AGORAFOBIA - lęk przed opuszczaniem "czterech ścian".

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: AGORAFOBIA - lęk przed opuszczaniem "czterech ścian".

Avatar użytkownika
przez dzidzius22 20 sie 2009, 08:34
mam nadzieje ze teraz mi nie polknie tematu :D
od zawsze czulam sie dobrze w ciasnych i ciemnych pomieszczeniach.z czasem doszly do tego paniczne leki przed wyjsciem z domu.po zakupy nie chodzilam wcale.z psem tylko albo wczesnie rano albo poznym wieczorem,no i zawsze staralam sie miec jakies oparcie za plecami np.mur,budynek itp.gdy na ulicy staly dwie osoby byl to dla mnie tlum dlatego zawsze wtedy przechodzilam na druga strone.
dzis jest TROCHE lepiej.sama pojde do sklepiku w nastepnym bloku,a psem tylko w stale okreslone miejsca,no chyba ze musze isc kawalek dalej to trzymam sie kurczowo jego smyczy i to troche pomaga.a najbardziej odwazna jestem gdy ide z moim partnerem,z nim pojde wszedzie
DZIEN DZISIEJSZY JEST NAJWAZNIEJSZYM DNIEM TWOJEGO ZYCIA
WCZORAJSZY - DOSWIADCZENIEM
JUTRZEJSZY - NIEWIADOMA
Avatar użytkownika
Offline
Posty
119
Dołączył(a)
17 sie 2009, 22:05
Lokalizacja
Bydgoszcz

Re: AGORAFOBIA - lęk przed opuszczaniem "czterech ścian".

Avatar użytkownika
przez ad2008 20 sie 2009, 15:02
Miałem dzisiaj ciekawą sytuację w pracy - pytam się właścicielki firmy, przesympatycznej kobitki czy mogę wziąć wolne wakacyjne dni. Ona - "ależ nie ma żadnego problemu". Spytała się mnie dokąd jadę - ja mówię, że ciężko będzie dokądkolwiek pojechać ale spróbuję jeździć coraz dalej. Wcześniej mówiłem jej o moich problemach bo czasem się zwalniałem wcześniej z firmy kiedy robiły się ogromne korki w mieście. A ona do mnie "ja wiem co ci dolega!!!" - "ty masz agorafobię!". Aż mnie zatkało. Okazało się, że ona też ma ale tylko parę objawów - jak np. utknie w korku w tunelu to wpada w panikę. No proszę...
Lisi
Avatar użytkownika
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
19 lut 2008, 23:17
Lokalizacja
Wrocław

Re: AGORAFOBIA - lęk przed opuszczaniem "czterech ścian".

przez Nerwusek1986 20 sie 2009, 19:30
Witam! Chciałabym opowiedzieć o swoich zmaganiach z chorobą (być może ktoś skorzysta z moich strategii). Na nerwicę a konkretnie agorafobię cierpię od dwóch lat. Miałam dwa ataki paniki na początku (od tamtej pory takie silne już się nie pojawiły), z czego ten drugi spowodował, iż przestałam wychodzić samodzielnie z domu. Bałam się wyjść za próg swojego mieszkania, nie było mowy o tym żeby pojechać do pracy czy na uczelnie- więc wzięłam L4 i urlop zdrowotny. Przez ok. miesiąca w ogólnie nie wychodziłam z domu. Ale moja rodzina, chłopak, przyjaciele nie zostawili mnie i nalegali na wychodzenie choćby przed blok i na pójście do lekarza psychiatry. Lekarz w tym czasie nie wiele mi pomogł brałam jakieś leki przez ok. 3 miesiące potem już nie chciałam. Ale w tym czasie postanowilam sobie że będę wychodzić codziennie choćby na 5 min. Ponieważ bałam się wychodzić sama prosiłam o towarzyszenie mi (był to chłopak czy znajomi). Zaznaczam że od początku nie kryłam się z moją chorobą. I choć czułam się źle ze za każdym razem ktoś mi towarzyszy to tłumaczyłam sobie ze teraz tak musi być i dzięki temu mogę w ogóle być na powietrzu a dzięki temu oswoje się ze światem zewnętrznym i potem będzie mi łatwiej wychodzić samej. Dałam sobie pozwolenie na to że może mi ktos pomóc. Potem trafiłam na terapie grupową. I tu znowu postanowilam że nadszedł czas abym próbowała wychodzić sama. Początkowo było to 5 min, potem 15 itd. Efekt jest taki że potrafię sama dojechać do pracy i z niej wrócić (od roku pracuję mimo że mam agorafobie i każdy dzień rano zaczyna się od lęku to mimo to moblizuję się i dojezdzam do pracy i z niej wracam). Ale co najważniejsze bo to nie dzieje sie tak poprostu kiedy sie boję to:
1. oddycham sobie spokojnie wiem że to trudne dlatego radzę ćwiczyć oddychanie w domu kiedy jesteśmy spokojni potem w razie napadu przyjdzie nam to łatwiej
2. pomaga mi słuchanie ulubionej muzyki przez mp3 (skupiam się na niej)
3. zawsze mam przy sobie cos do picia:) nie wiem ale daje mi to poczucie bezpieczeństwa:)
4. validol- lek ziołowy mi osobiscie pomaga ale biorę go tylko jak musze
5. mówię sobie że gdyby było na prawdę źle to poproszę kogoś o pomoc (przecież to nie wstyd każdy może się źle poczuć)
6. dzwonię po taksówkę kiedy inne ewentualności zawiodą.

