Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

MalaMi1001

Użytkownik
  • Zawartość

    1935
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Ja właśnie za tydzień idę na pierwszą prawdziwą sesję terapii w tym nurcie. Pierwsze spotkanie trwało krótko, bo pół godziny przez co byłam bardzo zaskoczona, gdyż chodząc na terapie w nurcie ericksonowskim i sesja trwała 45min, czasami w zależności od mojego stanu nawet i 55min. Tutaj wielkie zaskoczenie, że jak to? Serio trwa sesja w tym nurcie 30min? Co można zrobić w tak krótkim czasie? Rozsiąść się wygodnie i później wstać? Generalnie pani zebrała ode mnie wywiad, co jak dlaczego i po co właściwie chcę chodzić na terapię. Zaznaczyła, żebym przed podjęciem terapii zastanowiła się czy aby na pewno jej osoba mi odpowiada, bo przychodzenie na terapię do osoby, która w jakikolwiek sposób irytuje jest bez sensu. Pani generalnie jest chyba w moim wieku, ma strasznie świdrujący wzrok i wygląda na osobę nie w ciemię bitą Generalnie strasznie mocny, władczy charakter, a że to jeden z moich lęków, o którym nie omieszkam powiedzieć postanowiłam w tym gabinecie zmierzyć się z moimi demonami. Mam sobie założyć zeszyt, bo będzie mi bardzo potrzebny (przez 30min nie zdążyłam zapytać po co) ale mam w nim na kolejną sesję napisać jakie cele chcę osiągnąć poprzez terapię. Pani stwierdziła, że będziemy ćwiczyć, ale może mi ktoś podać przykład jak? Co mam prowokować ludzi? Zupełnie nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić. W każdym razie bardzo liczę na tą terapię, bo poprzednia mimo tego, że wyjaśniła mi mniej więcej dlaczego jestem taka poyebana nie wskazała żadnej drogi jak walczyć z pewnymi reakcjami, a ja długi czas myślałam, że jestem w stanie sobie już poradzić z każdą sytuacją. No życie pokazało, że nie.
  2. No ja już jem to prawie drugi tydzień i w sumie nic strasznego się nie stało. Mówię tutaj o efekcie pierwszej tabletki. Jeśli chodzi o samopoczucie to czytałam, że to się strasznie długo rozkręca, a mnie się zdaje, że jestem jakby spokojniejsza, weselsza, nie wkur... mnie to co do tej pory doprowadzało do szewskiej pasji. Może sobie wkręcam, a może to faktycznie działa bo generalnie na leki jestem dość wrażliwa - albo lek działa albo nie działa i tyle. Ja to biorę do Wellbutrinu, który oprócz tego, że senność w ciągu dnia poszła sobie w siną dal i oby nigdy nie wróciła powodował też, że miałam niekontrolowane wybuchy wściekłości i czasami bardzo źle się to kończyło Nie wiem, może akurat w ciągu tych kilkunastu dni nie wydarzyło się nic takiego, co mogłoby mnie doprowadzić do szewskiej pasji, ale w sumie wiara pacjenta w leczenie też potrafi zdziałać cuda, więc sobie będę wkręcać dalej jeśli to wkręt. Teraz mam w sobotę zwiększyć dawkę z 25mg na 50mg i sumie nie wiem czy jest sens skoro dobrze się czuję. Chyba jednak posłucham pani doktor. Maksymalnie mogę dobić do 200mg o ile dobrze pamietam ale chyba nie będzie takiej potrzeby. A teraz mam pytanie z gatunku tych niedojrzałych, nieodpowiedzialnych i szczeniackich Alkohol. Jak to wygląda przy lamo? Można wypić piwo/dwa czy grozi to konsekwencjami w postaci drgawek czy szybkiej wizyty na SORze? Edit: Nie dodałam jeszcze, że oprócz tego, że sam wellbutrin powoduje problemy z zaśnięciem i wybudzenia w nocy (mam to gdzieś i tak skoro cały dzień nie muszę spać ) ale do lamo łykam sobie 25mg hydroksyzyny...Bez tego wybudzenie co 10min średnio. Przejdzie?
