Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

przez whatever28 11 paź 2011, 11:58
Dzięki za odpowiedź. No to nici bo nie jestem ubezpieczony od 2 lat nie mam pracy, jedynie handluję na allegro na czarno... Za bogaty też nie jestem, więc nici z pomocy psychologa :/

A mój problem to chyba depresja choć sam nie wiem. Od 2 lat nie mogę znaleźć pracy w zawodzie, na niższe stanowiska jestem zbyt ambitny. Dodatkowo doskwiera mi samotność. Przez to, że nie mam pracy etatowej czuję się gorszy i wykluczony, dlatego nawet nie szukam drugiej połówki, bo boje się wyśmiania, odrzucenia itp. Od jakiegoś czasu po głowie mi chodzą myśli samobójcze. Nie bardzo wierzę w psychologów, sam lubię wszystko analizować, po prostu chciałem z kimś pogadać. Echhhh....
Ostatnio edytowano 11 paź 2011, 12:01 przez whatever28, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
11 paź 2011, 11:33

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

przez franciszekpol 12 paź 2011, 15:42
Czy to depresja
Witam wszystkich,

poprzeglądałem forum, naczytałem się sporo o stanach depresyjnych, ale niestety co innego teoria a co innego praktyka, a jeszcze coś innego to ocenienie samego siebie. Dlatego zwracam się z prośbą do forumowiczów, może nie tyle o pomoc, co o nasuwające się im wnioski i obiektywną ocenę.

Zwięźle o sobie, jestem niespełna 30latkiem, o wyższym wykształceniu, kawalerem, wcześniej bez poważniejszych problemów osobistych czy zawodowych. Jednak przez ostatnie powiedzmy dwa lata wiele rzeczy się w moim życiu wydarzyło, które w znaczący wpłynęło na moje życie (i chyba mój stan psychiczny). Nie rozpisując się za chodzi o zakończenie poważnego długoletniego związku, kilka przypadków ciężkiej choroby w rodzinie, a ostatnim czasie tragiczną śmierć bliskiej osoby, utrata pracy i poszukiwanie nowej.

Od czasu jak pamiętam do 2009 roku byłem osobą pracowitą, zdyscyplinowaną, z wysokimi ambicjami i marzeniami, potrafiłem się cieszyć z tego co mam, byłem zadowolony z życia. Przez ostatnie dwa lata prawie wszystko się zmieniło. Tragiczne wydarzenia z mojego życia, brak pracy sprawiły że zupełnie zmieniłem się wewnętrznie. Mało rzeczy mnie cieszy, praktycznie nic. Kompletnie nie marze o niczym, nie myśle o przyszłości a jak już zaczynam myśleć to mam wrażenie, że nic dobrego nie będzie - że cały czas będzie tak jak jest bądź gorzej. Oszukuję samego siebie, niby szukam pracy ale tak naprawdę w głębi duszy liczę, że nikt się nie odezwie - to co kiedyś było moją pasją, co liczyłem że chce w życiu robić obecnie mnie przeraża, czuję, jakbym cofnął się z wiedzą i umiejętnościami. W dwóch miejscach pracy w których powinienem bez problemu poradzić sobie nie dałem rady. Brakowało mi koncentracji, motywacji, gdy coś mi nie wychodziło "uciekałem".
Być może to niska samoocena, ale czuję, że nie potrafię w życiu nic porządnie robić i zrobić. A jak już coś zaczynam to nie wiem czy z lenistwa czy z innych powodów nie kończę tego. Przez ostatnie pół roku najchętniej bym z domu nie wychodził. Siadam przed tv czy komputerem i oglądam - nawet nie ważne co leci po prostu, żeby zagłuszyć myśli. I tak od dłuższego czasu. Bez pracy zupełnie pogubiłem jakikolwiek rytm - chodzę spać o 2,3 w nocy wstaję w południe. Wstaję i nic. Zupełnie na niczym mi nie zależy. Uczuciowo czuję się wypalony, z osobami z którymi się związałem ( w ostatnich dwóch latach) szybko się wszystko kończyło - bo po prostu nie zależało mi, byłem zupełnie obojętny. Teraz nawet nikogo nie szukam. Wystarczy mi mieszkanie, tv i najlepiej cisza. Czuję i zachowuję się jakbym miał 70 a nie 30 lat. Znajomych i rodzinę okłamuję - dobry ze mnie aktor, potrafię się uśmiechać, żartować, ściemnić ze mam pracę i dobrze mi idzie. Jedyną "rozrywką" jest alkohol - nie spożywany codziennie w ogromnych ilościach, ale weekendami - co weekend wyjście gdzieś i powrót w raz lżejszym raz cięższym stanie.

