Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

MalaMi1001

Użytkownik
  • Zawartość

    1935
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez MalaMi1001

  1. Ja właśnie za tydzień idę na pierwszą prawdziwą sesję terapii w tym nurcie. Pierwsze spotkanie trwało krótko, bo pół godziny przez co byłam bardzo zaskoczona, gdyż chodząc na terapie w nurcie ericksonowskim i sesja trwała 45min, czasami w zależności od mojego stanu nawet i 55min. Tutaj wielkie zaskoczenie, że jak to? Serio trwa sesja w tym nurcie 30min? Co można zrobić w tak krótkim czasie? Rozsiąść się wygodnie i później wstać? Generalnie pani zebrała ode mnie wywiad, co jak dlaczego i po co właściwie chcę chodzić na terapię. Zaznaczyła, żebym przed podjęciem terapii zastanowiła się czy aby na pewno jej osoba mi odpowiada, bo przychodzenie na terapię do osoby, która w jakikolwiek sposób irytuje jest bez sensu. Pani generalnie jest chyba w moim wieku, ma strasznie świdrujący wzrok i wygląda na osobę nie w ciemię bitą Generalnie strasznie mocny, władczy charakter, a że to jeden z moich lęków, o którym nie omieszkam powiedzieć postanowiłam w tym gabinecie zmierzyć się z moimi demonami. Mam sobie założyć zeszyt, bo będzie mi bardzo potrzebny (przez 30min nie zdążyłam zapytać po co) ale mam w nim na kolejną sesję napisać jakie cele chcę osiągnąć poprzez terapię. Pani stwierdziła, że będziemy ćwiczyć, ale może mi ktoś podać przykład jak? Co mam prowokować ludzi? Zupełnie nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić. W każdym razie bardzo liczę na tą terapię, bo poprzednia mimo tego, że wyjaśniła mi mniej więcej dlaczego jestem taka poyebana nie wskazała żadnej drogi jak walczyć z pewnymi reakcjami, a ja długi czas myślałam, że jestem w stanie sobie już poradzić z każdą sytuacją. No życie pokazało, że nie.
  2. No ja już jem to prawie drugi tydzień i w sumie nic strasznego się nie stało. Mówię tutaj o efekcie pierwszej tabletki. Jeśli chodzi o samopoczucie to czytałam, że to się strasznie długo rozkręca, a mnie się zdaje, że jestem jakby spokojniejsza, weselsza, nie wkur... mnie to co do tej pory doprowadzało do szewskiej pasji. Może sobie wkręcam, a może to faktycznie działa bo generalnie na leki jestem dość wrażliwa - albo lek działa albo nie działa i tyle. Ja to biorę do Wellbutrinu, który oprócz tego, że senność w ciągu dnia poszła sobie w siną dal i oby nigdy nie wróciła powodował też, że miałam niekontrolowane wybuchy wściekłości i czasami bardzo źle się to kończyło Nie wiem, może akurat w ciągu tych kilkunastu dni nie wydarzyło się nic takiego, co mogłoby mnie doprowadzić do szewskiej pasji, ale w sumie wiara pacjenta w leczenie też potrafi zdziałać cuda, więc sobie będę wkręcać dalej jeśli to wkręt. Teraz mam w sobotę zwiększyć dawkę z 25mg na 50mg i sumie nie wiem czy jest sens skoro dobrze się czuję. Chyba jednak posłucham pani doktor. Maksymalnie mogę dobić do 200mg o ile dobrze pamietam ale chyba nie będzie takiej potrzeby. A teraz mam pytanie z gatunku tych niedojrzałych, nieodpowiedzialnych i szczeniackich Alkohol. Jak to wygląda przy lamo? Można wypić piwo/dwa czy grozi to konsekwencjami w postaci drgawek czy szybkiej wizyty na SORze? Edit: Nie dodałam jeszcze, że oprócz tego, że sam wellbutrin powoduje problemy z zaśnięciem i wybudzenia w nocy (mam to gdzieś i tak skoro cały dzień nie muszę spać ) ale do lamo łykam sobie 25mg hydroksyzyny...Bez tego wybudzenie co 10min średnio. Przejdzie?
