Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

LucidMan

Użytkownik
  • Zawartość

    785
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez LucidMan

  1. paga, nie zmieniaj terapeuty dlatego, że chce Ci pomóc wyzdrowieć. Przecież to jest bez sensu. Na pewno będziesz żałować takiej decyzji, bo stoisz przed szansą na zdrowie. Chodź do skutku, aż w końcu będziesz potrafiła się zrelaksować i wyrazić uczucia. Po prostu to wymaga czasu.
  2. LucidMan

    Manipulacja

    Jest bardzo prosta zasada odnośnie manipulacji: Nie manipuluj, a nie będziesz zmanipulowany. Albo - nie czaruj to się nie rozczarujesz Co z kolei jest narzędziem manipulacji? Objawy. Wiem co mówię, sam to przeżyłem i sam przez to przeszedłem. Właściwie robię to do tej pory, z tą różnicą, że świadomie. Zapewniam was, jest to całkiem co innego niż nieświadoma manipulacja.
  3. Budowa wędki. Powoli, ale do przodu. Ponad 5 lat u jednego specjalisty. Jeśli chodzi o ocenianie, to na forum nie da się ocenić inaczej niż po postach użytkownika. Właściwie to nie nazywałbym tego oceną, tylko wnioskiem. Piszesz, że dużo wymagasz od siebie. Widzisz, ja odniosłem inne wrażenie. Oczywiście mogę się mylić.
  4. LucidMan

    Terapia szkodzi?

    Czy terapia szkodzi? Zależy jak na to popatrzeć. Uważam, że nieodłącznym elementem terapii jest niszczenie. Z doświadczenia wiem, że należy zniszczyć wiele poglądów, przekonań. Nie wszystkie są słuszne i właściwe, a niektóre wręcz przyprawiają o objawy Można odnieść wtedy wrażenie, że coś jest nie tak, że terapia szkodzi. Rzeczywiście tak jest! Stare musi ustąpić miejsca nowemu. Wieloletnie, niestałe, mozolnie budowane konstrukcje muszą legnąć w gruzach. To boli, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Robi się miejsce na coś nowego, stabilnego. Objawy już nie muszą służyć jako podpórki tej konstrukcji.
  5. sens, tak jak pisze ala1983, podstawą jest wymagać od siebie. Siedmiu terapeutów? Rozumiem, że rezygnacja nastąpiła z powodu niespełnienia przez nich tych czterech punktów, które opisałaś. W takim razie od razu mówię, że nie znajdziesz takiego terapeuty jakiego szukasz z bardzo prostego powodu - tacy nie istnieją! Oni tacy nie są. Ty wymagasz od nich pomocy, pocieszenia, wsparcia - te rzeczy uzależniają. To nie jest rolą terapeuty, tylko spowodowanie, że sama nauczysz radzić sobie ze swoimi problemami. Znowu posłużę się prostą analogią. Odpowiedz sobie na pytanie co wolałabyś otrzymać jako pomoc, gdybyś była głodna: rybę czy wędkę? Rybę musi Ci ktoś dostarczyć, wędką możesz sama złowić. Dodatkowo, po pewnym czasie znowu zgłodniejesz, i co wtedy? Uwaga! Terapeuta nie daje Ci ryby. Terapeuta nie daje Ci też wędki! Pomaga Ci ją zbudować, kawałek po kawałku. Kij, linka, haczyk, kołowrotek, itp. Jesteś na etapie ryby. Właściwe będzie jeśli wskoczysz na etap budowy wędki. Bez tego awansu, będziesz zmieniać terapeutów jak rękawiczki. Strata czasu, pieniędzy, praktycznie żadnych efektów. Podstawą jest zacząć wymagać od siebie.
