Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Hej,

jestem ciekawa czy ktoś z Was doświadcza również takiego problemu.

Często miewam "ataki" objawiające się pedantycznym porządkowaniem wszystkiego - wpadam w szał wtedy, kiedy mam się uczyć :-| Siadam do książek i nagle przeszkadzają mi rzeczy, na które normalnie nie zwróciłabym uwagi (np. delikatny kurz na telewizorze, krzywo poukładane książki na półce). Oczywiście, zauważyłam, że to objaw prokrastynacji. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego nie potrafię wyluzować, usiąść do książek jak normalny człowiek i po prostu się czegoś na spokojnie nauczyć. Przez wykonywanie dodatkowych czynności tracę czas, później stres się we mnie kumuluje... i koło się zamyka.

Próbowałam organizować sobie naukę, ale to też nie przynosi skutku.

Czy ktoś z Was zna jakieś sposoby jak sobie z tym poradzić? Przyczyny już znam (perfekcjonizm, nadmierna ambicja, zresztą, rozmawiałam o tym z psychologiem). Gorzej mi wychodzi właśnie radzenie sobie z tym problemem.

P.S. Jestem na 4 roku studiów (matematyka) - czasem sama się sobie dziwię, że mimo tylu przeszkód "w głowie" udaje mi się utrzymać na tych studiach.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, ja też mam z tym problem. Jestem perfekcjonistą, prokrastynatorem i mam nn. Jak na razie nie odkryłem skutecznego sposobu na uporanie się z tym. :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ooo ja dołączam do Waszego grona. Zanim zacznę cokolwiek robić muszę wszystko poukładać, posegregować, posprzątać i dopiero start. Oczywiście w czasie nauki musiałem mieć dobre oświetlenie, odpowiednią ilość kartek A4 na notatki, jak coś czytałem i nie znałem za bardzo danego pojęcia to od razu klik, wikipedia, mimo że to nie miało żadnego znaczenia dla zaliczenia materiału. Na wikipedii znowu czytając o tym pojęciu, wczytałem się w jeszcze co innego i znowu szukałem co to jest, w ten sposób uczyłem się wszystkiego oprócz tego co trzeba, masakra, a czas leciał.

Często też robiłem notatki, odnośniki, pokreślenia z późniejszym zamiarem uporządkowania wszystkiego w głowie jednak zwykle brakowało czasu albo mi się odechciewało i odkładałem na jutro. Gdy przyszło jutro to "nie było" odpowiednich warunków do nauki i przekładałem na jutro i dlatego zwykle wszystko robię na ostatnią chwilę :smile: Tak więc u mnie ten perfekcjonizm i nie jest do końca realizowany i tyczy się to wszystkich aspektów mojego życia :smile:

Będę śledził wątek, bo też nie znam rozwiązania/metod :bezradny:

 

Ps. Mad_Scientist, skądś kojarzę tego pajaca na Twoim avatarze :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam dokładnie identyczne objawy. Przez prokrastynację rzuciłem już jeden kierunek studiów, potem zacząłem drugi (znacznie łatwiejszy, na którym jestem), ale niebawem zamierzam wziąć trzeci (również trudny) - czas pokaże, czy mnie to nie pokona.

 

Porządkowanie wszystkiego również jest moją obsesją, zwłaszcza wtedy, kiedy mam dużo pracy i obowiązków. Kiedy mam wolne (np. wakacje), nawet jak wokół siebie mam burdel, na dysku na kompie jeden wielki śmietnik, wokół syf - kompletnie mi to nie przeszkadza! Ale jak tylko zbliża się sesja, czy trzeba cokolwiek zrobić, no to wkracza we mnie jakiś pedantyczny demon i robię dokładnie to, co opisuje autorka tematu.

