Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez aussie 29 sty 2011, 15:39
ja myślę, że szczerze je kochają, tylko chcąc dla nich (a może i dla siebie) dobrze sprawiają, że dzieci czują się niechciane, gorsza itp. Właśnie mi się przypomniało jak byłam w 1-3 podstawówki i zaprosiłam koleżanki na urodziny i mama zrobiła nam jakiś quiz i moje 2 koleżanki ta wszystko wiedziały a ja nie i moja mama mi gadała, że one to takie mądre,mają wiedzę ogólną o świecie i czemu ja nie mam. zresztą ogólnie często porównywała mnie do tych 'idealnych' dzieci, moich koleżanek, dzieci jej koleżanek a mnie to złościło i zawsze dawałam przykłąd jakichś gorszych ode mnie dzieci to mówiła, że zawsze lepiej się porównywać do tych lepszych.
tak mi się jakoś wzięło na żale ;)
wgl przykro mi teraz, bo moi rodzice jadą sobie na rocznicę ślubu do Paryża, no i wszystko fajnie,niech jadą, tylko że nie będzie ich akurat w pierwszy dzień moich matur :( no ale może przesadzam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
156
Dołączył(a)
17 gru 2010, 17:47

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez Manka 29 sty 2011, 15:53
Wiecie co ? ja studiuję pedagogikę i psychologię. Mówicie o rodzicach i wychowaniu ... ten temat mam już trochę obeznany. Powiem wam , że jakbyście się tak zaczęły wgłębiać w to jak rodzice powinni prawidłowo wychowywać dzieci to stwierdziłybyście , że wasze wychowanie bardzo odbiegało od tej "określanej normy".
Stąd też mogę powiedzieć , że wiele konfliktów wewnętrznych mamy z dzieciństwa ... nie które zawdzięczamy naszym rodzicom , a nie które same sobie . Ale reasumując to wszystko zaczyna się w dzieciństwie.To rodzice jako pierwsi wpajają nam normy i wartości wg nich dla nas właściwe. I od tego wszystko się zaczyna . I zgodzę się z zalamka87 , że to prawda . Rodzice często myślą , że są nieomylni i wszystko co robią jest właściwe.

A co do osób zdrowych to powinniśmy się cieszyć z ich sukcesu. Wydaje mi się tylko , że osoby zdrowe nie chętnie wracają do tego z czym tak długo się zmagały ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
260
Dołączył(a)
15 lut 2010, 13:35
Lokalizacja
DreamLand

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez Lady_Makbet 29 sty 2011, 16:11
zalamka87 napisał(a):a ogóle to złościć sie na rodziców?! no gdzież przecież oni święci, Bogowie, toż to grzech! więc trzeba to połknąć do środka i najlepiej o tym nie wiedzieć...

Dopiero psycholog mi to uświadomił. Cały czas żyłam w przekonaniu, że moja matka jest idealna a to ja jestem złym dzieckiem któremu jest źle. Bo przecież nie miałam prawa do tego aby było mi źle. Analizując z terapeutką moje dzieciństwo powoli odkrywam obrzydliwe zachowanie mojej mamy.
Coś w tym jest.
Wiem, jak zimno potrafi być, gdy wszystko jest ze szkła...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
20 gru 2010, 13:16

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez zalamka87 29 sty 2011, 16:39
porównywanie swojego dziecka z innymi uważam po prostu za głupie, pomijając to że wymagając od dzieci samych 5 i 6 oraz szerokiej wiedzy rodzice próbują podbudować własne niskie poczucie wartości, chcąc swoje braki zrekompensować osiągnięciami dziecka żeby móc sie nimi pochwalić (osiągnięciami dziecka), to tzw zewnątrzsterowane poczucie własnej wartości czyli takie które niestety ma sporo ludzi: jestem super jak moje dziecko ma dobre oceny, jest grzeczne i moge o nim opowiadać innym jakie to jest wybitne i że ma tysiąc zajęć poza szkołą, jestem super jak mam super przystojnego męża, jak dostanę awans, jak mam ekstra ciuch i jak jeżdżę za granicę na wakacje... a to czy dziecko 7-9 lat posiada wiedzę ogólną i interesuje się wieloma rzeczami zależy od rodziców i od tego czy zachęcają dziecko do twórczego i kreatywnego rozwoju, czy potrafią zaciekawić wspaniałym ciekawym światem czy do niego zniechęcają
Avatar użytkownika
Offline
Posty
379
Dołączył(a)
02 lis 2009, 08:28

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez zalamka87 29 sty 2011, 16:57
Lady_Makbet napisał(a):
zalamka87 napisał(a):a ogóle to złościć sie na rodziców?! no gdzież przecież oni święci, Bogowie, toż to grzech! więc trzeba to połknąć do środka i najlepiej o tym nie wiedzieć...

