Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez Coltrane 02 cze 2008, 17:49
Z tego, co napisałaś, to niezły z niego szachraj. Kłopot w tym, ze prawdopodobnie on sam wierzy w kłamstwa, którymi zasypuje otoczenie. Jeśli tak jest w istocie, to on powinien jak najszybciej skontaktować się z psychologiem, który pomoże mu żyć w prawdzie, może ksiądz byłby lepszy? Przestań płakać i ciesz się, że teraz możesz żyć bez jego kłamstw i oszustw. Trzymaj się.
Jezus uzdrawia, serio.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
22 paź 2007, 17:29
Lokalizacja
ŁorsoŁ

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez lestath 27 cze 2008, 12:23
Jestem facetem w związku od trzech lat. Już rok (albo dwa lata, zależy jak liczyć :) ) po ślubie. Właściwie nigdy nie było łatwo. Na początku byłem pomocny i opiekuńczy. Podobało mi się, że nie poddaje się rozpaczy po tym jak kolejny facet ją zostawił. Jak się poznaliśmy była pół roku po takim wydarzeniu. Dużo rozmawialiśmy. Pisaliśmy maile. I wtedy wszystko wydawało się takie poukładane, na miejscu. Miało sens. Była przyczyna był skutek. Było akcja i reakcja. Były sprawy do omówienia i następne gdy poprzednie już były omówione. Z biegiem czasu wdawał się coraz większy chaos. Przeskakiwanie z tematu na temat. Kilka godzin rozmowy żeby coś ustalić, żeby ją przekonać że tak się nie da bo np nie mamy pieniędzy na taką drogą zabawkę bo kredyt na głowie itp. Jak dziś pamiętam 5 cholernych godzin tłumaczenia jak dziecku. I co? Przetrwało w głowie 2 dni. Z czego pierwszy zachowywała się jak półtora nieszczęścia, chodziła i marudziła bo ... musi się z tym pogodzić, bo sobie już o tym zamarzyła.
Nie wiem dziewczyny jak wy się zachowujecie w związkach ale w moim rozmowa nic nie daje. Jedyne co przynosi skutek to stanowczość. Z tego powodu jestem „apodyktyczny i nie znoszący sprzeciwu”. Chcę być delikatny ale ile można. Poniedziełek, rozmowy od 21:00 do 2 nad ranem. Wstajemy o 5. Wtorek rozmowy do 1 nad ranem. Wstajemy tak samo. Środa zmęczeni i rozdrażnieni, w pracy mętlik z którym ciężko sobie poradzić a w domu znów rozmowa, rozmowa i wściekłość jak po godzinie delikatnie przerywam i chcę się wcześniej położyć a wcześniej przygotować do pracy na jutro i zrobić konieczne sprawy jak zapłacić rachunki itp.

Podróż poślubna to musi być podróż życia. 15 tyś złotych. No ale to są dawne żale. Teraz już mam dość. Jestem zmęczony. Nie mam ochoty wracać do domu. Doszło do tego że drażni mnie sam jej głoś. Jeczy strasznie. I to nie jest tylko moje spostrzeżenie. Tyle że inni nie są tak znerwicowani no i nie muszą tego słuchać codziennie.
I co chwila nowe pomysły. Pojedźmy tu, pojedźmy tam, zrobmy to tamto. I co ja mam odpowiadać. Tak kochanie, dobrze kochanie ... itd a później dowiaduję się że to obiecałem i kiedy my to zrobimy.
A ja chcę odpocząć po pracy. Wielogodzinne gadanie to nie jest dla mnie odpoczynek. Tu się różnimy i to bardzo.

asiula82 napisała
czuje takie dziwne uczucie gdzieś w środku jakbym miała w sobie bombe która chce wybuchnąć a nie może
Mam to samo.
Od jakiegoś czasu proponuję żebyśmy poszli do poradni. I co? I „Nie. Sami musimy sobie radzić.” Tylko, że to radzenie z jej strony to złożenie rączek w modlitwie. Może i Bóg jest ale nie załatwia takich spraw za nas. To moje podejście.

Magdalenka81 napisała.
kiedys to myslalam ze to on jest dla mnie nie mily a tak naprawde to ja testowalam jego cierpliwosc

I mam wrażenie że już niedługo wytestuje. Nie mam już siły.

Od kilku lat chodzę na terapię do psychologa. Zaszłości z przeszłości to jedno nad czym trzeba było popracować a drugie to bierzące wnerwienie. Trochę pomaga mi się uspokoic ale jak można się uspokoic jak na 1 sesję w tygodniu przypada 5 wnerwień dziennie.