  6. Hej, Objawy pojawiają się wtedy gdy osiąga się pewien limit uczuć i emocji zduszonych, ukrytych, wypartych, od których się uciekło. Nie martw się. Fizycznie jesteś zdrowy. Jeśli da Ci to spokój, zrób kolejne badania. Piszesz: "Kiedyś wykonując przysiady na siłowni zrobiło mi się dziwnie słabo, chociaż nie były to duże ciężary." Wygląda na to, że 'ciężar' (bagaż emocjonalny), który dźwigasz po prostu Cię przerasta. Bóle fizyczne mogą odzwierciedlać bóle związane z rozstaniem z dziewczyną, która dała Ci kosza. Uciekłeś od tych uczuć w siłownię, ale od nich nie ma ucieczki. Pisałeś o psychoterapii i że ją skończyłeś. Zakończyłeś czy przerwałeś lub została przerwana? To jest ogromna różnica. Piszesz, że wszystko zaczęło się przeszło rok temu. W takim razie, nie mogłeś zakończyć terapii. Za krótki okres. Sugeruję wznowienie. Da Ci to szansę na dotarcie do przyczyn występowania objawów, które są czysto klasycznymi objawami nerwicy lękowej, potocznie zwanymi: atakami lęku.
  7. Tu właśnie jest pies pogrzebany. 99% ludzi z objawami tak uważa i póki takie przekonanie będzie w nas gościć, to możemy się pożegnać ze zdrowiem. To tak samo gdy chcemy rozświetlić ciemny pokój. Nikt nie wygania ciemności, żeby móc włączyć światło. Po prostu włączamy światło i ciemność znika sama, opuszcza pomieszczenie. Zaczniesz działać to automatycznie objawy przestaną być potrzebne i będziesz zdrowy. Rzecz tkwi we 'właściwym' działaniu. To, że np. pójdziesz do sklepu i zrobisz zakupy jest działaniem, ale czy we właściwym kierunku? Jeśli Twoim celem jest obiad, to tak. Doskonale wiemy, że nie jest to forum kulinarne gdzie serwują przepisy na zdrowie. Co ciekawsze, nie ma takiego miejsca, w którym powiedzą Ci co masz zrobić krok po kroku żeby wyzdrowieć. Sam musisz do tego dojść. Terapia może Ci w tym pomóc, naprowadzić, utrzymać we właściwym kierunku, ale i tak sam musisz wypracować sobie ścieżkę do zdrowia. Powodzenia.
  8. Witam, Dobrze jest czasami przeczytać posty kogoś doświadczonego i co najważniejsze potrafiącego sobie radzić. Rzadko tu się tacy pojawiają, jeszcze szybciej znikają kończąc z banem. Przyczyna takiego stanu rzeczy może brać się stąd, że mimo najszczerszych chęci pomocy nie są w ogóle rozumiani. Co więcej, mało kto słucha (czyta) o czym taka osoba mówi, biorąc wszystko dosłownie. Jeśli ktoś używa wiedzy związanej z religią, czy też filozofią to od razu mówi się o nim w ten sposób: "ej, on jest nienormalny - pewnie naczytał się biblii albo książek o filozofii wschodu. Bełkocze". Adam Kizam doskonale pokazywał pewne sprawy posługując się analogią. Opowiadanie o synu, który uczył się jeździć na rowerze jest świetną przenośnią. Wiele z nas jest jak to dziecko: "Niby dobrze a gada, ale nic z tego nie rozumiem." Możemy się poddać albo możemy starać się rozumieć. Robić cokolwiek jest zawsze lepiej niż nie robić nic. Można sobie wmawiać, że choroba jest spowodowana np. uszkodzeniem mózgu ale czy to wprowadzi pozytywne zmiany? NIE. Człowiek się poddaje, nie robi nic w kierunku zmian siebie. Jaki sens mają zmiany skoro mamy takie przekonania? Z drugiej strony Adam za bardzo chciał wpłynąć na społeczność tego portalu. Zbyt usilne próby "nawrócenia ze złej drogi" zawsze przerodzą się w frustrację jeśli jedna strona czegoś bardzo chce, a druga z kolei jeszcze bardziej tego nie chce. Bo kto z nas chce wprowadzać jakieś zmiany? Każdy chce zostać tym kim teraz jest tylko bez objawów.
