Nerwica a podróżowanie, wakacje, itp.

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez Anik. 06 sie 2007, 23:13
najgorsze to wlasnie ukrywanie przed otoczeniem tego,co naprawde sie z nami dzieje :(
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
01 sie 2007, 11:52

przez Mahadevi 07 sie 2007, 21:21
Anik.
Myślę że jestes bardzo silna, ja nie wiem czy z takimi zaburzeniami lękowymi zdecyduję się kiedykolwiek na dziecko..
Nawet nie wiem, czy zechce mnie jakiś mężczyzna :(

Ja nawet gdy bardzo udaje, ze wszystko jest ok, to i tak wszyscy widzą co się dzieje i ciągle pytają "co Ci jest"? "dlaczego jeseś taka smutna, spięta?"

:-/
"I am resigned to this wicked fucking world, on its way to hell, the living are dead and I hope to join them too..."
Marilyn Manson
Offline
Posty
153
Dołączył(a)
11 maja 2007, 19:20
Lokalizacja
Gdynia

Avatar użytkownika
przez ewa125 07 sie 2007, 23:19
sluchajcie - nerwica nie odbiera zadnych marzen!! ja tez mam troche problem z podrozowaniem, chociaz jest juz o niebo lepiej, prawie ok. jak bylam w ciezkim stadium nerwicy postawilam wszystko na 1 karte- polecialam do mojego chlopaka samolotem sama, pierwszy raz w zyciu w samolocie. mialam rozne mysli- ze dostane tam na gorze ataku paniki, ze mi bedzie niedobrze, krecilo mi sie w glowie na sama mysl. miesiac przed lotem nie moglam spac bo ciagle o tym myslalam, wiedzialam jednak ze musze to zrobic zeby sobie samej udowodnic i przekonac sie - co bedzie jak jednak polece, co sie stanie i czy moje lęki sa uzasadnione. oczywiscie okazalo sie jak zawsze ze strach ma wielkie oczy. polecialam, troche sie nastresowalam ale bylo ok, dalam rade, a spowrotem juz nie panikowalam w samolocie.
inez3 ja mam podobna sytuacje do twojej, bo tez bylam wychowywana pod kloszem, ale sie wyprowadzam do innego kraju. wiem ze inaczej sie nie przekonam ze ja sama jestem cos warta-ja umiem cos zalatwic i umiem zyc normalnie bez parasola ochronnego mamy. byc moze boje sie wejscia w doroslosc, utraty tego parasola, pod ktorym zawsze moglam sie schowac i zawsze moglam powiedziec ze jestem tylko dzieckiem i moge sie mylic. teraz jestem dorosla i trzeba brac zycie na wlasne barki, boje sie tego, chociaz coraz bardziej z tym oswajam. wiem jedno- nie mozna dac sie ograniczyc nerwicy, nie mozna z jej powodu rezygnowac z upragnionego wyjazdu bo wtedy lęk sie jeszcze bardziej powieksza. najgorszy jest lęk przed czyms co jest za czarnymi drzwiami, jezeli jednak otworzymy te drzwi i wejdziemy okaze sie ze nic tam nie ma strasznego, jezeli natomiast bedziemy patrzyc sie na nie i zastanawiac co tam najgorszego moze byc to lęk nas nie opusci. wiem ze to bardzo ciezkie ale co innego pozostaje? przeciez nikt nie chce marnowac sobie zycia a ma sie je tylko jedno, trzeba o nie walczyc .
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Twilight 08 sie 2007, 02:54
Święte słowa, Ewa. Naprawdę święte.

