Moja pierwsza wspaniała wizyta u psychiatry aka dr Musztarda

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Moja pierwsza wspaniała wizyta u psychiatry aka dr Musztarda

Avatar użytkownika
przez elo 29 lis 2015, 20:03
moja pierwsza wizyta u psychiatry tez byla calkiem smieszna bowiem zawiozla mnie do szpitala praktycznie zupelnie obca babka (kierowniczka akademika w ktorym mieszkalam) bo sama nie ogarnialam na tyle zeby tam pojsc i w ogole nie kontaktowalam w sumie nie za wiele pamietam z tego dnia wiem ze to byla sobota czyli dosc nietypowy dzien na wizyte u psychiatry no ale jakos tak wyszlo ze wtedy trafilam do gabinetu (a raczej sila mnie tam przywleczono heh) - psychiatra wygladal jak typowy doktor-szaleniec z tych wszystkich stereotypowych filmadel a moze tylko mi sie tak wydawalo i zwiodlo mnie jego dluzsze bujne rozczochrane wlosie no nic wbilam do srodka i nie bylam w stanie wydusic z siebie ani slowa wiec wreczylam mu do reki opinie psychologa i czekalam na jego reakcje po czym ten poprosil o moj dowod ktoremu nastepnie dlugo sie przygladal i spytal sie co sie zmienilo od czasu zrobienia zdjecia (z ktorego to podobno wynikalo ze nic mi nie dolega w koncu bylam umalowana i chyba nawet usmiechnieta) hm ja nie wiedzialam od czego zaczac wiec zaczelam mu opisywac wszystkie objawy a ten co zdanie wchodzil mi w slowo przez co tym samym uniemozliwil mi dojscie do sedna wiec po prostu sama sie zdiagnozowalam mowiac mu ze musze chorowac na ocd po czym ten wyciagnal swoj magiczny notesik i zaczal go wertowac w poszukiwaniu czegos az w koncu znalazl dzieki czemu byl gotowy wypisac recepte a wreczajac mi ja zaznaczyl ze w sumie sam nie wie co mi jest ale mam przyjsc za miesiac do spowiedzi (ofc tak sie nie stalo)
f20.0 f42.2 g40
kweta 100
akineton 2
klorazepan 20
propranolol 30
abilify 30
solian 400
potas 540
klonik 2 okazjonalnie
depakine chrono 600


https://www.youtube.com/watch?v=_xUFjl8LzmY&feature=kp
https://www.youtube.com/watch?v=RFzi8IQS-yY
Avatar użytkownika
elo
Offline
Posty
7695
Dołączył(a)
26 cze 2013, 13:56
Lokalizacja
dolny slask

Moja pierwsza wspaniała wizyta u psychiatry aka dr Musztarda

Avatar użytkownika
przez agusiaww 29 lis 2015, 21:34
bedzielepiej, wg mnie jak powiesz ze sie leczysz x lat to patrza jak na typowego swira. W Warszawie to maja w ogole tyle pacjentów ze kolejki sa polroczne, na dodatek leki kazą odstawiac po 4 mies. kolezanki syn miał probe s. lekarka na NFZ kazała mu odstawic po 4 mies, ze wiecej nie przepisze (chodziło o to zeby wiecej nie przychodził). Wyladował w psychiatryku po nastepnej po odstawieniu leków. Moze w mniejszych miejscowosciach jest z tym lepiej bo jest mało pacjentów, tutaj nikogo na NFZ nie obchodzisz. Prywatnie tez nie, ale przynajmniej masz recepte. Co do tego co dalej robic z własnym zyciem to trzeba rozwazyc rozne opcje, co chciałabys w nim zmienic, co robic, itd. i isc taka sciezka zeby do tego sobie droge utorowac.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Moja pierwsza wspaniała wizyta u psychiatry aka dr Musztarda