  9. Ciebie też to się tyczy. Czego się od 'nich' oddzielasz? Uważasz, że wiesz więcej o 'nich'?
  10. Witam Przerwa dobrze mi zrobiła. Spróbuje się coś poudzielać na forum, póki znowu nie zrobię sobie przerwy ;]Chyba, że wcześniej mnie stąd przegonią
  11. Oh przepraszam, gdzie moje maniery - nie przedstawiłem się. Ok 12 lat nerwicy, w tym 4 lata terapii. O objawach mógłbym pisać książki. Dlaczego akurat napisałem w tym temacie? Bo przechodziłem przez to co wy i chciałem pomóc. 90% objawów odpadło, przestało być potrzebne. Robię teraz rzeczy, gdzie kiedyś sama myśl o nich napawała mnie takim lękiem, że chciałem się schować do schronu przeciwbombowego na wieki. Teraz nic takiego nie ma. To czego się tak obawiałem jest teraz dla mnie przyjemnością, rodzi satysfakcję, zadowolenie. Nie mam zamiaru komentować waszych komentarzy do mojego postu. Wydaje mi się, że najwięcej z niego wynieśli ci, którzy tu nic nie napisali tylko przemyśleli gruntownie sprawę i wzięli się za siebie. Życzę im powodzenia i mówię z mojego własnego doświadczenia - uda wam się, jest to możliwe! Co do komentujących, póki co macie trochę przeszkód, takich jak ja kiedyś. Nie są dobre obce teorie, która dają pożywienie rozumowi, ale głodzą uczucia. Zauważycie z czasem, że najważniejsze i najistotniejsze jest to, do czego sami dojdziecie poprzez własne doświadczenie. Bardzo dobrze znam teorie podświadomości, snów, filozofii wschodnich. Ta wiedza jest dobra, ale nie jest celem samym w sobie. Wyzywanie mnie też świadczy o was samych. Właściwie wyzywacie samych siebie, co jest przykre. Ja jestem tylko lustrem, które odbija to czego tak bardzo się boicie, to co tak ukrywacie. Dla teoretyków: nazywa się to mechanizmem projekcji, czyli przerzucania własnych lęków na inne osoby. Polecam poczytać moje wcześniejsze posty.
  12. Dobry wieczór ! Przypadkowo trafiłem pośród ogólnego spamu (wykluczając pana reklamę) w tym temacie na ciekawą wypowiedź: Dlaczego nikt nie potrafił na to odpowiedzieć? Aż tak trudne pytanie? Tak boli jak dowiadujecie się, że wasza szumnie nazwana 'nerwica' jest tylko usprawiedliwieniem? Niczym więcej !?Boli, ale jest to tylko ból ego, zranionej dumy. Przecież tyle wysiłku poświęcacie na ukrywanie prawdy, na bycie kimś, kim wcale nie jesteście. Okrywacie się zwałami kłamstw mówionych samym sobie, tak że już nie wiecie co jest rzeczywistością a co fikcją. Mimo, że są to grube warstwy, to jednak bardzo delikatne, dużo słabych punktów, kruche. Nawet zwykły prosty post człowieka nerwicy przebija się przez to bez trudu. Daje do myślenia, nie daje spać prawda? Myślicie sobie: a co jeśli coś w tym jest co on mówi? Ale nie, to nie może być prawda, nigdy w życiu, przecież jest to nie do pomyślenia - odpowiadacie sobie. On bredzi. Uciszyć, zgnoić i stłamsić - oto wasze sposoby na ukrywanie prawdy i jednocześnie na jeszcze większe lęki, że prawda może wyjść na jaw. Człowiek nerwica przedstawił wam sedno, idee, sens nerwicy (świadomie lub nieświadomie). Nie zadaliście sobie nawet trudu na zrozumienie tego, a co dopiero na refleksje. On wysłał pewien sygnał, który jakieś dwie strony już prawie został stłamszony. Jestem tu po to żeby go wzmocnić razy 100, bo jest to istotne. Nie dlatego, żeby was zgnębić (o czym większość jest przekonana), ale chcę żebyście nie przegapili szansy autorefleksji, zastanowienia się nad sobą, nad swoimi działaniami, motywacjami które je napędzają. To jest kluczem do bycia prawdziwym, a tylko to prowadzi do zdrowia.