 

- obsesyjne układanie książek, zeszytów, notatek, dokumentów (książki mają być poukładane równo, i koniecznie grzbietami od najwyższej do najniższej, notatki ze studiów muszą być dokładnie poukładane - w każdej koszulce inny przedmiot, a koszulki w segregatorze koniecznie w kolejności alfabetycznej według przedmiotów, wszystkie dokumenty i ważne papiery (np. faktury) muszą być poukładane chronologicznie),

- obsesyjne porządki na dysku twardym - wszystko musi być poukładane w folderach, według konkretnych schematów nazewnictwa plików itd. - wmawiam sobie, że muszę tak mieć wszystko uporządkowane, bo w przeciwnym razie niczego nie znajdę:),

- wielokrotne porządkowanie i układanie list kontaktów na gadu, telefonie, mailu ... wiem dobrze, że to nie ma żadnego znaczenia, ale "ordnung muss sein" :D,

- oczywiście jakiekolwiek zbędne papierki, okruszki czy inne drobiazgi nie mogą się znajdować w okolicach mojego wzroku - choćbym miał po 20 razy kursować tam i z powrotem do śmietnika, to będę to robił, zanim nie zabiorę się do pracy.

 

Jak już wyżej wspomniałem, jest to jedynie mój pretekst do odwlekania wykonywania swojej pracy i obowiązków. Kiedy nie mam nic na głowie, to kompletnie nie mam z tym problemu. Może być wokół syf i malaria, i mam to całkowicie gdzieś.

Co najgorsze - te wszystkie czynności (wykonywane zawsze wtedy, kiedy mam milion ważniejszych spraw na głowie), sprawiają mi jakąś taką, dziką, niewypowiedzianą przyjemność! Dlatego tak bardzo do tego dążę, ze zgubnym dla mnie skutkiem oczywiście ...

 

Ale trochę pocieszające jest to, że nie jestem sam, ha ha :D

Pozdrawiam wszystkich prokrastynatorów.

 

ps.

Uważam, że ten temat jest założony w niewłaściwym dziale. Prokrastynacja i te wszystkie objawy nie mają wiele wspólnego z nerwicą natręctw. To jest zupełnie inne zaburzenie. Co prawda również mające swoje korzenie w głębokim lęku, ale jednak inne. Nie robię porządków dlatego, że boję się, że jak nie zrobię tego, to coś się stanie. Obsesyjne porządki nie są koniecznym do wykonania rytuałem, ale przyjemną odskocznią od nieprzyjemnych obowiązków - są mniej/więcej tym, czym jest również bezsensowne wchodzenie po 100 razy dziennie na ulubione portale internetowe, czy nabijanie jak najwyższych leveli w gierkach. Czynność zastępcza, a życie prokrastynatora w jakichś 90% składa się właśnie z robienia tego typu bezzasadnych czynności zastępczych, które nic nam nie dają, a tylko zabierają czas.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Prokrastynacja - ciągłe odwlekanie wszystkiego na pozniej

 

hej.czy umiecie dzialac? ja mam olbrzymi problem z samomotywacja, z dzialaniem , z konczeniem zaczetych czynnosci,75% celow nei potrafie zrealizowac, odkladam w nieskonczonosc nauke,prawko,szukanie pracy,nie umiem podejmowac decyzji.W niczym nie widze sensu :'wszystko albo nic'.

To moj chory sposob myslenia.Skoro nie bede idealna ,w kazdej chwili moge miec natrectwa myslowe,albo wydarzyc sie jakas katastrfa lepiej nie robic nic:(

 

czuje sie zle ze swoim chroniczbnym lenistwem ale nei umiem przerwac tego blednego koła..

jak sobeiz tym radzicie?

nic mnie nie cieszy ,zaniedbuje obowiazki,.nie mam hobby zadnego.Po prostu nic nie robie.

 

kiedys bylo inaczej.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właśnie,że sobie nie radzimy :/

 

Wysłane z mojego GT540 za pomocą Tapatalk

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
o jaaaa, mój temat, heh...

jak wyżej :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
o jaaaa, mój temat, heh...

jak wyżej :roll:

i ja

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

I ja...

