Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

refren

Użytkownik
  • Zawartość

    3638
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Słyszałam, że skrupulant powinien interpretować wątpliwości na swoją korzyść. Ksiądz to nie są wyśmiewający rówieśnicy. Księża wiele słyszeli i wiele są w stanie zrozumieć. Po to jest m.in spowiedź, aby do każdego można było podejść indywidualnie. Spowiednik jest po to, żeby Ci pomóc. Wierzę też, że w spowiedzi działa Duch Św, gdyby tak nie było, to po co się spowiadać? Z drugiej strony rozumiem. Nie mogę się wypowiadać na temat czyjegoś sumienia i to w ciemno, ale sama się spowiadam z tego, o czym wiem, że jest grzechem czyli złem. Żeby czegoś żałować i chcieć poprawy, to trzeba rozumieć, że coś jest złe. Nie można się spowiadać z cudzego przekonania, tylko z własnego. Z tym że są grzechy ciężkie, oczywiste, dotyczą Dekalogu. Nie można ich sobie pomijać. Jak ktoś się zasadniczo nie zgadza z nauką Kościoła, to nie ma chyba sensu, żeby się spowiadał. Ale wątpliwości dotyczą zwykle niuansów. Bo jeśli ktoś nie był np. w niedzielę w kościele, to raczej nie ma wątpliwości, czy jednak trochę go nie było.
  2. Owszem. Wyjątkowo słuszna uwaga, jak na Ciebie.
  3. Jak mówi, że kocha, to może jednak kocha? Wygląda bardziej na Twoją interpretację w związku z rozchwianym poczuciem własnej wartości. Jesteś mężem, ojcem dzieci swojej kobiety, myślisz, że wyszłaby za śmiecia i z nim żyła? Nie sądzę, nawet dla dzieci się tego nie robi, bo lepiej dla dzieci nie mieć ojca niż mieć śmiecia. Skoro chce, żeby dzieci się z Tobą wychowywały, to masz dla niej wartość. Uwierz, że zasługujesz na miłość, jak każdy. Zacznij! Uczucia w Tobie wybuchnęły dopiero pod wpływem zazdrości. Więc może dobrze, że się przytrafiła.
  4. To nie jest racjonalna teoria, nie ma tu związku przyczynowo-skutkowego, więc nie da się racjonalnie stwierdzić czy to prawda czy nie i też nic to nie wnosi do rozumienia problemu. Na gruncie duchowym nie wszystko jest racjonalne, może są związki między zjawiskami, o których nie wiemy, ale co by miała komuś dać taka wiedza? Bo jeśli mamy wiedzę nieracjonalną, czyli sami nie możemy jej wymyślić, to musi być w jakiś sposób przekazana od Boga. Czy jeśli ktoś sobie przypomni zatajony grzech i go wyzna, to mu przejdą natręctwa? Czy ten ktoś, kto głosi tę teorię, ma takie obserwacje? Czy kogoś ta "wiedza" uzdrowiła? Nie sądzę. Jeśli Bóg nam daje jakąś wiedzę, to zawsze się z nią łączy nadzieja. A tu widzę tylko zamordyzm. W dodatku "zatajenie" jest czymś świadomym, ktoś musiałby celowo nie wyznać jakiegoś grzechu. Skrupulant to osoba pobożna, która się bardzo przejmuje odpowiedzialnością przed Bogiem, więc małe szanse, że akurat tacy ludzie coś zatajają. Jeśli ktoś nie pamięta, że coś zataił, to nie zataił, bo jakby to zrobił świadomie, to by pamiętał, więc nie powinien się w ogóle przejmować tą teorią, ale zapewne właśnie skrupulant zacznie mieć natrętne wątpliwości, czy czegoś nie zataił. Więc wg. mnie to bardzo destrukcyjna teoria. Owszem, takie twierdzenie może wykończyć niejednego skrupulanta. Skrupulant może mieć np. obsesję, czy wyznał wszystkie grzechy na spowiedzi, posuwa swoje wątpliwości do absurdu, a tu słyszy, że skrupuły wynikają właśnie z tego, że coś zataił. I może się człowiek wykończyć. "Moim zdaniem takie głupie gadanie właśnie nakręca skrupulactwo, a ów "J" jest po prostu "złym" człowiekiem, który jest zatwardziały, lubi się wywyższać i wykorzystywać swoją władzę do gnębienia osób, które przychodzą do niego z pytaniami i z prośbą o pomoc." Moim zdaniem nie ma świadomości, czym są natręctwa i wiedzy psychologicznej. Myśli, że działa słusznie, a szkodzi. To nie Kościół wpędza ludzi w skrupulanctwo i nerwicę. Jeśli ktoś na takie problemy szuka pomocy w Kościele, to ma szansę trafić na bardzo profesjonalną pomoc, choć zdarzają się też ludzie, którzy nie rozumieją natury natręctw, ogólnie jednak Kościół jako instytucja uznaje ten problem i jeśli pogadasz z mądrym księdzem, to się przekonasz, że Kościół ma do tego racjonalne podejście i uważa niepotrzebne cierpienie psychiczne za zło, oraz widzi przesadę u skrupulantów i to, że wypaczają treści wiary. Nerwica bierze się z indywidualnych skłonności, wychowania, problemów emocjonalnych. Treści religijne mogą być wodą na młyn dla nerwicy, ale ktoś, kto ją ma, wypacza przesłanie wiary, wybiera sobie np. treści tylko negatywne i wyolbrzymia je albo źle rozumie to co słyszy lub wybiera jakieś radykalne treści z odmętów internetu, które są czyimś prywatnym poglądem, a nie nauką Kościoła. Jeśli ktoś ma brak równowagi emocjonalnej, ma przewagę reakcji lękowej, to w jego podejściu do wiary też będzie brak równowagi. Wiara ma wiele aspektów, jest w niej radość, nadzieja, akceptacja, uwielbienie, zaufanie, a także przesłanie o grzechu i karze. Jeśli ktoś bierze dla siebie tylko to ostatnie, to nie ma osłony, czegoś co by równoważyło to przesłanie (np. wiary w Boże miłosierdzie) i jest to dla niego destrukcyjne.
  5. refren