Wiem, że ktoś powie "ogarnij się, głowa do góry i do przodu". Próbowałem setki razy. Zawsze kończy się tym samym. Im ambitniej zaczynałem tym większe czułem rozgoryczenie gdy kończyło się porażką. Zacząć małymi krokami - też próbowałem, jednak jedna, dwie przykre sprawy czy wydarzenia, pojawia się pustka w głowie, roztrzęsienie i już zmieniałem nastawienie i wracałem do punktu wyjścia.

Wszystkie sposoby, które próbowałem zawiodły. Przeczytane książki, e-booki, komentarze na forach - fajnie brzmią, dają na chwilę " kopa", jednak po chwili, dniu wszystko wraca do starego, pustego, bezczynnego stanu.

Za każdy pomysł, wskazówkę, myśl będę wdzięczny.
Ostatnio edytowano 12 paź 2011, 18:17 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: połączono z w/w wątkiem z uwagi na treść Twojego postu
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
12 paź 2011, 15:04

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

Avatar użytkownika
przez *Monika* 12 paź 2011, 18:18
franciszekpol napisał(a):Czy to depresja
Witam wszystkich,

poprzeglądałem forum, naczytałem się sporo o stanach depresyjnych, ale niestety co innego teoria a co innego praktyka, a jeszcze coś innego to ocenienie samego siebie. Dlatego zwracam się z prośbą do forumowiczów, może nie tyle o pomoc, co o nasuwające się im wnioski i obiektywną ocenę.

Zwięźle o sobie, jestem niespełna 30latkiem, o wyższym wykształceniu, kawalerem, wcześniej bez poważniejszych problemów osobistych czy zawodowych. Jednak przez ostatnie powiedzmy dwa lata wiele rzeczy się w moim życiu wydarzyło, które w znaczący wpłynęło na moje życie (i chyba mój stan psychiczny). Nie rozpisując się za chodzi o zakończenie poważnego długoletniego związku, kilka przypadków ciężkiej choroby w rodzinie, a ostatnim czasie tragiczną śmierć bliskiej osoby, utrata pracy i poszukiwanie nowej.

Od czasu jak pamiętam do 2009 roku byłem osobą pracowitą, zdyscyplinowaną, z wysokimi ambicjami i marzeniami, potrafiłem się cieszyć z tego co mam, byłem zadowolony z życia. Przez ostatnie dwa lata prawie wszystko się zmieniło. Tragiczne wydarzenia z mojego życia, brak pracy sprawiły że zupełnie zmieniłem się wewnętrznie. Mało rzeczy mnie cieszy, praktycznie nic. Kompletnie nie marze o niczym, nie myśle o przyszłości a jak już zaczynam myśleć to mam wrażenie, że nic dobrego nie będzie - że cały czas będzie tak jak jest bądź gorzej. Oszukuję samego siebie, niby szukam pracy ale tak naprawdę w głębi duszy liczę, że nikt się nie odezwie - to co kiedyś było moją pasją, co liczyłem że chce w życiu robić obecnie mnie przeraża, czuję, jakbym cofnął się z wiedzą i umiejętnościami. W dwóch miejscach pracy w których powinienem bez problemu poradzić sobie nie dałem rady. Brakowało mi koncentracji, motywacji, gdy coś mi nie wychodziło "uciekałem".
Być może to niska samoocena, ale czuję, że nie potrafię w życiu nic porządnie robić i zrobić. A jak już coś zaczynam to nie wiem czy z lenistwa czy z innych powodów nie kończę tego. Przez ostatnie pół roku najchętniej bym z domu nie wychodził. Siadam przed tv czy komputerem i oglądam - nawet nie ważne co leci po prostu, żeby zagłuszyć myśli. I tak od dłuższego czasu. Bez pracy zupełnie pogubiłem jakikolwiek rytm - chodzę spać o 2,3 w nocy wstaję w południe. Wstaję i nic. Zupełnie na niczym mi nie zależy. Uczuciowo czuję się wypalony, z osobami z którymi się związałem ( w ostatnich dwóch latach) szybko się wszystko kończyło - bo po prostu nie zależało mi, byłem zupełnie obojętny. Teraz nawet nikogo nie szukam. Wystarczy mi mieszkanie, tv i najlepiej cisza. Czuję i zachowuję się jakbym miał 70 a nie 30 lat. Znajomych i rodzinę okłamuję - dobry ze mnie aktor, potrafię się uśmiechać, żartować, ściemnić ze mam pracę i dobrze mi idzie. Jedyną "rozrywką" jest alkohol - nie spożywany codziennie w ogromnych ilościach, ale weekendami - co weekend wyjście gdzieś i powrót w raz lżejszym raz cięższym stanie.

