Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
pikpokis

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Rekomendowane odpowiedzi

Witam serdecznie!!!! Opisze moją historie: od roku mam natręctwa dotyczące chorób ale w ostatnim czasie pojawiły się inne mysli... dwa tygodnie temu poczytalam o schizofreni i momentalnie stwierdzilam ze ja mam... trwalo to 3 dni, pytalam sie mojego ukochanego czy normalnie mowie, w domu caly czas plakalam:( przeszlo mi gdy spedzilam fajny dzien i niczym sie nie przejmowalam ale moja radosc nie trwala dlugo.... gdy pewnego wieczora siedzialam z moim ukochanym ( jestem z nim kilka lat wiem ze to jest ten jedyny) strzelila mi do glowy mysl : co by bylo gdybym przestala go kochac.... zaczelo sie pieklo, zaczelam wynajdywac w nim jakies wady w wygladzie, w charakterze, nawet jak rozmawialam z jego mama wynajdywalam u niej dziwne rzeczy, w domu nieustanny ryk i chec zabicia sie.Trwa to juz tydzien, myslalam ze mi przeszlo.... wczoraj wszystko bylo dobrze dopoki o tym zapomialam juz dziekowalam Bogu ze odpedzil mnie od tych mysli, w pewnym momencie znowu! nic mnie nie cieszy... nie cieszy mnie nawet gdy moj chlopak mowi ze mnie kocha, mam samobojcze mysli.... przezywam pieklo prosze czy to jest normalne? :((((( to tak jak z tymi chorobami w gruncie rzeczy wiem ze wymyslam a tak naprawde nie jestem chora .tak jest teraz: wiem ze bardzo kocham a mysle ze moze to nieprawda, jestem otepiala nie smieje sie....nie wiem co robic:( wole umrzec:(

 

(dop*DA) Co do nazw tematów prosiłbym bym o zapoznanie sie z regulaminem tego subforum...Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pikpokis-to na pewno nie jest schizofrenia(zdajesz sobie sprawę,że coś jest nie tak,przy schizie-człowiek uważa że jest normalny),ale na pewno objawy nerwicowe,typowe objawy nerwicowe.Więc rada-leczyć się.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Różo kochana teraz wiem ze nie mam schizofreni to mi juz dawno przeszlo...nawet w duchu smieje sie jak moglam sobie znalesc taka glupote:( teraz trafilo na mojego biednego chlopaka:( tak jak opisalam wyrzej:( mialam natrectwo ze patrze na niego i cos mi sie w nim nie podoba teraz jak mowi mi mile rzeczy jest dobry i kochany chce mi sie plakac ze mam okrutne mysli ze niby go nie kocham :((((((( Boze to jest straszne:( dzis jest 4 dzien jak biore polowke SEROXATU kurcze moze to minie :(((((((

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
chce mi sie plakac ze mam okrutne mysli ze niby go nie kocham

 

Pikpokis gdybyś go nie kochała to z pewnością nie siedziała byś z nim i nie pozwalała na to by On Ci mówił jak bardzo mu na Tobie zależy. Poza tym przy nerwicy natręctw takie myśli nie są niczym niezwykłym. Pozwól by był przy Tobie i wszystko samo się wyjaśni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Malcom nawet jestes do Niego podobny... wiem ze nie chce innego w moim zyciu a najgorsze jest to ze wiem ze to tylko moje wymysly. Mam nadzieje ze seroxat troche tez zadziala:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Seroxat wpełni działa po 3 tygodniach, jednak poprawę odczujesz już po 5 dniach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witaj był czas kiedy i ja przeżywałam coś podobnego do Ciebie.Patrzałam na męża i znajdowałam w nim różne złe rzeczy i przez dłuzszy czas nie wiedziałam czy ja aby napewno go kocham.ale wiemy jaka jest prawda jest cudowny i kocham go to tylko choroba próbuje zasiac wątpliwości.nie wiem czy Twój chłopak wie co przeżywasz.ja o tych wątpliwościach opowiadałam mojemu mężowi.przykro mu było tego słuchac ale on wiedział ze to TYLKO CHOROBA NIE JA. Mineło mi to

