Niewyleczona depresja

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: Niewyleczona depresja

przez bedewere 18 lut 2009, 16:35
Oiom Ja jestem pełna podziwu twoim postom, czy mamy doczynienia z psychologiem?
Ostatnio edytowano 18 lut 2009, 22:03 przez scrat, łącznie edytowano 1 raz
Powód: double
Offline
Posty
234
Dołączył(a)
23 paź 2008, 11:57

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 18 lut 2009, 21:32
Chciałabym wrócić do tematu tamtej wizyty, ale obawiam się, że nie mam na tyle siły psychicznej. Nie mogę się zebrać i powiedzieć, co mi leży na wątrobie. Rozmowa nie nalezy do najłatwiejszych.
Oiom napisał(a):A może lepiej byłoby przyjąć, że jednak żyjesz przede wszystkim dla samej siebie (taki pozytywny egoizm) co oczywiście nie wyklucza bardzo ważnej roli innych osób w Twoim życiu?

Oczywiście, że byłoby to dla mnie zdrowsze, ale żyć dla samej siebie? Gdzie widzieć sens wstawania, co rano? Wiem, sens można znaleźć w pracy, w spełnianiu siebie i swoich marzeń. Ale takie powody niestety do mnie nie przemawiają. Trudny ze mnie zawodnik.
Czy lubię siebie? Lubię. Ale tylko w tym dobrym nastroju. Lubię siebie w gronie znajomych, na mszy, lubię swoją wrażliwość i opiekuńczość, ale tylko do momentu, aż nie zaczynają być dokuczliwe. A może inaczej: lubiłabym siebie, gdyby poukładałoby mi się tak, że mogłabym być sobą. Czy jestem dla siebie dobra - ciężko powiedzieć. Może Ty wiesz?
Aż takich zmian nastroju nie miałam już od dawna, pewnie przede wszystkim dlatego, że nie pamiętam, kiedy ostatni raz śmiałam się tak głośno. Jedno jest pewne - ten dzień był tak zły, że to tekli udało się mnie odciągnąć od różnych niebezpiecznych środków i narzędzi. Chciała się ze mną spotkać, podczas gdy ja zaczęłam się faszerować proszkami. Niestety nie udało nam się spotakć, ale za to Jej się nieświadomie udało odciagąć mnie od śmierci. Nie wiem na jak długo. Wizyta u psychiatry odwołana - zachorował. Zastanawiam się, czy się nie zgłosić do szpitala.

Oiom, a nie śnią Ci się koszmary? Może jesteś aż tak zmęczony, że nie masz siły śnić? Ja w snach, co noc umieram kilka razy. Wiersz wyszedł słabo, ale tak już mam, jak pisze na szybko pod wpływem silnych emocji. Przepraszam w ogóle, że go wkleiłam.

[*EDIT*]

I... jak długo może trwać kilka godzin?

[*EDIT*]

Oiom? Przespałam ostatnie trzy godziny po zażyciu tabletek. Czy masz jakiś pomysł jak przetrwać tę noc ze swoimi myślami? Pewnie znów nie zasnę do 4 ...
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez Oiom 18 lut 2009, 21:51
Może zostawmy na razie sprawę relacji z Twoją mamą, poezję, sny a nawet kwestię życia dla samej siebie. Możemy wrócić do tego później.

Skupmy się na tym, co dzieje się teraz. Z tego co piszesz, sytuacja rzeczywiście wygląda poważnie. Myślę, że jak najszybciej powinnaś porozmawiać z psychiatrą. Jeśli nadal czujesz się tak fatalnie i masz poważne myśli samobójcze, to powinnaś porozmawiać z nim jeszcze dzisiaj. Jeśli jest trochę lepiej, to powinnaś pójść do lekarza najpóźniej jutro. Sama najlepiej wiesz, czy jesteś już "na granicy" wytrzymałości. Tamten psychiatra zachorował: trudno. Są inni. Nie powinnaś czekać. Lepiej zachować się nadgorliwie, niż przegapić coś poważnego.

