Mam dość swojego życia (18 lat).

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Mam dość swojego życia (18 lat).

przez Stark 21 mar 2012, 20:07
frustrated, też nolifie w Wow'a... : D.
Ale panowie, gry, pozwalają na ucieczkę, nie rozwiążą jednak problemów. Wszelkie nałogi, i zapomnienie tylko odwleką, to co nieuniknione (starcie się z problemami)... nie da się wiecznie uciekać...
Stark
Offline

Mam dość swojego życia (18 lat).

Avatar użytkownika
przez frustrated 21 mar 2012, 22:41
no ja juz skonczylem swoja kariere w WoWie, no ale pokusa zeby wrocic jest ogromna :mrgreen:
Ale panowie, gry, pozwalają na ucieczkę, nie rozwiążą jednak problemów. Wszelkie nałogi, i zapomnienie tylko odwleką, to co nieuniknione (starcie się z problemami)

Dobrze powiedziane, dlatego ja staram sie z nimi walczyc, codziennie, uciekanie od nich mam juz zasoba teraz tylko konsekwentna walka zeby wyjsc z tego calego g*wna :smile: co z tego wyjdzie pokaze czas...
Dobra odbiegamy troche od tematu...

Raito jakies postepy w tym wszystkim? Podejmujesz jakies kroki zeby z tego wyjsc, czy nadal jedna wielka desperacja?
zdrowymozg.pl
Avatar użytkownika
Offline
Posty
343
Dołączył(a)
21 mar 2011, 03:35

Mam dość swojego życia (18 lat).

przez Stark 21 mar 2012, 22:49
frustrated, To dobrze, ja jestem na etapie "myślenia nad tym", nad sobą, swoimi problemami, i czy w ogóle je mam ^^.
Stark
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Mam dość swojego życia (18 lat).

Avatar użytkownika
przez Raito 22 mar 2012, 13:33
Postępy? brak.
Mam czasem takie chwile że nie wiadomo czemu jest w miarę spoko, ale mija to po kilku godzinach i znowu to samo. Lipa.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
13 mar 2012, 19:10

Mam dość swojego życia (18 lat).

przez Stark 22 mar 2012, 16:43
Raito, U mnie tak samo... chwilowo jest ok, za chwile zaś ch**owo ...
Stark
Offline

Mam dość swojego życia (18 lat).

przez noname9292 22 mar 2012, 19:03
Badaliście sobie tarczyce?
Offline
Posty
114
Dołączył(a)
30 sie 2011, 01:10

Mam dość swojego życia (18 lat).

Avatar użytkownika
przez Raito 22 mar 2012, 19:20
A co to może mieć do rzeczy?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
13 mar 2012, 19:10

Mam dość swojego życia (18 lat).

