"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez Jovita 31 lip 2007, 22:55
przeczytalam twoj post i stwierdzam ze przydal by ci sie psycholog zeby ci pomogl jako tako a nawet calkowicie dodalby ci sił. Z tego co przeczytałam to musisz być silna przeszłas przez studia uczac sie nie w domu zarywałas noce i mialas w tym cel -pokazac wszystkim ze nie jestes na dnie i ze majac taka a nie inna rodzine na cos cie stac a mianowicie na duze osiagniecie jakim jest pójscie przy takiej sytuacji jak twoja na studia!! niektorzy ktorzy maja wszystko nie potrafia sie do czegos takiego zmobilizowac.. a ty brawo wielka sila w tobie tylko troche wygasa bo nie masz sie na kim wesprzec jastes sama zdana na siebie wiec jezeli masz znajomych to walcz i jezeli sa ciebie warci to beda ci pomagac a jezeli nie yo nie wartoim sie zwiezac! ale mysle ze nie powinnas rezygnowac ze znajomosci bo czasem to obcy moga ci bardziej pomoc niz rodzina!! Kontynuuj studia pokarz na co cie stac wiem ze nie masz na to sil ale brnij dalej zobaczysz znajdziesz prace , wyprowadzisz sie znajdziesz miłość i stworzysz swoj wlasny dom inny niz ten ktory masz obecnie bo na pewno ktos cie pokocha i zobaczysz bedzie lepiej tylko brnij dalej nie zalamuj sie tym!! Jeżeli nie chcesz byc przy awanturach to wychodz z domu zaoszczedzi ci to nerwow!! twoja babcia jest stara i niektore osoby starsza maja tak ze rozpowiadaja po obcych ludziach glupoty ze np sa maltretowane w domu itp!!! nie martw sie bo wlasnie jak skonczysz studia i znajdziesz prace to wyprowadzisz sie z domu matke zawsze mozesz zabrac ze soba! nie poddawaj sie bo juz tak dobrze ci szlo jezeli na prawde nie mozesz dac sobie rady i slowa forumowiczow cie nie pokrzepiaja to zglos sie do psychologa moze on ci pomorze i pamietaj ni boj sie isc to na prawde nie boli!! a u znajomych zawsze mozesz sie troszeczke odprezyc i na chwiel zapomniec o problemach chociaz na chwilke! pozdrawiam,
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

Avatar użytkownika
przez Twilight 01 sie 2007, 00:59
Bethi napisał(a):Tak, jedyną korzyścią, jaką widzę po wizycie: wiem, dlaczego tak się jej bałam. Znowu się cofam - czuję to od dłuższego czasu, a psychiatra tylko to potwierdził.
Nie wiem, czy chce już walczyć. Właściwie, co w tym złego, że mam zły system myślenia, że mam wypaczony charakter, że mam zmienne nastroje i często jest mi przytłaczająco smutno. Wyleczyłam się z tego, co mi najbardziej przeszkadzało: anoreksji. Z objawami nerwicy nauczyłam sie żyć, a nerwica natręctw nie daje mi aż tak w dupę. Ptsd - czasem wraca, ale tak samo jak samo przychodzi tak i samo odchodzi. Nie wiem, czy chcę się zmieniać Confused Może najwyższy czas pogodzić się ze sobą?


Świadomość zawsze coś, ale nigdy nie byłem przekonany, czy naprawdę cofa się ktoś, kto zdaje sobie sprawę, że się cofa? Może tylko podryfowałaś trochę, ale tak to jest, dwa kroki do przodu, krok w tył, trzy do przodu, dwa w tył...

Truć Ci nie będę, bo sama wiesz jak to jest - ale porównaj swój stan z xxx lat przed, a teraz. Nawet, jeśli w tej chwili jest kiepsko, to ogólnie przecinasz fale do przodu!!! Mogę Ci coś zadedykować? Niestety, nie moje, bo zawsze w inny sposób wyrażałem swoje ''opowieści'', ale za to uwielbiam odbierać wiersze innych...

Josif Brodski (przełożył Stanisław Barańczak) napisał(a):Nieś się, stateczku, przez fale złudne.
Łopoczą żagle jak zmięte ruble.
Z ładowni słychać skowyt republik.
Skrzypienie burty.

Trzeszczy w szwach co opina żebra.
W morzu drapieżnych ryb pewnie nie brak.
Nawet pasażer o silnych nerwach
Rzyga jak struty.

Nieś się, stateczku, w burz kłębowisku.
Sztorm, choć wścieklejszy jest od pocisku,
Bezsilniej słucha władnego świstu -
Tak bardzo, że aż

Nie wie, gdzie pędzić: w tę? W tamtą? W jeszcze
Inną? Bo cztery strony ma przestrzeń,
Jak cztery ściany - każde z pomieszczeń,
Choćby w nich mieszkał Boreasz.

