Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

nadin-1

Użytkownik
  • Zawartość

    21
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Mówiłam wiele razy że mam tego dość i że jak tak dalej będzie to się z nim rozwiodę, to on obiecywał że już nie będzie że wie że mnie krzywdzi, ale niestety to tylko kolejne jego słowa... Już sama nie wiem jakich argumentów używać , juz nie mam siły
  2. nic innego nie robie od bardzo dawna kończy sie na tym że mi obiecuje że juz tak nie będzię i nic...
  3. Witam wszystkich , czasami tu zaglądam, zazwyczaj wtedy jak naprawdę bardzo źle się czuje, na codzień robie wszystko by nie myśleć o swoim chorym życiu, dlatego życie te przypomina wegetację, zupełnie jak warzywo bez szczęści bez celu bez niczego !. Dziś jest taki dzień, jeden z tych bardzo złych , i naprawdę potrzebuje sie komuś wygadać , wyżalić. Jest to dla mnie bardzo trudny, bolesny i wstydliwy temat. . Człowiek z którym żyje traktuje mnie jak szmatę, jak swoją zabawkę erotyczną . i tak od bardzo bardzo dawna. Prowadziłam z nim tysiące rozmów , było tysiące obiecnic, wszystkie bez pokrycia , gdy mówię mu że mnie to rani to przeprasza i mówi że to ostatni raz, nawet sie nie wysili żeby kwiatka kupić.Czuje sie jak nic niewarta szmata, jak jakieś zero dla którego nie warto sie postarać , nawet porządnie przeprosić. Mam już tego serdecznie dość, nie potrafie jeszcze od niego odejść choć widzę że niebawem czara goryczy sie przeleję i to niebawem. Nie wiem jak sobie z tym wszystkim radzić. pozdrawiam wszystkich tych dla których dzień jest szary ,i tych którzy potrafią z niego czerpać całą piersią
  4. annamolly Tak sobie czytam co napisałaś i jedyne co nasuwa mi sie na myśl to uciekaj od niego jak najszybciej. Skoro juz Ciebie szantażuje obojętnie czym) to co bedzie jak będziecie razem żyć, szantaż to nie jest sposób na przekonywanie kogoś do swoich racji, a obwinianie za nieudane życie Ciebie to istna przesada. To nie twoja wina że on ma taką rodzinę, ty kiedyś podjęłaś decyzję że nie zamieszkasz z nim miałaś do tego pełne prawo ( pamiętaj że rodzice nie chcą nam źle i może wiedzieli co robią mówią ). Trzeba najpierw poznać dobrze człowieka , a 2 miesiące wakacji na pewno były cudowne ale moim zdaniem to za mało. Ja mojego męża znałam 4 lata przed ślubem dzień w dzień, a i tak nie jest łatwo , nie podejmuj pochopmych decyzji i pod wpływem emocji. Pośpiech to najgorszy doradca. Przemyśl sobie spokojnie jeszcze raz czy to jest człowiek z którym chcesz spędzić resztę życia, mieć dzieci, tworzyć rodzinę , czy twoim zdaniem będzie dobrym wspierającym mężem , kochającym ojcem. I wtedy zdecyduj Pozdrawiam i trzymaj się cieplutko
  5. Asiula 82- Nie wiem co Ci doradzic, Ty przynajmiej masz dla kogo żyć masz dziecko , które Ciebie bardzo potrzebuje pamiętaj o tym!!! Nie ma co uciekać od tego wszystkiego w taki sposób choć bardzo często sama mam na to ochotę. Twój mąż nie ma prawa Ciebie tak traktować, zresztą tak jak mój, czasem taki wredny jest los że sprawia iż życie nie jest łatwe.Mój mąz jeszcze nie powiedział mi czegoś takiego jak tobie , ale za to kochał się ze mną, kiedy on miał na to ochotę, zero czułości itd., 5 miesięcy rozmów że źle mi z tym i że nie che takiego życia przyniosły rezultaty. Teraz żyjemy całkowicie obok siebie juz nawet nie śpimy razem w łóżku .Nie załamuj sie takimi hasłami bo on mówi tylko po to by Ciebie zranić , to ma na celu nie dawaj mu satysfakcji że ma psychiczna przewagę nad tobą, walcz o siebie samą. Wiem że nie jest łatwo ale pamiętaj że sa ludzie którzy Ciebie potrzebują i nie maja o tobie. Postaraj się porozmawiać z mężem może to coś pomoże może się ocknie !! Serdecznie pozdrawiam trzymaj sie cieplutko
  6. Najłatwiej tłumaczyć ich że nie rozumieją , ale czy oni się starają????? Najłatwiej chyba to wytłumaczyć tak:.... pomnożyć swój najgorszy dzień razy 100 i wychodzi depresja. :))) Gdyby im zależało to by się starali zrozumieć dowiedzieć poczytać,próbować wcielić w życie to co sie dowiedzieli - choćby tyle, . Ja nazłość wszystkim zaczełam palić papierosy wczoraj usłyszałam od mojego kochanego, wspierającego mnie męża że obym sie przekręciłam z tych fajek !! :)) Fajnie nie ??? Oczywiście powinnam potraktować to, że powiedział to w nerwach i że nie miał tego na myśli jak zawsze zresztą mi mówi. Wszystko tylko w nerwach mówi i nie ma tego na myśli. Najpierw mnie bluzga i szmaci a później mówi że tak myślał tylko w danej chwili tak myślał. Ale gdzie jest granica ???? do czego można się posunąć w nerwach ??? ile można powiedzieć??? Jak można myśleć że człowieka to nie zaboli ??? że nie zapamięta, że sie nie będzie dalej pogrążał , i załamywał ??? W moim życiu jest tylko pustka, życie biegnie ludzie są szczęśliwi, a wokół mnie jest tylko echo życia. żeby przeżyć stałam się twardą skała tego nauczył mnie "ukochany". Sama nie wiem czemu nie potrafię go zostawić , może to uzależnienie od niego nie wiem i czuje się z tym jeszcze gorzej, jestem taka słaba, nie mam nadzieji. Nie potrafie ich już tłumaczyć mam nadzieje że macie lepszych partnerów niż ja, Nie jestem święta ale to co on robi z moim życiem to ludzkie pojęcie przechodzi
  7. nadin-1

