Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Kassiaa1410

Depresja kontra Bog.

Rekomendowane odpowiedzi

Mam pytanie... Czy Bog, kosciol, wiara, ksiadz... A konkretnie spowiedz moze sprawic ze poczuje sie lepiej i wszystko sie ulozy? Nie wiem w co wierzyc... A kiedy nie ma w co wierzyc to wierzy sie w Boga. Prawda? Pomozcie mi... Nie mam sily.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

W depresji często męczy człowieka poczucie winy, więc spowiedź może go przynajmniej z tego odciążyć. Chociaż ksiądz i psycholog to zupełnie różne profesje.

 

Nie mniej jednak życzę księdza, który umie rozmawiać z osobami z depresją. Podobno się doszkalają w tym zakresie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Proponuje raczej wierzyć w swój potencjał i w swoją siłę. Wg. mnie boga czy jezusa takiego jak przedstawiają w piśmie św. nie ma, a to czy czujemy się dobrze czy źle zależy tylko i wyłącznie od nas.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mam pytanie... Czy Bog, kosciol, wiara, ksiadz... A konkretnie spowiedz moze sprawic ze poczuje sie lepiej i wszystko sie ulozy? Nie wiem w co wierzyc... A kiedy nie ma w co wierzyc to wierzy sie w Boga. Prawda? Pomozcie mi... Nie mam sily.

Z pewnością znajdzie się wielu takich, którzy stwierdzą, że jak najbardziej. Osobiście jednak próbuję się doszukiwać racjonalnych przyczyn swojego złego nastroju i konkretnych sposobów by temu ostatniemu zaradzić. W chwilach, że tak powiem, poczucia ostatecznej bezradności natomiast, zastanawiam się raczej, w którą stronę powinienem rzucić kamieniem w odwecie za wszystkie niepowodzenia, jakie mnie w życiu spotkały. Z mojego punktu widzenia poszukiwanie oparcia pośród wartości przytoczonych przez ciebie powyżej byłoby synonimem ostatecznej klęski. Nikogo jednak nie zniechęcam od obierania takiej właśnie drogi. Daleki też jestem od krytykowania postaw stojących w sprzeczności z moim własnym światopoglądem. Ostatecznie to właśnie nasze dobre samopoczucie powinno być dla nas priorytetem i wszystko jedno, za pomocą jakich środków próbujemy ów cel osiągnąć. Grunt by metoda okazała się przynajmniej po części skuteczna:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

No może w sumie dziwnie tak byłoby wiarę stosować jako lekarstwo gdy inne pomysły zawodzą. Od wiary się raczej zaczyna, a cała reszta jakoś się układa dookoła według tych sensów i wartości.

 

I tak na prawdę każdy w coś wierzy - jeśli nie w Chrystusa to np. w horoskopy, w miłość od pierwszego wejrzenia, w duchy, w siebie, w reklamę Deprimu, w karmę czy w szczęśliwy numerek.

 

Serdecznie polecałabym jakiś przystępnie napisany podręcznik filozofii, żeby się trochę pozastanawiać nad bytem i niebytem, miejscem człowieka we wszechświecie, dobrem i celem. Zamiast myśleć tylko o swoich problemach popatrzeć trochę szerzej na świat. Tak, to pomaga.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Przyuważyłam dzisiaj w księgarni ciekawą publikację w wersji audio o tym, jak radzić sobie z cierpieniem duchowym i jak je odróżnić od depresji. Czyli dla osoby, która ma życie duchowe (wierząca, się modląca), sprawy duszy a sprawy psychiki to nie jest to samo (albowiem starożytność jużeśmy dawno opuścili, gdzie psyche była) więc trzeba się odnieść do każdego z tych aspektów inaczej. Chociaż ja zawsze powtarzam, że w człowieku wszystko jest powiązane.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jezus może sprawić że wszystko się ułoży! Jezus jest miłością drogą prawdą życiem...nadzieją...przecież wiara jest siłą i jeśli wierzysz to nie a nic co cię pokona...Wiara góry przenosi? Nie! ale Bóg tak! Słyszałaś o Kursie alfa? www.kursalfa.pl to taki 10tygodniowy kurs dla ludzi zagubionych i poszukujących sensużycia...Jest taki obraz który pokazuje Boga stukającego do drzwi bez klamki...dlaczego bez klamki? Bo klamka jest po jednej stronie...po twojej stronie i to od Ciebie zalerzy czy Bóg bedzie twoją prawdą miłością i życiem powiem Ci tylko że On bardzo tego chce ale wybur zostaje dla Ciebie..."Ci co zaufali Panu odzyskują siły..Otrzymują skrzydła jak orły biegną bez zmęczenia..." Powodzenia :smile:

Ps On Cie kocha cholernie mocno na tyle mocno że był wstanie poświęcić swojego syna właśnie po to byś ty mogła teraz żyć i twoich grzechów już nie ma bo Jezus już za nie umarł...Jesteś ty i jego miłość musisz tylko podjąć decyzje..http://www.youtube.com/watch?v=Tfk4P7T8fBI-obejrzyj to! On Cię kocha...!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No to opowiem cos z zycia:

1. Dawno temu, gdy mieszkalem jeszcze w internacie, mieszkal z nami w pokoju Bronek. Bronek modlil sie od pobudki do sniadania, od sniadania do wyjscia ze szkoly, pozniej po lekcjach az do obiadu. Po obiedzie odrabial lekcje i modlil sie do kolacji, a po kolacji wystawial rozaniec, ktory go calkiem z nóg powalal i Bronek nie mial sily sie juz nawet umyć. W sumie myć sie nie potrzebowal, zadna dziewczyna i tak nie miala szansy zobaczyc go w stanie innym niz modlitwa, ale czasem od niego zalecialo i w zwiazku z tym pokoj byl czesciej wietrzony. Niestety historia nie ma happy endu: Bronek zabujal sie w jakiejs pannie ktorej nie odpowiadalo jego podejscie do religii. Odkrecil sie wiec w druga strone i skonczyl na ulicy.

2. Bedac w szpitalu widywalem "kolka różancowe": polegalo to na tym, ze grono pacjentow "wierzacych gleboko" spotykalo sie gdzies w wiekszej grupie, spiewali sobie piosenki, wspolnie sie modlili itd. Niby nic zlego, prawda? Ale w rozmowie z innymi dowiedzialem sie ze te kolka to juz prawie etat, krotki pobyt w realu, spadek nastroju i powrot do szpitala.

Osobiscie uwazam, ze w przypadku powazniejszego problemu nie zostawiaj sprawy księdzu, tylko udaj sie do specjalisty. Szukanie pomocy w religii na dluzsza mete nie pomoze a tylko sie niepotrzebnie nakrecisz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hmmm według Ciebie religijność polega na klapaniu jakichś regułek od rana do wieczora? "Szukanie pomocy w religii na dluzsza mete nie pomoze a tylko sie niepotrzebnie nakrecisz." Tak się zastanawiam bo Ci wszyscy ludzie z problemami szukają pomocy u lekarzy psychologów przyjaciół rodziny i uważasz ze to im na dłuzszą mete pomaga? Myśle że nie bo jeśli tak właśnie by było to to forum świeciłoby pustkami...A przecież tak nie jest. To właśnie w Bogu na dłuższą mete można znalezc coś prawdziwego. Bo jeśli nie w Nim to gdzie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zależy w co wierzysz i czy wierzysz. moja odpowiedź: gdzie? we mnie samej, bo nie wyznaję żadnej religii.

...ale rozumiem, że ludziom wiara pomaga i jest potrzebna. WIARA a nie puste rytuały.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dokłdnie świetnie to ujełaś WIARA A NIE PUSTE RYTUAŁY!

Zgadzam się z Tobą! Jeśli nie wierzysz to gdzie szukasz nadzieji?

Z kąd czerpiesz siłe? z siebie?

A jeśli już jej nie masz? Jeśli rozumiesz ludzi którym wiara pomaga to morze jest szansa że tobie również pomoże...?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jak już nie mam siły...staram się to po prostu przeczekać i przekonać samą siebie, że to tylko emocje, pomieszają mi trochę w głowie i miną..że to nie rzeczywistość, tylko moje czarne spojrzenie na nią. czasami zapisuję to jak się czuję, wtedy uwalniam się częściowo od tego...(działanie chyba podobne do modlitwy, kiedy mówisz do Boga i wierzysz, że Cię wysłucha).

