Samotność w depresji...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: Samotność w depresji...

przez Krzysztof105 15 lip 2007, 14:31
lublinianka napisał(a):boję sie tej pustki wokół mnie, boję sie, że wkrótce całkiem mnie pochłonie i mnie już nie będzie..............................................
Też najbardziej się tego boję, pustka i samotność, z tym najbardziej sobie nie radzę pomimo że mam przyjaciół, znajomych, zawsze się ktoś znajdzie obok, z kim mogę pogadać, ale gdy zostaję sam, powraca dół, przygnębienie i ta cholerna pustka. Wiem że to część mojej choroby i wiem że to dopiero początek leczenia... :(
"Niejeden nie wie co to psychiczny eden, siedem dni zlewa się w jeden"
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
11 lip 2007, 22:06
Lokalizacja
Mława

Avatar użytkownika
przez korres1 15 lip 2007, 14:36
snaefridur napisał(a):Przekonuję siebie codzień zgodnie z zasadą,że kłamstwo powtarzane 1000 razy staje się prawdą ;].Wychodzi średnio,ale przynajmniej wiem,że do tego musze dążyć.Żeby nie czuć się się samotna sama ze sobą.Paczka znajomych pomagała na bardzo krótką metę,w głębi duszy wciąż czułam sie tak samo.Sytuacja miała się identycznie jeśli chodzi o związki.


Wiesz, chodzi o to, że ja mam problem z utrzymaniem przy sobie jednej przyjaznej osoby, o paczce nie wspominajac. Tak od kilku lat.
Ale kto będzie trzymał straż nad strażnikami?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
691
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 00:34

przez po prostu ja 01 wrz 2007, 09:50
witam! dawno tu nie zagladalam ale dzisiaj zapowiada sie wyjatkowo ciezki dzien i postanowilam zobaczyc co tu sie dzieje...postanowilam napisac cos w tym watku bo chociaz mam wspaniala rodzine czuje ze jestem na tym swiecie zupelnie sama, ze nikt mnie nie rozumie i ze bede tak tkwic tutaj juz zawsze. Dzis wyjatkowo mocno odczuwam bol istenienia, z ktorym nie umiem sobie poradzic. Drecza mnie mysli, ze choc mam dopiero 21 lat to przegralam swoje zycie. Nic dobrego mnie tutaj juz nie spotka, a jesli cos pozytywnego bylo to zniknelo z mojej winy i teraz za to place. Niedlugo wybieram sie do psychologa ale jakos nie jestem przekonana czy mi on pomoze. Mysle, ze i on mnie nie zrozumie, a w ogole to jak ja bede z nim rozmawiac??nie potrafie nawiazac kontaktu, wytlumaczyc jak sie czuje, co mysle...czuje sie potwornie samotna. Czy ktos z Was moglby mi doradzic jak sobie z ta samotnoscia poradzic? jak przestac uciekac od ludzi?i jak nie traktowac kazdej proby nawiazanie ze mna kontaktu jako jakis podstep, ktory ma na celu osmieszenie mnie? czy powinnam sie przelamac i np mimo swojej niecheci poznawac nowych ludzi i z nimi rozmawiac? czy lepiej robic tylko to, co mnie nie bedzie meczyc?to na co mam ochote...czyli glownie siedzenie w domu z rodzina...pozdrawiam
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
25 maja 2007, 21:51

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Radek 02 wrz 2007, 22:32
po prostu ja ja mam depresję już za sobą i powiem Ci, że na pewno czeka Cię dużo dobrego w życiu. Też kiedyś tak miałem ale pamiętaj, że po burzy zawsze przychodzi słońce. Myślę, że na przekór sobie powinnaś wyjść do ludzi szczególnie takich, którzy mogą Ci pomóc.
Ja chociaż już nie cierpię z powodu depresji też jestem bardzo samotny
i chętnie bym kogoś poznał. Paradoksalnie jestem sam chociaż mam wielu znajomych i nawet przyjaciela. Niestety z pewnych powodów nie mogę się z nimi zadawać :( . Jeżeli ktoś czuje się samotny to zapraszam do rozmowy na gg: 10469004. Chętnie pocieszę i podzielę się swoim doświadczeniem. ;)
per aspera ad astra
Avatar użytkownika
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
13 gru 2006, 16:50
Lokalizacja
Dolny Śląsk