Avatar użytkownika
przez bomba21 22 mar 2012, 19:58
ja mam coraz gorzej ale coraz bardziej sie przywyczajam ...
jak wiecie trafiłem do prawie najgorszej szkoły przez moich mądrych rodziców, mimo że dostałem się do dobrej szkoły, przenieśli moje papiery bez mojej wiedzy, bo myśleli że będzie mi lepiej w gorszej (nie trzeba będzie się dużo uczyć)
to dopiero cios w plecy nie ? wraz z tą akcją zaczęły się moje problemy - miałem prawie najwięcej punktów w klasie jak i w szkole (chodzi o egzamin gimnazjalny), cały czas aż do tej pory czułem się jak w zoo, nikogo nie znałem, ja jestem z miasta, tam wszyscy spoza niego, zamiast się rozwijać patrzyłem jak żałośnie się zachowują, idealne porównanie - jakbym był z innej planety, żaden znajomy ze starej szkoły tu nie przyszedł, każdy dzień potęgował moje zażenowanie, wiadomo nie miałem ochoty się uczyć, prowadzić zeszytów i w ogóle chodzić do takiej szkoły, nauczyciele widząc to nienawidzili mnie dodatkowo za to że mi się udawało mimo frekwencji zawsze dawałem radę, i dlatego nie obyło się bez poprawek na wakacjach, powód poprawki dla nauczyciela był osobisty ale ja wiem jaka była prawda, rówieśnicy poprawiali się, a ja łapałem niedostateczne za byle co bez możliwości jakiejkolwiek poprawy, droczenie się kiedy po lekcji pytałem, tak jakby mieli satysfakcję z tego że pytam się jak poprawić ocenę, ale odpowiedź - ja mam z czego ci postawić ocenę, pracowałeś cały rok, oczywiście nie mogłem się tłumaczyć rodzinie dlaczego miałem poprawki, bo co nauczyciele się uczepili? wiadomo że nikt w tę bajkę nie uwierzy więc poprostu musiałem mówić "tak wyszło"
byłem oczkiem w głowie połowy nauczycieli - nie pasowało im także to że nigdy z nimi nie rozmawiałem i nawet że nie prowadziłem awantur, widziałem w oczach własnej wychowawczyni jak próbowała mnie sprowokować - bez skutku.
i tak zaczęła się moja depresja, moje piękne plany i szczęście że byłem w dobrej szkole poszły z dymem przez rodzinę...
coś na co nie miałem wpływu, nie było moją decyzją - to mnie najbardziej dobija, myślę że zapamiętam to rodzicom do końca życia, moja "piękna" młodość niby to 15-18 lat najlepsze w życiu dzięki rodzicom zmieniło się w koszmar.
do tej pory kiedy poszedłem do średniej szkoły było fajnie - to był mój początek, oczywiście dodatkowe problemy dochodziły a ten problem stał się bardziej przeszłością. czasem mam taką chęć dać takiego kopa światu wziąć się w garść i na złość pokazać tym których nienawidzę do czego można dojść - ale na chęciach się kończy

w nocy śnie sobie o tym jak nadchodzi wielka apokalipsa, wszyscy umierają i potem znowu wszystko zaczyna się od początku, kwitnie piękne nieświadome życiem możliwe że inteligencja robi z nas złych ludzi ? do tego jest wiara ? chęć na pieniądze kusi ludzi tak bardzo że posuną się do każdej rzeczy, zarażają się nawzajem tym swoim cholerstwem. Jedyni ludzie którzy są dobrzy to ci którzy tkwią w problemach i ich nie rozwiązują, albo księża - bo życia nie znają, i dlatego nie są źli, takie moje zdanie, wkońcu i ja się zmienię, pewnie tego nawet nie zauważę.

po śmierci jest jak przed narodzinami
Ostatnio edytowano 22 mar 2012, 20:04 przez bomba21, łącznie edytowano 1 raz
Będzie dobrze!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
58
Dołączył(a)
23 gru 2011, 00:22

Mam dość swojego życia (18 lat).

przez noname9292 22 mar 2012, 20:01
Offline
Posty
114
Dołączył(a)
30 sie 2011, 01:10

Mam dość swojego życia (18 lat).

Avatar użytkownika
przez Raito 22 mar 2012, 23:48
@bomba21

Dziwni postąpili twoi rodzice. Moim zdaniem to powinien być twój wybór do jakiej szkoły chciałeś iść. Ja mam to szczęście że nikt mi nic nie narzuca. Rodzice mówią że uczę się dla siebie ale z drugiej strony chcieliby żebym doszedł do czegoś.
To co mnie może ograniczać przy wyborze studiów to kierunki i kwestie finansowe.

Odnośnie wielkiej apokalipsy. Czasem myślę sobie, że cały ten zapowiadany koniec świata mógłby jednak okazać się prawdą (choć i tak w to nie wierze). Ale nawet gdyby na prawdę nastąpiło coś takiego mógłbym umrzeć bez mojej ingerencji.

