Rodzice?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Rodzice?

Avatar użytkownika
przez miniSD 28 mar 2010, 15:25
Wstaję rano przygnębiony, mam ochotę płakać nie cieszy mnie nawet ładna pogoda za oknem. Czasami nie mam ochoty iść się umyć, zjeść śniadanie, wszystkie czynności wymuszam, próbuje jakoś normalnie funkcjonować. Kiedy mówię komuś z domowników, że nie czuje się dobrze, że nie mam na nic ochoty słyszę tylko 'weź się w garść', 'ogarnij się' dziwne, że chciałbym, ale nie potrafię. Po takich słowach przychodzą myśli samobójcze, beznadzieja, uczucie pustki i tego, że nie mogę na nikogo liczyć. Nikt w domu nie chce słuchać, że jest mi źle, że chciałbym tylko porozmawiać jedynie co słyszę to, że powinienem j.w. 'wziąć się w garść' i 'przestać udawać', że mam wcześniej chodzić spać a nie kłaść się o 2:00 czy 3:00 a faktem jest to, że nie mogę po prostu zasnąć. Najgorzej jest właśnie wieczorami czy w momencie kiedy kładę się spać. Wtedy dochodzi często płacz, znowu myśli, żeby ze wszystkim skończyć skoro i tak nic się nie zmienia, że straciłem dzień na nicnierobieniu, że jestem do niczego. Mam 23 lata a czuje jakbym przeżył całe swoje życie.
Chciałbym pójść do psychologa, kiedyś bałbym się takiej decyzji a teraz? Taka determinacja jak nigdy, ale problemem są moi rodzice, którzy odradzają mi takie wyjście, że tak naprawdę to nic mi nie jest, że tylko udaję, że to z przemęczenia bo 'późno kładę się spać'. Ich odradzanie oczywiście nie polega na spokojnej rozmowie to jeden wielki krzyk. To może oni bardziej się boją takiego wyjścia niż ja? Może są przerażeni wizją chorego psychicznie synusia?
Mała dygresja.
Kilka lat temu, miałem mały problem, nie chcę się rozpisywać bo nie pamiętam wiele z tego wydarzenia, gdyż(jak sądzę)wyrzuciłem to z głowy. Pociąłem się, nie wytrzymywałem już tego bólu więc wolałem to przelać na ciało, nie wspomnę próbach samobójczych. Moi rodzice jak i rodzeństwo zauważyło blizny na ciele i zaczęły się krzyki w domu, że co ja robię? Czy jestem normalny? Że powinienem ciąć głębiej :-| . Miałem wtedy z szesnaście lat, do psychologa nie wysłany, leczenie odbywało się w domu przy 'szczerych' rozmowach z rodzicami. Przy których tylko oni się wypowiadali a ja nie miałem racji, zresztą nie chciałem nic im mówić ani się nie tłumaczyć dlaczego zrobiłem co zrobiłem.
Faktem jest to, że od tego wydarzenia moje samopoczucie zaczęło się pogarszać z każdym dniem. Były oczywiście momenty w których naprawdę byłem szczęśliwy, żyłem tym co jest 'tu i teraz' nic się nie liczyło. Był to okres w moim życiu gdzie czułem, że żyje a nie tylko istnieje. Oczywiście wszystko co dobre szybko się kończy. Na tę chwilę, nie pamiętam dosłownie niczego co się wtedy działo wiem jedynie to, że w 2006 roku byłem uśmiechniętym człowiekiem. Czy utrata wspomnień to coś normalnego?
Bardzo bliska mi osoba mówi mi, że problem nie tkwi we mnie a w moich rodzicach. Wracając do wczesnych lat jakoś nie mogę przypomnieć sobie normalnych rozmów z nimi czy jakiegoś większego zainteresowania z ich strony. Zawsze tylko oni mieli rację, Że wszystko co robię jest źle, że nie powinienem iść do takiej szkoły a do innej, że sobie na pewno nie poradzę, nie mam się z kimś spotykać bo jest taki i owaki, że to 'MY' mamy rację. Tak jest do dzisiaj. A nawet i gorzej.
Jestem pełnoletni, można powiedzieć, że jestem dorosłą osobą, która chce samemu układać sobie życie, uczyć się na własnych porażkach, żyć po swojemu, pracować na własny rachunek. Chcę uwolnić się spod tego 'klosza' z gniazda, ale moi rodzice nie chcą mi na to pozwolić. Nawet nie mogę spokojnie pojechać na jakąś imprezę, nie mogę ze spokojem poznawać nowych ludzi, nie mogę spokojnie wyjść na piwo, nie mogę SPOKOJNIE wyjść po prostu się przejść po mieście. A dlaczego? Bo ciągle zadają mi pytania: Z kim? Po co? Dlaczego? O której wrócisz? Kim jest? Kim są jej/jego rodzice? Gdzie mieszka? Czuję się wtedy jak na jakimś przesłuchaniu. Mam już tego dosyć, chciałbym mówić tak jak kiedyś przed wyjściem - IDĘ SIĘ PRZEJŚĆ - i koniec. Bez żadnego tłumaczenia z kim i po co. Jak miałem czternaście lat wyszedłem wyrzucić śmieci wieczorem a wróciłem o 6:00 rano, nie było problemu. A teraz? Brońciępanieboże wrócić po 00:00, ja tego naprawdę nie rozumiem.
Od przyszłego roku akademickiego zaczynam szukać pracy w innym mieście, zmieniam tryb studiowania z dziennego na zaoczny, przeprowadzam się do tego właśnie miasta a na dokładkę chciałbym dodać, że będę mieszkał z moim chłopakiem ;) To już będzie sodomia i gomoria :P
Dla moich rodziców nigdzie nie ma pracy, nie mam niczego sobie szukać a ciągle mi wypominają, że nigdzie nie pracuję, że nic nie robię, że ciągle siedzę przy komputerze. Faktem jest to, że komputery to moja pasja(czasami dorabiam sobie na naprawianiu innym sprzętu) ale i uczę się przy kompie: pisze, czytam. Nawet dostaję bury za bałagan w pokoju - wszędzie książki, notatki, kartki na których z nudów rozwiązuje jakieś matematyczne zadania, pełno kabli, jakiegoś sprzętu. Jestem dziwny bo nie studiuje informatyki a socjologie :roll: Wracając do pracy. Kiedy wypomnę moim rodzicom, że sami mi mówią, że nie ma pracy, że jej nie znajdę, zaczynają się wypierać własnych słów. Bardzo często to robią, jedno mówią później wypierają się tego co powiedzieli. Mała hipokryzja, można czasami zgłupieć. Ile razy było, że przez coś takiego zepsuli mi jakąś imprezę czy wyjazd. Najpierw mówią, że nie mam jechać, że nie mają pieniędzy, że coś się stanie a po kilku godzinach wchodzą do mnie do pokoju z wielkim zdziwieniem, że dlaczego nigdzie nie jadę czy idę. A jak zaczynam im tłumaczyć, że sami mi nie kazali jechać oczywiście zaczynają się tego wypierać i dochodzi do kłótni. I jak tu nie ześwirować?
Tego wszystkiego jest dużo więcej, ale nie chcę zaśmiecać forum własnymi problemami.
Przepraszam, że tak się rozpisałem. Męczy mnie to...
Pozdrawiam :P
"Moje marzenia nie leżą w przyszłości, moje marzenia to przeszłość... tylko o niej śnię"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
160
Dołączył(a)
26 mar 2010, 21:40