  3. Witam po bardzo długim czasie A więc ostatnio mi się trochę pokopsało w życiu i mama podniosła alarm i razem z siostrą załatwiły mi psychuszkę we Wrocławiu, a mieszkam w Łodzi. Podobno psychuszka, która stawia na nogi w dwie wizyty. Skoro przez 7 lat mnie nikt na nogi nie postawił to nie postawi mnie w 2 wizyty ale czego się nie robi dla mamy... Pojechałam i to była bardzo dobra decyzja. Chyba po raz pierwszy lekarz wysłuchał wszystkiego co mam do powiedzenia, a jego zainteresowanie sprawiło, że miałam nawet ochotę na szczerość. Od roku biorę Wellbutrin 75mg i jest super. Super pod tym względem, że to jest jedyny lek, który powoduje u mnie pobudzenie, nie muszę spać w ciągu dnia, koncentracja też jest o niebo lepsza, nie ma żadnych skutków ubocznych ale ma jedną wadę. A mianowicie od dobrego nastroju do wkur@#$% mija jedna sekunda I to takiego wkur... że nie jestem w stanie się opanować mimo, że mam z tyłu głowy świadomość, że to nieadekwatne do sytuacji. Z tego względu dostałam lamotryginę. Jakieś trochę śmieszne wprowadzanie jest tego leku, bardzo powoli ze względu na jakąś wysypkę. Trochę strasznie to brzmi w obliczu tych środków ostrożności, ktoś miał tą legendarną wysypkę? Szczerze mówiąc trochę mnie to przeraziło. No i kurde, nie mam padaczki. Czy o osób bez padaczki po odstawieniu nie powoduje jakichś problemów w tym kierunku? Przeciwpadaczkowy to juz chyba taka kosa czy nie ma sie czego bać? I tak zacznę brać dopiero w weekend, co by mieć czas na ewentualne nieprzewidziane skutki uboczne.
  4. Szanowni, witam po długim czasie nieobecności. Nie będę narzekać, bo nie ma na co. Od chwili kiedy zaczęłam brać Wellbutrin moje życie zyskało nową jakość. Wreszcie znalazłam lekarza, który zdecydował się iść w inny lek niż gówniane SSRI czy trójcykliczne mózgojeby. Generalnie zniknęły całkowicie objawy chronicznego zmęczenia. Wstaje mi się lepiej, nie ustawiam już drzemek przez 40min tylko wstaję od razu, nie przysypiam w pracy i nie mam potrzeby 1,5 godzinnej drzemki po robocie no i NIE MUSZĘ JUŻ ŻREĆ NIC NA SEN!. Ja nie wiedziałam, że tyle można zrobić przez resztę dnia po pracy! Co do działania antydepresyjnego też jest ok - nastój mam stabilny, nie przejmuje się pierdołami, zyskałam większą pewność siebie. Biorę już ponad pół roku, działanie nic się nie zmienia. I teraz mam pytanie do forumowych farmaceutów - nie będę przecież pytać psychiatry . Co by się stało gdybym do tego leku dorzuciła sobie suplement diety (Mucuna ekstrakt 40%), który zawiera w sobie l-dopę? Interakcje? Dół po odstawieniu? Zniszczenie działania Wellbutrinu i powrót chronicznej senności? Parkinson? Jeśli coś z tych rzeczy odpuszczę sobie ten suplement. Co o tym myślicie?
  5. Powiem tyle, nowa pani doktor przepisała mi go na sen, bo hydroksyzyna działa słabo i zamula w dzień, zolpidem jakiś czas temu odstawiłam i nie chciałam do niego wracać. Ostatnio miałam masakryczny okres, stres, nocne przebudzenia co chwila, ściskanie w żołądku, w gardle, non-stop płacz, lęk, strach i wszystko co sobie można wyobrazić. Nosiłam tą receptę w torebce i postanowiłam wykupić i po jednej małej zielonej tabletce natrętne myśli odeszły w cholerę Bez spinki wsiadłam w samochód i wróciłam do domu. Nawet ręce mi się nie trzęsły, nie drżał głos, mam ochotę porozmawiać, skupić się na czymś. Póki co super. Wzięlam wczoraj wieczorem jedną i dzisiaj w ciągu dnia już dwie jak poczułam, że somatyka się odzywam. Jestem wyluzowana, trochę otumaniona, ale nie przeszkadza mi to. Biorę jeszcze cały czas 75mg Wenli. I teraz pytanie, jak długo to można brać, czy wzrasta tolerka itp. Bo chyba znalazłam swój zestaw życia.
