Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
marwil

Lęk przed związkami i bliskością

Rekomendowane odpowiedzi

Bądź z nim szczera, powiedz mu o obawach, lękach, terapii, leczeniu.

Jeśli Cię kocha taką jaką Cię widzi, nie powinno mieć to dla niego żadnego znaczenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A jezeli mu na Tobie nie zalezy - to lepiej wczesniej sie o tym przekonac i powiedziec sobie do widzenia. Nie tracic czasu ani nie hodowac zludzen.

 

Mam bardzo podobnie bo tez doswiadczenia niedobre, zawiodlam sie na niemal wszystkich ktorym ufalam mniej lub bardziej. Od rodzicow poczawszy a na wlasnym dziecku skonczywszy. Nie wspomne o partnerach zyciowych bo tutaj bylo nawet wykorzystywanie mojej szczerosci przeciwko mnie a to juz chwyt grubo ponizej pasa.

Tylko jedna, jedyna osoba nigdy mnie nie zawiodla i byla przy mnie w ciezkich chwilach. Po jego smierci obrazilam sie na Boga i jestem niewierzaca. Bo co to za Bog ktory zabiera zebrakowi ostatnia kromke chleba? Ale potem myslalam - skoro spotkalo mnie take wyroznienie w zyciu, taka bezwarunkowa milosc, troska, zaufanie, przyjazn - jednym slowem: wiez - to ona istnieje i pewnie znow ja spotkam.

I co? I nic. Spotkalam tylko kolejnego toksycznego czlowieka i doszlam do wniosku ze moze to ja nie umiem odpowiednio wybrac, ze moze to we mnie jest ow blad - w takim razie dlaczego WTEDY nie zrezygnowalam tylko uwierzylam, ze warto - i bylo warto.

I nie chodzi mi o tego jedynego czlowieka bo jego juz nie ma - ale o kogos, kto mysli i czuje podobnie. Zeby nie bylo, ze tkwie w przeszlosci bo to nie do konca tak jest. Nie tesknie za czlowiekiem ale za tym, co mi ofiarowal. Za bezwarunkowa akceptacja, byciem dla kogos waznym, troska, cierpliwoscia, wsparciem, empatia, ufnoscia, poleganiem na kims.

Tylko tyle albo az tyle.

Cholera, gdyby byla lepsza pogoda to bym gdzies w pierony pojechala - moze do lasu? Albo w jakies inne fajne miejsce...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja odczuwam teraz coś zupełnie innego. Nie jest to lęk przed bliskością tylko jawna niechęć. Nie zależy mi już po prostu. Ileż można dostawać nóż w plecy? Ile razy można się podnosić? CórkaNocy ja jakiś czas temu również przeżyłam coś takiego jak Ty, spotkałam romantyka, delikatnego człowieka, były jakieś nieśmiałe plany, powtarzanie, że jestem piękna, że wciąż nie może uwierzyć, że to się dzieje naprawdę, wydawało mi się też, że jest między nami pewien rodzaj więzi, która potocznie nazywana jest szczerością, były nawet wspólne plany wyjazdu w niedalekim czasie. I nagle okazało się, że nie ma o czym ze mną rozmawiać, że parzę, że można ze mną znaleźć nici porozumienia, nie da się przede mną otworzyć. Podejrzewam po prostu, że znalazła się lepsza, w porównaniu do której wypadłam blado i się skończyło. Jego słowa dały mi mocno po dupie, do dziś gdzieś tam kołaczą mi w głowie. Między innymi dlatego poszłam na terapię, z cichą nadzieją, że może ktoś mnie naprawi i on będzie żałował każdego złego słowa wypowiedzianego na mój temat. Ale nikt mnie nie naprawi, ja sama siebie też nie naprawię, bo niby jak? Kiedy się nie potrafi sprecyzować problemu, nazwać go ciężko jest cokolwiek zmieniać. Dlatego mnie już nie zależy, nie czuję żalu z tego powodu, mam dość zastanawiania się co ze mną jest nie tak i nie być w stanie znaleźć odpowiedzi. Jestem już tym zmęczona. Teraz na terapię będę chodzić tylko po to, żeby chociaż w minimalnym stopniu wybaczyć sobie ile rzeczy w życiu spieprzyłam i chociaż trochę się polubić. Szacunek do siebie zyskałam ostatnio, ale wciąż jeszcze żywię do siebie niechęć.

Nie wiem więc co Ci poradzić, romantyzm i piękne słowa to są wciąż tylko słowa, najważniejsze są czyny i nic poza tym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czy ktoś miał podobny problem i udało mu się wyleczyć z tego, złagodzić to - nie wybierając życia w samotności?