 

NN mam. Moje oceny z biologii: 3,1,1 . Dużo opisywać. Zamiast uczyć się w końcu j.angielskiego, to tak zrobiłem: pożyczam książki, instaluje programy na komputerze, kupuje fiszki (za 50 zł w empiku), no i wszystko leży oczywiście, nie uczę się, jak już mam nóż na gardle to robie notatki, nie uczę się na pamięć ! nie zakuwam przysłowiowo. i tak nic z tego nie wychodzi, sprawdzian. 2/3 w męczarniach takie są teraz moje oceny. I teraz jak były te dni ostatnie przed przerwą świąteczną. to tak strasznie sobie mówiłem że będę się uczył, że nauczę się języka perfekt, że pójdę na olimpiadę, również z chemii na konkurs, i wmawianie sobie że ten rok szkolny jest stracony. że nie dam rady, że za rok będzie lepiej! że będę miał średnią ponad 5.0, że wezmę udział w konkursie z chemii, z angielskiego itp. ,że zajmę wysokie miejsca. Inny przykład, był sprawdzian z biologii z roślin nie uczyłem się systematycznie, ostatni dzień przed sprawdzianem, i uczę się, płacz że nie dam rady. kurde, ale jak się stroiłem do tej nauki. ścierałem biurko, nosiłem picie, układałem książki, wchodziłem na neta żeby wydrukować sobie dodatkowe materiały, potem szukałem optymalnej pozycji do nauki, leżałem, chodziłem, siedziałem w pokoju, w kuchni, na kiblu siedziałem :mrgreen: no dobra, było późno ok.22 no to idę spać rano się pouczę bo umysł będzie wypoczęty, i ustawiłem budzik na 3 obudziłem się, ubrałem, herbata, jedzenie, no to wskocze na neta sprawdzić wiadomości sportowe, no i potem zacząłem szukać na wikipedii o tej biologii, no i w końcu namówiłem mame żeby nie iść do szkoły, bo dostane pałe i nie poszedłem, ale miałem się uczyć cały dzień na ten spr. żeby pisać razem z innymi w 2 terminie. i pouczyłem się z 30 min. skonczyło sie na tym ze dostalem 1. mówiłem sobie ze nastepnym razem sie naucze systematycznie i dostane 5. skonczylo sie na tym ze uczyłem się dzien przed i kurde znowu 1. Na początku roku sprawdzian z matmy był, dostałem 3, potem sobie powiedziałem: ze wszystkich sprawdzianów musze dostac 5. i znowu liczenie średnich z czego musze sie podciagnac zeby mieć ten pasek. Z tego oczywiście nic nie wyszło. Nie chce mi się uczyć, życie mi się wali, nie dostane się na medycynę. Życie mi się zawaliło. A gimnazjum tak mi się chciało uczyć, byłem laureatem konkursu z fizy, miałem plany, byłem najlepszy w gimnazjum. Teraz teraz jestem słabyprzeciętniak, konkurencja mnie zerżarła, nie mam chęci. Mam nerwicę natręctw, myślałem że to własnie przez nerwicę tak mi słabo idzie, mama nazwała mnie leniem. Dopiero teraz odkryłem termin "prokrastynacja" i na pewno pomówię o tym z psychoterapeutką. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

widzę, że to co lubię najbardziej. Problem identyczny. Czasu w nadmiarze, obowiązków w nadmiarze. Później zasuwam na ostatnią chwilę.

Midas, jak czytam Twój post, to jakbym widziała samą siebie. Wszystko przygotowane, lista rzeczy do zrobienia jest. No to działam. Nie minie 5 minut a ja czytam o Eurotunnelu :) przelecę pół Wikipedii i widzę papierek na podłodze, więc później godzinę sprzątam. Myślę - spacer pomoże. A gdzie tam!!!! Po powrocie działam z jeszcze większą werwą :D a to co było ważne. leży i czeka nie wiem na co :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

haha ja zauwzylam ze mam sklonnosc od zaczynania od najnniej waznych rzeczy; powiedzny ze mam 1 wielki cel egzamin , przepiosac zeszyt,zmyc naczynia..To robie wszystko przed tym najwazniejszym zeby miec 'wolna glowe'pozniej stwierdzam ze za malo mam juz czasu i odpuszczam..bo i tak juz na 5 nie naucze sie wiec bez sensu.

