Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

rookie

Użytkownik
  • Zawartość

    5
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy
  1. rookie

    Potrzebuję się zwierzyć ze swoich problemów

    @Lilith Po prostu znam ich od bardzo dawna, robiliśmy wiele rzeczy razem, trzymaliśmy się mocno ze sobą i ewidentnie mnie lubili i szanowali. Ale kontakt się zepsuł myślę że jeżeli chodzi o pewne sprawy zostałem w tyle za nimi, dalej mnie lubią, dalej mam z nimi kontakt (choć od dłuższego czasu słabszy). Po prostu znają mnie dobrze i wiedzą o moich słabościach (dużo ludzi mniej lub bardziej o nich wie). Ale żadnemu z nich nie ufam teraz na tyle, żebym mógł powiedzieć co czuję, poza tym jak pisałem sam ucinam kontakt ze względu na dołek psychiczny, w którym jestem. A co do zaburzeń osobowości, to wiem, że należy unikać samo-diagnozowania się , ale myślę, że jak już dojdzie do wizyty u psychiatry to jakąś diagnozę otrzymam. (ewidentnie jestem znerwicowany, boję się podjęcia pracy, gdyż jestem lewy w kontaktach z ludzi oraz boję się, że stanę się pośmiewiskiem przez moją nieporadność, lekkie paranoje i urojenia, bardzo duże zmiany nastrojów wczoraj przepłakałem całą noc i chciałem się zabić, dzisiaj czuję się świetnie, poza tym słyszę czasami piski, lub szum w głowie, boję się i unikam czasami kontaktu z ludzmi, zerowa koncentracja i orientacja w terenie, coraz słabsza pamięć, częste gubienie wątku w trakcie rozmowy, anhedonia, derealizacja, częste wyobrażane siebie jako kogoś innego, lepszego, wyobrazam sobie ze gadam z ludzmi i że jestem normalnie otwarty, ciągły monolog w myślach, dziwna treść myśli, natrętne myśli i pewnie i inne "objawy" by się znalazły, ale nie chce mi się już nad nimi rozwodzić. Mam lepszy humor dzisiaj wychodzę chyba nawet na jakieś krótkie spotkanie z domu. Osobowość paranoiczna, unikająca, nerwica, adhd, może coś pokroju schizofrenii prostej? A może zwykła depresja, lub nieco gorsza opcja dystymia (to jest moim zdaniem najbardziej prawdopodobna opcja, no ale nie mogę wykluczyć innych zaburzeń psychicznych, a jest jakaś szansa, że takowe posiadam, choć mam nadzieję, że nie). Do końca 2019 r. będę chciał iść do psychiatry, ogólnie niby jestem często smutny niby ten, ale rzeczą, która też mnie mocno charakteryzuje to moja obojętność na wszystko, do niczego nie podchodzę emocjonalnie (a przynajmniej rzadko), oprócz tego ta PUSTKA W GŁOWIE, gdy jestem w towarzystwie... Dobra nieważne zobaczymy co przyniesie dzisiejszy dzień, mam zamiar wyjść do ludzi zobaczymy czy znowu popadnę w jakieś kompeksy czy paranoje przez to, że zaprezentowałem sie jak zazwyczaj, czy może będę zachowywał się w miarę normalnie... xd
  2. Jestem przekonany, że marihuana nie wywarła negatywnego wpływu na twoją psychikę, w sensie to nie ona jest źródłem twoich problemów. Marihuana może tylko potęgować zły stan psychiczny, gdyż pod jej wpływem dostrzegamy w sobie różne nieprawidłowości w sobie ze zdwojoną siłą. Dlatego jest to używka raczej niewskazana dla ludzi mających problemy natury psychicznej (chociaż są osoby, którym stan najarania pomaga zapomnieć o problemach, wyluzować się). Pracuj nad sobą, wierz że kiedyś będzie dobrze i twój aktualny stan będzie tylko wspomnieniem. I musisz się leczyć. Trzymaj się, nie łam się i głowa do góry (wiem jak bardzo to trudne, ale Przynajmniej PRÓBUJ)
  3. rookie

    Zwariowałam. Czy to już koniec?

    Wiem co czujesz, jedyną rzeczą jaką daje mi motywację jest nadzieja (nadzieja ponoć umiera ostatnia), że kiedyś w przyszłości będzie dobrze, że czeka mnie jeszcze wiele chwil, jestem jeszcze młody głupotą byłoby gdybym sie poddał i skończył ze swoim żywotem. Na początek staraj się robić to co lubisz, spędzać jakoś w miarę produktywnie i przyjemnie czas, nie przejmuj się zdaniem innych (to bardzo ważne, nie dobieraj sobie do głowy co mówią inni ludzie), ale wizyta u psychiatry jest nieunikniona, bo nie dasz sama sobie rady (przerabiam to od pół roku, w sumie ostatnio jest tylko gorzej). Życzę ci jak najlepiej, nie łam się chociaż jest to czasami cholernie trudne.
  4. rookie