Wiem, że ktoś powie "ogarnij się, głowa do góry i do przodu". Próbowałem setki razy. Zawsze kończy się tym samym. Im ambitniej zaczynałem tym większe czułem rozgoryczenie gdy kończyło się porażką. Zacząć małymi krokami - też próbowałem, jednak jedna, dwie przykre sprawy czy wydarzenia, pojawia się pustka w głowie, roztrzęsienie i już zmieniałem nastawienie i wracałem do punktu wyjścia.

Wszystkie sposoby, które próbowałem zawiodły. Przeczytane książki, e-booki, komentarze na forach - fajnie brzmią, dają na chwilę " kopa", jednak po chwili, dniu wszystko wraca do starego, pustego, bezczynnego stanu.

Za każdy pomysł, wskazówkę, myśl będę wdzięczny.


Dlaczego, skoro sam sobie nie radzisz, to nie zwrócisz się o pomoc do psychoterapeuty?
Z tego forum bardzo wielu użytkowników korzysta z tej formy pomocy.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

przez sens 15 paź 2011, 00:49
whatever28 napisał(a):Dzięki za odpowiedź. No to nici bo nie jestem ubezpieczony od 2 lat nie mam pracy, jedynie handluję na allegro na czarno... Za bogaty też nie jestem, więc nici z pomocy psychologa :/

A mój problem to chyba depresja choć sam nie wiem. Od 2 lat nie mogę znaleźć pracy w zawodzie, na niższe stanowiska jestem zbyt ambitny. Dodatkowo doskwiera mi samotność. Przez to, że nie mam pracy etatowej czuję się gorszy i wykluczony, dlatego nawet nie szukam drugiej połówki, bo boje się wyśmiania, odrzucenia itp. Od jakiegoś czasu po głowie mi chodzą myśli samobójcze. Nie bardzo wierzę w psychologów, sam lubię wszystko analizować, po prostu chciałem z kimś pogadać. Echhhh....


hej nie zostawaj z tym sam... mozesz sie tu wygadac... ale warto na pewno tez skorzysac z pomocy
moze pojdz do psychiatry? moze leki pomoga ci wyjsc z dolka? do psychiatry sie rzadziej chodzi wiec mniej bedziesz placil
pisz do nas

-- 15 paź 2011, 00:56 --

franciszekpol masz chyba klasyczną depresję... warto żebyś poszedł do lekarza lub/ i terapeuty
W depresji nie pomagają hasła weż się w garść... zaopiekuj się sobą... zasługujesz na to
nie wiem czego chcę
ale i tak tego nie mogę
Offline
Posty
905
Dołączył(a)
16 cze 2011, 10:55
Lokalizacja
kr

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

Avatar użytkownika
przez Guzik 18 paź 2011, 20:55
Leczę się już ponad rok. Mój psychiatra zaproponował zmniejszenie leku antydepresyjnego - zgodziłam się. Tyle że ja wcale nie czuje się normalnie. A chciałabym, aby było tak jak kiedyś. Może moim podstawowym problemem nie jest depresja, ale co ja mam zrobić. Chyba powinnam powiedzieć lekarzowi że czuję się beznadziejnie, i nie jest to związane ze zmniejszeniem dawki... chodzę też na terapię. Nie wiem czemu to piszę. Chyba jest mi smutno że tak się czuję i chyba tracę nadzieję że jakoś wrócę do normalnego stanu. Czy to ma sens? Mogę jakoś w miarę normalnie funkcjonować, nie to co było wcześniej bo to był jakiś kosmos, ale utraciłam swoje pasje, swoje odczuwanie, wszystko jest mi obojętne, nie potrafię się cieszyć.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1643
Dołączył(a)
14 wrz 2010, 16:56
Lokalizacja
Trójmiasto

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

Avatar użytkownika
przez 123 21 paź 2011, 14:38
A ja mam pytanie odnośnie terapii, czy podjęcie terapii i skupienie się na niej przez jakiś czas na różnego rodzaju używkach może mi formalnie nabruźcić w papierach? Boję się, że poddając się terapii, nie będę mógł kontynuować swoich medycznych studiów... Mam tego szukać w egulaminie studiów czy może w jakiś ustawach? Fakt, że w innym województwie mam terapię, a w innym studiuję działa chyba na moją korzyść? Mam po prostu wielkie obawy...
Avatar użytkownika
123
Offline
Posty
110
Dołączył(a)
12 lip 2009, 19:38