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

Avatar użytkownika
przez inez3 08 sie 2007, 08:45
ewa125 oj zgadzam sie. ja przez ostatni czas parwie miesiac mieszkalam sama, najpierw u znajomych gdzie opiekowalam sie psem, a potem w domu kiedy rodzice pojechali na urlop. dodatkowo mieszkalam z moim facetem i jego bratem. gotowalam, pralam, sprzatalam oczywiscie tez przy ich pomocy. az popadlam w idealizm, tak jakby moja mama nade mna stala a ja jej mialam udowodnic, ze jestem odpowqiedzialna, ze daje rade, ze robie tak jak ona. w koncu uswiadomilam sobie, ze nikt mnie nie kontroluje, ze robie co chce i kiedy chce i ze nie musi byc obiadu codziennie, porzadek itd. w koncu jak rodzice wrocili to jedyne o czym marzylam to zeby znow wyjechali, bo poczulam, ze moge dac rade sama.
mysle o wyprowadzce coraz czesciej... chcialabym zaczac zyc sama, nie dlatego, ze ich nie potrzebuje, ze mi przeszkadzaja, ale zeby nauczyc sie radzic sobie sama...
wiem, nie nalezy uciekac, ale w najgorszych momentach ciezko jest myslec logicznie i racjonalnie... teraz po 2 nawrotach jestem silniejsza. wiecej wiem, a ostatni wyjazd byl pierwszym w ciagu calej mojej choroby zupelnie normalnym... teraz sie nie
Mahadevi napisał(a):ja nie wiem czy z takimi zaburzeniami lękowymi zdecyduję się kiedykolwiek na dziecko..
Nawet nie wiem, czy zechce mnie jakiś mężczyzna Sad

Ja nawet gdy bardzo udaje, ze wszystko jest ok, to i tak wszyscy widzą co się dzieje i ciągle pytają "co Ci jest"? "dlaczego jeseś taka smutna, spięta?"

ja swojego faceta poznalam na poczatku choroby, wiedzial co sie dzieje, ale wiedzial tez jaka bylam wczesniej i chcial mi pomoc. to on na poczatku mnie wyciagal na sile z domu, walczyl z moimi myslami. wiec jak widzisz, wcale nie musi byc tak, ze nikt cie nie zechce. zechce napewno CIEBIE, a nie twoje zaburzenia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

przez Mahadevi 08 sie 2007, 19:19
Inez3.

A no widzisz, to świetnie sobie radzisz!

Ja mam 25 lat. Ostatnio moi rodzice wyjechali na tydzień, ja miałam urlop więc byłam w domu. Po około dwóch dniach zaczęłam dostawac ataki lęku i niepokoju. Musiałam gotowac młodszej siostrze obiady, która jest bardzo wymagająca, sprzątać,a przy tym chciałam choć odrobinkę skorzystac z urlopu i zwyczajnie odpocząć. Niestety, ciągle dopadały mnie lęki i mysli depresyjne. Nie mogłam spać, dostałam jadłowstrętu i nigdzie nie potrafiłam się zrelaksowac i uspokoić. Uznałam, że jestem do niczego.
Choruję na fobię społeczną i skłonności schizoidalne, czyli odczuwam ogromny lęk przed ludźmi.
Stwierdziłam, że nie dość, że nie mam przyjaciół, faceta, fatalna ze mnie gospocha, naprawdę złapałam mega doła.

Wrócili rodzice, a ja wróciłam do pracy i powoli wszytko zaczyna wracac do (tak jkaby) normy.
Wniosek z tego taki, że mój stan psychiczny pogorsza się gdy jestem sama.

Może faktyczniegdy kogoś poznam kto polubi mnie będzie mi łatwiej stawiac samodzielne kroki. Jak na razie każda taka próba kończy się porażką.
"I am resigned to this wicked fucking world, on its way to hell, the living are dead and I hope to join them too..."
Marilyn Manson
Offline
Posty
153
Dołączył(a)
11 maja 2007, 19:20
Lokalizacja
Gdynia

Avatar użytkownika
przez inez3 09 sie 2007, 11:48
Mahadevi ale probowac musisz dalej... a co z terpia lub lekami? chodzisz gdzies?? to normalne, ze w stanach lekowych myslisz o sobie jak najgorzej i wszystko wydaje sie byc totalnie beznadz
Mahadevi napisał(a):Wniosek z tego taki, że mój stan psychiczny pogorsza się gdy jestem sama.

