Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 14 lip 2010, 13:33
Zagubiona

Kilka z tych podpunktów mogę zapisać do Siebie... Widzisz, po 12 latach związku ma prawo brakować Ci namiętności itp. Co prawda jak się związek urozmaica to można tego ominąć. Dla mnie masz typowe objawy nerwicowe. Somatyczne ( bóle, uściski ) jak i psychiczne ( lęk, apatia, niechęć ).
Ciebie to dopiero dopadło jak się zaczęłaś nad tym zastanawiać przez koleżankę. Moim zdaniem tu nie chodzi o brak miłości to męża, tylko silny lęk, że tej miłości może nie być. Miłość to nie są motylki w brzuchu, bezustanne myślenie o drugiej osobie, chęć ciągłego patrzenia się na siebie i współżycia, ciągłe wydzwanianie itp. To jest zakochanie, czyli jeden z etapów "miłości". Zakochanie czyli ogień, który każdy ma w życiu przynajmniej raz, ale zawsze czy tego chcemy czy nie w końcu wygasa. Wtedy powinna być miłość, ale nie zawsze każdy jest w stanie ją wypracować, bo miłość to sztuka. Wzajemny szacunek, wspólne rozmowy ( trzeba mieć o czym ), wsparcie, decyzja o stworzeniu związku. Jak nagle nasz stan narkotyczny zakochania mija, to wiele osób dopiero zaczyna widzieć wady i zalety drugiej osoby, ale wtedy może już być po ślubie, który wzięli na narkotycznym stanie miłości ( mówię narkotycznym, bo chodzi o podniesienie hormonów w mózgu ). Moim zdaniem chcieć wypracować miłość to móc. Ty jesteś aż 12 lat w związku. Jestem pewien, że ta miłość na pewno istnieje, tylko teraz jesteś tak nabita myślami, że sama sobie z tego nie zdajesz sprawy. Ponad to lęk wydaje się być tak realny, że zaczynasz w to wierzyć, dołować się itp No właśnie, dołowałabyś się gdyby Ci nie zależało? Bo mi się nie wydaje. Moim zdaniem masz właśnie problem nerwicowy, ale to jest moje zdanie. Piszę Ci to bo sama tego oczekiwałaś jak mówisz.