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

przez okey3 08 lis 2011, 22:13
witam wszystkich .jestem tu nowy. od paru dni czytuję rózne wątki ,czasem cos doradzę.
przypominam sobie czas ,kiedy miałem podobne problemy ze sobą
. nie będę si e dużo rozpisywał: powiem w dużym skrócie.
wpadłem w depresję w wieku 18 lat. trafiłem pod piekę specjalistów : psychiatrów ,psychologów,terapeutów z tym związanych. w ciągu 3 lat spędziłe ok. roku w szpitalu psychiatrycznym.
byłem blisko samobójstwa. rozumiem co czujecie ,znam lęki ,obawy, omamy ,sny i bezsenne noce,
zmęczenie ,zniechęcenie ,rozpacz.
bezradność wobec najprostszych czynności,strach przed ludzmi,zamykanie się w sobie i w mieszkaniu.
FOBIE(różnego rodzaju) ,głosy w głowie i te dookoła. wzrok ludzi na sobie.
znacie to?
nie jestem lekarzem,ani terapeutą. jestem obecnie zwykłym człowiekiem,który ma codzienne , życiowe problemy. i jeśli moja obecność na tym portalu pomoże komukolwiek z Was,będę zadowolony.

1 etap.
musisz stwierdzić,czy twój obecny stan,to deresja
- czy źle śpisz?
dłuższe zaburzenia snu powoduja zmiany w organiźmie.
- nie cieszy Cię nic?
- masz problemy z koncentracją?
- dopadają Cię nieokreślone lęki?
- bliscy mówią Ci ,że Cię nie poznają?
- widzisz czarno swoja przyszłość ?
- brak Ci celu?

czekam na wasze odpowiedzi
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
06 lis 2011, 16:54

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

przez Pablito19902 04 gru 2011, 01:21
Depresja

Witam. Szukam jakiejś pomocy chociaż dobrej rady która da mi jakaś nadzieję na normalne życie. Od jakiegoś czasu a nawet dłuższego nie potrafię zwyczajnie funkcjonować. Nie wiem czy to miłość to powoduję czy porostu obsesja. Kiedy nie poznałem jeszcze Patrycji i tak było ze mną złe bo wciąż byłem nieszczęśliwy.. Wydaję mi się ,że to depresja. Nie chce mi się zupełnie żyć to jakby miało się żal do samego siebie ,że jestem na tym świecie i że tu zupełnie nie pasuje. Czuję się tu intruzem. Z nikim nie umiem porozmawiać, dyskutować a jeżeli już to rozmawiam o moich problemach, wtedy wiem co mówić. Czytałem wiele książek odtwarzaniu obrazu pozytywnego ale to pomagało na krótki czas.. jestem w związku o którym zawsze marzyłem trafiłem na super dziewczynę i nie mogłem powstrzymać uczuć chociaż bardzo chciałem.. teraz kocham jeżeli miłość w ogóle istnieje bo nazywam to tak co czuję. Większość chłopaków była by szczęśliwa ale ja już w tym związku skazałem się na porażki. W mojej głowie już nic nie ma a ja czuję jak te uczucie mnie zjada ze wszystkiego. Nie potrafię się na niczym skupić. Przez problemy z samym sobą psuję nasz związek.Słucham wciąż smutnych piosenek i mam wrażenie że czekam na moment kiedy ze mną zerwie żebym mógł cierpieć. Myśle ,że cierpienie stało się sposobem na życie.Byłem u Patrycji na noc i strasznie się stresowałem jej rodziną aż ręce mi się trzęsły, szczególnie podczas wspólnego śniadania.. nic się nie odzywałem bo się po prostu okropnie bałem to tak jak gdyby stać przed widownią która oczekuję super koncertu a tu nigdy się nie śpiewało! Dziewczyna cały czas mówi, że z czasem będzie lepiej ale ja już siebie znam. W pracy jestem małomówny i praktycznie z nikim nie gadam nawet jak ktoś mnie zagaduję. Czasem chce ale to co mówię często nie ma sensu i mówię żeby mówić. Brak logicznego myślenia. Zastanawiam się czy to nie jest upośledzenie umysłowe. Jestem strasznym ponurakiem.. Nie jest mnie w stanie nic rozśmieszyć a kiedy się śmieję to dlatego że inni tez to robią. Czesio się zdarza ,że moje myślenie wyłącza się zupełnie. Jak gdyby moja głowa stawała się zawieszonym komputerem..a najgorsze jest to że krzyczy moje serce i nikt tego nie słyszy.. nie wiem skąd biorą się moje problemy. Nie chce żeby się to pogłębiało bo i tak jest już złe. Mam niedaleko kolegę który coraz bardziej zamykał się w sobie a teraz już nic nie można zrobić bo ma schizofrenię. Rozmawiałem z nim kilka razy ale on ma już własny świat i nic nie jest w stanie go zmienić. Okropne myśli mam w głowię czasami jak ktoś jest ze mną to mam to wyobrażam sobie jak chce go udzerzyc albo widzę obrazy po uderzeniu. Sam mam ochotę się kaleczyć, ciąć to reakcja na nienawiść samego siebie.. Zastanawiałem się nad samobójstwem ale boję się bólu i bólu moich bliskich szczególnie mojej mamy. Nikt oprócz niej mnie tak nie wspiera. Mam pretensję do całego świata że miłość nie istnieje tak jak na filmach. Ciężko żyję się w cierpieniu które nas cały czas otacza.. Nie wiem jak pani się zapatruję na mój list ale myślę,że nie będzie problemu jeżeli coś pani napisze.. Byłem już kiedyś w poradni ale w moich okolicach specjaliści nie są specjalistami z powołania..może i próbuję zmienić samego siebie na sile ale nie wiem jak mam rozmawiać z ludźmi. Ja tylko chce być szczęśliwy..i żeby chociaż na piętnaście minut przed moja śmiercią zagościł na twarzy szczery śmiech..
Ostatnio edytowano 04 gru 2011, 02:27 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: połączono z w/w wątkiem z uwagi na treść Twojego postu
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
04 gru 2011, 00:57

