Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Anoreksja, napadowe objadanie się, bulimia.

Re: Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Avatar użytkownika
przez muriel 19 lis 2008, 12:16
ja cierpię na bulimię od ok 6 lat - naprawdę już mi się nie chce przez to żyć. zaczęło się od skłonności do anoreksji - wprawdzie nigdy na nią nie chorowałam, ale przez ok 1,5 bardzo zwracałam uwagę, żeby jeść jak najmniej, w końcu zdarzał się nawet, że nie jadłam i nie piłam (poza herbatą i kawą, oczywiście bez cukru) przez 3-5 dni, bardzo wtedy schudłam. oczywiście chwilami się łamałam i jadłam więcej, dlatego nie był to problem somatyczny - byłam szczupła, ale nie chorobliwie.
a potem nagle zaczęły się ogromne ataki obżarstwa, po których wymiotowałam. wprawdzie zdarzało mi się nie wymiotować przez jakiś czas, ale jeśli się opychałam, to tyłam w zastraszającym, patologicznym tempie. a rok temu doszły do tego bardzo wyczerpujące ćwiczenia fizyczne - nie polecam przesadzania w tym względzie, bo nabawiłam się kontuzji stawów.
obecnie zmuszam się do wymiotów dość rzadko, ale nie uważam tego za sukces, skoro nadal jedzenie jest centrum mojego istnienia :cry:
„Całe nasze życie to nie te długie lata, a tych kilka krótkich dni i tych parę chwil, z których.... niby nie wynika nic”
Avatar użytkownika
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
12 lis 2008, 12:56
Lokalizacja
Warszawa

Re: Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

przez Pstryk 19 lis 2008, 12:55
muriel, jak to nie sukces - sukces jak diabli :D Porównaj częstotliwość ataków sprzed roku a epizody obecnie :!: To Kochana ogromny sukces. Nie zniechęcaj się myśleniem, że nadal jest źle bo jest dużo lepiej i może być jeszcze lepiej. Jak zmienisz nastawienie [wiesz, cuś w rodzaju szklanka w połowie pełna - nie pusta] to epizody będą coraz rzadziej występować aż się skończą :!: Pracuj też nad emocjami, które zmuszają Cię do tego aktu - obserwuj i pracuj nad nimi :!: Da się z tego wyjść Kochana :!: A Ty jesteś na dobrej drodze ;)
Pstryk
Offline

Re: Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

przez missguitar 21 lis 2008, 19:03
Oho ja jeszcze nie choruję ale już mam zaburzenia... Jem mało.. a potem uważam że to i tak było za dużo i mam satysfakcję jeśli uda mi się zjeść jeszcze mniej...
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
21 lis 2008, 18:40

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Avatar użytkownika
przez muriel 21 lis 2008, 23:46
Pstryk napisał(a):muriel, jak to nie sukces - sukces jak diabli :D Porównaj częstotliwość ataków sprzed roku a epizody obecnie :!: To Kochana ogromny sukces. Nie zniechęcaj się myśleniem, że nadal jest źle bo jest dużo lepiej i może być jeszcze lepiej. Jak zmienisz nastawienie [wiesz, cuś w rodzaju szklanka w połowie pełna - nie pusta] to epizody będą coraz rzadziej występować aż się skończą :!: Pracuj też nad emocjami, które zmuszają Cię do tego aktu - obserwuj i pracuj nad nimi :!: Da się z tego wyjść Kochana :!: A Ty jesteś na dobrej drodze ;)


Dzięki pstryk za słowa otuchy, ale tak tylko to wygląda z zewnątrz. tu chodzi o moją obsesję na punkcie jedzenia, która niestety powiększa się z dnia na dzień (być może jest większa niż przed rokiem). W zasadzie nigdy nie czuję głodu, a wpycham w siebie jedzenie z bezsilności. Jestem tak zniechęcona życiem, ze nawet mi się nie chcę prowokować wymiotów, ze zwykłego lenistwa :( Wolę siedzieć bezczynnie i załamywać ręce. BTW wiem, e gdy nie wymiotuję, to lepiej dla żołądka, gardła itp., ale marna pociecha :(