  13. Widzę, że gość odwołuje się do nauk Paracelsusa i Hahnemanna. Że tak powiem - Ameryki nie odkrywa. Każdy bardziej świadomy człowiek doskonale o tym wie, że to co powoduje chorobę, potrafi ją też uczynić zbędną. Wszystko zależy od dawki. Z kolei nieliczni posiadają wiedzę (mądrość), że sami są źródłem swojej choroby. Co z tego wynika .. chyba nie muszę tłumaczyć.
  14. Stary Góral, co Cię tak bardzo boli, że straciłeś 5 miesięcy życia bo chodziłeś na terapię? Mówisz o tym jakbyś został zesłany do kamieniołomów na kilka lat pracy. Oceniasz psychoterapię po 5 miesiącach? To tak jakby oceniać książkę po kilku przeczytanych stronach. Ba, nawet nie stronach tylko po samej okładce. 5 miesięcy to nawet nie można nazwać wstępem terapii. Oczywiście zależy od tego jak bardzo jesteśmy uparci i jak bardzo skostniałe jest nasze myślenie. Wątpię, żeby ktokolwiek kto zdecydował się na poważną terapię mógł już z niej śmiało rezygnować po 5 miesiącach. To długotrwały proces.
  15. Wszystko po kolei, zaraz sobie ułożymy, wyjaśnimy co nieco. Jeśli ja powiem, że chorowałem ok 8 lat totalnie nie wiedząc co mi jest to też się nie kwalifikuję? Lekarze nie wiedzieli, bliscy nie wiedzieli (mało komu mówiłem), nie miałem internetu. Poza tym z każdym rokiem utwierdzałem się w przekonaniu: jestem uszkodzony, tak już będzie do końca życia. Nawet nie miałem zamiaru się specjalnie leczyć. Terapia? Phi, nigdy bym nie uwierzył, że mam coś z psychiką! Prędzej uszkodzenie mózgu.. O tak, uszkodzenie to najlepszy sposób by nawet nie szukać innych przyczyn. Na terapię trafiłem z zaawansowaną i głęboko zakorzenioną neurozą. Co do reszty Twego posta, powiało trochę rezygnacją. Wiesz ile ja takich odczuć miałem? Mnóstwo. To wszystko jest część pracy nad sobą. Przejdź przez to, a nie pożałujesz włożonej pracy. Ja cały czas mam świadomość, że wiele przede mną. Mam uczucie, że coś bardzo ważnego, istotnego jest ukryte we mnie. To mnie motywuje do dalszej pracy, ale jednocześnie przeraża jak cholera. psycho-logic, rzeczywiście nowy na forum nie jestem. Pierwszy wpis mam z grudnia 2006, pod nickiem: chory4 i od tamtego czasu jestem na forum. Aktywnie pod obecnym nickiem, od półtora roku. Kontynuowałbym pod starym nickiem, ale zapomniałem hasła Zresztą, chory4 to jak sama nazwa wskazuje był profil chorego, zagubionego człowieka. Teraz by nie pasował. Mój pierwszy post to standardowy opis objawów. Otrzymałem rady w stylu: psychoterapia, za co jestem bardzo wdzięczny. Zdaję sobie sprawę, że im więcej postów kieruję do jednej osoby, tym większy nacisk wywieram. Z drugiej strony doskonale rozumiem, że nie ma co ludzi przekonywać na siłę, a szczególnie do swoich racji. Staram się zachować złoty środek i niczego nie narzucać. Dlatego staram się nie udzielać rad, tylko mówić o tym co zaobserwuję, dzięki czemu osoby czytające post będą mogły spojrzeć na pewne sprawy z innego punktu widzenia. Jest w tym także pewna wartość dla mnie. Dzięki dialogom mam szansę przyjrzeć się swoim reakcjom, zachowaniom. Kontakt z innymi, czy to na żywo, czy przez neta wzbudza pewne uczucia, nieraz emocje, którym warto się przyjrzeć z bliska. Zasada lustra, o której pisałem post wyżej odnosi się tak samo do mnie. Ostatnio ciężko pracuję, mam mało czasu na refleksje, jestem poza miejscem zamieszkania, a że mam dostęp do neta więc wykorzystuje to forum jako pomocne narzędzie w ciągłej pracy nad sobą. Nie ma dla mnie znaczenia czy to co mówię trafi do kogoś. Istotne jest dla mnie, że uzyskuje tu odpowiedzi dla siebie. Jak ktoś zechce to skorzysta, jak nie to nie. Być może granie na nerwach to nasza specjalność. Na pewno granie na uczuciach, zarówno czyichś jak i własnych. Każda myśl, każde słowo, czyn skierowany na zewnątrz, zawsze powróci w jakiejś innej formie do nas. To co nam się podoba lub nie w innych, to nic innego jak nasze własne odbicie. Nie dziwmy się więc, jeśli obrzucając kogoś kamieniami, trafiamy nimi tylko i wyłącznie siebie ...
