Związki...

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

przez suavemente_besame 22 lip 2007, 20:56
ja zaczelam chodzic do psychologa a on.... On mnie zostawil. powiedzial ze nie da rady sobie z moja choroba,ze go przerazam. i milosc nie ma zadnych szans. zebym ulozyla sobie zycie sama. bz niego ....
czuje jakby wbil mi noz w plecy.... a dopiero wczoraj jeszcze zapewnial ze kocha i razem wyjdziemy z tego .... Boże :cry:
suavemente_besame
Offline

przez Krzysiekk 02 sie 2007, 12:24
Jeśli chodzi o związki to mam taki problem:
4 lata temu poznałem dziewczyne powiedziałem jej ,że mam depresje.
Zakochaliśmy się w sobie, ona powiedziała ,że nigdy mnie niezostawi.
Wszystko układało się dobrze pomagaliśmy sobie nawzajem.
W styczniu tego roku powiedziała ,że to już koniec i żebym sobie znalazł kogoś innego, nawet niepróbowała mi nic wyjaśniać.Ja jakoś niemoge o niej zapomnieć choć próbowałem.
Jakoś niemoge się po tym wszystkim się pozbierać może ktoś był w podobnej sytuacji? i poradzi mi jak zapomnieć.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
29 lip 2007, 10:19
Lokalizacja
Warszawa

przez morfeusz30 17 kwi 2008, 14:13
Właśnie przejrzałem to forum od początku i wielka szkoda że coś zamarło ono jakiś czas temu.
Widzę po nim że jest na świecie parę osób podobnych do mnie, choć żadne to pocieszenie.
"Neurotycy nie potrafią kochać i nie potrafią być kochani"... myślę że jestem tego przykładem.
Teraz trochę o mnie:
Mam 36 lat. Pierwszy raz udało mi się stworzyć namiastkę związku z kobietą dopiero jakieś 3 lata temu. Czemu nie wcześniej ? Nie miałem nigdy powodzenia u płci przeciwnej. Z obecnej perspektywy wydaje mi się też chyba już od dłuższego czasu bałem się bycia z kimś, tylko sobie nie zdawałem z tego sprawy. Czasem ktoś mi się spodobał, czasem próbowałem poznać tą osobę, ale zawsze było tak że już na starcie ktoś nie wyrażał zainteresowania tą bliższą formą znajomości. I tak było latami. Aż jakieś 3 lata temu znalazła się pewna niewiasta która zainteresowała się moją osobą. No i wtedy się wszystko zaczeło. Pamiętam jakim szokiem było dla mnie to, że zamiast się cieszyć takim obrotem sprawy ja wpadłem w totalną panikę. Wpadłem w nerwicę i depresję. Niestety tamta dziewczyna też miała problemy emocjonalne, więc po wielu miesiącach się rozstaliśmy definitywnie, tzn. ona się ze mną rozstała. Po tym czasie nie byłem już skory do szukania drugiej połowy. Żyłem z dnia na dzień. Aż do lata zeszłego roku, kiedy to poznałem Asię. Na początku broniłem się przed tą znajomością. To Asia nagabywała o spotkania, smsowała itd. A ja zacząłem coraz bardziej ją lubieć. Coraz więcej o niej myśleć i czułem że że jest mi coraz bliższa. Niestety jak tylko zacząłem czuć że się do niej zbliżam i że mnie do niej ciągnie wróciły "stare" dolegliwości". Pojawiła się nerwica, lęki. Asia to kobieta z przeszłością, po burzliwym związku, z dzieckiem i w dość trudnej sytuacji bytowej. Kiedyś mówiłem sobie, że nie będę się pakował w takie problemy, a teraz wchodziłem w to powoli nabierając coraz więcej lęków. Zaczeliśmy się coraz częściej spotykać. Jeździliśmy do siebie na łikendy. Czemu używam czasu przeszłego ??? Ta sytuacja trwa nadal. Tylko że mnie coraz mocniej zżera strach, nerwica i depresja. Asia jest najważniejszą osobą w moim życiu. Z nikim nigdy nie byłem tak blisko. Nawet z poprzednią dziewczyną. Bardzo ją lubię, ale niestety nie wiem czy kocham i m.in. to wpędza mnie w depresję, nerwicę. Chciałbym ją pokochać, chciałbym się tak nie bać, ale niestety zżera mnie strach. Leczę się na nerwicę, depresję, ale póki co z marnym skutkiem. Zawsze miałem niską samoocenę, zawsze nie wierzyłem w siebie i tak teraz nie wierzę w to że ten związek może się udać. Za każdym razem kiedy atakuje mnie strach i nerwica mam ochotę przed tym wszystkim uciec, zerwać tą znajomość. Ale póki co tego nie zrobiłem choć byłem już blisko. Boję się to zrobić. Boję się że zmarnuję szansę której już nigdy ponownie nie dostanę. Zmarnuję ją ze strachu. Jestem niemal pewny że żałowałbym potem tego rozstania. Że tęskniłbym za nią (mimo że teraz często wręcz boję się z nią spotkać). Nikt mi nie okazał nigdy tyle ciepła co ona. To ona pierwsza w życiu powiedziała mi że mnie kocha. Boję się że to zmarnuję. A jednocześnie straszliwie się boję tego związku i wszystkiego co on ze sobą niesie. Boję się że nie obdarzę nigdy Asi takim uczuciem jak ona mnie, że nie poradzę sobie z kontaktami z jej dzieckiem itd. Jestem przed nią tak szczery jak to możliwe i mówię jej o tych wszystkich moich problemach, lękach, nerwicach i strachach. Widziała już nieraz jak zżera mnie strach. Nie rozumiem tego dlaczego wciąż ze mną jest. Dlaczego przede mną nie ucieknie. Terapeutka określiła ostatnio mój stan jako konflikt neurotyczny. Ostatnio boli mnie to, że mam wrażenie że z tej nerwicy i strachu oddalam się coraz bardziej od Asi. Że staje mi się ona coraz bardziej obojętna. Nie podoba mi się to uczucie.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
28 lut 2008, 15:55