PS. czy znacie jakieś leki stosowane na bulimię - do jakiego lekarza się po takie zgłosić (ja brałam antydepresanty, które ponoć są stosowane przy bulimi, ale prawie nie działały) ??
„Całe nasze życie to nie te długie lata, a tych kilka krótkich dni i tych parę chwil, z których.... niby nie wynika nic”
Avatar użytkownika
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
12 lis 2008, 12:56
Lokalizacja
Warszawa

Re: Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Avatar użytkownika
przez wróbelek Elemelek 22 lis 2008, 13:14
kurcze, chciałabym sie z Tobą zamienić chociaż na tydzień... ja jak narazie jem strasznie mało i martwi mnie to troche :( oczywiście nie robie tego specjalnie, po prostu nie mam ochoty na jedzenie... dziennie zjadam 1000 kcal a to podobno bardzo mało :(
<><><> Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą!! <><><>
Posty
757
Dołączył(a)
29 lip 2008, 13:49

Re: Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Avatar użytkownika
przez muriel 22 lis 2008, 14:28
ja zazdroszczę tobie :smile:
mam propozycję - zamieńmy się i obie będziemy zadowolone :mrgreen:
tylko szkoda, że tak się nie da :cry:
„Całe nasze życie to nie te długie lata, a tych kilka krótkich dni i tych parę chwil, z których.... niby nie wynika nic”
Avatar użytkownika
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
12 lis 2008, 12:56
Lokalizacja
Warszawa

Re: Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

przez alaaa 27 lis 2008, 13:58
Hejka, dołączam do grona bulimiczek (a bardziej do nadmiernego obżerania się, bo bez wymiotów). Brałam już fluoksetyne, coaxil, citabax i inne, których już nie pamiętam. Nie wiem co robić. W okresie letnim miałam motywację: przez 3 miesiące stosowałam dietę, ćwiczyłam 7 x w tyg. po 40 minut, wydałam nawet 700zł na lipolizę, mimo wszystko tłuszczyk nie spadł, ale samopoczucie o niebo lepsze, wiedziałam, że nie mogę dużo jeść. Przyszła zima, pożeram wszystko, brak ćwiczeń, ryczę po katach myśląc o jedzeniu. Czy miałyście jakiś SKUTECZNY lek na bulimię? Dałabym wszystko żeby tylko zniknął mi okropny brzuszek. Jestem uważana za osobę szczupłą, ale te lata z niewłaściwym odżywianiem doprowadziły do tego, że wielka opona brzuszna jest już nie do zlikwidowania, boje się, że dzięki temu nigdy nie wyjdę z choroby...
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
12 mar 2008, 18:53

Re: Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Avatar użytkownika
przez muriel 27 lis 2008, 18:38
witaj alaaa!
obserwując moje doświadzcenia, dochodze do wniosku, że nie ma leku, bo to choroba naszej psychiki. chyba tylko terapia :( też nad tym boleję, bo to wymaga wielu wyrzeczeń i poswięconego czasu.

mam do ciebie pytanie - te leki, które brałaś, tzn. coaxil, citabax (bo fluksetynę ja też brałam) zażywałaś w celu walki z bulimią czy innych dolegliwości, dostałaś je od psychiatry. ja też kombinuję, zamierzam pójść na terapię, ale może jakieś leki też bym jeszcze popróbowała (mimo, że nie bardzo wierzę w cuda)....
„Całe nasze życie to nie te długie lata, a tych kilka krótkich dni i tych parę chwil, z których.... niby nie wynika nic”
Avatar użytkownika
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
12 lis 2008, 12:56
Lokalizacja
Warszawa