  3. Witam po bardzo długim czasie A więc ostatnio mi się trochę pokopsało w życiu i mama podniosła alarm i razem z siostrą załatwiły mi psychuszkę we Wrocławiu, a mieszkam w Łodzi. Podobno psychuszka, która stawia na nogi w dwie wizyty. Skoro przez 7 lat mnie nikt na nogi nie postawił to nie postawi mnie w 2 wizyty ale czego się nie robi dla mamy... Pojechałam i to była bardzo dobra decyzja. Chyba po raz pierwszy lekarz wysłuchał wszystkiego co mam do powiedzenia, a jego zainteresowanie sprawiło, że miałam nawet ochotę na szczerość. Od roku biorę Wellbutrin 75mg i jest super. Super pod tym względem, że to jest jedyny lek, który powoduje u mnie pobudzenie, nie muszę spać w ciągu dnia, koncentracja też jest o niebo lepsza, nie ma żadnych skutków ubocznych ale ma jedną wadę. A mianowicie od dobrego nastroju do wkur@#$% mija jedna sekunda I to takiego wkur... że nie jestem w stanie się opanować mimo, że mam z tyłu głowy świadomość, że to nieadekwatne do sytuacji. Z tego względu dostałam lamotryginę. Jakieś trochę śmieszne wprowadzanie jest tego leku, bardzo powoli ze względu na jakąś wysypkę. Trochę strasznie to brzmi w obliczu tych środków ostrożności, ktoś miał tą legendarną wysypkę? Szczerze mówiąc trochę mnie to przeraziło. No i kurde, nie mam padaczki. Czy o osób bez padaczki po odstawieniu nie powoduje jakichś problemów w tym kierunku? Przeciwpadaczkowy to juz chyba taka kosa czy nie ma sie czego bać? I tak zacznę brać dopiero w weekend, co by mieć czas na ewentualne nieprzewidziane skutki uboczne.
  4. Szanowni, witam po długim czasie nieobecności. Nie będę narzekać, bo nie ma na co. Od chwili kiedy zaczęłam brać Wellbutrin moje życie zyskało nową jakość. Wreszcie znalazłam lekarza, który zdecydował się iść w inny lek niż gówniane SSRI czy trójcykliczne mózgojeby. Generalnie zniknęły całkowicie objawy chronicznego zmęczenia. Wstaje mi się lepiej, nie ustawiam już drzemek przez 40min tylko wstaję od razu, nie przysypiam w pracy i nie mam potrzeby 1,5 godzinnej drzemki po robocie no i NIE MUSZĘ JUŻ ŻREĆ NIC NA SEN!. Ja nie wiedziałam, że tyle można zrobić przez resztę dnia po pracy! Co do działania antydepresyjnego też jest ok - nastój mam stabilny, nie przejmuje się pierdołami, zyskałam większą pewność siebie. Biorę już ponad pół roku, działanie nic się nie zmienia. I teraz mam pytanie do forumowych farmaceutów - nie będę przecież pytać psychiatry . Co by się stało gdybym do tego leku dorzuciła sobie suplement diety (Mucuna ekstrakt 40%), który zawiera w sobie l-dopę? Interakcje? Dół po odstawieniu? Zniszczenie działania Wellbutrinu i powrót chronicznej senności? Parkinson? Jeśli coś z tych rzeczy odpuszczę sobie ten suplement. Co o tym myślicie?
  5. Powiem tyle, nowa pani doktor przepisała mi go na sen, bo hydroksyzyna działa słabo i zamula w dzień, zolpidem jakiś czas temu odstawiłam i nie chciałam do niego wracać. Ostatnio miałam masakryczny okres, stres, nocne przebudzenia co chwila, ściskanie w żołądku, w gardle, non-stop płacz, lęk, strach i wszystko co sobie można wyobrazić. Nosiłam tą receptę w torebce i postanowiłam wykupić i po jednej małej zielonej tabletce natrętne myśli odeszły w cholerę Bez spinki wsiadłam w samochód i wróciłam do domu. Nawet ręce mi się nie trzęsły, nie drżał głos, mam ochotę porozmawiać, skupić się na czymś. Póki co super. Wzięlam wczoraj wieczorem jedną i dzisiaj w ciągu dnia już dwie jak poczułam, że somatyka się odzywam. Jestem wyluzowana, trochę otumaniona, ale nie przeszkadza mi to. Biorę jeszcze cały czas 75mg Wenli. I teraz pytanie, jak długo to można brać, czy wzrasta tolerka itp. Bo chyba znalazłam swój zestaw życia.
  6. A ja chcę zejść do 32,5mg. Generalnie nie brałabym wcale, ale podoba mi się jeden efekt wenli. A zmniejszyć muszę ponieważ po latach udało mi się odstawić zolpidem i mimo brania hydro nie mogę spać. Po hydro generalnie mogłabym spać w dzień, a nie w nocy. Dzisiaj wybudzałam się nieskończoną ilość razy, chyba nie przespałam w ciągu 15min, zmęczona poczułam się oczywiście rano kiedy trzeba było wstać. Dziś koncentracja zerowa. Ogólnie chciałabym odstawić wszystkie leki jakie biorę, a jest tego sporo. A najbardziej na świecie pragnę chwili spokoju i samotności. W ogóle jest do doopy, zarzucam wszystkie plany na przyszłość, chcę tylko żyć sobie w maksymalnej ciszy i spokoju aż do śmierci.