  16. A w jaki sposób, wg jakich kryteriów oceniasz ludzi, czy mają nerwicę czy nie? Ktoś musi mieć tak silne objawy jak Ty, żeby być nerwicowcem i żeby nie być przemądrzalcem? Może i ci ludzie gówno wiedzą o nerwicy, ale to tylko na ich korzyść. Wiedza w tym temacie kompletnie nic nie daje. Jesteś wyjątkowa uczulona na rady typu: weź się w garść itp. Pewnie często takie rady słyszałaś, co odbierałaś jako totalny brak zrozumienia Ciebie przez innych. Teraz rewanżujesz się na ludziach, którzy udzielają podobnych rad, a im bardziej podkreślają ich skuteczność, tym bardziej Cię to denerwuje. Zauważ, że przerzucasz swoje własne problemy na innych, na zewnątrz. W moim przypadku, momentem zwrotnym w procesie zdrowienia było zrozumienie, że powinienem szukać przyczyn wewnątrz, a nie na zewnątrz. Problemy, których źródeł doszukiwałem się na zewnątrz (w ludziach) były po prostu odzwierciedleniem wewnętrznych trudności, niedoskonałości i niepoprawnych sądów. Jest prosta zasada. Jeśli coś Cię w kimś denerwuje, to możesz być na 100% pewna, że to coś występuje również w Tobie i na dodatek się tego boisz. Ludzie są jak lustra, w których odbija się nasza osobowość, lecz czym jest nawet najlepsze lustro świata, jeśli przeglądający się w nim człowiek, nie potrafi rozpoznać własnego odbicia. Kolejna rzecz, o której można pisać tomy, to celowość nerwicy. Jedni uważają, że mają pecha i mają ją z czystego przypadku. Inni winią sytuację życiową, rodzinę, innych ludzi - świat zewnętrzny, jednym słowem mówiąc. Nieliczni zauważają, że są projektantami, wykonawcami i użytkownikami własnej nerwicy. Co to znaczy? Nie będę się rozpisywał, bo to trzeba przeżyć na własnej skórze. Mogę zapewnić, że jest to tak mocno uzdrawiające, jak i niebezpieczne. Ale niebezpieczne tylko dla tych, którzy nie mają najmniejszej chęci rozstać się ze swoją nerwicą (żeby się poprawiło - to tak, ale rozstać !? Nigdy). Osiągnięcia w świecie zewnętrznym? Niestety przeważnie rekompensata braku osiągnięć w sferze wewnętrznej. Nie mówię, że jest tak w Twoim przypadku, lecz łatwo to sprawdzić. Jeśli czujesz się dzięki temu lepiej - jest OK, jeśli tak samo albo gorzej - wiadomo. Widać wyraźnie, że Yans i Qarius rozumieją co tu tak naprawdę jest grane Macie ludzie receptę na zdrowie. Jest trochę trudniejsza niż łyknięcie piguły. Może zająć kilka, nawet kilkanaście lat. Nikt nie powiedział, że praca nad sobą jest łatwa. Kluczowe jest tu: zmiany zewnętrzne, które wynikły ze zmian wewnętrznych.