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moniczko dziekuje, jakbym czytala moje wlasne przezycia :( kurcze tylko to trwa juz tydzien:( zauwazylam ze jak jestem mega szczesliwa to ''zapominam'' spojzec na niego krytycznie a jak tylko np. przestaje z nim rozmawiac, siedze i mysle... to odrazu to natrectwo przychodzi, wtedy patrze na niego i mysle co mi sie nie podoba :(((((((( zreszta ty to za mnie opisalas najtrafniej:( powiedzialam mu ze mam takie mysli, tez bylo mu przykro,czasem pytam go z placzem czy to mi przejdzie :( jezu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nigdy nie odważyłam się powiedzieć mężowi,że mam takie myśli.Ale słuchajcie-może to nie jest wynik żadnej nerwicy.Po prostu w pewnym momencie każdy ma prawo mieć jaklieś "ale"do partnera tym bardziej jeśli juz sie jest ze soba jakiś czas.To dziala w obie strony.Ja np.już po minie czy spojrzeniu męża potrafie wyczuć,że w tej chwili coś mu we mnie nie pasi,chociaż to jest też chwilowe,a on jest jak najbardziej zdrowy.Nie przejmujcie się tym tak bardzo.Nie warto robić zamieszania w związku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak bardzo sie boje ze te mysli mi nie przejda:( dzis wzielam juz cala tabletke seroxatu mam nadzieje ze on choc troche pomoze bo nie wiem co zrobie:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj pikpokis

Miałam podobny problem niedawno... ubzdurałam sobie że nie kocham mojego chłopaka i tak się wqkręciłam ze już zaczęłam się zastanwaić nad tym czy to nie jest prawda. Poszłam do psychiatry - dostałam seroxat też już jestem na 1 tabletce. Psycholog powiedziała, że to stres po jakimś bardzo przykrym zdarzeniu może wywołać takie natręctwo... też miałam takie "schizy" ze patrzyłam na niego i myślałam ze mi sie nie podoba, że ma jakieś wady których ja nie akceptuję. Ale pomógł mi seroxat teraz wiem że to tylko wymysł mojego durnego mózgu... czasem jeszcze zdarzy mi się wrócić do tych myśli co wprawia mnie w dołek, ale pomaga kiedy mówię sobie: o nie to nie będzie nademną panowało... to ja panuję nad wszystkim i moje serce. POmaga

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziekuje bardzo!!! To tak jakbym czytala swoje przezycia...jest mi bardzo ciezko mam nadzieje ze bedzie lepiej a kiedy Ci to kochana przeszlo? po jakim czasie? Myslalam ze nerwica nigdy nie dosiegnie mojego ukochanego a tu takie mysli durne!!!:(((

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uspokoiłam się już po wizycie u psychologa... potem zaczęłam brać tabeltki (tak po tygodniu się uspokoiłam - wiadomo wszytsko wtedy można na spokojnie przemyśleć, zastanowić dlaczego takie myśli mogły się pojawić itp) i w sumie wyciszam się do teraz bo jeszcze czasem się zdarzy o tym pomyśleć, ale nie są to już tak wstrząsające odczucia i nie powodują żadnych reakcji lęku czy paniki i płaczu... i wtedy mówię sobie że to nie prawda a tylko wytwór mojej głowy. Poza tym nie mogę wmawiać sobie na siłe że go kocham... (przynajmniej u mnie to nie działa) tylko zaobserwować swoje reakcje na jego widok, słowa itp... robi się wtedy jakby wiarygodniej bo nie wmawiam sobie czegoś tylko wnioskuję tego co jest naprawdę. (oczywiście chodzi mi o chwile kiedy nie było objawów nerwowych, albo się wyciszyły - wtedy kiedy było wsio ok) Trzymam za Ciebie kciuki - szukaj rozwiązań dopóki nie uznasz że są dla Ciebie wiarygodne i do zaakceptowania, a będzie trudniej podważyć Twoją wiarę w to co czujesz :*