przez Goplaneczka 03 wrz 2007, 10:38
Ehhh
Samotność potrafi dokopać...
Ja, pomimo, że znoszę ją dość dobrze, często pozwalam się dręczyć pytaniom-dlaczego moi przyjaciele o mnie zapomnieli, dlaczego jestem sama... I oczywiście dochodzę do wniosku, że wina leży po mojej stronie. Po prostu nie jestem godna, by mnie warto było poznać. Mam takie odczucie, że rozczarowuję wszystkich-a najbardziej siebie. Z kimś takim nie warto się wiązać lub przyjaźnić. Konkluzja ta jest okraszona wieloma łzami-wiem, że to po części wynik depresji, ale pozwalam się takim myślom terroryzować.
Goplaneczka
Offline

przez po prostu ja 03 wrz 2007, 12:29
Radek- pociesza mnie troche mysl, ze choc wydaje mi sie to prawie niemozliwe jednak sa ludzie, ktorym udalo sie pokonac depresje. Postaram sie zatem powalczyc...choc nie wiem jak to sie skonczy...bo moja burza trwa juz 2 lata i jak na razie zadnych promykow slonca nie widac...:(chociaz to moze dlatego, ze nie chcialam sie leczyc i tlyko raz odwiedzilam psychologa...:/a dlaczego Ty nie mozesz zadawac sie ze swoimi znajomymi? i jeszcze jedno pytanie-jestem ciekawa jak dlugo sie leczyles?
Goplaneczka[b]Goplaneczka- ja tez mam cos takiego, ze sama siebie zadreczam myslami, wspomnieniami. Nie potrafie tego zrozumiec ale nie umiem tez od tego uciec. A Ty jak od jak dawna masz depresje? pozdrawiam Was serdecznie i dziekuje za odpowiedz
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
25 maja 2007, 21:51

przez Goplaneczka 03 wrz 2007, 13:38
W tej fazie-pół roku... Ale dzięki obecności na forum coraz częściej dostrzegam, gdzie kończę się ja sama a zaczyna myślenie depresyjne.
A samotność... Jest jej produktem ubocznym. :(
Goplaneczka
Offline

Avatar użytkownika
przez Radek 03 wrz 2007, 16:31
Moja depresja nie była spowodowana jakimś załamaniem nerwowym czy trudną sytuacją. Ja depresje miałem na własne życzenie!
Leczenie trwało około roku i nie wiem do końca czy się już skończyło. Od jakiegoś czasu czuję się dobrze ale leków nie biorę dopiero od tygodnia.
Ech..
Zaburzyłem sobie chemię mózgu przez regularne zażywanie różnych środków psychoaktywnych. Jedyną pomocą psychologa, której potrzebowałem to pomoc terapeuty uzależnień. Depresja nie mijała mimo brania końskich dawek leków. Zniknęła dopiero kiedy przestałem pić i ćpać. Leczenie farmakologiczne już skończyłem ale na psychoterapię będę chodzić jeszcze minimum przez rok.
Mam ziomali którzy nie opuścili mnie w biedzie i zawsze są lojalni i mi pomogą ale nie mogę się z nimi zadawać, bo ta przyjaźń przynosi w efekcie tylko cierpienie i destrukcję.
Zadając się z nimi ćpał bym dalej, bo to jest silniejsze ode mnie. To dobre chłopaki ale całe życie uciekają przed problemami i ciężarem istnienia. Ja już nie mogę uciekać, bo wiem, że to do niczego nie prowadzi. Nie mogę ćpać, bo po prostu umrę albo wyląduję w psychiatryku...