Re: Rodzice?

przez celineczka3 28 mar 2010, 21:03
Tak sobie myślę że problemy rodzinne swoją drogą, natomiast to co opisujesz wygląda na kliniczną depresje.Polecam jak najszybszą wizyte u psychologa lub psychiatry.A rodziców czasami lepiej potraktować z dystansem i zająć się ratowaniem własnego życia.
celineczka3
Offline

Re: Rodzice?

Avatar użytkownika
przez miniSD 28 mar 2010, 23:51
Jutro idę do lekarza pierwszego kontaktu z wynikami badań krwi, które wyszły wzorowo. Poproszę Panią ładnie o skierowanie czy jakąś informację dotyczącą leczenia 'głowy'.
A w jaki sposób mam moim rodzicom uzmysłowić, że pójście do psychologa nie jest żadną straszną rzeczą? Dla nich takie wyjście będzie końcem świata bo według nich ja nie mam żadnych problemów, bezstresowe życie a przez pójście do psychologa czy psychiatry zniszczę całą swoją karierę zawodową. Moje drugie pytanie.
Czy naprawdę będę miał wszystko wpisane w papierach, że się leczyłem? Bo boję się, że przez całą sytuację z psychiatrą nie znajdę wymarzonej pracy.
"Moje marzenia nie leżą w przyszłości, moje marzenia to przeszłość... tylko o niej śnię"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
160
Dołączył(a)
26 mar 2010, 21:40

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Rodzice?