Avatar użytkownika
przez julusia 12 gru 2015, 23:18
bedzielepiej, o ja pierdzielę, to ja mam chyba więcej szczęścia niż rozumu, chodzę na NFZ, z przypadku i czegoś takiego to nie przeżyłam, współczuję :shock:
Wenlafaksyna 187,5 mg
Mirtazapina 30 mg
Olanzapina 15 mg
doraźnie: Hydroksyzyna, Chlorprothixen
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1077
Dołączył(a)
06 wrz 2013, 01:09
Lokalizacja
Trójmiasto

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Moja pierwsza wspaniała wizyta u psychiatry aka dr Musztarda

Avatar użytkownika
przez gin 13 gru 2015, 18:34
oho!
- To proszę mi powiedzieć, co ja mogę dla pani zrobić.
Oj nie mogłam się powstrzymać. Musiałam to zrobić...


ja też mam swoje smaczki. będąc w bardzo fatalnym stanie poszłam do nowego lekarza.mój poprzedni, niestety, z osobistych powodów przestał przyjmować pacjentów tam, gdzie ja do niego chodziłam. a był to dobry lekarz, na fundusz, ale wrażliwy na pacjenta, uważny i kompetentny. dla mnie nowy lekarz to duży stres, bo w końcu trzeba od nowa zaczynać znajomość medyczną, trzeba się otworzyć, licząc że on zrozumie historię choroby i że będzie empatyczny. weszłam do gabinetu, a mój wspaniały nowy lekarz siedział przed komputerem zafrasowany sprawami na monitorze. powiedział mi grzecznościowe "dzień dobry", ale spojrzenia od monitora nie oderwał. zapytał z czym do niego przychodzę, więc po krótce mu opowiedziałam o moim leczeniu, o moim stanie, o wątpliwościach związanych z lekami... dodałam też parę osobistych rzeczy z terapii, jako że mój ówczesny terapeuta doradził mi abym się nimi podzieliła z nowym lekarzem.
trwało to dłuższą chwilę, ale lekarz wreszcie oderwał się od monitora... obdarzył mnie spojrzeniem i... nie, nie był ani trochę empatyczny. sarkastycznym tonem zapytał "czy to miało zrobić na mnie wrażenie?". tak, panie doktorze, ja tutaj własnie po to przyszłam, żeby zrobić na panu wrażenie. mam dość poważne problemy emocjonalne, więc nie odpowiedziałam tylko wybuchłam płaczem i wybiegłam z gabinetu.
Avatar użytkownika
gin
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
13 gru 2015, 17:38
Lokalizacja
anglia

Moja pierwsza wspaniała wizyta u psychiatry aka dr Musztarda

Avatar użytkownika
przez refren 15 gru 2015, 03:25
bedzielepiej, kiedy się to czyta, to nie ma się wrażenia, że masz problemy z koncentracją. :) Pośmiałam się, bo co innego zostaje.
Moja opinia zabrzmi jak "woda ma to do siebie, że się zbiera, a potem spływa do Bałtyku", ale leki można zmniejszać, kiedy się czujesz dobrze. Branie każdego leku psychotropowego ma jakieś koszty. Na przykład osłabienie koncentracji, moim zdaniem SSRI/SNRI trochę otumaniają, ja na przykład uczyć się mogę tylko na dawce minimalnej. Dlatego trzeba się wzmocnić, po to jest m.in terapia, lepiej polegać na tym, co się ma w sobie, na własnym konstruktywnym myśleniu niż na lekach, które z pozoru mogą czasem załatwić to i owo, ale każdego dnia jest ryzyko, że "przestaną działać". Jeśli chodzi o lęki przed ludźmi, to wydaje mi się, że to jest coś, co trzeba sobie ułożyć, przefigurować w głowie i jest to możliwe. Są takie okresy w życiu, że bez leków by się w ogóle wypadło poza nawias. Ale jak czujesz się dobrze, to pomału zmniejszaj. To znaczy po jednym obniżeniu odczekaj parę tygodni/miesięcy i jeśli się nie pogorszy można próbować następne. Punktem wyjściowym jest dobre samopoczucie, więc jak się i tak czujesz źle, to nie ma co się męczyć, tylko lepiej zwiększyć, żeby dojść do stabilnego stanu.
SSRI/SNRI się ciężko odstawia, po odstawieniu są nawroty, przekaźniki szaleją i ciężko to przetrwać. Dlatego ludzie biorą latami. Niestety to leki uzależniające, ale skuteczne w trakcie przyjmowania. Czyli nie leczą, a podtrzymują.
Idąc do psychiatry nie oczekuj za wiele prawdy na temat leków. Oni uczą się i siedzą w gabinecie po to, żeby je przepisywać, taką sobie wybrali misję, jak chcesz się leczyć bez leków, to nie masz co wchodzić do gabinetu.
All men will be sailors, then, Until the sea shall free them...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3284
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Moja pierwsza wspaniała wizyta u psychiatry aka dr Musztarda