 

Trudno komukolwiek zaufać po samych nieprzyjemnych doświadczeniach, ale chyba jedyne co można zrobić to przełamywać się i próbować dalej, aż znajdzie się odpowiednia osoba. Poza tym nie ma sensu od razu wierzyć w puste słowa wynikające z zauroczenia/zakochania jeśli nie są poparte konsekwentnymi czynami w dłuższym czasie. Porządną bliskość buduje się długo i nie tylko podczas romantycznych wieczorów, ale przede wszystkim w trakcie życia codziennego. Szybkie angażowanie się może i jest przyjemne z powodu powstających wówczas emocji, ale te emocje zazwyczaj równie szybko się wypalają - porządnej bliskości i związku nigdy z tego nie będzie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A ja odczuwam teraz coś zupełnie innego. Nie jest to lęk przed bliskością tylko jawna niechęć. Nie zależy mi już po prostu. Ileż można dostawać nóż w plecy? Ile razy można się podnosić?
Chyba właśnie wchodzę w ten etap. Nie chcę już się łudzić i wzlatywać na moment, by chwilę później znów się okazało jak naiwna byłam.

 

ja jakiś czas temu również przeżyłam coś takiego jak Ty, spotkałam romantyka, delikatnego człowieka, były jakieś nieśmiałe plany, powtarzanie, że jestem piękna, że wciąż nie może uwierzyć, że to się dzieje naprawdę, wydawało mi się też, że jest między nami pewien rodzaj więzi, która potocznie nazywana jest szczerością, były nawet wspólne plany wyjazdu w niedalekim czasie. I nagle okazało się, że nie ma o czym ze mną rozmawiać, że parzę, że można ze mną znaleźć nici porozumienia, nie da się przede mną otworzyć.
Jak bym czytała o swoim przypadku. Też nagle się okazało, że jednak nie da się przede mną otworzyć, że nie umie ze mną rozmawiać, choć wcześniej było "wspaniałe porozumienie", wręcz wyjątkowe. I na nic były moje starania, by nawiązać komunikację, moje apele o dialog. Z jakiś powodów już się "nie da". I człowiek zostaje w poczuciu, że jest jak ta zabawka, która po paru tygodniach czy miesiącach nudzi się i ciska się ją w kąt. A że ludziom brak odwagi, by powiedzieć szczerze choćby "sorry, to była pomyłka", to zaczyna się festiwal sprzecznych teorii i naciąganych wyjaśnień, które jeszcze bardziej kaleczą.

Mnie już wystarczy.

 

najważniejsze są czyny i nic poza tym.
Dokładnie. Dlatego z czasem odechciewa się mówić, gdy widzi się, jak pusta jest ludzka mowa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No coz, mam okazje sprawdzic to, o czym piszemy, w praktyce. Popartej doswiadczeniami ktore tym razem nie pozwola o sobie zapomniec.

Jest dystans w zblizaniu sie i oczekiwanie na efekty, slowa traktuje jako komunikacje, informacje a nie wyrocznie.

Jest osoba o niskim stopniu dysfunkcji (bo jakas na pewno ma), akceptuje siebie takim jakim jest.

Nie manipuluje. Nie ma ukrytych zamiarow. Wszystko zostaje powiedziane od razu. To daje mi ogromne poczucie spokoju i pewnosci.

Czy dobrze, czy zle - z tym czlowiekiem wiem na czym stoje.

I tu nie trzeba znac sie latami - bo wystarczy niewiele by to wyczuc. Tego sie nie da zagrac, udawac. Moze jak czlowiek jest bardzo mlody ale nie w pewnym wieku. To juz, jak to mowia "noblesse oblige".

Pisalam tutaj i na innych topikach ze sie boje, ze nie wiem jak zareaguje, ze przeszlosc itp.

Jak sie ma z miare trzezwe podejscie do sprawy. I nie oczekuje nie wiadomo czego. I nie boi sie wszystkiego. To mozna probowac.

Nie boje sie niczego - bo czego mam sie bac? Kontroluje swoja sytuacje na tyle, ze moge sie w kazdej chwili wycofac jak zapali sie swiatelko ostrzegawcze.

Nawet gdybym sie zaangazowala emocjonalnie troche bardziej co jest mozliwe. Ale wtedy tez nikt mnie przeciez do tego nie zmusza, nie manipuluje, uczucie sie rozwinie (lub nie) samo z siebie bez sztucznie spreparowanego katalizatora. Nawet jesli uczucie zainstnieje i trzeba bedzie sie, dla wzajemnego dobra, rozstac - pocierpie ile? Miesiac, dwa? No, niech bedzie trzy. A nie przez lata meczyc sie w jakims kolowrocie ktory nas nie satysfakcjonuje.

Powoli zaczynam chciec sprobowac tej bliskosci, jak sie bede czula. Co we mnie wywola, jakie odczucia. Czuje sie na tyle bezpiecznie, zeby to okazac i sprawdzic. I powiedziec otwarcie: czuje dyskomfort, czuje spokoj, czuje ze to mnie przerasta - albo, w najlepszym wypadku (ktory zostawiam na koniec) - po prostu badz.

Hej, czy ja powyzej naprawde to napisalam?????

 

Podsumowujac:

1/ nie taki diabel straszny, jak go maluja

2/ wszystko jest trudne nim stanie sie proste,

3/ wszystko wydaje sie niemozliwe poki nie zostanie osiagniete

 

i chyba najwazniejsze w tym wszystim - nie nastawiac sie na cokolwiek. To jest bardzo trudne ale nie niemozliwe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

aardvark3, bardzo mądre słowa napisałaś. podpisuję się pod nimi obiema rękami ;)

 

CórkaNocy, a na jaką terapię chodzisz?