Avatar użytkownika
przez *Monika* 29 mar 2010, 00:16
miniSD,

Przecież żaden lekarz nie wysle za Tobą papierów, czyli dokumentacji medycznej do zakładu pracy. Daj spokój. L-4 mozesz miec od rodzinnego, a spokojnie sobie chodzic do psychiatry i na terapię. Terapia jest najważniejsza, pamiętaj.

Rodzicami sie nei przejmuj. MOja mama dała mi wody z Lichenia się napić, myślała,że mi przejdzie jak jej powiedziałam,że jutro idę do psychiatry i na terapię.
Ona i mój ojciec nie przejmują się tym, poprostu nie rozumieją tego. A ja to robię dla siebie.
Słuchaj, ja pracuję i to na stanowisku kierowniczym. Fakt,że pażdziernik i listopad -byłam na L-4 bo nie moglam funkcjonowaćtak mi sie zdawało. Ale chodzę do pracy, leczę się.
Nie zastanawiaj się nad podjęciem leczenia. Szkoda każdego dnia. Wyjdziesz z tego. Rozglądnij się za porządną terapią.
Powodzenia.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Rodzice?

Avatar użytkownika
przez efka_19 29 mar 2010, 00:31
Monika ma rację. Nie przejmuj sie rodzicami, tak się zastanawiałam czy wogóle musisz im o tym mówić? Jesteś pełnoletni, więc nie muszą tam z Toba iść. Podejrzewam też, że rodzice gdzieś w podświadomości jednak bardzo sie o Ciebie martwią i mają w pamięci to co zrobiłes, stad to kontrolowanie Cię. Boją się że znowu coś będziesz chciał sobie zrobic. Wybierz sie na psychoterapie, zrób to dla siebie! To jedyne rozwiązanie które naprawde pomaga! Trafisz do osoby, dla której będziesz ważny, dla której Twoje problemy nie będą dziwne czy błahe i która wie jak Ci pomóc!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
03 cze 2007, 23:22
Lokalizacja
małopolska

Re: Rodzice?

przez celineczka3 29 mar 2010, 09:34
miniSD a dlaczego uważasz że powinieneś rodzicom cokolwiek uświadamiać? W życiu jeszcze wiele razy będziesz odczuwał różnice zdań i uwierz chęć przekonania ich zawsze do swojego stanowiska jest nierealna.
celineczka3
Offline

Re: Rodzice?

Avatar użytkownika
przez miniSD 29 mar 2010, 21:19
Jutro mam psychologię w planie z Panią, która jest psychologiem klinicznym (wielkie odkrycie :mrgreen: ), może zagadać z nią po zajęciach tak na dobry początek? Będę lekko zestresowany bo to mój nauczyciel akademicki, ale może warto spróbować:D
"Moje marzenia nie leżą w przyszłości, moje marzenia to przeszłość... tylko o niej śnię"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
160
Dołączył(a)
26 mar 2010, 21:40

Re: Rodzice?

Avatar użytkownika
przez soulfly89 29 mar 2010, 22:25
miniSD napisał(a): Kiedy mówię komuś z domowników, że nie czuje się dobrze, że nie mam na nic ochoty słyszę tylko 'weź się w garść', 'ogarnij się'

Typowa reakcja, niestety. Z moją matką było na początku tak samo. Teraz trochę więcej rozumie. A na razie nie mam możliwości żeby się wyprowadzić, bo mam zbyt trudny rok na studiach żeby zarabiać. No chyba, że w wakacje...

miniSD napisał(a): Bardzo bliska mi osoba mówi mi, że problem nie tkwi we mnie a w moich rodzicach.