a wczoraj przeczytałam Nowy Testament. patrzę jednak na niego jako na tekst kulturowy, nie Święty. myślę, że po prostu nie czuję w sobie tej religii. może kiedyś coś mnie natchnie.ale nie teraz. wierzącym życzę trwania w wierze. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Jest dla mnie znamienne że 99% osób chorych na nerwicę i depresję na tym forum jest niewierząca - niepraktykująca. Widzę w tym związek taki, że bez Boga człowiek się po prostu gubi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ee tam. nie łączyłabym jednego z drugim. to sugerowałoby, że ludzie wierzący nie mają problemów ze sobą. nobody's perfect ;P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie mówię że nie mają, ale łatwiej im jest znaleźć punkt zaczepienia i drogę do wydrowienia, mają więcej siły i motywacji - tak myślę. Od kiedy "wierzę" (chodzę do Kościoła), przestałam myśleć o tym że lepiej byłoby już nie żyć. Jako przykład.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a mnie w kościele odpowiada tylko zapach starego drewna. nie czuję się dobrze na mszy i mi to nie pomaga. wyciszyć się idę gdzie indziej. wiarę można pokładać niekoniecznie w istocie wyższej. wystarczy mi wiara w to, że mam jedno życie i wybierając śmierć wybieram nicość. więc lepiej już zrobić coś żeby tutaj czuć się dobrze, skoro to jedyne co mam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kurcze gdybym wierzyła że po śmierci już nic ciekawego nie ma to odrazu bym skoczyła z jakiegoś mostu!!!

Kościuł to tylko symbol a modlić sie mozna wszedzie i Bog też jest wszędzie nie tylkko w kościele przy outazu miedzy godz. 7rano a 18wieczorem na mszach i to tylko w weekendy...Bog jest wszedzie. A w czym albo kim innym można pokładać wiare? W sobie? Ja chyba nie ufam sobie na tyle zeby pokładać w sobie wiare. W rodzinie, przyjaciołak znajomych psychologu psychiatrze? Wiara powinna być nadzieją a to umiera ostatnie wiec skoro niemasz wiary to nie masz również nadziei na lapszy dzień...Do tego trzeba dojść samemu ale ty nie morzesz nic zrobić zeby poczuć się lepiej. Bezz Boga nie bedzie lepiej ilekolwiek wlałabyś w siebie alkocholu czy jakiegoś innego swiństwa które pozwoli ci zapomnieć w jakim popieprzonym świecie żyjesz bo on bedzie popieprzony do czasu aż pojawi się w nim Bog. Do czasu aż twój osobisty świat bedzie miał Boga w którego wierzy bo jesli Bóg w twoim zyciu jest na 1miejscu to wszystko inne jest na dobrym...

"To życie to jedyne co mam"----może tak Ci się teraz wydaje ale ja myśle że to jedyna rzecz na jaką sobie ty sama pozwalasz. A mode Cię o coś spytać???

 

Zastanawiam się czy wogule wierzyszz że jezus żył i że umarł za nasze grzechy? Wierzysz ze on umarł po to żeby nas uratować? On umarł żebyś ty mogła żyć..Wierzysz w to?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Myślę że do wiary się dochodzi, a najbardziej właśnie wtedy jak już się nie ma zupełnie w co wierzyć, komu ufać ani co ze sobą zrobić, jak już nic nie wyszło wtedy tylko nam zostaje Bóg bo już nie ma o co się oprzeć. Ale każdy musi do tego sam dojść... czasem w sposób bolesny. I nawet już jak się dojdzie, to wcale dalej nie jest łatwo... przynajmniej dla mnie, jest to ciągła walka, własnego egoizmu i wygody. I świat nie staje się wcale piękniejszy, to piękno jest bardziej schowane...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale piękne jest to że pomimo tego ze świat nie jest taki idealny to można dostrzec więcej dobra. Odkąd jestem powiecmy "nawrucona" czyli naleze do wspulnoty i moje nadzieje pokładam w Bogu to widze jacy ludzie potrafią być wspaniali jak poświęcają swój cenny czas innym jak modlą się za nich ja uzdrawiają!!! I choć czasem jest zle nawet bardzo zle to gdzieś pod stertą śmieci gniotacych moje zycie jest Bóg i ja mam tego świadomość i to właśnie daje mi siłe żeby walczyć z albo raczej o moje zaśmiecone stertą brudów życie..To prawda do wiart trzeba przejśćź dłogą drogę niestety