Żeby nie było, ja też nie jestem bez wad. Wiem jedno i tego jestem pewny. Jeśli w związku coś się ustala to trzeba się tego trzymać. Tylko wspólna zmiana decyzji po rozmowie możę coś zmienieć. Z pewnością nie a bo tak i za dowolone „hihihi, hahaha”.

Na czym można się oprzeć gdy nie ma się dobrych wzorców z własnej rodziny? Oboje jestśmy z powiedzmy mało doskonałych rodzin. Tylko na logice i wypracowanych/wyczytanych regułach. Ale jeśli kilkugodzinna dyskusja kończy się porozumieniem a później to wyszystko jest rujnowane bo ... mnie się zdawało itp., to jak to ciągnąć dalej? Wiem. Wiem. Ktoś mi powie na miłości. Ale co to znaczy? „I żyli długo i szczęśliwie”. Jest jeszcze coś takiego jak codzienne obowiązki których zaniedbywać nie można.

Kilka opinii/rad.
micia, wiej albo idźcie na terapię razem
Może ten facet tak jak ja nie jest taki zły ale schematy w które wpadliście są nie do odkręcenia bez specjalistycznej pomocy. Wiem coś o tym. Mnie sie udało kilka rzecz u siebie odkręcić w ciągu ostatnich trzech lat terapii ale sam nie dałbym rady. Hekate dobrze radzi.

Co się dzieje w związkach toksycznych.
Mazywam to technologią małych kroczków. Stopniowe przyzwyczajanie się do coraz gorszych rzeczy. To wkręcanie śruby trochę poniżej granicy wytrzymałości. Na tyle żeby zakłuło ale nie zabolało, później żeby zabolało ale nie za mocno, później trochę mocniej. Przyzwyczajamy się do bólu więc zniesiemy jeszcze większy. I tak aż do ... Tego nie wie nikt.

Coltrane.
Zgadzam się, że wsciekłość pokazuje poczucie własnej wartości. Co by się nie działo trzeba chodzić z głową uniesioną wysoko. Dla siebie, nie na pokaz. Dla siebie wysoko. Oczywiście nie w chmurach.

Pyzia.
Ja mówię swojej żonie. Krzycz, wściekaj się wyrzuć to z siebie w złości. Nie zatrzymuj tego. A ona a raguje tak jak Ty. Chyba pokutuje tu wpajane nam, żeby nie mówić za dużo bo słowa ranią i niektórych nie da się odwrócić. Gdzieś jest granica. Tylko jeśli postawi sie ją za daleko to już nie ma stamtąd powrotu w rejony gdzie jest dobrze. Jest tylko trwanie w bagienku.

asiula82
odnośnie ... bo wszystko robię źle.
Mamy podobny problem z moją żoną. Ona też ma poczucie, że ją krytykuję za wszystko co robi i wszystko robi źle. Pomyślałem sobie. Kurcze. Rzeczywiście czasem ją krytykuje. Czasem doradzam. Mnie się wydawało, że dobrze doradzam. Np żeby inaczej ustawiła patelnie bo zaraz ją zrzuci ... i stało się. Na szczęście bez poparzeń. Co to za krytyka? Ale ja nie o tym. Zrobiłem statystyki tego za co ją chwalę i kiedy krytykuje. Co wyszło? 1 krytyka(lub rada/prośba) na 4 pochwały. Np. Krytyka/rada. Odwróć kochanie tą patelnię uchwytem w drugą stronę bo zarać ktoś ją zrzuci. Pochwały. Świetnie wyglądasz. Ale fajnie Ci idzie jazda samochodem (świerzo upieczony kierowca). Boskie spagetti. Bardzo fajny film wybrałaś.
Sprawdzałem przez tydzięń bez jej wiedzy. Nie starałem się specjalnie chwalić bardziej niż zwykle. I co? Dnia siódmego okazało się że ją za wszystko krytykuję.

To nie jest Twoja wina że tak reagujesz.
Coś nie gra. W moim związku też. Z mojego doświadczenia wynika, że weszliśmy już na ścieżkę gdzie na pochwały reaguje się podejrzliwie a krytykę wyolbrzymia. Dlaczego tak się stało nie wiem. Wiem, że bez zmiany własnego nastawienia nic się nie zmieni. Wydaje mi się że chodzi o zmianę nastwawienia do siebie. Żyć dla siebie. Każdy ma do tego prawo.
Jak to zrobić do tego jeszcze nie doszedłem. I obawiam się, że nigdy nie dojdę.