Problem nigdy nie leży tylko po jednej stronie, jeśli coś nie działa dobrze w relacjach w rodzinie, to odbija się na wszystkich i wszyscy z tym mają problem.

miniSD napisał(a): Od przyszłego roku akademickiego zaczynam szukać pracy w innym mieście, zmieniam tryb studiowania z dziennego na zaoczny, przeprowadzam się do tego właśnie miasta a na dokładkę chciałbym dodać, że będę mieszkał z moim chłopakiem ;) To już będzie sodomia i gomoria :P

Wow. Gratuluję determinacji i odwagi! :) Z takim podejściem - na pewno sobie poradzisz :)

miniSD napisał(a): Tego wszystkiego jest dużo więcej, ale nie chcę zaśmiecać forum własnymi problemami.

To forum od tego jest!!! :D Ale ja na Twoim miejscu nie szukałabym wsparcia na uczelni, tylko poza nią. Nie wiem czy dobrze bym się czuła gdyby mój wykładowca wiedział jakie mam problemy...

Do Amon Rah - nie nazwałabym szukania akceptacji u rodziny idiotycznym konwenansem. Jeśli kogoś kochasz to chyba chcesz żeby Cię zrozumiał i wspierał, a rodziców, nawet najgorszych, trudno nie kochać w jakiś sposób.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
775
Dołączył(a)
06 lut 2010, 02:23

Re: Rodzice?

przez Marta Żurowska 30 mar 2010, 22:15
MiniSD, czy zagadales z ta Pania?Ja bym jednak doradzala Ci zebys udal sie po prostu do psychoterapeuty. Mysle, ze psychiatra nie jest potrzebny. Jesli chodzi o to czy ktos sie dowie o tym, ze chodzisz na terapie, to nikt sie nie moze dowiedziec, bo nie ma skad, chyba ze sam powiesz. Jako psychoterapeuta wiem, ze nawet gdyby zadzwonila najblizsza osoba mojego pacjenta z pytaniem, czy tu przychodzi np maz, to nie mam prawa udzielic takiej informacji. Takze mozesz byc zupelnie pewny, ze tylko Ty decydujesz kto bedzie wiedzial o Twojej wizycie.
Mysle, ze problem, ktory opisujesz jest glebszy, ze to, co teraz czujesz - przygnebienie, bezradnosc, brak poczucia sensu, jest efektem tego, co sie dzialo wczesniej w Twoim zyciu. Naprawde daj sobie szanse i pozwol pomoc sobie.
Pozdrawiam cieplo:)
Offline
Psycholog
Posty
101
Dołączył(a)
03 mar 2010, 18:20
Lokalizacja
Warszawa

Re: Rodzice?

Avatar użytkownika
przez miniSD 16 kwi 2010, 00:42
Przepraszam, że dopiero teraz. Wysłałem do tej psycholożki maila w odpowiedzi dostałem numery telefonu do przychodni i do niej na komórkę na prywatne spotkanie, które oczywiście wiążę się z kosztami.
Ile kosztuje taka prytawna sesja?
W domu coraz gorzej, ja nie mam już siły, ciągle myśle jak ze sobą skończyć. Jakieś 15 minut temu się pociąłem, wiem, że to głupie, ale jakimś cudem mnie to uspokaja.
Cała ta sytuacja doprowadziła, że od kilku dni nie mam partnera, wszystko się rozsypało.czuje się winny, nie mam siły, ciągle rycze, nawet z byle powodu. Nie mogę spojrzeć sobie w twarz w lustrze, nawet ledwo co pisze na klawiaturze, nie mam siły.
W domu czuję się jak w klatce, nie tyle co wytykane błędy, ale nawet coraz bardziej męcząca kontrola. Mam ciągle się uczyć, nie wychodzić z domu, nie spotykać się ze znajomymi bo coś może mi sie stać, jakiś wypadek czy coś. A jak zaczynam się z nimi kłócić odpowiedzią jest, że mam robić co chcę i wtedy czuje sie winny, nie wiem czego, nie wiem co zrobiłem złego, ale czuje się po prostu winny.
W głowie slysze tylko jedno 'skończ ze soba' 'to sie nie zmieni' 'wszystko stracone' 'jestes sam, zawsze bedziesz sam'. Czasami patrze w jeden punkt i chwieję się jak w chorobie sierocej.
Przepraszam, że tak chaotycznie, ale ja nie mam siły aby to normalnie napisać.
"Moje marzenia nie leżą w przyszłości, moje marzenia to przeszłość... tylko o niej śnię"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
160
Dołączył(a)
26 mar 2010, 21:40

Re: Rodzice?