Przepraszam że się rozpisałam ale wydaje mi się że krócej już nie można było. Trzymam kciuki za wszystkich:)
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
20 sie 2009, 18:27

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: AGORAFOBIA - lęk przed opuszczaniem "czterech ścian".

przez Stokrotka70 21 sie 2009, 12:43
Hejka nerwusku,
fajnie, że napisałaś o swoich problemach i jak je rozwiązujesz.
Ja jestem dopiero na etapie codziennego wychodzenia i prób oddalania się od bloku. Dzisiaj byliśmy (z moim facetem) aż 20min. Po tym czasie już bym nie dała rady bez lęku zrobić kolejnego okrążenia bloku ale wierzę, że ta metoda pomoże mi kiedyś.
Wogóle to jest tak: Nie wychodzę z domu i boję się wyjść sama a tu kroi mi sie praca... U nas strasznie ciężko o pracę i mój chłopak jest na bezrobociu chociaż intensywnie szuka. Aż tu ja dostaję cynk, że od września mogłabym pracować w sklepiku. I co ja mam zrobić?
Tam trzeba by dojeżdżać przez całe miasto i jeszcze iść kawałek i wracać ...
Ja się boję wyjść ze śmieciami sama a co dopiero dojść do przystanku autobusowego... i gdzieś jechać w nieznane...
Zamartwiam się tym bo czuję jedynie przerażenie kiedy myślę, że bym musiała podjąć tą pracę.
A jest nam bardzo ciężko finansowo i mamy dzieci...
Jejku, ja sie nie czuję na siłach, może mój facet wkrótce jednak coś znajdzie.
Mam dołek a raczej klasyczną depresję i nie radzę sobie z codziennością. Wszystkiego się boję, wszystko mnie przerasta. Zamartwiam się nieustannie i ciągle poleguję. Wczoraj leżałam prawie cały dzień...
I tak gasnę...
Czy znacie jakieś metody jak wyjść z depresji? Aha, biorę Asertin i Pernazinum oraz Xanax - po Xanaxie jest poprawa ale wiadomo, że to uzależnia i staram sie brać jak najmniej choć biorę codziennie od wielu lat...
Pomóżcie mi jesli potraficie!

