czego się boimy? Lęk przed.................

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Jaki jest Twój lęk?

Ankieta wygasła 12 gru 2009, 14:25

boję się śmierci
46
21%

..zdrady
9
4%

przed bliskością- nie umiem okazywać uczuć
17
8%

dotyczący obrazu własnej osoby (związane z niską samooceną
32
15%

lęk przed nieznanym otoczeniem
17
8%

lęk przed chorobą i cierpieniem
62
29%

lęk przed przemocą w domu
1
0%

lęk przed niezaspokojeniem potrzeby akceptacji, osamotnienie w rodzinie
5
2%

lęk moralny ; lęk przed superego czyli własnym sumieniem; poczucie winy, wstyd;
22
10%

lęk anankasytczny; związany z poczuciem przymusu wykonywania czynności, pod wewnętrzną groźbą kary za ich niewykonanie;
5
2%

 
Liczba głosów : 216

Avatar użytkownika
przez marcja 11 lip 2006, 12:37
U mnie tragicznie jest wieczorami-wydaje mi sie,że wariuje,sto myśli na minte,nie moge sie na niczym skupić,serce wali.Koszmar po prostu.Ktoś tez tak ma?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2365
Dołączył(a)
29 cze 2006, 23:07

Avatar użytkownika
przez DarkAngel 11 lip 2006, 23:06
U mnie było różnie....na poczatku z rana dreczyły mnie nudności (ale zapewniam, ze to nie ciąża :D ) i zawroty głowy.....z czasem wszystkie te objawy przeniosły sie na wieczór i doszło kołatanie serca i duszności......
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1538
Dołączył(a)
24 wrz 2005, 01:59
Lokalizacja
z babcinej kołdry

przez Mrówka 12 lip 2006, 11:53
RANO!! Zdecydowanie, życ mi się ine chce i jak pomyślę, że musze stawić czoło trudnościom dnia ( trzeba przyznać, ze mi kłopotów serio nie brakuje) to jestem przerażona...jak są dni wolne i mogę z godzinę poleżeć po przebudzeniu, to jakoś stopniowo dochodzę do siebie...Wieczorem najlepiej funkcjonuję, tyle tylko, że z powodu natręctw( ciągłe bieganie do łazienki, albo przesiadywanie tam) nie mogę spać.
Cała rzecz w tym,by mieć trochę względów i troski o Innych - Kubuś Puchatek
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
18 cze 2006, 16:23

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez duskfall 12 lip 2006, 19:33
zdecydowanie wieczorem i w nocy
Offline
Posty
176
Dołączył(a)
21 sty 2006, 02:30
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez Andhariel 12 lip 2006, 20:07
U mnie zalezy rano przewaznie jest ok po południu tez wieczorem tez nie jest zle chyba poraz nie ma znaczenia wszystko zalezy od tego kiedy zaczne sobie cos tam wkrecac czy od jakiesjs sytuacjii.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
69
Dołączył(a)
12 lip 2006, 17:57
Lokalizacja
woj. Łódzkie

przez Qvo 12 lip 2006, 20:19
Rana nieciekawie, za dnia różnie
Wieczory przeważnie są dobre : )
"Masz jeszcze jeden dzień żeby uciec ukryć się nie chcesz być stracony więc szukasz osłony ktoś wydał wyrok więc wciąż uciekasz chowasz się... Tam Twój schron, gdzie Twój dom"
Qvo
Offline
Posty
78
Dołączył(a)
24 cze 2006, 19:24
Lokalizacja
D-ca

Avatar użytkownika
przez Krilan 13 lip 2006, 07:57
U mnie to chyba zależnie od sytuacji, ale najczęściej w nocy, w pracy, jak rano przyjde do domu jest ok, ale popołudniu znowu zaczyna się "koncert".
Avatar użytkownika
Offline
Posty
85
Dołączył(a)
10 lip 2006, 12:45

przez Joasia 13 lip 2006, 08:31
ja najgorzej czuje sie pod koniec dnia ....wtedy czuje ze juz moj organizm jest wyczerpany po calym dniu i wtedy juz najlepiej bym sie polozyla spac ....a znowu rano czuje sie wypoczeta i gotowa do zmierzenia sie ze swiatem narazie jeszcze mam na to sily.....
Offline
Posty
57
Dołączył(a)
10 lip 2006, 23:53
Lokalizacja
T........

przez Piotr_1978 13 lip 2006, 09:36
Wcześniej pisałem że czuje się gorzej wieczorem ale ostatnio coś czuje się żle i rano pózniej w południe jest jako tako i wieczorem znów żle.
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
30 cze 2006, 16:13

lęk przed egzystencją...

przez Ashmir 30 lip 2006, 03:21
Witam!

Mam 16 lat i od 3 lat cierpie na nerwice lekowa w postaci agorafobii. Na poczatku przebieg choroby byl dosc delikatny. Najpierw byl tylko strach przed otwartymi przestrzeniami, potem doszly tramwaje, autobusy... A potem nawet jadac samochodem z rodzicami nie czulem sie bezpiecznie. W koncu doszlo do tego, ze zamiast chodzic do szkoly, szkola zaczela przychodzic do mnie... Dostalem nauczanie indywidualne. Ataki paniki, derealizacje, tak, wszystko to przezywalem... Ostatnio staram sie walczyc z lekiem... Wychodze z domu coraz dalej i czesciej. Probuje jezdzic srodkami komunikacji miejskiej... Jednakze... Od pewnego czasu pojawila sie w moim zyciu bardzo uciazliwa rzecz, od ktorej nie moge sie uwolnic...