Mam 21 lat. Dwóch moich wspaniałych kolegów nie żyje.
Jeden mój kumpel wylądował w psychiatryku z ostrą psychozą i do końca życia będzie brał leki bo inaczej jest niebezpieczny dla siebie i otoczenia. Obecnie jest zamulony jak stary dziadek i ćpa dalej, bo nie chce mu się już żyć.
Inny - bardzo inteligentny. Paliliśmy z nim tylko trawkę. Zawsze wyznawaliśmy zasadę "fuck the system". Zeschizował się konkretnie i od czterech lat nie wyszedł z domu. Teraz ten znienawidzony system wypłaca mu 400 zł renty.
Mnie psychiatrzy zdiagnozowali jako "zaburzenia psychotyczne w przebiegu uzależnienia mieszanego"
Depresja i napady panicznego lęku to pikuś w porównaniu z innymi jazdami. Byłem w stanie, którego nie da się opisać słowami i każda sekunda życia była potwornym cierpieniem. Sen nie przynosił wytchnienia, bo albo nie mogłem spać albo miałem tak przerażające koszmary, że chciałem rozłupać sobie czaszkę o ścianę. Jedyne co trzymało mnie przy życiu to moi najbliżsi i przykład moich tragicznie zmarłych kolegów.
Bo pamiętajcie, że wasza śmierć was nie zaboli. Zaboli to waszych bliskich, którzy będą musieli żyć z tym.
A ojciec płaczący nad grobem jedynego syna nie pojmie tego, że jego 20 letni chłopak wyhuśtał się w piwnicy, bo miał za dużo dopaminy a za mało serotoniny.
Przepraszam za tak drastyczny przekaz. Wiem, że czyta to wiele wrażliwych osób, ale napisałem to ku przestrodze.
Samobójstwo to czyn egoistyczny i tchórzliwy. I zastanówcie się czasami czy Wasze problemy są na prawdę takie najgorsze, bo są ludzie na świecie bardzo ciężko chorzy.

Moja samotność jest karą za grzechy ale będę robił wszystko by to zmienić. Wy jesteście samotni z własnego wyboru, bo nic nie robicie żeby było inaczej.
Goplaneczka: na jakiej podstawie twierdzisz, że jesteś niegodna czegokolwiek. Twoi "przyjaciele" opuścili Cię w chorobie, bo tak naprawdę nie byli Twoimi przyjaciółmi i to oni byli niegodni Ciebie. Na świecie jest wielu ludzi i każdy pozna bratnią duszę tylko trzeba ruszyć się, bo samo nie przyjdzie. Trzeba się leczyć i zadbać o własne szczęście. Pewien terapełta powiedział mi, że tu nie chodzi o to żeby tylko żyć.
Chodzi o to żeby sięgnąć gwiazd.
Pozdrawiam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
13 gru 2006, 16:50
Lokalizacja
Dolny Śląsk

przez Goplaneczka 03 wrz 2007, 18:29
Radek napisał(a):Wy jesteście samotni z własnego wyboru, bo nic nie robicie żeby było inaczej.

Mhh... Moja samotność faktycznie jest formą wyboru. Dzięki depresji zamęczam znajomych moimi dziwnymi zachowaniami-generalnie, dręczę ich ciągle pytaniami, czy ich nie nudzi moje towarzystwo, czy nie mają mnie dosyć itp. Wolę więc być sama, niż się poniżać w ten sposób.
Radek napisał(a):Samobójstwo to czyn egoistyczny i tchórzliwy. I zastanówcie się czasami czy Wasze problemy są na prawdę takie najgorsze, bo są ludzie na świecie bardzo ciężko chorzy.

