Po co żyjecie, czy to ma jeszcze jakiś sens?/sens zycia

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez hopeless 13 sty 2008, 20:01
mnie też rodzice i mój mąż.
Chociaż często myślę, że jestem dla nich ciężarem,
same przeze mnie kłopoty
i wszystkim byłoby lepiej beze mnie :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
07 sty 2008, 00:13

Avatar użytkownika
przez luthien 13 sty 2008, 20:12
Chrystus... przyjaciele... nadzieja na lepsze jutro... strach przed bólem...
dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
08 paź 2007, 11:51

Avatar użytkownika
przez Brunhilda 13 sty 2008, 21:18
hopeless napisał(a):mnie też rodzice i mój mąż.
Chociaż często myślę, że jestem dla nich ciężarem,
same przeze mnie kłopoty
i wszystkim byłoby lepiej beze mnie :(


Na pewno byliby zrozpaczeni. To tylko deprecha każe Ci tak myśleć...
Jest nieźle, wreszcie! :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
143
Dołączył(a)
19 gru 2007, 18:33
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez bezmuzg 13 sty 2008, 22:22
ja to po prostu nie mam wyboru...
God knows you lonely souls
Avatar użytkownika
Offline
Posty
63
Dołączył(a)
04 maja 2007, 12:47

Avatar użytkownika
przez Jan Nowak 13 sty 2008, 22:27
Są takie chwile, kiedy myślę sobie, że gdybym teraz miał umrzeć to bym nie żałował.
Pewnie nigdy bym się nie zabił, bo z jednej strony strach, a z drugiej nadzieja, która towarzyszyła mi w najgorszych chwilach.
Przecież jesteśmy tacy młodzi, tacy młodzi, ludzie nam tego nie wybaczą.. ą..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
111
Dołączył(a)
01 wrz 2007, 13:59
Lokalizacja
JWO

Avatar użytkownika
przez emgie 13 sty 2008, 23:17
mnie przy życiu utrzymało wiele rzeczy. na pierwszym miejscu - mama - jestem jedynaczką - ona bardzo mnie kocha. nie poradziłaby sobie. nie mam prawa marnować jej życia w ten sposób. a na samym końcu pojawiła się nadzieja, że coś się jeszcze mogę zmienić i pewność, że zabić mogę się przecież w każdej chwili. ta myśl bardzo mnie uspokoiła. postanowiłam dać sobie szansę, ale bardzo dużo czasu zajęło mi dojście do tego. a teraz... sama już nie wiem. ostatnio w ogóle niczego nie wiem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
13 sty 2008, 13:19
Lokalizacja
z niebieskiego pokoju

Avatar użytkownika
przez pyzia1 14 sty 2008, 13:38
NADZIEJA
i poczucie obowiązku
Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu.Szczęśliwi,którzy obywają się bez niego.Samotny nie opłakuje nikogo,nikt też nie płacze nad nim.Niech ten,kto nie chce cierpieć,kto czuje trwogę przed zgryzotą,uwalnia się od ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 14 sty 2008, 14:18
Ja z innej beczki: co nie pozwala mi się zabic? Strach. Tylko i wyłącznie

Mnie też tylko strach
Tak jak Polina mam nadzieje że kiedyś zachce mi się zyć
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Avatar użytkownika
przez silesiaster 14 sty 2008, 14:58
Do samego pytania czy życie ma sens - każdy osobno powinien sobie na to odpowiedzieć: jeśli myślisz, że coś dobrego Cię w życiu może spotkać to dobrze jeśli jednak sądzisz, że to już koniec poczekaj jeszcze trochę może zmienisz zdanie:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
193
Dołączył(a)
09 gru 2006, 20:18

Avatar użytkownika
przez K. 14 sty 2008, 18:58
Jeśli chodzi o sens życia, to przecież oczywiście, że tak siedząc i rozmyślając możemy dojść do wniosku, że w zasadzie nawet nie musimy sie ubierać, bo po co ?
Żeby musieć zjeść śniadanie i iść do pracy ?
A po co ? Żeby użerać się z szefem i innymi ludźmi ?
A po co ? Jak kiedyś to i tak wszystko się skończy ?

Takim sposobem usiądziemy na tyłku i nie ruszymy z miejsca, tracąc sens życia.

