Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Potomkini

Użytkownik
  • Zawartość

    64
  • Rejestracja

  1. Faktycznie czuję, że to już powoli odchodzi. Wegetarianką nie jestem, chociaż nieraz miewałam z tego powodu lekkie wyrzuty sumienia. Ale jednak stwierdziłam, że to by było zbyt duże wyrzeczenie, a teraz już praktycznie o tym nie myślę (na szczęście, bo uwielbiam mięso ). Cieszę się bardzo, że się odnalazłyśmy. Jakbyś mogła to napisz coś więcej o swojej chorobie, jakie masz jeszcze natręctwa, jak to się u Ciebie zaczęło itd. Pozdrawiam.
  2. Dokładnie. Też miałam tak, że jak tylko wydawało mi się, że znalazłam jakieś rozwiązanie, jakąś odpowiedź na niekończące się pytania to czułam tylko chwilową ulgę, bo po jakimś czasie pojawiało się kolejne "ale", kolejne wątpliwości... Także miałam poczucie, że nie mam prawa cieszyć się życiem, skoro zrobiłam "coś takiego"... Trochę się obawiałam, że jak opiszę to wszystko (poprzedni post), to może mi to wszystko wrócić, ale jednak postanowiłam, że napiszę. Niestety faktycznie czuję teraz pewien niepokój, zaczynam znowu analizować pewne sytuacje, o których już od jakiegoś czasu nie myślałam, zaczynam na nowo się nad tym wszystkim zastanawiać... Oby to było tylko chwilowe. Cieszę się, że opisałaś swój przypadek, bo nigdy nie spotkałam się z tym, aby ktoś miał coś takiego jak ja (choć dużo szukałam). Teraz wiem, że nie jestem z tym sama. Swojego czasu miałam też problem z tym, że np. idąc ulicą mogłam przez przypadek zabić jakieś małe żyjątko, np. pająka. Też miałam z tego powodu wyrzuty sumienia. I czułam się jak wariatka, bo z jednej strony czułam się z tym bardzo źle, a z drugiej strony, gdy komuś o tym opowiadałam (terapeutce czy narzeczonemu), pękałam ze śmiechu, bo wiedziałam jak to brzmi. Oni zresztą też się wtedy śmiali razem ze mną (to nie było w tym samym czasie ). Ale problem pozostawał. Na tę chwilę również sobie już z tym natręctwem poradziłam. Pozdrawiam.
  3. Nasturcja, miałam absolutnie tak samo przez bardzo długi czas. Pisałam o tym problemie tutaj: psychotropy-a-ci-a-t30456-140.html#p1382763 (dotyczył on nie tylko zażywania psychotropów, ale wielu innych rzeczy, które mogłyby zaszkodzić potencjalnej ciąży). Gdy zaczęłam się zabezpieczać, problem nie zniknął. Gdy np. zdarzyło mi się dźwigać coś bardzo ciężkiego, od razu po tym analizowałam bardzo skrupulatnie, kiedy miałam ostatni okres, a kiedy uprawiałam seks, wyliczałam dni płodne, aby tylko uzyskać pewność, że nie byłam wtedy w ciąży (i jej nie straciłam przez to przykładowe dźwiganie). Niby się zabezpieczałam, ale i tak miałam ciągłe wątpliwości, np.: a jeśli w prezerwatywie była jakaś malutka dziurka? A jeśli partner palcami wprowadził plemniki "do środka". Zdawałam sobie sprawę, że to wszystko jest bardzo mało prawdopodobne, ale i tak miałam ciągłe wątpliwości, czytałam masę artykułów na te tematy, aby tylko uzyskać potwierdzenie, że nie zabiłam dziecka. Też czułam się kimś złym, miałam wyrzuty sumienia itd. Było to prawdopodobnie spowodowane tym, że wychowałam się w bardzo katolickiej rodzinie. Całe życie uważałam, że aborcja jest czymś okropnym, że to morderstwo itd. i nie mogłam znieść myśli, że mogłabym zrobić coś tak strasznego. Od kilku lat jestem ateistką, ale to przekonanie ciągle we mnie trwało. Gdy opowiedziałam mojej terapeutce o tym problemie, stwierdziła, że to brzmi jak rozterki jakiejś nastolatki rodem z Bravo Girl. Oczywiście już moją terapeutką nie jest. Mimo że wciąż mam nerwicę natręctw, to teraz dotyczy ona innych tematów, bo ten problem jakoś sobie w końcu przetłumaczyłam - zrozumiałam, że przecież nie jestem złym człowiekiem, że nawet gdyby "coś tam" było, to przecież to jeszcze nie człowiek z krwi i kości, bez myśli, emocji, zdolności do odczuwania bólu itd., a jedynie dopiero zlepek komórek... Długo to zajęło zanim naprawdę zaczęłam tak myśleć... Miałam w życiu różne natręctwa, ale to był prawdziwy horror. Nikt nie rozumiał tego problemu: ani narzeczony, ani nawet terapeutka. I ciągle nie wiedziałam, czy to zwykłe natręctwo, czy prawdziwe wyrzuty sumienia. Bardzo pragnęłam się wtedy cofnąć w czasie, być znowu "niewinną".