a moze (to tylko przypuszczenia) tez bylas wychowywana przez nadopiekunczych rodzicow tak jak ja. i kiedy ich nie ma tracisz to bezpieczenstwo. moze slyszysz, ze jestes beznadziejna i do niczego i dlatego oni ci wciaz pomagaja lub wyreczaja? tu moze byc diabel pogrzebany. u mnie to jest wlasnie to... wszystkie najgorsze ataki mialam jak bylam bez nich, jak mialam gdzies pojechac, a potem to juz wszystko - samotne wyjscie z domu i jazda autobusem gdzies daleko... zastanow sie nad tym...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

przez aga19 14 sie 2007, 22:20
Hmm...na pewno zamykanie sie w domu to nie sposób na uniknięcie problemów, bo tylko poprzez wychodzenie im na przeciw możemy je pokonać.Ja w tym roku wybrałam się na wakacje jakies 300km od domku i niestety lęk zwycieżył i wróciłam nastepnego dnia...potem dostałam opiprz od psycholozki za to :D było i jest mi smutno że się poddałam,to tylko pogarsza mój stan psychiczny i powoduję lęk,smutek etc. Błedne koło po prostu.Wiem jednak że zawsze małymi kroczkami do przodu.Następny wyjazd będzie blizej i może będzie lepiej :lol:
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
08 sie 2007, 20:03

przez Amy Lee 16 sie 2007, 15:36
Właśnie mama do mnie dzwoniła z wyjazdu :roll: Że jest duszno, źle, gorąco, smutno, głowa ją boli, jest zmęczona i chce do domu :(
Amy Lee
Offline

przez Lukasz1987 16 sie 2007, 18:39
z tymi wyjazdami to niezły cyrk jest...

Na wakacje (nie wszystkie, ale większość) wyjeżdżałem do Ciotki na wieś. Wiecie fauna, flora, świeże powietrze po prostu Raj od lęków... tak przynajmniej mi się wydawało :)
Moi rodzice wyjechali sobie nad morze z bratem a Ja postanowiłem przełamać swoje lęki i pojechać sobie na wieś. Pierwsze 2 dni były całkiem, całkiem...., ale już 3 po południ zacząłem czuć się OKROPNIE. Strasznie zaczęło walić mi serce, dreszcze, dopadł mnie straszliwy lęk, ogólnie czułem się tak jakoś dziwnie ( ludzie z Nerwicą wiedzą o co chodzi ). Noce były najgorsze... nie wiem czy przynajmniej jedną noc przespałem całą, albo nawet połowę :(
a skończyło to się tak, że mój tata musiał wracać po mnie znad morza :0

Opisana sytuacja miała miejsce 3 lata temu a teraz nie mam pojęcia jak by było. Powiem jeszcze na koniec, że jak śpię sam u siebie w domu to takich problemów nie mam... nie wiem dlaczego akurat mam tak na wsi :-|
Offline
Posty
60
Dołączył(a)
12 sie 2007, 20:40
Lokalizacja
Warszawa

przez simplicity 16 sie 2007, 21:22
Ja też mam problemy z wyjazdami, u mnie wszystko zaczęło się właśnie od obozu w wakacje, kiedy to dostałam pierwszy w życiu tak silny atak panicznego strachu. Pierwszego dnia. 600 km od domu, z jedną koleżanką, której też nie znałam tak dobrze, miałam tam jeszcze zostać 2 tygodnie. Próbowałam się opanować, pamiętam że przeczytałam wtedy pół jakiejś książki, byleby nie myśleć o moich lękach, ale i tak nic z niej nie zrozumiałam. Potem jakoś w miarę przeszło, ale czułam się strasznie niepewnie i wpadłam w taki stan zamknięcia w sobie i nic nie czucia. A tak bardzo chciałam nawiązać jakieś nowe znajomości.

