Rozwód po 6 miesiącach... Pomimo wszystko boli.

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Rozwód po 6 miesiącach... Pomimo wszystko boli.

przez karola25 07 maja 2011, 12:13
Lolita napisał(a):
Przed ślubem,w okresie jak byliśmy w związku - tak jak pisałam,zwracał matce uwagę nie raz na wtrącanie się we wszystko. Potrafił być stanowczy. Mówił,że będzie musiała zrozumiec-że będzie nowa rodzin,która będzie żyła swoim życiem,według swoich zasad itd. Po ślubie niestety - jak już zostalismy małżeństwem,ta stanowczośc zniknęła


Może to było tak że wielu rzeczy nie widziałaś, albo nie chciałaś widzieć. Bo ja osobiście nie wierze że w kilka miesięcy po ślubie jest bum i człowiek diametralnie się zmienia.

Jeżeli chcesz ratować wasze małżeństwo to proponuję udanie się na terapie małżeńską, i spróbować zamieszkać razem ale już bez teściowej czyli na innych warunkach.

Dla mnie 2 lata to jest zdecydowane za mało na ślub, ale doskonale Cię rozumiem bo popełniłam podobny błąd :)
Człowiek uczy się na błędach i musi minąć jakiś czas, taki okres żałoby, za nim wrócisz do normalności.
To jest twój czas na refleksję :)




Być może były rzeczy których nie widziałam lub nie chciałam widzieć...z drugiej strony- zdawałam sobie sprawę ,ze pewne rzeczy się ułożą,że na to potrzeba czasu. Nie chciałam po jakiejś jednej czy drugiej negatywnej sprawie skreślać związku czy się ewakuować bo nie ma rycerzy na białym koniu... Terapia nie wchodzi w grę,nawet nie mam co jej proponować- owszem myślałam o tym ale mąż ma podejście typowo zaściankowe- terapie są dla "psycholi" i tego trzeba się wstydzić.... Kocham go ale nie ma przyszłości małżeństwo gdy się stara jedna strona. Chciałabym sobie samej pomóc- jakoś to przejść,żeby nie zamienić się w zgorzkniałą feministkę lub zalęknioną niepewną siebie przegraną kobietę. To jest bitwa absurdów.
Jak dotąd żyłam z jedną myślą-że te ramiona które mnie obejmują to ramiona mojego męża,ta twarz którą brałam w dłonie i głaskałam to twarz mojej najbliższej ukochanej osoby, ta osoba przy której zasypiam i ogrzewam moje chronicznie zimne stopy- to już tak będzie zawsze..... i nie wyobrażam sobie TERAZ abym miała znowu do czegoś takiego się przyzwyczajać u kogoś innego- nie chcę tego,jeśli bym miała znowu to stracić.
Ciężko to wszystko w sobie ułożyć.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
06 maja 2011, 12:47

Rozwód po 6 miesiącach... Pomimo wszystko boli.

Avatar użytkownika
przez Lolita 07 maja 2011, 12:26
z drugiej strony- zdawałam sobie sprawę ,ze pewne rzeczy się ułożą,że na to potrzeba czasu.


Z doświadczenia wiem że pewne rzeczy z czasem się nie zmieniają, albo z czasem jest po prostu gorzej.

Kocham go ale nie ma przyszłości małżeństwo gdy się stara jedna strona. Chciałabym sobie samej pomóc- jakoś to przejść,żeby nie zamienić się w zgorzkniałą feministkę lub zalęknioną niepewną siebie przegraną kobietę. To jest bitwa absurdów.


Tak! Na dłuższą metę nie da się kochać za dwoje, bo w pewnym czasie człowiek się wypala i ma wrażenie że coś stracił :)
To jest właśnie taki etap, żałoby o którym mówiłam wcześniej i każdy go musi przejść. Z czasem to o czym teraz mówisz mija, i na pewne rzeczy masz inne spojrzenie. To jest właśnie czas na refleksje. Musisz sobie przemyśleć co jest dla Ciebie najlepsze. ;)
Wyobraź mnie sobie; nie zaistnieję, jeśli mnie sobie nie wyobrazisz.