  4. Wszystkim osobom chorym na dysmorfofobię polecam książkę pt. "Jak pokochać swój wygląd? Trening" (Dr James Clairborn, Cherry Pedrick). Nie jest to jakiś tam głupawy poradnik, ale naprawdę fachowo napisana przez specjalistów książka, z której można wiele się dowiedzieć o dysmorfofobii, krok po kroku jest również napisane, jak z tego wyjść. Oczywiście jest to mega trudne i wymaga ogromnej pracy nad sobą, ale warto! Nie twierdzę, że każdemu to pomoże, bo oczywiście każdy przypadek jest inny i nieraz jest ekstremalnie źle, ale nawet w takim wypadku jest to jakiś punkt zaczepienia.
  5. Xxdarc, piszesz, że jesteś obrzydliwa... Takie ciągłe drapanie jest częstym objawem zaburzenia dysmorficznego ciała (dysmorfofobia). Słyszałaś o czymś takim?
  6. Te wszystkie leki bierzesz tylko na nerwicę natręctw, czy na coś jeszcze? Pomagają Ci?
  7. Rzeczywiście dziwna ta ankieta. Według mnie prawo bytu mają tylko te opcje: 3) przejawianie zachowań odbiegających od powszechnie uznawanych za normalne w społeczeństwie 4) nietypowe poglądy nie pasujące do poglądów większości społeczeństwa 5) utrudnione kontakty z innymi ludźmi. To, że przyjmuję leki psychotropowe, korzystam z pomocy psychoterapeuty czy mam konto na nerwicy.com nie czyni ze mnie osoby zaburzonej, a jest tylko tego następstwem!
  8. To bardzo typowy stan dla nerwicy natręctw... Ogólnie ta choroba opiera się na braku pewności. Ale trzeba się nauczyć tę niepewność tolerować i z nią żyć. Oczywiście jest to strasznie trudne i wymaga pomocy specjalisty...
  9. Ekstraktzaloesu, Ty to najchętniej wszystko byś wrzucił do jednego wora. Są dobrzy lekarze, pracujący z powołania i są zwykłe łapiduchy, którzy mają pacjenta w d*pie i chcą się pacjenta jak najszybciej pozbyć. Podobnie jest z psychologami... Niestety tak to już w Polsce jest, że aby trafić do dobrego specjalisty, trzeba iść prywatnie. Przyznaję, że z lekarzami na NFZ też nie mam zbyt dobrych doświadczeń (chociaż nie zawsze). Ale prywatnie to już całkiem inna bajka. Trochę to smutne, ale takie są już polskie realia.
  10. Każdy przypadek jest inny. I każdy przypadek powinien być rozpatrywany indywidualnie. Jeśli jednak już postanowiłeś, że pozostaniesz przy forum, to trochę się wysil i w nim poszperaj. Jest wiele różnych tematów zawierających rady, jak walczyć z tą chorobą, bardzo wiele opisów indywidualnych przypadków. No ale najlepiej iść na łatwiznę. Może Ci jeszcze podsunąć konkretne linki? Swoją drogą nie wiem, czy ktoś wyleczony Ci opisze, jak wyglądała jego droga do wyzdrowienia... Widzisz, zdrowi ludzie już za bardzo na tym forum nie siedzą...