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A mnie co poradzicie? :( Nie wiem co mam robić, zakochałem się na zabój w dziewczynie, która nie zwraca na mnie w ogóle uwagi. Przez to chore uczucie nie potrafie się skupić na niczym, nic nie sprawia mi przyjemności, mam coraz mniejsze umiejętności literackie, boję się o swój poziom inteligencji, z którym jest co raz gorzej, znacznie opuściłem się w nauce, nie mam chęci do życia, tracę kontakt z rzeczywistością, od dłuższego czasu cierpię też na bezsenność. Wszędzie Ją widze, słysze jej głos. Mam jakąś obsesję na punktcie Natalii ;( Od kilku dni zastanawiam się nad sensem mojej egzystencji i dochodzę do wniosku, że jestem śmieciem, nic nieznaczącym człowiekiem. Mam też myśli samobójcze. Błagam.. pomóżcie. Mariusz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mariusz ja myślę ,że ty poprostu sie bardzo zakochałeś a to że ona nie zwraca na Ciebie uwagi powoduje u Ciebie różne skrajne emocje np.że jesteś śmieciem.Myślę że to nie ma zabardzo nic wspólnego z nerwicą natręctw.Moze popadasz w załamania, doły, depresje ale mysle że to nie nerwica natręctw.Głowa do góry.powodzenia.

 

[ Dodano: Pon Gru 18, 2006 2:40 pm ]

tylko widzisz Różo, ja wtedy doskonale wiedziałam ,ze coś mi NAPRAWDE NIE PASUJE , a tamte mysli pojawialy sie choć ja nie chciałam, robiło mi sieke z muzgu i nasiłe próbowało udowodnic , że moj mąz jest beznadziejny do tego stopnia ze nie wiedzialam juz co mysle i co czuje.i choc racjonalnie myslac wiedzialam ze to choroba to nie umiałam dać sobie z tym rady.Szanuje to ze Ty nie chcesz mowic mezowi o tym.ja o chorobie powiedzialam mezowi jeszcze przed slubem.wiedzial ze nie bedzie łatwo bo rozne skrajne mysli moga mi przyjsc do glowy , a dzis jest moim najwiekszym oparciem w tym wszystkim.

 

[ Dodano: Pon Gru 18, 2006 3:08 pm ]

PIPPOKIS uwież mi ja wiem doskonale jakie to jest straszne jak pojawiaja sie takie mysli.czasami mysle ze o to w tej chorobie chodzi aby udezyc w to co najbardziej by nas zabolało.w osoby ktore kochamy albo w to co najbardziej nas przeraza.to co zaraz napisze wyda Ci sie kompletna bzdura(bo trzy miesiące temu ja też tak mówiłam) MUSISZ WYLUZOWAC!!!!!DAC SOBIE CZAS NA ODPOCZYNEK!!!! ---bzdura nie...