  6. A ja chcę zejść do 32,5mg. Generalnie nie brałabym wcale, ale podoba mi się jeden efekt wenli. A zmniejszyć muszę ponieważ po latach udało mi się odstawić zolpidem i mimo brania hydro nie mogę spać. Po hydro generalnie mogłabym spać w dzień, a nie w nocy. Dzisiaj wybudzałam się nieskończoną ilość razy, chyba nie przespałam w ciągu 15min, zmęczona poczułam się oczywiście rano kiedy trzeba było wstać. Dziś koncentracja zerowa. Ogólnie chciałabym odstawić wszystkie leki jakie biorę, a jest tego sporo. A najbardziej na świecie pragnę chwili spokoju i samotności. W ogóle jest do doopy, zarzucam wszystkie plany na przyszłość, chcę tylko żyć sobie w maksymalnej ciszy i spokoju aż do śmierci.
  7. Chyba sobie zakupię. Dzięki chłopaki. A tak na marginesie, można to szamać dajmy na to 5 dni w tygodniu z rańca w robocie? Żeby się dało wysiedzieć te dupogodziny skupiając się na jakimś fajnym temacie, bez spinki, bez nerwów i spoglądania na zegarek co 30 sekund? W sensie czy nie za często? Rzecz jasna nie przeginając z dawką. Dark Knight, Ty szamasz moklobemid razem w wenlafaksyną? Jak się sprawdza takie połączenie? Daje kopa i energię? Jakie są szanse na powikłania? Uwielbiam moklobemid, brałam go nawet 3 dni razem z fluoksetyną i cynaryzyną, ale czułam się jak wypluta mysz z paszczy lwa, więc darowałam sobie pozostając na swoją szkodę przy samej fluoksetynie. Za to sam moklobemid wspominam wspaniale, szkoda, że mi tym doopa urosła
  8. Przepraszam, sądziłam, że jesteś chrześcijaninem. No nie tylko wg kk, bo osobiście nie znam religii, która nie obiecuje na mecie raju. A mówimy w tym temacie o religiach i wyznaniach ogólnie, tak? Tak czy siak jak można wierzyć, że dobro nie istnieje bez zła i odwrotnie, a jednocześnie wierzyć w istnienie nieskończonego dobra i nieskończonego zła? Żeby tak było wszyscy musieliby być tacy sami, mieć takie same oczekiwania, a nawet myśli, bo z różnic międzyludzkich wynikają właśnie takie niuanse, że jeden chce więcej niż drugi i dąży to tego bardziej, choćby po trupach.
  9. No przecież zdaje się, że te wasze niebo jest utożsamiane ze światem gdzie nie ma zła, cierpienia, ubóstwa, niesprawiedliwości i kłamstwa, więc jak to jest? Istnieje tam tylko jedna strona monety? Przeczysz sam sobie
  10. Jeśli to nieodpowiedni dział na taki temat z góry przepraszam i proszę o przeniesienie w odpowiednie miejsce. Mam pytanie do wszystkich mądrych ludzi z forum, biegłych w sztuce farmakologi O co właściwie chodzi z tym medycznym ziołem? CO właściwie leczy? THC czy CDB? A może jedno i drugie? Bo ja nie rozumiem o co chodzi w całej tej medialnej nagonce związanej z doktorkiem z CZD. Podawał dzieciom lek na bazie zioła, no ok, jeśli znaleźli się ludzie, którzy gotowi byli podawać go własnym dzieciom - też ok. Ale w tych właśnie mediach są sprzeczne informacje na temat zawartości THC w różnej maści lekach, szumnie nazywanych medyczną marihuaną. Jedni mówią, że zawartość THC jest żadna bądź tak nieznaczna, ze nie powoduje znanego większości populacji świata efektu upalenia. Drudzy znowu twierdzą, że to zależy od rodzaju schorzenia na jakie się lek podaje, więc jak to w końcu jest? Nie da się wyselekcjonować bądź produkować syntetycznie substancji leczniczej i zwyczajnie stworzyć leku, który nie będzie ludziom kojarzyć się z dragiem? Mało przecież kto wie z tych wszystkich krzykaczy, że na ADHD podaje się pochodną amfetaminy, która jak się ktoś uprze może się delikatnie przyćpać. Ci sami nie negują jakoś podawania morfiny, silnego draga z tej samej ligi co heroina ludziom ciężko chorym i niemożliwie cierpiącym i pewnie sami błagaliby na kolanach o podanie go gdyby sytuacja tego wymagała. Pomijam tą prowadzoną w mediach bzdurną dyskusję na ten właśnie temat, chodzi mi o fakty. Jak to właściwie z tym ziołem jest?