Widzisz i mój przypadek jest nieco inny i tu proszę Cię o swoją wypowiedź. Możesz sobie dopełnić to co napiszę w skrócie cofając o kilka stron.
Poznałem kiedyś dziewczynę, pare lat temu na internecie. 3 lata straszą, miała wtedy 19 a ja 16. Oczywiście strasznie mnie podniecały z nią rozmowy itp. Później nie gadaliśmy, ja poznałem inną taką, z którą przeżyłem "zawód". Mówiła mi, że mnie kocha, zapraszała do siebie itp, ale po jakimś pół roku bodajże czasu jak miałem do niej jechać, powiedziała mi dzień przed wyjazdem, że nie chce. Złamała mnie totalnie... Z tą pierwszą dziewczyną usłyszałem się ponownie po 3/4 latach. Rozmawialiśmy na GG, w sumie coraz częściej. Ja już byłem uprzedzony co do takich spraw i ona mi powiedziała, żebym się nie zakochiwał w niej. To mnie wtedy ruszyło, poczułem uścisk w brzuchu, jakby odmowę... Mimo wszystko chciałem się w to zaangażować, zrobiliśmy to oboje. Z początku bardzo mnie to cieszyło. Byłem naprawdę zafascynowany i przejęty. Bardzo zazdrosny jak to na odległość, nieufny, kłótliwy... zacząłem się kłócić z nia o byle co i denerwować jak mi odpowiedziała nie tak, jak chcę usłyszeć odpowiedź. Wiedziałem, że nie mogę tego błędu powtórzyć z kolejnego związku i jakoś to w sobie zabiłem, ale na tyle, że nie czuję tego teraz wcale... ( no czasem jak przyjdzie co do czego ) i jest mi dziwnie. Pisałem jej wiersze, śniłem o niej. Robiło mi się ciepło na sercu. Czułem, że to to, ale nie tak do końca chyba podświadomość po poprzednim razie pozwoliła mi się zaangażować i miałem wątpliwości, które odpychałem. Chciała przjyechać, więc nie chciałem jej tego odmówić. Kiedy przyjechała było cudownie. Oczarowała mnie swoją urodą odrazu. 2 Dni bez lęków. Było nam cudownie, kochaliśmy się. Wcześniej wyobrażałem sobie, że jak będzie odjeżdzać będę machał z uśmiechem jej jak będzie w pociągu. Kiedy z rana zbieraliśmy się, jak odjeżdżała ( była z bratem ), to nagle coś we mnie pękło, strzeliło... Zrozumiałem, że ona wyjeżdża i znów będzie to taka rozłąka. Zacząłem popłakiwać, ale trzymałem to by jej brat nie widział. Okropnie to przeżyłem, ale jak już pojechała, wracałem całą drogę do domu i płakałem będąc pewnym, że TO ONA!!! I że ją kocham. Mimo wszystko po wejściu do mieszkania płakałem dalej. Widziałem kubek z herbatą, której nie dopiła, krzesło odsunięte na którym siedziała, leżankę, na której spaliśmy... Obok tylko martwe przedmioty, maskotki... Poczułem ból, jakbym stracił coś najcenniejszego w życiu. Po tym byłem pewien. Po tym zdarzeniu wątpliwości wróciły i raz jak rozmawialiśmy, czułem się dziwnie wobec niej i nagle jak poszedłem na dwór z psem uderzyła mnie myśl "Ty jej nie kochasz!". Rozpłakałem się... miałem wrażenie, że faktycnzie tak jest. Przez 3 dni miałem bóle brzucha, prawie nic nie jadłem, płakałem w kółko, zacząłem jej dawać lekko do zrozumienia, mówiąc o braku uczuć w nerwicy i o tym, że mnie to prześladuje, ale ją zraniłem i po tym płakałem jak świnia. Czułem winę i fakt, że ją straciłem... nie rozstaliśmy się, ale to gnębiło i gnębi mnie dalej. Czasem bardzo. Wczoraj z reguł miałem silną chęć sprawienia jej niespodzianki, ale dziś rano już wstałem taki wyobcowany...
Jestesmy związkiem na odległość. Widzieliśmy się łącznie z 10 dni ( 2 spotkania ). Boje się, że to się wypaliło, albo nic nawet nie było. Przeraża mnie ta myśl, zaczynam wszystko analizować i dochodzę do wniosku, że tak było, ale płaczę i nie chce się poddac. Jak sobie myślę, że mielibyśmy nie być razem w życiu, to chce mi się płakać... a ja CHCĘ BYĆ TYLKO TEGO PEWIEN! Czuć to... może też jestem głupi i doszukuje się tylko zakochania?:/ Mogło minąć, chociaż za szybko i też mnie to martwi... a chciałem mieć z nia dzieci... dalej chcę! JA za nią życie bym oddał!!
Przepraszam za chaotyczny post, ale powiedz, co o tym myślisz?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona82 14 lip 2010, 16:57
Carlos
Ja myślę że Ty chłopie za wiele od siebie wymagasz!Chciałbyś czuć, kochać, przezywać...a jesteście daleko i nie macie jak budować ze sobą bliskości, relacji... Nie możesz zweryfikować swoich lęków i obaw bo jej przy Tobie nie ma. Gdyby była- z czasem pewnie byłoby Ci łatwiej. Poza tym widzę u Ciebie podobną do mojej cechę- romantyzm. Chciałbyś wzniosłości, miłości jak z bajki, pewności całe życie. Tak się nie da... Wątpliwości ma każdy, ale nie każdy je przezywa tak jak my, nie u każdego przybierają one postać obsesji... Im bardziej ich nie chcesz, im bardziej sie ich boisz, tym mocniej Cię gnębią. Z czasem kiedy je racjonalizujesz i przyzwyczajasz, to ich brak jest również powodem do zmartwień... Bo skoro ich nie ma to może nie zależy? Ja myślę że jest w nas baaardzo dużo ukrytego strachu- że nie mamy szans, prawa do tego żeby być w pełni i na długo szczęsliwymi, że nam się to nie uda, że na to nie zasługujemy... No bo skoro innym np. w naszej rodzinie się nie udało, to niby dlaczego nam ma się udać? Trudne jest to wszystko bardzo... Nigdy nie jesteś niczego do końca pewien, za każdą myślą idą kolejne, koło się napędza... Ale nie można przeżyć tak całego zycia. Trzeba się uczepić jakiejś pozytywnej myśli i jej podporządkować resztę, starać się cieszyć z tego co mamy wbrew wszystkiemu... Wiem jakie to trudne. Kiedy moja choroba nie była w takim rozchulaniu jak teraz, przez 7 lat radziłam sobie z moim kochaniem/niekochaniem... Troszczyłam się, cieszyłam na powroty mojego Kotka, gotowałam obiadki, spędzałam z nim każdą wolną chwilę...a i tak wątpiłam... I nagle kiedy poczułam że kocham...zapragnęłam uciec...o ironio... Momentami brak mi sił. Były takie sytuacje, że już jedną nogą byłam u mamy...Miałam w sobie nagły impuls działania, czułam że muszę coś zrobić, zburzyć, zniszczyć... Czułam że kocham, chcę, a nie potrafię...Bezsilność, totalna bezsilność... Trzymały mnie wtedy myśli...że będę tego bardzo żałowała, że nie można się tak łatwo poddać po 12 latach. Pomagały też momenty wytchnienia-chwile kiedy patrzyłam na niego i czułam że jest taki cudowny, taki przystojny, taki kochający... Ma trudny charakter-jest uparty i zamkniety w sobie, ale kocha mnie-okazuje to i udowodnił nie raz! Nie wiem jak to będzie jak teraz wróci do domu- bardzo się tego boję...ale codziennie piszę sms-y. Wczoraj kiedy zadzwonił-uśmiechałam się sama do siebie.
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
09 lip 2010, 12:50

