Fobia społeczna!

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez olalo 14 cze 2007, 16:54
Najgorsze jest to, że ma się wrażenie, że ludzie się cały czas na ciebie patrzą. A jak się śmieją, to wydaje ci się że właśnie z ciebie.
Trudno z tym walczyć.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
07 kwi 2007, 17:23

przez anusia 14 cze 2007, 17:08
Wtedy ma się wrażenie, że cały Świat jest przeciwko, czuje się smutek i ten ciężki ból duszy, który ukazuje, że chwilach stresu jesteśmy samotni i zdani tylko na siebie. Ale nie zamierzam się poddawać, to nic, że cała sie trzęsę i nie mogę tego opanować. Nie którzy przeżywają większe tragedię i się nie załamują. Więc ja też nie zamierzam :smile:
Wykreślić ze Świata przyjaźń...to jakby zgasić słońce na niebie
Offline
Posty
114
Dołączył(a)
14 maja 2007, 20:57

przez luri 17 cze 2007, 10:38
Telimenka ja myślę że jeśli lubisz tych ludzi i wydają Ci sie warci twojego zaufana (chociaż człowiek nigdy nie ma pewności) to czasem warto jest zaryzykować i zwierzyć się z swojego problemu, a jeśli jest Ci ciężko to zrobić to spróbuj mówić o tym problemie w sposób śmieszny, nauczyć się smiać sama z siebie, a wtedy napewno Cię zaakceptujabo sama będziesz się akceptować.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 9:55 am ]
Hej :) wogóle ja jestem tu nowa, ale zupełnie wszystkich rozumię. Zmagam się z tymi samymi problemami codziennie, czasem bywa lepiej, a innym razem wystarczy niemiła odzywka kogoś i wszystko we mnie załamuje się. Już wszystko wypróbowałam zostaje mi tylko pójść do psychologa bo inne metody sa krotkotrwałe, ale panicznie sie tego boję bo myślę że wszystcy na poczekalni bedą na mnie patrzyć jak na dziwaka i wytykać palcami. Wogóle to codziennie mam do czynienia z ludzmi strasznie pewnymi siebie, którzy prawie nigdy się nie otwieraja i tym trudniej mi siebie zaakceptować.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
17 cze 2007, 10:02

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez mrs bug 17 cze 2007, 11:42
luri napisał(a):Wogóle to codziennie mam do czynienia z ludzmi strasznie pewnymi siebie, którzy prawie nigdy się nie otwieraja i tym trudniej mi siebie zaakceptować.

Co masz na myśli pisząc "nie otwierają się"? Mi wielokrotnie ludzie zarzucali to, że jestem zamknięta w sobie i brak mi otwartości. Kiedy słyszę coś takiego zawsze jest mi bardzo przykro, bo nikt nie bierze pod uwagę fobii społecznej lub choćby zwykłej nieśmiałości. Przez tą moją "skorupę" czuję się traktowana tak jakbym popełniła jakieś przestępstwo. W moim otoczeniu również są same "wspaniałe" osoby z pasją i jasno wytycznoym celem w życiu, które wszędzie były i wszystko widziały. Wydaje mi się, że SKROMNOŚĆ zakończyła swą karierę i dziś jest uznawana za przejaw jakiejś słabości, coś niestosownego. Za to pewność siebie jest czymś oczywistym i niezbędnym w dzisiejszym świecie. Mi tej pewności brakuje i przeraża mnie arogancja i wywyższanie się innych. I w tym momencie zaczynam się zastanawiać kto tu nie chce się "otworzyć". Ja czy oni? Uważają się za lepszych i nie chcą zniżać się do poziomu innych, słabszych(?). Dlaczego nikt nigdy do mnie nie zagada jak do człowieka? Lepiej jest trzymać się jednej utartej wersji: ona jest cicha i zamknięta w sobie... :(
I want to wake up in your white, white sun
I want to wake up in your world with no pain...
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
28 maja 2007, 16:10

przez Mahadevi 18 cze 2007, 22:17
Mrs Bug, ja bym do ciebie podeszła z najmilszą chęcią:-)))
W liceum zawsze przyjaźniłam się z osobami, które stały z boku, które przezywane były outsiderami, albo uznawane za niezrozumiane, ekscentryczne, czy zamknięte w sobie.
To były wspaniałe przyjaźnie, wiele z nich przetrwało do dziś, bo były to najczęściej bardzo wartościowe osoby, takie jak Ty.
Jak skończysz studia minie Twoja frustracja. To poczucie osamotnienia i inności zniknie. U mnie zniknęło.
Ja zawsze marzyłam jak byłam w LO żeby być jedna z nich (jak śpiewał Rysiu ;-) ) z tych smiałych, uśmiechnietych, promiennych dziewcząt, które sa błyskotliwe w rozmowie i chwalone przez nauczycieli.
Mnie nikt nie chwalił. Polonistka zawsze mówiła o mnie bardzo ciepło moim ordzicom, podobały jej się moje wypracowania i praca twórcza.
Ważne jest żebyś rozwijała swoje pasje i jak najczęściej robiła to co kochasz.
Posłuchaj sobie najnowszej płyty Mansona. Jest też klip na You tube Heart Shaped Glasses. Przesycony namiętnościa kawałek, jestem nim oczarowana. To chyba wpływ nowej miłości Mansona. W ogóle zmienił wizerunek, zpoważniał, bardzo przystojny PAn z niego !

