Depresja kontra Bog.

Nic związanego z tematami 'nerwica', 'stres', 'depresja', 'psychologia' itd.
W końcu nie tylko psychologią człowiek żyje. ;)

Re: Depresja kontra Bog.

przez wovacuum 08 gru 2009, 23:23
a ja odnoszè wrazenie,ze niektorzy ze swoimi poglàdami powrocili do sredniowiecza...to jest co najmniej zalosne moi drrodzy!!seks bez gumek?Ciemnogrod i tyle.. ;)
wovacuum
Offline

Re: Depresja kontra Bog.

przez Amy Lee 08 gru 2009, 23:30
Żałosne to jest wyśmiewanie czyichś wartości czy przekonań :!:
Amy Lee
Offline

Re: Depresja kontra Bog.

przez wovacuum 08 gru 2009, 23:35
Amy Lee, ja siè nie nie wysmiewam,jestem zaskoczona tymi poglàdami,wrècz przerazona!!
wovacuum
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Depresja kontra Bog.

Avatar użytkownika
przez Ampułek 09 gru 2009, 00:30
Separatysta napisał(a):I nie ma czegoś takiego jak wierzący niepraktykujący, bo czyż wiara bez uczynków nie jest martwa? Do świątyni, czy do Kościoła czy to do Synagogi chodzi się dla Boga nie sprawującego tam obrzędy Kapłana. Idziemy więc dzień święty święcić, a nie po to by stać jak kołek i uśmiechać się do innych.


Bez glejtu czarnego i tak mogę wierzyć - nawet w katolickiego Boga - myślisz że zapyta czy proboszcz pozwolił bo jak nie to spadaj ??? :D . Ta formułka o niemożliwości wiary z powodu nienawiedzania kościoła, akurat średnio mnie przekonuje. Jakby pod gruszą nie można było przemyśleć co mnie rozwija a co uwstecznia i jaki jestem dla siebie i innych. Czasami myślę, że ludzie potrzebują żeby ich czarny zganił albo pogłaskał. Taki system motywacyjny.

"Chodzi się" albo lepiej powinno się chodzić dla podanych przez Ciebie pobudek - chyba wolę nie wiedzieć jak jest naprawdę.
Jeśli przyjaciele Cię opuścili - nigdy nimi nie byli
Avatar użytkownika
Offline
Posty
85
Dołączył(a)
06 sty 2007, 05:12
Lokalizacja
Kraków

Re: Depresja kontra Bog.

przez wovacuum 09 gru 2009, 09:58
jesli ktos poczul siè urazony moimi slowami ,to z gory przepraszam :smile:
wovacuum
Offline

Re: Depresja kontra Bog.

Avatar użytkownika
przez Majster 09 gru 2009, 11:53
Tak po mojemu to jest kolejna internetowa wojna łysych z rudymi - nikt nikogo nie przekona, bo i po co? Ale kazdy ma jakies tam swoje zasady ktore chcialby przedstawic (niekoniecznie narzucic) drugiej stronie. Jesli nikt nikogo nie obraza ani nikt nie czuje sie urazony to wg mnie wszystko jest OK. A jesli ktos w religii szuka wspomagania swojej kuracji i znajduje je skutecznym - to daj mu boze zdrowie.
A teraz te kwestie "delikatnie" rozwine: mozna zalozyc, ze niemal kazdy dorosly (niewazne czy chory czy zdrowy) potrafi jakos odroznic dobre od zlego, prawda? I jak czytam powyzsze posty to konstatuje, ze mniej wiecej tak jest. Ale wojujacym extremistom to nie wystarcza, oni potrzebuja aby to "dobre" wynikalo z jakichs wyzszych idei, zasad, przykazan itd. Czyli, ze co? Ze jak ja jako ateista zrobie cos dobrego to jest to mniej warte? Bo moja motywacja jest innego rodzaju? A moze ja nie mam zadnej motywacji? Tak serio to wspolczuje wszystkim, ktorzy maja jakis kaganiec, niewazne, czy to bedzie katechizm, czy wolnomularstwo. Jesli ktos czuje, ze cos musi, albo ze mu czegos nie wolno bo musi sie trzymac jakiegos narzuconego (niewazne czy przez rodzicow, czy ksiedza, czy inne otoczenie) systemu wartosci to ja szczerze zaluje takiego czlowieka.
A na koniec wetkne kij w mrowisko i zacytuje pewnego staruszka:
Moralność człowieka zależy od zdolności współodczuwania z innymi ludźmi, wykształcenia oraz więzi i potrzeb społecznych; żadna religia nie jest do tego potrzebna. Człowiek byłby zaiste żałosną istotą, gdyby kierował się w życiu wyłącznie strachem przed karą i nadzieją na nagrodę po śmierci. Jestem głęboko wierzącym ateistą. Idea osobowego Boga jest mi raczej obca, a nawet wydaje mi się naiwna.
K.Vonnegut: "Rozmawiając ze mną wcale nie musisz być świrem... Ale miałbyś dużo łatwiej!"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1859
Dołączył(a)
04 gru 2009, 18:24
Lokalizacja
Miasto korków pozbawione