Ale niezmiernie wazna bzdura.Chodzi mi o to ,ze myśli sa i będa towarzysza nam przez całe zycie i tak juz zostanie.nie mamy na nie wpływu.pojawiaja sie w naszych glowach mysli madre , głupie zabawne, beznadziejne i chore w swej tresci.i dopóki nie robia na nas wiekszego wrazenia i spokojnie odchodza doputy jestesmy zdrowi.jestem chora bo nie radze sobie z nimi, bo mnie przerazaja.dlatego tak wazne jest aby wyluzowac aby zdac sobie sprawe ze ONE SIE POJAWIAJA, STRASZA NAS ,PRZERAZAJA MECZA, ALE TAK NAPRAWDE TE NASZE MYSLI NIE MAJA NIC WSPÓLNEGO Z RZECZYWISTOSCIA BO TO TYLKO MYSLI KTORE NIC ZLEGO NIE MOGA NAM ZROBIC!!!!!!!!!!!!!!!!wiem ze brzmi to bzdurnie.choruje kilkanascie lat,bralam rozne leki,bylo lepiej i gorzej.od trzech miesiecy chodze na terapie ,i nie biore zadnych lekow, i nareszcie zaczynam inaczej patrzec na to wszystko.nie chce aby ktokolwiek pomyslal ze sie wymądrzam bo nie o to chodzi poprostu mam nadzieje ze choc jednej osobie to wszystko pomorze.mysle ze masz ogromne szczescie ze masz oparcie w swoim facecie.trzymam kciuki.a i nie przejmuj sie ze to juz trwa tydzien, niech to trwa miesiac wazne ze ty zaczniesz to przyjmowac spokojnie i traktowac ta mysl z takim szacunkiem na jaki zasluguje czyli jako bzdure.teraz uciekam trzymaj sie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przed rokiem po tym jak skończyłam studia nagle znowu pojawiły się lęki... Najpierw bardzo silne lęki dotyczące utraty mojego męża np. że umrze, odejdzie do innej, potem silne natręctwa o treściach agresywnych również związane z moim mężem np. czy potrafiłabym go zabić, ale też dotyczące mnie samej np. czy potrafiłabym okaleczyć siebie, "skończyć ze sobą"... Oczywiście też miałam fazę dotyczącą obawy czy czasem nie jestem chora na schizofrenię, lub czy może nie jestem opętana...

 

Od września tego roku pojawiły się nowe natręctwa, chyba dlatego, że z tamtymi sobie jakoś poradziłam tzn. w moim rozumowaniu uzasadniłam sobie, że nie jestem w stanie nic z wyżej wymienionych rzeczy zrobić.

 

Co więc wymyśliła moja choroba? Czy kocham mojego męża? A może nie, bo, i tu pojawiały się jakieś argumenty o tym świadczące. Automatycznie pojawiały się różne obrazy:na przykład jak się kłócimy. Na początku nie wierzyłam, że to są natręctwa, ale teraz myślę, że to jedna z faz, lub oblicz mojej choroby. Czasami jest mi ciężko, bo jak sobie nagle udowodnić pewne bardzo delikatne rzeczy, tym bardziej gdy się jest kilka ładnych lat razem i nie zawsze przecież jest różowo.

 

Pozdrawiam

 

Jess

 

[ Dodano: Pon Gru 18, 2006 10:58 pm ]

Przed rokiem po tym jak skończyłam studia nagle znowu pojawiły się lęki... Najpierw bardzo silne lęki dotyczące utraty mojego męża np. że umrze, odejdzie do innej, potem silne natręctwa o treściach agresywnych również związane z moim mężem np. czy potrafiłabym go zabić, ale też dotyczące mnie samej np. czy potrafiłabym okaleczyć siebie, "skończyć ze sobą"... Oczywiście też miałam fazę dotyczącą obawy czy czasem nie jestem chora na schizofrenię, lub czy może nie jestem opętana...

 

Od września tego roku pojawiły się nowe natręctwa, chyba dlatego, że z tamtymi sobie jakoś poradziłam tzn. w moim rozumowaniu uzasadniłam sobie, że nie jestem w stanie nic z wyżej wymienionych rzeczy zrobić.

 

Co więc wymyśliła moja choroba? Czy kocham mojego męża? A może nie, bo, i tu pojawiały się jakieś argumenty o tym świadczące. Automatycznie pojawiały się różne obrazy:na przykład jak się kłócimy. Na początku nie wierzyłam, że to są natręctwa, ale teraz myślę, że to jedna z faz, lub oblicz mojej choroby. Czasami jest mi ciężko, bo jak sobie nagle udowodnić pewne bardzo delikatne rzeczy, tym bardziej gdy się jest kilka ładnych lat razem i nie zawsze przecież jest różowo.

