Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

anancites

Użytkownik
  • Zawartość

    10
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Ja kiedyś miałam coś takiego, że musiałam oderwać określoną ilość (np.9) kawałków papieru toaletowego. Coś strasznego (biorąc pod uwagę, że jestem kobietą --> używam papieru za każdym razem gdy korzystam z WC). Wrogowi bym takich natręctw nie życzyła.
  2. Hej, jestem ciekawa czy ktoś z Was doświadcza również takiego problemu. Często miewam "ataki" objawiające się pedantycznym porządkowaniem wszystkiego - wpadam w szał wtedy, kiedy mam się uczyć Siadam do książek i nagle przeszkadzają mi rzeczy, na które normalnie nie zwróciłabym uwagi (np. delikatny kurz na telewizorze, krzywo poukładane książki na półce). Oczywiście, zauważyłam, że to objaw prokrastynacji. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego nie potrafię wyluzować, usiąść do książek jak normalny człowiek i po prostu się czegoś na spokojnie nauczyć. Przez wykonywanie dodatkowych czynności tracę czas, później stres się we mnie kumuluje... i koło się zamyka. Próbowałam organizować sobie naukę, ale to też nie przynosi skutku. Czy ktoś z Was zna jakieś sposoby jak sobie z tym poradzić? Przyczyny już znam (perfekcjonizm, nadmierna ambicja, zresztą, rozmawiałam o tym z psychologiem). Gorzej mi wychodzi właśnie radzenie sobie z tym problemem. P.S. Jestem na 4 roku studiów (matematyka) - czasem sama się sobie dziwię, że mimo tylu przeszkód "w głowie" udaje mi się utrzymać na tych studiach.
  3. anancites

    Skojarzenia

    głód - Afryka
  4. anancites

    Hej,

    Witaj Introvertic, ja w Twojej "historii" również odnalazłam wiele cech wspólnych z sobą. Z empatią mam tak samo. Niejednokrotnie odnoszę wrażenie, że nie pasuję do tego świata, do tego wyścigu szczurów. Mam w sobie potrzebę pomagania innym, a zarazem zauważam, że powiedzenie "Jak masz miękkie serce, to musisz mieć twardą dupę" jest często trafne. Według niektórych badań, choroby psychiczne mają tło genetyczne. Skoro wiesz, że Twoja mama boryka się z takimi problemami, powinniście się w tym wspierać. Jeśli chodzi o moje podejście do choroby, pewnego dnia stwierdziłam, że to jest choroba jak inne. Ktoś choruje na serce, ktoś ma cukrzycę, ktoś inny astmę. A mnie po prostu w mózgu coś nie działa tak jak trzeba. Kiedyś pewna mądra osoba powiedziała mi, że choroby psychiczne dotyczą ludzi inteligentnych i wrażliwych. Bo mózg osoby "głupiej" nie ma w sobie miejsca na przetwarzanie takiej ilości nadmiaru informacji i bodźców. Z drugiej strony, jak dla mnie, są to choroby najcięższe. Bo gdy cierpi dusza to tak, jakby cierpiało całe ciało. Trzymam kciuki za Twoją maturę z matematyki. Ja studiuję matematykę, momentami jest bardzo ciężko. Ale staram się znajdować w sobie siłę i póki co, daję radę. Trzymam za Ciebie mocno kciuki, gdybyś miał ochotę popisać - pisz na PW.
  5. anancites

    witajcie :)