    Potrzebuję się zwierzyć ze swoich problemów

    @Lilith Zobaczymy, do psychiatry prędzej, czy pozniej będę musiał iść, jestem ciekawy czy poza symptomami depresji dolega mi coś jeszcze (nerwica, zaburzenia osobowosci, adhd). Zmiana otoczenia póki co nie wchodzi w grę, bardziej chciałbym lepiej radzić sobie w tym (w sumie mam dużo znajomych, nawet kilku przyjaciół tylko, że oni wszyscy mają mnie za tak jak mowilem nieudacznika, nawet jesli mi nie wszyscy mowia o tym wprost, to wiem ze tak o mnie mysla). Dzięki za odpowiedz
  5. A więc tak... Nie wiem za bardzo od czego zacząć, ogólnie najprawdopodobniej post będzie napisany dość chaotycznie, ale mniejsza o to... Generalnie mam 19 lat i średnio sobie radzę w życiu. Jednym z wielu moich problemów jest trudność w nawiązywaniu kontaktów. W ostatnim czasie zaczynam sie odizolowywać od znajomych. Mam kompletną pustkę w głowie, brak mi tematów do rozmowy. Nie liczę garstki znajomych, z którymi potrafię w miarę normalnie porozmawiać. Poza nimi jestem kompletną pierdołą, jeżeli chodzi o nawiązywanie relacji i ich podtrzymywanie, stresuję się podczas rozmowy, myślami jestem zazwyczaj gdzieś indziej. Wiele osób zarzuca mi to, że nie jestem dość rozmowny. Powiecie, że to zwykła nieśmiałość nad, którą trzeba pracować, ale uwierzcie mi, że jest to coś więcej. Nie potrafię tego tematu w tym momencie dobrze rozwinąć, tak, żeby mieliście realny wgląd jak sie odnajduje w towarzystwie. Ogólnie boję się, że sobie nie poradzę w przyszłości. Bardzo dużo osób ma mnie za "nieudacznika", wiele razy słyszałem takie stwierdzenia w kierunku swojej osoby jak: "masz lewe ręce do wszystkiego", "na niczym się nie znasz", "do niczego się nie nadajesz, nie widzę cię w żadnej robocie". Nie ukrywam, że przykro było mi to słyszeć, mam jakieś swoje poczucie wartości, które jeszcze nie sięgnęło dna, ale po części zgadzam się z tymi stwierdzeniami. Mieszkam na wsi, tutaj sprawność manualna i generalnie "znanie się na robocie" jest dość cenione. Wiele moich rówieśników zapracowało sobie na samochody, ciągle o nich rozmawiając, poniekąd chwaląc sie nimi i tym co z nimi robią, jednocześnie często mi dogryzając (jako jedyny w swojej klasie nie mam prawa jazdy, boję się kompletnie zapisać na kurs). Generalnie, gdy mam coś zrobić pojawia się u mnie poczucie niepewności, jakieś wewnętrzne napięcie, które czasami można zakwalifikować jako po prosu stres, w mojej głowie zaświeca się lampka alarmowa mówiąca o tym, że mogę sobie nie poradzić... Nie lubię, gdy ktoś jeszcze na to patrzy, to przede wszystkim mnie stresuje... Zaczynają mi się trząść dłonie, robię coś zle, często robiąc absurdalne błędy, a co za tym idzie staję się obiektem żartów (ogólnie jestem znany ze swojej nieporadności). Stresuję się często bezsensownymi sytuacjami. Nie wiem co chciałbym robić w życiu, często rozmyślałem nad swoją przyszłością i niestety zazwyczaj te rozmyślenia sprawiały, że dochodziłem do wniosku, że moje życie jest skazane na porażke, często towarzyszyły mi przy tym myśli, aby je zakończyć i, że kiedyś prędzej, czy pozniej do tego dojdzie. Oprócz trzęsących sie dłoni można u mnie zaobserwować takie reakcje na stres jak: silne pocenie się, :"załamany głos", czasami jakieś dziwne tiki nerwowe. Nienawidzę w sobie tego, że jest taki roztrzepany, narwany, niecierpliwy, rozkojarzony... Poruszając się po nieznanym mi mieście, gdzie każdy normalny człowiek wie gdzie idzie, orientuje się, zapamiętuje drogę, wie jak wrócić z punktu b, do którego się przemieścił z swojego pierwotnego miejsca. Ja w takich sytuacjach się gubię. Nie wiem jak znaleźć drogę. Cieżko będzie mi opisać wystarczająco dobrze stopień mojego rozkojarzenia powołując sie na jakieś przykłady argumentujące to, gdyż takowych zwyczajnie nie pamiętam. Sytuacja z dzisiaj wyciągnąłem sobie sok, chciałem wziąc sobie szklankę, szklanki mam w innej szafce niż talerze, otworzyłem oczywiście tę szafkę z talerzami zawieszając sie na 20s, po czym dopiero sobie przypomniałem sobie, po co w ogóle otwierałem szafkę. Generalnie różnych, podobnych sytuacji w moim życiu było piekielnie