ZDRADA - Czy to dalej ma jeszcze sens?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Avatar użytkownika
przez .Kinga. 07 sie 2007, 22:11
Często denerwuje mnie niezdolność lub niechęć ludzi do patrzenia na 'winowajcę' jego oczami. wiele może go usprawiedliwiać. Oceniamy ludzie ze swojego punktu widzenia, a wiele może być wytłumaczeń zachowania. Niekiedy oskarżając o coś ludzi po prostu nie mamy racji, bo problem może wyglądać zupełnie inaczej niż nam się wydaje. Są różne sytuacje w życiu, różne sploty wydarzeń. Pamiętajmy o tym, że może jednak jest jakieś inne źródło zachowań, istnieje jakieś wytłumaczenie.

Broń Boże nie robię nikomu wyrzutów!
Wiem co to bezsenność,depresja,autoagresja,samotność,huśtawki nastrojów,brak tożsamości,bezsilna rozpacz i gniew,bezpodstawny lęk i podejrzenia oraz porażka. Wiem co to radość i pasja.

http://www.youtube.com/watch?v=_N_Ck1KcAEo - dla Was wszystkich chwila wytchnienia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
459
Dołączył(a)
21 maja 2007, 17:30
Lokalizacja
W-wa

Avatar użytkownika
przez Twilight 08 sie 2007, 01:40
Zgodzę się, poza słowem ''usprawiedliwiać''. Możemy rozumieć pewne rzeczy, co nie oznacza, że usprawiedliwiają. A już najgorzej jeśli winowajca czuje się chociaż troszeczkę usprawiedliwiony. I w żadnym wypadku nie chodzi mi o ''karę'' czy ''sprawiedliwość'.' (albo prawo ;) ) Po prostu nawet w wypadku, który podałem jako potencjalny przykład

Twilight napisał(a):Osoby zdrowe też dotykają rozterki - może sie zdarzyć, że ktoś zdradził, a dopiero PO uświadomił sobie, że zrobił wielki błąd i że stracona osoba jest tą jedyną. Wcale nie oznacza, że zdradzi ponownie - jeśli kocha naprawdę.


Winowacja nie jest nawet odrobinkę usprawiedliwiony i jeśli tak się czuje, to kiepsko mu wróżę. Zamiast sie usprawiedliwiać, lepiej myśleć o teraźniejszości i przyszłości...

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

Avatar użytkownika
przez Jovita 08 sie 2007, 20:10
owszem nie da sie usprawiedliwic zdradzajacego a jesli ktos probuje to.. dla mnie jest.. ok ja mam swoje zdanie ktos inny moze myslec inaczej i nie bede sie rzucala! szanuje kazdego zdanie.
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Tygryska 08 sie 2007, 21:37
Mozna próbować zrozumieć tylko że jak człowiek zostanie mocno zraniony to chce się odciąć od osoby która ten ból zadała.Dla mnie jest całkiem naturalne że nie ma ochoty patrzec jego oczyma.Czy ta druga osoba zdradzając popatrzyła na to co robi oczami zdradzanego partnera, zastanowiła jak się będzie czuć, jak boli zdrada i co oznacza?

Przyczyna to jedno, najwazniejsze co potem.Jeśli to była kwestia zaburzeń osobowości (jakoś nie bardzo widzę taką opcję, ale przyjmijmy hipotetycznie) to czy to znacza że zdrada będzie się powtarzać?Czy ta osoba jest w stanie dochować wierności?Co dla niej oznacza związek, miłość?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
589
Dołączył(a)
05 sie 2005, 19:14