    Witam Was bardzo serdecznie, swoją krótką historię opisałam tutaj: z-tym-da-si-y-t34194.html więc nie będę się powtarzać. Walkę z ostrymi objawami nerwicy mam już za sobą. Staram się robić wszystko, żeby choroba nie powróciła. Bardzo chętnie porozmawiam z osobami, które wciąż walczą o normalne życie a także z tymi, które mają chorobę już za sobą. Pozdrawiam i trzymam za Was wszystkich mocno kciuki.
  6. Witaj, ja też miałam natręctwa związane z liczeniem (jednych liczb unikałam, do drugich dążyłam). Po długiej drodze wyszłam z tego. Przede wszystkim, powinnaś udać się do psychologa/psychiatry, a nie obarczać męża odpowiedzialnością za postęp Twojej choroby. Nikt, kto nie zna mechanizmów tej choroby, nie będzie w stanie Ci pomóc. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że psycholog/psychiatra włączy po pewnym czasie do terapii również Twojego męża (moja psychiatra rozmawiała dużo z Moją Mamą), bo życie z osobą z NN nie jest łatwe. Często członkowie rodziny mogą dużo zdziałać, ale ich również musi ktoś nakierować. Jesteś na dobrej drodze dlatego, że znasz przyczynę swoich problemów (śmierć Mamy). Jestem pewna, że dobry specjalista wyciągnie Cię z tego w kilka miesięcy. Trzymam za Ciebie bardzo mocno kciuki, gdybyś chciała, napisz do mnie PW.
  7. Według mnie branie leków powinno się traktować jako ostateczność (brałam leki 3 lata, więc wiem o czym mówię). Walka z chorobą polega na zmianie sposobu myślenia. Nie wiem jakiego rodzaju masz natręctwa, jeśli chcesz o tym popisać - napisz do mnie PW.
  8. Witam po raz pierwszy. Bardzo chętnie poznam osoby z Katowic i okolic. Cieszę się, że organizujecie spotkania. Może kiedyś uda mi się Was spotkać w realu.
  9. Mnie kiedyś też dotknął "przymus" czytania jednego zdania w książce kilka razy. Wierzcie mi, mają tak nie tylko osoby chore na NN. Niektórzy nawet nie są tego świadomi. Ważne jest uświadomienie sobie i przekonywanie samego siebie, że nawet jak się nie zapamięta zdania w książce, to świat się nie zawali (no bo to przecież nic strasznego, prawda? ja chyba nie znam człowieka, który przeczytałby książkę od dechy do dechy i nie miał przy tym kilkusekundowych momentów "zawieszeń"). Może będziecie się ze mnie śmiać, ale mnie w ćwiczeniu koncentracji bardzo pomogło... HAFTOWANIE. Na początku było trudno, bo pod wpływem nerwów potrafiłam spruć cały wzorek. Ale z czasem udawało mi się to powstrzymywać. Tak więc polecam wszelkie prace manualne. Można przy tym fajnie spędzić czas, zrobić coś ładnego (podarować komuś w prezencie) i się odstresować.
  10. Witajcie, na wstępie chciałabym powiedzieć, że mimo, iż piszę tutaj po raz pierwszy, forum przeglądam od kilku lat. Bardzo Wam dziękuję za wszystko o czym piszecie, niezależnie czy są to rzeczy smutne czy wesołe. Świadomość, że są gdzieś ludzie z podobnymi problemami podtrzymuje na duchu. Jeżeli tę wiadomość czytają osoby niezalogowane - chciałabym je z tego miejsca serdecznie pozdrowić, może Wy też znajdziecie kiedyś siłę, żeby tu napisać. Dlaczego nie pisałam tutaj wcześniej? Przede wszystkim: brak odwagi. Nie lubię mówić o sobie. Nawet te krótkie informacje, które znajdują się poniżej są napisane z dużym wysiłkiem. Aktualnie mam 22 lata, NN zdiagnozowano u mnie w wieku 17 lat. Choroba wywróciła mi wtedy życie do góry nogami. Otarłam się o szpital psychiatryczny (trafiłam na cudowną psychiatrę, którą do dziś uważam za Anioła, który wyciągnął mnie z tego piekła). Zaistniała konieczność nauczania indywidualnego, bo przez 4 miesiące nie byłam w stanie sama wyjść z domu. 1,5 roku intensywnej farmako- i psychoterapii. Gdyby nie odejście mojej pani dr na emeryturę, moja "droga do wolności" zapewne zakończyłaby się dużo szybciej... Od tego czasu leczyłam się u 3 lekarzy, których rola ograniczała się do przepisywania leków. Pewnego dnia (ok. 3 lata od zdiagnozowania choroby) stwierdziłam, że leków już brać nie chcę, odstawiłam je samodzielnie, co było bardzo trudne, ale uważam, że było warto. Moim głównym natręctwem było liczenie (przy oddychaniu, myciu rąk, czesaniu włosów, liczenie kroków). Były liczby, które "lubiłam" (do nich dążyłam) i liczby, których "nienawidziłam" (unikałam). Obsesyjne sprawdzanie wszystkiego (gaszenie światła, sprawdzanie drzwi). W najgorszym momencie choroby pojawiło się odrealnienie, które trwało jakieś 2 miesiące. Wiem, że zabrzmi to dziwnie, ale ja swoje natręctwa pokonałam w ten sposób, że zamiast z nimi walczyć, po prostu się z nimi "zaprzyjaźniłam". I zaczęłam podchodzić do nich zdroworozsądkowo: "Ok, mogę sobie lać wodę z kranu ile chcę, ale przecież tyle wody się wtedy marnuje". Na chwilę obecną żyję "normalnie". O moich przejściach wie tylko moja Rodzina. Nikt nigdy o taką chorobę mnie podejrzewał. Natręctw nie mam od długiego czasu. Są niestety objawy nerwicy wegetatywnej (począwszy od bólu zęba, głowy, na kołotaniu serca i bólu brzucha skończywszy) i depresji. Jestem mistrzem kamuflażu, co nie zawsze ma dobre skutki. Na zewnątrz, wśród ludzi sprawiam wrażenie osoby wesołej, pogodnej. Moje cierpienie zaczyna się, kiedy jestem sama, bo takie "udawanie" wiele mnie kosztuje. Od kilku miesięcy chodzę na rozmowy z psychologiem, bo wiem, że sama bym sobie nie dała z tym rady. Żyję jednak w świadomości, że mimo wszystko przeszłam w życiu krok milowy. I staram się żyć tak, żeby z powrotem "nie zwariować". Tyle o sobie. Jeżeli mój post podniesie na duchu choć jedną osobę, będę szczęśliwa. O objawach więcej pisać nie chcę, bo jak już wspomniałam, nie chcę się z tym upubliczniać. Jeśli ktoś chciałby ze mną porozmawiać, proszę pisać na PW. Jeśli ktoś szuka materiałów do prac naukowych (psychologia, psychiatria) etc. i moja historia mogłaby być przydatna - również proszę pisać. Myślę, że jestem już na takim etapie, że mogę służyć pomocą. Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i trzymam za Was mocno kciuki.
×