nadopiekuńcza matka

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

nadopiekuńcza matka

przez monooso 27 wrz 2014, 13:12
mark123 napisał(a):Mnie uświadomienie nie pomogło, by lęk zmalał. Z rozmowami z rodzicami u mnie jest odwrotnie, kiedyś mogłem z nimi swobodnie rozmawiać, patrząc w oczy, obecnie jest z tym problem.

Teraz tak sięgam pamięcią to u mnie przyczyniło się do tego również uświadomienie, że moi rodzice mają mniejszą wiedzę niż ja i mają mniejszą świadomość niż ja czyli są zwyczajnie głupsi. Zawsze myślałem, że moi rodzice to jacyś herosi bo na takich się kreowali czyli, że wszystko wiedzą, wszystko umieją załatwić, że zawsze są parę szczebli w hierarchii nade mną bo ja według nich g*wno wiedziałem i na niczym się nie znałem. Traktowali mnie zawsze jak upośledzonego dzidziusia. Po tym jak uświadomiłem sobie jacy w rzeczywistości oni są mali, jak udają, jak przez tyle lat żyłem w iluzji to momentalnie wszystko pierdyknęło, nie są dla mnie już żadnym autorytetem, nie mam przed kim się wstydzić czy bać, przed takimi słabymi ludźmi? Nawet moja podświadomość zrozumiała, że przed takimi ludźmi nie ma czego się obawiać. Przecież ja ich mogę zrównać z podłogą jedną ripostą.

Podobno tylko, gdy byłem niemowlakiem, doszło raz do bójki pomiędzy nim, a wujkiem (ale nie wiem, czy było to w tym samym pomieszczeniu, w którym leżałem, czy w innym), poza tym bójek nie było.

Może były tylko ich nie pamiętasz, a Twoi rodzice zataili pewne fakty przed Tobą. Ja, np. nie wierzę w zdecydowaną większość opowieści swojego ojca. Nawet moja matka nieraz mówiła, że w większości to bujdy.

Po mnie, gdy jestem przestraszony, to raczej widać, nie umiem "wyłączyć" ani zamaskować strachu. Z jednej strony wiem, że lepiej być wkurzony niż przestraszony, ale z drugiej jestem bardziej w pewnym sensie "przyzwyczajony" do strachu, bo w przeszłości na strach mi pozwalano, a na złość nie.

Z tym wyłączeniem strachu to zależy od sytuacji, różnie z tym bywa. Przeważnie z całych sił staram się nie okazywać strachu, ani żadnych innych emocji, a to powoduje, że jestem postrzegany jako osoba chłodna, wrogo nastawiona do otoczenia i zamknięta w sobie. Pamiętam, że w każdej szkole do której chodziłem to koledzy z klasy zawsze od początku trzymali mnie na dystans, tak jakby się mnie bali, dało się to wyczuć w trakcie rozmowy. Nie dokuczali mi, nie wyzywali, a nawet się bali odezwać do mnie. Traktowali mnie poważniej niż innych, czuć było napięcie. A to ja wtedy paradoksalnie się ich bałem. Jeżeli się ich bałem to dlaczego nie było widać mojego strachu tylko coś innego? Natomiast dla innych osób niektórzy zaczynali już od początku dokuczać i stawały się one tzw. kozłami ofiarnymi. Dlaczego? Ponieważ po tamtych osobach od razu było widać strach i zdenerwowanie, a inni to wykorzystywali. Ja natomiast grałem rolę kolesia po którym wszystko spływa, byłem w tym bardzo dobry. Oczywiście po jakimś czasie otoczenie wyczuło, że jestem nieasertywny i nieśmiały co kończyło się dla mnie bardzo źle, dałem sobie wejść na głowę bo nie umiałem zareagować, mimo, że mogłem. Coś mnie blokowało. Teraz mam wrażenie, że nie umiem nawet maskować strachu ponieważ odblokowałem po części emocje i przez to moje objawy zdenerwowania się nasiliły. Mi też na złość nie pozwalano w domu, była ona brutalnie tłumiona siłą przez ojca.
monooso
Offline