Avatar użytkownika
przez jetodik 15 gru 2015, 11:32
Gin
dodałam też parę osobistych rzeczy z terapii, jako że mój ówczesny terapeuta doradził mi abym się nimi podzieliła z nowym lekarzem.
trwało to dłuższą chwilę, ale lekarz wreszcie oderwał się od monitora... obdarzył mnie spojrzeniem i... nie, nie był ani trochę empatyczny. sarkastycznym tonem zapytał "czy to miało zrobić na mnie wrażenie?"


:shock: ale cham

ej a czemu zareagowaliście jedynie na historię Będzielepiej, a na moją nie? macie mi współczuć, bo po to ją napisałem :evil:
http://www.poomoc.pl/beta.php - na jednej stronie wszystkie kółeczka do klikania (pajacyk, pusta miska itd.)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8163
Dołączył(a)
27 sie 2013, 21:06

Moja pierwsza wspaniała wizyta u psychiatry aka dr Musztarda

przez depresja24h 09 lut 2016, 11:12
Moja najbardziej traumatyczna wizyta byla u lekarza u ktorego bylam umowiona na 7 rano 60 km od miejsca zamieszkania. Musialam wiec wczesnie wstac. Po wejsciu do gabinetu z karta informacyjna ze szpitala gosciu sie mnie pyta po co tu przyjechalam? - mnie zatkalo. Mowie przyjechalam do lekarza czyli do niego. Obejrzal karte informacyjna pyta czy jestem narkomanka i to doslownie- otrulam sie probujac sie zabic. Gosciu w ogole nie zapytal jak sie czuje. Powiedzial ze karta jest sprzed roku wiec jakby juz nieaktualne. Lekow nie dostalam zadnych, powiedzial ze cos da jak bede miec urojenia i ze moze wypisac skierowanie do poradni psychologicznej. Ma 0,5 gwiazdki na znany lekarz wszystkie opinie negatywne. Co do autorki moje zachowanie po leku rowniez bardzo sie zmienilo trwalo to okolo 3 miesiecy a potem sie skonczylo, otoczenie zauwazylo zmiane.
Offline
Posty
402
Dołączył(a)
22 maja 2014, 22:24

Moja pierwsza wspaniała wizyta u psychiatry aka dr Musztarda

Avatar użytkownika
przez bedzielepiej 09 lut 2016, 18:13
depresja24h napisał(a): Obejrzal karte informacyjna pyta czy jestem narkomanka i to doslownie- otrulam sie probujac sie zabic. Gosciu w ogole nie zapytal jak sie czuje. Powiedzial ze karta jest sprzed roku wiec jakby juz nieaktualne. Lekow nie dostalam zadnych, powiedzial ze cos da jak bede miec urojenia i ze moze wypisac skierowanie do poradni psychologicznej. Ma 0,5 gwiazdki na znany lekarz wszystkie opinie negatywne.