Lolita
Avatar użytkownika
Offline
Posty
322
Dołączył(a)
22 kwi 2010, 17:00

Rozwód po 6 miesiącach... Pomimo wszystko boli.

przez betty_boo 07 maja 2011, 12:50
Dziewczyno - nie martw sie, ciesz sie ze tak krotko z nim byłas i w porę zauwazyłaś jaki ten układ jest dla ciebie niesprawiedliwy i kto tam tak naprawde sie liczy i pociąga za sznurki.

moj mąż tez jest pod ogromnym wpływem rodziny, tez sie nie wyprowadzi z rodzinnego domu "bo nie", tez inwestował ciagle w dom rodzinny a nie w cos wspólnego ze mna, nie w nasza przyszłosc.

nie chciał miec ze mna ani wspolnego majątku ani dziecka.

dom w którym mieszkalismy nalezy do niego i do jego siostry...wiec on tak naprawde wszystko uzgadnial z siostra a nie ze mna. a- jeszcze garaz nalezal do taty...i tak kazdy byl tam u siebie OD DAWNA i NADAL tylko nie ja.

chory układ którego mialam byc czescią. niesprawiedliwy dla mnie: emocjonalnie i finansowo.
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Rozwód po 6 miesiącach... Pomimo wszystko boli.

przez ewaryst7 07 maja 2011, 13:30
A ja Cię rozumiem .Rozumiem , że jest Ci ciężko. Tyle marzeń , planow ... Twój mąż , jest manipulowany przez matkę.Myślę , że od bardzo dawna.Zle , że nie kontaktuje się z Tobą.Porozmawiaj z nim. sama.W cztery oczy.I koniecznie napisz , czy do czegoś doszliście.
Offline
Posty
2102
Dołączył(a)
29 maja 2008, 08:11
Lokalizacja
Braniewo-City

Rozwód po 6 miesiącach... Pomimo wszystko boli.

Avatar użytkownika
przez agusiaww 09 maja 2011, 10:21
Bolec bedzie, w koncu to dotkliwe przezycie, niemniej skoro juz jestescie po rozwodzie? to nie ma co sie w tym babrac. Trzeba isc do przodu, chociaz nie raz, nie dwa bedziesz to wspominac. Trzeba wyciagnac wnioski i starac sie nie popelniac tego bledu, nie mieszkac z tesciowa, itd itd. Bol kiedys minie, chociaz wiadomo ze nie predko.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Rozwód po 6 miesiącach... Pomimo wszystko boli.

przez Uluru 09 maja 2011, 14:22
Hej karola25
Czytając twoje posty odniosłam wrażenie jakbyś mówiła o swoim mężu sprzed ślubu i po ślubie jak o dwóch różnych osobach. Zdarza się niejednokrotnie, że ludzie inaczej zachowują się kiedy są w związku niesformalizowanym, kiedy wszelkie inne opcje są wciąż dostępne i niejako przekonuje się partnera do siebie. A inaczej gdy są już po ślubie rozumianym często jako cyrograf bez terminu ważności. Czy widziałaś znaki, czy mogłaś się domyślać przed ślubem, że on czuje się bardziej związany z matką niż z Tobą, należy już do przeszłości i nie zmienisz już tego. Pytanie co chcesz zrobić z przyszłością, z dniami nadchodzącymi, jak chcesz by wyglądało twoje życie? Kiedy zadasz sobie te pytania zastanów się czy te scenariusze są realne, potem jak możesz je osiągnąć i wreszcie po czym poznasz, że osiągasz cel.
Piszesz o tym jak czujesz się odsunięta przez męża, jak twoje miejsce w jego sercu i waszym związku zabiera teściowa. A ty przecież masz pełne prawo do bycia kochaną i istotną postacią w życiu partnera. Mało tego on Ci to przyrzekał podczas ślubu. Ważne jest by spytać siebie, czy on może dać mi to czego potrzebuje, na co zasługuje. Będzie to wskazówka w twoim dylemacie, który przedstawiłaś w kwestii rozwodu po 6 miesiącach. Każdy z nas ma prawo do zmiany decyzji i do pomyłek. Ty też!
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
09 maja 2011, 12:29
Lokalizacja
Warszawa

Rozwód po 6 miesiącach... Pomimo wszystko boli.

przez karola25 09 maja 2011, 14:39
Uluru napisał(a):Hej karola25
Czytając twoje posty odniosłam wrażenie jakbyś mówiła o swoim mężu sprzed ślubu i po ślubie jak o dwóch różnych osobach. Zdarza się niejednokrotnie, że ludzie inaczej zachowują się kiedy są w związku niesformalizowanym, kiedy wszelkie inne opcje są wciąż dostępne i niejako przekonuje się partnera do siebie. A inaczej gdy są już po ślubie rozumianym często jako cyrograf bez terminu ważności. Czy widziałaś znaki, czy mogłaś się domyślać przed ślubem, że on czuje się bardziej związany z matką niż z Tobą, należy już do przeszłości i nie zmienisz już tego. Pytanie co chcesz zrobić z przyszłością, z dniami nadchodzącymi, jak chcesz by wyglądało twoje życie? Kiedy zadasz sobie te pytania zastanów się czy te scenariusze są realne, potem jak możesz je osiągnąć i wreszcie po czym poznasz, że osiągasz cel.
Piszesz o tym jak czujesz się odsunięta przez męża, jak twoje miejsce w jego sercu i waszym związku zabiera teściowa. A ty przecież masz pełne prawo do bycia kochaną i istotną postacią w życiu partnera. Mało tego on Ci to przyrzekał podczas ślubu. Ważne jest by spytać siebie, czy on może dać mi to czego potrzebuje, na co zasługuje. Będzie to wskazówka w twoim dylemacie, który przedstawiłaś w kwestii rozwodu po 6 miesiącach. Każdy z nas ma prawo do zmiany decyzji i do pomyłek. Ty też!