 

Pozdrawiam

 

Jess

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam dokladnie to samo.... wiesz ze przed natręctwami które mam teraz mialam filmy ze mam schizofrenie... jak sie z tym uporalam nawiedzilo mnie to co opisalam w temacie... oczywiscie takze zawsze mialam mysli ze strace mojego chlopaka co bedzie jesli sie zabije itd.... nic mnie nie cieszy, jestem caly czas smutna jak pomysle o tych natrectwach, nie wyobrazam sobie zycia bez mojego ukochanego a tu takie mysli!!!! :((((((( dzis biore 12 tabletke seroxatu... nie mam zadnych skutkow ubocznych bolaly mnie przez kilka dni oczy ale przeszlo. Mam nadzieje ze leki zaczna dzialac:(((((( Jess przeszlo Ci te natrectwa zwiazane z mężem? Ja Ci powiem ze jak mam chwile zapomienia,śmiejemy sie z czegos to jest tak jak dwa tygodnie temu czyli cudownie ale jak tylko sobie przypomne co mnie dręczy.....:(((( i tak w kółko .... nie mam już sił

 

[ Dodano: Sro Gru 20, 2006 3:15 pm ]

Przepraszam ze zasmecam soba to forum ale nie moge juz wytrzymac:( niedawno jeszcze patrzalam na mojego chlopaka i wydziwialam cos z jego wygladem ze mi sie nie podoba i tak dalej... przeszlo ale teraz znowu natrectwa na temat jego mowy!!!!!! juz nie moge wytrzymac :( nic mnie nie cieszy popadalam w jakas apatie..... czy mam wierzyc ze ten seroxat zadziala? Biore go juz 12 dzien i nic :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na jedno to dobrze bo wiem ze nie jestem sama,,,ja z problemem kochania czy niekochania mojego chlopaka trawam juz od 10 miesiecy. nigdy nie bylam u zadnego lekarza. raz tylko u poleconego z uczelni tearapeuty ktory stwierdzil ze wszystko ze mna okej...chyba jednak nie...te mysli............nie daja mi zyc....jestem z nimi 24 na dobe.........mam wielkie szczesnie ze moj chlopak jest przy mnie z ty,m moim problemem ale ja zaczynam czus sie jak psychiczna........heh mały paradoks bo konbcze studia terapeutyczne :( co ja mam z tym zrobic? czy z tym mozna wygrac? Pomozcie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pikpokis, dasz rade.Takie myśli i 'wyszukiwanie' sobie różnych rzeczy dręczy chyba Nas wszystkich tutaj. Mi aż trudno by było wymienić co 'znalazłam' w sobie lub w kimś, bo aż tyle tego jest i było. Jakoś sobie z tym poradzimy.

 

[ Dodano: Pon Gru 25, 2006 10:21 pm ]

ale ja zaczynam czus sie jak psychiczna

 

 

O tak i ja się tak czasem czuję. Szególnie po jakimś moim wybuchu złości lub histerii. Czasem aż mi wstyd, przed moim facetem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem czy dam rade...to trwa juz ak dłuigo....i nawet kiedy było dobrze to nigdy nie bylo tak dobrze jaki kiedys kiedy tego problemu mnie było. marwtie sie ze to juz nie wroci. ale wiem tez to ze nie chce zyc bez Niego. Jest najblizszym mi człowiekiem...myuslalam zeby pokjsc do psychiatry ale wybieram sie zaraz do kosciola....bo wiem ze tam moge znalesc sile...

czasem sie zastanawiem dlaczego mi sie to przytrafilo? czyzbym za barzo byla szczesliwa? bo umilam i czułam milosc do kogos! Cudnie bylo czuc taka wspaniala milosc, mozna, pewna, niepodwazalna, bez watpliwosci!!!!!

od kiedy miewam te problemu nigdy ( nawet jak bylo nawet dobrze) nie bylo tak fakjnie jak wtedy kiedy nie bylo tych problemów? czy taki stan kiedys jeszcze wroci?

czasem zdarza mi sie maksymalnie wylaczyc i cieszyc....ale czasem wariuje...On mnie przytula a ja mysle czy tego chce! Obłęd...zaraz po ty,m chce mi sie plakac bo minal czas spotkania a ja chgce go jeszcze zatrzymac!!!