W chwili obecnej najbardziej zastanawia mnie jak zmienić codzienną rutynę niechęci powrotów do domu w ich radość. Żeby mi się chciało z nią być.

Jest takie powiedzenie. Nie rób drugiemu co tobie nie miłe. W związku to nie wystarcza. Nie rób drugiemu co jemu niemiłe. Ale jak pogodzić to że ja do odpoczynku potrzebuję ciszy i spokoju a ona gadania, szaleństwa, tańca, muzyki, rozmowy, robienia czegoś razem. Kompromis?
Kompromis to niestety często rozwiązanie w którym obie strony są niezadowlone.

anonimowa
Bardzo Ci współczuję. Nie mam dla Ciebie żadnej rady bo na takiego upierdliwca nie ma rady. Potrafi zatruć życie.
Moja znajomam miała podobny problem i udało się go rozwiązać dzięki pomocy znajomych. A było to tak. Najpierw ona zadzowniła do niego i zakomunikowała że nie życzy sobie z nim rozmawiać, żeby się odczepił itp. Oczywiście nie podziałało. Po jakimś czasie gdy tylko on dzwonił ona odbierała i spokojnym stanowczym chłodnym głosem powtarzała to samo. Po drugim telefonie wkroczyli znajomi i na każdy taki telefon z jego strony ona odbierała powtarzała to samo a znajomi hurtem wydzwaniali do faceta i pisali smsy że ona sobie tego nie życzy. Tak z 20 telefonów i smsów z różnych numerów za każym razem. Żelazna kosekwencja przynisła skutki ... po roku w czasie którego wielokrotnie trzeba było powtarzać ten schemat.
Ale to nie jest moja rada tylko relacja.
Travel light through your life.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
24 cze 2008, 16:16

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez Marla30MR 28 cze 2008, 08:32
Nawet nie wiem od czego zacząć..Taki bałagan mam w głowie..Nie wiem już co mam myśleć,co robić i jak rozwiązać ten problem który jest solą w moim oku..
W związku z nowym partnerem jestem trzeci rok..(Jestem po rozwodzie już lat kilka..mój były mąż nie żyje od października zeszłego roku..no cóż..sam ciężko pracował nad tym żeby to tak sie skończyło..ale to całkiem inna historia,która nie dotyczy już mojego obecnego życia.)Mam ośmioletniego synka z tamtego małżeństwa i jedyne co to on mi rozjaśnia moje ciemne ścieżki...
Trzy lata temu jak się poznaliśmy z moim partnerem byłam pewna ,że chwyciłam Pana Boga za nogi..totalna różnica i ogromna nadzieja na lepsze życie..spokojniejsze i pełne radości..
Taak,trwało to jakiś czas...Ostatnio wszystko zaczęło sie odwracać...Wszystko nie tak..Facet jest cholernie obowiązkowy,wszystko ma poukładane do ostatniego szczegółu,jest konsekwentny i stanowczy.,bardzo pracowity i jeśli obieca to słowa dotrzymuje choćby sie waliło i paliło..wydawałoby się ze to same zalety..Oczywiście..ale nie w stosunku do mnie..tylko do..swojej rodziny..W czym tkwi problem..?Otóż od zawsze poświęcał swojej rodzinie więcej czasu niż mnie i dziecku.Tłumaczyłam to sobie,ze to jego rodzina i nie mam żadnego prawa zabraniać mu tam jeżdzić i pomagać w pracach na terenie działki,jeżdziłam z nim tam i nie ważne ze się na okrągło denerwowałam tym ,że dają mi do zrozumienia że mały tam przeszkadza i traktują mojego synka jak zło konieczne...Moja złość odbijała sie oczywiście na mnie i na dziecku..Pogłębiało to moje chwiejne stany emocjonalne,stany depresyjne były tak silne że nie umiałam się nawet cieszyć tym że mały mnie przytula i pociesza jak może...Potem jak byliśmy znów razem wszyscy w domu..nie u niego ale w naszym domu, zaczynałam się znów czuć lepiej i wracałam do "normalności".Jednak jak zbliżała sie sobota znów zaczynałam sie denerwować..tłumaczyłam mu..poświęć więcej czasu nam...idźmy razem na spacer..do kina,do teatru..gdzieś..byle by być razem i tworzyć rodzinę.,tak rzadko sie widzimy w tygodniu bo jesteśmy zapracowani,bo nie ma czasu aby sobie pogadać a jak przychodzi wieczór to jesteśmy zbyt zmęczeni aby w ogóle zaczynać rozmowę na jakikolwiek temat...Niestety..nie było takiej siły żeby tam nie pojechał..bo jest tam robota i trzeba pracować...W "naszym"domu porozpoczynał też różne prace remontowe..wszystko rzucone w kąt...Jest nieistotne.Robota u rodziny na działce jest ważniejsza..
Czwarty tydzień teraz mija jak co dzień po pracy tam jeździ i pomaga w stawianiu płotu..Wraca do domu około 22,kąpie sie i idzie spać...Nie wytrzymałam ostatnio i go zapytałam gdzie jest w jego życiu miejsce dla mojego dziecka i dla mnie..to otrzymuję idiotyczną odpowiedź ze sie umówił i musi tam pracować...Mam straszny żal do jego rodziców,ze nie pomyślą o tym ze my też byśmy chcieli spędzić z nim więcej czasu,ze może ja bym chciała też choć przez jeden czy dwa dni poprzebywać z nim..nikt mnie nie zapyta o zdanie a widzą jak bardzo się tym przejmuję..ale mają to gdzieś..ważne ze mają dodatkowe ręce do roboty...Czasem myślę też ze to ja gdzieś popełniłam błąd ze coś zepsułam i jestem kompletnie do niczego,że on woli siedzieć u swojej rodziny niż być ze mną i z dzieckiem..Czuję ze zaczyna u mnie sie dziać źle..Popadam w coraz większego doła..mam samobójcze myśli,nic mnie nie cieszy i nie interesuje...Byle drobiazg wyprowadza mnie z równowagi i podnoszę głos na dziecko i potem sie jeszcze bardziej za to nienawidzę...I tak jest na okrągło..Dziś też pojechał i znów kolejny dzień sama..Tak bardzo pragnę mieć rodzinę..swoją fajną rodzinkę gdzie moglibyśmy spędzać ze sobą fajnie czas..Przecież tyle jest możliwości,pomysłów..Mój błąd polega na tym,że jestem chyba od niego uzależniona psychicznie i nie umiem walnąć pięścią w stół i powiedzieć"koniec!!"tylko dalej brnę w to wszystko,dalej szukam rozwiązania i na siłę chce aby było jak najlepiej..czemu?bo go kocham,bo się przywiązuje jak ten pies i wypłakuję łzy..Myślę, że tez za dużo z siebie dałam i dlatego teraz otrzymuję w zamian olewkę i totalny brak zainteresowania z jego strony,on ma rodzinę i tam bez przerwy poświęca swój wolny czas..każdą godzinę i minutę..To jest tak bardzo przykre dla mnie,że nie umiem nawet tego opisać..To tyle. :cry:
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
27 cze 2008, 18:34