[Dodane po edycji:]

Hejka nerwusku,
fajnie, że napisałaś o swoich problemach i jak je rozwiązujesz.
Ja jestem dopiero na etapie codziennego wychodzenia i prób oddalania się od bloku. Dzisiaj byliśmy (z moim facetem) aż 20min. Po tym czasie już bym nie dała rady bez lęku zrobić kolejnego okrążenia bloku ale wierzę, że ta metoda pomoże mi kiedyś.
Wogóle to jest tak: Nie wychodzę z domu i boję się wyjść sama a tu kroi mi sie praca... U nas strasznie ciężko o pracę i mój chłopak jest na bezrobociu chociaż intensywnie szuka. Aż tu ja dostaję cynk, że od września mogłabym pracować w sklepiku. I co ja mam zrobić?
Tam trzeba by dojeżdżać przez całe miasto i jeszcze iść kawałek i wracać ...
Ja się boję wyjść ze śmieciami sama a co dopiero dojść do przystanku autobusowego... i gdzieś jechać w nieznane...
Zamartwiam się tym bo czuję jedynie przerażenie kiedy myślę, że bym musiała podjąć tą pracę.
A jest nam bardzo ciężko finansowo i mamy dzieci...
Jejku, ja sie nie czuję na siłach, może mój facet wkrótce jednak coś znajdzie.
Mam dołek a raczej klasyczną depresję i nie radzę sobie z codziennością. Wszystkiego się boję, wszystko mnie przerasta. Zamartwiam się nieustannie i ciągle poleguję. Wczoraj leżałam prawie cały dzień...
I tak gasnę...
Czy znacie jakieś metody jak wyjść z depresji? Aha, biorę Asertin i Pernazinum oraz Xanax - po Xanaxie jest poprawa ale wiadomo, że to uzależnia i staram sie brać jak najmniej choć biorę codziennie od wielu lat...
Pomóżcie mi jesli potraficie!

[Dodane po edycji:]

No i najpierw "zjadło" a potem "wypluło" podwójnie.
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
03 sie 2009, 10:30

Re: AGORAFOBIA - lęk przed opuszczaniem "czterech ścian".

przez Nerwusek1986 21 sie 2009, 16:54
Stokrotko70! Rozumiem że boisz się jak to będzie w pracy. Pamietam jak ja do niej wracałam (6 miesięcy L4 i 4 miesiące świadczenia rehabilitacyjnego) a to był jeszcze czas kiedy bardzo mało wychodziłam samodzielnie. Chciałam nawet składać wypowiedzenie ale powiedziałam sobie, że przynajmniej spróbuje. Jak nie wyjdzie zrezygnuje. I robiłam tak: rano ktoś odprowadzał mnie na przystanek, potem jechałam sama tramwajem (na poczatku było bardzo źle bo były lęki ale stwierdziłam że albo padne gdzieś na środku albo dojade- zawsze dojezdzalam), potem trzeba było wytrzymać 8 godzin w biurze i tu znowu powiedziałam sobie że zawsze moge wyjśc gdy będzie coś się działo i na początku faktycznie nie było kolorowo ale kiedy żle sie poczułam to wychodziłam do toalety się uspokoić (tylko raz było tak że sie zwolniłam i pojechałam do domu- NIKT tego źle nie odebral), a po pracy przychodził po mnie chłopak i odprowadzał do domu. Tak fukcjonowałam na początku. POtem zaczęłam sama wychodzić na przystanek (nawet lubię sobie wyjść wcześniej i poczekać na przystanku!:)) a od 3 miesiecy wracam sama do domu na piechote 30 min- co 2 lata temu w ogóle wydawało się nie możliwe. Także wydaje mi się że poprostu trzeba codziennie regularnie ćwiczyć wychodzenie z domu (ja tak robię i jest coraz lepiej, bez nawrotów, bez lekarstw, na terapie chodę raz w miesiącu). Pozdrawiam.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
20 sie 2009, 18:27

Re: AGORAFOBIA - lęk przed opuszczaniem "czterech ścian".

Avatar użytkownika
przez Sorrow 22 sie 2009, 00:12
Ja po prostu nie czuję się bezpiecznie na ulicy, bo na ulicy nie jest bezpiecznie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3353
Dołączył(a)
08 cze 2006, 15:38

Re: AGORAFOBIA - lęk przed opuszczaniem "czterech ścian".

przez Stokrotka70 26 sie 2009, 19:04
Muszę wam koniecznie opisać co wydarzyło się dzisiaj.
Otóż rano musiałam być w urzędzie więc jak zwykle wzięłam 3 tabletki benzo-świństwa bo inaczej bym się nie ruszyła... Załatwiłam co musiałam i tyle.
A teraz najlepsze: Koło godz. 16:00 miałam sprzątać łazienkę i tak mi się nie chciało, że postanowiłam (kompletnie nieoczekiwanie dla siebie samej i BEZ LEKÓW) pójść z moim facetem i naszą małą pociechą na plac zabaw!!!
I byłam! I nie miałam napadu paniki! Jejj jak się cieszę!!