Koniecznie podaj nazwisko konowała na naszej forumowej czarnej liście,niech straci pacjentów, jeśli w ogóle ich ma. Co za cham. Mnie spotkało podobne potraktowanie, kiedy z winy lekarza zmieszały mi się leki (z dnia na dzień zmienił mi z SSRI na MAO), w dodatku byłam jeszcze wtedy niepełnoletnia i zawieźli mnie do szpitala. Lekarz nawet nie spojrzał na mnie, tylko rzucił, że "pewnie się czegoś naćpała". Przesiedziałam 6 godzin na izbie przyjęć, nikt się mną nie zainteresował, moja mama musiała specjalnie po mnie przyjechać, żebym stamtąd w ogóle wyszła. Mama w trosce o to czy nic mi się nie stanie- bo nie wiedzieliśmy co mi jest, czy mi te objawy miną, nikt nic nie powiedział- zawiezla mnie do jeszcze innego lekarza, który był dostępny tego dnia. Był to dr Woźniak, nie pozdrawiam :) patrząc na dzień dobry na moje wielkie, rozszerzone źrenice, i dziwne ruchy (po tym zmieszaniu lekarstw miałam jakieś tiki?przymus ciągłego chodzenia, a jak kazali mi usiąść to machania nogami, rzucania rękami) stwierdził że TO BORDERLINE. NIEULECZALNE I CZEKA PANIĄ JESZCZE WIELE LAT CIĘŻKIEJ TERAPII. Po usłyszeniu takiego jawnego idiotyzmu uśmiech przykleił mi się do twarzy i do końca dnia kiwałam głową sama do siebie. Moja mama na to że my w innej sprawie, że to leki się zmieszały, po prostu konsultacja bo nie wiemy co dalej robić? I kiedy mi to przejdzie? Na to on dalej pierniczył swoje głupoty za nasze 90 zł za wizytę, że mam iść na terapię do takiej a takiej pani psycholog specjalizującej się w borderline...

refren napisał(a):bedzielepiej
Idąc do psychiatry nie oczekuj za wiele prawdy na temat leków. Oni uczą się i siedzą w gabinecie po to, żeby je przepisywać, taką sobie wybrali misję, jak chcesz się leczyć bez leków, to nie masz co wchodzić do gabinetu.


Nie mówię całkiem nie, jeśli chodzi o leki, ale trudno mi się pogodzić z tym, że to jest jedyna opcja i na całe życie. Ja już 10 lat biorę leki. Mam różne przykre objawy ze strony układu pokarmowego, być może to wątroba wysiada. Nikt nie wysłał mnie nigdy na badanie enzymów wątrobowych, a znajoma pielęgniarka mi kiedyś mówiła że tak powinno się robić co jakiś czas. Mój znajomy długo też brał leki i zbadali mu poziom prolaktyny i miał poziom 1400, gdy norma jest 400. To nie są cukierki.
Poza tym uważam, ze jeśli ktoś się chce leczyć ziołami, powinien mieć do tego prawo. Gdzieś czytałam że w Niemczech leczą depresję bieganiem. No ale tak, to jest Polska i jak przejdę na takie leczenie a kiedyś mi się coś stanie/jakiś kolejny nawrót depresji, albo po prostu nie podziała, to stwierdzą że skoro się nie leczyłam, to nie dostanę żadnej pomocy.

gin napisał(a):trwało to dłuższą chwilę, ale lekarz wreszcie oderwał się od monitora... obdarzył mnie spojrzeniem i... nie, nie był ani trochę empatyczny. sarkastycznym tonem zapytał "czy to miało zrobić na mnie wrażenie?". tak, panie doktorze, ja tutaj własnie po to przyszłam, żeby zrobić na panu wrażenie. mam dość poważne problemy emocjonalne, więc nie odpowiedziałam tylko wybuchłam płaczem i wybiegłam z gabinetu.


Nazwisko kretyna na czarną listę. Zgroza.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1541
Dołączył(a)
02 wrz 2013, 19:49

Moja pierwsza wspaniała wizyta u psychiatry aka dr Musztarda

przez insadness 09 lut 2016, 18:33
Kiedy po raz pierwszy byłam u psychiatry i to prywatnie za wizytę zapłaciłam 100 zł, co w depresji było dodatkowym obciążeniem poczułam się zaniedbana. Psychiatra nie rozpoznał ani nawet nie próbował mi powiedzieć, co to może być. Powiedział tylko, że jest cały szereg zaburzeń i muszę zrobić testy psychologiczne u nich w klinice za niecałe 400zł. Zorientowałam się szybko, że ta prywatna wizyta nie dosyć, że miała na celu czyjś zarobek na moim cierpieniu, to niestety jeszcze napędzanie kolejnych pieniędzy. Jak to jest, że kiedy jest z Tobą tak ciężko, to jeszcze ktoś mówi Ci o kolejnych kosztach? Było to jedyne moje przykre doświadczenie. Reszta psychiatrów zdawała się chcieć bardziej pomóc. Mój ostatni lekarz wychodzi na prowadzenie .