dużo, w sumie to od zawsze odkąd pamiętam taki byłem, od pierwszych lat podstawówki byłem właśnie taki "rozkojarzony". Ale byłem dośc zdolnym dzieckiem, z ogromną łatwością przyswajającym informacje , wybijającym się błyskotliwościa na tle irowiesnikow, nigdy się nie uczyłem zbyt wiele i do ostatniej klasy gimnazjum byłem uczniem więcej jak solidnym (ale co też trzeba podkreślic nie jakims wzorowym, wybitnym ale patrzac na to, ze w ogole sie nie uczylem, chyba ze w przerwach miedzy lekcjami, to radzilem sobie bardzo dobrze). Odbieglem troche od tematu, po prostu chodzi mi o to, że dawniej chyba jakiś poważniejszych problemów z koncentracją nie miałem, teraz bardzo często coś wchodzi jednym uchem a wychodzi drugim, ponieważ mój mózg ciągle bombarduje mnie róznymi przemyśleniami, analizowaniem różnych rzeczy oraz najzwyczajniej myslę o innych rzeczach. Ogólnie jestem dośc zamulony, spowolniony. Odkładam dosłownie WSZYSTKO zawsze na ostatnią chwilę, bo potrzebuję jakiejś presji na sobie, uczucia, że już po prostu muszę, żeby się zmusić do wykonania jakiejś czynności. Ogólnie jestem tez takim trochę, że sie tak określe ("schizusiem") bardzo często podczas rozmowy dwóch osób doszukuję sie w ich słowach analogi do mnie, czyli po prostu niedosłowne dogryzanie mi, uważam, że czasami dobrze to interpretuje, lecz za pewnie równie często błędnie. Często z nowo poznaną osobą mam jakieś wrażenie, że ta osoba mnie "czyta" i doskonale sobie zdaje sobie sprawę z moich słabości. Często mam wrażenie, że 2 śmiejące się osoby śmieją się ze mnie, choć nie mam jakichkolwiek podstaw, żeby wysunąc takie stwierdzenie. Bardzo est mi to w tym momencie opisać. Mam dzisiaj lepszy dzień (ostatnie 2 tyg było dla mnie bardzo cięzkie) i nie mam aż tak dobrego wglądu w moje emojce, jak wtedy kiedy znajduje się w rozsypce psychicznej i cięzko mi jest opisać pewne zdarzenia oraz cechy mojej osobowości. Mam bardzo duże wahania nastrojów, natłok myśli, trudności z zasypianiem, skłonności do róznych używek. Dodam jeszcze, że jakieś pierwsze symptomy mojej destabilizacji psychicznej miały mijescie pod koniec 2017 r., gdzie popadałem w paranoję, pojawiły się pierwsze myśli samobójcze, zdarzało mi się nawet płakać, Od tego czasu raz jest lepiej raz gorzej, ale chyba cały czas nie tak jak powinno być. Dodam, że gdzieś od 6-klasy podstawówki zacząłem zauważać, że nie jest wystarczająco śmiały i różne inne rzeczy, jednak zawsze myślałem, że wraz z wiekiem to przyjdzie i po prstu nad sobą pracowałem. Dodam jeszcze, że moja mam jest trochę nadopiekuńcza zamartwia się przesadnie o mnie, sama ma jakąs nerwicę (bierze benzo), jednak nie wygląda mi na osobę ani z nerwicą nartęctw, ani z nerwicą lękową, jest po prostu dośc nerwowa o czym wiele razy się przekonałem na własnej skórze słysząc delikatnie rzecz ujmując niemiłe słowa. Dodam jeszcze tylko, że moja mama też jest roztrzepana. Ojciec odkąd pamiętam pracuje w Anglii, dawniej mieliśmy w miarę normalny kontakt, teraz nie potrafimy ze sobą rozmawiać, ogólnie na wszelakich spotkaniach rodzinnych siedzę cicho, nic sie nie odzywając (chociaz wiele moich znajomych tez tak ma). Często czytałem rózne psty na tym forum oraz na innych forach i muszę się przyznać, że podejrzewałem u siebie najróżniejsze zaburzenia psychicznie, choć wiem, że trafna diagnozę może wydać tylko psychiatra, do którego aktualnie na pewno się nie udam, ponieważ nie mam pieniędzy na cos takiego a porozmawianie z moimi rodzicami na temat moich problemów jest kompletnie abstrakcyjna sytuacja (zbyt duża bariera wstydu do pokonania jak dla mnie, nie ma na to SZANS). Wiem, że wiele z was ma sporą wiedzę, wiem, że jakiś krótki bardzo ogólnikowy opis mojej osoby nie jest wystarczający, aby móc sobie gdybać co mi dolega i czy coś mi dolega (choć to dla mnie jest oczywiste), ale jednak może spróbujcie dać mi jakieś rady, napisać na co wam to wygląd itp, itd. Z góry dzięki za odzew, cały tekst stoi na dośc niskim poziomie, ale dzisiaj nie mam weny, gdybym ją miał o wiele bardziej bym się rozpisał, podajac o wiele więcej przykładów. To tyle ode nie.
×