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Jaśkowa 18 kwi 2008, 00:21
piszesz, że nie wiesz czy ją pokochasz że bardzo ją lubisz a skąd wiesz, że to nie jest już miłość? skoro jak sam twierdzisz jest Ci najbliższą i najważniejszą osobą może jest tak właśnie dlatego., że ją kochasz, dopadają Cię wątpliwości strach i niepewność bo pojawiło się uczucie, którego wcześniej nie znałeś..... boisz się zaangażować wziąć na siebie odpowiedzialność, ale to normalne każdy się tego boi, każdy ma rozterki szczególnie wtedy gdy traktuje związek poważnie i odpowiedzialnie, tym bardziej w Twojej sytuacji nie jest to łatwe gdyż partnerka ma dziecko i "przeszłość" piszesz, że nie rozumiesz dlaczego Asia nadal z Tobą jest? a nie pomyślałeś, że jest bo Cię po prostu kocha tak najzwyczajniej w świecie takiego jakim jesteś z całą plejadą Twoich lęków obaw i rozterek...
Moim skromnym zdaniem możesz nadal gdybać co by było i jak, albo rzucić się w wir tego uczucia i spróbować w myśl zasady lepiej żałować, że się spróbowało niż żałować, że się nie spróbowało ;) Prawda jest taka, że jeśli nie zaryzykujesz nigdy się nie przekonasz co będzie........ i jeszcze jedno jeśli postanowisz zrezygnować z tego zastanów się czy reszta życia nie upłynie Ci na rozpamiętywaniu ........

" nie szczędź czasu, żeby być szczęśliwym" Phill Bosmans
Jest taka cierpień granica za którą uśmiech pogodny się zaczyna
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1157
Dołączył(a)
14 mar 2007, 23:13
Lokalizacja
stolyca&ząbki

przez morfeusz30 18 kwi 2008, 09:42
Jaśkowa napisał(a):piszesz, że nie wiesz czy ją pokochasz że bardzo ją lubisz a skąd wiesz, że to nie jest już miłość? skoro jak sam twierdzisz jest Ci najbliższą i najważniejszą osobą może jest tak właśnie dlatego., że ją kochasz, dopadają Cię wątpliwości strach i niepewność bo pojawiło się uczucie, którego wcześniej nie znałeś.....