przez desperado 29 sie 2007, 01:54
Długo mnie nie było - sezon wakacyjny.
Po tym wszystkim zrozumiałam jak bardzo kocham wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy ani nie umiałam tego okazać. Popadliśmy może trochę w rutynę - nie tłumaczę tu nikogo tym bardziej, że zawsze mówiłam, że jak chce ktoś poużywać życia to niech się rozstanie z osobą z którą jest i robi co chce. Zrozumiałam też jak ważna jest rozmowa trzeba mówić co się czuje myśli i co się chce a to nigdy nie było moją mocną stroną. Cały wolny czas spędzamy razem. Czuje, że mnie kocha i widzę że bardzo żałuje tego co zrobił (chyba nie można być takim skur... żeby udawać) w końcu jestesmy tyle lat to go znam-tak sądzę.
Przeszłam teraz do nowj fazy chyba jeszcze gorszej niż poprzednio całą winą obarczam siebie po postu jestem do niczego, jestem głupia i brzydka bo inaczej to by się nie stało. Nie mam siły płakać, śmiać się i jasno patrzyć w przyszłość.- bardzo się jej boję. Każdy mój najmniejszy mankamęt urusł do wielkości muru nie do pokanania. Rzeczy, które wcześniej w moim wyglądzie mi nie przeszkadzały powodują u mnie niechęć do samej siebie. Ale przecież nie ma ludzi idealnych tak sobie tłumaczę - jednak nie pomaga.
Popadam w odrętwienie łapię się na tym, że wydaje mi się że życie toczy się dalej, a ja je ogądam z pozycji widza w kinie. Przeraża mnie to, że parę razy zapałam się na tym, że tak w zasadzie to ja juz nie chcę żyć ale przeciez jest jeszcze moja córeczka i nie moge by tak samolubna ona bardzo mnie kocha i potrzebuje zresztą ja jej też.
Do tego cały czas się zadręczam jak "ona" wygląda, próbuję przeanaliować całą noc, którą spędzili. Jak ją dotykał, co jej mówił itp. Zastanawiam się czy wtedy chociaż raz pomyślał o mnie i co zamierzał dalej wrócic jakby nigdy nic - było minęło czy ciągnąć to dalej.

Boję się tylko jednego, że ja zaufam i znów to się to stanie, a tego to chyba już nie dam rady przejść. Jeżeli tak miało by być wolę to skończyć dziś sądzę, że mniej by bolało, ale czy ktos może mi dać gwarancję? Nie boję się zostać sama, nie jestem też uzależniona finansowo. Wiem, że jestem bardzo słaba i tudno mi będzie stanąć na nogi, ale się staram tylko nie wiem czy dam radę. Zadaję sobie pytanie jak długo taki stan może trwać. Niestety na sobie nie mogę potwierdzić przysłowia "Co nas nie zabije to nas wzmocni"

Ja chcę być tylko kochana czy to dużo? I bez żadnych kłamstw nie odpowiada ci to do widzenia.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
11 lip 2007, 09:08

Avatar użytkownika
przez Twilight 29 sie 2007, 03:02
To nie jest ani dużo, ani mało. Głupio pisać "czas pokaże", ale moim zdaniem pokaże co TY czujesz, bo póki co, zastanawiasz sie, czy on kocha. Wierzę, że nauczysz się dostrzegać co Ty czujesz, wiedzieć, czego chcesz i postępować zgodnie z tym - będziesz wtedy umiała zdecydować, czy chcesz to kontynuować, czy zakończyć. Nie ze względu na to co on czuje,ale ze względu na to co TY

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

przez BmB 03 wrz 2007, 20:58
hmm... zdrada oznacza dla mnie koniec związku, i czy to jest małżeństwo z 3 letnim stażem, czy para 17 latków którzy są razem raptem 2 miesiące. zdrada tak samo boli gdy się kogoś kocha i ta osoba Cię zdradza. a powiedzenia że : " gdy on Cię zdradził to Ty też go zdradź, nie bądź gorsza" są według mnie bezsensu bo wtedy się zniżamy do tych najniższych uczuć i pokazujemy brak szacunku dla 2 osoby ale tym samym również siebie nie szanujemy. Tylko tyle że zdrada w małżeństwie jest bardziej skomplikowana. Ocenę co do tego pozostawiam innym bo jestem zbyt młody by pochwalić się doświadczeniem, co najwyżej mogę pochwalić się kwiecistością języka :)
BmB
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
03 wrz 2007, 20:15
Lokalizacja
Dark Side Of The Moon