Dopiero psycholog mi to uświadomił. Cały czas żyłam w przekonaniu, że moja matka jest idealna a to ja jestem złym dzieckiem któremu jest źle. Bo przecież nie miałam prawa do tego aby było mi źle. Analizując z terapeutką moje dzieciństwo powoli odkrywam obrzydliwe zachowanie mojej mamy.
Coś w tym jest.


to bardzo dobrze że do tego doszłyście, mi też było ciężko ale teraz wiem że na tym świat sie nie kończy, złapałam dystans i bardziej chłodno oceniam postępowanie mojej mamy, co nie znaczy że jestem na nią obrażona czy coś, trudno stało sie i tyle, ale krytyczna ocena jest bardzo potrzebna :smile:
pewnie że są normalni rodzice, np uważam że moja kuzynka 30 lat (co prawda już młodsze pokolenie) jest naprawdę dobrą matką ( bo sama nie ma zrytej psychiki), przy tym jest bardzo asertywna, ale tak naturalnie z niej to wypływa ( nie po jakichś tam terapiach), jest spokojna i dzięki Bogu nie lękowa i bardzo zachęca dziecko do samodzielności i nie wymierza sprawiedliwości klapsami, to co chce wyegzekwować argumentuje spokojnie i rzeczowo i co najważniejsze jest konsekwentna, a dziecko jest radosne i samodzielne
Avatar użytkownika
Offline
Posty
379
Dołączył(a)
02 lis 2009, 08:28

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez aussie 29 sty 2011, 18:35
wiecie co,ja po prostu nie umiem być w związku. łatwiej mi kochać na odległość, nie potrafię zmierzyć się z prawdziwym związkiem. przed chwilą 'zerwałam' (o ile można to tak nazwać,dlatego dałam w cudzysłowie) z moim chłopakiem. po prostu już nie miałam siły i powiedziałam, że chcę żebyśmy byli przyjaciółmi tylko a on, że ok no i siedział sobie spokojnie. no i jakoś tak nie mogłam zdzierżyć, że się nie przejął i tak nie mogłam się skupić na tym,co robiłam, ciągle się odwracałam, w końcu się przytuliłam, coś tam. i wtedy mnie taki spokój ogarnął i uczucie, że jest mi bliski,wspaniały, tak mi dobrze i nie chcę go stracić. nie chcę stracić,ale jednak nie byłam pewna czy chcę wrócić,bo wiedziałam, że razem z powrotem znów zaczną się pytania i niepewność i ja nie potrafię z związku być, łatwiej mi na odległość, kiedy czuję się spokojna, wolna i niezależna. będąc w związku czuję się jakbym była zniewolona i traciła własne 'ja'. to wszystko jest dziwne i skomplikowane.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
156
Dołączył(a)
17 gru 2010, 17:47

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez anq24 29 sty 2011, 20:44
nie przesadzaj Lady M. nikogo nie chcialam przestraszyc!!!! poprostu taka mysl przyszla mi do glowy i sie nia podzielilam.chyba po to jest to forum. zreszta nikt nie spanikowal oprocz Ciebie..cos w tym musi byc
Offline
Posty
38
Dołączył(a)
06 wrz 2010, 12:33

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez aussie 30 sty 2011, 13:35
Widzę, że jakaś napięta atmosfera się zrobiła i nikt nie chce się wypowiadać - dziewczyny,spokojnie! mamy się tu wspierać a nie dołować nawzajem :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
156
Dołączył(a)
17 gru 2010, 17:47

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez apsik 30 sty 2011, 15:38
piikipokis to naprawdę Ty ? :D tu apsik84 (teraz pod nickiem apsik, bo tamto mi zbanowali... ;) ), pamiętasz mnie może? dawno temu na tym wątku dyskutowałyśmy często próbując podnieść się na duchu.... sporo czasu minęło, zastanawiałam się jak sobie radzisz przez te lata :)

Dla pocieszenia dla wszystkich: wyszłam za mąż :D za tego jedynego, o którego prowadziłam walkę z NN... generalnie te problemy zupełnie zniknęły... co prawda NN nie daje się zapomnieć... jak mam trochę więcej czasu wolnego to automatycznie czarne myśli mnie dopadają... o różnym charakterze... na szczęście nie jest to już kocham czy nie kocham :) bo to póki co był najgorszy etap tej choroby... da się żyć - nawet szczęśliwie :D byle mieć dużo pracy a mało czasu na myślenie :) często tu wchodzę, kiedy mam obniżony nastrój - żeby przypomnieć sobie, że nic takiego się nie dzieje, że to tylko (aż) choroba, z której w pewnym stopniu da się wyjść :)

Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie, szczególnie Ciebie piko... :) myślę, że dużo Ci zawdzięczam, gdyż dzięki temu wątkowi przetrwałam :)

życzę dużo sił do walki i wiary, że uda się Wam wygrać z NN :)
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
30 sty 2011, 15:25

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez piikipokis 31 sty 2011, 21:05
Witajcie!!!!!