I właściwie tak jest zawsze, tyle że na szczęście już bez silnych ataków lęku. Pierwszy dzień albo dwa potrafię być otwarta na ludzi i pozytywnie nastawiona do wszystkiego, potem następuje jakiś kryzys i nie potrafię rozmawiać zbyt długo z kimkolwiek, czuję niepewność i wewnętrzne napięcie. I to zamykanie się w swoich myślach. Ma ktoś na to jakiś sposób?

Jej, życzę Wam i sobie, żeby ten głupi strach przed podróżami minął, przecież przez to tyle można ciekawych rzeczy przegapić... Pozdrawiam :)
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
01 kwi 2007, 19:39
Lokalizacja
Szczecin

Avatar użytkownika
przez inez3 17 sie 2007, 09:32
simplicity u mnie tez sie zaczelo od obozu (jak juz pisalam). od tamtego czasu, a beda to juz prawie 4 lata moja nerwica objela prawie wszystki8e sfery zycia. swego czasu mialam problem z wyjsciem do sklepu obok domu.
teraz, bo 2 nawrotach jest o niebo lepiej. ostatnie dwa wyjazdy wreszcie, od poczatku mojej choroby byly calkowiecie normalne. ja sie balam, ze bede sie zle czula, ze bedzie mi niedobrze, ze nie bede mo0gla jesc no i ze przez to wszystko nie poradze sobie sama bez rodzicow.
metoda?? nie wiem... leki, terapia, wsparcie bliskich, ale przede wszystkim walka ze swoja psychika, ze nic mi nie bedzie, a jeli nawet to przeciez nic wielkiego.
teraz licze na to, ze juz zawsze bede mogla "wszystko", ze wreszcie pojade w miejsca, o ktorych marze... innej opcji nie ma!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

Avatar użytkownika
przez lady*k 21 sie 2007, 19:52
Też się tak czuję.. Ale już znalazłam lek! Jedź na wakacje z kimś kogo uwielbiasz: z mamą, przyjaciółką albo facetem (najlepiej facetem:P) Uprzedź tą osobę o tym co czujesz i poproś żeby się tobą opiekował, troszczył, byś czuła się jak najlepiej. Kiedy tak jadę jestem zadowolona bo wiem że jestem z kims komu zalezy na tym zeby dobrze sie tak czula, jesli zle sie poczuje wyciagnie mnie na spacer albo zrobi goraca czekolade, nie musze myslec o tym cobedzie jak zemdleje bo ten ktos mi pomoze.. wlasciwie to jak mozna zemdlec czujac sie tak bezpiecznie, takim kochanym?:)
>>>Niech z szyb zostanie pył..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
53
Dołączył(a)
26 kwi 2007, 21:20
Lokalizacja
Ostrów Wlkp.

przez Mahadevi 22 sie 2007, 21:59
Inez3,

Każdy z nas jest mimo wszystko indywidualnością. Mnie nie przerażają inne miejsca, tylko ludzie z którymi będę tam przebywać. Sama lubię podróżowac i z tym nie mam kłopotów. Problem zaczyna się gdy musze wyjeżdżac z grupą lub jedną osobą. Wtedy czuję dyskomfort i dopadają mnie lęki. Boję się co ta osoba / osoby o mnie pomyślą.

Ostatnio dopadł tez mnie lęk przed wyrpowadzką. Mam 25 lat i zbliża się czas kiedy bede musiała zamieszkać w swoim mieszkaniu. boję się, że nikt nie będzie chciał ze mną zamieszkać, boję się, że nie będzie w moim nowym domu zbyt wesoło i przytulnie.

Czy ktoś z Was przeżył już przeprowadzkę? Jak to znosiliście?

Dzieki że mogę się Wam wygadać :oops:
"I am resigned to this wicked fucking world, on its way to hell, the living are dead and I hope to join them too..."
Marilyn Manson
Offline
Posty
153
Dołączył(a)
11 maja 2007, 19:20
Lokalizacja
Gdynia

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: SCF i 14 gości

Przeskocz do