jak przy tym nie zwariowac....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Byłam kiedyś z kimś kto miał nn. Zostawił mnie. Bycie z nim nie było proste, ale bywało cudowne. Często bronił do siebie dostępu, zachowywał się jakby niczego nie chciał i nie potrzebował (myślę że nie pozwalał sobie chcieć), nie tylko uczuć, ale także rzeczy. Ale gdy bez proszenia dostawał prezent, czy ciepło, bliskość- rozpływał się jak mały chłopiec. Odszedł w okresie kiedy miał bardzo nasilone natręctwa. Bagatelizował to, ale przy nn takie „bagatelizowanie” to chyba tylko maska dla innych, pod którą się cierpi. Nie wiem czy nie „przegrałam” z chorobą, która nie pozwala nikomu się do niego zbliżyć... :( Będąc z nim wtedy zaczęłam się czuć brzydka, nudna, nieatrakcyjna... Kobieta odbija się w oczach mężczyzny, którego kocha. Jednego dnia odbijałam się w nich piękna i nadzwyczajna a następnego- nudna i nijaka, następnego znowu fantastyczna, a kolejnego- beznadziejna... Piszę o tym żebyś nie zapomniała, mimo swojego cierpienia i męki, że związek to dwoje ludzi, a nie tylko twoje lęki i fobie. Druga osoba też czuje, odbiera twoje sygnały. Pamiętaj, że twój mężczyzna może cierpieć. Tylko szczerość i rozmowy są rozwiązaniem- ale nie przesadź, nie zamęcz tego „kotka” jakim jest wasza miłość na śmierć. Ja nie wiem czy mój ex zostawił mnie bo się odkochał, czy w wyniku rozważań takich jak Twoje. Wyjechałam i może już się o tym nie dowiem. Wiem że nigdy nie był żadnej decyzji pewien, a tej o odejściu - na 100 %. Tak mi powiedział. Jeśli któregoś dnia zyskasz taką pewność- podejmij decyzję. Ale jeżeli już dziś wiesz że to choroba, jeżeli raz jest 0 % a raz 150%- nie rób tego, bo unieszczęśliwisz dwie osoby. Pozwól mu się kochać. Powiem od siebie: bycie z wami, chorymi na nn bywa trudne i upierdliwe, ale bywa też fantastyczne, i jeżeli ktoś zdecydował się z tobą być- naprawdę tego chce i widzi w tobie pięknego niezastąpionego cudownego człowieka. Uwierz mi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za te słowa... ja nawet mie wiem co mi jest...mogę sie tylko domyślać...wczoraj odkryłam to foru,m a dziś już rozmawialiśmy ja i moj chlopak o tym czy nie powinnam wybrać się do psychiatry...On jest naprawde wspaniały- powiedział, że moja choroba (gdybym rzeczywiście była chora) nic nie zmieni bo bardzo mnie kocha...a ja to czuję :)

Podejrzewam, że gdyby nie On już by mnie na tym świecie nie było ...

Jest jedynym człowiekiem, który wie co w moich zakamarkach serca sie dzieje...dziś był nawet udany dzień..nawet nie myslałam...starałam się....wiem, że to wróći jak bumerang...najgorsze są poranki....budzi mnie myśl: "O jej czy jest dobrze?" potem wstaję przypominam sobie co się w moim życiu dzieje i tak juz do wieczora mysli płyna.....

jedno jest pewne ja nie chce innego czlowieka przy swoim boku....tylko po co te myśli, po co to bezsensowne sprawdzanie siebie, te ustawiczne badanie własnych reakcji, doszukiwanie sie braku milosci we wszystkim........

te nerwy ....reozdraznienie.... czy ja mam sile by temuy sprostac? jesli tak tio dlaczego twa to juz tyle czasu? jesli nie to co bedzie gorsZe od tego co teraz?

