Fobia społeczna!

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez IceMan 08 cze 2007, 00:52
Mahadevi napisał(a):Napewno sposób który mi tu ktoś zasugerował czyli narażanie się na jak najwięcej sytuacji społecznych jest błędny... Sama próbowałam zmusząc sie do częstego referowania przed studentami i pcgałam się na imprezy, na parkiet.. Nic mi to nie dało, moje socjo-lęki ciągle wracały...

One mają wracać i jeżeli będziesz się wystawiać na silny lęk to będzie on silny jeżeli na słaby to będzie słaby, ale z czasem (i to nie jest dzień/tydzień) te lęki będą słabnąć, bo będziesz przyzwyczajać się do sytuacji wywołujących lęk. Aż w końcu zanikną. To jest jedna z najskuteczniejszych terapii i przy odpowiednim podejściu daje olbrzymie pozytywne skutki. Wiem to bo w ten sposób walkę ze mną przegrała fobia szkolna.
Samanta napisał(a):Mnie tak samo wyciągano na różne spotkania na których siedziałam jak szara myszka po kątach i wracałam z nich jeszcze bardziej zdolowana i z tym okropnym uczuciem beznadziejności,..

Ale czy siedzenie po kątach możesz nazwać wystawianiem się na lęk? Mi się wydaje że nie...
Samanta napisał(a):A co do Fobii szkolnej, Piotrku, ja również mam ją za sobą. To był okropny okres.

Całe szczęście nasze że mamy to już za sobą ;)
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

Avatar użytkownika
przez Samanta 08 cze 2007, 10:12
Piotrek napisał(a):Ale czy siedzenie po kątach możesz nazwać wystawianiem się na lęk? Mi się wydaje że nie...


Chodzi mi o to, ze byłam tak przejęta tą całą sytuacją i ograniał mnie taki lęk, że chciałam jak najszybciej zniknąć wszystkim z oczu.


Tak,mamy to już za sobą, dzięki bogu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
222
Dołączył(a)
07 cze 2007, 21:17