  17. Masz ponad tysiąc postów tu na forum więc informacji dość sporo.Czasami kilka zdań wyraża więcej niż myślisz. Jesteś skłonna do atakowania ludzi, którzy mają jakiś sposób na swoją nerwicę i go tutaj prezentują. Spróbuj zobaczyć siebie z perspektywy trzeciej osoby. Krytykujesz sposoby ludzi, którzy czują się lepiej. Czy to ważne jakie to są sposoby? W ogóle nie ma to żadnego znaczenia! Oni czują się lepiej i mówią o tym tutaj, coś zadziałali, coś zrozumieli. Pierwsze i najprostsze wyjaśnienie (czyt. wytłumaczenie) takiego zjawiska jest po prostu zwykła zazdrość, że ktoś czuje się lepiej stosując takie, a nie inne sposoby. Najwidoczniej Twoje sposoby nie działają. Z kilku wyrywkowo przeczytanych postów wnioskuję, że bierzesz leki. Może denerwuje Cię to, że my nie bierzemy, a czujemy się świetnie. Pewnie znowu powiesz, że Cię analizuje. To jest zwykła obserwacja. Nie jest moim celem Ci dokopać, ani zdemotywować. Sam jestem nerwicowcem i wiem jak to jest. Im bardziej denerwują Cię moje posty, tym więcej możesz wyciągnąć coś z tego dla siebie. Wystarczy, że się głębiej zastanowisz.
  18. Skoro to wszystko jest dla Ciebie filozofowaniem, które nic nie wnosi to na co Ci moje wytłumaczenie? Odpisałaś na post sprzed 3 lat, krytykując gościa, który napisał coś pozytywnego zarzucając mu, że nic nie wie o nerwicy, bo oczywiście Ty wiesz o niej wszystko tylko nie to, jak się jej "pozbyć". Później skomentowałaś mój post odbierając go dość opacznie. Myślą przewodnią tego postu była praca nad samym sobą, a nie potrzeba swojej nerwicy - ot i całe wytłumaczenie.
  19. Nie zaliczam Cię do żadnej kategorii. Zastanów się dobrze dlaczego jest Ci przykro. Przecież operowanie schematami nie jest niewłaściwe. Nie da się upiec ciasta nie stosując odpowiednich kroków w poprawnej kolejności.Być może jest Ci przykro, ponieważ myślenie utartymi schematami nie czyni Ciebie w żaden sposób wyjątkową, tylko określa jako zwykłą dziewczynę. Nie chcesz być tylko zwykłą dziewczyną, no nie? Nikt nie chce. Nie ma potrzeby nie chcieć. Każdy jest wyjątkowy na swój sposób.
  20. Źle mnie rozumiesz, zresztą nic nowego, większość przypina mi tu różne ciekawe teorie, których częścią wspólną jest to: że nie są MOJE Co ja tutaj robię, co ja robię tu? Czasami daję ludziom takim jak Ty do myślenia, co by się nie za bardzo utwierdzali w pewnych swoich utartych schematach. Ohh, już starczy o mnie. Dużo bardziej istotniejsze jest pytanie, co Ty tutaj robisz? Nie musisz odpowiadać tutaj, odpowiedz sobie - tylko szczerze !