    Meta-wątpliwości

    Możemy na Twoim przypadku prześledzić, jak świetnie mieć taki cel i jakie to budujące. Dążyć można do rzeczy pozytywnych, uniknięcie zła nie jest celem życia, celem życia jest dobro. Jeśli jedziesz do Warszawy, to dlatego, że chcesz się tam dostać, a nie dlatego, żeby tylko nie trafić do Krakowa. Bóg jest miłością, czy jakoś tak🙂 Utożsamiasz chyba religię z fanatyzmem albo sekciarstwem, to zawężające.
  6. refren

    Meta-wątpliwości

    A poza tym jak można się kierować wątpliwościami? I jak można żyć, ciągle tylko myśląc? Myśli nie tworzą rzeczywistości, tylko działanie tworzy. Choćbyś nie wiem ile myślał, ciągle jesteś w tym samym miejscu, zewnętrznie nic się nie zmieni.
  7. refren

    Meta-wątpliwości

    Wydaje mi się, że charakterystyczne dla ludzi z nerwicą jest myślenie o natręctwach w kategoriach prawda/fałsz. Tymczasem to co odróżnia normalne myśli od natręctw jest to, że natręctwa są destrukcyjne dla danej osoby, bo stoi za nimi lęk. Często natręctwa to myśli absurdalne, fałszywe sądy (np. "jestem pedofilem") i zebranie dowodów na ich fałszywość może pomaga. Ale czasem natręctwa to wątpliwości, których treść mogłaby mieć dla kogoś innego czy tej samej osoby w innym czasie jakiś sens, a problem polega w tym, że pojawiają się one w sposób przymusowy, lękowy, zabierają za dużo czasu i z powodu lęku są niemożliwe do rozstrzygnięcia albo zagrażają autentyczności danej osoby. Nie jest w danym momencie taka wątpliwość problemem do rozwiązania, tylko batem lęku, którym się w kółko okładamy. Dlatego trzeba ją odłożyć, by wrócić do wolności, a więc nie działać pod wpływem lęku i przymusu. "A co jeśli niesłusznie coś określam jako OCD?" No właśnie, co? To tylko diagnoza, jakiś model myślenia o rzeczywistości psychicznej. Ale nikogo celowo nie oszukujesz, musiałbyś być pewien, że nie masz OCD, a nie jesteś. Tylko nie rozumiem co Ci ta kwestia robi, obojętnie jak nazwiesz swój stan, jest coś, co sprawia Ci problem, męczy Cię i nie jest od Ciebie zależne, więc nie ma co się zamęczać myślą, że może Ci się tylko zdaje. "A co jeśli to, co psychologia nazywa zaburzeniami obsesyjno-kompulsyjnymi (nerwicą natręctw) to jest tak naprawdę coś, czym powinniśmy się kierować? Czyli co jeśli świecka psychologia się myli, a właściwa droga wiedzie jedynie np. przez jakieś sekciarstwo religijne?" To co nazywamy zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi jest lękiem, a lękiem nie można się kierować w życiu, bo jest destrukcyjny. Należy się kierować pozytywnymi wartościami, ale nawet jeśli coś jest obiektywnie wartością, to