Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Szkoła

Znaleziono 4 wyniki

  1. Witam wszystkich, piszę ten wątek w desperacji bo mam już dość niemocy, niechęci i poczucia że drobne rzeczy mnie przerastają. Ale po kolei. Moim problemem jest strach przed nauką (i ogólnie podejmowaniem wszelkich "okołoedukacyjnych" czynności). Jestem studentką i chwilowo znalazłam się w takiej sytuacji, że jestem chora. Podczas nieobecności w szkole przegapiłam kilka ważnych zajęć, które będę musiała odrobić po powrocie (+ oczywiście czeka mnie zwykła nauka zgodnie z planem zajęć). W tej chwili czuję się dobrze fizycznie i powinnam pomału się zacząć uczyć żeby wszystkie zaległości ponadrabiać. Ale ja nie mogę... Kiedy otwieram skrypt i próbuję się uczyć mój mózg automatycznie się poddaje i wyłącza. Bardzo ciężko jest mi zacząć się uczyć i ja wiem że przyczyną tego jest strach przed tym że sobie nie poradzę, że kolokwium i tak napisze słabo, że się namęczę a to i tak na nic bo ostatecznie się skompromituję przy odpowiedzi i tak dalej. Nie jest to taki "typowy" strach (trzęsące się ręce, atak paniki) ale takie "zamulenie", mój mózg po prostu odmawia, zaczynam czuć się senna i wszystko mnie rozprasza. To tak jakby ktoś dał mi kartkę z napisem "3*4 + 2" i kazał to rozwiązać a ja rzuciłabym na to okiem, powiedziała po prostu "nie" i poszła spać. Straszna niemoc. Proszę o pomoc, o poradę, bo mój stan nie bierze się z lenistwa. To śmieszne, że osoba która z własnej woli zaczęła studiować teraz boi się nauki, tak nie powinno być. Studia zaczęłam niedawno, mogę zawalić przez to semestr. Dodam, że moje poczucie własnej wartości pod względem własnej inteligencji i uzdolnień jest dosłownie na dnie. Ten stan jest częściowo uzasadniony (fakt faktem że zbyt bystra nigdy nie byłam, zawsze poświęcałam na naukę dużo czasu a stopnie i tak słabe) a częściowo nieuzasadniony (często ze stresu głupieję jeszcze bardziej a kiedy zagryzałam zęby i naprawdę chciałam się czegoś nauczyć to zdarzały się też sukcesy).
  2. Od kiedy pamiętam nie byłam członkiem grupy. W przedszkolu miałam jedną koleżankę, reszta mnie ignorowała. W podstawówce tak samo, jedna przyjaciółka, dwie z którymi można pogadać, ale wciąż nie jestem częścią grupy. Gdy szłam do liceum bardzo chciałam to zmienić. Przełamałam się i poznałam jedną dziewczynę, obecnie moją dobrą przyjaciółkę w szkole. Przyszło nauczanie zdalne, klasa podzieliła się na grupki. W dodatku w mojej klasie jest sporo osób z podstawówki które pamiętają mnie jako nieśmiałą i wycofaną. W znowu jestem wyalienowana w klasie, poza grupą. Nie doświadczyłam dokuczania, wyśmiewania ani jawnej przemocy. Żyłam sobie po prostu z boku. Czasami zdarzały się tylko nieprzyjemne sytuacje że gdy chciałam dołączyć np. do grupy dziewczyn przy stole to dawały mi do zrozumienia że mnie nie chcą np. siadając tak żeby nie było dla mnie miejsca. Ale żadnej otwartej wrogości nie było. Czymś niewyobrażalnym jest dla mnie podejść do jakiejś grupki i zagadać. Czuję się nie na miejscu, jakbym zawadzała i przeszkadzał innym. Mam wrażenie że oni maja swoje sprawy. Gdy wszystkie grupy się łączą i dziewczyny stoją razem to staram się dołączać do nich , przynajmniej stać blisko. Widziałam że są osoby nieśmiałe i małomówne które są częścią grupy mimo ze się nie odzywają. Mi nie zależy nawet na tym żeby być duszą towarzystwa. Mogłabym być taką szarą myszką, cichą ale będącą członkiem grupy. Gdy mam jasno zdefiniowane zadanie, zwłaszcza polecenie od kogoś innego, to wtedy czuję się na miejscu, czuje że robię to co powinnam, i wtedy nie czuje lęku, najwyżej lekki stres. Dzięki temu daję radę gdy prezentuję prezentację, gdy idę coś załatwić z nauczycielem, na sprawdzianach, gdy rozmawiam z kimś w jakimś jasno określonym celu np. pytam się o coś lub komuś odpowiadam. Gdy mamy pracę w grupach z konkretną listą zadań to zazwyczaj udaje mi się przełamać, pokazuję swoje pomysły. Ostatnio przy projekcie na informatykę, zdarzyło się nawet tak że to ja byłam liderem. Znaczenie może mieć fakt że nigdy nie byłam modna, nie podążałam za trendami. Nie oglądałam popularnych seriali, nie miałam modnych ubrań, zabawek, gadżetów. Zdarzało się że jakiś serial albo zabawka mi się spodobały ale np. gdy już przestały być modne. Miałam też nietypowe pasje np. medycyna albo budowanie domku dla lalek. Często mam problem, że nie wiem na jakie tematy rozmawiać, jak zacząć rozmowę, i jak ja dalej podtrzymać. Bywało że miałam okazję do kogoś zagadać, bo byłam z nim sam na sam ale zupełnie nie wiedziałam co mam mówić. Mam wrażenie