Czy Twoja terapeutka mówiła Ci jak postępować w takich sytuacjach? Możesz mieć do niej jakiś prywatny kontakt, poza ośrodkiem? Możesz do niej zadzwonić?

Kilka rad zawsze uniwersalnych: oddychaj spokojnie, głęboko przez nos; postaraj się przez kilka minut o niczym nie myśleć, trwać w stanie pustki myślowej; nie utożsamiaj się ze swoimi myślami, nie utożsamiaj się ze swoim smutkiem. Najlepiej byłoby, żebyś nie była sama: bliski kontakt z kotem to minimum.
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
04 lut 2009, 21:21

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 18 lut 2009, 22:16
W tej chwili czuje, ze dotrwam do rana, ale przede mną cała noc i nie wiem jak będzie. Co jesli bd sie chciała przekrocze tę granice wytrzymałości w środku nocy? Ja wiem, co wtedy.

Nie mam do niej prywatnego numeru. Mam tylko do ośrodka, ale nie chcę już tam spędzać nocy, to było okropne przezycie.

Kot mi przeszkadza w tym stanie. Łazi po mnie i miauczy. Nie mam nikogo.
Przy kompie tez nie moge być, bo stoi u X w pokoju.
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez Oiom 18 lut 2009, 22:24
wyimaginowana napisał(a):W tej chwili czuje, ze dotrwam do rana, ale przede mną cała noc i nie wiem jak będzie. Co jesli bd sie chciała przekrocze tę granice wytrzymałości w środku nocy? Ja wiem, co wtedy.

Nie mam do niej prywatnego numeru. Mam tylko do ośrodka, ale nie chcę już tam spędzać nocy, to było okropne przezycie.

Kot mi przeszkadza w tym stanie. Łazi po mnie i miauczy. Nie mam nikogo.
Przy kompie tez nie moge być, bo stoi u X w pokoju.


To co jednak chiałbym Ci teraz zaproponować (po przeczytaniu tego, co pisałaś o tabletkach), to jest jednak wizyta w szpitalu (przynajmniej na izbie przyjęć). Jeszcze dzisiaj.
Z tego co znalazłem jedyny szpital psychiatryczny w Krakowie to tzw. Babiński czyli Szpital specjalistyczny im. Dr Józefa Babińskiego na ulicy Józefa Babińskiego 29 w dzielnicy VIII Dębniki. Tutaj adres do ich strony: http://babinski.pl
To daleko od centrum Krakowa (jakieś 7 km w linii prostej od rynku) więc najlepiej będzie jeśli weźmiesz taksówkę (pieniądze nie mają teraz znaczenia). Najlepiej, żeby ktoś z Tobą pojechał: może spróbuj się przełamać i poprosić osobę, która jest w domu i do której masz najwięcej zaufania? Sama, czy z kimś – pójdź na izbę przyjęć i poproś o rozmowę z psychiatrą. Tam jest na pewno 24 godzinny dyżur psychiatryczny. Nie bój się pasów i tym podobnych rzeczy. Nic takiego Ci nie grozi. Jeśli sytuacja nie jest bardzo poważna, to po prostu porozmawiasz z psychiatrą i wrócisz do domu. Jeśli nie będziesz mogła wrócić do domu, to znajdziesz się pod opieką specjalistów, którzy udzielą Ci realnej pomocy.
Jeśli na razie nie chce jechać do szpitala – do czego gorąco Cię namawiam – to chociaż zadzwoń tam, do lekarza dyżurnego (na pewno psychiatry) i z nim porozmawiaj. Takie telefony, do lekarza dyżurnego, można znaleźć na ich stronie internetowej:
Lekarz Dyżurny
Tel.6524322
Tel.6524323

Co Ty na to?
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
04 lut 2009, 21:21

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 19 lut 2009, 12:20
Ech. Przeczytałam to dopiero teraz. Znam ten szpital i wiem, gdzie jest. Ale mniejsza o to.

Wzięłam "troche" hydroxyzyny i przespałam całą noc. Z tego, co wiem to miałam gorączke. Teraz już lepiej. Ale to też nie ważne. Czuję się bardziej przyzwoicie niż wczoraj. Stan krytyczny minął.