dla nas w jakimś momencie może nie być możliwe przeżywać tego w sposób pozytywny, więc nie jesteśmy w stanie się tym kierować. Psychologia może się jednocześnie "mylić" i "mówić prawdę", życie jest złożone. Psychologia wychwytuje zaburzenia, to co neurotyczne i przeszkadza naszemu rozwojowi, ale niekoniecznie ma receptę na to, żeby życie nabrało sensu, żeby się rozwijać i niekoniecznie podaje pozytywne wartości, trzeba je znaleźć samemu. Najlepiej wyznaczyć psychologii właściwe miejsce w swoim życiu. Dla wielu ludzi jest nową religią, to pomyłka. PS. Nie ograniczałabym religii do "sekciarstwa".
  8. To ciekawe, zajrzałam w ten wątek i widzę, że wiele osób rispolept usypia i zamula, u mnie efekt był zupełnie inny, najpierw kosmiczne ataki lęku, potem niepokój ruchowy (kompletna niemożność siedzenia w miejscu, nie mówiąc o leżeniu), czułam się jak na krześle elektrycznym i biegałam w kółko przez cały czas, kiedy nie spałam (po mocnych nasennych). Widać każdy reaguje inaczej, ale kojarzę z tego forum jeszcze kilka osób z akatyzją po rispolepcie, więc na wszelki wypadek uprzedzam: jeśli ktoś poczuje takie objawy, to lepiej od razu odstawiać, bo skutki mogą być katastrofalne, łącznie z silnymi tendencjami samobójczymi. Jeśli chodzi o natrętne myśli, to u mnie rispolept je zmiótł, tylko że za duże koszty, bo miałam jeszcze gorsze problemy. Ale jak widać nie każdy ma takie reakcje, zależy od układu nerwowego, tylko wolę ostrzec, żeby, jeśli się dzieje coś złego, nie ciągnąć tego leku. Można akatyzję źle zinterpretować, jako objawy choroby i dalej brać ten lek, ja sama nie byłam wystarczająco świadoma po pierwszym razie, że to skutki uboczne, choć lekarze tak powiedzieli, po kilku latach znów dostałam ten lek i wszystko się powtórzyło.
  9. refren

    Natrętne, absurdalne myśli o ciąży

    Bogna11, nie rozumiem, uważasz, że zrobienie testu ciążowego jest zbyt absurdalną czynnością, a pytanie innych na forum o to, czy możesz być w ciąży już nie jest? Jedno i drugie jest szukaniem potwierdzenia/zaprzeczenia, ja bym już chyba odżałowała kasę na jeden test raz na tydzień/dwa do czasu, aż mi przejdą jazdy. Jest to bardziej wiarygodna metoda sprawdzenia i ucinania wątpliwości, jak mi się wydaje, niż dyskusje i bardziej komfortowa (intymna). A że nie ma to sensu, bo nie jesteś w ciąży - no taki urok natręctw, że nie mają sensu, ale i tak nie masz pewności. Jednak fakt bycia/niebycia w ciąży jest czymś obiektywnym i da się obiektywnie zaobserwować, więc czemu z tego nie korzystać? Jak dostajesz okres, to czujesz jakąś ulgę, czy dalej masz jazdy?
  10. refren