 

chory mozg.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też to mam. Zawsze wszystko odwlekałem na ostatnią chwilę: naukę, porządki, pracę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Łii, też tak mam :<,odkładanie wszystkiego na "wieczność",dopiero gdy już mam "nóż przy gardle", robię wszystko naraz próbując to naprawić :<...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja wiem, że jak się z tym nie uporam to wszystko co sobie założyłem w życiu na pewno mi się nie uda. Tożem uzbrojony w mądrość................

[videoyoutube=h8BNqDkf77w][/videoyoutube]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ehhh. Jakby to było przyjemnie nie czuć żadnego oporu i napięcia tylko po prostu zacząć działać jak robot.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Midas, zawsze taka świadomość to punkt wyjścia :smile: tylko szkoda, że to mało daje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wczoraj mialam 8 godzin jak wrocilam do domu mialakm pobiegac pouczyc sie poczyatc ksiazke...w efekcie nie posprztalam anwet w torebce co zajmue 5 minut.Bo caly zcas odwlekalam wylaczenie komputera!!!!!!:(tragiczne to jest

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też mam ten problem - robię wszystko wokół tylko nie to co powinnam, czego najlepszym dowodem jest to, że od godziny 16 miałam zacząć opracowywać pytania na egzaminy - jak widać jest godzina 20:53.

 

No ale żeby nie było, podam Wam sposoby, które w jakimś stopniu pomogły mi gdy miałam nóż na gardle przed sesją zimową:

 

a) Rozplanować wszystko na kartce - często rysowałam sobie zegar i zaznaczałam godziny pracy i jakieś tam przerwy na fajkę (ok. 1h pracy, 15min. odpoczynku). Powiedziałam sobie, że tyłka nie ruszę i będę gapić się w książkę aż nie minie czas pracy.

 

b) Minimalizacja czynników, które wspomagają opierniczanie się - Uczyć się w bibliotece, czytelni - pusty stolik w jakimś kącie, cisza kompletna. Jeżeli ktoś lubi przyrodę - ciepełko jest, można wybrać się do parku na jakąś trawkę. Jeżeli nie ma możliwości wyjścia z mieszkania - usunąć wszystkie duperele z biurka, także te ze ścian i okolic - ja nawet zrobiłam przemeblowanie w na czas sesji - odgrodziłam się na maksa od wszystkiego tak, że w kącie do nauki zostało tylko biurko i książki.

 

c) No i przede wszystkim - z dala od laptopa (no chyba, że ktoś na nim pracuje). Największe zło. Ja nawet nie sprawdzam w necie haseł - biorę słownik terminologiczny albo jadę z literatury, bo wystarczy chwila na internecie i wszystko odkładam na później.

 

No i jeszcze raz PLANY, PLANY, PLANY - chociażby miał być zrobiony z nich ułamek % to zawsze jesteśmy do przodu!

 

Powodzenia życzę Wam jaki i sobie.

No nic skoro prawie 21 to już jutro zacznę się uczyć. Cholerka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Brak energii życiowej <--- Depresja

 

Po prostu, nie mam na nic siły. To nie tak, że nie mam chęci czy jestem leniem, po prostu nie mam siły, nie mogę sie do niczego zmusic. Po krótce wyjasnie okolicznosci jak się znalazlem znów w takim stanie.

Od marca małem hossę (wzrost), spowodowaną lekturą 'Potęgi Teraźniejszości' i zagłębieniem sie w duchowość. Zrobiłem ogromny postep jeżeli chodzi o samopoznanie i nabranie pewnosci siebie. Depresji praktycznie nie było, po raz pierwszy w życiu czułem, że chce żyć. Wstawałem rano przed 7 do szkoły i byłem szczęśliwy, że mogę coś zrobic, z uśmiechem przeżyć dzień. Miałem wiele energii na wszystko, wtedy akurat brakowało mi bardziej chęci, ale i tak byłem szczęśliwy móc cały dzień nic nie robić. Zaczeły się wakacje, byłem dobrej myśli o nadchodzącej przyszłości (jestem maturzystą), miałem plan.