Chciałam tam wczoraj jechać - na babińskiego, ale przytłoczyła mnie myśl, że ciągle by ze mną rozmawiali psychiatrzy; ja bym odpowiadała całkiem poważnie, a oni by mnie nie zrozumieli.

Dzisiaj mam o 19,00 wizyte u psychologa. Nie wiem, jak to będzie wyglądało. Pewnie całkiem normalnie, bo nie odważe się powiedzieć o wczorajszym wieczorze.

Oiom, dziękuję, że byłeś. Ale może to nie jest warte zachodu. Na co Ci te myśli i nerwy?
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez Oiom 19 lut 2009, 14:22
To świetnie, że jakoś ogarnęłaś tę sytuację i czujesz się teraz lepiej, ale nie powinnaś tego wszystkiego bagatelizować. To jest bardzo niebezpieczne - po udanym dniu, nagle przyszedł dzień dramatyczny i jak rozumiem (jeśli jest inaczej, to wyprowadź mnie z błędu) nie miało to żadnych zewnętrznych powodów (to znaczy nie stało się wczoraj w Twoim życiu nic takiego, co mogłoby spowodować tak złe samopoczucie). Sama pisałaś, że tylko tekli udało się odciągnąć Cię od śmierci...

Wiem, że może być Ci teraz trudno rozmawiać o tej sytuacji i może nie chcesz do niej wracać, ale jednak będzie trzeba to przeanalizować i to jak najszybciej. To nie przypadek, że wczoraj chciałem Cię namówić na wizytę u psychiatry: uważam, że Ty naprawdę tego potrzebujesz. To, co stało się wczoraj, to nie jest wynik Twojej osobowości, charakteru, tylko jednak jest to wynik choroby - zgadzasz się ze mną? Poważne choroby leczy się u lekarza, Ty swojej w zasadzie nie leczysz (trudno za leczenie uznać doraźne dawki hydroxiziny przepisane przez psychiatre na pierwszej i ostatniej wizycie).

Te ostatnie dwa dni możesz potraktować jako lekcje. Mogłabyś na przykład stwierdzić, że od teraz, Twoim głównym celem będzie to, aby czuć się tak jak przedwczoraj (czyli bardzo dobrze) i aby absolutnie uniknąć takich stanów jak wczoraj. Ten przedwczorajszy dzień był bardzo pozytywny, bo pokazał Ci, że możesz czuć się dobrze.

Chcę Ci zaproponować, żebyś zadała sobie dzisiaj poważne pytanie: co teraz jestem w stanie zrobić z tą sytuacją? Co powinnam, co mogę, na co wystarczy mi sił? Co jest osiągalne, a co osiągalne nie jest? Dlaczego nieosiągalne jest nieosiągalne, co można zrobić, żeby było osiągalne?
Ja - chociaż dotychczas unikałem radzenia czegoś wprost - to zaczne te rozważania i doradzę Ci dwie rzeczy, moim zdaniem konieczne:
1. Szczerą rozmowę z terapeutką na temat ostatnich dwóch dni (przedwczorajszego i wczorajszego) i jeśli jesteś w stanie, to również na temat drugiej próby samobójczej.
2. Możliwe jak najpilniejszą (ale niekoniecznie w szpitalu) wizytę u psychiatry i szczerą rozmowę z psychiatrą, to znaczy opowiedzenie mu o wszystkim istotnym.
Jeśli napiszesz, że cele wyrażone w punktach 1 i 2 są słuszne i jesteś w stanie je zrealizować, to super. Życzę powodzenia i czekam na relacje. Jeśli uważasz je za słuszne, ale nie jesteś w stanie zrealizować, to spróbuję Ci jakoś pomóc i to ułatwić - wtedy musimy odpowiedzieć na pytanie, co uniemożliwia wykonanie tego planu i zastanowimy się jak to wyeliminować. No i wreszcie trzecia możliwość - jeśli uważasz, że te założenia są niesłuszne, to napisz dlaczego, a ja spróbuję Cię przekonać, że jest inaczej.