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez annamolly 01 lip 2008, 18:41
bardzo sie ciesze ze zanalazlam to forum,bo widze ze naprawde sa tu dobrzy ludzie ktorzy uwaznie przeczytaja i zrozumieja inncy a przynajmniej sie postaraja a nie jak na innych forach rzyca zdanie "pogadaj z lekarzem" albo "wszystko bedzie dobrze"..chce Wam opisac moja historie bo jestem rozwalona i niemam sil na nic a niemam komu sie "wyzalic" i z kim pogadac.
otoz zyjce w toksycznym zwiazku od 3lat,a jestem dosc mloda,mam20lat.chlopak z ktorym jestem jest 6lat starszy i jest moja pierwsza miloscia.zaczne od tego ze nie jestesmy z jednego miasta i zyjemy w zwiazku na odleglosc(strzezcie sie przed tym!).od 3 lat widujemy sie raz na 2miesace czasem czesciej czasem rzadziej.na pocztaku bylo cudownie pierwsze poltora roku naprawde piekne moj chlopak staral sie by nasz zwiazek przetrwal odleglosc i zebysmy byli szczesliwi,dawal z siebie wszytsko bo kiedy mnie poznal wlasnie wychodzil z ciezkeij depresji i bylam jego nadzieja wtedy wiec oddal sie zupelnie temu zwiazkowi.ja bylam wtedy mloda,glupia i wogule tego nie docenialam bralam wszytsko co dawal a niewiele dawalam.razem spedzilismy 2miesciace wakacji,to byl pierwszy i jak dotad ostatni raz kiedy nylismy razem tak dlugo na codzien i bylo naprawde peiknie wtedy tez powstal plan abym ja przeprowadzila sie do niego.ja pelna mlodzienczego entuzjazmu zgodzilam sie i powiedzialam ze zaraz po maturze sie przeniose,jednak moi rodzice nie byli zachwyceni z tego planu i odradzali mi go na wszytskie sposoby(tu dodam ze nie zyje w zbyt zdrowym domu,ojciec alkoholik,ktorego zawsze sie balam i nie sprzeciwialam mu sie nigdy,od roku niemieszka z nami).a wiec zostalam postawiona przed wyborem On albo rodizna i musialam wybrac.wybralam rodzine ale tylko ze wzgledu na ciagly strach przed sprzeciwieniem sie im.od tegfo czasu minal rok i jest to najgorszy rok w moim zyciu.moj chlopak tez niezyje w zbyt zdrowym domu i od pewnego czasu rodzice go poprostu stamtad wyrzucaja i kaza sie wyprowadzic,dlatego wspolne mieszkanie bylo dla niego sznasa na lepsze zycie,sznasa ktora ja zmarnowalam poniewaz balam sie przeniesc do niego.wiem ze On ma sporo wad i jest ciezkim czlowiekiem,dlatego kiedy jest mu zle bardzo ciezko mu pomoc.w tej chwili sytuacja wyglada tak ze on obwinia mnie o to ze nie bdzie niedlugo mial gdzie mieszkac,ze nie ma szansy na inny zwiazek(bo sadzi ze jest stary)i ze zniszczylam mu zycie,i slysze to codzien,wiem ze ma sporo racji bo gdybym podjela inna decyzje byloby nam teraz leopeij bi zylibysmy razem a tak jestesmy osobno i obydwoje sie meczymy.chcialam bym naprawic swoje bledy lecz niewiem jak,niemam pieniedzy na kupno cz wynajem mieszkania,niemam sil by probowac cos wymyslic,kazdy dzien to walka z Nim i ze soba.czasem jest mi go szkoda ze ma taka straszna sytuacje a czasem szczerze go nienawidze za to co do mnie mowi i ze mnie obwinia.jestem od niego emocjonalnie uzalezniona i nawet gdybym chciala odejsc to niewiem jak to zrobic bo niedalabym rady,zreszta on mowi mi ze my musimy byc juz na zawsze razem bo On niebdzie juz nikogo mial wiec ja tez i kiedy probuje odejsc szanatazuje mnie(niestety ma czym).wiec czasem niewiem cz jestem z nim ze strachu cz z milosci..raz chce uciec od niego i poniesc wszelkie konsekwencje jego szantazu a raz wszytsko naprawic i zyc razem.jednak wiem ze normalne zycie wspolne bdzie mozliwe jak bdziemy mieszkac razem a ztym jest najwiekszy problem,finanse.kiedys On dostal mozliwosc na tanie mieszkanie,wlasne a teraz juz niema tej mozliwosci.
niewiem gdzie szukac pomocy,to co napisalam to i tak niewszytsko ale ciezko bardzo opisac dokladnie wszystko,chce mu jakos pomoc przedstawic plan na dobre wspolne zycie jednak realia sa takie ze niewiem cz to kiedykolwiek sie stanie..a ja wiem ze ani on ani ja nie damy rady znosic tego dluzej
jezeli ktos odpwoie na moj przyglugi post:) to bardzo dziekuje jest mi nawet juz nieco lzej po tym jak to napisalam,ale nie chodzi o to by bylo lezje ale by byly pomysly i perspektywy:)
a wszytskim zycze sily!!
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
01 lip 2008, 17:59