 

Dwa tygodnie temu miałem niemiłą sytuacje z grupą swoich znajomych. Zachowali się w stosunku do mnie bardzo niemiło, o co ich bym nigdy nie podejrzewał. Wtedy zrozumiałem, że tak naprawde jestem sam (no oprocz mojej dziewczyny) i że znajomi to tylko jakies zaspokojenie pragnienia towarzystwa, że tak naprawdę nic mnie z nimi nie łączy. Wpadłem w ogromny wir mysli, znów miałem gonitwę, taką jak wcześniej. Były jeszcze przebłyski lepszego humoru, ale czułem, że to tylko chwilowe. W ciągu ostatnich dwóch tygodni miałem kolejne niemiłe sytuacje: powazna kłótnia z dziewczyną, kolejne konflikty ze znajomymi, poczulem, że nie jestem dla nich nic tak naprawdę wart.

 

I tak do aktualnie wygląda. Nie potrafie sobie z tym poradzić. Mam ogromny spadek energi, budze się juz niejako 'wewnetrznie zmęczony', wiem, że na nic konstruktywnego sie dzis nie zmusze, a jak sie zmusze to zaleje mnie kolejna fala przygnębienia. Więc nie robie nic, siedze na kompie, słucham muzyki, jem, oglądam seriale, tkwie w takiej uśpionej apatii. Gdybym miał chociaz energię mógłbym jakos z tego wyjść, poradziłbym sobie, ale aktualnie nie jestem w stanie zrobic NIC.

 

Znów wróciłem do punktu zero...

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Konwalia 123. Powiedz jak jest u Ciebie teraz?

U mnie masakra. Zawsze znajdzie się coś innego do zrobienia niż rzeczy najważniejsze. Boję się, że stracę pracę. Chciałem u siebie coś zmienić. Zacząłem robić prawo jazdy - przerwałem przed czasem płacąc za to duże pieniądze. Zacząłem specjalizację - nie złożyłem pracy końcowej. Mam uporządkować dokumenty w robocie, które wziąłem do domu. Prasuję, myję gary, cokolwiek byleby się za to nie wsiąść. Z jednej strony się żona cieszy z drugiem mnie gani. Rozpoczęliśmy zmianę balasek na balkonie, zamontowane jest 75% z nich a reszta do tej pory nie. Mógłbym tak wiele więcej wymieniać. Wcześniej nie znałem nawet takiej nazwy jak prokrastynacja. Dziś się zalogowałem i mam kolejną nową wiedzę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Konwalia 123. Powiedz jak jest u Ciebie teraz?

U mnie masakra. Zawsze znajdzie się coś innego do zrobienia niż rzeczy najważniejsze. Boję się, że stracę pracę. Chciałem u siebie coś zmienić. Zacząłem robić prawo jazdy - przerwałem przed czasem płacąc za to duże pieniądze. Zacząłem specjalizację - nie złożyłem pracy końcowej. Mam uporządkować dokumenty w robocie, które wziąłem do domu. Prasuję, myję gary, cokolwiek byleby się za to nie wsiąść. Z jednej strony się żona cieszy z drugiem mnie gani. Rozpoczęliśmy zmianę balasek na balkonie, zamontowane jest 75% z nich a reszta do tej pory nie. Mógłbym tak wiele więcej wymieniać. Wcześniej nie znałem nawet takiej nazwy jak prokrastynacja. Dziś się zalogowałem i mam kolejną nową wiedzę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Szczerze to nie wiedzialam i nawet nie przypuszczalam, ze prokrastynacja laczy sie z perfekcjonizmem. U mnie to zazwyczaj jest po prostu strach gdy dojde do momentu, ktory wymaga ode mnie wiekszego wysilku albo brak checi. Teraz probuje nowych rzeczy:

 

na brak motywacji testuje wizualizacje. myslenie o pozytywnych skutkach dzialan i negatywnych skutkach ich zaprzestania. to powinno zadzialac glownie na podejmowanie decyzji, zobaczymy jak bedzie z odlkadaniem. ale napisze jeszcze:)

 

poza tym polecam (to akurat sprawdzilam) stawianie sobie wyzwan. siada sie rano i pisze kilka rzeczy, ktore sie od dawna odklada. do tego mozna dodac wizualizacje (jak dobrze bede sie czula wieczorem jesli to zrobie), rozpisanie na kartce przyczyn gdybym miala jakies "ale"^^ wiec stawia sie sobie takie wyzwanie i postanawia ze sie to zrobi, po prostu. postanowienie, ze bedzie sie myslec o tym (o wykonaniu, pod zadnym pozorem porazce) naprawde pomaga. za kazde odwrocenie uwagi najlepiej sie karcic od razu. aha, i dobrze jest tez polaczyc cel z czyms bardzo przyjemnym. ja kiedys jadlam cukierki po zrobieniu kilku zadan, ale to moze byc tez film, spacer, jakakolwiek forma odpoczynku. no i wyrobic sobie nawyk robienia wszystkiego jak najszybciej sie da.