Poza tym z moją niską samooceną wiążą się też kompleksy, momentami obrzydzenie do własnego ciała

hej, a robisz coś, żeby czuć się dobrze w swoim ciele,żeby je polubić? biegasz, pływasz, chodzisz na siłownię, na jogę, medytujesz? próbowałaś którejś z tych rzeczy? nie chodzi o to, czy jesteś gruba czy chuda, czy masz za mało ciałka w niektórych miejscach, a w innych za dużo, nic z tych rzeczy, tylko o samą świadomość ciała. uprawianie sportu daje Ci poczucie, że robisz coś dla siebie, że o siebie dbasz, że siebie szanujesz i zależy Ci na samej sobie. co najbardziej lubisz robić? w czym się odnajdujesz?

ale jednak boję się, boję się bardzo tego, że jak pozna mnie głębiej zrazi się, zostawi mnie a jeśli mu zaufam, to znowu będę cierpieć...Nie chcę tego zepsuć, bo jednak zależy mi, zależy mi by znowu nie zniszczyć czegoś.

tak jak napisała aardvark3- nie nastawiaj się, pozwól rzeczom się dziać. powiedz sobie, że okej, jest fajnie, ten gość wydaje się całkiem miły, zobaczymy co z tego wyjdzie. może będzie dobrze, a może nie- ale warto spróbować. nie musisz mu od razu mówić całej historii o sobie, przecież zaufania i bliskości nie buduje się ot tak, z dnia na dzień. potrzebny jest czas na budowanie więzi, na to, by rozwinęła się intymność. a sama zobaczysz, w miarę upływu czasu, czy on się do tego nadaje.

 

ściskam mocno kciuki za Ciebie CórkaNocy i za Ciebie aardvark3 też ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podsumowujac:

1/ nie taki diabel straszny, jak go maluja

2/ wszystko jest trudne nim stanie sie proste,

3/ wszystko wydaje sie niemozliwe poki nie zostanie osiagniete

:brawo:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja tez mam problem z bliskoscią ,zaufaniem. U mnie było troche inaczej zawsze ja uciekałam, miałAm dośc duze powodzenie, pare razy usłyszałam,ze ktos mnie kocha , wtedy wiałam gdzie pieprz rośnie. Do 30 -stki mogłam sama sobie wmawiac,ze to jest ok,że jestem młoda i chce sie wyszalęc, że nie spotkałam nikogo w kim bym sie mogła zakochać, ale zaczęlo mi kołatać w głowie w końcu ,że coś jest nie tak,ze mną.

Boję sie uczuć, chodze po imprezach , poznaję facetów a później uciekam, chce bardzo bliskosci, marze o niej i cholernie sie jej boję.

U mnie był kłopot z ojcem, moim zdaniem niestabilny emocjonalnie, agresywny, przemoc fizyczna wobec mnie, doszłam do wniosku,ze podswiadomie boje się zaufać jakiemukolwiek facetowi bo w domyśle mnie skrzywdzi. Nienawidze agresji, bardzo sie jej boję.

Zawsze jak słyszałm,ze ktos mnie kocha wydawało mi sie, nie ,że mnie kłamie tylko, że jemu sie tak wydaje a za kilka miesiecy,lat minie, że jest szczery w tym co mówi, ale myli miłośćz zakochaniem, z zauroczeniem, niektórzy chyba naprawde mylili, ale myślę ,ze było kilku , którzy nie mylili uczuć a ja ze strachu, lęku uciekałam. :hide:. Teraz spotykam sie z kimś, jest cięŻko z moim otwarciem, zaufaniem, ciężko tez z jego otwarciem i zaufaniem, facet też jest zaburzony, ma bardzo odnoszę wrażenie podejscie do uczuć podobne do mnie, boi sie, on miał kłopoty z matką trochę i może na niego to tak zadziałaalo jak na mnie kłopoty z ojcem.

Bardzo zalezy mi na nim jednocześnie się boję, jest troche kłopotów z komunikacją miedzy nami, z powiedzeniem sobie wszystkiego co sie czuje i właśnie z uczuciem, lęk chyba bloluje mnie a jednoczesnie zalezy mi jak nigdy bo w sumie nigdy mi nie zależało na nikim wcześniej, chce spróbować i boje sie jednocześnie bardzo siebie i jego.