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

przez ala1983 07 gru 2011, 01:13
Witajcie,

Dołączam i ja mój bagaż doświadczeń z nadzieją na Wasze rady.
Może mojej przeszłości nie będę opisywać, nakreślę jej zarys tylko tak ogólnie, skupię się raczej na teraźniejszości..
No to jedziemy... w dzieciństwie czułam tylko ogromny lęk, dużo płakałam, do tego byłam i jestem bardzo wrażliwa. Moi rodzice po prostu się nie dobrali, tłuką się między sobą do dzisiaj. Mama nie miała odwagi odejść od ojca i wiem, że nigdy już tego nie zrobi. Moje lęki z roku na rok coraz bardziej się pogłębiały. W końcu pod koniec 2000 roku musiałam zacząć się leczyć. Mam zespół lękowo-depresyjny, który jest wynikiem ogromnych zaburzeń osobowości. Tak więc u psychiatry bywam regularnie od 11 lat, bo bez leków nie potrafię już funkcjonować. Od 1,5 roku chodzę też na terapię w nurcie psychodynamicznym, wcześniej nie wierzylam w taką formę leczenia. W szkole, jesli chodzi o naukę dawałam sobie dobrze radę. Mam ukończone nie tylko studia ale też 2 inne zawody. No i właśnie na tej edukacji się wszystko zatrzymało...
Przejdźmy do konkretów.. za cholerę nie mogę odnaleźć się w żadnej pracy, mam jakieś problemy w wejściem w dorosłe życie, jakieś niedostosowanie społeczne.. nie wiem jak to nazwać.. zmieniałam już kilka razy pracę, w żadnej nie wytrzymałam dłużej niż 1,5 miesiąca. Teraz już po tylu próbach na samą myśl o zatrudnieniu to mnie cofa. Oczywiście, kiedy tracę pracę, wracam do rodziców, ciągle wracam ! I to jest najgorsze. Każda próba walki tzn. podjęcia pracy kończy się niepowodzeniem. To mnie wykańcza. Czuję się jak w pułapce, nie widzę drogi wyjścia, zaczęcia nowego życia, bo mi się po prostu nie udaje. Po każdej porażce mój stan zdrowia się pogarsza. Jakiś czas temu pojawiły się duże napady paniki, więc bardziej podchodzi to już pod nerwicę. Jestem zrozpaczona, bo wiem, że moja terapia będzie trwała bardzo długo a i tak już ze względu na wyjazdy, przeprowadzki związane z miejscem pracy musiałam ją nieraz przerwać. Nie będę przecież tylko ze względu na terapię siedzieć w toksycznej atmosferze, może to przecież potrwać kilka lat !! Może zamienić ją na behawioralno-poznawczą? Czas leci a ja mam jeszcze do spłacenia kredyt studencki, co mnie jeszcze bardziej dobija. Nie widzę żadnego rozwiązania na dzień dzisiejszy. Nie wyobrażam sobie siedzenia u rodziców i jedocześnie chodzenia na terapię. Bo czy biorąc pod uwagę atmosferę w domu ma to jakiś sens? Podsumowując: nie mogę sie wyrwać od rodziców bo nie jestem w stanie pracować, a praca to klucz do wolności.. błędne koło... aż wstyd, że w wieku 28 lat mam jeszcze takie problemy.. jak to mówią inni „wystarczyłoby po prostu zmienić myślenie”..
"Objawy mają swoje znaczenie"
Zygmunt Freud (1856-1939)
Offline
Posty
3513
Dołączył(a)
19 lis 2011, 18:53
Lokalizacja
W drodze...