  21. Odpowiem na Twój post bo masz fajny nick Pogodzić !? To znaczy tyle samo co poddać się, nic nie robić i czekać na mannę z nieba. Tylko działanie wchodzi w grę. Prawdę mówiąc, nie działanie to też działanie, ale to chyba najgorsza z możliwych opcji Jeśli o 2 nad ranem rozpoczyna się dość huczna impreza, przy której głuchy by nie zasnął, masz kilka opcji: 1. Pogodzić się z sytuacją i nie spać do rana licząc, a nuż się zaraz skończy (zazwyczaj się szybko nie kończy). 2. Uszczelnić wszystkie szpary co zminimalizuje przykry hałas. 3. Słuchawki na uszy z głośniejszą muzą niż dźwięki na zewnątrz - co i tak raczej nie pozwoli zasnąć. 4. Pójść wygarnąć sąsiadowi i jego wesołej ferajnie. 5. Opcja dla zawodowców - wpier*** sąsiadowi. Poprzez analogię, z każdej sytuacji masz minimum 3 wyjścia: akceptacja, pośrednie działanie, bezpośrednie działanie. Każde ma swoje wady i zalety. Więc jeśli twierdzisz, że z takiej a z takiej sytuacji nie ma wyjścia, to po prostu nie widzisz tych wyjść. Nie miej wątpliwości co do terapii zanim jej nie spróbujesz. To tak, jakby twierdzić, że banan jest gorzki, chociaż się go w życiu nie jadło, a tylko słyszało, że tak inni mówią, bo akurat trafili na zgniłego. Zachęcam do działania, jakiegokolwiek - byle działać. Jak to powiedział Ghandi: Wszystko co robimy w życiu nie ma żadnego znaczenia, ale to bardzo ważne, żeby coś robić.
  22. LucidMan

    Hipnoterapia

    Od przybytku głowa nie boli Jednocześnie skontruje swoją wypowiedź przysłowiem: Co za dużo to nie zdrowo! Dla każdego coś dobrego
  23. Dość ciekawe zdanie podsumowujące. Życie przepływa obok, nad, pod, wszerz, wskroś, za, przed, u góry i na dole, tam i tu, na zewnątrz i wewnątrz... Mogę tak długo. Wiesz w czym rzecz? A w tym, że to jest całkowicie prawidłowe, właściwe. Przeważnie nikomu to nie przeszkadza, chyba że chciałby aby to jego życie było tym płynącym obok życiem.Przykładowo: póki sąsiad jeździ samochodem klasy takiej samej jak nasz lub gorszej to jest OK. Przyzwalamy na taki stan rzeczy. Gorzej jak zacznie jeździć lepszym. Jeszcze gorzej, gdy zmienia na coraz lepszy co 3 miesiące, a już totalna tragedia gdy do tego postawi nowy dom! Inny przykład nawiązujący do wypowiedzi post wyżej: zamiast chodzić do tej durnej pracy wolałbym spełniać marzenia, robić coś zupełnie innego z pasją. Z tego wynika, że tu i teraz nie jest OK, ale gdzieś tam z boku jest OK, ale i tak nie mogę robić co chcę więc twierdzę: nie jest przyjemnie obserwować jak życie przepływa sobie gdzieś zupełnie obok. Nie jest przyjemnie obserwować zajebiaszczy wóz sąsiada, albo porównywać swoją aktualną sytuację do tej wymarzonej. I nie ma być !! Kluczem jest odczuwać takie a nie inne uczucia w całej ich okazałości, a nie z krzywym uśmiechem na ryju witać sąsiada myjącego swój nowy samochód w piękne sobotnie południe. Totalna nieszczerość, hipokryzja i zakłamanie wobec siebie samego rzutuje na naszą ocenę świata i wszystkiego co się w nim dzieje. Zacznij ciężko pracować nad samym sobą, a nie tylko będzie Ci przyjemnie spoglądać na tętniące życiem otoczenie, ale także na swoje własne życie.