  11. NaaN, na sobie się nie zawiodłam, nie ma już na czym, nie czuję nawet już do siebie żalu. Nic do siebie nie czuję. Na nikim innym się też nie zawiodłam, przecież wiedziałam, że tak będzie od samego początku, ale zaburzenia pchały mnie do babrania się w tym błocie. W zasadzie to mam żal do siebie tylko o jedno, że znów rzuciłam wszystko byle tylko mamić ten swój chory umysł iluzjami. A właściwie czy to żal? No nie, chyba jednak nie. Przecież już raz to zrobiłam, mogłam spodziewać się czegoś innego? Nie chcę dobrych rad, nie są mi potrzebne. Psychoanaliza też nie jest mi potrzebna, znam siebie już doskonale. Zwyczajnie stało się, a konsekwencją tego jest .... tak jakbym nie istniała ale przecież żyję. Chyba po raz pierwszy życiu nikogo o nic nie oskarżam, ani nawet nie mam pretensji do siebie. Nawet nie jestem w stanie określić tej rzeczywistości, w której się teraz znalazłam. Ja nie twierdzę, że tak jest, ale wyobrażam sobie, że jeśli jednak człowiek ma jakieś powody do radości ma siłę walczyć z całą resztą. To się chyba nazywa motywacja. Ja żadnej nie mam.
  12. NaaN, tylko, że mnie już nie zależy i to jest cały problem. Cały ten wysiłek jaki do tej pory wkładałam, żeby być szczęśliwą jest bez sensu. Znów źle wybrałam, a nie chce mi się już zwyczajnie próbować znów, testować swoich możliwości jako "normalnego" człowieka. Nie chce mi się zastanawiać czy dobrze robię, czy nie pozwalam za dużo, czy wyznaczyłam odpowiednie granice, nie chce mi się uczyć drugiego człowieka tylko po to, żeby stwierdzić no tak - poznałam tego człowieka, okazało się, że ma swoje problemy których konsekwencji ja nie jestem w stanie zaakceptować. Jestem już tym zmęczona. I po co to skoro może się okazać, że nawet jeśli kiedyś mi się uda to okaże się, że to czego tak pragnęłam całe życie wcale nie smakuje tak zajebiście jak zawsze sądziłam, że smakuje. Przecież żyję bez tego, prawie 30 lat, pożyję na psychotropach jeszcze ze 20, więc czy warto wiecznie w swoim życiu prowadzić burzę tylko w jednym celu? Mnie się już nie chce, nie zależy mi. Dzisiaj się dowiedziałam, że ktoś chce wynająć moje mieszkanie w innym mieście, ale dopiero do następnego miesiąca. To fajnie, bo mam jeszcze kilka dni na decyzję czy chcę je faktycznie wynająć czy może wracać, zaszyć się w swoim WŁASNYM, a nie wynajmowanym za chore pieniądze kącie i mieć wszystko gdzieś. W zasadzie nie mam żadnej motywacji żeby zostać tutaj gdzie jestem, więc po co się zmuszam? No wiem po co, to są właśnie złudzenia, którymi od zawsze się karmię. Chyba jednak przestaję być głodna.
  13. NaaN, bo widzisz, moje życie stało się strasznie płaskie, jest takie od dawna, odkąd tylko pamiętam i odkąd też pamiętam ten czasami niewypowiedziany bunt przeciwko traktowaniu mnie jak przedmiot był chyba jedyną formą rozrywki, która powodowała jakąś zwyżkę uczuć. Czy potrafię żyć inaczej? Pewnie tak, ale w zupełnej samotności z minimalnymi ludzkimi interakcjami. Bo skoro bez miłości żyć sie da, bo żyję to może pojść dalej i zrezygnować z możliwości dawania innym pretekstów do traktowania jak przedmiot. Coraz bardziej skłaniam się ku tej opcji, w zasadzie teraz na i tak na niczym mi nie zależy, nie mam żadnych planów co do swojego życia, więc dlaczego nie? Tego jeszcze nie próbowałam. Dowiedziałam się jeszcze o sobie dziś co następuje:za swoje niezadowolenie z nieumiejętności podejmowania ważnych decyzji wyżywam się na sobie, bo kogo innego można zwalić winę za to że jest się intelektualnie i emocjonalnie upośledzonym? No tylko siebie.