Re: Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

przez Pstryk 28 lis 2008, 10:11
muriel, nie piszę w tematach, o których nic nie wiem Słońce - ja 10 lat chorowałam na anoreksję, potem przerodziło się to w bulimię. Świetnie rozumie, co czujesz wierz mi. Nie wiem czy już czy jeszcze nie ale będziesz się siebie brzydzić, zaczniesz się okaleczać i upokarzać publicznie... ale nie musi dojść tak daleko bo zaburzenia odżywiania da się wyleczyć - ja brałam fluoksetynę i ona mi pomagała [z tym trzeba ostrożnie bo uzależnia] później anafralin i byłam w szpitalu psychiatrycznym po wcześniejszym urobieniu na terapii indywidualnej. Zajęło mi to w sumie półtorej roku ale udało się. Jest tylko jeden warunek - trzeba bardzo chcieć, wręcz być zdesperowanym lub stoczyć się na samo dno... [tego nie polecam bo to naprawdę strata czasu i wielu innych ważnych rzeczy...] Trzeba dostrzegać sukcesy np. takie o jakich pisałam wcześniej bo to Cię wzmacnia. Trzeba pracować nad samooceną i nauczyć się lubić swoje ciało [tu polecam specjalistyczne ośrodki leczące zaburzenia odżywiania - mają w programach wiele tego typu zajęć]. I trzeba wierzyć i chcieć. Jak na razie koncentrujesz się wyłącznie na chorobie a nie na sobie - i tutaj jest problem bo chorobie właśnie o to chodzi...
Pstryk
Offline

Re: Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Avatar użytkownika
przez muriel 28 lis 2008, 16:29
Pstryk, choruję na bulimię od 6 lat, wcześniej przez rok miałam zachowania anorektyczne i naprawdę wiem o co ci chodzi. już od dawna zaczęłam siebie nienawidzić, chociaż staram się o tym nie mysleć. i samookaleczanie też mi sie zdarzało i zdarza nadal. więc akurat nie musisz mnie przed niczym ostrzegać, bo ja sobie zdaję z tego sprawę. fluoksetynę brałam i raczej mi nie pomagała (tzn miałam jeszce problemy z depresją i pod tym kątem też musiałam patrzeć na działanie leku).
dobrze wiem, jakies siły, motywacji i wyrzeczeń, żeby to zwalczyć. o te leki pytałam z ciekawości. pięć lat temu nie starczyło mi motywacji, kiedy zalecano mi terapię (po prostu nie miałam odwagi rezygnować z różnych aspektów życia). ale wiem, że sama sobię z tym nie poradzę, bo tylko jest wciąż gorzej.
teraz chcę się dostać na leczenie - terapia zamknięta, za tydzień dostanę odpowiedź czy sie zakwalifikowałam....
„Całe nasze życie to nie te długie lata, a tych kilka krótkich dni i tych parę chwil, z których.... niby nie wynika nic”
Avatar użytkownika
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
12 lis 2008, 12:56
Lokalizacja
Warszawa

Re: Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Avatar użytkownika
przez Estel86 15 kwi 2009, 14:57
Ja schudłam 20 kilo na diecie 500 kcal, katowałam swoje ciało i psychikę. Potem przyszła bulimia. Dziś zjadłam pierwszą czekoladkę od roku. Mam wyrzuty sumienia, ale wiem, że chcę być szczęśliwa. Nerwica mi wystarcza, nie potrzebuję ED... Terapia pomaga :)
http://www.gwendolen.blog.onet.pl

Powiadam wam; trzeba mieć chaos w sobie, by narodzić tańczącą gwiazdę.
F. Nietzsche
Avatar użytkownika
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
15 kwi 2009, 10:00
Lokalizacja
Lublin