Nieś się i nie bój, że skalny wytęp
Przebije burtę. Odkryjesz wyspę,
Jedną z tych wysp, gdzie sto lat po wszystkim
Krzyże dostrzegasz,

Gdzie obwiązany tasiemką pakiet
Listów sprzedaje ci dziecko: takie
Błękitne oczy jawnym są znakiem -
Ojcem był żeglarz.

Nie wierz, stateczku, przewodnim gwiazdom:
Tyle ich tam, że niebo jest zjazdem
Sztabu głównego. Gdy straszą nas tą
Próżnią nad głową ,

Wierz tylko temu, co się nie zmieni:
Wierz demokracji wolnych przestrzeni,
Która, choć w burzach sporów się pieni,
Ma dno pod sobą.

Jedni w dal płyną na złość losowi.
Inni - dosolić Euklidesowi.
Inni znów - po to, by mieć to z głowy.
Wszystko to nieźle,

Lecz ty, stateczku, o każdej porze
Dostrzeż horyzont choćby w horrorze,
Nieś się w dal, aż się sam staniesz morzem,
Nieśże się, nieśże.


A zaakceptować siebie zawsze dobrze - jesteś świetnym, wartościowym człowiekiem teraz, w tej chwili, a kontynuując swoją drogę leczenia... No w sumie co ryzykujesz? Możesz tylko zyskać.

Pozdrawiam

Ps.

Jagienka, przeczytałem wsio... Uważam, że terapia jest Ci potrzebna, ale żeby mogła odnieść skutek - odcięcie się od Źródła. Prawda jest taka, że jesteś w stanie mieszkać sama i się utrzymać, nawet jeśli to dla Ciebie teraz wydaje się totalną egzotyką. Możliwości masz dużo, ot pierwsza z brzegu - drugi rok, jesteś zmęczona studiami - możesz wziąć dziekankę i naprawdę małym kosztem wyjechać za granicę, popracować rok i odłożyć kasę na 5 lat studiów i jeszcze trochę. Wiem doskonale, sam przeprowadziłem się na czas nieokreślony do Anglii, chociaż już wcześniej zarabiałem w Polsce najbardziej zwariowanymi metodami, jak tylko się dało.

Przełamanie strachu, zyskaniu poczucia, że dasz sobie sama radę w każdej sytuacji wiele daje. Zaczynasz traktować innych nie jak ''deski ratunku'', ale tak, jak chciałabyś być traktowana - wiele złego wydarzyło sie w Twoim życiu, ale jego reszta jest tylko w Twoich rękach. Gdybyś potrzebowała bardziej szczegółowych informacji, ''jak zacząć'' na własną rękę za granica, czy coś, pisz na PM.
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

przez yeti 01 sie 2007, 01:12
Droga Jagienko witaj na forum! Z tego co piszesz to jak najbardziej miałas prawo poczuć się w bezsensownej sytuacji, ale jak już napisali tutaj inni nie możesz się poddać! Wizyta u psychologa jak najbardziej może Ci pomóc zrozumieć pewne rzeczy, warto spróbować! Przyjaciele, których masz to ogromny skarb i jesli w pełni możesz im zaufać to naprawde dobrze czasem jest się wygadać, pomarudzić, nawet popłakać w ramie, usłyszeć dobre słowo, czuć wsparcie, po to są przyjaciele, na dobre i na złe, taka rozmowa bardzo wiele może dać. Sama mam przyjaciółke z którą często rozmawiamy o naszych problemach i wiem jak wiele to znaczy zarówno dla mnie jak i dla niej! Oczywiste jest również, że nie powinnaś rezygnować ze studiów z powodu sytuacji w rodzine, studia pozwolą Ci się rozwijać, dają satysfakcje, że coś osiągasz, normalne, że czasem na uczelni jest lepiej a czasem gorzej, staraj się tym nie przejmować tak bardzo, idź dalej wytrwale - jakoś to będzie! 3mam za Ciebie mocno kciuki, dasz rade! Powodzenia :* Pozdrawiam!
Offline
Posty
166
Dołączył(a)
05 kwi 2007, 21:57

