Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Happyandsad

Użytkownik
  • Zawartość

    14
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Hej wszystkim. Trochę tutaj nie zaglądałem. Doszedłem do wniosku, że wolę brać lek bez czytania o nim co chwilę. Jednak muszę znów się odezwać. Od jakichś 73 dni jestem na dawce 20mg Paroksetyny. Bywa różnie, są lepsze dni i są też te gorsze. Dostrzegam plusy tego leku, m.in. blokadę depresyjnych myśli, zmniejszone lęki czy mniejsza emocjonalność która pozwala mniej się wkurzać czy też mniej przejmować różnymi rzeczami. Podoba mi się to. Z drugiej strony praktycznie na nic nie mam ochoty i ciągnie mnie do łóżka. Wtedy wiadomo, senność i oczy same się zamykają. Najlepiej było po jakichś 3-4 tygodniach od początku przyjmowania leku. Miałem więcej chęci, ćwiczyłem, oglądałem serial. Niestety, trwało to z 2 tygodnie, później odeszło i już nie wróciło. To jedna sprawa. Druga jest taka, że Paro odcina mnie od ludzi. Nie mam ani chęci ani pomysłu na rozmowę z nimi. Widzę jak pogłębia się to coraz bardziej. Zresztą, trwa to już z 1.5 roku czyli odkąd rozpoczęła się moja większa przygoda z lekami SSRI. Kiedyś poszedłem do psychologa, a godzina zleciała mi niczym 5 minut, tak dużo mówiłem. Jeden wątek łączył mi się z drugim. Dzisiaj nie wiem o czym mógłbym z nim rozmawiać. Odnoszę wrażenie jakby lek zbudował pewną blokadę w mojej głowie. Odgradzając złe myśli i lęki, a wraz z nimi część mnie, która przecież nie była jakaś zła. Czasem mam ochotę aby coś zmienić, coś porobić. Zagadać do ludzi, nawet tutaj na forum. Obejrzeć film czy znów ćwiczyć, ale są to tylko takie szepty w głowie, które szybko zagłusza poczucie bezsensu, lenistwo i niechęć. Naprawdę jest mi z tym ciężko. Biorąc Paroksetynę chciałem w końcu ruszyć z miejsca. Znaleźć pracę bez której jestem już 3.5 roku, a znalazłem się w sytuacji w której mija dzień za dniem. Każdy dzień jest taki sam, nic się nie zmienia. Izoluję się coraz bardziej. Nawet nie mam zbyt dużych wyrzutów sumienia dzięki paro. "Jest jak jest, idź spać, zjedz coś, posiedź chwilę i znów się połóż. Tak jest okej." Gdyby lek potrafił mówić, to pewnie tak by to brzmiało. Sam nie wiem co robić. Dziś wziąłem połowę, czyli 10mg, ale czy odstawienie to dobra decyzja? Boję się, że znów zacznę dobijać się godzinami depresyjnymi myślami, że zacznę się przejmować głupotami, wracać do przeszłości. Że odezwą się znów moje pewne objawy ptsd, itd. Nie chcę tego, ale też nie chcę żyć w tej blokadzie, która odcina mnie od... życia. Życia, którego tak naprawdę praktycznie nie miałem, więc sam nie wiem do czego chcę wracać... No ale to już inna historia. Czy ktoś z was miał podobnie? Czy ktoś brał lek dalej i w końcu zaczęło być... normalniej? A może mam odstawić lek i zobaczyć jak to będzie bez niego. Zawsze przecież można wrócić...
  2. @zielona-welonka Dla mnie to piękny powód. Psy są cudowne. Nie zajmuję się swoim jako jedyny w domu, ale czuję dodatkowy smutek myśląc, że miałbym już go nigdy nie zobaczyć... Odpowiadając na pytanie - trzyma mnie moja siostra i mama. Wiem jak tragiczne byłoby to przeżycie dla nich, gdybym postanowił wszystko skończyć. Wystarczy, że moje życie jest złe, nie chcę dodatkowo zniszczyć go tak bliskim osobom.