Re: Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

przez banana 19 kwi 2009, 02:26
Ja choruję na anoreksję od roku, byłam w szpitalu psychiatrycznym i teraz ważę już normalnie. Lecz cały czas czuję się ze sobą źle, nie potrafię zaakceptować swojego ciała, mimo terapii na którą cały czas uczęszczam.
Bardzo męczą mnie czynności które wykonuje codziennie, nie potrafię nad tym zapanować. A kiedy czegoś nie zrobię pojawia się niezadowolenie i myśl : "jestem gruba" :(
Np. potrafię o 2 w nocy zaścielić łóżko i znów je pościelić, bo robię to codziennie. Codziennie także jem to samo, uczę się po 4 godziny i spaceruję 2 godziny. Jest jeszcze mnóstwo innych czynności i ruchów, które czuje, że muszę wykonać :( Nie potrafię sobie z tym dać rady :(
Rzecz jasna wszystko wiąże z jedzeniem i moim wyglądem, co także męczy.

Ja przytyłam dzięki owocom i dużej ilości mleka :)
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
19 kwi 2009, 01:49

Odzywianie:to bulimia?anoreksja?jakas nerwica???

przez exxexxcja 25 kwi 2009, 12:44
Mam 22 lata,jako dziecko bylam raczej nie ta szczupla lecz ta "wieksza",choc bez przesady,ciut wiecej niz powinnam miec...Okres dojrzewania jak kazdej innej przybylo tu i owdzie-niemile slowa, jakies smiechy i taka jakby nie do konca tolerancja przez tych ktorzy mnie nie znali--zachowawczy dystans z ich strony...
Wtedy byly to doly, ryk i obwinianie mamy...krzyki, klotnie no i oczywiscie nieszczescie po calosci. I wtedy tez jako ta brzydka i niedowartosciowana nastolatka spotkalo mnie cos co nastolatke nie powinno spotykac:(:(...I to jest start (wedle tego co teraz mysle) prawdziwych problemow...
Niepojetym dla mnie bylo wtedy to jak ta dziewczyna ktorej okazywano ze jest gorsza i brzydsza,ktorej wrecz wmawiano ze na nic nie powinna liczyc,bo kto i co mialby jej oferowac...nagle dorosla osoba bierze ja i krzywdzi-krzywdzi a siebie zadawala,jesli zadowala to znaczy ze sprawia (choc w jakims stopniu)sobie jakas przyjemnosc...
Niby przeklety epizod,ktory jedynie dal bol i krzywde, lzy, leki,przymusowe wrecz zatracenie w sobie normalnych instynktow kobiecych,rezygnacja z wielu przyjemnosci w celu nie przypominania sobie tych chwil gdzie nie mialo sie na nie wplywu...
To co dla innych bylo najwieksza rozkosza i pieknymi chwilami dla mnie przestalo istniec,a jesli sie pojawialo to jedynie wywolywalo te najgorsze odczucia,bol, lek i lzy--polaczone z obwinianiem siebie za to wszystko...
A wiec totalne pomieszanie wszystkiego...pojmowanie otoczenia, postrzeganie siebie, niwelacja wszystkiego,zero planow, zero marzen, celow poprostu zycie dla rodziny i jakiejs grupy przyjaciol...
Sama sobie nie moge poukladac tak do konca mojego zycia,a problemy innych i tak sa dla mnie wazniejsze, robie wszystko dopoki nie pomoge--(nieskromnie)ale czesto mi sie to szybko udaje i sporo osob same z siebie podziwialy moja sile przekonywania i ten upor w dazeniu do pozytywnego konca...
W miedzyczasie juz zylam sobie spokojnie ze swoimi pogladami i ze swoim odbieraniem swiata...i zawsze kiedy sie cieszylam ze tak jak sobie wymyslilam mozna zyc, i tak naprawde jestem radosna i szczesliwa-przychodzil dzien,ze wszystko cofalo sie do poczatku...kolejne sytuacje nienalzace do przyjemnych, sytuacje ktore przez ogol spoleczenstwa sa osbierane jako zle i wstretne, no i napewno nie powinny sie one nikomu przytrafic tymbardziej (jeszcze ciagle)nastolatce...
Rzucilam nagle wszystko, konczac LO od razu wyjechalam do Niemiec...