Avatar użytkownika
przez soulfly89 16 kwi 2010, 23:24
Jeśli pójdziesz do szpitala psychiatrycznego na dyżur, po prostu muszą Cię przyjąć od ręki. W przychodniach nie wiem jak jest z czekaniem, a wizyta prywatna to jakieś 50 - 100 zł, zależy gdzie. Nie trać czasu, szukaj pomocy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
775
Dołączył(a)
06 lut 2010, 02:23

Re: Rodzice?

przez zagubiona86 19 kwi 2010, 00:23
Witaj miniSD!! mam nadzieję, że się trzymasz i szukasz już pomocy!! Przeczytalam bez odrywania wzroku tutejsze wypowiedzi, bo Cie rozumie!! Miałam wrażenie, ze to co piszesz tkj wyraza moje uczucia do mojej rodziny. Wsrod rodziny czuje sie tak samo, czuje sie jak w obozie koncentracyjnym i jedyne co chce to umrzec!!
Różnica polega na tym, że nie mieszkam aktualnie w domu, bo studiuje. Jednak w tym roku kończę studia i wariuję tak samo, bo tak strasznie przeraża mnie fakt powrotu do rodzinnego miasta, wiem, że nie umiałabym tam żyć.
Mam 24 lata i nerwice. Moi rodzice nawet nie pozwalają wypowiadać mi tego słowa. Uważają, że jestem egoistką, która wymyśla sobie problemy i myśli tylko o sobie. Mam naszczęście 2 przyjaciól, którym mogę się wyżalić i którzy przypominają mi o tym ,że rodzice poprostu mnie nie rozumieją.
Jest mi cholernie trudno i się boję, ale to naturalne. Tak jak u Ciebie. W tamtym roku odbyłam terapię grupową. Moi rodzice prawie umarli - matka się załamała, a ojciec stwierdził, że woli wierzyć w Boga(a tak na marginesie to mam wrażenie, że ja bardziej wierzę niż on, ale nie powinno się niby licytować w takich rzeczach). Mimo wszytsko terapię zakończyłam i czułam się przez jakiś okres bardzo dobrze. Jednak ta terapia jest krótka i powróciło. Ale cieszę się, że tam poszłam, bo zaczełam nareszcie coś robić i poczułam chociaż przez moment, że mimo mojej rodziny mogę być niezależna.
Byłam u psychiatry, brałam leki, ale nie zadziałały. W sumie sam psychiatra nie stwierdził czy mam nerwice, czy depresje, także nie wiaodmo. Wiem że doradził mi terapię i też tak zrobiłam. Chodzę teraz na terapię indywidualną. Fakt jest mi bardzo ciężko i jak to stwierdziła terapeutka może dlatego, bo czuję, że nie mam przyzwolenia od rodziców na tą terapie. Mimo wszystko nie chcę rezygnować i próbuje teraz tak już naprawdę cos robić.
Jak byłam na święta w domu to myślałam, że zwariuję. Ale wiem, że to w większości mój problem wewnętrzny,a nie rodziców(chociaż mam aktualnie do nich ogromną nienawiść i nie wiem, czy to się zmieni).
Doradzam Ci mimo wszystko jak najszybsze wyprowadzenie się z domu. Wiem, że to jest niby uciekanie od problemu, ale w takim wieku jak jesteśmy wyprowadzenie się od rodziców jest jak najbardziej wskazane. Mimo straty partnera pomyśl koniecznie o studiach w tej innej miejscowości. Ja w aktualnej miejscowości jestem na studiach 2 lata<wczesniej gdzie indziej> i było mi tragicznie, bo przyszłam za chłopakiem z którym zerwałam i daleko od znajomych od domu<może to dobrze> i zostałam całkiem sama. Teraz mimo wszystko uważam, że dobrze się stało, bo mimo że nie czuję sie dobrze, mam satysfakcję, że coś robię. Nie boję się teraz tak przeprowadzki do jeszcze innej miejscowości, bo wiem, że znajomych znajdzie się wszędzie. Najważniejsze jednak, że jak nie jestem przy rodzicach to mogę na wszystko spojrzeć spokojniej. Moge poczuć się niezależna. I mam nadzieję, że wszytsko będzie szło ku lepszemu i nie będę musiała po studiach wrócic do domu, mimo że moj ojciec też ciagle powtarza, że nie ma pracy:P
Zacznij coś robić dla siebie. Idz na terapie, jeśli trzeba to i do lekarza i pomyśl o wyprowadzce. Bedziesz miała wykształcenie, jesteś dorosły, czyli możesz być niezależny, jeśli tylko o to zawalczysz!! Ktos kiedys na terapii powiedział mi, że rodzice też mają własne życie i nie myśla non stop o mnie i że przejmują się tak bardzo, bo widzą, że sama zachowuję się jak dziecko. JEśli chcesz terapi idź na nią, rodzice i tak muszą to zaakceptować. Rób to co Ty uważasz za słuszne!! Jak piszesz rodzice mówią jedno, a później się dziwią, a ja widzę po sobie, że oni muszą pogadać, żeby oczyścić sumienie, a i tak zaakceptują Twoje wybory, jeśli pokażesz im, że naprawdę Ci z tym lepiej. A jeśli tak się nie stanie i nie zaakceptują to nieważne, ważne żebyś zaczął myśleć o sobie, bo jesteś sobie najcenniejszy i robić coś dla siebie!!
Przepraszam ze taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaak długo:P
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
15 kwi 2010, 02:37