  14. Chociaż nie chodzę już na psychoterapię, bo ją skończyłam ale prowadzę coś w rodzaju autoterapii, czyli grzebania w swojej świadomości/podświadomości w celu znalezienia odpowiedzi na trudne pytania. Dziś ustaliłam co następuje: 1. Czy można żyć bez miłości - można, przecież żyję 2. Co to za życie - takie jakie mam, ale czy znam inne? (ironia, wyrzut w stosunku do siebie, ukryta nienawiść za to, że nie potrafię tej miłości zdobyć robiąc już praktycznie wszystko co się tylko dało, bez rezultatów) 3. Czy karmię się złudzeniami - Tak 4. Co właściwie spowodowało moje deficyty życiowe - to, że byłam kochana tylko wtedy gdy byłam do czegoś przydatna i nie sprawiałam przy tym problemów - kiedy bez grymaszenia chodziłam do pracy w polu po szkole i w wakacje, potulnie sprzątałam chałupę, przynosiłam dobre oceny do domu żeby mamusia mogła być dumna, nie miałam oczekiwań i nie stawiałam wymagań - taka potulna krowa, która robi wszystko czego się od niej chce. Tak zostało do dziś, pozwalam się traktować jak przedmiot i nie jestem w stanie tego schematu przerwać. No i posiadam przemożną chęć bycia potrzebną, nawet jako przedmiot czy ozdoba na parapecie. 5. Czy sama siebie traktuję jako przedmiot? - Tak, inaczej chyba już nie chcę, i tak nie odczuwam przyjemności 6. Zadanie domowe - DLACZEGO chcę traktować siebie jak przedmiot?
  15. W uj się zmieniło. Zniknęła reszta pozytywnych i negatywnych uczuć, reszta złudzeń. Najbliższe "cele" poszły się je**ć, nie zostało nic czego można by się chwycić. Wiara i nadzieja odeszły pozostawiając za sobą jedynie ulgę, że to już koniec. To piękne uczucie.
  16. Jeśli nie mam nic innego do wyboru pewnie wybiorę którąś z tych dróg, ale w życiu jeszcze mi się nie zdarzyło żebym miała wskazane kierunki A B C lub D i MUSIAŁA iść w którymś z nich. Ludzie z natury są do siebie podobni, bo są jednym gatunkiem, w dodatku żyją w bardzo podobnej rzeczywistości. Jedni dążą do tego czego nie mają sami, ale mają to drudzy. W tym wszystkim przeplatają się identyczne uczucia i myśli, ale każdy z nas jest na zupełnie innym etapie, każdy nas myśli w danej chwili o czymś zupełnie innym i ma zupełnie inny cel chociaż w efekcie może się wydawać, ze dążymy do tego samego. Przez tą różnorodność świat ciągle się zmienia, taki Einstein miał szansę dokować swoich odkryć, a Szymborska napisać swoje wiersze. I nie zmienia to faktu, że to właśnie ONI, a nie ktoś inny dokonali tego, czego dokonali. I co z tego, że mogli dokładnie tego samego dokonać inni? No nic, bo tego nie dokonali! Co z tego, że dwoje ludzi ma zajebiste zdolności z jakimś kierunku? No nic, bo ja jeszcze nie słyszałam żeby dokładnie takich samych odkryć dokonano w dokładnie takim samym czasie, przez dwoje (lub więcej) ludzi zupełnie się nie znających, nie czerpiących wzajemnie ze swojej wiedzy (plagiat) zupełnie nie wiedzących o swoim istnieniu. Ot tak, że dzisiaj wypłynęła informacja, że student z Łodzi wynalazł lek na AIDS i tego samego dnia naukowiec z Sidney ogłosił, że zna substancję, którą powoduje całkowitą remisję w przypadku AIDS. Więc akurat to, że generalnie wszyscy dążymy do podobnych celów nie oznacza, że robimy to identycznie i mamy równe szanse. Może i myślimy podobnie, ale wystarczy, że robimy to w nieco innym czasie lub trochę inaczej i efekt jest totalnie inny. I nadal uważasz, że to kierowanie losem przez obce siły? Czy może jednak zgranie wszystkiego w dokładnie takim samym miejscu i czasie jest niemożliwe mimo takich samych myśli, uczuć i celów? Teoria nieoznaczoności Heisenberga - polecam.