Sielanka ,wszystko szlo po mojej mysli... inny kraj byl dla mnie takim zupelnie innym otoczeniem, zupelnie inni ludzie, z innym podejsciem do zycia i ludzi--uproscilam to sama w swojej glowie chyba po to zeby choc na chwile uwierzyc ze nowe miejsce-nowi ludzie-nowe nawyki-nowe wszystko-bedzie nowym poczatkiem tego radosnego zycia.
Swietnie , przyszedl nawet czas ze swoje postrzegania i podejscie do niektorych spraw ktore sama sobie okreslilam(zupelnie inne niz normalnie sie ma) zaczely mnie jakby "razic", nie pasowaly mi do konca...przyszly i zmiany, powroty do tego co normalni ludzie mysla i czynia...
tak pieknie i radosnie bylo ze nie potrafie tego teraz opisac...chyba zbyt pieknie bo pojawily sie nowe dziwne, niemile sytuacje---Ha! i przedewszystkim ocenianie mojej osoby na podstawie mojego pochodzenia (krotko piszac : Polka- tzn. bardzo latwa kobietka,czesto nie bioraca oplat za swoje uslugi, bedaca na zawolanie)oburzona takim podejsciem zaczelam z tym walczyc tak intensywnie,ze sama sprowadzilam na siebie nie lada problemy--ze strony Panow korzystajacych z uslug wlasnie takich PAn(obiektywnie: 70% bylo wlasnie takich jak Panowie oczekiwali,a spora mniejszosc to kobiety hmm...nazwijmy je Zwykle Kobiety)
do tego, pokazanie,ze skoro pochodzi sie z Polski to nie ma sie glosu i powinno sie robic wszystko bez marudzenia...rodzina u ktorej bylam jako Au-pair(zamozni,wyedukowani,na wysokich stanowiskach)czesto zadawali pytania typu: a Wy macie to w Polsce??(ogromne zdziwienie)...Polska w ich oczach to dzungla...nie kazdy taki byl, aczkolwiek sporo ludzi-w miare mlodych tak odbieralo Polakow...a majac w umowie 6 h, niby prosba wymuszalo sie prace 16h...i znowu,zrownanie czlowieka z blotem,pokazanie ze jest gorszy...zmeczenie fizyczne z dnia na dzien silniejsze, psychicznie sterowali mna tak ze balam sie wrecz powiedziec ze czegos nie zrobic, a z drugiej strony robiac cos nie myslalo sie o kaloriach,o tym co wolno a czego nie wolno zjesc, zacharowac sie zwlaszcza wtedy gdy ma sie dola, zeby nie wpadl pomysl ukojenia smutku w czekoladzie...
Oprocz pracy i tak trzeba bylo znalesc odpowiedni czas na to zeby sie najesc--"takie pyszne wezme kawalek wiecej"--automatycznie wyrzuty,no wiec trzeba bylo pozbyc sie wyrztow i tego powodu zlosci i nerwow na sama siebie...chcac pozbyc sie najlepiej wszystkiego,w celu lepszego skutku opychanie sie do maximum no i pozniej toaleta...z ktorej wychodzilo sie czesto opuchnieta, sina,ze lzami w oczach--az brakowalo sil, leciala zolc, a pozniej czesto krew,ktora gdy tylko sie pojawiala motywowala mnie i zostawalam jeszcze dluzej az zoladek sie "wykrecal"...
Straszne, wstretne, napewno nie przynoszace nic dobrego...WIEM WIEM WIEM i co z tego??
Powrot do Polski-przymusowo wrecz, zadecydowane przez mame---Skrajne wyczerpanie i wycienczenie organizmu, minimalny poziom chyba wszystkich mineralow i witami w organizmie,no i Anemia.
Niemoc,zalamanie,ochota jedynie na smierc i koniec tych mek...Ale widok,cierpiacych bliskich ktorzy byli zalamani gdy mnie sluchali czy tuz po powrocie ogladali...dla mnie byl straszny...
Nikt nic nie wiedzial i nie domyslil sie przez dobre ponad 4 lata...mama zabierajac mnie nie wiedziala o niczym, myslala ze to praca mnie wykonczyla i to ze bylam sama...
Dla mnie to bylo wygodne, nikt mi nie marudzil ze tak nie mozna, ze tak nie wolno...jak cos zobaczyli i zaczynali dziwic sie czemus -- wytlumaczenia byly takie, ze kazdy byl przekonany ze sie cos pomylil...
Zbyt ryzykowne byly wyjscia do toalety...chcialam tam byc caly czas,nawet nic nie jedzac szlam i jedynie draznilam i tak podraznione gardlo, przelyk i zoladek...BOL!!