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie każdy musi dojść do wiary. wiara nie jest obowiązkiem. jest czymś co niektórym osobom pomaga żyć, a niektóre nie potrzebują tak pojętej duchowości jak Wy ją postrzegacie. na szczęście mamy prawo wyboru.

tak, wierzę, że jezus żył...ale nie jest dla mnie Bogiem. nie musi nim być. "wierzysz, że Budda osiągnął oświecenie? wierzysz, że Ty też możesz? jak to możliwe, że nie pracujesz nad swoim oświeceniem? jakbym nie medytowała już dawno rzuciłabym się z mostu". taka sama argumentacja a jednak do Ciebie nie trafi, bo masz już 'swoje' spojrzenie na jedną religię. dla mnie to tylko/aż filozofia Twojego życia. ja mam swoje, i wystarczy że jest jedno.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja myślę ,że wiara pomaga każdemu, obojętnie w co lub Kogo wierzymy, ale musi być naprawdę szczera i głęboka. Ale niestety ja sam w nic tak bardzo nie wierzę :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jest dla mnie znamienne że 99% osób chorych na nerwicę i depresję na tym forum jest niewierząca - niepraktykująca. Widzę w tym związek taki, że bez Boga człowiek się po prostu gubi.

 

Wiesz to ze niepraktykująca wcale nie znaczy ze niewierzaca. Mnie nie odpowiada model wspolczesnego albo w ogole katolika. Nie znosze czarnych i calej tej ich firmy. Bo to ich firma. Zaznaczam - dla mnie - to czysta hipokryzja. Jak i wiekszosc katoli wierzaca w "razie czego". Kupowanie przywilejow i zaszczytow - to o to w tym chodzi ... ? Statystyka spowiedzi - zaswiadczenia i podpisy ??? :D Nie chce posrednikow, ani "zlotych rad". I nie sadze żebu jakis "ksieciu" pomogl komukolwiek w wyjsciu z nerwicy czy depresji. Sądzenie powyzsze wnosze po znajomych majacych takie schorzenia nie wspomne o sobie aby nie byc stronniczym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ampułek, true 8)

Ja wolę być wierząca niepraktykująca niż latać do kościoła co niedzielę a tak naprawdę mieć to wszytsko w d.......

Poza tym zgadzam się w 100% z Wiolą

Ja myślę ,że wiara pomaga każdemu, obojętnie w co lub Kogo wierzymy, ale musi być naprawdę szczera i głęboka.

:D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W zasadzie polakita czy iryss powiedziały już wszystko co w temacie winno było się znaleźć. Tu widzę coś podobnego co zaobserwowałem także na innym podobnym tematycznie forum - zdecydowana większość to osoby niewierzące żyjące z dala od Boga, a tak się żyć po prostu nie da bo ile można się oszukiwać? Ja jako ateista straciłem około 9 lat swojego życia, a jedyne co z tego stanu wyniosłem to chorobę, nerwicę lękową z którą walczę po dzień dzisiejszy. Oczywiście można żyć bez Boga, mamy wolną wolę, ale niech nikogo nie dziwi fakt iż w takim stanie niechęć zmieni się w nienawiść, miłość w rządzę i dążenie do zaspokojenia, pomijając już niemożność zmrużenia oka bez prochów. Jak to zawsze mawiał stary schorowany Ksiądz z mojej parafii do wiary trzeba dojrzeć. Kiedyś pewnie bym się z tego śmiał, teraz widzę ma Kanonik rację..

Reasumując nikt nie musi wierzyć w miłość, którą jest Bóg bo wolno Nam wszystko. Ale każdy powinien pamiętać, że nie wszystko przyniesie Nam korzyść. Jak ktoś chce wieczną siarę i męki to proszę bardzo. W końcu jak taki delikwent przeczytał ten post to zaskoczony już nie ma prawa być, nawet jak obecnie nie wierzy. Jak się nie chce nad sobą pracować, bo życie Chrześcijanina to głównie praca nad sobą (przestrzeganie dekalogu) i nie rzadko wyrzeczenia to..

 

PS. I nie ma czegoś takiego jak wierzący niepraktykujący, bo czyż wiara bez uczynków nie jest martwa? Do świątyni, czy do Kościoła czy to do Synagogi chodzi się dla Boga nie sprawującego tam obrzędy Kapłana. Idziemy więc dzień święty święcić, a nie po to by stać jak kołek i uśmiechać się do innych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×