-- 23 mar 2012, 21:08 --

Dzisiaj jest totalnie beznadziejnie. Przypomniał mi się jednak jeszcze jednej powód dla którego moje życie jest beznadziejne.
Moi starzy od zarania dziejów drą się jak pies z kotem a ja od najmłodszych lat musiałem wysłuchiwać tego wszystkiego.
Nienawidzę mojego ojca. Boję się że w przyszłości mogę mimowolnie stać się taki jak on, dlatego nie mogę mieć żadnej kobiety bo nie chciałbym żeby przechodziła przez to co moja matka.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
13 mar 2012, 19:10

Mam dość swojego życia (18 lat).

przez Stark 24 mar 2012, 19:55
Raito, O... też mam cechy po ojcu, których nienawidzę, i nie wiem czy da się je wyplenić.
Stark
Offline

Mam dość swojego życia (18 lat).

Avatar użytkownika
przez Raito 24 mar 2012, 21:49
Myślę że to trochę tak jak z klątwą w literaturze.
Jakbyśmy od tego nie uciekali, prędzej czy później niezauważalnie nas dopadnie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
13 mar 2012, 19:10

Mam dość swojego życia (18 lat).

przez Stark 25 mar 2012, 00:10
Raito, Niby brzmi nierealnie, ale w sumie prawda :roll: .
Stark
Offline

Mam dość swojego życia (18 lat).

Avatar użytkownika
przez Raito 22 lis 2012, 22:47
Witam.
Minęło 9 miesięcy od ostatniego postu tutaj.
Co udało mi się osiągnąć? Jak pisałem w pierwszym poście odchudzałem się i dociągnąłem to do niezłego stopnia. Zrzuciłem 30 kg!
To jedyna rzecz, która mi się w tym moim żałosnym życiu udała. Przez pewien czas twierdziłem nawet że tylko to utrzymuje mnie przy życiu, to odchudzanie było dla mnie wszystkim co miałem, czymś co dawało mi jakiekolwiek poczucie własnej wartości. Dało mi poczucie wyższości nad innymi, którzy tak przeżywają swoją wagę albo to że nie mogą schudnąć.
Zdałem maturę, dobrze, a nawet bardzo. Poszedłem na studia, które stały się moim kolejnym koszmarem.
Gdybym mógł, wcale bym na nie nie poszedł, ale zrobiłem to dla rodziców, którzy chcą żebym w życiu coś osiągnął. Kierunku nie powiem bo jeszcze za dużo tu o sobie napisze i okaże się że ktoś ze znajomych tu przesiaduje i to przeczyta. Jak na razie tak samo jak w szkole, uczę się jak głupi, staram się jak mogę a i tak nikt nie jest w stanie tego docenić. Większość osób ma wszystko gdzieś i dobrze sobie radzą.
W nowym otoczeniu uświadomiłem sobie jak głupi jestem, jak znikoma jest moja wiedza z wielu zakresów. Na wierzch wychodzi to iż w istocie jestem tępy a prawie wszystkiego się całe życie uczyłem na pamięć. W niczym nie jestem dostatecznie dobry, na żaden temat nie mogę swobodnie rozmawiać. Do trafiłem na beznadziejnych ludzi. Zawsze miałem nadzieję że jeśli na kierunku nie będzie mi się powodziło to przynajmniej trafię na fajnych ludzi. Życie znowu wyszło mi na przeciw. Czuję się wyalienowany. Nie potrafię wtopić się w towarzystwo, które potrafi rozmawiać o byle gó%^&e i śmiać żałosnych bzdetów i prowadzić pseudo fajne rozmowy. Pewnego dnia zrozumiałem że chyba nigdy nie odnajdę się w takiej społeczności. Co ciekawsze ponownie mam wrażenie że ludzie uważają mnie za kogoś bardzo konkretnego i interesującego. Może rzeczywiście sprawiam takie wrażenie?
Wiele osób mówiło "idź na studia, zobaczysz, będzie fajnie"/ Z czym kojarzą się studia? oczywiście imprezy, chlanie, jaranie itp. Co więcej, mieszkam w akademiku więc powinienem codziennie chodzić zawiany, jeść byle co a większość pieniędzy wydawać na alkohol. Ja jednak całkowicie odcinam się od stereotypowego studenta. Od września raz zdarzyło mi się napić i jakoś wcale tego nie pożądam. Myślę sobie jednak, co ja będę kiedyś z tych studiów wspominał? Wszyscy się bawią, piją, bzykają a ja przesiedzę cały ten czas przy książkach bo kierunek mam taki na którym prawie non stop trzeba coś czytać. Jestem niczym symboliczna rozdarta sosna z powieści Żeromskiego.
Z jednej strony chciałbym zasmakować tego całego imprezowania itp. ale z drugiej w nie chcę, nie widzę w tym nic specjalnego. To uczucie którego nie mogę jednoznacznie opisać. W ogóle nie jestem imprezowym człowiekiem. Nikt mnie nigdy nie zaprosił na żadną imprezę, żadną osiemnastkę co boli tym bardziej że nie znam praktycznie żadnej osoby, która by nie zaliczyła jakiejś osiemnastki.
Rodzice mówią, "znalazłbyś sobie dziewczynę" i to jest kolejna ciekawa kwestia. Jak już wcześniej wspominałem nie zamierzam mieć dziewczyny, a miłość nie ma dla mnie żadnego znaczenia, praktycznie nie istnieje. Tu ponownie jestem rozdarty na dwoje. Z jednej strony myślę "a może rzeczywiście fajnie byłoby mieć dziewczynę, może to by coś zmieniło" z drugiej nie wyobrażam sobie siebie w towarzystwie dziewczyny. Nie miałbym o czym z nią rozmawiać bo nie potrafię a z drugiej strony nie chcę nikogo torturować swoją osobą.
Miłość to dla mnie uczucie wpojone, wyimaginowane. Rodzimy się i od dziecka wszyscy nas uświadamiają jaka to miłość jest wielka, piękna i w ogóle. Więc automatycznie koduje się to w naszej świadomości i nie dopuszczamy do siebie innych możliwości.