przez desperado 07 wrz 2007, 02:50
Teraz z perspektywy czasu (notabene dziś jest równo drugi miesiąc) najbardziej boli kłamstwo bo sądzę, że lepiej zniosłabym żeby przyszedł i powiedział zakochałem sie odchodzę, no cóż takie jest zycie zdarza się. Ale jak mozna patrzeć prosto w oczy kłamać i przy tym mówić kocham Cię, wiedząc co za chwilę się zrobi. TEGO NIE UMIEM ZROZUMIEĆ CZY CHWILA ADRENALINY MOŻE ZAĆMIĆ UMYSŁ? Miałam bezgraniczne zaufanie nawet do głowy nigdy nie przyszłam mi taka sytuacja. Miał zupełnie wolna rękę ja się na wszystko godziłam bo ufałam. Nie wydaję mi sie, że będę jeszcze kiedyś potrafiła tak zaufać czy w ogólę bedę potrafiła zaufać i czy nie wykończę się nerwowo żyjąc bez zaufania. Rozumielismy się jak łyse konie czasami nawet nie trzeba było słów, a tu masz wszystko legło może dla jednych to tylko jedna, noc, ale dla mnie to 1/3 życia. Jesteśmy dalej razem wiem, że mnie kocha i że źle zrobił tylko czy to mi wystarczy? i czy napewno się nie mylę?
Cały czas się zastanawiał czy przed i w trakcie choć raz pomyslał o mnie i niestety wydaje mi się że nie może "głupia siedzi sama nieświadoma w domu", może "po" przyszło jakieś zastanowienie typu co będzie jak się dowie? Ale niby skąd?
Jestem osobą, ktora satara się przeanalizować za i przeciw zanim podejmie decyzje i on tez taki jest (bnajmniej całe nasze życie tak mi się wydawał i tego napewno nauczyłam się od niego). Jak można dla jednej przygody spalić klikanaście lat.
Udało mi się bez płaczu wytrzymać 3 dni dla mnie to sukces niestety dziś znów ryczę i użalam się nad sobą( Czy to można tak nazwać bo już nie wiem czy ja się użalam czy naprawdę ciepię), ale ja naprawdę cierpię i nie umiem normalnie przejść do porządku dziennego. Patrzę się w lustro i się nienawidzę poprostu jestem do niczego, a ona to "nieziemska laska", a ja przy niej to zero. Mam dość i jeszcze muszę ukrywać przed całym światem, że coś mnie boli, że cierpię, żeby nie musieć odpowiedać na głupie pytania i nie patrzeć na cudzą litość. Nie chcę niomu mówić bo niedajboże dowiedzieliby się moi rodzice to by wszystko zrobili żebym go zotawiła - to był był ich, a raczej mojem mamy cel nr.1 jak ktoś mógł skrzywdzić jej córkę, wtedy na pewno nie dałabym rady. Tylko moja teściowa wie, że coś jest nie tak niestety bedąc u nich rozkleiłam się i ryczałam jak bóbr, ale myśli, że przchodzę załamanie nerwowe związane z nisko samooceną - nie domyśla się o co chodzi.
Wkurzają mnie pytania mojego męża jak płaczę "Co Ci jest, dlaczego płaczesz?" Czy to nie jest oczywiste? A może ze mną coś jest nie tak i się użalam bo ile taki stan może trwać. Ostatnio trochę sobie poszalałam nowe cichy kosmtyki, maseczki odżywki myslałam, że pomogą jednak nic doszłam do wniosku, ze mi i tak nic nie pomże.

Chciałabym znać i wiedzić każdą sekundę jaką oni byli razem jak ja dotykał co jej mówił i tak to by nic nie zmieniło wiem, ale myśli te zadręczają mnie próbuje sobie wszystko wyobrazić oczywiście upodlając się i dołując bardziej. Czy to jest normalne czy ze mną jest coś nie tak?
Mój małżonek cały czas mi powtarza jaka wspaniała, piekna i mądra jestem, obsypuje mnie prezentami, a ja sobie wmawim, że próbuje mnie tylko udobruchać, bo mu szkoda stracić tego wszystkiego (niekoniecznie mnie) i znów mam doła. Zastanawiam się czy ja nie żyję tylko po to żeby cierpieć bo nawet jak coś próbuje wyjść na prostą to ja i tak to przetworzę na swoje czarne mysli. w weekend przejeżdżlismy kolo hotelu gdzie spędzili "upojna noc" zawsze chciałam tam pójść cos zjeść (dobrze to wiedział - chata góralska) no i się rozkleiłam on miał czelność się mnie zapytać czy się zatrzymać i nie pójdziemy. Najpierw sobie kurwę ( po raz pierwszy chyba tak mocnego słowa uzyłam) zaprasza, a później mnie, co ja ma zjadać resztki z pańskiego stołu to dobiło mnie jeszcze bardziej
Najgorsze jest to, że zaczęłam pić codziennie, chociaż jedno piwko wcześnie zdarzało mi się wypić jedno raz na 2-3 msc, a teraz czasami tylko na to czekam zeby się napić i trochę rozluśnić.
Tak sobie teraz uświadomiłam, że nigdy bym nie potrafiła powiedzieć komukolwiek tego co piszę - taki mój mały pamiętniczek, Czuję, że zaczynam troche smędzić kończę i spróbuje zasnąć, jutro znów będę wyglądać jak po niezłej imprezie, bo jak można się wyspać w niecałe 3h.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
11 lip 2007, 09:08