jakbym po prostu nie potrafiła utrzymywać relacji z grupą. Jakbym miała jakiś mechanizm którym pomaga mi znajdować pojedyńcze przyjaciółki, ale nie pozwalający stać się częścią zbiorowości. Sama nie wiem czy mam jakieś zaburzenie psychiczne. Nie chciałabym wpadać w paranoję. Może jest to zwykła nieśmiałość, tak czy inaczej bardzo mnie to męczy. Martwię sie jak to w przyszłości wpłynie na moją pracę, nie chce żeby to się skończyło tak że mimo ze ciężkiej pracy nie zrobię kariery tylko przez ten mój problem. Czy ktoś z was doświadczył czegoś takiego? Po prostu niemożliwość dołączenie do grupy, do społeczeństwa, jakiś wewnętrzny mechanizm który to utrudnia? Będę wdzięczna za wszystkie odpowiedzi
  3. Mam problemy w szkole z nauczycielami nauką i rówieśnikami, więc może zacznę od początku mam 14 lat w styczniu 15 i codziennie mam myśli samobójcze, w przeszłości miałem próby samobójcze ciąłem się rozmawiałem z szkolnym psychologiem i z policją ale nie powiedziałem wszystkiego co mnie ciągnie w dół, za nie zaniedbywam szkołę bo nie chce się uczyć jestem w 8 klasie przeszedłem warunkowo, nauczyciele ciągle mi dokuczają tym że jestem "uzależniony od komputera" a ja siedzę przed komputerem dlatego że to jest jedyna rzecz kiedy zapominam o swoich problemach, mam tylko jedną osobę której mogę zaufać mojemu przyjacielowi poznanemu 3 lata temu przez internet jak coś mnie gryzie rozmawiam z nim o tym lecz tym razem znowu mi zaczęły dokuczać myśli samobójcze i to takie że chce uciec z domu i już nigdy nie wrócić kłócę się w kółko z mamą bo nie chodzę codziennie do szkoły bo nie lubię tam wracać ostatnio była taka sytuacja że podszedłem na lekcji matematyki do tablicy nie wiedziałem co zapisać a pani perfidnie cytuje : "Tak właśnie wygląda przykład człowieka który jest uzależniony od komputera", chciałbym w to wierzyć ale ja nie jestem uzależniony ja po prostu zawsze byłem nie śmiały, wstydliwy, i nie lubię szkoły, jak np się spóznie na lekcji to pani trzeba było grać całymi nocami a ja nie gram na komputerze w nocy, tylko w dzień jak jestem w domu i odstresuwuje się czasami grami, lecz już nie zabaradzo gram wole robić muzykę i wspierać przy tym znajomych przez internet, w szkole czuje się jak bym coś im zrobił, próbowałem się zabić raz przez szkołe podduszając się, drugie podejście było podcięcie żył lecz tylko blizny mi zostały a mi nic się nie stało, i teraz znowu próbuje się zabić lecz jak biorę żyletkę do ręki brakuje mi odwagi by popełnić samobójstwo chciałbym robić swoje czyli muzykę ze znajomymi przez internet, w realnym życiu nie mam prawie znajomych tylko w szkole i to tyle, uważają że gram w gry 24/7 a wcale tak nie jest max 5/6 godzin siedze oglądać serial "The Walking Dead" słucham wykonawców muzyki takich jak "Young Igi", "Młody Wariat" ( mój znajomy ), "Young Multi", "Bedoes", "White 2115", "Moli", i wiele więcej mamie nie odpowiada muzyka której słucham bo mama nie przepada za Hip Hopem, Trapem, słucham muzykę dlatego że od stresuwuję się od tego, mam depresje przepraszam że się tak rozpisałem ale chciałem wydusić z siebie co przeżywam... czekam na odpowiedz :(
  4. Witam, na forum jestem nowa. Od 2 lat zmagam się z napadami lęków (ledwo skończyłam liceum), miałam teraz dłuższe wakacje, było w porządku, zapisałam się na dosyć ciężkie studia, nawet nie wiem czy to odpowiedni kierunek dla mnie, a do tego wynajęłam mieszkanie 50km od domu z chłopakiem i przyjacielem. Wszystko było w porządku aż do teraz. Już miesiąc temu zaczęła mi się nawracać choroba, ciągły stres, lęk jak to będzie, co jeśli na studiach będę miała takie same jazdy jak w szkole i co jeśli rzucę studia, nie zostawię chłopaków na lodzie samych w mieszkaniu, za które trzeba płacić. Im bliżej tego wszystkie tym więcej czuję stresu. Nawróciły się biegunki, codzienne, histeryczna kulka w gardle, za parę dni idę do "swojego mieszkania" i ciągle lecą mi łzy ze stresu. Jestem totalnym domatorem, mam stwierdzoną fobię społeczną i lękową, nie radze sobie idąc na zakupy, a wybrałam mieszkanie poza domem i studia... mam wiele "ale", co jeśli w ogóle się do tego nie nadaję? Jak mam zostawić chłopaków samych, jak zrezygnowac ze studiów skoro dostałam nawet stypendium za naukę w liceum... Jestem w ciągłym stresie, mam wrażenie, że sobie nie poradzę, że to wszystko nie ma sensu, że nawet nie mam po co przenosić rzeczy do tego nowego mieszkania bo zrezygnuję po tygodniu... Czy ktoś z Was będąc w podobnym stanie pokonał lęki? Biorę antydepresanty, mam wrażenie, że już nie pomagają. Chodziłam na terapię rok, nie pomogła.
×