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

Avatar użytkownika
przez *Monika* 07 gru 2011, 01:46
ala1983 napisał(a):Witajcie,

Dołączam i ja mój bagaż doświadczeń z nadzieją na Wasze rady.
Może mojej przeszłości nie będę opisywać, nakreślę jej zarys tylko tak ogólnie, skupię się raczej na teraźniejszości.

Przeszłość ma wpływ na teraźniejszość. Jej nie zmienimy, ale mamy wpływ na teraźniejszość z uwagi na doświadczenia.
No to jedziemy... w dzieciństwie czułam tylko ogromny lęk, dużo płakałam, do tego byłam i jestem bardzo wrażliwa.

Płakałaś nie z byle powodu. Dziecko przeważnie płacze jak czuje się zagrożone i nie odczuwa bezpieczeństwa.
Moi rodzice po prostu się nie dobrali, tłuką się między sobą do dzisiaj.

Czyli tkwią w toksycznym związku, a Ty w takiej atmosferze wzrastałaś.
NIe widziałaś poprawnych relacji między osobami, które Cię wychowywały. Dostrzegałaś nawet to, że są niepoprawne bo często płakałaś.
Mama nie miała odwagi odejść od ojca i wiem, że nigdy już tego nie zrobi.

Była od niego uzależniona finansowo?
Czy tak dalece posunięte były mechanizmy matki od tego toksycznego związku, że raczej nie przywykłaby do spokojniejszego życia?
Wg mnie matka jak i ojciec mają zaburzenia emocjonalne i nie umieją sobie radzić ze swoją frustracją, wzajemnie się wykańczają.
Moje lęki z roku na rok coraz bardziej się pogłębiały. W końcu pod koniec 2000 roku musiałam zacząć się leczyć. Mam zespół lękowo-depresyjny, który jest wynikiem ogromnych zaburzeń osobowości. Tak więc u psychiatry bywam regularnie od 11 lat, bo bez leków nie potrafię już funkcjonować. Od 1,5 roku chodzę też na terapię w nurcie psychodynamicznym, wcześniej nie wierzylam w taką formę leczenia. W szkole, jesli chodzi o naukę dawałam sobie dobrze radę. Mam ukończone nie tylko studia ale też 2 inne zawody. No i właśnie na tej edukacji się wszystko zatrzymało...

Szkoda, że tak późno rozpoczęłaś leczenie.
No, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
Przejdźmy do konkretów.. za cholerę nie mogę odnaleźć się w żadnej pracy, mam jakieś problemy w wejściem w dorosłe życie, jakieś niedostosowanie społeczne.. nie wiem jak to nazwać.. zmieniałam już kilka razy pracę, w żadnej nie wytrzymałam dłużej niż 1,5 miesiąca.

Może tak jak Twoja matka nie potrafi odejść od ojca, Ty nie potrafisz odnaleźć się w nowym, zdrowszym środowisku, wśród grupy społecznej, relacji międzyludzkich. NIe potrafisz odejść od starych utartych schematów i funkcjonować wedle nowych. Pewnie tak jest. Nowe budzą lęk, a stare powodują konflikty. Wiadomo, że w pracy ma się kontakt z innymi. Twoją trudnością może być nieumiejętność budowania poprawnych relacji z drugim człowiekiem.
Nie wiem co jest Twoją trudnością?Może nieświadomie też to, że musisz opuszczać dom?Tylko w nim czujesz się swojsko. To jest swego rodzaju paradoks. Bo jednak zawsze do niego powracasz.
Teraz już po tylu próbach na samą myśl o zatrudnieniu to mnie cofa. Oczywiście, kiedy tracę pracę, wracam do rodziców, ciągle wracam ! I to jest najgorsze. Każda próba walki tzn. podjęcia pracy kończy się niepowodzeniem. To mnie wykańcza. Czuję się jak w pułapce, nie widzę drogi wyjścia, zaczęcia nowego życia, bo mi się po prostu nie udaje. Po każdej porażce mój stan zdrowia się pogarsza. Jakiś czas temu pojawiły się duże napady paniki, więc bardziej podchodzi to już pod nerwicę.

Z jakiego powodu tracisz pracę?
Jestem zrozpaczona, bo wiem, że moja terapia będzie trwała bardzo długo a i tak już ze względu na wyjazdy, przeprowadzki związane z miejscem pracy musiałam ją nieraz przerwać.

Terapię zawsze można rozpocząć w nowym miejscu, u nowego terapeuty, to zawsze nowe doświadczenie.
Nie będę przecież tylko ze względu na terapię siedzieć w toksycznej atmosferze, może to przecież potrwać kilka lat !!