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 14 lip 2010, 18:38
Ha ja też na to zwracam uwagę! Zazwyczaj jak piszę z moją dziewczyną to robi mi się uśmiech na twarzy. Ostatnio jak myślałem, że będziemy powiedzmy mieć dzieci w przyszłości to też uśmiech się robi :) Zawsze mi się robił. W sumie tak, masz rację z tym "romantyzmem". O miłości ludzie nie uczą. Głównie poznajemy zakochanie, widzimy je w telewizji, czytamy o nim w szkole. O miłości też, ale bardziej zwracamy na ten jak to nazwałem "narkotyczny stan" i jego się doszukujemy... A ja chcę żyć z moim skarbem już po wsze czasy ;) I nie zwracać na nikogo innego uwagi. Faktycznie trzeba zmienić jakoś swój pogląd na związek. :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona82 15 lip 2010, 12:58
Witam Was
Byłam dziś u psychiatry. Zmienił mi leki z asertinu na lafactin. Brał ktoś go może? Poza tym dostałam alprox w razie niepokoju i lęku. Nie stwierdziła ostatecznie nerwica. Powiedziała że objawy nerwicowe to ma każdy i że przyczyn moich wątpliwości będę przepracowywać na terapii. Zdołowałam się... Może ja naprawde nie chcę, nie kocham..tylko się zmuszam, coś sobie ubzdurałam...
Czy Wy też macie myśli że nie chcecie być już ze swoimi 2 połówkami? Jak wtedy reaguje Wasz organizm i jak to się odbija na relacjach?
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
09 lip 2010, 12:50

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 15 lip 2010, 13:17
Jak się wtedy czuję jak tak sobie pomyślę? Hmm, źle. Odrazu mam obniżony nastrój... Czuje się winny, że zawróciłem komuś w głowie. Czuje się źle, że nie umiem komuś czegoś dać. Czuje się jak taki wyjątek, bo wszyscy inni jak widzę poznają się i kochają po jakims czasie, to wtedy czuje się nie jak człowiek ale jak jakaś pusta w środku istota... dostaję lęków, zaczynam być sennym, nic mi się nie chce, dołuje się... Organizm? Kłuje mnie w okolicach serca albo i w samym sercu, czasem ściska w brzuchu, czasem mam parcie na stolec jeżeli dojdzie do silnego lęku z tego powodu.
Masz podobnie może?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona82 15 lip 2010, 13:27
Ja mam wtedy silny lęk- ściskanie w dołku, mdłości, drżenie rąk, całkowitą niechęć do niczego...I mam silną potrzebę szybko uciec- najlepiej do mamy-byle dalej od niego...Ale myślę zawsze wtedy że będę świnią, że już nigdy nie ułożę sobie życia, że jestem egositką, albo że zaraz kogoś poznam i się zakocham i w końcu będę miała swoje motylki... Potem mam wyrzuty sumienia że podchodzę do tego tak racjonalnie...
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
09 lip 2010, 12:50