Od malego zastanawialem sie nad powstaniem swiata, egzystencja, czlowiekiem, sensem istnienia, ale ostatnio mysli te zaczely napawac mnie okropnym lekiem. Wlasna swiadomosc budzi we mnie strach. Fakt, ze ja istnieje, ze nie wiem czemu i po co istnieje. Jak to jest w ogole mozliwe, ze ja zyje? Dlaczego istnieje akurat w tym ciele a nie w innym? Te pytania bez odpowiedzi budza we mnie ogromny lek. Oprocz tego swiat... Boje sie swiata. Jest taki niezwykly, ze czesto zaczynam sie zastanawiac czy on naprawde istnieje. Nie wiem jak powstal. Nikt nie umie tego wyjasnic. Dowodzi to zatem, ze istnieja rzeczy, ktorych czlowiek nie jest w stanie pojac, a wiec niczego nie mozna byc pewnym. Skoro istnieja rzeczy niewyjasnione to teoretycznie moze wydarzyc sie COKOLWIEK. Boje sie tej niepewnosci... Boje sie tez, ze znikne. Ze siedzac, idac albo robiac cos po prostu znikne. Nie dostane zawalu, nie przejedzie mnie samochod, nie spadnie na mnie nic, ale po prostu w jednej chwili znikne. Przestane istniec. Staram sie oddawac codziennym rozrywkom... Wychodze z przyjaciolmi. Potrafie sie z nimi smiac i dobrze bawic, ale mimo to te mysli strasznie mnie drecza. Moje postrzeganie swiata... Zmienilo sie troche. Co prawda nie tak jak przy ataku paniki, ale mimo to czuje sie inaczej niz kiedys... Kiedys... Jeszcze 2 miesiace temu bylem takim szczesliwym czlowiekiem. Chociaz mialem te pieprzona agorafobie, cieszylem sie z prostych rzeczy. Muzyka, filmy, gry, zainteresowania, widok z okna, moje osiedle, przyjaciele, wszystko sprawialo mi taka radosc. A teraz, gdy zaczalem miewac te obawy stracilem tez chec do zycia... Czasami tez boje sie ciezaru zycia... Boje sie, ze jest za ciezkie... I nie mam tu na mysli nic konkretnego, po prostu, boje sie, ze go nie udzwigne... Czasami boje sie tez, ze nie mam po co zyc... Kiedys zylem dla prostych przyjemnosci, a teraz mysle sobie... "No dobra... Obejrze film, zjem cos, wyjde gdzies i...? Co z tego? Nic...". Wiem, ze napisalem to wszystko strasznie chaotycznie, dlatego postaram sie krotko podsumowac:

- boje sie, ze swiat nie jest realny
- boje sie, ze znikne
- boje sie zycia (tak, wiem, ze gryzie sie z powyzszym)

Czy cos takiego sie zdarza? Czy ktos z Was kiedys cos takiego przezyl lub nadal przezywa? Czy ktos mnie rozumie...?

Pozdrawiam...
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
30 lip 2006, 02:54

Avatar użytkownika
przez agapla 30 lip 2006, 13:48
Wiesz co Ci powiem dużo ludzi nawet zdrowych ma lęk egzystencjalny.Już tak jest że mamy rozum i się często zastanawiamy nad swiatem i wszystkim do okoła, a juz szczególnie lubią sie tym zajmować wlasnie ludzie wrazliwi.Jeżeli chodzi o to że sie obawiasz że znikniesz to nie masz się co martwić jeszcze nikt tego nie dokonał ! chociaż wiele razy w życiu każdego były takie momenty że chcial by zniknąć.Niestety dematerializacja nie jest taka prosta ;) Radzę skupić sie na leczeniu a zobaczysz że wszystko wróci do normy. Pozdro :lol:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

przez betty 30 lip 2006, 14:05
wiem co masz na mysli Ashmir, ja tez nie raz przez takie mysli doprowadzalam sie do bialej goraczki... ale Agapla ma racje... uwazam, ze lepiej nie skupiac sie na tym temacie, bo nikt nam na te pytania nie odpowie... moze dlatego wlasnie potrzebna jest wiara, kazdy w cos sobie tam wierzy i to mu pomaga isc dalej...
nie ma co sie zadreczac, ale skupic sie na tym co robimy na codzien z mysla, ze kiedys do czegos to nas doprowadzi... :D
...usiadl i zrobil najwazniejsza rzecz w swoim zyciu - posluchal tego, czego potrzebowal uslyszec od samego siebie...
Offline
Posty
133
Dołączył(a)
25 cze 2006, 11:52

przez Dust 30 lip 2006, 15:10
Moja chroba właśnie zaczęła się przez myśli o egzystencji.Wcześniej cierpiałem na nerwice lękową,jednaj w dość łagodnej postaci - potrafiłem się cieszyć chwilą itp.Myśli o egzystencji i sensie życia o mało nie doprowadziły mnie do samobójstwa.W tej chwili dzięki lekom jakoś się trzymam,jednak derealizacja i "dziwne" postrzeganie świata nie ustąpiły.Najlepszym zajęciem na zabicie tego rodzaju myśli jest zajęcie się czymkolwiek np pracą itd.
Dust
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Pholler i 26 gości

Przeskocz do