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez Coltrane 02 lip 2008, 14:06
cześć annamolly! Sama widzisz, że facecik cię szantażuje. Nie wierz w to, że się zabije, bo jest tchórzem - przecież boi się, że sobie nikogo nie znajdzie. Przecież to nie prawda oczywista!!! Zrobił z ciebie ofiarę, a z siebie kata - chcesz mieć kiedyś w domu jak pewna austriacka rodzina szeroko opisywana w prasie? Nie? To zerwij z nim natychmiast, najlepiej tak, jak to w filmach robią :) Jeśli ma rzeczy, którymi cię szantażuje - zadzwoń na policję i zapytaj, co z tym można zrobić - moi znajomi zgłosili kiedyś uprzykrzanie im życia przez pewną niewiaste, która ubzdurała sobie cośtam - została wezwana na komisariat pismem urzędowym gdzie usłyszała pouczenie i wymiar kary za kontynuację czynu - uspokoiła się. TO może być drastyczne rozstanie - ale taki kubeł zimnej wody mocno studzi, zwłaszcza, że nie mieszkacie w jednym mieście i jak piszesz, chłopak ma kłopot, żeby do ciebie przyjeżdżać częściej niż raz na dwa miesiące. Swoją drogą to ciekawe, że nie tęskni. Dlaczego on się nie przeprowadzi? Jeszcze raz powtarzam ci, że on sobie spokojnie kogoś znajdzie - byleby nie kolejną ofiarę swojej toksyczności. Pozdrawiam i powodzenia!
Jezus uzdrawia, serio.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
22 paź 2007, 17:29
Lokalizacja
ŁorsoŁ