nadopiekuńcza matka

Avatar użytkownika
przez mark123 27 wrz 2014, 16:17
monooso napisał(a):Teraz tak sięgam pamięcią to u mnie przyczyniło się do tego również uświadomienie, że moi rodzice mają mniejszą wiedzę niż ja i mają mniejszą świadomość niż ja czyli są zwyczajnie głupsi. Zawsze myślałem, że moi rodzice to jacyś herosi bo na takich się kreowali czyli, że wszystko wiedzą, wszystko umieją załatwić, że zawsze są parę szczebli w hierarchii nade mną bo ja według nich g*wno wiedziałem i na niczym się nie znałem. Traktowali mnie zawsze jak upośledzonego dzidziusia. Po tym jak uświadomiłem sobie jacy w rzeczywistości oni są mali, jak udają, jak przez tyle lat żyłem w iluzji to momentalnie wszystko pierdyknęło, nie są dla mnie już żadnym autorytetem, nie mam przed kim się wstydzić czy bać, przed takimi słabymi ludźmi? Nawet moja podświadomość zrozumiała, że przed takimi ludźmi nie ma czego się obawiać. Przecież ja ich mogę zrównać z podłogą jedną ripostą.

W moim przypadku rodzice raczej mają większą wiedzę niż ja. Za herosów ich nie uważam, za autorytet też nie, ale są rzeczy, na których się znają, a ja nie znam się na niczym i ogólnie są o wiele lepsi ode mnie. Są też o wiele silniejsi psychicznie ode mnie, mieli trudne dzieciństwo, a wyrośli na w miarę normalnych.

monooso napisał(a):Może były tylko ich nie pamiętasz, a Twoi rodzice zataili pewne fakty przed Tobą. Ja, np. nie wierzę w zdecydowaną większość opowieści swojego ojca. Nawet moja matka nieraz mówiła, że w większości to bujdy.

Teoretycznie jest to prawdopodobne, ale jakoś wydaje mi się, że nie zataili.

monooso napisał(a):Z tym wyłączeniem strachu to zależy od sytuacji, różnie z tym bywa. Przeważnie z całych sił staram się nie okazywać strachu, ani żadnych innych emocji, a to powoduje, że jestem postrzegany jako osoba chłodna, wrogo nastawiona do otoczenia i zamknięta w sobie. Pamiętam, że w każdej szkole do której chodziłem to koledzy z klasy zawsze od początku trzymali mnie na dystans, tak jakby się mnie bali, dało się to wyczuć w trakcie rozmowy. Nie dokuczali mi, nie wyzywali, a nawet się bali odezwać do mnie. Traktowali mnie poważniej niż innych, czuć było napięcie. A to ja wtedy paradoksalnie się ich bałem. Jeżeli się ich bałem to dlaczego nie było widać mojego strachu tylko coś innego? Natomiast dla innych osób niektórzy zaczynali już od początku dokuczać i stawały się one tzw. kozłami ofiarnymi. Dlaczego? Ponieważ po tamtych osobach od razu było widać strach i zdenerwowanie, a inni to wykorzystywali. Ja natomiast grałem rolę kolesia po którym wszystko spływa, byłem w tym bardzo dobry. Oczywiście po jakimś czasie otoczenie wyczuło, że jestem nieasertywny i nieśmiały co kończyło się dla mnie bardzo źle, dałem sobie wejść na głowę bo nie umiałem zareagować, mimo, że mogłem. Coś mnie blokowało. Teraz mam wrażenie, że nie umiem nawet maskować strachu ponieważ odblokowałem po części emocje i przez to moje objawy zdenerwowania się nasiliły.