No to wagowo byc taka jak te uznawane za normalne, szczuple--(nie wieszaki czy przesadnie chude)--postrzegane jako atrakcyjne kobiety...nie moglam sie zaniedbac--ryzyko wpadki nie bylo juz mozliwe,gdyz wyjscia sie skonczyly...
Niejedzenie...5 lat wczesniej,na poczatku problemow odstawilam z dnia na dzien mieso i wszystko co nawet dotykalo miesa,zupa jedynie na wywarze warzywnym -" mieso ot tak rzucilam to i reszte rzuce|...Poczatki ciezkie wiec nerwowka, pozniej 1 dzien bez niczego, 2 , 3 , 4 , 5 ...nalogowo energy drinki i woda, herbata.Soki, zupki,czekolada do picia naturalnie ze nie--cos gestszego bylo dla mnie czyms bardziej tuczacym(chore!!)
pozniej brakowalo sil, ale 1 dzien regeneracji i jedzenia - i wszystko bylo ok:) w tym czasie doliny, wciski, placz- skutki porazki wyjazdu do Niemiec , i nieudana proba usamodzielnienia sie--Nieudacznik, pechowiec,z milionem problemow o ktorym nikt inny nie wiedzial-inni widzieli wesola, pozytywna, optymistyczna maxymalnie wiecznie usmiechnieta i wszystkim pomagajaca osobe...duzo ludzi mowilo ze zazdrosci mojej sily, moich poukladanych pogladow ktorymi dzielac sie ulatwialam im zycie i pokonywanie problemow...radzili sie, o pomoc prosili w prost,dazyli do tego co wydawalo im sie ze ja mam w swoim zyciu...tlumaczac czy wyjasniajac cos -jedynie wiedzialam ze tak nalezaloby robic,zeby byc szczesliwym ale w rzeczywistosci bylo na odwrot w moim zyciu...
Niejedzenie zaczelo wzbudzac podejrzenia mamy,poczatkowo zwracala uwage, pozniej prosila, sama robila i prosila, zaczelo sie liczenie wszystkiego co jest w domu do jedzenia...nerwy, krzyki,masa slow i sytuacji ktorych nie powinno byc...Stres Stres Stres...POdjecie studiow...super,ekstra...zaoczne,tydzien na nauke...o prace ciezko bylo--poczatkowo sytuacja nie wymagala tego zebym pracowala...znowu nowi ludzie nowe otoczenie...Weckendy w akademiku -ZERO KONTROLI nad jedzeniem, wyjscia do toalety nie byly tam ryzykowne...RAJ...po weckendzie wycienczona, odwodniona,ledwo docierajaca do domu--Powod zmeczenia??nawal nauki,pisanie pracy do pozna...
Te przekrety z jedzeniem poprostu trwaly juz kilka lat,juz nawet nie musialam o tym ciagle myslec czy kabinowac--po takim czasie wprawa byla niesamowita, nie potrzebowalo sie juz palcy,odpowiedni wdech i wydech powodujacy odpowiedni ruch zoladka juz wystarczal, cisza jak makiem zasial...jakby nigdy nic...
Wycienczenie,zaczelo byc takie ze mdlalam--upadek na ziemie, niezalezne ode mnie,1 raz potknelam sie,2 raz -cos mi sie w glowie zakrecilo,3 raz -sama zaczelam sie bac,kiedy zemdlalam pod prysznicem...
Mama sie o wszystkim wtedy dowiedziala bo sie sama siebie wystraszylam, co ja robie ze soba...
Tyle problemow w glowie, tyle rzeczy ktore nie powinny zaistniec...znowu zal i nerwy na siebie i nawet strach...jedynie na krotki czas zmotywowal mnie do poukladania sobie tematu ODZYWIANIE,--reszta gdy ma sie sile i jest sie odzywionym,ma sie ochote i sile zeby wyjsc,cos porobic,gdzies pojechac...ta reszta,ten bol z przeszlosci tak odchodzi,a z czasem nawet jak wspomnienie jakos troszke rani to pozwala mu sie odejsc i (chyba co nawazniejsze)godzi sie z tym co sie stalo,nie szuka sie na sile przyczyn,nie szuka sie winnego,samemu sie nie pograza tylko odbiera sie swoja osobe nidosc ze jako ta niewinna i niemajaca wplywu na to co sie stalo to nawet mimo to dalej jako wartosciowa osoba ktora zasluguje na szczescie i radosc,ktora moze spotkac swoja druga polowke,ktora dowiadujac sie o wszystkim wesprze i pomoze za wszelka cene pokonac leki, bol--cierpliwie i z konsekwencja bedzie robila to co widzi ze nam pomaga i mimo jakis potkniec i jakis chwilowych zalamkach dalej bedzie przy boku i dalej bedzie wsparciem.
