Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Nika123456789

Użytkownik
  • Zawartość

    2
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Od kiedy pamiętam nie byłam członkiem grupy. W przedszkolu miałam jedną koleżankę, reszta mnie ignorowała. W podstawówce tak samo, jedna przyjaciółka, dwie z którymi można pogadać, ale wciąż nie jestem częścią grupy. Gdy szłam do liceum bardzo chciałam to zmienić. Przełamałam się i poznałam jedną dziewczynę, obecnie moją dobrą przyjaciółkę w szkole. Przyszło nauczanie zdalne, klasa podzieliła się na grupki. W dodatku w mojej klasie jest sporo osób z podstawówki które pamiętają mnie jako nieśmiałą i wycofaną. W znowu jestem wyalienowana w klasie, poza grupą. Nie doświadczyłam dokuczania, wyśmiewania ani jawnej przemocy. Żyłam sobie po prostu z boku. Czasami zdarzały się tylko nieprzyjemne sytuacje że gdy chciałam dołączyć np. do grupy dziewczyn przy stole to dawały mi do zrozumienia że mnie nie chcą np. siadając tak żeby nie było dla mnie miejsca. Ale żadnej otwartej wrogości nie było. Czymś niewyobrażalnym jest dla mnie podejść do jakiejś grupki i zagadać. Czuję się nie na miejscu, jakbym zawadzała i przeszkadzał innym. Mam wrażenie że oni maja swoje sprawy. Gdy wszystkie grupy się łączą i dziewczyny stoją razem to staram się dołączać do nich , przynajmniej stać blisko. Widziałam że są osoby nieśmiałe i małomówne które są częścią grupy mimo ze się nie odzywają. Mi nie zależy nawet na tym żeby być duszą towarzystwa. Mogłabym być taką szarą myszką, cichą ale będącą członkiem grupy. Gdy mam jasno zdefiniowane zadanie, zwłaszcza polecenie od kogoś innego, to wtedy czuję się na miejscu, czuje że robię to co powinnam, i wtedy nie czuje lęku, najwyżej lekki stres. Dzięki temu daję radę gdy prezentuję prezentację, gdy idę coś załatwić z nauczycielem, na sprawdzianach, gdy rozmawiam z kimś w jakimś jasno określonym celu np. pytam się o coś lub komuś odpowiadam. Gdy mamy pracę w grupach z konkretną listą zadań to zazwyczaj udaje mi się przełamać, pokazuję swoje pomysły. Ostatnio przy projekcie na informatykę, zdarzyło się nawet tak że to ja byłam liderem. Znaczenie może mieć fakt że nigdy nie byłam modna, nie podążałam za trendami. Nie oglądałam popularnych seriali, nie miałam modnych ubrań, zabawek, gadżetów. Zdarzało się że jakiś serial albo zabawka mi się spodobały ale np. gdy już przestały być modne. Miałam też nietypowe pasje np. medycyna albo budowanie domku dla lalek. Często mam problem, że nie wiem na jakie tematy rozmawiać, jak zacząć rozmowę, i jak ja dalej podtrzymać. Bywało że miałam okazję do kogoś zagadać, bo byłam z nim sam na sam ale zupełnie nie wiedziałam co mam mówić. Mam wrażenie jakbym po prostu nie potrafiła utrzymywać relacji z grupą. Jakbym miała jakiś mechanizm którym pomaga mi znajdować pojedyńcze przyjaciółki, ale nie pozwalający stać się częścią zbiorowości. Sama nie wiem czy mam jakieś zaburzenie psychiczne. Nie chciałabym wpadać w paranoję. Może jest to zwykła nieśmiałość, tak czy inaczej bardzo mnie to męczy. Martwię sie jak to w przyszłości wpłynie na moją pracę, nie chce żeby to się skończyło tak że mimo ze ciężkiej pracy nie zrobię kariery tylko przez ten mój problem. Czy ktoś z was doświadczył czegoś takiego? Po prostu niemożliwość dołączenie do grupy, do społeczeństwa, jakiś wewnętrzny mechanizm który to utrudnia? Będę wdzięczna za wszystkie odpowiedzi