    Witajcie :)

    Ja tez mam coś wspólnego może nie miałam tak trałmatycznego dzieciństwa, ale w sprawie z mężem wiele się zgadza.Nie mamy dzieci , ale on tez nie chciał i nie chce słuchac o tym jak sie czuje. Wie że mam depresje, ale nie pomaga,obraża mnie do tego wyzywa wieczne kłótnie, rozmawiać o tym jak jest między nami nie chce bo powiedział że przecież wie i nie ma zamiaru tego wysłuchiwać, albo nie ten czas, nie ta godzina bo film leci i jestem złośliwa że właśnie teraz chce rozmawiać. Tak sobie żyjemy obok siebie ,miałam nadzieje że twój mąż jest inny, ale po przeczytanu ostatniego twojego postu hmmmm, zbytniego wsparcia nie otrzymujesz od niego przykro mi. Nie wiem co ci poradzić w tej kwestii bo sama sobie z tym nie radze. Wiem co to pustka , ty masz dziecko to wielkie szczęście którego narazie może nie dostrzegasz lub nie potrafisz się tym cieszyć z wiadomych przyczym ale jestem pewna że przyjdzie czas, że będziesz losowi wdzięczna za ta małą kochana istotę. Co do rodziny hmmm a co z twoim rodzeństwem , czy możesz liczyć na pomoc z ich strony ??? , czy wiedza co przeżywasz ??? czy zwróciłaś się o pomoc do nich ??? Pozdrawiam
  8. nadin-1

    Witajcie :)