Chciałabym być po prostu szczęśliwa i traktowana poważnie-to trywialne. Poczucie szczęścia na pewno poniekąd da mi poczucie niezależności.
Teraz chciałabym się skupić na sobie na inwestowaniu w siebie- bo to zawsze dawało mi siłę. Mój błąd-że w małżeństwie,naszym związku-zapominałam sama o sobie. Teraz dociera do mnie,że siebie i swoje potrzeby stawiałam na którymś tam miejscu. Na pierwszym był mąż i tylko mąż. Zawiodłam się na mężu strasznie.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
06 maja 2011, 12:47

Rozwód po 6 miesiącach... Pomimo wszystko boli.

przez paradoksy 09 maja 2011, 15:03
karola25 napisał(a):Chciałabym być po prostu szczęśliwa i traktowana poważnie-to trywialne.

Dlaczego trywialne? To chyba naturalna potrzeba każdego człowieka. Mało tego - każdy ma do tego prawo!
paradoksy
Offline

Rozwód po 6 miesiącach... Pomimo wszystko boli.

przez Uluru 09 maja 2011, 17:25
Hej karola25
Z twoich słów bije siła! Odczytuje je jako zdania kobiety gotowej stawić czoła wyzwaniom i podjąć się walki o swoje szczęście. Nazywając swoje potrzeby trywialnymi odbierasz im moc i ich miejsce w twoim życiu. Tak, masz prawo się realizować, masz prawo być niezależna. To nie egoizm gdy troszczymy się o siebie i dbamy o realizacje swoich potrzeb. Oczywiście tak długo jak nie krzywdzimy tym innych. Może to właśnie ta trudna dla Ciebie sytuacja dała Ci siłę i pokazała jak bardzo potrzebujesz zmian i troski o swoje dobro.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
09 maja 2011, 12:29
Lokalizacja
Warszawa

w trakcie rozwodu - do pionu....

przez maksa 10 wrz 2011, 21:08
Witam
jestem w trakcie rozwodu, w zasadzie czekam na pierwszą rozprawę. Pomijam fakt,że parę dni temu obchodziłam pierwszą rocznicę ślubu... Mam w sobie żal,że mąż zakpił sobie z małżeństwa ,ze mnie ,ze wszystkiego. To był błąd- że wyszłam za takiego człowieka. Wiem,że życia nie miałabym w tak chorych relacjach. Mąż - mami synek, żona śmieć. Ok wiem,że lepiej - że tak się skończyło. Ale mam w sobie żal, poczucie krzywdy i coraz większą złość. Nie wiem jak dać sobie radę. Czy naprawdę tak jest - że z rozwodu i tej całej traumy wychodzi się etapami? raz jest przypływ energii, wiary. Później dół i brak sił. I znowu lepiej. Po czym znowu gorzej. Jak Wy daliście sobie radę w trakcie rozwodu?
Ostatnio edytowano 10 wrz 2011, 21:46 przez *Wiola*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: połaczono
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
10 wrz 2011, 20:54

Rozwód po 6 miesiącach... Pomimo wszystko boli.

przez maksa 11 wrz 2011, 11:40
Ja też wiem,że nie wrócę do męża. Nigdy. Ale dlaczego to tak boli - choć wiem,że to dobra decyzja. Pozostaje ten cholerny ból.....Bezsens i strach przed ponownym ułożeniem sobie życia. Chciałabym być tak książkowo silna i mądra. A tu nic....wahania nastrojów.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
10 wrz 2011, 20:54

Rozwód po 6 miesiącach... Pomimo wszystko boli.

przez adamo_ 11 wrz 2011, 15:56
Załatw rozwój z jego winy i staraj się zgarnąć jak najwięcej majątku i alimenty. Płakać nad swoim losem będziesz później.
adamo_
Offline

Rozwód po 6 miesiącach... Pomimo wszystko boli.

przez betty_boo 11 wrz 2011, 22:40
dziewczyny a jakie były przyczyny zakończenia tych związków jeśli moge zapytac?
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do