Jest mi sie pozatym cięzko przestawic sie na bycie w zwiazku zawsze duzo flirtowałam, dawałam sie podrywac do pewnego momentu gdzies w knajpach, pozwalałam odprowadzać do domu, jakies randki a później ucieczka, teraz jestem u siebie w domu inne miasto poszłam do knajpy i oczywiscie odrazu nawiazałam kilka relacji w knajpie ,ze faceci chciei sie umawiac, brać nr telefonu, z jednym nawet wymieniałam ten nr nie wiem po co w sumie, spotkałam kolege, który tez mnie podrywa i cos tam próbuje, obiecałąm ,ze zadzwonie do tego kolegi ,ale nie zadzwonie, on nie mamojego nr telefonu nie dałam mu.Wiem,ze teraz nie moge tak bo jestem z kimś zwiazana,ze tak nie mozna ,ze musze sie pilnowac,ucze sie zycia, bycia w zwiazku z kims a kim mi zalezy , nie wiem czy wyjdzie , mam nadzieje,ze tak, jest to trudne, chocby ta zmiana zycia,ze nie moge nawiazywac juz relacji takich luźnych ,ale z podtekstem z mezczyznami i boję sie. Unikam raczej wychodzenia gdzies sama na imprezyo u mnie to sie przeważnie konczy poznaniem kogos.wiem jedno nie che więcej ucieka przed bliskoscia, nie che tez czuc tego leku przed bliskoscia, ciagle czuje jednak troche, ale zalezy mi chce powalczyc o ten związek.

Boje sie ,ale ma dosc pustego zycia ,bez rzadnych głebszych relacji ,to nie daje szczęścia na dłuzszą mete i niszczy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dodam jeszcze - a jakby ten moj (jak to sie zgrabnie wyrazilam w rozmowie z przyjaciolka) czynnik meski (ani nie boyfriend jeszcze, przyjaciel tez chyba nie a w jego przypadku uzywanie slowa "facet" to taki brak szacunku, to tak jak mowic na de Volaille filet z kurczaka) po pierwszym spotkaniu powiedzial: nie pasujesz mi. To co? Powiesilabym sie? Moze byloby mi troche przykro bo ego, bo takie tam, bo proznosc kobieca (ja sie na pierwsza randke podmalowalam, ubralam elegancko a ten mnie po brzytwie spuscil, zgroza!) - ale czy swiat by sie zawalil? Czy np internety by odwolano? Albo nie odbyla sie parada na St Patricks Day?

To my sami nadajemy znaczenie wiekszosci spraw w naszym zyciu. Czasem zbyt wiele tego znaczenia podczas gdy nic sie tak naprawde nie stalo, to tylko nasza wybujala wyobraznia.

Znam to az za dobrze i pisze z doswiadczenia.

I tutaj sie klania zrozumienie tych mechanizmow - ale nie intelektualnie lecz emocjonalnie. A to jest bardzo trudne.

Dopiero teraz jest we mnie az taka rownowaga i naprawde to co mowie to robie a nie tylko w ramach myslenia zyczeniowego gladkie klamstewka. A we lbie galareta.

Musialo minac wiele lat. Wiele porazek, klesk nawet. Wiele doswiadczen ktore omal mnie nie zlamaly.

To wszystko wcale nie musialo sie zdarzyc - to tylko ja nie umialam pojac emocjonalnie tego co sie dzieje. Wiedzialam o tym, potrafilam godzinami rozprawiac ale nie umialam tak zyc. Kiksy sadzilam na bogato az mi dzisiaj wstyd gdy o tym pomysle. A madra bylam w gebie ze hej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

teraz to ja wiem też ,ze bałam się bliskosci a tłumaczyłam sobie ,ze nie poznałam nikogo w kim mogłabym sie zakochac, chociaz nadal to trudne jest i prawda tez jest taka,ze nie czułam nigdy nic do nikogo i wiem,ze to nie było normalne,ze ciazył na mnie lęk. Pewne mechanizmy trzeba zroumieć wtedy można sie zacząc sie przełamywac dopiero, chociaz zawsze sie bałam własnie takich historii w moim zyciu o jakich ty pisałaś ,chociaz obiektywnei rzec biorąc to byli porzadni faceci i zalezało im, kolezanki trafiały gorzej i ryzykowały, brały rozwody , ja odrzucałam naprawde fajnych mężczyzn, nie ryzykowałam bałam się angażować .Teraz mi zalezy.Jakbym powiedziała beznadziejny gośc to by było obraźliwe ,ale tak nigdy nie powiem, nawet jak nie wyjdzie.to boli tylko jak zależy na pierwszej randce raczej nigdy nie zalezy to nie ma sie czym przejmowac,ale to moje zdanie tylko.Zaczyna zalezec po pewnym czasie dopiero tak prawdziwie i dojarzale i to jest normalne, u mnie było to dziwne,ze nie zalezało mi nigdy nawet po pewnym czasie.Boje sie tego,ze jak teraz mnie skrzywdzi ten ktos a mnie tyle kosztuje przełamanie sie , to juz nigdy nie bede umiałą sie przełamać w sprawie nikogo, to znaczy pewnie z kims bede, ale bede juz zawsze zamknieta na uczucia, w sumie ja wiem ,ze chyba nie bede sie potrafiła odblokowac drugi raz , tym bardziej sie boję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tahela - mnie sie zas przez wiele lat wydawalo, ze czuje cos wielkiego itp a potem okazywalo sie ze ulatywalo jak powietrze z przeklutego balonu.

Jesli kogos nie nauczono kochac to niby skad ma to znac?