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez Coltrane 02 lip 2008, 14:20
Witaj lestath. Trudny jest twój problem, nie mam żony ani stałego zwiazku w sensie dzień w dzień i noc w noc z tą samą dziewczyną - jak się umówimy, to jesteśmy, nawet kilkanaście godzin, a czasami to cały tydzień każde z nas robi swoje. Ale znam jeden aspekt, o którym pisałeś: krytyka za wszystko i o wszystko złość, nawet jeśli krytyka nie jest krytyką. Miałem to w domciu rodzinnym, moja matka krytykowała wszystko - tak to odbierałem i tak to odbieram również dziś, kiedy już od roku nie mieszkam w domu i jak sobie wypiorę, to mam czyste, talerze są tam, gdzie je zostawiłem, wiesz o co chodzi. Kiedy odwiedzam rodziców i brata, matka wciąż daje mi dobre rady, jak posolić kluski na przykład, jak słodzić herbatę - strasznie się na nią denerwuję i mówię jej, że nie musi tak się troszczyć, że sobie przecież jakoś radzę i kloszardem nie jestem. Ona dalej uważa, że wie lepiej i że wie najlepiej.
Marzę o dniu, kiedy nie będzie żadnej krytyki - przecież nic się nie stanie i świat się nie skończy, gdy kluski posolę sobie na talerzu a herbata będzie zamieszana w drugą stronę. Tak na prawdę to zwiałem od matki i tego jej gęgania w dużej mierze, tak teraz to widzę. I nie zamierzam nigdy nikomu na siłę pokazywać, jak jest lepiej. Wedle zasady - "gdzie zostawiłeś kluczyki od swojego auta - tam leżą" (standardowa moja odpowiedź na pytanie sublokatora o klucze od golfa:)) Może w ten sposób nadstawiam drugi policzek?
Jezus uzdrawia, serio.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
22 paź 2007, 17:29
Lokalizacja
ŁorsoŁ

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez annamolly 02 lip 2008, 17:17
coltarne srdecznie dziekuje za odpowiedz o przeczytanie moich zalosnych uzalan:) wiedze zreszta ze bardzo aktywnie tu dzialasz i naleza Ci sie wielkie podziekowania.milo wiedziec ze ktos chociaz na chwile zwroicla uwage na inna osobe.
szczerze powiedziawszy wlasnie obawialam sie ze dostane odpwoiedz ze powinnam to zakonczyc,chyba sam siebie probuje caly czas oszukac ze kiedys bdzie wszytsko dobrze..kiedys..ja poprostu niemam na tyle sil,odwagi by to zrobic.bo wiem ze jesli uda mi sie zakonczyc ten chory zwiazek to zostanie we mnie ogromna pustka i niewiem cz sobie poradze bo na dzien dzisiejszy np niewyobrazam sobie zycia z jakimkoliwek facetem bo ich szczerze nienawidze.najchetniej chcialabym uciec z tego calego bagna ale wiem ze to nie jest rozwiaznie problemu.stoje w miejscu i czekam,a dzieje sie z kazdym dniem gorzej ale nic nie robie,jak zwykle pozwalam by sytuacja mnie niszczyla i stawala sie coraz gorsza.niestety jestem typem czlowieka ktorego trzeba wziac za reke i poprowadzic bo ja niewierze w sibie zupelnie po latach zycia w alkoholowej rodzinie..coz nie bd sie rozpisywac bo nawet to sensu niema.
przepraszam ze nie doradzam tu nic nikomu ale z tego co widze to ja za glupia na to wszytsko jestem.a kazdemu zycze wiary w siebie
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
01 lip 2008, 17:59

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez nadin-1 06 lip 2008, 02:37
annamolly