  3. Hej, nie wiem czy w odpowiednim miejscu tworzę ten temat. Jeśli nie to proszę o przeniesienie. Zacząłem się dzisiaj zastanawiać nad emocjami, tym co czuję i doszedłem do wniosku, że staję się coraz bardziej zimny. Owszem, biorę leki antydepresyjne, które mają wpływ na emocje, ale już przed nimi czasem łapałem się na tym, że w sytuacjach w których powinienem coś czuć nie czułem nic. Na przykład dziewczyna (już była) wysłała mi nagranie, monolog w którym odnosiła się do naszej związkowej sytuacji, płakała, a mnie to nie ruszyło. Mogłem iść po odsłuchaniu oglądać YT albo sobie pograć, itd. To było przed lekami. W trakcie farmakoterapii też jest podobnie. Ktoś ze znajomych pisze mi, że dzieje się coś złego, a ja nie mam tej empatii. Owszem, staram się pomóc, pocieszyć, ale w środku zero reakcji. Dostrzegam też to w odniesieniu do samego siebie. Kiedy robię coś nie tak albo próbuje przekonać siebie do działania, zrobienia czegoś ze swoim życiem, to tak jakbym mówił do ściany. Jakby dwie osoby były we mnie i ta słabsza chce ruszyć, być inna, lepsza, ale ta silniejsza totalnie ją olewa, bez mrugnięcia okiem, bez emocji. Też nie jest tak, że kompletnie nic nie czuję. Wciąż towarzyszy mi lęk, stres, radość, smutek, zdenerwowanie, itd. gdyby coś złego stało się moim bliskim, to nie wiem jakbym psychicznie sobie z tym poradził. Wszystkie znajomości jakie mam mógłbym zakończyć dzisiaj, a nie poczułbym, że mi ich brakuje. Pamiętam, że jeszcze z 5-6 lat temu wyglądało to inaczej, miałem empatię, cieszyłem się nawet z tego, bo dzięki temu łatwiej było mi zrozumieć drugą osobę. Pomóc jej. Dziś coraz rzadziej tak szczerze potrafię współczuć. Czy brak mi wrażliwości, takiej która sprawia, że łezka kręci się w oku człowieka? Raczej nie. Wiele sytuacji wpływa na mnie nawet zbyt bardzo. Na filmie Mój przyjaciel Hachiko mógłbym płakać cały czas jak i przy wielu innych scenach filmowych. Łza pojawiła mi się też na pogrzebie ciotki, ale nie z jej powodu, a tego przerażającego smutku i płaczu, np. mojej mamy czy jej męża. Kiedy w domu ktoś słyszy w TV, że zginęło dziecko to przeżywa mniej lub bardziej. Mi jest to obojętne. Czy ktoś jest w stanie powiedzieć mi co jest grane? Czy to może być jakaś choroba, a może efekt uboczny stanów depresyjnych, lękowych i nerwicy? Czy to wszystko świadczy o tym iż jestem złym człowiekiem? Coraz bardziej mi to przeszkadza. Oczywiście... bez emocji ale gdzieś w środku wiem, że to nie tak powinno wyglądać. Może opisałem to zbyt chaotycznie, zbyt mało szczegółów, ale ciężko wyrazić to słowami.
  4. @chester, a co mogłoby być tym czymś aktywizującym? Jakieś propozycje?
  5. Jak wygląda kwestia porno i masturbacji? Być może w tym tkwi problem i potrzebny jest mu odwyk od tych spraw, aby móc lepiej skupić się na seksie z Tobą.
  6. @DEPERS, raczej stany depresyjne niż ciągłą depresję. A życie cóż... systematycznie psuło się już od wielu lat.
  7. @Szczebiotka Raczej tak, od razu na 20. Za pierwszym razem chyba przez tydzień brałem połowę tabletki czyli 10mg, następnie przeszedłem na 20mg i nie było źle. Chyba najgorsze co mnie spotkało to zaciskanie się szczęki co było raz, że irytujące, a dwa - bolały już od tego zęby. Jeszcze zastanawiam się nad Fluwoksaminą.Ponoć na lęki działa podobnie jak Paro, a przy okazji aż tak nie zamula. @chester Eh, w tym też mój problem, wielki problem. Zbyt często myślę o tym, że leki wyrwą mnie z tego stanu w jakim jestem, że obudzę się pewnego dnia pełen energii i chęci do działania. Jednak czas leci, a nic się nie zmienia. Najwyraźniej jestem zbyt słaby aby samemu ruszyć z miejsca, nie mam też cierpliwości. Chcę coś już, na teraz, a jeśli tego nie ma to uznaję za nieosiągalne. Zepsuta psychika=zepsute życie ;d
  8. @chester dołożyłem, bo to dość popularne połączenie, a ja czułem, że 20mg to jeszcze nie to czego oczekuję. Sporo osób chwaliło, ale fakt, później też widziałem kilka opinii, że Pregabalina miała zły wpływ w połączeniu z SSRI. Zgadzam się też z tym, że odstawienie Pregi jest trudne. Mnie dopadła mocna depresja na jakieś 2 tygodnie. @ProstyUser Tak naprawdę Paro była pierwszym lekiem jaki poczułem, pozytywnie. Trochę obawiam się tej dawki 40mg (60 brzmi jeszcze straszniej) z powodu tego "lenia". Zwłaszcza, że obecnie próbuję znaleźć pracę. Jednak chyba najlepszym wyjściem będzie powrót do Paroksetyny i rozpoczęcie od 20mg. Poczekanie tych 4-5 tygodni czy tak samo pojawi się działanie jak dawniej, a dopiero potem ewentualny wskok na 40mg.