 

WojuBoju jak tam z tym teraz u ciebie? udalo sie wrocic do formy?:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czy ktoś z Was zna jakieś sposoby jak sobie z tym poradzić? Przyczyny już znam (perfekcjonizm, nadmierna ambicja, zresztą, rozmawiałam o tym z psychologiem). Gorzej mi wychodzi właśnie radzenie sobie z tym problemem.

 

A ja mam takie pytanie skad wiesz że to są przyczyny?

 

Może to tylko objawy?

 

Z reguły jak jakas rzecz nam regularnie nie wychodzi, po jakims czasie wychodzi cos z nieświadomości, czasem samemu doznajemy takiego wglądu czasem z pomocą psychologa. Podam prosty przykład...

 

Jak nie idą Ci studia, nie uczysz się bo masz perfekcjonizm, ambicje które nie pozwalaja Ci się skupić to może zastanów się nad motywem wyboru tych a nie innych studiów, motywów nauki? moze gdzieś tam podświadomie chciałaś coś innego studiować? albo motyw zdobwania wiedzy nie pochodzi od Ciebie tylko od kogos z zewnątrz np. ambicji Twoich opiekunów itd. Albo czujesz gdzieś że w danym momencie powinnaś zajać sie czym innym nie nauką, ale masz coś dla siebie prywatnie ważniejszego... W tym wypadku Twoje nieświadomosć, może specjalnie kierować Twoja uwagę na perfekcjonizm, strach i inne objawy, czasem sa to nawet objawy somatyzujące, czyli np. ból głowy...

 

Oczywiscie to tylko przykład jak może działać nieświadomosć, zapewne wiekszosc zaprzeczy że tak nie jest - naturalne. Bo zwykle sami nie mamy jak dokonać takiego wglądu w siebie, lub dokonujem go z opóźnieniem...

 

PS: Jakby ktos z was chciał z tym problemem wybrać się do psychologa, polecam kogos kto pracuje "wglądowo" czyli kogoś w nurcie psychonalizy, lub psychodynamicznym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mam ogromny spadek energi, budze się juz niejako 'wewnetrznie zmęczony', wiem, że na nic konstruktywnego sie dzis nie zmusze, a jak sie zmusze to zaleje mnie kolejna fala przygnębienia. Więc nie robie nic, siedze na kompie, słucham muzyki, jem, oglądam seriale, tkwie w takiej uśpionej apatii. Gdybym miał chociaz energię mógłbym jakos z tego wyjść, poradziłbym sobie, ale aktualnie nie jestem w stanie zrobic NIC.

Tak samo u mnie. Ciężko mi zrobić COKOLWIEK. Chciałabym rozwijać umiejętności, zainteresowania, a nie mam siły nawet się umyć, zrobić herbaty, pościelić łóżka, itp... Cokolwiek postanowie na dany dzień - nie robię tego. Nie wychodzę z domu, z pokoju też bardzo rzadko, większość dnia spędzam w łóżku oglądając seriale. Nie traktuję tego jako całkowite marnowanie czasu, bo nieraz inspiruje mnie to, co widzę na ekranie, chcę wtedy sprzątać, ćwiczyć, rysować, spotkać się ze znajomymi... Ale odcinek się kończy i okazuje się, że nie mam siły nawet sięgnąć po telefon, który leży pół metra dalej...

 

Dodam od razu, że moje wieczne osłabienie nie jest wynikiem "zależenia", bo w pracy dużo się ruszam (praca, to jedyne, do czego jestem w stanie się zmusić - z tej prostej przyczyny, że nie mam wyboru).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×