Ja umiem zamaskować każdą emocję, oprócz wstydu i strachu. W sumie zazdroszczę tym, którzy umieją zamaskować wstyd i strach.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10120
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

nadopiekuńcza matka

przez monooso 28 wrz 2014, 18:28
mark123 napisał(a):W moim przypadku rodzice raczej mają większą wiedzę niż ja. Za herosów ich nie uważam, za autorytet też nie, ale są rzeczy, na których się znają, a ja nie znam się na niczym i ogólnie są o wiele lepsi ode mnie. Są też o wiele silniejsi psychicznie ode mnie, mieli trudne dzieciństwo, a wyrośli na w miarę normalnych.

Moi rodzice mają też większą wiedzę ale zależy w jakiej dziedzinie. Ja wcześniej myślałem, że oni są mądrzejsi ode mnie we WSZYSTKIM, a tak nie jest. Moi też mieli trudne dzieciństwo ale już wyrośli na nienormalnych.

Moi rodzice to bardzo nieszczęśliwe osoby. Ich życiorysy są tragiczne. Są zaburzone, mieli trudne dzieciństwo, nic nie osiągnęli, zarabiają praktycznie najniższą krajową, nie mają żadnych znajomych, ich życie jest puste i kompletnie bez sensu, nie mają żadnych miłych wspomnień, nigdzie nie wyjeżdżali i w ogóle. To wegetacja, w którą ja sam zostałem wepchany rodząc się w tym popapranym domu. Ostatnio sobie analizowałem dzieciństwo i praktycznie nic w nim się nie działo. Nigdzie nie byłem, nic nie robiłem. Pamiętam nawet, że przesypiałem pół dnia i to jak już chodziłem do podstawówki, rodzice kładli mnie do łóżka i kazali spać, mimo, że nie chciałem bo nie wiedzieli czym mnie zająć. A jak mówiłem, że się nudzę to dostawałem odpowiedź 'To zdejmij ubranie i pilnuj czy nikt nie ukradnie' coś w tym stylu. Teraz ja wyrosłem na takiego samego frajera. Nie dziwię się, że depresja w pewnej postaci towarzyszy mi od dnia narodzin.
monooso
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

nadopiekuńcza matka

Avatar użytkownika
przez mark123 28 wrz 2014, 20:03
Ja bardzo często w dzieciństwie w domu narzekałem, że mi się nudzi, ale matka spędzała ze mną ogrom czasu + miałem też własne rozrywki, ale nie zlikwidowało to poczucia nudy. O wiele mniej narzekałem na nudę u babci i w ogóle u niej mi było lepiej i spędziłem niej najwięcej radosnych chwil.
Czasem mam wrażenie, że częściowo na moją psychikę wpłynęło dzieciństwo rodziców poprzez pamięć genetyczną.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10120
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

nadopiekuńcza matka

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 28 wrz 2014, 20:07
Moi rodzice są na pewno bardziej zadowoleni z życia niż ja, choć nie chciałbym mieć takiego życia jak matka która cale życie pracuje ciężko, nie ma czasu na siebie i żyje dla innych, ale ona się z tym godzi a czasami wydaje się wręcz zadowolona choć 99% kobiet zwłaszcza z młodszego pokolenia by takiego życia nie zniosło. A ojciec zawsze uciekał w swoje pasje które nadawały i nadal nadają choć już mocno stary jest sens jego życiu , ja takich nigdy nie miałem. a co do wiedzy to mam większa od rodziców ale z tych mało przydatnych sprawach bo życiowo moja matka mnie przebija a ojciec jest a może był dużo inteligentniejszy no i zna perfekt język obcy a ja nigdy żadnego się nie nauczyłem. :mrgreen:
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17044
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

nadopiekuńcza matka

Avatar użytkownika
przez mark123 28 wrz 2014, 20:29
Ja tak na logikę, to chyba wyszedłbym lepiej w życiu, gdybym był taki jak ojciec lub taki, jak matka.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10120
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

nadopiekuńcza matka

przez monooso 28 wrz 2014, 21:35
mark123 napisał(a):Ja bardzo często w dzieciństwie w domu narzekałem, że mi się nudzi, ale matka spędzała ze mną ogrom czasu + miałem też własne rozrywki, ale nie zlikwidowało to poczucia nudy.