Re: Depresja kontra Bog.

przez Gringo 09 gru 2009, 12:16
Separatysta napisał(a):
Gringo napisał(a):Ci ktorzy sie nie oszukuja zaczynaja dostrzegac, ze Boga nie ma, gdyby o nim nie mowic, zamknac koscioly to slad po Bogu by zaginal.


Racjonalnie rzecz ujmując nie ma żadnego dowodu na nieistnienie Boga i zapewne dobrze o tym wiesz. Racjonalizm nie ma nic wspólnego z nauką bo opisuje tylko to co jesteś w stanie zobaczyć. To jedna z wielu czarnych skrzynek ateizmu. Idąc tym tokiem myślenia kosmos kończy się tam gdzie sięga ludzki wzrok. Reszta nie istnieje bo nie jesteś w stanie tego zobaczyć więc nie ma na to dowodu.

To tak nie dziala. Nie dowodzi sie nieistnienia czegos, czego istnienia nigdzie nie widac. Czy jako wierzacy katolik czujesz sie zobowiazany, zeby udowodnic scientologom, ze ich kosmiczny wojownik xenu (oni w cos takiego wierza) nie istnieje, a muzulumanom, ze Allach nie istnieje?
Nauka nie zajmuje sie udowadnianiem nieistnienia rzeczy, tylko szukaniem tych, o ktorych nie wiemy.
Separatysta napisał(a):Poza tym jak zapewne zauważyłeś na podstawie rozprzestrzeniania się Chrześcijaństwa, że miłość Boga do człowieka jest wieczna i zawsze zwycięża. Zaczęło się przecież od 12 uczniów, a proces ten postępował wolno i nie był widowiskowy. Później jak wierzymy Jezus zmartwychwstał. I nikt nie zamknie tej miłości w grobie. Jako dowód przypomnij sobie ostatnie orzeczenie Trybunału Praw Człowieka (który jak widać broni praw jakiegoś % z ogółu) gdy zakazał wieszanie krzyży we Włoskich szkołach. Krzyży przybyło tam kilkakrotnie, w urzędach, a nawet przydomowych ogródkach. Ludzie licznie demonstrowali w Jego obronie..

Nawet nie wiemy dobrze, czy ewangelie nie byly poprawiane i zmieniane przez wieki. Zastanow sie nad tym, historycy do dzis kloca sie co do tego, jak wygladal przebieg II Wojny Swiatowej, a katolicy wierza, ze wiemy ze stu procentowa pewnoscia, co dzialo sie 2000 lat temu. Oczywiscie mozna uwierzyc, ze Bog nie dopuscil do zaklamania historii i ze wszystko to jest prawda, ze nic przez wieki nie zmieniano w pismie swietym, ale spojrz na to rozsadnie. Czy mozna ufac ludziom, ktorzy tworzyli i rzadzili kosciolem. W wielu przypadkach pokazali oni, ze nie maja gdzies przestrzeganie przykazan( palenie czarownic, inkwizycja, wyprawy krzyzowe - uczyles sie z pewnoscia na historii o dzieciecej wyprawie krzyzowej - przeciez to musieli byc jacys szalency, skoro wyslali dzieci tys. kilometrow bez niczego, zeby walczyli z arabami, wiekszosc zmarla po drodze :shock: ), wiec rownie dobrze mogli poprzepisywac biblie tak, jak sobie chcieli. Jakis czas temu w Focusie byl artykul o tym, ze Niektore ewangelie zawieraja kilka styli jezykowych i nie mozliwe jest, zeby np. ewangelia Jana byla napisana przez jedna osobe. Poza tym, nawet nad taka apokalipsa zastanawiano sie, czy wlaczyc ja do bibli, gdyby nie wlaczyli, to ludzie uwazaliby to dzis za bzdury.
Co do krzyzy, to sprawa jest prosta, jak sie dana grupe ogranicza i zabiera prawa, to ludzie zaczynaja sie buntowac, tak samo jak Polacy za komuny, kosciol byl opozycja do wlaczy, dlatego byl taki popularny.