Ale wiedzialam, ze oczekuje sie tego ode mnie. Bylam bystra, doskonaly obserwator, umialam blyskawicznie kojarzyc fakty (analizowanie to skutek uboczny, niekoniecznie upragniony, jak w tym kawale: mieso z psa zmielone razem z buda). Balam sie byc sama. I jako outsider przez wiele lat chcialam pokazac swiatu - wy mnie odrzuciliscie a popatrzcie, ktos mnie jednak chcial, kocha i docenia.

Myslicie pewnie, ze te slowa mi z latwoscia przychodza. Otoz nie.

Oczarowanie, fascynacja... Ktoz tego nie zna? Jak to poczulam to bylam pewna - milosc, kocham te osobe.

A ja ich nawet, k*rwa, nie lubilam! Niczym mi nie imponowali, nie bylo wspolnego porozumienia, nie bylo rozmow - na pcozatku jakies pierdu pierdu. Nie mialam wrazenia ze jestem wysluchana (choc wtedy to ja bylam od sluchania i nie zwracalam uwagi), ze ktos chce mnie poznac, kim jestem, jaka jestem, czy faktycznie sie dla siebie nadajemy. Ja zas bylam pewna ze tak, jak najbardziej bo to oczarowanie dzialalo jeszcze; i nie moglam przeciez byc sama... I mowilam sobie: jakos to bedzie.

Przypominam sobie teraz kilka odrzuconych osob i probuje zrozumiec, dlaczego ich akurat uznalam za niewlasciwych choc nie sadze by byli wiecej zaburzeni niz moi partnerzy. Nad tym sie nie zastanawialam, moze warto?

 

Spotkalam po latach kogos, kogo na poczatku polubilam, z kim zblizylismy sie najpierw jak dwoje ludzi a potem jak mezczyzna z kobieta. I stala sie milosc, ufnosc, wiez.

Po nim bylo dlugo nic i kolejny zwiazek oparty na "jakos to bedzie" z kims kogo nie tylko nie lubilam ale czulam wyrazna niechec.

Do dzis nie potrafie zrozumiec tamtego mechanizmu. Jest to dla mnie tajemnica - ilekroc zadaje sobie pytanie dlaczego - tylekroc wracam z pustymi rekami.

Moze powodu tak naprawde nie bylo? Moze chcialam cos udowodnic - nie wiem: sobie, swiatu?

I do czego to doprowadzilo?

 

Ale milosc znam. Tylko nie umialabym powiedziec tego komus do kogo wlasnie tak czuje. Bo milosc to pojecie w ktorym zawiera sie ogromna tresc. Pojecie umowne.

I jesli sie kogos kocha - to jest i lubienie, i zaufanie, i bliskosc i... no nie wiem co, cala gama odczuc wobec tej jednej osoby. Intymnosc, ale taka prawdziwa, nie udawana - ktora jest po prostu brakiem toksycznego wstydu.

I chyba nie ma innej drogi. Moge kochac tylko kogos z tych osob ktore lubie. Wtedy i tylko wtedy. Wszystko inne to substytut.

Czesto jest tak ze pragnienia wyrywaja sie do przodu i zaciemniaja obraz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
co do bliskości, to aktualnie mam takie sprzeczne myśli, z jednej strony czuję się dobrze, gdy ktoś się mną interesuje czy pragnie jakiegoś zbliżenia, a z drugiej strony bardzo się tego boję nadal, boję się zbliżeń, tego, że ktoś się rozczaruje,

Mialam tak przez wiele lat.

A co bedzie, jak sie rozczaruje? Jak mnie wysmieje na przyklad?

Udawalam. A udawanie to tylko poglebianie dolu w ktorym sie jest. Nie ma wtedy szans na autentycznosc.

I znowu "jakos to bedzie".

 

 

Mówić mu o swoich problemach psychicznych nie chcę, bo z tego co zrozumiałam, nie ma żadnych i nie sprawia takiego wrażenia, tematy czy to depresji czy nawet leków nasennych, zdołowania, lęku, są mu obce. I póki co nie chciałabym go wtajemniczać w ten cały sajgon jaki ma miejsce w mojej głowie.

Nic mu nie mow, masz racje! Sam sie domysli :evil:

Potrzebujesz wsparcia. A jedyna droga jest szczerosc. Nie ma ukrywania. Uwierz mi - to nie ma sensu, przemilczanie waznych problemow. Prowadzi donikad. Jesli sie przestraszy i ucieknie - przynajmniej sie dowiesz ze to nie byl partner dla Ciebie. Pocierpisz ale otworzysz sobie droge na prawdziwa wiez - kiedys tam.

Twoje problemy psychiczne to bardzo wazny aspekt zycia. A pomysl, ze moglabys wygrac dzieki swej szczerosci prawdziwego przyjaciela na ktorego mozesz liczyc.

On nie wie, co sie z Toba dzieje a Ty grasz zadowolona, szczesliwa i bezproblemowa. Domyslam sie tez, ile kosztuje Cie to ukrywanie i jak sie z tym meczysz. I jak sie boisz ze sie dowie i co wtedy bedzie.