Tak, to prawda. Dom na Ciebie zdecydowanie źle wpływa. Matki i ojca nie zmienisz. Możesz pracować nad sobą, ale w spokojniejszej atmosferze.
Może zamienić ją na behawioralno-poznawczą?

Psychodynamiczna raczej sprawdza się w zaburzeniach osobowości.
Ale zawsze możesz spróbować innej.
Ja ponad dwa lata uczęszczam na psychodynamiczną, nie zamierzam zmieniać.
Czas leci a ja mam jeszcze do spłacenia kredyt studencki, co mnie jeszcze bardziej dobija. Nie widzę żadnego rozwiązania na dzień dzisiejszy.

A ja widzę...podjąć pracę bez względu na wszystko, próbować samodzielności i chodzić na terapię.
Nie wyobrażam sobie siedzenia u rodziców i jedocześnie chodzenia na terapię.

Jeśli masz możliwość opuszczenia domu zrób to.
A terapię możesz rozpocząć w miejscu, w którym zamieszkasz.
Bo czy biorąc pod uwagę atmosferę w domu ma to jakiś sens?

Zawsze atmosfera w domu będzie wpływała na Twoje samopoczucie.
Podsumowując: nie mogę sie wyrwać od rodziców bo nie jestem w stanie pracować, a praca to klucz do wolności.. błędne koło... aż wstyd, że w wieku 28 lat mam jeszcze takie problemy..

Uzależniasz się od nich, tej atmosfery. Może masz trudności z aklimatyzacją? Każda porażka powinna Cię motywować, a jest odwrotnie. Pewnie rodzice Cię nigdy nie wspierali, że dasz radę. Stąd taki mechanizm.
jak to mówią inni „wystarczyłoby po prostu zmienić myślenie”..

Niestety nie, nie jest łatwo zmienić myślenia. To zbyt skomplikowane.
Trzeba zrozumieć siebie, znać swoje potrzeby, dostrzegać to, co jest dla Ciebie dobre.
Rodziców się nie wybiera, to fakt.
Masz dwa zawody. Nie każdy ma. To powinno Cię zmotywować do działania.
Poradzisz sobie, tylko w siebie uwierz.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

przez ala1983 07 gru 2011, 01:51
Pablito19902, jakbym czytała o sobie. Mam to samo, często jestem nieobecna myślami, skupiona na własnych problemach, zamknięta w swoim świecie. Gdyby nie farmakologia, to nakręciłabym się na śmierć. Dlatego moja rada> leczenie. Piszesz, że "serce krzyczy a nikt tego nie słyszy". A nawet jeśli słyszy, wiem to po sobie, ludzie niechętnie przebywają w towarzystwie takich ponuraków, dlatego już dawno przestałam liczyć na ich pomoc. Zatem pójdź do specjalisty, taka moja rada, bo mi osobiście ratuje to życie.
"Objawy mają swoje znaczenie"
Zygmunt Freud (1856-1939)
Offline
Posty
3513
Dołączył(a)
19 lis 2011, 18:53
Lokalizacja
W drodze...

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

Avatar użytkownika
przez amelia83 07 gru 2011, 02:06
ala1983 jesteśmy rówieśnicami, ja studiów nadal nie mam, a z pracy zawsze zwalniałam sie sama z przyczyn lęków i depresji, kilka dni temu pisałam na Pw jesli pamietasz mnie ;) tak wiec nie jesteś z tym sama; za każdym niepowodzeniem też wydaje mi się trudniej podnioeść i coraz bardziej mi wstyd za moje błędy, że inni potrafią dlaczego ja się poddałam...wstyd za niemoc, i to, że nie potrafię siebie zaakceptować, przez tyle lat (też leczę się ponad 10 lat ) robię te same głupie jakby cofnięcia się w rozwoju...Często byłam na dnie i nie widziałam innego wyjścia jak skończyć ze sobą, ale jakoś zawsze ktoś, coś odzywa się " w głowie", że nie mogę, nie wolno mi i staram się walczyć o lepsze jutro, o siebie, po prostu walczę każdego dnia...
Pozdrawiam serdecznie raz jeszcze ;))
'Jeśli nie umiesz latać, biegnij. Jeśli nie umiesz biegać, chodz. Jeśli nie umiesz chodzić czołgaj się. Ale bez względu na wszystko- Posuwaj się naprzód '
M. Luther King

'jak o mnie ktoś zapyta powiedzcie mu że znikam, za równoległym światem, gdzie liczby nie są ważne'
Avatar użytkownika
Offline
Posty
13390
Dołączył(a)
17 mar 2011, 16:01
Lokalizacja
daleko czasem blisko

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

przez ala1983 07 gru 2011, 02:28
Monika1974,
Była od niego uzależniona finansowo?