Nie wiem czy to co czuję do niej to miłość. Zawsze inaczej sobie wyobrażałem to uczucie. Jako zdecydowanie coś silniejszego . Boję się że to co do niej czuję to za mało żeby żyć razem, a bardzo boję się ją skrzywdzić. Nie chcę marnować jej życia. Boję się strasznie czy się w ogóle nadaję do bycia w związku. Teraz kiedy od dłuższego czasu mam permanentną nerwicę i muszę brać leki uspakajające i antydepresyjne wydaje mi się że jestem za słaby psychicznie by udźwignąć brzemię wspólnego życia. Przez moją nerwicę boję się spotkań z Asią. Mam stracha kiedy ona przyjeżdża do mnie. Boję się jechać do niej. Po prostu koszmar. Boję się to zerwać, bo masz rację że niemal na pewno będę to rozpamiętywał, żałował i wpędzał się w depresję. Poza tym ja ją bardzo lubię i to straszne że nie mogę być z kimś kogo lubię, bo się go boję. Zaczynam się też bać samotnego życia. Całe życie w sumie byłem sam. Miewałem przyjaciół, mam rodziców. Ale przyjaciele mają swoje życie i większość z tych relacji umarła śmiercią naturalną. Już od jakiegoś czasu coraz bardziej zamykam się w swoich 4 ścianach. Nie prowadziłem już prawie żadnego życia towarzyskiego. Z rodzicami nigdy nie czułem więzi emocjonalnej. Dopiero ostatnio moje problemy ze sobą trochę nas zbliżyły do siebie. Nigdy nie potrafiłem stwierdzić, ani powiedzieć że ich kocham. Jezu, ja chyba po prostu nie umiem nikogo kochać. Zawsze byłem czyimś tylko przyjacielem. Zaczynam być coraz bardziej przekonany, że dążę do autodestrukcji. Wiem że potrzebuję leczenia, terapii, ale chodziłem już na różne terapie i coraz bardziej mam wrażenie że nie ma dla mnie ratunku. Jestem największym wrogiem samego siebie. Przestałem nawet ufać samemu sobie. Nie wiem które moje myśli są prawdziwe. Nie wiem czego chcę od życia. Choć teraz to chyba najbardziej chciałbym wewnętrznego spokoju.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
28 lut 2008, 15:55

Avatar użytkownika
przez Jaśkowa 18 kwi 2008, 16:05
i tego wewnętrznego spokoju życzę Ci z całego serca.....jeśli mogę coś zasugerować to postaraj się nie rezygnować z tego związku jednak, wiesz wyjść i zamknąć za sobą drzwi zawsze jest najłatwiej ... Nerwica ma to do siebie, że robi z nami co chce oszukuje nasze uczucia mami nas nieprawdziwymi wrażeniami znam to aż za dobrze pewnie gdybym parę lat temu zrezygnowała i zamknęła te " drzwi" to teraz nie miałabym wspaniałego synka i fajnego męża tym bardziej to cenię gdyż przyszło mi o to moje małe szczęście walczyć z samą sobą a łatwo nie było zresztą nikt nie obiecywał, że życie jest łatwe, ale potrafi przynieść wiele satysfakcji i radości choć pewnie teraz wydaje Ci się to mało prawdopodobne. Sam piszesz, że spotkałeś na swojej drodze dobrego człowieka - Asię skoro tak jest to nie rezygnuj bo być może to jest właśnie miłość i choć inaczej sobie to uczucie wyobrażałeś nie możesz z całą pewnością zaprzeczyć iż miłością ono nie jest. zresztą miłość za każdym razem objawia się inaczej inna jest gdy ma się lat 15 cie inna gdy 20cia itd.
Jest taka cierpień granica za którą uśmiech pogodny się zaczyna
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1157
Dołączył(a)
14 mar 2007, 23:13
Lokalizacja
stolyca&ząbki

przez morfeusz30 18 kwi 2008, 16:53
Jaśkowa napisał(a):i tego wewnętrznego spokoju życzę Ci z całego serca.....jeśli mogę coś zasugerować to postaraj się nie rezygnować z tego związku jednak, wiesz wyjść i zamknąć za sobą drzwi zawsze jest najłatwiej ... Nerwica ma to do siebie, że robi z nami co chce oszukuje nasze uczucia mami nas nieprawdziwymi wrażeniami znam to aż za dobrze pewnie gdybym parę lat temu zrezygnowała i zamknęła te " drzwi" to teraz nie miałabym wspaniałego synka i fajnego męża....

Masz rację, nerwica robie ze mną co chce. Myśl o rozstaniu i to że to nie ma dalszego sensu pojawia się zawsze kiedy pojawia się nerwica i strach. A to jest bardzo często. Trudno jest cokolwiek zaplanować. Parę miesięcy temu, kiedy czułem się w miarę dobrze planowałem wyjechac z Asią w majowy długi łikend nad morze. A teraz jestem w takim stanie że boję się wszelkich wyjazdów. I z planów nici. Może latem, jeśli będę w lepszej formie.
Walka z sobą jest strasznie ciężka, bo to walka z przeciwnikiem który zna wszystkie Twoje słabe punkty. Wie jak i kiedy uderzyć. Bardzo ciężko go oszukać. Wydaje się, że najważniejsze to myśleć pozytywnie, ale jak myśleć pozytywnie kiedy wszystko wydaje Ci się rysować w czarnych barwach i mówienie sobie że jest wygląda na normalną ściemę i oszukiwanie samego siebie.
U mnie jest jeszcze ten problem, że ja nie umiem też pokochać samego siebie. A podobno żeby kochać kogoś trzeba też kochać siebie. Ja siebie ostatnio nawet nienawidzę za to jaki jestem. Za to co sobie robię.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
28 lut 2008, 15:55

Re: Związki...