Avatar użytkownika
przez Maciej_Z 07 wrz 2007, 11:05
Desperado, bardzo dobrze, że o tym piszesz. Rozumiem sytuacje, w której nie chcesz, by dowiedzieli sie Twoi rodzice - ale uważam, że bardzo szkodliwe i niepotrzebne jest ukrywanie i maskowanie. Nie blokuj swoich uczuć, obaw, pozwól im swobodnie płynąć, będziesz wtedy mogła lepiej się im przyjrzeć.

To jak z małym strumieniem - jeśli mu się postawi tamę, to rozleje się na wielkie jezioro i jak się już przeleje, to wielką falą - a jeśli sobie spokojnie płynie, można go doskonale poznać, a może i wyschnie w cholerę.

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
83
Dołączył(a)
06 wrz 2007, 13:34

przez zizek 22 wrz 2007, 18:09
A ja podejrzewam zdradę, jestem prawie pewna w 100% ze on mnie zdradził, są smsy, maile, któe znalazłam, nigdzie sie nie przewijaja słowa swiadczace ze doszlo do czegokolwiek, ale słowa swiadczace o jego fascynacji innymi kobietą...czy czas to skonczyc? czy mozna cos z tym zrobic? Jest mi o tyle ciezko, ze mam lekką depresję i w złych chwilach, które zajmują 3/4 moich mysli, mam ochote to skonczyc...kocham...ale czy jestem kochana?
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
22 wrz 2007, 17:51

przez smutna48 22 wrz 2007, 18:14
A ja juz nawet takich tematów ni emam siły czytac własnie przed to ze to przezyłam fizycznie jesli można tak mowić pssychicznie umarłam :cry:

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 6:15 pm ]
Porozmawiaj mi nic innego nie przychodzi do głowy pozdrawiam...
"Myśl to energia. Możesz stworzyć bądź zniszczyć swój świat swoimi myślami."
Susan Taylor
Offline
Posty
1540
Dołączył(a)
16 kwi 2007, 14:22

przez zizek 22 wrz 2007, 19:28
ten sam problem mnie nie dotyczy, gdy juz nie masz siły, nie mozesz mysle o niczym innym, niby dookoła tyle usmiechających sie do Ciebie osób, ale ty z tą jedną myślą nie dajesz sobie rady...ja nie potrafię myslec o niczym innym (choc sie staram), kazde przytulenie z jego strony powoduje, ze widze te dziewczyne... z calym szacunkiem dla mezczyzn, ale ja zawsze trafiam na niewiernych, choc sama nie ogladam sie za innymi...głowa do góy, musimy byc silne i pokazac kogo mogą stracic!

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 7:29 pm ]
no wlasnie nie odpowiada, zacina sie i mowi, ze nic nie było....ale ja czuje, ze cos jest nie tak...eh, chyba czas wziac sie za siebie, bo coz mi zotało
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
22 wrz 2007, 17:51

przez Pstryk 22 wrz 2007, 19:35
zizek, przede wszystkim, nie zasłużyłaś na takie potraktowanie, czy Cię zdradził, czy nie. Może postaw sprawę twardo: masz prawo domagać się wyjaśnień.
Pstryk
Offline

przez zizek 22 wrz 2007, 19:46
nie potrafie sobie poradzic z tą całą sytuacją, jest to dla mnie dziwne, tym bardziej, ze nie naleze do osob zaborczych, podchodze do wielu kwestii zwiazkowych naprawde na luzie, pozwalam na wszystko i licze na umiar...ale stare dobre przyslowie mowi "umiesz liczyc, licz na siebie"...a gdy sie kocha, to stara sie nie dopuszczac takich mysli do siebie...nie chce tak poprostu odejsc, chce uzyskac odpowiedz szczerą na moje pytanie, ale juz nie wiem jak je zadac...ciezko rozmawia sie z kims, kto w powaznej rozmowie zacina sie i nie potrafi rozmawiac...i to nie tylko w tej kwestii...powiem Wam jedno, mam mętlik w głowie i sobie nie potrafię nic uporzadkowac...
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
22 wrz 2007, 17:51

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 10 gości

Przeskocz do