Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

niosaca_radosc

Użytkownik
  • Zawartość

    2381
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. A ja postanawiam, że będę robić więcej dla siebie :)
  2. Nie do końca się z tym zgadzam. To prawda, że jest dużo do przerobienia i jeden temat zajmuje czasem bardzo wiele czasu, ale na terapii nikt Cię nie goni i czasu masz tyle ile sama potrzebujesz, także czas na pewno się znajdzie i od Ciebie zależy kiedy się tym zajmiesz. Pewnie, że wiele pracy musisz wykonać sama w domu, a nie w gabinecie, ale uważam, że czas się zawsze znajdzie, żeby choć zacząć i potem próbować samemu sobie radzić.
  3. niosaca_radosc

    Seksualność

    Czyli masz na myśli dziewczyny, które idą do łóżka z facetem znając go tylko z widzenia? Bez obrazy dla nikogo, ale wg mnie to nie są zbyt wartościowe osoby i nie ma się co kierować ich zachowaniem. Ja uważam, że można zdecydować się szybko na współżycie i ok - nie mnie to oceniać, ale przed tym trzeba się trochę pospotykać, porandkować, poflirtować i dużo rozmawiać, czyli w skrócie przynajmniej choć trochę się poznać, żeby naprawdę coś poczuć - jakąś chemię, fascynację, pierwszy etap zakochania itp.
  4. Zgadzam się z poprzednikami. Miłość zdecydowanie istnieje, ale jest ściśle związana z zazdrością. Istotą jest tutaj nasilenie tej zazdrości. Bo jeśli taka zazdrość jest na tyle intensywna, że wszystko zaczyna się przez nią psuć, to jest to bardzo szkodliwe. Z drugiej jednak strony zazdrości całkowicie wyeliminować się nie da, a ja osobiście uważam, że nutka zazdrości w związku nie jest niczym złym. Byleby tylko nie przesadzić z nutkami, bo wyjdzie nam z tego jedynie jakiś "marsz pogrzebowy".
  5. paramparam, mi terapeutka podpowiedziała, żebym pisała. Chodzi o to, żeby w momencie jak ma się największą ochotę na samookaleczenie czymś się zająć, a ja lubiłam pisać, więc moim ratunkiem było pisanie o tym co aktualnie czuję, co myślę i co chcę zrobić. Oj, czasami straszne to były teksty, ale w sumie pomagały, więc może warto spróbować?
  6. Wyniki wyglądają w porządku, tylko te normy jakieś dziwne (chyba że przez to, że wyniki sprzed 4 lat). Najważniejsze TSH jest ok,okolice 1-2 to dobry wynik, więc nie masz się co martwić. Gorzej gdy TSH jest już przy górnej granicy. Mi lekarka powiedziała, że wynik 4 i więcej, to zapowiedź, że już coś jest nie tak, mimo że teoretycznie nadal mieści się w normie. A czy psychotropy wpływają na wyniki? Chyba nie, bo mi w szpitalu jak byłam na lekach też robili TSH dla sprawdzenia czy z tarczycą wszystko w porządku.
  7. Witajcie Kochani! Dzięki małym przeciekom , dowiedziałam się, że mój wątek ponownie ktoś odwiedził. Cieszę się bardzo, bo z biegiem czasu wiem, jak parę lat temu takie świadectwa bardzo mi pomagały. Wtedy zazwyczaj myślałam, że mnie taki wątek nie może dotyczyć, bo ja to jestem beznadziejna i nigdy nic mi się nie uda, a tym bardziej wyjść z takiego bagna jakim jest borderline, ale teraz wiem, że dobrze na mnie wpływały takie tematy. Po prostu trzeba czasami przeczytać coś optymistycznego. A u mnie w gruncie rzeczy bardzo optymistycznie. Dawno tu nie zaglądałam, ale wiele się w moim życiu pozmieniało i to zdecydowanie na lepsze. Dzięki terapii i dwóm przyjaciółkom z forum powolutku zaczęłam zmieniać swoje myślenie. Trwało to całe wieki, ale to dlatego, że wcześniej naprawdę sięgnęłam już dna, a borderline ma to do siebie, że tak łatwo nie odpuszcza. Po kilku próbach trafiam w końcu do wspaniałej terapeutki, która pomogła mi wyjść z bagna, w którym siedziałam po uszy. Lata terapii powoli przynosiły efekty (w zasadzie to bardzo, bardzo powoli) aż w końcu dotarłam do takiego etapu, kiedy uważałam się za gówno i totalnie bezwartościową osobę, ale byłam w stanie jako tako funkcjonować i nawet czasami się uśmiechnąć. Wtedy poznałam mojego ówczesnego męża i dzięki niemu terapia znacznie przyśpieszyła. Bardzo mi pomogła Jego obecność i to, że pomimo wiedzy o mnie (już na samym początku powiedziałam Mu o wszystkim) mnie nie odrzucił. Aktualnie, jesteśmy szczęśliwym małżeństwem i mamy ślicznego synka i za nic w świecie nie zamieniłam tego na nic innego. Także nie poddawajcie się Kochani, bo wiele jeszcze przed Wami, a zła karta kiedyś w końcu się odwróci. Wymaga to wiele pracy, krwi i łez, ale naprawdę warto. A kiedy przytulam się do synka lub słyszę od męża „kocham”, wiem że każdy może być szczęśliwy. Byle tylko walczyć o to szczęście i wcześniej się nie poddać.