Leczenie to proces długotrwały, jednak lekarz powinien pomagać, na pewno nie dokładać dodatkowych zmartwień. Czasem można stracić nadzieję, ale na pewno nie można się poddawać i trzeba zasięgać rady innych ludzi, którzy się leczą na temat lekarzy, bo niektórzy powinni wrócić do szkoły albo w ogóle zmienić zawód.
Offline
Posty
87
Dołączył(a)
09 sty 2016, 20:29

Moja pierwsza wspaniała wizyta u psychiatry aka dr Musztarda

Avatar użytkownika
przez bedzielepiej 09 lut 2016, 19:01
[quote="insadness"]Kiedy po raz pierwszy byłam u psychiatry i to prywatnie za wizytę zapłaciłam 100 zł, co w depresji było dodatkowym obciążeniem poczułam się zaniedbana. Psychiatra nie rozpoznał ani nawet nie próbował mi powiedzieć, co to może być. Powiedział tylko, że jest cały szereg zaburzeń i muszę zrobić testy psychologiczne u nich w klinice za niecałe 400zł. Zorientowałam się szybko, że ta prywatna wizyta nie dosyć, że miała na celu czyjś zarobek na moim cierpieniu, to niestety jeszcze napędzanie kolejnych pieniędzy. Jak to jest, że kiedy jest z Tobą tak ciężko, to jeszcze ktoś mówi Ci o kolejnych kosztach?/quote]

To ja chodziłam z kolei do takiej pani dr psychiatry, która za prywatną wizytę brała 30 zł, i to nie jest żaden błąd w pisowni, napiszę nawet słownie: trzydzieści złotych. Prywatnie. A poświęcała dużo czasu i zajmowała się pacjentem. A po jakiś 2-3 wizytach i tak przyjęła mnie do swojej poradni na NFZ i chodziłam do niej ZA DARMO. Czyli można? Można. Można nie być chamskim, wywyższającym się nadętym bufonem. Trzeba jednak mieć serce i być skromnym. Mieć współczucie dla innych. U tej pani leczyłam się zresztą najdłużej, niestety z racji miejsca zamieszkania już do niej nie jeżdżę, bo za daleko.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1541
Dołączył(a)
02 wrz 2013, 19:49

Moja pierwsza wspaniała wizyta u psychiatry aka dr Musztarda

Avatar użytkownika
przez bedzielepiej 09 lut 2016, 19:01
insadness napisał(a):Kiedy po raz pierwszy byłam u psychiatry i to prywatnie za wizytę zapłaciłam 100 zł, co w depresji było dodatkowym obciążeniem poczułam się zaniedbana. Psychiatra nie rozpoznał ani nawet nie próbował mi powiedzieć, co to może być. Powiedział tylko, że jest cały szereg zaburzeń i muszę zrobić testy psychologiczne u nich w klinice za niecałe 400zł. Zorientowałam się szybko, że ta prywatna wizyta nie dosyć, że miała na celu czyjś zarobek na moim cierpieniu, to niestety jeszcze napędzanie kolejnych pieniędzy. Jak to jest, że kiedy jest z Tobą tak ciężko, to jeszcze ktoś mówi Ci o kolejnych kosztach?