  24. LucidMan

    symulowanie

    Wkur** jest to strasznie no nie? Przeżywamy jakiś atak lękowy, pojawia się cały wachlarz objawów, a oni nam mówią, że to symulacja !!! Mówią: udajesz bo nie chce Ci się pracować, bo nie chcesz iść do kościoła, diabeł Cię opętał, ateista!No i na co te wszystkie objawy, jak można tak negować ich ważność !? Leżę w łóżku w ciężkiej depresji, jeść nie mogę, chodzić nie mogę, a oni mówią, że udaję! Mam skoczyć z okna żeby mi uwierzyli, czy co!?? No niech ich wszystkich szlag trafi! Wiem, wiem - nie ma nic bardziej denerwującego. Jak zwykle, jest w tym 50% prawdy i 50% fałszu. Po pierwsze nie symulujemy świadomie. Po drugie nie jest tak, że nie chcemy, tylko się boimy. Część wspólna - problem tkwi w nas. Nie w ZUSie, nie w komisjach, nie w rodzinie. Odpowiadając na pierwsze Twoje pytanie: wielu wmawiało mi symulację, a na drugie: i mieli rację ... Wiele razy po prostu kłamałem, żeby coś nie zrobić, gdzieś nie pójść, czymś się nie zająć. Na początku oczywiście wydawało mi się, że mówię prawdę - mam (lub będę miał) objawy więc nie pójdę, nie zrobię etc. Niestety, pewne objawy znikły, a ja dalej się głupio tłumaczyłem. DZIĘKI temu zobaczyłem pełny obraz sytuacji. Symulacja, niechęć to tylko wierzchołek góry lodowej. Pod spodem kryją się prawdziwe przyczyny tego wszystkiego. Zostawcie ZUS w spokoju, dali mi zaj** zniżkę na OC
  25. Moje myślenie wzięło jako pierwsze pod uwagę waszą reakcję na to co napisałem. Niby po kiego miałbym tu pisać, skoro nie byłoby żadnej reakcji? Znowu zarzut, że was kopię, nie pierwszy na tym forum i nie ostatni. Kopię, bo to najskuteczniejsza metoda wybicia z utartych zachowań, schematów i nie do końca właściwego myślenia. Na początku boli, doskonale o tym wiem. Jak dentysta rwie chorego zęba to też boli, a później pojawia się ulga. Nawet jakbym Ci windę opuścił i tak byś do niej nie wsiadł. Wybacz, zbyt dobrze rozumiem mechanizmy działania neurotyków - bo sam nim jestem!! Nie wiem czy leczysz się w jakiś sposób czy nie, ale zaufaj mi, jeśli się leczysz (np. jakaś terapia) to w swoim czasie zamiast sznurówki zobaczysz drabinę, ale to musi minąć trochę czasu. I nie będzie to tylko drabina, którą ja tu podaje, lecz zobaczysz je wszędzie dookoła, od bliskich Ci osób. Wychodzi na to samo. Zupełnie inna osoba mogłaby to odebrać w ten sposób: "Wnioskuję z Twojej wypowiedzi, że istotnym jest podjęcie decyzji aby zaprzestać robić to, co się robi do tej pory (wałkowanie).". Odebrałeś to w taki sposób, bo jak już mówiłem, obawiasz się podjęcia jakiejś decyzji, a najbardziej jej konsekwencji!Przyjrzyj się dwóm opcjom: mówisz jej, że ją kochasz najbardziej na świecie, czego konsekwencją będzie wewnętrzna walka, czy rzeczywiście tak czujesz. Druga: mówisz, że jej nie kochasz i się z nią rozstajesz, czego konsekwencją będzie samotność, żal i rozmyślania czy dobrze zrobiłeś. Boisz się zarówno jednego i drugiego, dlatego tkwisz w matni.. i cierpisz. Nie oczekuj, że otrzymasz ode mnie radę, którą z tych dróg obrać. Dla mnie obie decyzje są tak samo dobre jak i złe. Ja proponuje wyjść poza nie i wejść w siebie, głęboko, głęboko. Dopiero tam znajdziesz rozwiązanie tej całej łamigłówki, jaką jest związek. Ja już szukam, a wy? Nie, Ty nie chcesz spokoju z tym problemem, tylko nie chcesz tego problemu na oczy widzieć. Chciałbyś, żeby znikł, wyparował, rozpłynął się w powietrzu. Problem (lub wyzwanie jak kto woli) będzie tak długo istniał, póki dokładnie nie zrozumiesz, co Ci brakuje. Zaangażowałem się na tyle by wyzwolić bodziec, impuls do dalszych działań. Teraz wasza kolej. Zapiszcie się na terapię, jogę, pływanie, szydełkowanie - COKOLWIEK, co pozwoli wam bliżej poznać SAMYCH SIEBIE. Czy podejmiecie to wyzwanie !? Czy może spotkamy się tu w tym samym wątku za jakiś czas !?
×