    Witam Czytam ze smutkiem to co napisałaś i przeżywasz. Nie rezygnuj z tego forum bo jest tu wielu życzliwych ludzi, od których nie zawsze usłyszysz to co właśnie chciałabyś usłyszeć, ale oni Cię słuchają i jak będą mogli Cię powspierać to na pewno to uczynią. Może nie znajdziesz tu recepty na swoje życie czy rozwiązania twoich problemów ,ale jesteśmy tu możesz nas ochrzanić,a my tu będziemy. Nie jesteś tu sama każdy z nas ma jakiś problem i to nas łączy.Brak znajomych i samotność która cię otacza możesz tu wypełnić, ja to robię, nie twierdze, że to wystarcza ale zawsze to coś. Nie wierze że jesteś złą matką tylko może nikt nie docenia twoich starań, nikt nie powie dziękuje które czasem tak jest potrzebne każdemu człowiekowi, organizowanie waszego życia nie jest twoją powinnością jest was do tego dwójka . Postaraj się porozmawiać z mężem niech ciebie trochę odciąży,powiedz jak sie czujesz może zrozumie i pomoże. Serdecznie pozdrawiam
  9. nadin-1

    Twierdza samotności

    Ja tez tak mam i tez zmuszam się , jest to dla mnie wielki wysiłek i męczarnia ale też myślę że to właściwe.
  10. To wielkie szczęcie że masz kogoś kto Cię kocha i wspiera , ja tego nie mam .Niestety tez mam tak że zabieram sie za różne rzeczy i nie kończę tego, nie potrafię się zmotywować a później słyszę że niczym się nie zajmuje nic nie potrafię i jestem leniwa mimo że mój partner wie że jestem chora. Czuje sie podle, źle i mam wrażenie że do jestem beznadziejna. Nauczyłam sie żyć z dna na dzień, nie myśląc o tym co będzie jutro, żyje tylko dla rodziny której nie chciałabym zranić. Ty masz cele w życiu na których możesz się skoncentrować, skorzystaj z tego , bierzesz ślub zaczynasz nowe życie. Postaraj sie spojrzeć na to inaczej - oddanie się pisaniu pracy i przygotowywaniu ślubu może zapełnić ci czas,czas w którym myślisz o tym wszystkim co złe. Wiem że to nie łatwe , ale czegoś trzeba się w życiu się złapac i jak człowiek sie bardzo postara zawsze coś takiego znajdzie czy to pisanie pracy, znalezienie fajnej pracy, ślub, ukochana osoba , chęć tworzenia rodziny , czy nawet tego co by mnie w życiu omineło gdyby mnie nie było , może niebawem poradziłabym sobie z chorobą i wiodłabym inne życie . U mnie w rodzinie jedna osoba odebrała sobie życie przez depresję , naprawdę to jest najgorsza decyzja jakom można podjąć, życie jest dziwne i pełne niespodzianek na które trzeba czekać czasem dłużej. (Ciągle sobie to powtarzam , by dodać sobie siły do życie ) Pozdrawiam Cię
  11. Zawsze myślałam że udany związek to taki w kórym ludzie się kochają szanują dzielą kłopotami pocieszają i wspierają. Tego zawsze oczekiwałam od mojego partnera i od siebie również . Myślałam .........daj mu wszystko to, co ty chciałabys otrzymac od niego .......... taką byłam idealistką że myslałam że to się sprawdzi . Rozmowy o problemach, rozwiązywanie ich żeby nie narastały żale , żeby nic w nas nie narastało---DZIAŁAŁO ... do czasu . Po zamieszkaniu razem , chyba uznał że ma już ptaszka w klatce i z czułego kochającego , wspierającego mnie mężczyzny stał sie oziębłym i obojetnym draniem . Długo prubowałam rozmawiać (pół roku) o tym co sie między nami dzieje , dlaczego coś sie psuje , co jest źle i czego mu brakuje że tak zaczoł się tak zachowywać, mówiłam że brakuje mi człowieka kórym zawsze był również przyjacielem na kórego zawsze mogłam liczyć. Wiecie co jezeli druga osoba nie współpracuje to niczego nie osiągniecie on nie traktował tego co mówiełam poważnie , nie słuchał mnie , to nie ta godzina na rozmowę, to nie odpowiedniu z nim rozmowe zaczełam bo powinnam bardziej oficjalnie, bo za bardzo oficjalnie , powinnam więcej luzu akurat wtedy wprowadzić.