  7. Chyba sobie zakupię. Dzięki chłopaki. A tak na marginesie, można to szamać dajmy na to 5 dni w tygodniu z rańca w robocie? Żeby się dało wysiedzieć te dupogodziny skupiając się na jakimś fajnym temacie, bez spinki, bez nerwów i spoglądania na zegarek co 30 sekund? W sensie czy nie za często? Rzecz jasna nie przeginając z dawką. Dark Knight, Ty szamasz moklobemid razem w wenlafaksyną? Jak się sprawdza takie połączenie? Daje kopa i energię? Jakie są szanse na powikłania? Uwielbiam moklobemid, brałam go nawet 3 dni razem z fluoksetyną i cynaryzyną, ale czułam się jak wypluta mysz z paszczy lwa, więc darowałam sobie pozostając na swoją szkodę przy samej fluoksetynie. Za to sam moklobemid wspominam wspaniale, szkoda, że mi tym doopa urosła
  8. Przepraszam, sądziłam, że jesteś chrześcijaninem. No nie tylko wg kk, bo osobiście nie znam religii, która nie obiecuje na mecie raju. A mówimy w tym temacie o religiach i wyznaniach ogólnie, tak? Tak czy siak jak można wierzyć, że dobro nie istnieje bez zła i odwrotnie, a jednocześnie wierzyć w istnienie nieskończonego dobra i nieskończonego zła? Żeby tak było wszyscy musieliby być tacy sami, mieć takie same oczekiwania, a nawet myśli, bo z różnic międzyludzkich wynikają właśnie takie niuanse, że jeden chce więcej niż drugi i dąży to tego bardziej, choćby po trupach.
  9. No przecież zdaje się, że te wasze niebo jest utożsamiane ze światem gdzie nie ma zła, cierpienia, ubóstwa, niesprawiedliwości i kłamstwa, więc jak to jest? Istnieje tam tylko jedna strona monety? Przeczysz sam sobie
  10. Jeśli to nieodpowiedni dział na taki temat z góry przepraszam i proszę o przeniesienie w odpowiednie miejsce. Mam pytanie do wszystkich mądrych ludzi z forum, biegłych w sztuce farmakologi O co właściwie chodzi z tym medycznym ziołem? CO właściwie leczy? THC czy CDB? A może jedno i drugie? Bo ja nie rozumiem o co chodzi w całej tej medialnej nagonce związanej z doktorkiem z CZD. Podawał dzieciom lek na bazie zioła, no ok, jeśli znaleźli się ludzie, którzy gotowi byli podawać go własnym dzieciom - też ok. Ale w tych właśnie mediach są sprzeczne informacje na temat zawartości THC w różnej maści lekach, szumnie nazywanych medyczną marihuaną. Jedni mówią, że zawartość THC jest żadna bądź tak nieznaczna, ze nie powoduje znanego większości populacji świata efektu upalenia. Drudzy znowu twierdzą, że to zależy od rodzaju schorzenia na jakie się lek podaje, więc jak to w końcu jest? Nie da się wyselekcjonować bądź produkować syntetycznie substancji leczniczej i zwyczajnie stworzyć leku, który nie będzie ludziom kojarzyć się z dragiem? Mało przecież kto wie z tych wszystkich krzykaczy, że na ADHD podaje się pochodną amfetaminy, która jak się ktoś uprze może się delikatnie przyćpać. Ci sami nie negują jakoś podawania morfiny, silnego draga z tej samej ligi co heroina ludziom ciężko chorym i niemożliwie cierpiącym i pewnie sami błagaliby na kolanach o podanie go gdyby sytuacja tego wymagała. Pomijam tą prowadzoną w mediach bzdurną dyskusję na ten właśnie temat, chodzi mi o fakty. Jak to właściwie z tym ziołem jest?
  11. NaaN, na sobie się nie zawiodłam, nie ma już na czym, nie czuję nawet już do siebie żalu. Nic do siebie nie czuję. Na nikim innym się też nie zawiodłam, przecież wiedziałam, że tak będzie od samego początku, ale zaburzenia pchały mnie do babrania się w tym błocie. W zasadzie to mam żal do siebie tylko o jedno, że znów rzuciłam wszystko byle tylko mamić ten swój chory umysł iluzjami. A właściwie czy to żal? No nie, chyba jednak nie. Przecież już raz to zrobiłam, mogłam spodziewać się czegoś innego? Nie chcę dobrych rad, nie są mi potrzebne. Psychoanaliza też nie jest mi potrzebna, znam siebie już doskonale. Zwyczajnie stało się, a konsekwencją tego jest .... tak jakbym nie istniała ale przecież żyję. Chyba po raz pierwszy życiu nikogo o nic nie oskarżam, ani nawet nie mam pretensji do siebie. Nawet nie jestem w stanie określić tej rzeczywistości, w której się teraz znalazłam. Ja nie twierdzę, że tak jest, ale wyobrażam sobie, że jeśli jednak człowiek ma jakieś powody do radości ma siłę walczyć z całą resztą. To się chyba nazywa motywacja. Ja żadnej nie mam.