A bedzie jak juz wspomnialam wyzej - albo Wasza wiez sie zaciesni albo rozleci. To jest wbrew pozorom doskonaly probierz tego co jest miedzy Wami.

 

też mam podobne odczucia co Ty - boję się ponownego skrzywdzenia, tego że jak już się po raz kolejny otworzę, co będzie dla mnie bardzo trudne - ktoś mnie odrzuci

Niestety - ryzyko jest zawsze.

Dlatego najlepiej mowic prawde jak najwczesniej, zeby to odrzucenie (potencjalne) bolalo jak najmniej.

Problem psychiczny w tym przypadku polega na wkrecaniu sobie takich scenariuszy i braku umiejetnosci wyobrazenia sobie, ze moze sie udac.

Mnie tez negatywny feedback otrzymany z tak wielu zrodel bardzo utrudnial jakiekolwiek wyjscie do ludzi. Ze nie wspomne umowienie sie na zwykla kawe chociazby.

Nie miescilo mi sie w tej mojej skolatanej glowie ze ktos zwyczajnie, po ludzku,moze nie tyle zaakceptowac - co nie miec do mnie pretensji o moja trudna sytuacje. Ze moze mnie lubic, szanowac - za to jaka jestem i z calym dobrodziejstwem inwentarza.

Zreszta - poczytajcie moje wczesniejsze posty na forum dot tego tematu.

Wystarczyl tylko jeden czlowiek ktory dal mi wyraznie do zrozumienia ze jest OK. Ze ja jestem OK i nie ma znaczenia moja sytuacja - a wlasciwie ma bo uksztaltowala mnie wlasnie taka, jaka jestem. To jest jak zdjecie zaklecia, jak antidotum na te trutke ktora mi podawano przez lata.

Jak rowniez pisalam - z tego moze wyniknac nic, ale ja juz swoje korzysci mam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

JA BYM SIE NIGDY NAWET nie umowiła z nikim kogo nie lubię, to mi sie nigdy nie zdarzyło,nawet jak miałm 16,17 lat, trzeba lubiec zeby był związek inaczej bez sensu, to jednak troche jak z przyjaźnia jest z ta miloscia tylko jeszcze seks wchodziw grę. Ja nigdy nie bałam sie byc sama i było mi z tym dobrze, ale jak miałam 30 lat zaczęłam łapać,ze to nie jest normalne, ze cos nie tak jest, czemu kolezanki próbują stałych zwiazków czasem właśnie z takimi beznadziejnymi facetami,ze ja bym z kims takim nawet na randke nie poszła i doszłam do wniosku, ze albo moze jestem dojrzała za bardzo albo od normy zbyt odbiegam bo w końcu i paru naprawdę fajnych pogoniłam.One zakładały rodziny, brały rozwody, były zdradzane a ja nie , nie ,nie chce stałego zwiazku i koniec po prostu kończyłam i tyle, teraz próbuje i mi zalezy, samo to,ze próbuje to swiadczy chyba o wyjatkowosci tego mezczyzny, bo zawsze było u mnie koniec i tyle, najlepsze,ze ja sie z wieloma tymi panami koleguje, mam z nimi konakt i umiałam to pozałatwiać w jakis taki sposób żeby ze soba rozmawiać, trzeba sie było czasem nakombinować,ale relacje sa dobre.Moze nie chciłam popełniac błedów moze to było madre co robiłam a może i nie , na pewno brak zaufania do mezczyzn wyniesiony z domu po relacji z ojcem miał na to jakiś wpływ.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
a i ten lęk, że ktoś uzna mnie za niezbyt urodziwą kobietę.

Zapodam to tak: na swiecie jest chyba 6 miliardow ludzi (niepodaje dokladnych danych bo liczylam jakies 3 lata temu ;) ).

Zalozmy, ze nigdy nie spodobasz sie 3 miliardom (statystycznie), 2 miliardom mozesz sie nie spodobac ze wzgledu na cos tam.

Wciaz zostaje miliard.

Ale ze jestesmy ostrozni i rozsadni - dzielimy ten miliard na pol.

Mamy 500 milionow.

Z tego odrzucamy (statystycznie) kobiety, dzieci i mezczyzn powyzej 50 roku zycia.

Mamy jakies 200 milionow.

I jeszcze Ci malo?

 

A nawet jesli ktos Cie uzna za niezbyt urodziwa - to ponoc wnetrze sie bardziej liczy ;) Albo poczekasz az osiagniesz moj wiek bo wtedy meczyzna (nie z tych, ktorzy wola mlodsze, ladniejsze i plastikowe bo im kryzys wieku sredniego odwala) juz nie patrzy za bardzo na urode ale na to co poza nia. Oni juz tak maja.