  8. Artemizja, dziękuję Słońce :*. Zwłaszcza, że Ty też masz w tym swój udział. bordelka_82, katia010, nie zniechęcajcie się. Każdy człowiek jest inny, każdy ma inne problemy i przede wszystkim każdy ma swoje tempo. Jednemu wystarczy rok terapii, a inny będzie potrzebował pięciu lat, ale to wcale nie znaczy, że któryś jest lepszy czy gorszy. Poza tym, to że zaczynacie powoli ogarniać co się z Wami dzieje, poznajecie przyczyny tego faktu, to pierwszy krok. Drugim jest zaakceptowanie tego co było, pogodzenie się z przeszłością, a trzeci to budowa nowych fundamentów. Tyle że to nie jest takie proste i nie przychodzi od razu. Wiele czasu potrzeba, aby wprowadzić i utrwalić nowe nawyki. Spójrzcie na to z tej strony, że stare, destrukcyjne zachowania powielałyście przez wiele, wiele lat. Dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści, a może jeszcze więcej? Nie da się więc w rok wszystkiego naprawić, kiedy całe lub większość dotychczasowego życia, nasze zachowania i nawyki były zupełnie inne. Na to trzeba czasu, ale wierzcie mi - efekt wart jest tej ciężkiej pracy, którą trzeba wykonać. Kosmaty, mówisz chyba, czyli nie jesteś pewny . A ja Ci mówię, że się da. I jestem tego żywym dowodem, bo przekonałam się na własnej skórze. Trudno tego dokonać, ale naprawdę można. Luna*, nie zamierzam rezygnować z tematu. Niech będzie takim światełkiem w tunelu dla innych. Ja kiedyś bardzo czegoś takiego potrzebowałam, a niestety optymistyczne tematy były tu rzadkością, dlatego postanowiłam przełamać tę konwencję.
  9. Bo BPD u mnie to już przeszłość. No co Ty nie powiesz? Pozdrawiam i miłego wieczoru życzę
  10. zima, coś tam można wywnioskować po Twoich wypowiedziach i sceptycyzmie, także z radością spasuję. Wiele takich osób minęłam po drodze i już mnie to nie rusza. Nie na wszystkich zadziała moja historia, bo każdy jest inny i ma do tego prawo, ale jeśli choć jednej osobie da to nadzieję, będę się niezmiernie cieszyła.
  11. A wiesz, że z przyjaciółmi łatwiej takie rzeczy przetrwać? Ja też miałam wątpliwości, ale w efekcie wiem, że bez nich nie dałabym rady. Zastanów się nad tym. I walcz o siebie.
  12. jetodik, to byłaby zmiana leku? Bo właściwie wszystkie psychotropy długo się rozkręcają, także zawsze trzeba poczekać na 100% efekt.
  13. Cóż, chyba niewiele wiesz o BPD, skoro skojarzyło Ci się to z tym czy będę grzeczną dziewczyną czy też nie. Gdyby to było takie proste... Nie spłycajmy tego, bo to jakby powiedzieć osobie z depresją: uśmiechnij się - jutro będzie lepiej. Także sory, ale zupełnie nie załapałaś sensu zaburzenia ani tym bardziej celu, dla którego założyłam ten wątek. Mamre, dziękuję. Chciałabym tylko dać ludziom nadzieję, której mi brakowało. Bo mimo, że tak bardzo demonizuje się BPD i czasami wręcz traktuje jak coś z czym nie ma możliwości wygrać, to tak naprawdę jest to błędna opinia. Bo da się pokonać Borderline. Da się pokonać depresję. Da się pokonać zaburzenia odżywiania. I nerwicę, i fobie społeczne, i wszystkie inne zaburzenia. Także nie poddawajcie się i walczcie o swoje lepsze jutro.
  14. depresyjny86, miło mi słyszeć takie słowa, zwłaszcza że tak naprawdę to było moim założeniem - pokazać, że można, nawet jeśli wiele osób już dawno postawiło na Tobie krzyżyk. zima, a właśnie, że się da. I powiem więcej, da się nawet być szczęśliwym. A stworzyłam ten temat, bo jak usłyszałam diagnozę BORDERLINE, to bardzo często stykałam się właśnie z taką opinią - że tego nie da się wyleczyć, że to już na zawsze, że nic nie pomoże. I tak jak wspomniała *Monika* nawet sporo specjalistów tak twierdziło... Sporo, ale nie wszyscy i okazuje się, że to właśnie Ci nieliczni mieli rację. Bo prawda jest taka, że da się z tego wyjść i jestem tego najlepszym przykładem. Ok, zajmie to parę lat, będzie trudne jak cholera, a przez większość czasu będziemy praktycznie pewni, że to niewykonalne, ale tak naprawdę wszystko jest możliwe. Nawet wyleczenie się z tego "nieuleczalnego" (tak, jest to ironia) Borderline.
×