---------------CHORE.A dlaczego jeszcze tego nie zakończyłam bo ciągle mam nadzieje, choć juz coraz to mniejszą . Widzeć problem to zdecydowanie za mało, trzeba mieć z kim o tym problemie porozmawiać , znaleść wspólne rozwiązanie ,wspólnie się postarać i potraktować problem poważnie czy z jednej czy z drugiej strony. Co do zmiany siebie hmmmmm może powiem na dwuch przypadkach 1 jeszcze jako nastolatka bardzo bardzo pracowałam nad swoim charakterem , kierowałam się w życiu zasadami , kóre sama sobie wyznaczałam , żeby nie ranić innych ludzi , szanować ich ,być szczerym, traktować ludzi tak jak sama chciałabym być traktowana, takie najprostsze ale najskuteczniejsze, dobrze mi z tym było. 2 Mój mąż i jego zmiana :::::: wmawianie komuś że się zmienił, podkreślanie rzeczy kóre zrobił czy zachował się dobrze Myslę że jeżeli ktoś chce się zmienić to nie podkreśla tego tylko robi to z serca a nie czeka na oklaski, przeciez ta druga osoba napewno zauważy że jest milszy czy zaczoł szczerze rozmawiac, kupi kwiatek itd. Takrze jeżeli moge coś poradzić choć nie wiem czy ja jestem odpowiedna osobą to tylko szczerość , jeżeli szczerze chcecie sie zmienic to napewno sie to uda trzeba w to wierzyć. ( co do mojej wiary to jest mierna :))))) Znowu zaczełam bełkotać , mądra się znalazła z udanym zwiążkiem i rady daje :))) to raczej ja prosze was o rady
  12. Hmmmm odwieczny problem - miłość. Najpierw odnośnie alkocholu - uważaj , bo jeżeli ktos ma geny , to naprawde może się w tym zatracić, wiem jak to jest uciekać w alkochol też czasem w momentach gdy czuje się samotna, jak problemy mnie przerastają otwieram sobie piwko, ale wiem że to nie rozwiąrze moich problemów a ulga jest chwilowa. Co do Twojej nieśmiałości , hmmm wiem że czujesz że świat Ci się zawalił Na pocieszenie powiem Ci tyle że znam chłopaka który był bardzo ale to bardzo nieśmiały przy dziewczynach młodszych czy starszych wogóle się nie odzywał , ale tak na maksa odpowiadał tylko tak lub nie. Teraz ma 35 lat piękną żone i córeczke, jak poznał ją??? na stódjach to ona go poderwała , w dzisiejszych czasach tak czasami jest że dziewczyny biorą inicjatywe. Nic nie jest w życiu przesądzone , to że jesteś nieśmiały nie znaczy że nie będzieś miał pięknej inteligentnej kobiety. Serdecznie pozdrawiam trzymaj się cieplutko
  13. Cześć wszystkim dzielcie sie swoimi doświadczeniami z toksycznych zwiążków. Może najpierw zaczne . Żyje w bardzo chorym związku jesteśmy małżeństwem z młodym starzem, (tylko z pozoru), tak naprawde to bardzo wiele juz przeżyliśmy. Notoryczne kłótnie , to mało powiedziane raczej awantury z kórymi nie potrafie sobie poradzić , brak rozmowy - to bzdura jeśli ktos twierdzi że rozmową mozna wszystko rozwiązać , bo jeżeli jedna z osób nie chce to jej nie zmusisz chocby nie wiem co. Także awantury, wyzwiska, poszturchiwanie to moje codzienne życie. Pół roku po małżeństwie miałam nadzieje że jeszcze się cos poprawi ale nic , dosłownie nic, sama nie wiem dlaczego w tym chorym związku jestem doprowadził mnie do stanu w kórym jestem . Brak ochoty do życia, odizolowanie się od bliskich , irytują mnie jak nie wiem co mam ochote uciec daleko wyprowadzic sie ,praca to dla mnie katorga , poczucie własnej wartości jest zerowe , ale co ja tu będę mówic jest nas tu wielu w takim stanie. Po prostu potrzebowałam się wyżaliś a to jedyne miejsce w kórym znajduje zrozumienie i przedewszystkim nie czuje sie samotna .Samotnośc to czuje od bardzo bardzo dawna , nie mam przyjaciół . Dziękuje że tu jesteście . Już nic nie pisze bo i tak to wszystko jest tak nieskładnie że nie chce na to patrzeć . Pozdrawiam i miłego wieczoru
  14. nadin-1