    Meta-wątpliwości

    Tylko że psychoanaliza ma mały wachlarz rzeczy do wyboru, które mogą człowieka męczyć. Na przykład problem sensu życia się w nich nie mieści. Na przykład w prawdzie o tym, że jest istotą duchową? No nie, wielu psychologów jest na stanowisku, że osobowość człowieka dorosłego się rozwija i to w bardzo istotnych aspektach (np. Gould, Erikson, Levinson, Havighurst). Podejście mówiące o tym, że wszystkie istotne zmiany zachodzą w okresie dzieciństwa jest przestarzałe. W dodatku psychoanaliza dość specyficznie podchodzi do dzieciństwa. Nie musisz wyczuwać, mogę przyznać otwarcie, że jestem do niej wrogo nastawiona, jakby ktoś nie załapał
  11. refren

    Meta-wątpliwości

    Nie, psychoanaliza się zajmuje sprowadzaniem wszystkich problemów do seksualności i dzieciństwa. Meta-rozkminkami się nie zajmuje, bo nie zajmuje się myśleniem o kwestiach egzystencjalnych, to znaczy według psychoanalizy nasze świadome dążenia nie mają sensu, bo rządzi nami to, czego sobie nie uświadamiamy. Więc sfera wolności nie jest interesująca, a znaczenia, jakie sami nadajemy różnym przeżyciom są tylko o tyle istotne, że mają być nadbudową/przykrywką spraw popędowych i należy tę przykrywkę rozbić, co by człowiek zrozumiał, że jest tylko bardziej rozwiniętą małpą. Nie dziękujcie za tę subtelną analizę.
  12. refren

    Schizofrenia bezobjawowa a depresja

    Szczerze mówiąc wiele razy byłam w psychiatryku i jeszcze nigdy nie widziałam tam zdrowej osoby Z drugiej strony ludzie zaburzeni mają jak dla mnie przejawy wyższego zdrowia psychicznego, jak stawianie sobie pytań o sens własnego życia, bywa że mają w sobie ogrom wrażliwości i dobra, co zawsze mnie przygnębiało, kiedy uświadamiałam sobie, że ludzie zdrowi to często bardzo prymitywne i egoistyczne konstrukcje. Nie chcę jednak uwznioślać ludzi zaburzonych, bo bywają też egocentryczni, prości i egoistyczni. Choroba zwiększa zresztą często egocentryzm, bo chory przeżywa swój stan i zamartwia się w kółko o siebie, choć to może przejść też w empatię wobec innych.
  13. refren

    Natrętne, absurdalne myśli o ciąży

    bogna11, w takim razie przestań karmić natręctwa, czyli wyszukiwać informacje w internecie, zajmij się czymkolwiek innym. Sama widzisz, że to do niczego nie prowadzi, nie uspokajasz się, a można tak bez końca. Może zagłodzone natręctwa umrą.
  14. No i mamy kolejny wątek, w którym przypuszczalnie wiele osób będzie wrzucać swoje przemyślenia na temat miłości, małżeństwa oraz międlić swoje osobiste bóle. Będzie kilkaset stron
  15. refren

    Natrętne, absurdalne myśli o ciąży

    Natręctwa to przykra rzecz i bardzo męcząca. Ale jest jedna pozytywna rzecz w Twojej sytuacji. To czy jesteś w ciąży czy nie można sprawdzić za pomocą obiektywnych metod. Większość ludzi z nerwicą nie ma możliwości, żeby rozstrzygnąć czy ich myśli są absurdalne czy nie. Możesz sobie zrobić po prostu test. Czy może już robiłaś i nie pomogło? O kurcze, a z kim z rodziny o tym rozmawiasz?
×