  11. Witaj. Z własnego doświadczenia wiem, że sposób walki z natręctwami tego typu daje ulgę tylko chwilę, a w rzeczywistości wzmacnia tylko natręctwa. Trzeba robić na przekór natręctwom (technika ekspozycji i powstrzymywania reakcji ERP daje dobre efekty w nerwicy natręctw). Oczywiście jest to mega trudne, dlatego najlepiej iść na terapię (w tym wypadku behawioralno-poznawczą). Piszesz, że na wizytę u specjalisty musi trochę poczekać. W takim wypadku na początek polecam książkę pt. "Pokonać OCD czyli zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne" (Bruce M. Hyman i Cherry Pedrick).
  12. Ekstraktzaloesu, widzę, że Twoja nerwica natręctw jest bardzo lekka, jeżeli nie chcesz szukać jakiejkolwiek profesjonalnej pomocy. Leki są be, lekarze są głupi i tyle. Nie można tak generalizować. Gdybyś NAPRAWDĘ był chory to czepiałbyś się jakiejkolwiek formy pomocy, żeby tylko sobie ulżyć w cierpieniu. Bo chyba zdajesz sobie sprawę, że pisanie na forum za bardzo Ci nie pomoże...? Pozostaje Ci tylko się cieszyć, że twoja choroba jest w wersji "soft". Szkoda, że nie wszyscy tak mają...
  13. Co do książki, to może poszukaj w internecie np. w pdf? A co do terapii to moja droga była (i wciąż jest) długa i kręta. Najpierw przez jakieś 2 lata chodziłam na terapię psychodynamiczną, ale efekty były marne. Potem dowiedziałam się, że w tej chorobie najlepsza jest właśnie terapia behawioralno-poznawcza. Znalazłam terapeutkę w tym nurcie i chodziłam do niej jakieś pół roku. Na pewno była lepsza niż ta pierwsza, ale mój przypadek ogólnie jest bardzo trudny. Jednak patrząc z perspektywy czasu teraz jest o wieeele lepiej niż kiedyś. Choruję od ok. ośmiu lat.
  14. Też choruję na nerwicę natręctw. Mój początek leczenia (kilka kat temu) też wyglądał tak, że dostałam skierowanie od psychiatry do poradni zdrowia psychicznego (gabinet obok). Po dwóch spotkaniach pani psycholog zapytała, czy czuję poprawę (!), a po trzecim oświadczyła, że terapia jest zakończona i żebym wpadła za kilka miesięcy opowiedzieć, co tam u mnie słychać. To były jakieś kpiny! Terapia tak naprawdę jest procesem bardzo długim i wymaga ogromnego wysiłku i ciągłej pracy nad sobą. Tak jak mówi Monika, nie szukaj pomocy u psychologa, bo tam jej nie otrzymasz. Poszukaj jakiegoś dobrego psychoterapeuty, najlepiej w nurcie behawioralno-poznawczym (w nerwicy natręctw ta metoda jest najlepsza - z tego co mi wiadomo, jest jedyną metodą o potwierdzonej wysokiej skuteczności w przypadku ocd). Najlepiej iść prywatnie, a jak nie masz kasy, to problem trochę się komplikuje, ale może w Twoim mieście na NFZ też są dobrzy psychoterapeuci? Trzeba dobrze poszukać. Piszesz, że na najbliższą psychoterapię sobie poczekasz... Niestety czas działa na Twoją niekorzyść. No ale jeśli nie masz innego wyjścia, to na początek polecam książkę pt. "Pokonać OCD czyli zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne" (Bruce M. Hyman, Cherry Pedrick). Bardzo pomaga zrozumieć chorobę, są też opisane różne sposoby walki z nią. Trzymaj się!
  15. Jak dla mnie najlepszą metodą jest kojarzenie słówka, którego chcemy się nauczyć z jakimś słówkiem polskim. Im głupsze skojarzenie, tym lepiej. Np. "blanket" znaczy po polsku "koc". "Blanket" przypomina trochę polskie słowo "blanty", a więc wyobrażam sobie kolesia leżącego pod kocem i palącego blanty. Słówko wchodzi w głowę praktycznie od razu.
×