekulturalny, obraźliwy, urągający zasadom współżycia.
×