U mnie to było chore bo rodzice trzymali mnie w domu jak jakieś zwierzę. Rzadko wychodzili ze mną na spacery, nie pozwalali mi samemu wychodzić na podwórko, a jak mówiłem, że się nudzę to kazali mi zająć się zabawą jakimiś klockami lub puszczali bajki lub 'usypiali' mnie. Nie pamiętam abym kiedykolwiek w swoim życiu bawił się w piaskownicy z jakimiś innymi dziećmi. Moi rodzice chyba chodzili tylko w takie miejsca gdy nikogo nie było. Nie pozwalali mi na socjalizację z innymi dziećmi już od najmłodszych lat. Temu chyba jak później zderzyłem się z innymi uczniami w szkole to nie pasowałem do nich bo oni już mieli za sobą lata doświadczeń w komunikacji z innymi rówieśnikami. A ja byłem zacofany i tego zacofania w tak ważnym okresie dla kształtowania się naszej psychiki i mózgu nie dało się przeskoczyć do dnia dzisiejszego ponieważ właśnie ono kształtowało moje całe późniejsze życie. Dlatego nie umiałem się bawić i bałem się ich. Ja swoje całe życie się nudziłem. Nuda i depresja stały się moim naturalnym stanem psychicznym już od najmłodszych lat.

Czasem mam wrażenie, że częściowo na moją psychikę wpłynęło dzieciństwo rodziców poprzez pamięć genetyczną.

Co do pamięci genetycznej to sam podejrzewam, że coś musi w tym być ponieważ u mnie całe pokolenia są zaburzone zarówno ze strony matki jak i ze strony ojca. Nie jestem jedynym takim przypadkiem w rodzinie, u mnie jest ich przynajmniej 5, a może i więcej ponieważ nie znam całej swoje rodziny. Połączyły się dwa rody nieudaczników i spłodziły mnie, kurde no złote dzieciątko.

carlosbueno napisał(a):Moi rodzice są na pewno bardziej zadowoleni z życia niż ja, choć nie chciałbym mieć takiego życia jak matka która cale życie pracuje ciężko, nie ma czasu na siebie i żyje dla innych

Moi nie wiem czy są bardziej zadowoleni czy udają. Nie rozumiem w ogóle ich zachowania. Zresztą nie można tego rozpatrywać bez uwzględnienia wieku. Jeżeli im już bliżej do grobu, zapewnili sobie jako tako warunki do przetrwania to mogą mieć na wszystko wywalone. Ja bym chciał wiedzieć jak się czuli w moim wieku z niewiadomą przyszłością i presją społeczną. Na pewno nie chciałbym mieć takiego życia jak moi rodzice. Polega ono tylko na pracy, jedzeniu, sprzątaniu, sraniu, spaniu i tak w kółko. Zero rozrywek, zero pasji, zero współżycia z innymi ludźmi, zero wypadów gdziekolwiek, zero rozrywki, zero wszystkiego. Jak tak można w ogóle funkcjonować? To jakiś ewenement na skalę światową. Oni chyba nie mają żadnych potrzeb.Tylko zapieprzanko w pracy, w domu, jakieś kłótnie, telewizja, tutaj komuś dowalę, tutaj kogoś wyśmieję itd.

mark123 napisał(a):Ja tak na logikę, to chyba wyszedłbym lepiej w życiu, gdybym był taki jak ojciec lub taki, jak matka.