  12. NaaN, tylko, że mnie już nie zależy i to jest cały problem. Cały ten wysiłek jaki do tej pory wkładałam, żeby być szczęśliwą jest bez sensu. Znów źle wybrałam, a nie chce mi się już zwyczajnie próbować znów, testować swoich możliwości jako "normalnego" człowieka. Nie chce mi się zastanawiać czy dobrze robię, czy nie pozwalam za dużo, czy wyznaczyłam odpowiednie granice, nie chce mi się uczyć drugiego człowieka tylko po to, żeby stwierdzić no tak - poznałam tego człowieka, okazało się, że ma swoje problemy których konsekwencji ja nie jestem w stanie zaakceptować. Jestem już tym zmęczona. I po co to skoro może się okazać, że nawet jeśli kiedyś mi się uda to okaże się, że to czego tak pragnęłam całe życie wcale nie smakuje tak zajebiście jak zawsze sądziłam, że smakuje. Przecież żyję bez tego, prawie 30 lat, pożyję na psychotropach jeszcze ze 20, więc czy warto wiecznie w swoim życiu prowadzić burzę tylko w jednym celu? Mnie się już nie chce, nie zależy mi. Dzisiaj się dowiedziałam, że ktoś chce wynająć moje mieszkanie w innym mieście, ale dopiero do następnego miesiąca. To fajnie, bo mam jeszcze kilka dni na decyzję czy chcę je faktycznie wynająć czy może wracać, zaszyć się w swoim WŁASNYM, a nie wynajmowanym za chore pieniądze kącie i mieć wszystko gdzieś. W zasadzie nie mam żadnej motywacji żeby zostać tutaj gdzie jestem, więc po co się zmuszam? No wiem po co, to są właśnie złudzenia, którymi od zawsze się karmię. Chyba jednak przestaję być głodna.
  13. NaaN, bo widzisz, moje życie stało się strasznie płaskie, jest takie od dawna, odkąd tylko pamiętam i odkąd też pamiętam ten czasami niewypowiedziany bunt przeciwko traktowaniu mnie jak przedmiot był chyba jedyną formą rozrywki, która powodowała jakąś zwyżkę uczuć. Czy potrafię żyć inaczej? Pewnie tak, ale w zupełnej samotności z minimalnymi ludzkimi interakcjami. Bo skoro bez miłości żyć sie da, bo żyję to może pojść dalej i zrezygnować z możliwości dawania innym pretekstów do traktowania jak przedmiot. Coraz bardziej skłaniam się ku tej opcji, w zasadzie teraz na i tak na niczym mi nie zależy, nie mam żadnych planów co do swojego życia, więc dlaczego nie? Tego jeszcze nie próbowałam. Dowiedziałam się jeszcze o sobie dziś co następuje:za swoje niezadowolenie z nieumiejętności podejmowania ważnych decyzji wyżywam się na sobie, bo kogo innego można zwalić winę za to że jest się intelektualnie i emocjonalnie upośledzonym? No tylko siebie.
  14. Chociaż nie chodzę już na psychoterapię, bo ją skończyłam ale prowadzę coś w rodzaju autoterapii, czyli grzebania w swojej świadomości/podświadomości w celu znalezienia odpowiedzi na trudne pytania. Dziś ustaliłam co następuje: 1. Czy można żyć bez miłości - można, przecież żyję 2. Co to za życie - takie jakie mam, ale czy znam inne? (ironia, wyrzut w stosunku do siebie, ukryta nienawiść za to, że nie potrafię tej miłości zdobyć robiąc już praktycznie wszystko co się tylko dało, bez rezultatów) 3. Czy karmię się złudzeniami - Tak 4. Co właściwie spowodowało moje deficyty życiowe - to, że byłam kochana tylko wtedy gdy byłam do czegoś przydatna i nie sprawiałam przy tym problemów - kiedy bez grymaszenia chodziłam do pracy w polu po szkole i w wakacje, potulnie sprzątałam chałupę, przynosiłam dobre oceny do domu żeby mamusia mogła być dumna, nie miałam oczekiwań i nie stawiałam wymagań - taka potulna krowa, która robi wszystko czego się od niej chce. Tak zostało do dziś, pozwalam się traktować jak przedmiot i nie jestem w stanie tego schematu przerwać. No i posiadam przemożną chęć bycia potrzebną, nawet jako przedmiot czy ozdoba na parapecie. 5. Czy sama siebie traktuję jako przedmiot? - Tak, inaczej chyba już nie chcę, i tak nie odczuwam przyjemności 6. Zadanie domowe - DLACZEGO chcę traktować siebie jak przedmiot?
×