[Dodane po edycji:]

Wczoraj wogóle nie opuszczałam mieszkania, przedwczoraj tylko wyszłam niedaleko przed blok.
Dzisiaj się boję... ale postaram się wyjść choćby nie daleko...

[Dodane po edycji:]

Coś się pochrzaniło i dodało "po edycji" to co było dwa dni później a nie tego samego dnia... Grrrrr
A obecnie jest niefajnie:( Wczoraj tylko runda naokoło bloku a dziś jeszcze nic...
Boję! Boję się baaaać!!!!!
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
03 sie 2009, 10:30

Re: AGORAFOBIA - lęk przed opuszczaniem "czterech ścian".

przez sadiq 21 wrz 2009, 20:01
Witam.
Mam agorafobię od dawna i mój problem polega na tym, że bardzo późno mnie zdiagnozowano... U mnie wygląda to tak, że po mieście poruszam się dobrze, natomiast problem jest z wyjazdem gdzieś dalej. Wystarczy 2 km i już jest bardzo niedobrze. Już prawie 10 lat nie wyjechałem poza miasto. Objawy mam podobne do wielu z Was - drętwienie, paraliż oddechu i ten paniczny lęk... Staram sobie radzić jeżdżąc na rowerze i jakoś rozszerzać w ten sposób mój świat. Ale nie mam jakichś większych sukcesów.

U mnie też ten lęk ma charakter antycypacyjny - boję się bać - jak napisałaś Stokrotka70. I też podobnie jak Ty mam ataki paniki, też zdarzało mi się krzyczeć (właściwie to u mnie norma).

Czasem myślę, że gdybym wiedział czego się boję, umiałbym sobie pomóc. Chodziłem na terapię grupową i tam radzili mi zmierzyć się z lękiem. Przeżyć panikę i przekonać się, że nic nam się nie stało, żyjemy i jesteśmy cali. Jednak to chyba teraz jeszcze ponad moje siły.
Chociaż chciałbym to zrobić i czasem czuję się naprawdę odważny :D Ale gdy pomyślę, że tylko tyle mogłoby rozwiązać moje problemy, ale lęk jest silniejszy, czuję się jeszcze gorzej.

Pozdrawiam wszystkich cierpiących na tę chorobę...
Przyjaciel صديق
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
21 wrz 2009, 19:24

Re: AGORAFOBIA - lęk przed opuszczaniem "czterech ścian".

przez Stokrotka70 26 wrz 2009, 10:51
A ja czuję się gorsza od każdego, kto lepiej sobie radzi z agorafobią. Chciałabym chociaż po mieście poruszać się swobodnie, chociaż a najbliższej okolicy... A tak nie jest :(
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
03 sie 2009, 10:30

Re: AGORAFOBIA - lęk przed opuszczaniem "czterech ścian".

przez 19_latek 26 wrz 2009, 11:52
sadiq
Ja tez cierpie na ten lęk przed atakiem lęku. Bierzesz jakies leki? Ja staram sie jak najdluzej przebywac jak najdalej od domu i jak najczesciej. Teraz juz jest nawet dobrze, moge isc do znajomych do domu posiedziec przy herbacie. Ale wyjechac gdzies dalej poza miaso dalej sie boje.
19_latek
Offline

Re: AGORAFOBIA - lęk przed opuszczaniem "czterech ścian".