Każdy człowiek ma prawo do decydowania o własnym życiu. Samobójstwo też wymaga odwagi.
A opinie o naszych problemach... Niech każdy mówi za siebie.
Goplaneczka
Offline

przez po prostu ja 04 wrz 2007, 12:56
Radek no faktycznie opisales wszystko dosc drastycznie. W pewnym sensie podziwiam Cie nawet, ze potrafiles sobie poradzic z takim problemem. Oczywiscie nie moge powiedziec, ze Cie rozumiem bo ani nie rpzezylam czegos takiego ani nawet nie spotkalam nikogo kto mialby za soba takie historie. Natomiast jesli chodzi o to, ze jestesmy samotni z wlasnego wyboru to nie zgadzam sie z Toba. Nie mozesz tak mowic nie znajac sytuacji drugiej osoby.
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
25 maja 2007, 21:51

Zostanę sama na tym świecie:( z moją chorobą

przez Nie ma ratunku 17 wrz 2007, 16:38
Cały czas walczę! już nie mam siły. Moim zdaniem tylko ja mam taki problem, że ni stąd ni zowąd pojawia się ból żołądka, który uniemożliwia mi normalne funkcjonowanie i radość z życia...Boję się wszystkiego i nie wiem jak sobie poradzić. Myślę, że jesli moi rodzice umrą, nikt mi nie pomoże i nie znajdę nigdzie ratunku...Proszę niech ktoś się do mnie odezwie i pomoże... Nigdzie nie czuję się bezpieczna i jeszcze tak daleko jestem od Polski...Zostanę sama na tym świecie.Leki nie działają...Cały czas już od pół roku biorę doxepin i nic. Starałam się zmienić leki, ale gdzy przestawałam braći zaczynałam nowe to było jeszce gorzej...Mam jeszcze do wypróbowania seroxat i efectin er 75. Nie wiem co to za leki, ale nie mam dobrych przeczuć... :(
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
01 lut 2007, 20:32
Lokalizacja
Pomorze

przez Goplaneczka 17 wrz 2007, 17:21
Hej!
Biedactwo [tulę].
A czemu miałabyś zostać sama? Twoi rodzice chyba nie są wiekowymi ludźmi...
Ja nie jestem psychologiem, ale moim zdaniem Twoje problemy mają podłoże nerwicowe-a to wcale nie jest takie rzadkie.
Co do brania leków-effectin jest chwalony, ponoć to lek skuteczny. Organizmowi trzeba dać czas na przystosowanie się do zmiany-generalnie psychotropy działają jeszcze 2 tygodnie po zaprzestaniu brania-może leki nakładały się na siebie? A może nie dałaś im odpowiedniego czasu? Efectin zaczyna działać po 1 miesiącu.
U kogo się leczysz? Może do leczenia farmakologicznego warto dodac psychoterapię i poszukać źródła problemów?
Pozdrawiam serdecznie, pamiętaj, że nie jesteś sama ;)
Goplaneczka
Offline

Avatar użytkownika
przez Jessica ;) 17 wrz 2007, 17:42
ból żołądka to jedna z objaw somatycznych.. też to mam czasami jednak po rozpoczęciu psychotreapii w pewnym stopniu ustąpiły...
co do leków to niestety nie jestem w stanie Ci doradzić bo ich nie brałam, ale widzę że inni maja z nimi doświadczenie ;)
dlaczego jesteś poza Polską? rodzice są z Tobą czy tutaj w kraju?
rodzice póki mogą na pewno będą Cię wspierać... wieczni co prawda nie są ale będą jeszcze długo przy Tobie :smile: przynajmniej tego Ci życzę :roll: ;)
kiedy z każdym dniem życie traci sens... :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
59
Dołączył(a)
15 wrz 2007, 23:50

Avatar użytkownika
przez Jovita 17 wrz 2007, 17:51
nie mozesz tak myslec , takie myslenie do niczego dobrego nie doprowadzi , wspolczuje ci bardzo ale kazdy nerwicowiec ma jakies problemy i nie skupia sie na tym co dobre tylko na tym co zle!!
czemu zaraz sama??? masz rodzicow wiec ciesz sie na razie ze sa potem przyjdzie czas na zamartwianie sie!!!
bierzesz leki , ale konsultowalas to z psychiatra?
jesli nie masz partnera to pamietaj ze stworzysz rodzine i nie bedziesz sama, czeka cie cale zycie a nie mozesz go niszczyc takim zamartwianiem sie!
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 33 gości

Przeskocz do