  17. Myszol, mirta wprawdzie działa inaczej niż miansa, a brałam tylko to drugie, ale uważam, że nie powinnaś się przejmować. Ja na miansie miałam po prostu wilczy apetyt nie do opanowania. Jadłam dużo, często, niezdrowo, bez myślenia o konsekwencjach czyli nadprogramowych kilogramach. Więc tyłek mi urósł. W dodatku miansa poootworną powodowała senność, więc nawet jak zjadłam więcej nie miałam szans tego spalić, bo aktywność fizyczna była równa zero. Jak odstawiłam miansę apetyt wrócił do normy i waga spadła bez wysiłku. Inaczej zupełnie niż przy moklobemidzie, który niby nie powoduje tycia, apetyt miałam żaden, ciągłe biegunki, w dodatku stres związany z przeprowadzką i zmianą pracy i jak utyłam tak mimo ostawienia nie mogę tego zrzucić Tzn. teraz zrzucam baaardzo wolno, ale za cenę radykalnej zmiany diety i ćwiczeń fizycznych dość intensywnych jak na mój tryb życia. Większość leków powoduje upośledzenie metabolizmu w trakcie ich brania, po odstawieniu człowiek wraca do siebie, utyjesz - odstawisz, powinno być lepiej.
  18. jetodik, o sobie wiemy tyle ile się przetestowaliśmy (tego nauczyła mnie terapia). Z tym, że w większości ludzie ignorują prawdę o sobie dlatego wolą widzieć tą prawdę w kimś bądź czymś innym (kim lub czym jest właściwie bóg?). O świecie wiemy tyle ile zobaczyliśmy i doświadczyliśmy przy czym co człowiek to inna wersja świata. Każdy świat widzi inaczej, inaczej go interpretuje, bo ma inne doświadczenia i inne cele. W obecnej chwili nie jesteśmy w stanie stwierdzić po co i dlaczego istniejemy, nauka nie jest w stanie tego wyjaśnić, a przypisywanie stworzenia jakiemuś bytowi jest zwyczajną drogą na skróty, uśpieniem jak dla mnie swojego sumienia na zasadzie - nie wiem, tego czego nie wiem boję się, więc przypiszę to czemuś niezwykłemu, niezbadanemu, wszechmogącemu, będzie mi łatwiej z tym żyć. Być może jeszcze jesteśmy za głupi by to wszystko zrozumieć, ludzkość stosunkowo krótko istnieje, ale czy to powód żeby iść na skróty? Mnie to nie przekonuje. Jak więc mamy poznawać świat jeśli nie empirycznie? Nie paraliżuje mnie strach z tego powodu, że nie mam pojęcia po co żyję. Życie dali mi matka z ojcem, tyle. O ile kiedyś nie miałam wpływu na swoje życie bo byłam skrajnie zależna od innych tak teraz myślę, że wszelkie ograniczenia jakie są nam stawiane to te stawiane przez nas samych, i nie ma tutaj żadnej ideologii. Ale prościej jest myśleć, że coś innego jest za to odpowiedzialne, to droga na skróty, ale jakże bardzo komfortowa i krzywdząca dla innych. to Ty napisałaś a nie ja :] Zrozumiałam to jakie stwierdzenie, że tylko wiara w bogów, bożków i inne byty pozwala na prowadzenie egzystencjalnych dialogów, a brak tłumaczenia sobie świata "czymś", bez słodkiej niewiedzy i tajemnicy prowadzi do chorób psychicznych. No nie, jestem innego zdania.