Avatar użytkownika
przez Victorek 26 wrz 2009, 13:55
Ja też się dopisze do tematu bowiem ostatnimi czasy łapie mnie coś na ten kształt, z tym że ja nawet w domu się źle czuje i potrafią złapać mnie ataki paniki. Jednak do tej pory nie miałem problemów z wychodzeniem a teraz niestety każde wyjście z domu wiąże się z jakimś niepokojem w środku i co najgorsze jak juz sie znajde troche dalej od domu to przychodzi atak właśnie coś jak opisujesz Stokrotka moim utrapieniem wtedy jest odrealnienie sztywne ciało, brak w sumie nóg, i jedyne co wtedy wiem to to że oddycham, tylko to jakby kontroluję :)
Martwi mnie to ostatnio bo dochodze do wniosku że teraz to juz wszędzie się źle czuję :) i wszędzi emam ataki. Kiedyś napiechtę biegałem gdzie się dało, rower te sprawy a teraz sklep oddalony 200m jest dla mnie całą wycieczką :) Juz zacząłem się martwić że to sprawy z serce ale raczej nie....:)
No nic pozdrawiam serdecznie
Jak by ktoś chciał pogadać, szczególnie o depersonalizacji jestem na GG
Możesz wcisnąć świnię we frak ale nie powstrzymasz chrumkania :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1137
Dołączył(a)
10 wrz 2008, 13:31
Lokalizacja
Łódź

Re: AGORAFOBIA - lęk przed opuszczaniem "czterech ścian".

przez sadiq 26 wrz 2009, 15:52
Witam Was. Dzięki za odpisanie mi.

19_latek napisał(a): Bierzesz jakies leki?


Leki brałem, teraz nie biorę. W sumie nie jest to sprawa leków, na terapii dawali mi wybór czy chcę brać.

19_latek napisał(a):Ja staram sie jak najdluzej przebywac jak najdalej od domu i jak najczesciej.


I to jest najmądrzejsze. Tak się walczy z agorafobią. Trzeba iść, krok po kroku oswajać świat.
Zastanawiam się, jaki jest mechanizm powstawania tego lęku, a w szczególności co powoduje panikę. Nasz umysł nauczył się bać - nie ma wątpliwości, że jest to nabyte. Czy nie może więc oduczyć się? Przypomnieć sobie jak to było, kiedy mogliśmy chodzić normalnie? Przecież kiedyś byliśmy zdrowi - choćby jako dzieci.


Stokrotka70 napisał(a):A ja czuję się gorsza od każdego, kto lepiej sobie radzi z agorafobią.


Nie czuj się gorsza. Nie ma sensu się porównywać, bo każdy z nas jest innym człowiekiem. I jest inaczej chory. Imponujesz mi swoją determinacją w dążeniu do zdrowia. A tak już jest, że często towarzyszy temu huśtawka nastrojów. Każdy sukces przyprawia skrzydła, każde niepowodzenie je podcina... Dla Ciebie sukcesem może być samo wyjście za drzwi czy nawet podejście do drzwi, chodzi o to by robić to regularnie. Przedłużać czas trwania w sytuacji lękowej. Pewnie, że nic to przyjemnego, ale z biegiem czasu jest się coraz spokojniejszym i to jest największa nagroda.

Victorek napisał(a):brak w sumie nóg


To typowy objaw lękowy. Ja też takie miałem. Jeśli się to rozumie, to jest trochę łatwiej. Najbardziej boimy się tego, czego nie znamy. Fajnie, że mimo tego nie opuszcza Cię humor :)

Może pojadę gdzieś znowu dziś lub jutro i napiszę, jak było :D
Przyjaciel صديق
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
21 wrz 2009, 19:24

Re: AGORAFOBIA - lęk przed opuszczaniem "czterech ścian".