Tak sobie czytam co napisałaś i jedyne co nasuwa mi sie na myśl to uciekaj od niego jak najszybciej. Skoro juz Ciebie szantażuje obojętnie czym) to co bedzie jak będziecie razem żyć, szantaż to nie jest sposób na przekonywanie kogoś do swoich racji, a obwinianie za nieudane życie Ciebie to istna przesada. To nie twoja wina że on ma taką rodzinę, ty kiedyś podjęłaś decyzję że nie zamieszkasz z nim miałaś do tego pełne prawo ( pamiętaj że rodzice nie chcą nam źle i może wiedzieli co robią mówią ). Trzeba najpierw poznać dobrze człowieka , a 2 miesiące wakacji na pewno były cudowne ale moim zdaniem to za mało. Ja mojego męża znałam 4 lata przed ślubem dzień w dzień, a i tak nie jest łatwo , nie podejmuj pochopmych decyzji i pod wpływem emocji. Pośpiech to najgorszy doradca. Przemyśl sobie spokojnie jeszcze raz czy to jest człowiek z którym chcesz spędzić resztę życia, mieć dzieci, tworzyć rodzinę , czy twoim zdaniem będzie dobrym wspierającym mężem , kochającym ojcem. I wtedy zdecyduj


Pozdrawiam i trzymaj się cieplutko
Avatar użytkownika
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
23 lip 2007, 13:05

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez annamolly 06 lip 2008, 12:36
nadin najgorsze jest to ze ja miotam sie miedzy wlasnymk myslami,wiem ze powinnam uciekac ale niemam na tyle sily i wsparcia w nikim kto by mi dal "kopa" i pomogl sie uwolnic od niego.szantaze to juz codziennosc ja jestem wyczerpana ale nie umiem isc np. na policjie i zlozyc doniesinie o szantazu itd.caly czas mam nadzieje choc niewiem cz juz popsortu sama sie nie oszukuje.wiem ze bedzie coraz gorzej,on mowi ze mnie straszy i szantazuje bo sie broni bo mu zniszczylam zycie a teraz nie chce pomoc.chcialabym mu pomoc ale niewiem jak,naprawde,niestac mnie na to by kupic nam dom a tylko taka pomoc wchodzi w gre.on z kazdym dniem staje sie coraz bardziej nie obliczalny i troche go rozumirm bo pogubil sie w zyciu i niewie co dalej.ja siedze i czekam na rozwoj wydarzen,nieumiem sie ruszyc zadzialac,zreszta wiecznie slysze od niego ze nigdy sie od niego nie uwolnie i nawet gdybym uciekla do innego kraju to mnie znajdzie i zniszczy zycie..niewiem jak to sie skonczy ale juz mi to powoli obojetne,bo jestem wyczerpana.
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
01 lip 2008, 17:59

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez Coltrane 07 lip 2008, 00:17
annamolly - raz dwa idź na komisariat! Zapytaj policjantów, gdzie jest najbliższy policyjny psycholog! Ten człowiek jest niebazpieczny - wiem, że jesteś wyczerpana i zakręcona - ale jest takie słowo: DOŚĆ. Zatrzymaj się więc i się zastanów, czego chcesz i czy ten facet ci to daje. Z tego, co pokazałaś, to KŁAMCA i SZANTAŻYSTA i TCHÓRZ. Takimi cechami ma się charakteryzować ktoś, na kim możesz polegać i możesz być z niego dumna? Żarty. Nie zniszczyłaś mu żadnego życia! TO jest kłamstwo! Ma dopiero 26 lat - życie przed nim. Ty masz 20 i jeszcze więcej przed tobą. Pomyśl, czy chcesz zostać kiedyś uwięziona w piwnicy przez wariata i zobaczyć słońce za kolejne 20 lat lub wogóle go nie zobaczyć? Akcje, które dzieją się w Austrii są możliwe również w Polsce. Kopa, którego potrzebujesz, dać możesz sobie jedynie TY SAMA. Zostaw drania jak najprędzej i nic się nie bój. Idź jutro na policję i porozmawiaj z dyżurnym funkcjonariuszem, co robić w twoim przypadku. Takie tematy szkolenia również obejmują, a Ty wszak jesteś w niebezpieczeństwie. Trzymaj się i pisz, jak się dalej sprawy potoczą - ale ty musisz wziąć ster na chwilę w swoje ręce - na pewno sobie poradzisz - wierzymy w Ciebie! Pozdrowienia.
P.S. Jak duża odległość dzieli wasze miejscowości?
Jezus uzdrawia, serio.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
22 paź 2007, 17:29
Lokalizacja
ŁorsoŁ