Jak wiec widzisz, szklanka jest do polowy pelna (a co ja dzisiaj tak z tymi szklankami, chyba trzeci raz wspominam. Moze to znak ze trzeba sie napic?)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kawki, herbatki, piwka u mnie to bez problemu, problem jak trzeba sie głebie zaangażowac, dopóki nie ma zangazowania emoconalnego nie boli, może tot ez wieksza wrazliwosc na ból niż u innych wiele czynnikow moze tutaj działac i pewnie to miks wielu rzeczy

 

akurat wygladem sie az tak nie przejmuje,ale miłe jest jak mowią,ze sie podobam komus, ale to czynnik drugorzedny jak dla mnie

 

-- 13 sty 2014, 20:02 --

 

aardvark3,

niby tak duzo tych facetów a tak trudno trafić na kogos na kim zalezy, chodzi mi o psychikę nie o wygląd, chociaz i wyglad jest ważny w pewnym stopniu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale po co sie dolowac niepotrzebnie i wkrecac jakies wymyslone, katastroficzne scenariusze?

Wiem, wiem - depresja.

Mnie czasami pomaga jak mnie ktos tak do pionu ustawi i wytlumaczy jak krowie na rowie. Otwiera sie malenkie okienko z optymizmem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie mam depresji, mam lęk to zupełnie co innego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wybacz, do jednego wora wrzucilam :uklon:

Chodzilo mi zaburzenie jakiekolwiek i wyskoczyla mi depresja - tak jest jak sie szybciej pisze niz mysli ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
próbowałam też behawioralno-poznawczej, ale ta metoda nie była dla mnie

dlaczego? może po 2 latach terapii psychodynamicznej inaczej zareagowałabyś na poz-beh? wydaje mi się, że w problemach z relacjami takie dwutorowe podejście do terapii jest mega skuteczne ;)

jeśli chodzi o kompleksy to nie chodzi tu o wagę czy figurę - jestem chuda, mam niedowagę i nie uważam żebym była gruba, są inne ''mankamenty'' w moim wyglądzie, o których nie chcę tutaj tak pisać

nieważne jakie kompleksy Cię dręczą, ale sam fakt, że robisz coś dla siebie, dla swojego ciała, najlepiej regularnie i systematycznie, wpływa na to, że bardziej się z nim identyfikujesz, że lepiej się w nim czujesz. dlatego cieszę się, że napisałaś w kolejnym poście że działasz w tym kierunku :)

zaczynam myśleć o tym jak to było, gdy byłam sama, polegałam na sobie tylko i nie musiałam się bać drugiej osoby, tego jak to się potoczy.

długo byłaś sama?

Poza tym mam też problem z tym, że za bardzo zamykam się w sobie, sama nie wiem jak miałabym dać ciepło drugiej osobie

wiesz, jak związek nie powinien wyglądać, ale nie wiesz jak powinien, tak? nie wiesz jak go budować, żeby był dobry i trwały?

Mówić mu o swoich problemach psychicznych nie chcę, bo z tego co zrozumiałam, nie ma żadnych i nie sprawia takiego wrażenia, tematy czy to depresji czy nawet leków nasennych, zdołowania, lęku, są mu obce. I póki co nie chciałabym go wtajemniczać w ten cały sajgon jaki ma miejsce w mojej głowie.

myślę, że żeby porządnie zbudować więź, żeby pojawiła się intymność między Wami, to prędzej czy później będziesz musiała mu o tym opowiedzieć. ale to nie jest tak, że się spotykacie na drugim czy trzecim spotkaniu i Ty mówisz mu o swoich zaburzeniach, no bo tak wypada, bo to taka próba więzi.. po prostu to wychodzi samo w praniu, jeśli będzie wystarczająco responsywny, przyjazny, jeśli poczujesz się pewnie i bezpiecznie w jego towarzystwie- to powolu, powolu, delikatnie dozując informacje, będziesz mówiła mu coraz więcej i coraz bardziej dyskretne szczegóły o sobie. a jeśli taki nie będzie, to po prostu na pewnym etapie sama to zobaczysz i zareagujesz.

Więc chyba pozostaje póki co trwać, nie zwiewać, starać się przemóc, kontrolować lęk, tylko czy on przeminie?

sama się o tym przekonasz, ściskam kciuki ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja cały czas myślałam, że nie jestem w związku, bo po prostu nie znalazłam jeszcze odpowiedniej osoby. Ale prawdą jest to, że ja tak naprawdę się tego po prostu boję. Wolę niezobowiązujące relacje (bliższe) z osobami, niż ukazywanie, że ktoś mi się podoba, a na dodatek jeszcze przyjmować w odwet wyraźne tego sygnały.

Chciałabym z kimś być. Teoretycznie, bo gdy przychodzi co do czego, to ja przestaję odpisywać, unikam kontaktu. Wprawdzie nie były to osoby, które mnie zainteresowały. Ale tak na serio, to przecież skąd ja mam wiedzieć, jak będzie wyglądał i się zachowywał mój przyszły partner?

Boję się przyjąć czyjeś uczucia, bo boję się, że tą osobę zranię, gdy odechce mi się z nią spotykać. Sama też nie chcę cierpieć, choć raczej wydaje mi się, że jak zacznę się z kimś widzieć, to zranię to drugą osobę. Oni się angażują, piszą, planują wyjścia to tu to tam. Jejku jak mnie to wszystko przeraża. A sama planuję, ale w głowie, nie mówię o tym, a gdy usłyszę taką propozycję z ust tej osoby do mnie, to czuję się osaczona...nie wiem jak to nazwać, po prostu źle.