  19. jetodik, a to jakiś bóg ma mi dać siły witalne? Serio? SERIO? Z dystymii też ma mnie wyleczyć bóg bądź wiara w niego? A może dystymię mam bo w niego nie wierzę i tak mnie pokarał zabierając przy okazji życiową energię? A czym jest rzeczywistość? Wg tym co mnie otacza i co mi się przytrafia lub nie przytrafia. To coś, co realnie mogę ocenić, coś z czego płynie jakieś doświadczenie, które mnie kształtuje, pozwala wyciągnąć wnioski, pokazuje jak bardzo wiele zależy od nas samych. Jest to kompletne odmienne od poglądów na rzeczywistość reprezentowanych przez ludzi wierzących w cokolwiek. Nie jest ważne co zrobię ja i jak to zrobię - bo i tak będzie tak, jak będzie chciał bóg. Wierząc w coś takiego nie miałabym z pewnością tylko dystymii ale wpadłabym w szaleństwo w pełnej postaci. I zapewniam nie mam żadnych problemów egzystencjalnych, żyję i w każdej chwili mogę to zakończyć ja albo ktoś inny, przypadkiem lub celowo i z pewnością za swoje uczynki nie zostanę strącona do piekieł ani siłą umieszczona w jakimś niebie. Poza tym, może Cię tutaj zaskoczę - czuję się bardzo świadoma własnego życia i samej siebie. Może dlatego, że wierzę (bądź nie wierzę, zależy od aktualnego stanu psychicznego) w siebie i swoje możliwości. Nie muszę w modlitwie prosić "kogoś" o "pomoc" w realizacji jakiegoś celu, zwalać winy na niego, ze mi nie pomógł bądź coś się nie udało i w ten sposób mnie pokarał, dziękować mu za to, że się udało, co najwyżej mogę sobie kupić ptysia w ramach nagrody dla siebie, że dobrze się spisałam
  20. jetodik, nie zanika wierz mi. Dla mnie odpustem jest biała kiecka na ślubie (ma być piękna i z kryształami swarovskiego), wesele na 300 osób, dziewczynka u kosmetyczki i fryzjerki przed komunią, 2000zł na prezent dla chrzczonego dziecka, palemki na procesjach, sypanie kwiatków itd, itp. Wszystko opiera na symbolach i to symbolach NA POKAZ. W tym nie ma żadnej duchowości, nawet krzty. Może 5% tych ludzi zastanowi się nad swoim życiem pod kątem wiary jaką starają się pokazać publicznie, reszta to bezwolny tłum klepiący bezmyślnie regułkę w kościele jak uczeń szkoły wierszyk bez talentu recytatorskiego.
  21. jetodik, no właśnie, nie chodziłeś na religię więc nie miałeś nic narzucone. Gdybyś jednak chodził na religię, był prowadzany co niedziela przez rodziców do kościoła, przyjmował księdza po kolędzie, chodził na sluby, chrzciny i uczestniczył w całej reszcie katolickiej otoczki mógłbyś powiedzieć, że zostałeś zindoktrynowany, bo urodziłeś się w katolickiej rodzinie, w kraju gdzie stanowczo większe prawdopodobieństwo stanowi urodzenie się właśnie w rodzinie katolickiej, a nie buddyjskiej czy muzłumańskiej. Później mógłbyś sobie jako myślący człowiek wybrać w co chcesz wierzyć, ale jako dziecko tak samo jak wierzyłeś w Mikołaja tak samo wierzyłbyś w boga, anioły i diabły. Z tym, ze w Mikołaja ludzie wierzyć przestają, a religijne indoktrynacje opierają się na podstawowych instynktach i ludzkim strachu, więc do później starości ludzie wierzą w obce byty, kary boskie i inne.
  22. Cóż, to w takim razie nie jestem chyba ateistką, bo nie dokładam sobie na siłę ideologii do tego co mnie otacza. Ani to matrix, ani chaos, ani wola niematerialnego bytu. Dlaczego ludzie czują nieodpartą potrzebę podpinania się pod jakąś ideologię i tłumaczenia sobie swoich działań?
  23. Ateiści wierzą w bożka przypadka? Chyba raczej wierzą w to, że ich wola nie jest kontrolowana i ograniczana przez niematerialny byt, którego nikt nigdy nie widział, nie ma na niego realnych dowodów, a jedyne świadectwa to książki napisane przed tysiącami lat, a to, której książce będziesz podporządkowywał swoje życie jest uzależnione od tego w jakiej szerokości geograficznej się urodziłeś.
  24. Czyli generalnie zaprzeczasz sprawczości ludzkiej woli i chęci? Sądzisz, że nie ważne co byś zrobił, jak mocno starał się, próbował i robił to realnie jakaś nieznana siła za jednym pstryknięciem odcina Cię od celu, stawia niewidzialny mur i pokazuje figę z makiem? A może inaczej - sądzisz, że tyle możesz zrealizować w swoim życiu na ile na siła Ci pozwoli?
×