Pozdróooooofki najmilsiejsze!
"I am resigned to this wicked fucking world, on its way to hell, the living are dead and I hope to join them too..."
Marilyn Manson
Offline
Posty
153
Dołączył(a)
11 maja 2007, 19:20
Lokalizacja
Gdynia

przez mrs bug 19 cze 2007, 00:32
Hej Mahadevi
Dziękuję za ciepłe słowa, to dla mnie znaczy bardzo wiele. Nigdy nie będę jedną z "nich". Nie wiem czy to dobrze czy źle...
A nowa płyta jest taka jakby... romantyczna ;) Oczywiście na swój sposób.
Pozdrawiam
I want to wake up in your white, white sun
I want to wake up in your world with no pain...
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
28 maja 2007, 16:10

Avatar użytkownika
przez IceMan 19 cze 2007, 01:22
luri napisał(a):bo myślę że wszystcy na poczekalni bedą na mnie patrzyć jak na dziwaka i wytykać palcami

Jedno mogę Ci zasugerować... inni też nie chcieliby być na tej poczekalni wytykani, więc raczej nie będą robić komuś co im niemiłe ;) (tak też siebie pocieszam bo planuję się wybrać do psychologa jak będę we Wrocku)
mrs bug napisał(a):Lepiej jest trzymać się jednej utartej wersji: ona jest cicha i zamknięta w sobie...

A może jeśli oni nie chcą tego zmienić, to może na ciebie czas? Ostatnio od dobrego kumpla usłyszałem, że gadatliwy jestem :shock: a ja się za totalnego mruka uważałem - trzeba się otworzyć, przynajmniej do paru osób tak jak ja to zrobiłem... a może zrobisz większy krok i spróbujesz czegoś więcej niż ja?
Mahadevi napisał(a):W liceum zawsze przyjaźniłam się z osobami, które stały z boku, które przezywane były outsiderami, albo uznawane za niezrozumiane, ekscentryczne, czy zamknięte w sobie.

Zauważyłem, że wiele z tych natręczywych, gadatliwych osób okazało się fałszywymi ludźmi (to nie zasada!), a większość milczących osób, które specjalnie nie okazywały chęci do znajomości okazało się najlepszymi znajomymi... przyjaciółmi.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

przez marmarc 19 cze 2007, 07:26
Mahadevi napisał(a):.
Jak skończysz studia minie Twoja frustracja. To poczucie osamotnienia i inności zniknie. U mnie zniknęło.

dlaczego? co było przyczną?
Offline
Posty
388
Dołączył(a)
27 gru 2005, 12:28

przez Mahadevi 19 cze 2007, 18:10
marmarc napisał(a):dlaczego? co było przyczną?



Dla mnie studia dzienne / liceum było koszmarem. Byłam przymuszona do bycia z różnymi ludźmi, jakby na to nie patrzeć jest to sztuczne utworzona społeczność. Gdy znalazłam się studiach zaocznych poczułam się dużo lepiej, a pracę możemy sobie wybierać. Jesli atmosfera w danym miejscu pracy nie jest ciekawa, nie potrafimy się na tych ludzi otworzyć, wpsółpracować z nimi, źle się czujemy to mamy możliwośc wyboru. Możemy próbowac zmienic miejsce pracy. W pracy nikt nas nie przymusza do przyjaźni. PRzyjaźnie jeśli się zawiązują są między osobami do nich chętnymi Tam jesteśmy tylko oceniani z pracy która wykonujemy, a nie z relacji między ludźmi. Dostajemy wynagordzenie za okreśłone zadania, które muskmy wykonać.
Ja kończe magisterskie studia w trybie zaocznym (licencjackie ukończyłam) pracuję zaocznie i jest mi zdecydowanie lżej z fobią społeczną w obecnej sytuacji.
W pracy nie zaprzyjaźniułam się zżadną sobó, ale nikt nie ma do mnie za to pretensji. Nikt z tego powodu nie traktyje mnie inaczej, szefowa mnie chali jako pracownika, dostaję premie i podwyżki.
Dodam, że fobia społeczna jest tylko jednym z przejawów zaburzenia które nazywa się "osobowością unikającą". Takze wielu z was pewnie jest w bardziej komfortowej sytuacji.
Z fobią naprawde da się żyć. Nigdy nie leczyłam tego u żadnego psychoterapety, psychologa. Ostatnio chodze tylko do psychiatry bo miałam trudniejszy okres.
Jednakże żyje mi się
o nieboe lepiej niż gdy chodziłam do liceum czy studiowałam dziennie nie czuję się juz tak bardzo oceniana.
Sądze że dla osób z fobią społeczną najgorszy okres to własnie edukacja w srodowisku rówieśników...
Natomiast każdy moze mieć inne zdanie na ten temat. Ta konkluzja jest zbudowana na podstawie moich osobistych przeżyć.