Ja na pewno nie. Gdybym w dzisiejszych realiach był identyczny jak mój ojciec i matka to skończyłbym jako kompletny frajer. Zresztą co ja gadam... przecież ja tak już skończyłem. Tak czy siak moi rodzice mają bardziej nasrane w bani niż ja. Nie chciałbym być nimi, w życiu. Gdyby urodzili się oni w dzisiejszych realiach to śmiem przypuszczać, że skończyliby albo u psychiatry albo pod mostem albo na sznurku.
monooso
Offline

nadopiekuńcza matka

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 28 wrz 2014, 22:07
Polega ono tylko na pracy, jedzeniu, sprzątaniu, sraniu, spaniu i tak w kółko. Zero rozrywek, zero pasji, zero współżycia z innymi ludźmi, zero wypadów gdziekolwiek, zero rozrywki, zero wszystkiego. Jak tak można w ogóle funkcjonować? To jakiś ewenement na skalę światową. Oni chyba nie mają żadnych potrzeb.Tylko zapieprzanko w pracy, w domu, jakieś kłótnie, telewizja, tutaj komuś dowalę, tutaj kogoś wyśmieję itd
.
Mnóstwo ludzi tak żyję w moje obecnej pracy chyba większość poza pracą de facto na 1,5 etatu do 2-óch za psie pieniądze ich życie ogranicza się do plotek, knucia przeciwko innym, oglądania seriali, zakupów w hipermarkecie przy nich moje denne życie nie wydaję się aż tak denne.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17044
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

nadopiekuńcza matka

Avatar użytkownika
przez schatten 28 wrz 2014, 22:17
monooso napisał(a):Nie pamiętam abym kiedykolwiek w swoim życiu bawił się w piaskownicy z jakimiś innymi dziećmi. Moi rodzice chyba chodzili tylko w takie miejsca gdy nikogo nie było. Nie pozwalali mi na socjalizację z innymi dziećmi już od najmłodszych lat. Temu chyba jak później zderzyłem się z innymi uczniami w szkole to nie pasowałem do nich bo oni już mieli za sobą lata doświadczeń w komunikacji z innymi rówieśnikami.


Jakbym czytał o sobie... Moja matka (wychowałem się bez ojca) też mnie tak traktowała. Nie pozwalała mi bawić się z innymi dziećmi na podwórku, nie posłała do przedszkola. Efekty tego były łatwe do przewidzenia i widoczne po dzień dzisiejszy - trudności socjalizacyjne. Do tego mama narzuciła specyficzny styl wychowania. W domu (już w okresie szkolnym) musiałem się tylko uczyć. Ze wszystkiego musiałem przynosić same piątki i szóstki. Nawet z durnej religii musiałem umieć na blachę. I to ciągłe wmawianie, że inni są do niczego, tylko ja jestem najlepszy. No, akurat :P
Jeszcze a propos nadopiekuńczości. Jak gdziekolwiek szedłem - czy to do szkoły czy na zakupy - potrafiła stać w oknie i patrzyć, czy dobrze przechodzę przez jezdnię. Patrzyła, czy dobrze siedzę na krześle, czy nie noszę w domu ciężkich rzeczy (bo się można czegoś od tego nabawić), czy (jak byłem z wizytą u kuzyna) nie siedzę czasem z nim za długo przy komputerze (bo promieniowanie! w domu nawet TV nie mieliśmy, ledwo radio wyprosiłem) itd. A gdy jej lekarze (czy to w przychodni, czy pielęgniarka w szkole) mówili, iż mam problem ze wzrokiem (bo to prawda) to kazała im się wypchać, jej synuś jest najlepszy i nie ma wad, niech się innymi dziećmi zajmą (sic!). I w ten oto sposób pojawił się nam mały świrus, który obecnie jako całkiem duży świr dalej odczuwa tego skutki.
Taka historia...
No love left in me, no eyes to see the heaven beside me...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
105
Dołączył(a)
10 mar 2012, 18:02
Lokalizacja
50°N 22°E