  2. Cześć. Mam 16 lat i właśnie mam wakacje. Zostało mi ich 2 tygodnie. Piszę tu bo od jakiegoś czasu dręczą mnie okropne wyrzuty sumienia. Że nic nie robię, że marnuję czas. W czasie roku szkolnego dużo się uczyłam, miałam dobre oceny. Wiele spraw niezwiązanych ze szkoła odkładałam ,,na wakacje". Bo wtedy będę miała tyle wolnego czasu. I przyszły te wakacje a ja mam wrażenie że nic nie robię. Wakacje spędzam w domu z ogrodem, z babcią na emeryturze i dwoma młodszymi braćmi. Staram się analizować co robię w ciągu dnia i nie mam pojęcia na co marnuje czas. Sen - raczej nie bo wstaję wcześnie i nie leżę w łóżku. Może to przez internet i telewizję. W ciągu dnia pomagam również babci. Nie są to ciężkie prace takie ,,przynieś, wynieś, pozamiataj", więc to też nie zabiera dużo czasu. Ze znajomymi spotkałam się tylko kilka razy, tak to siedzę w domu. Jak na razie zaczęłam się powoli uczyć do matury i szydełkować. I nie mogę się nadziwić z jakim trudem przychodzi mi 2h nauki dziennie. W szkole przecież uczyłam się dużo więcej i dawałam radę. Raz w tygodniu chodzę też na nauke tenisa bo w moim mieście to za darmo i to mnie jeszcze jakoś podnosi na duchu. Najbardziej bym chciała zarabiać swoje pieniądze. Widziałam ogłoszenie że szukają kogoś do ulotek. Przemogłam nieśmiałość i zadzwoniłam. Wzięli mój numer i powiedzieli ze zadzwonią jak będą kogoś potrzebować. Do teraz nie ma odzewu, ale bardzo z tego powodu nie rozpaczam. Jestem zadowolona z siebie że w ogóle tam zadzwoniłam. Chodziłam do sąsiadów i pytałam czy nie potrzebują pomocy domowej. Z uśmiechem mówili że już kogoś mają. Myślałam też o rękodziele ale nie potrafię się za to zabrać. Wiem że w roku szkolnym dobrabianie będzie bardzo trudne, w wakacje jest na to czas. Prawie codzienni wieczorem mam okropne wyrzuty sumienia że tego dnia nic nie zrobiłam, że zmarnowałam czas. Planuję też, robie listę w telefonie rzeczy do zrobienia na następny dzień i obiecuję sobie że jutro będzie inaczej. Ale nic z tego nie wychodzi. Jestem z natury perfekcjonistką i świadomość marnotrawstwa mnie dobija. Nie potrafię się zrelaksować, wypocząć np. leżąc na słońcu i nic nie robiąc. Ciągle mam z tyłu głowy że minęło już tyle czasu, a ja nic nie zrobiłam. Sama nie wiem gdzie jest problem. Czy ja jestem po prostu leniwa i niezorganizowana? Czy coś robię źle? Źle planuję? Czy gdybym naprawdę miała produktywny dzień i widziała efekty mojej pracy to wieczorem nie męczyłyby mnie te paraliżujące wyrzuty sumienia? Czy może ja mam jakąś obsesję, nerwicę wakacyjną? Pamiętam ze w ubiegłego wakacje też coś podobnego miałam. W roku szkolnym jakoś zelżało. Czasami byłam zła na siebie ze spędziłam wieczór na serialu ale to nie była w takiej skali jak teraz. Teraz bywa tak że mam ochotę wyć z rozpaczy. Nienawidzę siebie za to jaka jestem leniwa, za to że tak mało robię. Z jednej strony boję się początku szkoły bo wtedy w ogóle nie będę miała czasu, a z drugiej na to czekam bo przynajmniej będę widziała swoje oceny, notatki i będę widziała że jednak cos ze swoim życiem robię. Czy ktoś z was doświadczał czegoś takiego? Będę wdzięczna za wszystkie komentarze.
×