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez isabella_28 15 lip 2010, 20:36
zagubiona82,
Czy Wy też macie myśli że nie chcecie być już ze swoimi 2 połówkami? Jak wtedy reaguje Wasz organizm i jak to się odbija na relacjach?
reaguje bardzo zle,rece mi sie poca,zaczyna mi bic mociej serce,chce mi sie plakac,glowa mi peka od bolu mysli-dziwne uczucie,uczucie zniecierpliwienia.
Ogolnie chcialam jeszcze Wam napisac,ze najczesciej te glupie mysli sa wtedy kiedy nic sie w moim zyciu nie dzieje,jest dobrze,nie brakuje mi pracy,ani pieniedzy.Z chwila innego rzeczywistego problemu chore mysli odchodza jakby w niepamiec.Nie zastanawiam sie nad nimi bo wtedy priorytetem jest cos o wiele powazniejszego.
isabella_28
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 15 lip 2010, 21:22
No mamy troche inne objawy... Ja z początku miałem silne bóle brzucha, uściski żołądka, brak apetytu, kłucie serca, płacz, lęki, smutek... Ale teraz mnie tak wypaczyło, że tragedia... DZiś pokłóciłem się lekko ze swoja i estem na to obojętny :( też mnie to denerwuje. Chociaz już od tej godziny kilka razy o niej myślałem, to tak jakby bezemocyjnie. :/
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez isabella_28 15 lip 2010, 22:13
carlos, ja mam tak,ze wtedy gdy moj Ukochany pokazuje rozki robi mi sie lepiej,bo wiem,ze On tez nie jest idealny i np to On moze mnie zostawic i co ja wtedy poczne?>Zaczynam wtedy panikowac i wkoncu myslec trzezwo.Rowniez mysle sobie a Ty niedobry jak ja Ciebie zostawie to znaczy ,ze na to zasluzyles itd itp.
Czyli moral taki,ze mamy za dobrze.Za bardzo tolerancyjnych partnerow.Zbyt mocno Nas kochaja.Sa slodcy,zakochani,cukierkowi i dla Nas idealni i my na Nich nie zaslugujemy.Dlatego lepiej jak jest jakas rownowaga w zwiazku,klotnie itd.Wtedy chyba jest zdrowiej dla Nas.

[Dodane po edycji:]

Odnosnie mojej poprzedniej wypowiedzi mysle,ze jak jest za dobrze,organizm zaczyna sie doszukiwac wlasnie tych spaczonych mysli,jakiejs adrenalinki,zamartwiania sie.Niewiem juz myslalam nad wielona teoriami.Tak sobie to tlumacze.Wiadomo,ze to jakas abstrakcja jest podczas atakow.To tak samo jak sprawdzanie kurkow w kranie 20 razy,niewiemy dlaczego to robimy,ale cos nas do tego pcha.Jakas sila wyzsza.
isabella_28
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 16 lip 2010, 01:28
Wiesz... U mnie niestety ale myśl, że partnerka mogłaby mnie zostawić daje mi ulge w sensie nie mam wyrzutów sumienia. Tak jakbym no nie brał winy na siebie za porażkę... W ogóle nie budzi się we mnie zazdrość..Jak sobie pomyślę, że ona z kim innym, chociaż jak przychodzi co do czego to jednak reaguje... wcześniej dosyć nerwowo ( już podczas wątpliwości ) teraz jednak mało... wypaliły mnie te lęki ale się nie poddam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez panel 16 lip 2010, 09:20
nic by nie bylo bo jest jak jest i ptakiem wisly nie zawrocisz moze jedynie se ulzyc
Offline
Posty
127
Dołączył(a)
04 lut 2010, 05:59