nadopiekuńcza matka

Avatar użytkownika
przez mark123 28 wrz 2014, 22:46
monooso napisał(a):U mnie to było chore bo rodzice trzymali mnie w domu jak jakieś zwierzę. Rzadko wychodzili ze mną na spacery, nie pozwalali mi samemu wychodzić na podwórko, a jak mówiłem, że się nudzę to kazali mi zająć się zabawą jakimiś klockami lub puszczali bajki lub 'usypiali' mnie. Nie pamiętam abym kiedykolwiek w swoim życiu bawił się w piaskownicy z jakimiś innymi dziećmi. Moi rodzice chyba chodzili tylko w takie miejsca gdy nikogo nie było. Nie pozwalali mi na socjalizację z innymi dziećmi już od najmłodszych lat.

Ja długo w ogóle nie chciałem wychodzić sam z domu, pierwszy raz bez rodziców byłem dopiero w zerówce, a pierwszy raz bez rodziców na dworze byłem, gdy miałem 11 lat (a do 13 roku życia chodziłem czasem z matką za rękę). W piaskownicy też raczej nigdy nie byłem, raczej nie miałem w ogóle takich potrzeb. Podobno rodzice chcieli mnie zachęcać do kontaktu z dziećmi, ale ja w ogóle nie chciałem. Urodziłem się już chyba z zaburzeniami w relacjach społecznych. Być może powstały one u mnie w wyniku jakiegoś uszkodzenia mózgu.

monooso napisał(a):Co do pamięci genetycznej to sam podejrzewam, że coś musi w tym być ponieważ u mnie całe pokolenia są zaburzone zarówno ze strony matki jak i ze strony ojca. Nie jestem jedynym takim przypadkiem w rodzinie, u mnie jest ich przynajmniej 5, a może i więcej ponieważ nie znam całej swoje rodziny. Połączyły się dwa rody nieudaczników i spłodziły mnie, kurde no złote dzieciątko.

Naukowcy podobno udowodnili możliwość dziedziczenia traumy u myszy i podejrzewają, że możliwe jest to także u ludzi. Myślę, że trauma może w niektórych pokoleniach pozostawać w fazie nieaktywnej, można mieć szczęśliwie dzieciństwo i kochającą rodzinę, a mieć w sobie efekty trudnego dzieciństwa, jeśli trudne dzieciństwo miał ktoś z przodków.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10120
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

nadopiekuńcza matka

przez monooso 28 wrz 2014, 23:07
carlosbueno napisał(a):Mnóstwo ludzi tak żyję w moje obecnej pracy chyba większość poza pracą de facto na 1,5 etatu do 2-óch za psie pieniądze ich życie ogranicza się do plotek, knucia przeciwko innym, oglądania seriali, zakupów w hipermarkecie przy nich moje denne życie nie wydaję się aż tak denne.

Pamiętam, że gdzieś pisałeś, iż Twoja praca nie należy do zbyt renomowanych i ciekawych (chociaż żadna praca nie hańbi). Właśnie to pokazuje jacy ludzie kończą w takiej robocie. Ludzie puści, bez żadnych większych ambicji i potrzeb, tzw. plebs społeczny. Popracują, zjedzą obiad, oglądną Złotopolskich, zadupczą, pójdą luli i od początku. Dziwię się co Ty tam robisz. Może ja mam zbyt wysokie wymagania, nie wiem. Chociaż jak tak sobie teraz myślę to przecież ja wśród takich ludzi najlepiej zawsze się czułem ponieważ nie odczuwałem przed nimi, aż takiego lęku jak przed ludźmi przebojowymi, żyjącymi pełną piersią, mającymi masę zainteresowań itd. Najbardziej boję się ludzi podobnych do mnie samego. Zawsze wolałem otaczać się ludźmi głupszymi i samemu udawać takiego jednocześnie mając wszystko pod kontrolą, mając każdego rozpracowanego. Z tymi mądrzejszymi i bystrzejszymi to by nie przeszło.

schatten napisał(a):nie posłała do przedszkola.

Też.