Ja wiem, że w życiu piękne są tylko chwile - reszta to walka o przetrwanie.
Ale jaka później satysfakcja ze spełnionych marzeń, zrealizowanych celów.
Tego nie da się opisać.
“I'm tough, ambitious, and I know exactly what I want. If that makes me a bit*ch, okay.”
Avatar użytkownika
K.
Offline
Posty
443
Dołączył(a)
03 sty 2008, 22:37

Avatar użytkownika
przez Brunhilda 15 sty 2008, 00:07
Co do sensu życia, to go po prostu nie ma. Kim my, malutcy ludzie, jesteśmy w skali wszechświata lub nawet Ziemi? Jesteśmy tylko nic nieznaczącym dziełem przypadku. Nasze życie czy śmierć niczego nie zmieni. Niewiele osób dostrzeże, że istniał ktoś taki jak pan/pani X. I w tym tkwi cała ta bezsensowność życia...



K. napisał(a):Jeśli chodzi o sens życia, to przecież oczywiście, że tak siedząc i rozmyślając możemy dojść do wniosku, że w zasadzie nawet nie musimy sie ubierać, bo po co ?
Żeby musieć zjeść śniadanie i iść do pracy ?
A po co ? Żeby użerać się z szefem i innymi ludźmi ?
A po co ? Jak kiedyś to i tak wszystko się skończy ?

Takim sposobem usiądziemy na tyłku i nie ruszymy z miejsca, tracąc sens życia.


Zgadzam się z obiema wypowiedziami.
Opiszę swoje własne doświadczenie dotyczące tych spraw, może komuś pomoże. Chociaz tak naprawde myślę, że musi sam znaleźć swoje własne rozwiązanie.

ja nad sensem życia zastanawiam się od paru lat, i im dłużej nad tym myślałam, tym wyraźniej czułam, że raczej nie dojdę do żadnych optymistycznych wniosków.

Bardzo często przeżywałam silny niepokój egzystencjalny (tak, tak, lubię to mądre słowo :D), aż któregoś dnia, z miesiąc temu, tak się wkręciłam w te (pseudo)filozoficzne rozmyślania, że poczułam się, jakby spojrzała bezpośrednio w tę ziejącą pustkę. To było takie...upiorne, nie wiem jak to opisać. Takie porażająca, pełna świadomość bezsensu. No i kompletny brak nadziei. Bo skoro poznałam prawdę, to nic juz mnie nie uratuje. Koszmar.

Ale to zdarzenie okazało się przełomem. Kiedy juz w pełni zdałam sobie sprawę z całego absurdu i przypadkowości naszego życia, musiałam coś z tym zrobić: zaprotestować (jest jeden sposób...) albo jakoś się w tym odnaleźć. Doszłam do wniosku (stopniowo, wszystko się działo etapami), że wprawdzie życie sensu nie ma, i ja zawsze już będę to wiedziała, ale mogę tak żyć, żeby jak najmniej ten bezsens odczuwać: zamiast siedzieć, zastanawiać się i wciąż doprowadzać się do rozpaczy, mogę zająć się tym, co daje mi takie zupełnie subiektywne poczucie spełnienia i satysfakcję: mam kilka takich rzeczy.

Tu nie chodzi o to, że chcę z nich czerpać poczucie sensu. Chodzi o zapewnienie sobie BRAK POCZUCIA BEZSENSU, to nie to samo. Bezsens/sens tak naprawdę maja dla nas znaczenie tylko wtedy, gdy się nad nimi zastanawiamy. Jeśli nie myslimy o bezsensie, tylko zajmujemy sie swoimi sprawami, wyznaczamy sobie cele, to tak jakby go nie było. W tym akurat wypadku tak jakby to naprawdę dużo.
Jest nieźle, wreszcie! :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
143
Dołączył(a)
19 gru 2007, 18:33
Lokalizacja
Warszawa

przez Pstryk 15 sty 2008, 09:53
Odpowiedzialność - najtrudniej wziąć odpowiedzialność za własne życie.
Pstryk
Offline

przez wędrówka 15 sty 2008, 17:24
"Chodzi o zapewnienie sobie BRAK POCZUCIA BEZSENSU, " tak, Brunhilda ma rację, sama się o tym przekonałam, najlepszy dzień, to taki, w ktorym trzeba duzo zrobić i to najlepiej intensywnie fizycznie, bo u mnie praca umysłowa sprzyja "odlotom", muszę mieć zapisanych w notesie duzo pozycji do zrobienia na dzień następny, to działa; czasami wiele godzin jest dobrze
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
13 kwi 2007, 21:04
Lokalizacja
z daleka

Avatar użytkownika
przez Brunhilda 15 sty 2008, 22:02
zamiast zastanawiać się nad życiem - po prostu żyć
Tak bym w skrócie opisała mój sposób na poczucie bezsensu.


bethi napisał(a):Odpowiedzialność - najtrudniej wziąć odpowiedzialność za własne życie.


Tak. Uciekamy od tego jak możemy...
Jest nieźle, wreszcie! :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
143
Dołączył(a)
19 gru 2007, 18:33
Lokalizacja
Warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do