przez Stokrotka70 28 wrz 2009, 14:23
Dopadła mnie do tego wszystkiego straszna depresja. Nie mam siły na wykonywanie prac domowych, prawie cały dzień leżę albo śpię. Czuję okropny jakby "ból życia" nie wiem jak to inaczej określić. Mieliście coś takiego? Czy to mija?
Ja na siłę się przezwyciężam i wstaję i robię coś pożytecznego. Chciałabym aby cokolwiek sprawiałoby mi przyjemność ale nic mnie nie cieszy. Nawet nie mogę usiedzieć przy telewizorze. Czuję się osamotniona. Mój partner się ode mnie odsunął, moje dziecko zrobiło się aroganckie. Jak widzi, że płaczę to "przewraca oczami " ze zniecierpliwienia. Rozmawiałam z nimi na temat mojego samopoczucia nie jeden raz ale o ile lęk przed wychodzeniem z domu zaakceptowali , o tyle w depresji wydaję im się, że się zmieniłam na gorsze, że się czepiam no i... nie jestem atrakcyjna towarzysko.
Ja o sobie myślę też bardzo źle. Nawet nie potrafię nazwać moich zalet bo wydaje mi się że ich po prostu nie mam...
Mówię wam, depresja jest o wiele gorsza od lęku. Ja wiem, że to nie lista przebojów co lepsze, co gorsze ale ja się tak bardzo męczę. Zażywam leki przepisane mi przez psychiatrę i mimo to tak bardzo się męczę.
Dobija mnie brak pieniędzy. Ubóstwo. Mój partner nie ma pracy i żyjemy na granicy nędzy. Mam do niego o to żal i chyba ogromną złość. Odkąd mu powiedziałam co o tym myślę, obraził się i zaczął mnie unikać i zrobił się oziębły. Nawet wyprowadził się z naszego pokoju do pokoju dzieci bo twierdzi, że przy mnie źle się czuje.
Powiedzcie mi, jak on szuka tej pracy? Bo ja już nie wiem co myśleć... Jak to? NIKT go nie chce??? Ręce mi opadają...
Dobrze, że tu u was mogę się wyżalić. Dziękuję tym, którzy to czytają.
Widzicie chyba, że ta moja depresja jest spowodowana sytuacją materialną i domową i myślę, że na to żadne lekarstwo nie pomoże...
A może znacie jakieś? Ludzie tu na forum bardzo chwalą sobie Seroxat.
Pozdrawiam was i proszę o wsparcie bo mi naprawdę ciężko.
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
03 sie 2009, 10:30

Re: AGORAFOBIA - lęk przed opuszczaniem "czterech ścian".

Avatar użytkownika
przez ad2008 30 wrz 2009, 12:20
U mnie nieco się poprawiło. Psychiatra przepisał mi paromerck, niebawem udam się na psychoterapię bo psycholog zaoferował mi wczoraj pomoc w tej kwestii.

Po miesiącu brania paromercku jest znacznie lepiej. Kiedy utknę w korku to nie wpadam w panikę - ot, te leki antydepresyjne w moim odczuciu zmieniają myślenie na bardziej optymistyczne. I wtedy myślę sobie - "co to za różnica gdzie jestem - czy w domu czy gdzieś dalej - skoro w domu mogę się uspokoić to tutaj też". To mnie uspokaja.

Nawet tydzień temu pierwszy raz od 5 lat wziąłem udział w imprezie tramwajowej - przejechaliśmy tramwajem z kolegami kółeczko po mieście i strach był, musiałem wziąć połowę tabletki Zomiren ale arytmia mnie w ogóle nie męczyła a po imprezie czułem się jak nowo narodzony. Wróciłem na rowerze do domu - ponad 6 km, co było dla mnie nie lada wyczynem i poczułem się przez chwilę tak jak dawniej kiedy byłem normalny... Zupełnie nie myslałem o strachu.

ALE. Ta pier..$%ona arytmia znów ciągnie mnie do tej zasranej agorafobii. Jednego dnia jest dobrze - innego masakra. Co chwilę to wypadanie serca z rytmu i kiedy wiem że już się psychicznie czuję coraz lepiej to parę godzin takiej czkawki serca znów mnie kieruje w stronę agorafobii. Wczoraj pojeździłem na rowerze, nieco zestresowany a po powrocie do domu aż do samej nocy co chwilę te CHOLERNE skurcze dodatkowe.

Nie mam już siły... wiem że gdyby nie to GÓWNO to bym z tego wyszedł. Coraz bardziej to olewam ale nawet niewielki stres powoduje w niektóre dni występowanie tych skurczy... Jest lepiej bo rok temu po jednym takim skurczu w pracy wpadałem w panikę - teraz mogę jakoś z tym funkcjonować aczkolwiek nieco zestresowany... W zasadzie mam zawsze Zomiren pod ręką ale nie mogę go brać codziennie więc jakoś się przemęczam bez tego no chyba, że jest źle ale w panikę nie wpadłem już od miesiąca.
Lisi
Avatar użytkownika
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
19 lut 2008, 23:17
Lokalizacja
Wrocław

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 39 gości

Przeskocz do