Avatar użytkownika
przez mej11 21 lip 2008, 13:52
cześć, a czy macie problem z chorobliwą zazdrością o partnera, a także o jego poprzednie związki? Ja niestety tak mam. Ostatnio jest coraz gorzej :( Wypytuje się o różne sprawy, męczy mnie to! Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić.Nie wiem czym to jest spowodowane. Mój chłopak nie daje mi rzadnych podtaw do zazdrości. Chciałabym być dla niego tylko ja, żeby nikogo nie miał przede mną, ale wiem że to już nie możliwe :( Nawet jak mi coś opowiada, to tak jakbym mu do końca nie wierzyła,boje się że, żeby nie sprawic mi bólu woli nie mówic prawdy, chociaż On zapewnia mnie że zawsze mi mówi przawdę. W sumie, to Mu wierze, ale i tak ciągle Go wypytuje, non stop wałkujemy te same tematy.... Boże jak mam sobie pomóc, żeby nie starcic tak wspaniałego chłopka???
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
07 kwi 2008, 22:45

Re: Związki...

przez manx 27 lip 2008, 11:12
mej11 napisał(a):cześć, a czy macie problem z chorobliwą zazdrością o partnera, a także o jego poprzednie związki? Ja niestety tak mam. Ostatnio jest coraz gorzej :( Wypytuje się o różne sprawy, męczy mnie to! Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić.Nie wiem czym to jest spowodowane. Mój chłopak nie daje mi rzadnych podtaw do zazdrości. Chciałabym być dla niego tylko ja, żeby nikogo nie miał przede mną, ale wiem że to już nie możliwe :( Nawet jak mi coś opowiada, to tak jakbym mu do końca nie wierzyła,boje się że, żeby nie sprawic mi bólu woli nie mówic prawdy, chociaż On zapewnia mnie że zawsze mi mówi przawdę. W sumie, to Mu wierze, ale i tak ciągle Go wypytuje, non stop wałkujemy te same tematy.... Boże jak mam sobie pomóc, żeby nie starcic tak wspaniałego chłopka???


Niestety mam ten sam problem :|.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
12 gru 2007, 12:22

Re: Związki...

Avatar użytkownika
przez mej11 28 lip 2008, 12:37
manx, a jak sobie z tym radzisz?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
07 kwi 2008, 22:45

Re: Związki...

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 28 lip 2008, 17:34
Chorobliwa zazdrość o bliską osobę wynika z niskiego poczucia wlasnej wartości. Osoby z niską samooceną starają się kontrolować, sprawdzać bliską osobę, czy czasem nie ma okazji do poznawania osób pozornie bardziej wartościowych od nas.

Jednak w swojej zazdrości nie dostrzega się tego, że bliska osoba jest przy nas, z nami. I to nie dlatego, że nie zna kogoś "bardziej wartościowego", a właśnie dlatego, że dostrzega zalety, których samodzielnie się nie zauważa. ;)

Jak sobie radzić z taką zazdrością ? Najlepiej odkryć swoje zalety, uwierzyć w to, że również jest się ważnym filarem związku, przyjaźni, znajomości.
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Re: Związki...

przez Filomatka 28 lip 2008, 20:48
A ktoś z was się boi, że mimo udanego związku kiedyś partner odejdzie? Ja się boję bardzo i to nie jego wina. Robi wszystko, żeby zapewnić mnie że jestem dla niego ważna i nie odejdzie. Ufam mu, ale czasami zaczynam panikować i dostawać na tym punkcie lęków.
Offline
Posty
241
Dołączył(a)
24 lip 2008, 19:14
Lokalizacja
Pod Wrocławiem

Re: Związki...

Avatar użytkownika
przez Lariana 13 sie 2008, 16:15
Ja nie wierzę ze spotka mnie w życiu udany związek .Generalnie nie widzę satysfakcji ,może dlatego że się zraziłam ,nie wiem.
Miałam tak ,nie wiem czy to strach ale nie wierzyłam że ta osoba może być ze mną , wydawało mi sie że ma w tym jakiś swój egoistyczny cel.
Zastanawiałam się tylko ile czasu ze mną wytrzyma.
'A ja za dużo widzę, zbyt mocno czuję'
Avatar użytkownika
Offline
Posty
463
Dołączył(a)
13 sie 2008, 16:02

Re: Związki...

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 14 sie 2008, 16:48
Ja nigdy nie będe z nikim....bo żadna kobieta nie bedzie miała ochoty na bycie z gosciem wyglądającym okropnie....,z gościem bojacym się wszystkiego,bez kasy,malo zaradnym wręćz można powiedzieć nieudacznikiem-nie potrafiącym zrobić nawet dosyć łatwych rzeczy ,z "facetem" bez przyszłości..
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

Przeskocz do