Separatysta napisał(a):
Gringo napisał(a):To zupelnie na odwrot niz ja, okolo 15 lat swojego zycia zmarnowalem na wiare w Boga i zludne nadzieje, co bardzo niekorzystnie odbijo sie na moim zdrowiu z czym walcze do dzis.


Nie chcę oceniać ale wygląda to na taką letnią wiarę. Można to było napisać inaczej: "wierzyłem gdy było mi dobrze ale kiedy zostałem wystawiony na próbę i nie wysłuchany dałem sobie spokój." Ja też mam non stop pod górkę, a jednak mimo tragicznej sytuacji wierzę..

No wlasnie bylo zupelnie inaczej, bylem bardzo wierzacy, nawet za bardzo, dosyc pozno zdalem sobie sprawe, ze wiara oprocz zludnych nadziei i poczucia grzesznosci nie daje zupelnie nic. Oczywiscie balem sie piekla, ale zrozumialem jakim absurdem jest taka kara. Milosciwy Bog, ktory nie chce/ nie potrafi odwolac swojego niesprawiedliwego wyroku (bo czy sprawiedliwe jest to, ze czlowiek grzeszy przez gora 100, a cierpiec bedzie za to wiecznosc?) Poza tym religia jest czyms zupelnie nienaturalnym w stosunku do seksualnosci czlowieka, np. zakazuje masturbacji, jesli posiada sie odpowiednio wysoki temperament (czy jak to nazwac), to nie ma sily nie da sie temu przeciwstawic i chocbys staral sie i probowal, to i tak bedziesz to robil..... w poczuciu wlasnej grzesznosci.
------
I jeszcze jedno, czy religia pomogla kiedykolwiek naprawde pozbyc sie problemow, czy tylko sprawia, ze stajesz sie do konca zycia nieszczesliwym wierzacym, uznajacym, ze stworca za twoje cierpienie wynagrodzi cie po smierci. Ja nie lubie cierpiec i nikt mi nie wmowi, ze to dla mojego dobra, bo Stworca tak chcial.

Majster napisał(a):Moralność człowieka zależy od zdolności współodczuwania z innymi ludźmi, wykształcenia oraz więzi i potrzeb społecznych; żadna religia nie jest do tego potrzebna. Człowiek byłby zaiste żałosną istotą, gdyby kierował się w życiu wyłącznie strachem przed karą i nadzieją na nagrodę po śmierci. Jestem głęboko wierzącym ateistą. Idea osobowego Boga jest mi raczej obca, a nawet wydaje mi się naiwna.

Einstein to powiedzial -> podpisuje sie.
Gringo
Offline

Re: Depresja kontra Bog.

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 09 gru 2009, 13:25
Do Gringo i Majster
Przypadkiem dałam się trochę wciągnąć w tą dyskusję z Separatystą, chociaż potem uznałam ,że faktycznie to bez najmniejszego sensu. Też nie mam zamiaru nikogo przekonywać do swoich poglądów.
Jednak zauważcie ,że myślimy bardzo podobnie :)) Wasz cytat Einsteina - natomiast ja w pewnym miejscu napisałam,że nie potrzebuję Dekalogu ,żeby wiedzieć ,że zabijanie jest złe.
No tak dla zasady może tylko z jednym drobiazgiem bym się nie zgodziła:) a mianowicie z tym ,że moralność zależy również od wykształcenia.
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Re: Depresja kontra Bog.

przez Gringo 09 gru 2009, 14:37
wiola173 napisał(a):No tak dla zasady może tylko z jednym drobiazgiem bym się nie zgodziła:) a mianowicie z tym ,że moralność zależy również od wykształcenia.