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez mimi1982 07 lip 2008, 09:09
Ja tak odnośnie tego co napisał ktos wyżej co do mnie:) chodzi o pana który ma złą żone:) :)
na szczęście nie jestem aż tak zmanierowana jak Twoja żona bo z tego co piszesz to zachowuje się jak księżniczka, w moim związku problem tkwi w czymś innym,myślałam że we mnie od jakiegoś 1,5mca biore leki antydepresyjne i zaczeło sie układać,dostrzegłam jaka byłam "zła" i ogólnie ostatni miesiąc był cudowny:) miłe słowa,miłe gesty-pełna harmonia:) do momentu kiedy się dowiedziałam że znów podrywał jakąś gówniare wtedy wszystko runeło,wszystko co budowałam przez miesiąc wspólnie z moim lekarzem i teraz pytanie do Ciebie jak bys się poczuł w momencie kiedy twój związek wydaje się być idealny (po wielkiej burzy) a Ty się dowiadujesz że on nadal szuka że tak brzydko napisze nowej d....??? więc nie oceniaj mnie po kilku postach,bo gdybym miała takiego męza jak Ty to bym klasakła uszami,ja nigdy nie usłyszałam ładnie wyglądasz za to usłyszałam jestes gruba nie jedz tyle ( mam 170cm i waga 63kg) albo nie będe jadł zupy bo za dużo klusek w niej pływa,wymiękam już:(:(
mimi1982
Offline

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez annamolly 07 lip 2008, 12:17
Coltrane nasze miejscowosci sa jakies 500km od siebie.wczoraj pwowli zaczelam dzialac poprosilam o pomoc moja jedyna kolezanke,ktora najpierw ze mna pogadala wszystko jej opowiedzialam i razem wybierzemy sie na komisariat w najblizszych dniach.strasznie to ciezkie dla mnie bo wiem ze w momencie kiedy zloze jakies oskarzenia to rusze cala machine i juz nie bedzie odwrotu i boje sie ze bedzie jeszcze gorzej kiedy on sie dowie ze ja go oskarzam o cos itd.jest nieobliczalny i boje sie o siebie i swoja rodzine bo nieweim do czego ten wariat bylby zdolny.najgorsze jest to ze on swietnie mna manipuluje raz jest wciekly wyzywa mnie grozi mi i mowi straszne rzezczy traktuje mnie jak szmate a za chwile jest mily dobry mowi ze mnie kocha ale juz nie ma sily i ze teskni itp,poprostu mnie rozmiekcza i niestety wychodzi mu to.staram sie teraz byc nieczula i niesluchac kiedy jest mily bo nieche sie zlamac zrobilam malutki kroczek w strone uwalniania sie i niechce cofnac sie o 10.dziekuje Ci bardzo za kazdy Twoj post Coltrane
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
01 lip 2008, 17:59

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez Coltrane 09 lip 2008, 15:32
Chyba żartujesz, że to 500 km. Facet pewno jest z gór a Ty znad morza :) Myślałem, że to jakieś 50 km, a tu taki szmat drogi, to się chyba 10 godzin jedzie samochodem, z postojami. W takim razie jest dużo lepiej, niż myślałem, dla Ciebie, rzecz jasna. Po pierwsze na policji na razie tylko dowiadujesz się, co możesz zrobić, jeszcze nic nie musisz deklarować, więc się ni bój. Po drugie to przy najbliższej rozmowie z typem mówisz mu, żeby się odczepił i kropka albo wogóle nie odbieraj telefonu. Ja bym zrobił to drugie i najwyżej jakiś sms PO TYGODNIU wysłał, z wyjaśnieniem typu: "wyleciało mi z głowy, przepraszam, ale nie jesteś dla mnie ważny, znajdź sobie kogoś, masz dopiero 26 lat, życie przed tobą, pa." Jeśli to rzeczywiście psychopata, to przyjedzie, ale po tym, co piszesz, to myślę, że to tchórz, cwaniaczek i fantasta i laluś.
Teraz takie ostre pytanie z mojej strony, jakby co, to przepraszam, ale skąd wiesz, że on jest ci wierny i nikogo nie ma w swojej okolicy, a władza nad tobą bawi go i jest mu potrzebna tylko do zaspokojenia rządzy władzy? Co wogóle o nim wiesz?
I na koniec myślę sobie, że 500 km to dla 30-latka z własnym samochodem i zarobkami wyzwanie, a dla 26-latka, który mieszka u mamusi to bariera prawie nie do przeskoczenia :)))) Zatem uszy do góry i daj znać, co powiedział policjant :)
Jezus uzdrawia, serio.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
22 paź 2007, 17:29
Lokalizacja
ŁorsoŁ

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez annamolly 10 lip 2008, 15:29
Coltrane odpisalam na pw
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
01 lip 2008, 17:59

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do