przez Mahadevi 08 cze 2007, 12:25
Piotrku
To nie moge się z Tobą zgodzic.
Moze odnosi to jakieś sukcesy w przyapdku pewnej grupy ludzi ale nie u mnie. Fobię społeczną mam od szkoły podstawowej. Liceum było pasmem uderk, ale od czasu gdy skonczyłm 20 lat postanowiłam z tym powalczyć. Zatrudniłam się DUŻYM BIURZE RACHYNKOWYM W KTÓRYM JESTEM SEKRETARKĄ. Mam bezustanny kontakt z klientami, z naszymi ksiegowymi, z szefowa. Na początku sądziłam że mi to pomaga, ale po około kilu miesiącach zaczęłam się abć znowu sytuacji społęcznych. Każda rozmowa z klietem, z księgową czy z szefową była dla mnie udręką Pociłam się na twarzyjakmops było mi duszno i nie mogłamsię skupic na rozmowie. Ciągle się wszyscy mnie pytali co się ze mną dzieje, czemu jestem zdenewrowana albo smutna. I tak jest po dziś dzień. Bardzo źle się czuję majac tak duzy kontakt z ludźmi i za kilka miesiecy składam wypowiedzenie z pracy bo psychicznie czuję się coraz gorzej.
Druga rzecz to studiuję już 5 lat nauki społeczne. Wiąże się to z ciąłgymi przemówieniami, wystąpieniami publicznymi, referowaniem. Przed takim wystąpieniem dostaje juz 3 dni wczesniej skrętu jelit i dolegliwości żóądkowych, nie moge z nerwów spać, a gdy nadchodzi ten sądny dzień jestem wrakiem człowieka. Jestem wygłodzona (bo z nerów nie moge jeść) a gdy przychodzi moja kolejna referowanie to cała się trzęsę, oddycham tak szybo i tak szybko wali mi serce ze czasem nie mogę z siebie głosu wydobyć. Po takim referacie jestm wykończona.... Kłębkiem nerwów. A w poniedziałek musze iść do pracy i znowu ciągłe "sytuacje społeczne".
Ustawiłam sobie tak życie żeby wyleczyć się z socjo fobii. Niestey nie udało mi się, nabawiłam się wiele chorób somatycznych z tytułu ciągłego stresu i lęku tj. 10 godzinne migreny, zespół jelita nadwrażliwego, arytmia serca i inne. Nie uodporniłam sie na sytuacje społeczne pomimo iż celowo się na nie wystawiałam.
A przypominam że nie jestem dzieckiem. Mam 25 lat, konczę studia i toczę 5cio letnią walkę z fobią społeczną.
Koljenym korikiem będzie zmiana pracy (na taką która będzie w kamralnym gronie, mniej klientów) + moze tarapia grupowa i warsztaty teatralne. Myślę też o Yodze.
Od miesiąca biorę lek MOCLOXIL i musze przyznac po nim mniej stresują mnie syuacje społeczne.
Według mojego skromnego i jednak subiektywnego zdania nie powinniśmy na forum mówić co jest dla konkretnej osoby najlepszą terapią.
Jesli dane sytuacje wyołują w nas silny lęk, tak jak u mnie sytuacje społeczne to oczywiście nie powinnam się od nich izolowac, ale wystawiac na nie w bardzo umiarkownay i selektywny sposób, b o w w przeciwnym wyopadku szkodzę samej sobie, swojemu zdenerowanemu oragnizmowi, który i tak już został znokautowany przez stres.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 12:31 pm ]
Chciałam dodać, że od 10 lat dostaje migreny. To bardzo silny ból głowy, który trwa około 10 godzin inie pomga żaden lek. Tracę wtedy zmysly, ślepnę, mam drgawki i drętwienie języka w buzi i kończyn też. To jest 10 godzin największego koszmaru jakiego doświadczam w życiu.
Migrena jest u mnie wywołana tylko i wyącznie przez stres. Dostaje jej po silnym ataku lęku, paniki czy stresującej sytuacji społecznej.
Konkluzja nasuwa się sama - nie wystawiac się zbytnio na sytuacje stresowe.
Każdy z nas jest inny pomimo wszyscy tu cieprimy na fobię sopłeczną. Kazdemu z nas ulge moze przynieść inna terapia.
"I am resigned to this wicked fucking world, on its way to hell, the living are dead and I hope to join them too..."
Marilyn Manson
Offline
Posty
153
Dołączył(a)
11 maja 2007, 19:20
Lokalizacja
Gdynia

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez anusia 08 cze 2007, 18:31
Simka wszystkim. Od 8 lat cierpię na fobię społeczną, w sytuacjach stresowych trzęsą mi się nie tylko recę, ale także całe ciało. Dziś czuję się jeszcze bardziej zmartwiona niż zwykle, dwa tygodnie temu zostawił mnie chłopak, a dziś najlepsze przyjaciółki odsuneły się ode mnie. W całej tej smutnej sytuacji jest 1 plus, mam jednego prawdziwego przyjaciela, który jesz ze mną na dobre i złe. Teraz modlę się tylko o to, żebym się poprostu nie załamała....
Pozdrówka dla wszystkich społecznych, jak i tych samotnych...
Wykreślić ze Świata przyjaźń...to jakby zgasić słońce na niebie
Offline
Posty
114
Dołączył(a)
14 maja 2007, 20:57