Do tego mama narzuciła specyficzny styl wychowania. W domu (już w okresie szkolnym) musiałem się tylko uczyć. Ze wszystkiego musiałem przynosić same piątki i szóstki. Nawet z durnej religii musiałem umieć na blachę.

U mnie natomiast nie było aż takiego rygoru. Tzn. początkowo coś tam próbowano osiągnąć ale to wszystko się posypało bo moi rodzice byli niekonsekwentni, stary chodził na czworaka co drugi dzień, raz było tak, raz było srak, więc to wszystko się posypało i moi rodzice chcieli tylko abym zdał do następnej klasy. Kurde osoby z takimi deficytami w kontaktach społecznych jak ja przynajmniej rekompensują to sobie wykształceniem i wiedzą. Są pilni, zdyscyplinowani, mądrzy, kończą dobre studia, znajdują jakąś pracę, której się poświęcają. A ja? U mnie nie przypilnowano abym zdobył jakieś wykształcenie. Skończyłem bez papierka, z fobią społeczną, a do tego z fatalną fizycznością. Gdzie ja niby skończę? Przecież nie mam żadnych atutów, które przydać się mogą w jakiejś pracy. Fobicy nadrabiają braki wykształceniem, przeciętni ekstrawertycy komunikatywnością, głupi kozacy siłą fizyczną, a ja to niczym.

I to ciągłe wmawianie, że inni są do niczego, tylko ja jestem najlepszy.

U mnie odwrotnie.

-- 28 wrz 2014, 23:21 --

mark123 napisał(a):Ja długo w ogóle nie chciałem wychodzić sam z domu, pierwszy raz bez rodziców byłem dopiero w zerówce, a pierwszy raz bez rodziców na dworze byłem, gdy miałem 11 lat (a do 13 roku życia chodziłem czasem z matką za rękę).

Ja natomiast nie wiem czy sam nie chciałem wychodzić bo nie pamiętam, a ze swoimi rodzicami na takie tematy nie rozmawiałem i nie zamierzam. Pierwszy kontakt z rówieśnikami również pamiętam w zerówce. W ogóle zerówkę pamiętam jako swój pierwszy kontakt ze światem zewnętrznym, tak jakby wcześniej nic nie było poza środowiskiem domowym. Na dworze spędzałem sporo czasu gdzieś w okresie podstawówki, ciężko mi powiedzieć ile miałem wtedy lat ale na pewno mniej niż 11. Ten czas spędzany na podwórku i tak nie wyprostował tego co zostało zaniedbane w pierwszych latach życia (a spędzałem wręcz całe dnie na podwórku wśród innych dzieci).

Naukowcy podobno udowodnili możliwość dziedziczenia traumy u myszy i podejrzewają, że możliwe jest to także u ludzi. Myślę, że trauma może w niektórych pokoleniach pozostawać w fazie nieaktywnej, można mieć szczęśliwie dzieciństwo i kochającą rodzinę, a mieć w sobie efekty trudnego dzieciństwa, jeśli trudne dzieciństwo miał ktoś z przodków.

Kiedyś gdzieś czytałem, że nasze postrzeganie i przebyte doświadczenia zmieniają nasz kod DNA i geny. Jeżeli to prawda to dostałem FATALNE geny.
monooso
Offline

nadopiekuńcza matka

Avatar użytkownika
przez mark123 29 wrz 2014, 00:16
monooso napisał(a):Kurde osoby z takimi deficytami w kontaktach społecznych jak ja przynajmniej rekompensują to sobie wykształceniem i wiedzą. Są pilni, zdyscyplinowani, mądrzy, kończą dobre studia, znajdują jakąś pracę, której się poświęcają. A ja? U mnie nie przypilnowano abym zdobył jakieś wykształcenie. Skończyłem bez papierka, z fobią społeczną, a do tego z fatalną fizycznością. Gdzie ja niby skończę? Przecież nie mam żadnych atutów, które przydać się mogą w jakiejś pracy. Fobicy nadrabiają braki wykształceniem, przeciętni ekstrawertycy komunikatywnością, głupi kozacy siłą fizyczną, a ja to niczym.