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Jagienka 01 sie 2007, 08:02
Dziękuję Wam bardzo za słowa otuchy.
Wiem, że powinnam wziąć się w garść, nabrać dystansu do świata. Wiem też, że studiuję dla siebie, a nie po to by coś komuś udowodnić...przynajmniej tak być powinno.
Ojciec w kółko mi powtarza, żebym nie zwalała na innych winy za to, że coś mi nie idzie. Ludzie mają gorsze problemy i dają jakoś radę. Faktem jest jednak to, że jestem tym wszystkim zmęczona i ostatecznie dałam za wygraną.
Przyjaciół mam wspaniałych. Słuchali mnie wytrwale tyle czasu, radzili, wyciągali za miasto, ale ja nie potrafię się niczym cieszyć. Myślę, że to moje ciągłe użalanie się nad sobą zaczyna ich męczyć, i jestem kimś w rodzaju "toksycznego znajomego", odbieram im radość życia. Wolę usunąć się w cień. Samotne łażenie po parkach bardziej mi nawet odpowiada niż towarzystwo kogokolwiek.
Co do terapii... nie wyobrażam sobie opowiadania obcemu człowiekowi o swoich problemach. Czułabym się strasznie upokorzona leżąc na kozetcę w gabinecie psychiatry/psychologa. Poza tym całe życie odwiedzałam mamę w szpitalu psychiatrycznym, kiedy jej stan się pogarszał trzymali ją tam niekiedy miesiącami, i gdybym miała tam trafić chyba na dobre bym się załamała. Nie wyobrażam też sobie, co rodzina powiedziałaby dowiadując się, że mam jakieś problemy z psychiką... "wrzuciliby" mnie do tej samej szufladki co moją mamę.
Dzięki raz jeszcze za tak liczny odzew. Poryczałam się, czytając te wszystkie posty. Ryczę pisząc to wszystko.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
31 lip 2007, 18:59

przez smutna48 01 sie 2007, 11:11
podoba mi sie Twoj podpis ....
Iść ciągle iść w strone słońca i początek zrobić z końca
... Jagienko trzymaj sie cieplutko walcz o Siebie i ni epoddawaj się <przytul.>
"Myśl to energia. Możesz stworzyć bądź zniszczyć swój świat swoimi myślami."
Susan Taylor
Offline
Posty
1540
Dołączył(a)
16 kwi 2007, 14:22

przez Pstryk 01 sie 2007, 11:14
Świadomość zawsze coś, ale nigdy nie byłem przekonany, czy naprawdę cofa się ktoś, kto zdaje sobie sprawę, że się cofa?

Jakbym słyszała moją panią psychiatrę :lol: Szkoda, że odpowiedź na to pytanie pozostawiacie mi ;)

Twilight napisał(a):Truć Ci nie będę, bo sama wiesz jak to jest - ale porównaj swój stan z xxx lat przed, a teraz.

Nie ma porównania. Jakość życia jest nieporównywalnie lepsza :D

Twilight napisał(a):Mogę Ci coś zadedykować? Niestety, nie moje, bo zawsze w inny sposób wyrażałem swoje ''opowieści'', ale za to uwielbiam odbierać wiersze innych...

Dziękuję :mrgreen: Bardzo na miejscu odebrane! Dziękuję :mrgreen:

Jagienka napisał(a):Myślę, że to moje ciągłe użalanie się nad sobą zaczyna ich męczyć, i jestem kimś w rodzaju "toksycznego znajomego", odbieram im radość życia.

Depresja ma to do siebie, że pomniejszamy swoja wartość i bierzemy na siebie za wiele. Poczucie winy to norma w tym stanie. Twoi przyjaciele po prostu mogą czuć się równie winni jak Ty - bo nie potrafią Ci pomóc z widocznym efektem. Zrób to dla Siebie, dla Twoich przyjaciół i dla Nas - idź do specjalisty (psycholog/psychiatra). Rodzina wcale nie musi o niczym wiedzieć. Potrzebujesz fachowej pomocy Słońce - chyba już wiesz, że im dłużej będziesz zwlekać, tym gorzej dla Ciebie. Niech sobie gadają co im ślina na język przyniesie. Najważniejsze to ratować siebie!
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez inez3 01 sie 2007, 14:16
Jagienko - przeczytalam caly twoj post. Mi tez zabraklo chusteczek...
Jagienka napisał(a):Wiem, że powinnam wziąć się w garść

o nie, zadnych takich tekstow, to najgorsze co mozna uslyszec i sobie powiedziec.
sytuacje masz ciezka, ale nic nikomu nie musisz udowadniac. jestes soba, nie musisz byc taka jak ktos chce.
nie odsuwaj sie od przyjaciol. czy ktos z nich powiedzial, ze ich zameczasz? najgorsze w nerwicy czy depresji jest wlasnie wycofanie sie ze swiata. zamykasz sie sama ze swoja psychika, ktora powtarza ci, ze jestes beznadzijena, ze nic nie ma sensu itd. a z tym samemu trudno walczyc.
kochana, uwazam, ze powinnas udac sie do jakiegos psychologa, ktory pomoglby ci poradzic sobie z twoim wlasnym zyciem.
pisz tutaj o wszystkim co cie boli, a my napewno nie pozostawimy twoich mysli bez odpowiedzi.
pozdrawiam goraco!!!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

Avatar użytkownika
przez Twilight 02 sie 2007, 03:06
To ja tylko dodam, że...