Raz spotykałam się z pewnym chłopakiem, z którym chciałam być w związku, ale nie wyszło. Nie wiem, czy to wogóle rzutuje na obecny stan rzeczy. Ale możliwe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
czy długo byłam sama? po ostatnim chłopaku byłam sama pół roku, ale i tak porównując się do osób w moim wieku - późno sobie znalazłam kogoś

może po prostu musi upłynąć jeszcze trochę czasu, żebyś była gotowa na związek.

czas + terapia + koncentrowanie się na sobie - wydaje mi się, że to jest Ci teraz potrzebne

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zblizanie sie do kogos nadal jest dla mnie niezreczne. Czuje sie jakbym powiedziala/zrobila za duzo albo za malo. Nie wobec niego ale siebie, jakbym odkryla to na co jeszcze jest czas (mowilam mu o pewnych nieprzyjemnych przezyciach, jakos tak samo ze mie wyszlo - widocznie poczulam podswiadomie ze moge a teraz robie z igly widly).

Wychodzi moje (wbrew pozorom) totalne nieobycie w relacji mesko-damskiej. I wydawaloby sie ze ja taki wyga jestem z moja przeszloscia - a czuje sie jak gimbaza.

Przy nim mam ochote wywalic te wszystkie zale, bole, drzazgi - ale nie chce (nie mam prawa, to byloby nie fair) zeby sie jemu oberwalo przy okazji, zeby go nie zasypac tym syfem.

Nie wiem, czy moje obawy sa sluszne - ale obawiam sie, ze podswiadomie manipuluje, ze to moj nawyk, ze inaczej nie potrafie.

Staram sie byc soba i tak mi sie wydaje ze jestem. Nie umie "siebie jako siebie" uchwycic, ogarnac w tym kontekscie.

Czuje ogrom sympatii do niego, jest emocjonalnie, chemia tez jest (dzisiaj to troche iskier polecialo) - a z drugiej strony zaluje ze sie zblizamy, ze moze nie powinnam wchodzic w takie uklady. Jak sie juz zaangazujemy oboje to bedzie trudniej - wszystko z obydwu stron w tym kierunku idzie jak cholera.

Nie bedziemy sie widziec do przyszlego weekendu a pewnie w weekend "wiadomo co" (moze nie ale ja bym obstawiala 50 na 50) - to juz jakas konkretna intymnosc. Jak bede u niego w domu to juz bardziej osobiscie (mam nocleg w hotelu, byloby nietaktem postapic inaczej a gdyby on mi zaproponowal zeby przenocowac u niego to podejrzewam ze to bylby koniec znajomosci. Gwoli wyjasnienia: nie jestem pruderyjna a wrecz przeciwnie tylko ze sa pewne zasady, troche inaczej jak czlowiek ma 20 lat a inaczej jak pol wieku) - bo powiedzial ze chce mi pokazac dom, przedstawic psa,koty i papuge ;)

Czy moze to on za szybko galopuje - ale mi powiedzial ze ma tendencje do przyspieszania i ze moge go przyhamowac gdyby cos nie tak bylo.

Ten weekend zadecyduje chyba - takie mam wrazenie.

Z poczatkiem marca wyjezdza na miesiac. Idealnie. Bedziemy mieli mozliwosc przemyslenia pewnych spraw.

Teraz jest dobrze. Nie wybiegam w przyszlosc. Po co?

Przytulilam sie i nie rozwalilo mnie, takie fajne uczucie mialam spokoju, relaksu i nie myslalam zupelnie o niczym. Jakby nawet mysli daly sobie na luz. Bardzo pozytywnie, bez szalejacych emocji. Nie pamietam kiedy ostatnio tak sie czulam ale chyba ok 25 lat temu.

Wogole tak sie przy nim czasem czuje - odpoczywam. Nie musze nic mowic, zamykam oczy i nic sie nie dzieje w mojej glowie, zero mysli. One jakby same sie usuwaja.

Nie mam potrzeby robienia czegokolwiek, moge sobie tak trwac.

To moze byc milosc a moze nie, moze tylko ogromna doza sympatii, lubienia, przyjazni. Nie wiem. Milosci na pewno nie czuje - jeszcze nie, tzn mam wrazenie ze jesli idzie do mnie to jest jeszcze w sroc daleko.

Za wczesnie na cokolwiek.

Chce wiedziec, co czuje. I mowic zgodnie z tym. Nie wybiegac bo moge zaplatac sie w zobowiazanie z ktorego trudno mi sie bedzie wydostac bez szkody dla ktorejkolwiek lub obydwu zainteresowanych stron.

Nie wiem czy to jest to i czy wogole istnieje jakies "TO". Chyba od nas zalezy. Nie wierze w teorie dwoch polowek (chyba, ze w monopolowym), wierze natomiast w to, ze dwoje dojrzalych emocjonalnie, swiadomych ludzi jest w stanie stworzyc cos sensownego. Uzyc wszelkich dosteonych im srodkow i mozliwosci zeby zwiazek funkcjonowal satysfakcjonujaco.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×