Ja też niczym nie nadrabiam braków.

monooso napisał(a):W ogóle zerówkę pamiętam jako swój pierwszy kontakt ze światem zewnętrznym, tak jakby wcześniej nic nie było poza środowiskiem domowym.

Też zerówkę pamiętam jako pierwszy kontakt z zewnętrznym światem oraz w ogóle jest jednym z pierwszych wspomnień z dzieciństwa.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10120
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

nadopiekuńcza matka

przez monooso 29 wrz 2014, 07:51
mark123 napisał(a):Ja też niczym nie nadrabiam braków.

Papierkiem i sądząc po Twoich postach pewnie również wiedzą oraz inteligencją.

Też zerówkę pamiętam jako pierwszy kontakt z zewnętrznym światem oraz w ogóle jest jednym z pierwszych wspomnień z dzieciństwa.

Ja mam jakieś wczesne wspomnienia, raczej sprzed zerówki ale nie jestem w stanie powiedzieć ile miałem wtedy konkretnie lat. Jak przez mgłę pamiętam wspólne spacery do parku z rodzicami, jakieś wypady do dziadków. Nie zmienia to jednak faktu, że nie jestem tam w stanie odszukać żadnego kontaktu z rówieśnikami, a o to głównie mi chodzi. Zresztą im głębiej analizuję swoje dzieciństwo tym bardziej nie trzyma się to wszystko kupy. Nie zgadza mi się mój wiek, z niektórymi wydarzeniami w ogóle. A nasz pierwszy kontakt z innymi rówieśnikami dopiero w zerówce to jakaś ostra patologia. Wystarczy wyjść i poobserwować jak małe dzieci bawią się wspólnie na placu zabaw, w piaskownicy, a jakie 'duże' dzieci chodzą już do zerówki. Mamy GIGANTYCZNE zacofanie pod tym względem, nie wyrobiliśmy sobie automatyzmów. To skandal i tyle. Okradziono mnie z chyba decydującej funkcji stanowiącej o szczęściu i powodzeniu w życiu... Zresztą moi rodzice to też fobicy społeczni więc to musiało się tak zakończyć.
monooso
Offline

nadopiekuńcza matka

Avatar użytkownika
przez mark123 29 wrz 2014, 10:14
monooso napisał(a):Papierkiem i sądząc po Twoich postach pewnie również wiedzą oraz inteligencją.

Papierek po takiej uczelni, na której studiowałem, to może mieć prawie każdy. Wiedzy nie mam, inteligencja prawie na poziomie ociężałości umysłowej, więc niczym nie nadrabiam.

monooso napisał(a):Nie zmienia to jednak faktu, że nie jestem tam w stanie odszukać żadnego kontaktu z rówieśnikami, a o to głównie mi chodzi. Zresztą im głębiej analizuję swoje dzieciństwo tym bardziej nie trzyma się to wszystko kupy. Nie zgadza mi się mój wiek, z niektórymi wydarzeniami w ogóle. A nasz pierwszy kontakt z innymi rówieśnikami dopiero w zerówce to jakaś ostra patologia. Wystarczy wyjść i poobserwować jak małe dzieci bawią się wspólnie na placu zabaw, w piaskownicy, a jakie 'duże' dzieci chodzą już do zerówki. Mamy GIGANTYCZNE zacofanie pod tym względem, nie wyrobiliśmy sobie automatyzmów. To skandal i tyle. Okradziono mnie z chyba decydującej funkcji stanowiącej o szczęściu i powodzeniu w życiu... Zresztą moi rodzice to też fobicy społeczni więc to musiało się tak zakończyć.

Mnie matka próbowała w pewien sposób uspołecznić w podstawówce, ale jej się nie udało.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10120
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do