Witam Cie Apsik!!!!!!!!!!!!!! :))))) Strasznie sie ciesze, ze wszystko sie ulozylo pomyslnie :) Czesto zastanawialam sie co u Ciebie:) Zycze Tobie i Twojemu malozonkowi szczescia! Pamietaj nawet jak ten syf bedzie sie chcial wrasc zajmij sie czyms to odpusci:) Apsik jesli jeszcze tu wejdziesz jestem ciekawa jak to bylo, kiedy dokladnie wyszlas za maz?:) I dziekuje za mile slowa, ale sadze ze to nasza sila i nadzieja jest tu najwazniejsza:)



Nie bylo mnie kochani pare dni, poniewaz ciagle trafialam na jakas awarie, potem wyjechalam i tak dzis zawitalam. Pragne wam oznajmic ze troche odpuscilo! A nawet bardzo! Owszem przychodza mysli ale ODRAZU wymyslam sobie inne zajecie, kieruje mysli na inny tor :) Poki co nie chce zapeszac..... Meczy mnie za to wiele innych rzeczy, choroby, lęki różnorakie, ale tak jak APSIK mowi: trzeba sie czyms zajac! I ja od kilku dni to praktykuje:)

Kurcze ciekawa jestem jak to z ta moja glowa bedzie, ja tam wieze ze Bog mi pomoga jak juz jest fatalnie:P Oj marze aby chociaz jeden dzien byl dla mnie beztroski:).... heh.........



Napiszcie koniecznie co u Was , co was trapi! Pozdrawiam serdecznie!
Offline
Posty
55
Dołączył(a)
09 sty 2011, 22:43

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez anq24 01 lut 2011, 11:55
hej wszytskim
mam dla was swietna wiadomosc
wczoraj wszytsko w moim zyciu sie odmienilo...zrozumialam co stracilam wkoncu....wrocilam do mojego bylego chociaz nie bylo to latwe dlatego ze on nie chcial bal sie ze znowu go zostawie..i wiem ze go kocham...chce byc z nim szczesliwa ...dam mu teraz wszytsko...chce z nim zalozyc rodzine...kocham go
zrozumialam to wszytsko tylko i wylacznie dlatego ze ruszylo mnie to ze moj byl byly spotyka sie z kims( ja tez sie spotykalam) i ruszylo mnie to zabolalo sed=rduszko ze ktos moze mi go sprzatnac sprzed nosa takiego faceta....nie widze w nim zadnych wad niczego jest idealny...czuje sie jakbym sie zakochala w nim od nowa....
pozdrawiam was i dziewczyny wierzcie w to ze kiedys przyjdzie taki fajny dzien i u was...trzymajcie za nas kciuki.....
Offline
Posty
38
Dołączył(a)
06 wrz 2010, 12:33

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez apsik 01 lut 2011, 21:00
witam wszystkich,

dziękuję piko... ja wyszłam za mąż już trochę ponad pół roku temu :) i jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, że podjęłam tą decyzje i wierzcie mi, że i Wy tak będziecie czuć... bo samo bycie na tym forum jest niesamowitym dowodem na to że chcemy walczyć sami z sobą dla innego człowieka i o innego człowieka, a to jest miłość :) zaręczyliśmy się półtora roku przed ślubem i przyznam, że był to spokojny okres jeśli chodzi o natręctwa...

u mnie ostatnio przewija się NN w dziwnej formie, bo choroba nie umie sobie przyjąć żadnej maski :P mam tylko obniżony nastrój i czuję się depresyjnie - dziś w nocy obudziło mnie walenie serca, jak kiedyś... ale kurcze, tak jakbym nie miała powodów, wszystko jest niby ok ale nie jest ok... takie to dziwne... próbuję pracować ostatnio nad sobą i zmienić kilka rzeczy, dużo myślę nad źródłem choroby i analizuje - może to wywołuje ogromny lęk we mnie... mam jednak nadzieję, że już wkrótce znów odpuści i wyjdę z tego silniejsza :)

też macie tak, że jak te okropne lęki przejdą i jest już lepiej, to wtedy nie umiecie sobie jakby "przypomnieć" uczuć i emocji, jakie towarzyszą NN w tych najbardziej przykrych momentach? ten stan jest taki dziwny, bo gdy go już nie ma i wszystko wraca do normy to nie umiem opisać, jak się wtedy czułam, a kiedy tylko to wraca to jest jak koszmar jakiś...