Tak, była i jest uzależniona finansowo.
Nie wiem co jest Twoją trudnością?Może nieświadomie też to, że musisz opuszczać dom?Tylko w nim czujesz się swojsko. To jest swego rodzaju paradoks. Bo jednak zawsze do niego powracasz.

Wracam do rodziców, bo nie mam gdzie wrócić.
Z jakiego powodu tracisz pracę?

Głównie z powodu silnych lęków, po miesiącu jestem już tak wykończona walką z emocjami, z samą sobą, że się w końcu poddaje.
Jeśli masz możliwość opuszczenia domu zrób to.
A terapię możesz rozpocząć w miejscu, w którym zamieszkasz.

Na dzień dzisiejszy nie mam siły, może po nowym roku podejmę kolejną próbę.
Może masz trudności z aklimatyzacją? Każda porażka powinna Cię motywować, a jest odwrotnie.

Tak, mam ogromne zaburzenia adaptacyjne.

Niestety nie, nie jest łatwo zmienić myślenia. To zbyt skomplikowane.


Ja to wiem, ale inni ludzie tego nie rozumieją.

Dziękuję Moniko
"Objawy mają swoje znaczenie"
Zygmunt Freud (1856-1939)
Offline
Posty
3513
Dołączył(a)
19 lis 2011, 18:53
Lokalizacja
W drodze...

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

przez Lavender 22 gru 2011, 01:13
Cześć. Chciałabym dorzucić do wątku trochę od siebie..
Od ok. 8 lat cierpię na stany obniżonego nastroju, w swojej karcie choroby wyczytałam "zaburzenia obrazu własnego ciała"(to kiedy miałam problem z anoreksją a później bulimią), i "łagodny epizod depresyjny". Żaden psychiatra nie umiał mi powiedzieć co właściwie mi dolega, a byłam u 8 różnych. Przeszłam terapię grupową(pół roku) oraz indywidualną(dość krótką bo tylko 3 miesiące). Próbowałam też terapii indywidualnej chyba ze 3-4 razy, ale nie trafiłam na odpowiednią osobę. Próbowałam leczenia farmaceutycznego - bezskutecznie(brałam Bioxetin, Fevarin, Fluoksetynę, Wellbutrin). Nie leczę się cały czas, do specjalistów zwracałam się tylko w momentach w których zupełnie nie radziłam sobie z wykonywaniem żadnych czynności. Przeszłam 3 próby samobójcze, przez ponad 4 lata okaleczałam się (nacięcia skóry). Moje problemy zaczęły się w wieku 13 lat, więc jestem świadoma że część z tego to proces dojrzewania, buntowania się itd. Ale z wielu rzeczy już wyrosłam.
To co mi przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu to nie żadne urojenia, ja na prawdę staram się wierzyć że mi się uda, że jakoś ułożę sobie życie. Czuję smutek, lęki (TOTALNIE irracjonalne), nie potrafię się skupić, jestem ciągle zmęczona, takie powiedziałabym typowe objawy depresji. Ale ja ich nie rozumiem. Dlaczego przez pół dnia płaczę a drugie 12h śpie? Kiedy mam coś zrobić, cokolwiek, co wywołuje u mnie stres (a jest to prawie wszystko jeśli wymaga wyjścia z domu) totalnie się rozsypuję, płaczę, nie potrafię się uspokoić. Powtarzam sobie "przecież wszystko jest w porządku, (i dalej tłumaczę sytuacyjnie ze nie mam się czego obawiać, że będzie dobrze, że przecież mam wszystko czego mi potrzeba do szczęścia i życia w godnych warunkach). Ale to nie pomaga. Nic nie pomaga. Nie wiem co robić. Jestem osobą ambitną, mam tak wiele rzeczy które chciałabym zrobić, cele które chciałabym osiągnąć. Jedyne co stoi mi na przeszkodzie to te uczucia, emocje. Których nie umiem poskromić, nie umiem nad nimi zapanować. Próbowałam technik z oddychaniem, z wyobrażaniem sobie pięknego spokojnego miejsca w którym czuje się bezpiecznie. Nie pomaga. Ja tego nie rozumiem. Mam wszystko czego mi trzeba, czemu nie umiem się tym cieszyć?

Przepraszam jeśli piszę nie w tym wątku co trzeba i nie to co trzeba. Ja po prostu już nie wiem co robić, rodzina chce mi pomóc ale nie wiedzą jak. I ja też nie wiem.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
22 gru 2011, 00:49

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 16 gości

Przeskocz do