To ja chodziłam z kolei do takiej pani dr psychiatry, która za prywatną wizytę brała 30 zł, i to nie jest żaden błąd w pisowni, napiszę nawet słownie: trzydzieści złotych. Prywatnie. A poświęcała dużo czasu i zajmowała się pacjentem. A po jakiś 2-3 wizytach i tak przyjęła mnie do swojej poradni na NFZ i chodziłam do niej ZA DARMO. Czyli można? Można. Można nie być chamskim, wywyższającym się nadętym bufonem. Trzeba jednak mieć serce i być skromnym. Mieć współczucie dla innych. U tej pani leczyłam się zresztą najdłużej, niestety z racji miejsca zamieszkania już do niej nie jeżdżę, bo za daleko.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1541
Dołączył(a)
02 wrz 2013, 19:49

Moja pierwsza wspaniała wizyta u psychiatry aka dr Musztarda

przez insadness 09 lut 2016, 19:15
bedzielepiej napisał(a):
insadness napisał(a):Kiedy po raz pierwszy byłam u psychiatry i to prywatnie za wizytę zapłaciłam 100 zł, co w depresji było dodatkowym obciążeniem poczułam się zaniedbana. Psychiatra nie rozpoznał ani nawet nie próbował mi powiedzieć, co to może być. Powiedział tylko, że jest cały szereg zaburzeń i muszę zrobić testy psychologiczne u nich w klinice za niecałe 400zł. Zorientowałam się szybko, że ta prywatna wizyta nie dosyć, że miała na celu czyjś zarobek na moim cierpieniu, to niestety jeszcze napędzanie kolejnych pieniędzy. Jak to jest, że kiedy jest z Tobą tak ciężko, to jeszcze ktoś mówi Ci o kolejnych kosztach?


To ja chodziłam z kolei do takiej pani dr psychiatry, która za prywatną wizytę brała 30 zł, i to nie jest żaden błąd w pisowni, napiszę nawet słownie: trzydzieści złotych. Prywatnie. A poświęcała dużo czasu i zajmowała się pacjentem. A po jakiś 2-3 wizytach i tak przyjęła mnie do swojej poradni na NFZ i chodziłam do niej ZA DARMO. Czyli można? Można. Można nie być chamskim, wywyższającym się nadętym bufonem. Trzeba jednak mieć serce i być skromnym. Mieć współczucie dla innych. U tej pani leczyłam się zresztą najdłużej, niestety z racji miejsca zamieszkania już do niej nie jeżdżę, bo za daleko.


No to wyobraź sobie, że ja miałam taką panią internistkę, która pomagała całemu miasteczku jak się okazało. Koleżanka zapisała mnie na wizytę do niej, mówiąc, że nie mam pieniędzy ani ubezpieczenia. Złota kobieta. Przyjęła mnie i przypisała mi leki na uspokojenie. Wtedy jeszcze w miarę znośne miałam stany depresyjne. Ale fakt takich ludzi jest mało. Nie wzięła ode mnie ani złotówki i chciała mnie przyjmować u siebie w domu, żeby nie wyszło w klinice, że nie płacę, ale ja w końcu byłam zbyt zakłopotana by tak ją 'obarczać'. Nie wiedziałam w tamtych czasach, a byłam bardzo młodna jak korzystać z oferowanej mi pomocy.

Masz rację jeżeli chodzi o lekarzy. Trzeba mieć dużo w sobie współczucia, by pomóc drugiemu człowiekowi, a współczucie to ofiarowanie siebie w taki czy inny sposób, zależny od człowieka, a wykształcenie to już inna sprawa.
Offline
Posty
87
Dołączył(a)
09 sty 2016, 20:29

Moja pierwsza wspaniała wizyta u psychiatry aka dr Musztarda

przez insadness 09 lut 2016, 19:26
bedzielepiej

A propos tej Pani internistki, to pamiętam jeszcze, że opowiedziała mi historię swojego taty, który zaczął chorować na depresję i to jakoś mnie podbniosło na duchu. Pamiętam jej słowa do dziś 'nikt nie zdaje sobie sprawy jak wygląda depresja, dopóki sam na nią nie zachoruje'. Wytłumaczyła mi wtedy, że to przemija, ale trzeba to leczyć i pracować. Taka kochana kobieta. Życzyłabym każdemu takiego lekarza. Internistka, a odczuwałam przy niej taki terapeutyczny spokój i pozytywną energię.
'Można utracić wiele, aby zatrzymać w sobie to, co się kocha.'
Offline
Posty
87
Dołączył(a)
09 sty 2016, 20:29

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: inesita i 13 gości

Przeskocz do