Avatar użytkownika
przez Samanta 08 cze 2007, 19:08
Eh .. faktycznie trudna sytuacja..ale lepszy jeden prawdziwy przyjaciel niz kilku bezwartosciowych znajomych..
Rozumiem, ze się leczysz? Widzisz jakies poprawy, tzn czy jest lepiej, a moze gorzej?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
222
Dołączył(a)
07 cze 2007, 21:17

przez anusia 08 cze 2007, 19:14
Rok się leczyłam, za wszelką cenę próbowałam coś z tym zrobić. Brałam leki, które nie pomagały, a wręcz przeciwnie, cały czas po nich spałam. W pewnym okresie mojego życia, doszłam do wniosku, że to nie ma sensu. Bez konsultacji z lekarzem odstawiłam leki. Poczułam po nich ulgę, zrozumiałam że życie pomimo wszystko jest piękne, i zaakceptowałam siebie. Nie mogę powiedzieć, że jest wspaniale, jest poprostu lepiej, tylko teraz ta samotność,ale mimo wszystko nie pozwolę, żeby wszystko wróciło...
Wykreślić ze Świata przyjaźń...to jakby zgasić słońce na niebie
Offline
Posty
114
Dołączył(a)
14 maja 2007, 20:57

Avatar użytkownika
przez Samanta 08 cze 2007, 19:21
Powiem ci tak. Brałam leki i nic nie pomagało i tak samo jak ty spałam całe dnie..Teraz Chodze na terapie indywidualną i malymi kroczkami dochodze do siebie. Nie biorę żadnych cięższych lekow, bo to nierozwiazanie... A moze poprostu pojdziesz do psychologa na terapie indywidualna? bo chyba nie chodzisz, ze tego co czytam. Napewno Ci nie zaszkodzi,moze byc jeszcze lepiej ! samotnosc... mam niestety to samo:(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
222
Dołączył(a)
07 cze 2007, 21:17

przez anusia 08 cze 2007, 19:24
Chodziłam kiedyś do psychologa, ale to nie pomagało. Nie mogłam się dogadać z tą kobietą, dla której nie liczył się mój powrót do zdrowia, tylko kasa... A Ty jesteś zadowolona ze swojego psychologa?
Wykreślić ze Świata przyjaźń...to jakby zgasić słońce na niebie
Offline
Posty
114
Dołączył(a)
14 maja 2007, 20:57

Avatar użytkownika
przez Samanta 08 cze 2007, 19:27
A może warto zmienić psychologa..Ewidentnie trafilas na jakas kretynkę.
Tak, ja jestem zadowolona.Chodzę do niej kupe czasu. Czuje, że mnie słucha, radzi, pomaga rozwiazac problem, podtrzymuje, jest otwarta i caly czas utrzymuje ze mna kontakt wzrokowy co jest dla mnie b. wazne.

Czy u Ciebie w miescie są jakies inne poradnie psychologicznie/psychologowie niz ta beznadziejna baba?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
222
Dołączył(a)
07 cze 2007, 21:17

przez anusia 08 cze 2007, 19:30
Ona mimo tego, spóźniała się ciągle, a w poczekalni obgadywała pacjentów którzy właśnie od niej wychodzili. Paskudna baba, niestety nie ma innej...
Wykreślić ze Świata przyjaźń...to jakby zgasić słońce na niebie
Offline
Posty
114
Dołączył(a)
14 maja 2007, 20:57

Avatar użytkownika
przez Samanta 08 cze 2007, 19:33
Eh.. jakaś pieprznięta, za przeproszeniem..
a w pobliskim miescie? nie da się jakoś?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
222
Dołączył(a)
07 cze 2007, 21:17

Avatar użytkownika
przez IceMan 08 cze 2007, 19:49
Samanta napisał(a):Chodzi mi o to, ze byłam tak przejęta tą całą sytuacją i ograniał mnie taki lęk, że chciałam jak najszybciej zniknąć wszystkim z oczu.

I w takiej sytuacji terapia behawioralno-poznawcza mówi o niemal samobójczym kroku - nie zniknąć z oczu ale mimo lęku zagadać do tych ludzi. Jeżeli sobie nie poradzisz to może będziesz miała okazję kiedy indziej zmierzyć się ze słabszym lękiem, a przyjdzie czas na ten silniejszy.
Mahadevi napisał(a):Jesli dane sytuacje wyołują w nas silny lęk, tak jak u mnie sytuacje społeczne to oczywiście nie powinnam się od nich izolowac, ale wystawiac na nie w bardzo umiarkownay i selektywny sposób, b o w w przeciwnym wyopadku szkodzę samej sobie, swojemu zdenerowanemu oragnizmowi, który i tak już został znokautowany przez stres.