piko mam nadzieję, że nie przerywasz terapii i będziesz nadal chodzić
Anq24 - gratulacje i tak trzymaj i w złych momentach czytaj sobie to co napisałaś powyżej i przypominaj sobie jak czujesz się właśnie teraz, bo to jest szczere i autentyczne :) mam koleżankę, która 2 czy 3 razy zrywała i wracała do swojego ukochanego, a upewniła się o swojej miłości wlasnie kiedy zobaczyła inną u jego boku :P i... szczęśliwie są już małżeństwem :D

pozdrawiam Was wszystkich!
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
30 sty 2011, 15:25

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez aussie 02 lut 2011, 11:48
Witaj Apsik :) Miło się czyta osoby takie jak Ty :) Pomijając oczywisty fakt, że to bardzo podnosi na duchu, kiedy się słyszy, że ktoś z tego wyszedł i jest szczęśliwy to samo to, że ludzie się kochają, chcą być ze sobą i walczą, a nie rozstają jak połowa społeczeństwa, jest wspaniałe i zawsze mnie cieszy :)

Tak, ja dokładnie tak mam, że nie mogę sobie przypomnieć. Teraz zaczęłam chodzić do psychologa i mój stan się poprawił dziwnym trafem (już gdzieś około 2 tygodnie chyba jest dobrze) i jak mam tam iść to nie mam pojęcia co mam tej kobiecie mówić, naprawdę. Wręcz wchodzę na forum i czytam jakieś stare posty, strony na których były opisane te same objawy,bo nie mogę sobie przypomnieć jak to było, a taka terapia to trochę bez sensu :/ a chodzić chcę, bo nie czuję się też wcale tak rewelacyjnie. Właśnie tak jak napisałaś, tak dziwnie. Jestem trochę spięta cały czas, czuję, że coś tam siedzi, nie patrzę na świat, na ludzi tak jak kiedyś, kiedy wszystko ze mną było w porządku, ostatnio to zauważyłam. Ale jednocześnie nic a nic nie rozkminiam, nie przychodzą mi myśli do głowy, nie mam ochoty, chociaż z facetem też nie jest tak jak być powinno, tzn nie ma jakiejś wielkiej radości, uczucia szczęścia, nie mam ochoty np.na całowanie i inne tego typu rzeczy, wręcz mam wrażenie, że nastała jakaś taka nuda między nami... i zaczęłam się bać, że po prostu przyzwyczaiłam się do tego, że jest źle, mój organizm się broni, bo już nie ma siły na to wszystko. Więc sama nie wiem jak się czuję, ale wcale nie dobrze. Dziwne...

Anq24, ja też gratuluję i cieszę się bardzo, że jednak jesteście razem :) Życzę Ci z całego serca, żeby to już nie wróciło, a jeśli nawet to żebyś pamiętała o tym, że to choroba i z tą wiedzą skuteczniej walczyła :) Ja nieraz jak było ze mną całkiem dobrze,siadałam obok mojego chłopaka i mu mówiłam, że jeśli kiedykolwiek znowu zacznę się zachowywać jak wcześniej to żeby mnie nie słuchał i pamiętał, że to nie ja tylko choroba, żeby pamiętał to lepiej niż ja i przypominał mi, jeśli zapomnę :) i robi to, zawsze przypomina :) jestem pewna, że dasz radę :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
156
Dołączył(a)
17 gru 2010, 17:47

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez anq24 02 lut 2011, 13:58
dzieki dziewczyny za slowa...jest cudownie..bylismy wczoraj na basenie we wrocku bylo super...jak za starcyh dawnych czasow....zrozumialam wszytsko w odpowiednim momencie...
dziewczyny wierze w to ze u was tez przyjdzie taki moment...jakis punkt zwrotny...
widzicie same co ja mialam w tej glowie porpstu moja glowa chyba juz nie dawala rady i powiedziala stop koniec :-)
trzymajcie sie ....ale tej stronie zawdzeiczam duzo bo wspierala mnie w trudnych momentach :-) buzka dla was laseczki
Offline
Posty
38
Dołączył(a)
06 wrz 2010, 12:33

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do