Pierwszym krokim zmian (w mojej sytuacji) bylo wybaczenie tym ktorzy mnie (w doslownym znaczeniu tego slowa) skrzywdzili fizycznie czy psychicznie...To bylo trudne,zeby nie drazyc i nie szukac niczego co bylo przyczyna tej sytuacji...a osoba ktora "wykonala ta krzywde" byla poprostu osoba ktora zle postapila,pogubila sie w zyciu i zrobila glupstwo.Dzisiaj bylabym w stanie stanac na przeciwko tej osoby i prosto w oczy jedynie powiedzialabym "nic do Ciebie nie mam i teraz jestes osoba ktora mimo naszego "spotkania"nie wplynela na moje zycie" Wybaczone, zapomniane, jestes dla mnie osoba obojetna...
Zycie poki co od ok 2 lat juz jest normalnym zyciem, pojawil sie nawet ktos(kto kiedys nie zostalby dopuszczony do mojej osoby blizej niz stopa zwyklej znnajomosci)nie ma juz lez, bolu czy smutku z powodu przeszlosci...jest OK.
Moze tylko zaczelam zbyt rozdrabniac i analizowac wszystkich sytuacji ktore nie poszly tak jak sie chcialo i one nie sa ani zle czy smutne, sa w porzadku ale nie takie jak w zalozeniach i juz MYSLICIEL sie wlacza,bo ciagle biore pod uwage to,ze z tym wszystkim wtedy co ranilo poradzilam sobie wlasnie Sila Umyslu i Sila Przemowienia Samej Sobie ze czasami nawet jesli to boli i rani,nawet nie dokonca wierzac w to ze zmiana podejscia moze wszystko naprawic,nalezaloby sprobowac...Jestem silna i nigdy sie nie poddam...Tak jest wtedy gdy jest dobrze i po mojej mysli,nadmierny perfekcjonizm ktory pojawil sie niedawno(jakby w celu wynagrodzenia tamtych zlych przezyc) czasami mnie bardzo pograza latwiej i szybciej popadam w smutek, zal. Niedokladny perfekcjonizm odbieram jako porazke dla mojej osoby i w glowie pojawia sie ponownie wkurzenie na siebie, ze znowu moja niedoskonalosc spowodowala ze nie ma 100% zadowolenia...
Odzywianie?? poznajac "swoja drruga polowke" bylam na etapie strachu przed tym co robie...pozniej proby,czy niejedzenie 1 dzien spowoduje omdlenia czy zaslabniecia--okazalo sie ze nie...1 przerwa, 2 dni i jest ok , przerwa,3 dni i przerwa - ale przerwa w niejedzeniu byla czasem opychania sie i wycieczek do toalety...Starania zeby Ukochanemu pokazac ze dla niego moge wszystko, byly jakas przerwa wtym zlym poczynaniu, ale szybko powracaly przyzwyczajenia--bo to brzuch za duzy, bo to dyskoteka, bo to wyjazd, bo to wakacje i lato i trzeba dobrze wygladac...zawsze bylo BO i jest nadal...
Tylko ze znowu jak na poczatku nikt nic o tym nie wie...I sa dni gdzie podejmuje walke z tym,ale nie wychodzi bo przypadkowo zjadlam za duzo (jesli mozna mowic o przypadku w takiej sytuacji--chyba raczej nie)znowu wycieczki i niejedzenie sie zaczyna a wraz z tym wyrzuty ze nie jest sie silna osoba tylko slabeuszem,ktory nie moze sobie poradzic z tym co go krzywdzi. I mam swiadomosc tego i boje sie bardzo skutkow jakie sie predzej czy pozniej pojawia.I kazdy skutek jaki bedzie spowodowany moim "odzywianiem" bedzie zlym i negatywnym skutkiem.
Degraduje sama siebie i daze do swiadomego zla dla samej siebie...I to mnie doluje i przeraza,ale nawet mowiac/piszac o tym tak do konca nie dopuszczam tej mysli do siebie---bo boje sie ze jak sobie samej uswiadomie i przetlumacze ze nie robie nic rozsadnego znowu sie podlamie ze jestem taka troche do niczego,slaba i chyba nienormalna patrzac na moje poczynania...ale odstawiajac to co robie, wiem ze przytyje a dla mnie to juz tragedia, powod do zalamania i co nie tylko, nie wiem czy ktos przetlumaczy mi,ze nie powinnam tak robic--wsumie ja wiem ze nie powinnam...
hmm...dosyc obszernie i szczegolowo mi wyszlo...to chyba dobrze...
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
25 kwi 2009, 09:17