  9. Zacząłem brać paroksetynę na początku stycznia. Właściwie można powiedzieć, że od dawki 20mg. Pierwsze efekty pozytywne odczułem mniej więcej po 4 tygodniach, gdzie czułem jakby blokadę lęków. Wciąż atakowały, ale tak jakby odbijały się od ściany. Podczas brania tej dawki udało mi się zrobić kilka rzeczy. Nic wielkiego, ale dla mnie miało to znaczenie. Przeczytałem 5 książek, skończyłem 2 gry, zacząłem trochę ćwiczyć. Nie było może wielkiej aktywizacji, ale był to czas kiedy chciało mi się to robić. Czas który do tamtej pory stawał mi się obcy. Jednak lęki delikatne wciąż były, a ja czułem, że z Paro da się wycisnąć więcej. Najpierw jednak czytając pozytywne opinie o połączeniu Paro z Pregabaliną postanowiłem ją dodać. Zacząłem od 150mg. I wtedy tak jakby zaczęło się wszystko psuć. Wciąż jeszcze coś robiłem, ale odczuwalny był spadek pozytywnych odczuć. W końcu doszedłem do wniosku, że może po tych jakoś 6 tygodniach z dawką 20mg straciła ona swoją moc. Wszedłem na 30mg oraz zacząłem brać pregę 2x150mg. Od tamtej pory już nie miałem ochoty na działanie, wolałem sobie leżeć i nie robić za wiele. Lęki i tak się pojawiały, może nie tak wyraźnie, stany depresyjne na znośnym poziomie. Tygodnie mijały, dobiłem jakoś do 6 i zacząłem odstawiać Prege myśląc, że to ona tutaj namieszała. Niestety, nie dało to nic. Po kolejnych 2-3 tygodniach przeszedłem na Sertralinę. Dziś znów zastanawiam się nad powrotem do Paro, bo na lęki działała najlepiej. Tylko zastanawiam się co mogło być przyczyną, że później wszystko się zepsuło. Czy to Pregabalina była powodem? Może 30mg okazało się zbyt dużą dawką serotoniny? A może to już tak bywa, że najpierw Paro działa super, a później następuje zjazd. Czy ktoś z was miał podobną sytuację?
  10. @zburzony Biorę 200 obecnie już praktycznie 2 tygodnie. Wcześniej przyjmowałem 150mg i jeśli mam być szczery, to zbyt wielkiej różnicy nie czuję. Niby jest okej, ale niepokój wciąż towarzyszy i też lęk przed działaniem. Nie udało się zbytnio tego zniwelować. Jeśli siedzi się w domu, to spoko, ale cała reszta po staremu. Najpewniej będę musiał wrócić do Paro i wbić na 40mg. Brakuje mi trochę tego odcięcia się. Niby na Paro bardzo chętnie leżałem, dużo więcej niż na Sertralinie, ale za to był okres kiedy sporo udało mi się zrobić. Przeczytać kilka książek, przejść jakąś grę co nie miało miejsca już lata, przez pewien okres też ćwiczyłem. Sertralina niby ma działać aktywizująco, a jakoś przez te już chyba 3 miesiące nie doświadczyłem jakichś chęci aby za coś się zabrać. Niestety.
  11. Widzę, że to coś drogiego. Ponad 100 zł za 60 tabletek, które pewnie trzeba brać 2x dziennie ;/ Jeśli chodzi o pobudzenie, to próbowałem Reboksetyny, ale pojedyncze dawki niezależnie od ich wysokości nie wywoływały niczego poza częstym wybudzaniem w nocy.
  12. Widzę, że sporo jest do wyboru jeśli chodzi o Choline. Polecasz coś konkretnego czy nie ma to większego znaczenia?
  13. Mam tak samo od kilku lat i również nie potrafię tego zmienić. Mam wrażenie, że z biegiem czasu staje się to coraz silniejsze. Czasem myślę, że np. chciałbym obejrzeć serial, przeczytać książkę, ale nic z tego nie wychodzi. Ciężko nawet mi wytłumaczyć dlaczego. Po prostu mi się nie chce, to takie dziwne wewnętrzne uczucie. Jakby niewidzialna blokada, ściana przez którą nie da się przebić.Wolę leżeć bezczynnie lub oglądać YT. Czy faktycznie suplementacja czegokolwiek zwiększającego poziom dopaminy komuś pomogła?
  14. Hej, kilka tygodni temu zdecydowałem się odstawić Paro 30mg i przejść na sertralinę. Myślałem, że dzięki temu przestanę leżeć na kanapie i olewać wszystko jak na paro. Jednak coś chyba nie działa. Właściwe od samego początku wszedłem na 150mg Asertinu. Dziś rozpoczął się 7 tydzień na tej dawce, a raczej nie czuję pozytywnego działania leku. Uczucie niepokoju czy trzęsące się dłonie, bardzo często mi towarzyszą. Mniej natrętnych, depresyjnych myśli, ale coraz częściej się przebijają. Myślicie, że warto poczekać jeszcze 2-3 tygodnie czy jakoś zareagować poprzez zwiększenie dawki bądź zmianę leku?
×