Jagienka napisał(a):Czułabym się strasznie upokorzona leżąc na kozetcę w gabinecie psychiatry/psychologa.


Wcale nie trzeba leżeć ;) Opowiedziałaś nam i nie czujesz się z tego powodu upokorzona? To czemu masz się czuć upokorzona u psychiatry? Co w tym upokarzającego? Popatrz ile tu osób się leczy, myślisz, że też powinny się czuć upokorzone, czy tylko wobec siebie stosujesz takie dziwne standardy? :D

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

pomóżcie, prosze!

przez 100krotka 02 sie 2007, 07:28
tak szczerze... sama wlasciwie nie wiem jak to opisac, chce poprostu wsparcia ii moze pomocy, wiee razy kozystałam z tak owej u roznych psychologow... ale... mimo ze obiecalam wszystkim ze bede silna i zaczne sobie radzic sama... jestem tutaj, prosze o pomoc.

Kto tylko chcialby to prosze pisać na prv. Bardzo mi na tym zalezy, bardzo tego potzrebuje.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
04 mar 2007, 09:11

przez rakken 02 sie 2007, 09:25
Muszę się pochwalić że dzisiaj czuję sie całkiem nieźle :)

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 9:26 am ]
Myślę że przez ostatnie dni na tyle mnie wymęczyło że w końcu musiało sie poprawić... hmm
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
12 cze 2007, 09:22

Avatar użytkownika
przez Twilight 02 sie 2007, 09:51
A ja wręcz przeciwnie, idę spać, bo wzorem Lindy, mogę do siebie powiedzieć "Nie chce mi się z Tobą gadać". Główna atrakcja dnia to mała kłótnia, spora, niepotrzebna złośliwość, oraz podliczenie kasy - jeszcze 6 tygodni na mieszkanie, co może być pozytywem, (bo może w końcu ruszę dupę, o co byłoby pewnie ciężej, gdybym miał oszczędności na 6 miesięcy ;) ) a może wręcz przeciwnie, jeśli nie ruszę i rozpocznę wesołą karierę wędrownego bezdomnego. (w sumie, jeśli na to spojrzeć logicznie, to siła rzeczy ruszę w obu wypadkach...)

Pomarudziłem, mogę z czystym sumieniem iść spać ;)

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

Avatar użytkownika
przez Jagienka 02 sie 2007, 15:32
Twilight napisał(a):Wcale nie trzeba leżeć ;) Opowiedziałaś nam i nie czujesz się z tego powodu upokorzona? To czemu masz się czuć upokorzona u psychiatry? Co w tym upokarzającego? Popatrz ile tu osób się leczy, myślisz, że też powinny się czuć upokorzone, czy tylko wobec siebie stosujesz takie dziwne standardy? :D

Pozdrawiam


Chodzi o to, że cieżko siedzieć z obcą osobą twarzą w twarz i opowiadać o swoim życiu. Tutaj jesteśmy anonimowi.
A co do dzisiejszego dnia.. wybieram się do kina, żeby nie zamulać w domu 8) .
I sail to the moon
I spoke too soon
And how much did it cost?
I was dropped from
The moonbeam
And sailed on shooting stars
Avatar użytkownika
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
31 lip 2007, 18:59

przez 5torm 02 sie 2007, 20:54
Nie mam pojęcia co jest lepsze, choć szczeże powiedziawszy zdaje mi sie że bardziej mi pomaga unikanie dojazdu autobusem.
Mniej myślę o lęku przez co mniej się boje wyjść z domu do pracy.
Ogulnie przechodząc koło ludzi staram się nie myśleć o lęku i od kiedy unikam dojazdów do pracy autobusem jakoś tak lepiej mi to wychodzi.

Jedna sprawa daje mi jeszcze do myślenia. Mam wrażenie że od jakiegoś czasu nie potrafie gadać z ludźmi, nie potrafie się skupić na rozmowie bo myślę o czymś co mnie drażni. Nie wiem czy to ja czy to od leku....??
5torm
Offline

przez rakken 02 sie 2007, 20:59
Niestety juz dobrze sie skonczylo i jest znow tak samo do dupy jak przedtem
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
12 cze 2007, 09:22

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 16 gości

Przeskocz do