W wakacje dużo pracowałem fizycznie. Często myślę że to jedyna praca do jakiej się nadaje. Nie wyobrażam sobie siebie w przyszłości w jakiejkolwiek pracy. Nic nie potrafię, do niczego się nie nadaje, nic mnie nie interesuje.
Idźmy dalej. Ostatnimi miesiącami wiele myślę na temat samobójstwa. Wyobrażam sobie siebie kiedy tego dokonuje. Układam sobie w głowie tysiące scenariuszy mniej lub bardziej teatralnych i wymyślnych. Wiem że w rzeczywistości pewnie bym tego nie zrobił ale ostatnio chęć ta bardzo się nasiliła, wręcz niewyobrażalnie. Boję się własnych myśli. Gdybym to zrobił, nie musiałbym myśleć o tym wszystkim, wszystko byłoby mi obojętne, cały ten pieprzony świat, wyrwałbym się z tego piekła. Z jednej strony boję się również ewentualnego niepowodzenia i konsekwencji z tego wynikających.

W sobotę poszedłem się przejść i idąc wyludnioną drogą płakałem. Tak, jestem facetem, mam 19 lat i wyłem sam do siebie. Tak bardzo było mi źle. Tak wiele myśli w mojej głowie nie dawało mi spokoju a wszystko o czym sobie przypomniałem było coraz bardziej żałosne.
Całe moje życie od samego początku jest żałosne. Ciężko mi nawet przypomnieć sobie coś na prawdę miłego. Zawsze uważałem siebie za zero i pamiętam jedynie te beznadziejne sytuacje.
Nie mogę nawet uciec w świat swoich zainteresowań, hobby, bo żadnych nie mam. Nic mnie nie interesuje, do wszystkiego zawsze miałem słomiany zapał.

Com napisał, napisałem. Wreszcie w jakichś 10% wyraziłem to co nagromadziło się w mojej głowie. Może ktoś to przeczyta, może nie.
W sumie sam nie wiem czemu to tutaj piszę.....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
13 mar 2012, 19:10

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Yahoo [Bot] i 7 gości

Przeskocz do