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez tommy_84 16 lip 2010, 22:53
Witam. Moje natrectwa zaczely sie od kiedy zerwalem z dziewczyna ktora mnie zdradzala na poczatku bylem zadowolony ze to odkrylem bop wkoncu lepiej wczesniej niz pozniej noi poza tym to zadna szczegolna dziewczyna nie byla na ktorej mi mocno zalezalo. Po pewnym czasie zaczalem sobie wmawiac ze ja jednak kochalem i ze to ja ja skrzywdzilem i ze ona np ma dola przez to ze ze mna nie jest. Ubzduralem sobie ze musze jej powiedziec ze ja tez zdradzilem to wtedy zrozumie ze ja tez jestem zly i nie ma czego zalowac fakt ze zdazylo mi sie zdradzic ale wiem ze juz bym tego nie zrobil. Jak juz to powiedzialem znowu cos innego sie uroilo ze ja skrzywdzilem bo mi sie nie podobala a ona tego nie wie. Co chwile do niej zdzradzalem i sie pytalem czy napewno ona tez mnie zdradzila itp. Problem skonczyl sie gdy zapoznalem nowa dziewczyne w ktorej sie zakochalem naprawde. Poczulem ze jestem szczesliwy i ze juz jest wszystko ze mna dobrze. Po pewnym czasie wyplynalem na dwa miesiace jest to moja praca. Na statku wszystko wrocilo gdy odezwala sie byla. Wmowilem sobie ze skrzywdzilem moja dziewczyne bo z nia pisalem na gg nastepnie ze byla jakas klatwe na mnie rzucila co chwile inne glupoty. Teraz od okolo tygodnia wmawiam sobie ze mi sie moja dziewczyna nie podoba i probuje szukac w niej wad. Wmawiam sobie ze mnie klamie ze musza ja spytac o glupie pytania np czy z kims pisze lu czy napewno mowi prawde mimo ze wiem ze jest bardzo wporzadku i nie klamie. Rowniez wmawialem sobi ze mam schizofrenie a ostatnio ze mam chorobe Ortella gdyz jestem zazdrosny. Te mysli zajmuja mi cale dnie wmawiam se nawet ze ktos inny jest mi przeznaczony a nie moja dziewczyna czuje przy tym straszny lek i sie poce az sie wytrzymac nie da tego strachu. Czy ktos ma podobnie?? Czy to nerwica natrectw?? Prosze o pomoc:(:(
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
16 lip 2010, 22:34

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez carlos 16 lip 2010, 23:19
Mi tak ciężko jest cokolwiek powiedzieć. Najlepiej jak to opowiesz jakiemuś specjaliście, bo my tu DIAGNOZY nie stawiamy tylko ewentualnie OPINIĘ. Nie jesteśmy lekarzami. Mi Twoje objawy z początku były podejrzane, dziwne i straszne jak to nazwałeś "urojenia", ale świadomość tych urojeń racze, a nawet na pewno moim zdaniem wyklucza ich prawdopodobność. Chyba naprawdę za dużo myslisz.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Sycylia 17 lip 2010, 14:26
Witam. Mam podobny problem do waszych. Ciągle zastanawiam się czy to jest prawdziwa miłość, i czy na pewno coś czuję do partnera. Nie rozumiem co to jest prawdziwa miłość, stawiam sobie co róż to nowe pytania. Jednak nie wyobrażam sobie życia z innym człowiekiem, i bardzo chcę z nim być, jednak te problemy już mnie dobijają. Doszukuję się wad, kreuję sobie różne dziwne obrazy i oblicza mojego partnera. Czasami doprowadzam się do stanu gdzie wszystko jest mi obojętne, jednak gdy myśli mi trochę odejdą i robię się ciut spokojniejsza to wtedy wiem, że nie chce być z nikim innym. Dodam jeszcze, że w okresie 12-15lat miałam niemiłe doświadczenia odnośnie płci przeciwnej. Co mam robić?, Co byście mi doradzili?, nie mam już sił.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
17 lip 2010, 14:17

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do