Re: Rodzice?

Avatar użytkownika
przez miniSD 20 kwi 2010, 00:14
Już myślałem, że jestem osamotniony w temacie :smile:
Z podejściem moich rodziców do całej sprawy mam podobnie jak Ty. Dla nich to co mi jest to mój własny wymysł, widzimisię 'bo to takie modne', że mam przestać UDAWAĆ że trzęsą mi się dłonie, nie mam się tym obnosić. Oczywiście zapomniała, że mam inne objawy. Wydaje się to dosyć komiczne biorąc pod uwagę fakt, że mój problem naświetlił sam psycholog, więc jednak coś jest na rzeczy.
Ostatnio moja muti wymyśliła sobie kilka rzeczy, które mają uzdrowić mój chowy umysł. Kupi mi leki uspokajające, oczywiście nie będę ich brał bo nie widzę takiej potrzeby, zresztą idiotą nie jestem aby jechać po prostej i łatwej linii. Nawet nie wiadomo ile mógłbym na takich lekach pociągnąć. Następną rzeczą, która wydała się dla mnie w ogóle śmieszna, komiczna wręcz wyrwana z jakiejś nawiedzonej komedii 'pojednaj się z bogiem' :mrgreen:. Bóg oczywiście lekarstwem na wszystkie problemy, ale zacznijmy od tego o jakim bogu mówiła. Czasami mam wrażenie, że to nie ja jestem chory tylko oni i to właśnie ONI powinni iść się leczyć a nie ja.
No mówię Wam Cyrk Monty Pythona.
"Moje marzenia nie leżą w przyszłości, moje marzenia to przeszłość... tylko o niej śnię"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
160
Dołączył(a)
26 mar 2010, 21:40

Re: Rodzice?

przez zagubiona86 20 kwi 2010, 11:36
Czyli z tego co piszesz zacząłeś już terapie, rozumię tak??
Nom nie jesteś sam absolutnie. Ja u psychologa rozmawiam tylko na temat tego, że nie umię odciąć się psychicznie od rodziców.
Spoko moja mam też uważała, że najlepiej pójść do psychiatry po leki. Tak też zrobiłam, jako grzeczna córka i poszłam po nie. Brałam i nie było żadnych efektów!! Zresztą teraz już wiem, że leki to tylko przyćmienie umysłu, przynajmniej w moim przypadku.
Jak pisałam mój ojciec też mi o Bogu gadał. Trochę śmiać mi się z tego chciało, bo on wierzący na pewno nie jest.
Chciałam tylko napisać, ale to tak na marginesie, że właściwie sama jakoś sie zbliżyłam do Boga przez tą chorobę.
Twoi rodzice tak jak i moi nie chcą dopuszczac myśli, że to co nam jest to choroba. Naszczęscie możemy sami decydować o sobie i sami wiemy lepiej co nam jest. Trzymaj sie dzielnie i pisz jak Ci leci.
Pozdrawiam:)
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
15 kwi 2010, 02:37

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

Przeskocz do