    WITAM WSZYSTKICH

    bardzo przepraszam ze wam nie odpisałam ale mam zepsuty komp i teraz tylko z pracy moge na chwilke wejść na net. Serdecznie dziekuje za wasze ciepłe przywitanie naprawde to bardzo wiele dla mnie znaczy. Czemu nie odchodze??? Bo miałam nadzieje że to zły sen, że się obudze i tego wszystkiego złego nie będzie, bo ciężko mi po 3 latach przyznac sie do porażki , bo to tak strasznie boli, bo miałam nadzieje że on wkońcu przestanie, i wkońcu - jeszcze nie mam odwagi. Czy go kocham - nie wiem ( chyba tak skoro nie odchodze ale sama nie wiem) Juz sama nie wiem co mam robic zastanawim sie jak wyglądało by moje życie jak byłabym z kimś innym, może nie miałabym tak "wyjechanej " psychiki. Ironia losu Kiedys jak s łuchałam takich opowiedzi to twierdziłam " skoro te dziewczyny nie odchodza to chyba im dobrze " A teraz sama jestem taką głupią dziewczyna i nie potrafie nic zrobic , wiem że możecie myślec że samam jestem sobie winna skoro dalej tkwie w tym związku , wiem ze jestem głupia. Musze kończyc bo jestem w pracy ale obiecuje ze jak tylko będę miała sprawny komp to będę uczestniczyła w forum . Serdecznie pozdrawiem trzymajcie sie cieplutko
  15. nadin-1

    WITAM WSZYSTKICH

    To może jednak coś więcej napisze. Jak wspomniałam jestem 3 lata poslubie. Mąż zaraz zmienił się z wspaniałego, wrazliwego, kochajacego, cudownego człowieka w zupełnie kogoś innego. Nie interesowało go gdy mówiełam że oddalamy się od siebie, że musimy coś zmienić , nie było czułości, uczucia ani nawet rozmowy. Żyliśmy sobie obok siebie a ja płakałam mu wrękaw i prosiłam żeby coś zmienić bo inaczej nie będzie co ratować od tylko mówił że wyolbrzymiam. Tak było pół roku po slubie . Później tylko gorzej zaczeły sie ogromne chaje mówił mi jak to nic nie potrafie jakim zerem jetem, że jetem poniżej partereu, jaką suk... , śmiał mi się perfidnie w twarz. Gdy próbowałam z nim normalnie rozmawiać on mówił że rozumie i widzi swoje błędy i że mieni to . Nigdy tego nie zmienił doszło jeszcze to że zaczoł nawet tłumaczyc mi co ja myślę i czuje traktuje mnie jak czuba, całkowicie mnie nie szanuje, czasami jet tak wyrachowany w tym co mówi i jak że głowa boli . Mam już tego dość, nie chce mi się życ, jestem strzępem nerwów, nie potrafie odejść sama nie wiem czemu i męcze się w tym chorym związku. Wpoił mi tak niskom samocene że sama juz wieże w to co mówił. pozdrawiam i dziękuje za miłe przywitanie
×