Ano właśnie skrajnym przypadkiem terapii poznawczo-behawioralnej jest terapia szokowa. Czym się to różni? A dajmy przykład że ktoś boi się wody, boi się pływać. I terapia poznawczo-behawioralna polegałaby na chodzeniu na basen - na jakąś malutką głębokość i stopniowe zwiększanie tej głębokości. Terapią szokową byłoby wrzucenie takiej osoby do zimnego i głębokiego jeziora (oczywiście pod asekuracją ratownika). No i te przemówienia, twoja praca - może faktycznie to dla Ciebie za wiele. Może faktycznie rzuciłaś się na zbyt głęboką wodę i mam pewne wątpliwości, czy to co zrobiłaś można nazwać tylko terapią poznawczo-behawioralną.
anusia napisał(a):Teraz modlę się tylko o to, żebym się poprostu nie załamała....

Na pewno odczuwasz brak przyjaciółek, a przede wszystkim chłopaka. Ale może postaraj się w tej sytuacji zadbać o tego przyjaciela - bo on widać w tej sytuacji okazał się jedynym prawdziwym przyjacielem i może jego się teraz trzymaj. Powodzenia!
anusia napisał(a):Bez konsultacji z lekarzem odstawiłam leki. Poczułam po nich ulgę, zrozumiałam że życie pomimo wszystko jest piękne, i zaakceptowałam siebie.

Właśnie widać coś sobie uświadomiłaś. Od brania leków nikt się jeszcze nie wyleczył - zmieniłaś sama coś w swoim nastawieniu - potrafiłaś zrobić pierwszy najtrudniejszy krok - udowodniłaś że jesteś w stanie zrobić o wiele więcej - po prostu powoli ale skutecznie pracuj nad sobą - uda się ;)
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

Avatar użytkownika
przez Samanta 08 cze 2007, 19:53
Piotrek napisał(a):I w takiej sytuacji terapia behawioralno-poznawcza mówi o niemal samobójczym kroku - nie zniknąć z oczu ale mimo lęku zagadać do tych ludzi. Jeżeli sobie nie poradzisz to może będziesz miała okazję kiedy indziej zmierzyć się ze słabszym lękiem, a przyjdzie czas na ten silniejszy.

Eh.. nawet nie wiesz jakbym chciała zagadać. Poprostu mnie cos blokuje i koniec..a przeciez nie moge ciągle od tego uciekać..masz rację.. powinnam zmierzyć się z słabszym lękiem..i tak powolutku..na wszystko przyjdzie czas.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
222
Dołączył(a)
07 cze 2007, 21:17

Avatar użytkownika
przez IceMan 08 cze 2007, 20:41
Czasem po prostu przyjdzie ten dzień że będziesz mogła to przełamać. Raz miałem taki dzień kiedy fobia przegrała na pełnej linii. Zagadałem do kilku osób, poznałem 2 nowe i rozmawiałem zupełnie swobodnie. To był po prostu taki piękny słoneczny szczęśliwy dzień. Teraz jest gorzej ale dziś byłem na basenie, widziałem się na siłce ze znajomymi (akurat to byli dobrzy znajomi, których znam 6 lat, więc tzw. małe piwo dla mnie jeżeli chodzi o fobię). I czuję powoli poprawę - ważne żeby starać się przełamać. Ale jeszcze jedno - wiem że można narobić sobie oporów myśląc ciągle o tym jak to będzie i czy będzie dobrze czy nie. Najlepsze jest w takiej sytuacji podejście: niech się dzieje wola nieba ;) I faktycznie niech się dzieje co chce a ty się do tego nie przykładaj zanim to się będzie dziać tylko pracuj nad sobą w trakcie. Bo nie ma nic gorszego od szukania sobie problemów zanim one wynikną. Tak sobie kilka dobrych imprez spaprałem.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 41 gości

Przeskocz do