Re: Odzywianie:to bulimia?anoreksja?jakas nerwica???

Avatar użytkownika
przez NutShell 26 kwi 2009, 00:28
Czytam, ale na przyszłość nie pisz takich długich wiadomości, bo mało kto ma tyle cierpliwości żeby dotrwać do końca, ba większość jak zobaczy to wróci spowrotem na główną stronę...

[Dodane po edycji:]

Moim zadaniem prawdopodobnie bulimia, anoreksja i depresja.

Przede wszystkim psychiatra, nie oczekuj, że Ci ktoś na tym forum pomoże, czy na jakimkolwiek innym, czy rodzina lub znajomi. Masz poważne problemy i nie bagatelizuj ich. Twoje zaburzenia nie są sprawą, którą można odkładać, zwłaszcza, że trwają już długo, pędź do lekarza zanim się wykończysz, masz dla kogo żyć.
Nie strasz mnie piekłem za dobrze piekło znam
Tu matka wyrzuca na śmietnik dziecko swe twierdząc że zamawiała przecież zdrowe
Przed siebie biec by pozbyć się sił czasem tak mi wstyd
Tutaj się robi z jedzenia rzeźby podczas gdy obok ktoś się kończy z głodu
Avatar użytkownika
Offline
Posty
131
Dołączył(a)
01 mar 2009, 21:16
Lokalizacja
Kraków

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

Przeskocz do