Powiem Wam cos...On jest naprawde wspaniały!!! ;) naprawde! nie zasłużył sobie na te moje "dziwactwa" i dlatego to tak boli.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To nie jest kwestia zasługiwania. Bycie z kimś to nie kara, ani nie nagroda. To fakt, to coś co nie jest ani dobre ani złe. Dobre lub złe może być to co z tym robimy, ale nie sam fakt bycia z kimś. Nie napiszę Ci "nie analizuj" bo wiem, że dla osób z nn jest to przymus, nieodzowność. Ostatnio myślałam raz jeszcze o tytule filmu "Lepiej być nie może"- i zupełnie zmieniła mi się jego interpretacja. Kiedyś myślałam, że znaczy on tyle co "Gorzej niż by mogło być". Ale olśniło mnie i zrozumiałam cudowność tego tytułu- dla mnie znaczy on tyle co "Nie ma innego, lepszego życia, nie ma innego lepszego dobra, nie ma innej, lepszej miłości- to życie, dobro, miłość jakie ci się przytrafiają są twoje i są dla ciebie idealne, przyjmuj je, to wystarczy, nie próbuj przy nich majstrować". Kiedy myślisz sobie, że boisz się że on nie zasługuje na twoje dziwactwa- pomyśl, że przecież on też ma słabości i rozmaite dziwactwa, które Ty przecież znosisz, tolerujesz- co więcej- kochasz je. [/code]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

od kiedy uswiadomiłam sobie co moze mi dolegac...jest inaezj...kiedy łapię się na tym, że myśli napływają, odchodzę od nich i dziś poczułam coś pięknego co od prawie roku już nie czułam...że mój dzień przypomnał dziś dzień sprzed roku właśnie...pracowałam nad magisterką, bez myśli...kiedy wracały odpychałam je....bo wytraczy mi tylko dłuższa myśl a mogę się pogrążyć tak jak wtedy kiedy 2 tygodnie nie wychodziłam z łóżka...to trudne ale bede walczyc...najgorsze jest ta koniecznosc analizowania wszystkiego...przykład...zdenerwuje mnie a ja doszukuje sie w tym braku milosci. Kiedys ztrezliłabym focha a dzis rozwodze sie nad soba czy to przypadkiem nie objaw braku milosci...kiedy wraca potrezba takiej interpretacji mojego zdenerowania wymiekam....wqurza mnie to ustawiczne sprawdzanie swoich uczuc....poczuje potrzebe by do Niego zadzwonic- i skacze do góry z mysla: jest dobrze! nie mam ochoty na pocałunek- O Boze chyba go nie kocham....i tak w kółko! trudne jest jeszcze to ze nie umiem wyobrzić sobie przyszłości....ZADNEJ...ale przechodzac do meritum...jest mi odrobine lepiej.........

 

[ Dodano: Czw Gru 28, 2006 6:16 pm ]

szarotka dziekuje! odkrywasz przede mną kwestie o których nie pomyślałabym nawet...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Aniu jak wiesz to ja zalozylam ten temat i mam dokladnie to samo co ty... wiesz co od 3 tygodni biore seroxat i pomogl mi! jeszcze nie dokonca ale wiara ze on pomaga i chyba rzeczywista pomoc tego leku daja mi jakies tam sily.... piore polowke bo jak bralam tydzien 20 mg to nie czulam nic zadnych uczuc co mnie jeszcze bardziej zdolowalo i zszokowalo, staram sie w ogole nie myslec o moim problemie! i seroxat chyba tez w tym pomaga, dzis przezylam super dzien bez takich mysli i bede sie starala dalej! szybko przeczytalam co napisalas nie chcac sie zabardzo wczytywac bo znowu bym sie nakrecila.... zycze ci kochana wszystkiego dobrego! napisz jak bedziesz czula sie lepiej i wiedz ze z takim typem natrectwa nie jestes sama!!!!! Ja tekze sie modle i goraco wierze ze to pomaga, oczywiscie jak rano wstaje to pierwsza mysl jest taka sama jak u ciebie ale przez samozaparcie i chyba ten seroxat jest juz o niebo lepiej ( nie chce zapeszac :( ) rowniez organizuje sobie tak dzien by nie myslec o tym, i jak wstaje mysle sobie bedzie dobrze!!!!! i wiem ze moj chlopak jest tylko moj i nikogo innego nie chce! powodzonka ci zycze nie jestes sama!!!!!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×