Znowu mi to wraca. Nie wiem, bądź nie umiem sobie z tym poradzić i nie wiem skąd mi się to bierze. Przede mną pracowity okres- czerwiec- planowana obrona mgr, sierpień-ślub, a ja co jakiś czas sie rozkładam!Niby nadążam z tym wszystkim, choć zdarza mi sie też olewać pisanie mgr, zostawiać wszystko na ostatnia chwile- w sumie jak większość ze studentów. Ale, zawsze pozostaje to Ale. Bo wiem, ze nie powinnam zostawiać tego na ostatnią chwilę, bo wtedy choroba powraca. A człowiek głupi, zapominający o swoim słabym nerwie, o tej chorobie- zaburzeniach depresyjno-lekowych, stara sie życ normalnie, jak ludzie zdrowi.Ale czy jest w tym coś złego? Może i jest, bo w przeciwieństwie do innych, przy nagromadzeniu obowiązków nie jest nam, cierpiącym na te zaburzenia, tak łatwo dojść do siebie, znaleźć jakiś punkt oparcia! Ja ostatnio próbowałam , po paru latach normalnego egzystowania, otruć się tabletkami. ale strach przed nieznanym powstrzymał mnie przed umiejętnym odebraniem sobie życia, choć z drugiej strony byłam zła na siebie , ze nawet tego nie potrafię dobrze zrobić!
i życie toczyło sie dalej, powoli wychodząc z dołka pełniłam dalej swą życiową rolę, aż do wczoraj, gdy pewne wydarzenie, konkretnie uzależnienie od czegoś, z czym ostatnio ciężko mi sobie poradzić doprowadziło do następnej proby, próbowałam sobie podciąć żyły, ale na moje szczęście, badż nie, tylko sie nieumiejętnie pokaleczyłam. Jak to nazwać? Głupotą? Czuje w takich momentach ogromną złość na siebie, agresje, ze tak mi sie należy bo wszystkich i siebie zawodzę! to tyle...