Pozsrawiam Was wszystkich !
"I am resigned to this wicked fucking world, on its way to hell, the living are dead and I hope to join them too..."
Marilyn Manson
Offline
Posty
153
Dołączył(a)
11 maja 2007, 19:20
Lokalizacja
Gdynia

przez mrs bug 20 cze 2007, 00:23
Piotrek napisał(a): trzeba się otworzyć, przynajmniej do paru osób

To nie do końca o to chodzi. Ja mam w klasie kilku dobrych znajomych i nawet jedną przyjaciółkę :smile: , ale większość osób jest do mnie negatywnie nastawiona. To normalne, bo przecież nie wszyscy muszą się lubić, ale ja nie byłam do tego przyzwyczajona, bo nigdy wcześniej nie było, aż tak źle. To pewnie ze mną jest coraz gorzej i staję się nadwrażliwa. Jest mi ciężko kiedy na codzień traktują mnie z góry. Ja próbowałam nawiązywać przyjaźnie, jednak zdaję sobie sprawę z tego, że nie jestem duszą towarzystwa i nie potrafię być taka pewna siebie jak oni, więc mogłam ich po prostu nie zainteresować.
Teraz jest trochę lepiej niż na początku liceum, po tym jak przeżyłam "szok termiczny". Pewnie niektórym moja sytuacja wydaje się normalna i wiele osób najzwyczajniej w świecie olało by to, ale ja wszystkim się przejmuję, biorę do serca :cry: i znaczynam nienawidzić moich "kolegów", ale i samą siebie.
I want to wake up in your white, white sun
I want to wake up in your world with no pain...
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
28 maja 2007, 16:10

przez top23 20 cze 2007, 01:28
Zgadzam się z Mahadevi. Okres edukacji chyba rzeczywiście jest najgorszy, choćby z tego względu, że czasem trzeba coś referować przy całej grupie i wtedy jest naprawdę niewesoło dla kogoś kto ma fobię społeczną. Ja zawsze się nisamowicie denerwowałem przed takimi publicznymi wystąpieniami, a nierzadko nawet unikałem takich sytuacji, nie przychodząc do szkoły/na uczelnię w dzień, kiedy miało być coś takiego. Ogólnie to sporo nerwów straciłem z powodu takich sytuacji, na szczęście już kończę studia, a tym samym moją edukację.
W pracy też być może będę musiał przemawiać do wielu osób, ale pracę zawsze można rzucić jak będzie bardzo źle i znaleźć nową, a studiów rzucić nie można, bo wtedy kilka lat zmarnowanych. W pracy ludzie są dojrzalsi, bardziej wyrozumiali, więc pewnie obawa przed wyśmianiem będzie mniejsza niż w liceum czy na studiach.
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
10 cze 2007, 23:39

Avatar użytkownika
przez IceMan 20 cze 2007, 14:41
mrs bug jedna rada... nie wiem na ile to tyczy się Ciebie, ale miałem w LO sytuację, kiedy zacząłem zgrywać się na kogoś innego niż byłem... ludzie zaczęli się odsuwać, kiedy wróciłem do prawdziwego siebie, lubiała mnie praktycznie cała klasa - włącznie z gościem z którym LO zacząłem od szarpania się i duszenia na przerwie. Poza tym faktycznie nie wszyscy muszą Cię lubić - musisz po prostu znaleźć swoją grupę, swoje towarzystwo z którym będziesz trzymać, a z resztą - cześć i krótka rozmowa na przerwie w szkole - tyle wystarczy... nie można wszystkich uszczęśliwić.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

przez luri 20 cze 2007, 22:17
hejka :) mam pytanie czy ktoś z Was był u psychologa albo w grupach wsparcia? i jak wygląda taka wizyta, czy lekarz sam zadaje pytania czy słucha o problemach ?Ja może nie mam typowej nerwicy ale myślę że sama się czasem nakręcam. Najgorsze jest to że chyba siebie akceptuje ale jak tylko rozmawiam z osoba pewna siebie to moja pewność prawie zanika i zauważyłam że oceniam siebie oczami innych. Jednak na codzień walczę z tym, mam sporo pracy gdyż pracuję w dwóch miejscach i czasem takie zabieganie powoduje, że nie myśle o moich problemach. Kiedyś starałam się żeby wszystcy mnie polubili ale teraz mi już tak nie zależy. Jednak mam już 27 lat a czasem czuję się jak mała bezbronna dziewczynka i dlatego chce to zmienić.
pozdrawiam wszystkich :) a szczególnie "wolność" którą dobrze rozumię :)

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 9:26 pm ]
i jeszcze rada dla "wolność".:Spróbuj zaakceptować siebie staraj się śmiac sama z swoich błędów a bedzie Ci łatwiej, mi to trochę pomoga :)
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
17 cze 2007, 10:02

e

przez Tricky 23 cze 2007, 12:39
Ostatnio edytowano 27 sie 2007, 02:24 przez Tricky, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
23 cze 2007, 12:36

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 25 gości

Przeskocz do