Masz racje.
Gringo
Offline

Re: Depresja kontra Bog.

Avatar użytkownika
przez Majster 09 gru 2009, 14:40
I ja sie zgadzam, ale to Einstein powiedzial, nie ja.
K.Vonnegut: "Rozmawiając ze mną wcale nie musisz być świrem... Ale miałbyś dużo łatwiej!"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1859
Dołączył(a)
04 gru 2009, 18:24
Lokalizacja
Miasto korków pozbawione

Re: Depresja kontra Bog.

Avatar użytkownika
przez linka 09 gru 2009, 15:03
Kiedyś się uczyłam o tym to się zwie moralność relatywna, tak naprawdę nie wiemy jak postąpimy w jednej konkrenej sytuacji ...bo wszystko zależy od okoliczności.....powiesz (mówię to bezosobowo , generalnie), że nigdy nie zabijesz drugiego człowieka.....a teraz wyobraź sobie, że ów człowiek trzyma nóż na gardle twojego dziecka....czy wtedy można być pewnym takiej tezy?
Nie rodzimy się z nabytą moralnością, owszem w podświadomości społecznej jeta takie coś że rozpoznajemy archetypy, mity - czujemy co jest dobre a co złe......ale to wszytsko wynosimy z domu. Wydaje mi się, ze tu rodzice mają podstawowe znaczenie. I mogą pięknie wpoić dziecku zasady moralne albo skutecznie je dno nich zniechęcić.
Tak jest właśnie z tym chodzeniem do kościoła na siłę......
Wykształcenie działa tu moim zdaniem na niekorzyść - bo stajemy się mądrzejsi, sprytniejsi, potrafimy sami sobie przetłumaczać zasady tak ażeby nam służyły, dociekamy ........a moralność "przekręcamy" i podpasowujemy ją do siebie. Coraz trudniej jest nam szanować zasady narzucone nam odgórnie, szukamy sensu w wierze........a nie o to chodzi, zeby Bopga dało się wytłumaczyc naukowo, nie ma na niego wzoru, nie ma definicji.......a ludzie w niego wierzący i stosujący się dojego przykazań, może i są naiwni, może i są bezmyślni.....ale są też zwykle szczęśliwi.
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Depresja kontra Bog.

przez Gringo 09 gru 2009, 15:10
Ciekawostka - cytat z angielskiej wikipedii.
The majority of my patients consisted not of believers but of those who had lost their faith (Jung, [1961] 1989:140).

Jung (uczen Freuda): "Wiekszość moich pacjentów składała się nie z wierzących lecz tych, którzy stracili swoją wiarę".
Sadze, ze utrata wiary byla spowodowana choroba, nie na odwrot.

Uwazam, ze wierzacym jest latwiej nie dlatego, ze to Bog im pomaga, ale dlatego, ze maja pozorne oparcie w kims wiekszym i nadzieje, ktora niewierzacy moga ulokowac tylko w sobie.
Gringo
Offline

Re: Depresja kontra Bog.

przez Amy Lee 09 gru 2009, 18:43
Ampułek napisał(a):Bez glejtu czarnego i tak mogę wierzyć - nawet w katolickiego Boga - myślisz że zapyta czy proboszcz pozwolił bo jak nie to spadaj ??? :D

Jakby ci to powiedzieć a nie skłamać - w telegraficznym skrócie wyznanie wiary k a t o l i c k i e j sprowadza się do "wierzę w Boga i w Kościół". Więc nie zależy to od rodzaju Boga :lol: bo nie ma podtypów Boga zależnych od wspólnoty, różni się tylko trochę jego rozumienie czy sposób czczenia.
Amy Lee
Offline

Re: Depresja kontra Bog.

Avatar użytkownika
przez Majster 09 gru 2009, 19:07
A ta wiara w kosciol to na czym polega?
K.Vonnegut: "Rozmawiając ze mną wcale nie musisz być świrem... Ale miałbyś dużo łatwiej!"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1859
Dołączył(a)
04 gru 2009, 18:24
Lokalizacja
Miasto korków pozbawione

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google Ads [Bot] i 11 gości

Przeskocz do