Oiom, dziękuję, że byłeś. Ale może to nie jest warte zachodu. Na co Ci te myśli i nerwy?

Spokojnie, ja sobie poradzę z myślami i nerwami. :) Ale rzeczywiście - mocno mnie wczoraj przestraszyłaś.


Bedewere - wybacz, że odpowiadam dopiero teraz.

Oiom Ja jestem pełna podziwu twoim postom, czy mamy doczynienia z psychologiem?

Dziękuje za komplement. Nie jestem psychologiem. Pisałem już wyimaginowanej, że to tylko koleżeńska próba pomocy. :)
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
04 lut 2009, 21:21

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 19 lut 2009, 18:38
Wczorajszy dzień był dla mnie dosyć ważny. Czułam, że pokonuję niewidzialną barierę. Bo chciałam zadbać o swoje samopoczucie. Poszłam spać pozytywnie nastrojona, ale po nocy, kiedy pogrożyłam się jedynie w półśnie, byłam zmielona jak świeża kawa. Byłam spięta i się spieszyłam. Kiedy zdałam sobie z tego sprawę, zaczęłam głęboko oddychać, zwolniłam i włączyłam miłą dla ucha muzykę. I już było dobrze. Jak dla mnie wystarczająco. Zaczęłam się cieszyć, że jadę do matki, że zrobię jej miłą niespodziankę. Ubrałam się i zahaczyłam jeszcze o bankomat. Od ponad pół roku wspieram green peace poprzez comiesięczną dotację. Jest to kwestia 35zł. I akurat tego dnia mi te pieniądze pobrali. Została mi jedyna dycha, za którą nie mogłam jechać. Wróciłam się więc do domu i poprosiłam wujka, żeby pożyczył mi chociaż te 20zł. Pożyczył mi kilka razy jakieś grosze i zawsze oddawałam na czas, więc nie sądziłam, aby i teraz mogłoby być inaczej. Ale było. Usłyszłam tylko: "Nie mam pieniędzy! Do pracy idź!" Rozryczałam się, bo cały mój plan legł w gruzach. Czułam się jak nikt. Wiedziałam, że on mógł pożyczyć mi te pieniądze. To nie jest majątek. Nie byłam warta nawet dwóch głupich dych, które zastąpiłyby mi największą albo najskromniejszą imprezę ze znajomymi, samotne upicie się czy cokolwiek innego, a podarowałyby najcenniejszy prezent, który chciałabym dostać tego dnia. Czy to tak wiele?

Pogrążyłam się w nieustającym płaczu nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Ok 14,00 zadzwonił mój ojciec cały w skowronkach. Składał mi życzenia, a ja skupiałam się na tym, żeby szloch niechcący nie wymsknąl mi się do słuchawki. Odpowiadalam półsłówkami załamującym się głosem. Kiedy stwierdził, że chyba się nie wyspałam - szybko odpowiedziałam: "Nie, tato. Przeziębiłam się, wiesz?" -"Nie ubierasz się?" -"Po prostu wymarzłam."

Czułam się jak tonący, który wie, że nie da rady dotkąć stopami dna. Szpital mnie przerażał, a nie mialam nic, co dałoby mi stuprocentową pewność, że nie przeżyje. Ten fakt jeszcze bardziej mnie załamał.

Stało się. Na wpół przytomna przeżyłam tę noc.

Co jest nieosiągalne? Nie wiem. Nie chcę chyba trafić do szpitala. Za niedługo wizyta u terapeutki. Spróbuję powiedzieć jej, co działo się wczoraj. Kiedy dzwoniła do mnie (wczoraj), żeby odwołać wizyte u psychiatry, to powiedziała, że poszukamy innego.

Nie chciałam Cię wystraszyć. Chciałam tylko jednego. Przepraszam.
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez Oiom 19 lut 2009, 20:24
Dziękuję Ci za to, że tak dokładnie opisałaś całą sytuację. Postaram się zwrócić Ci uwagę na kilka rzeczy. Przeanalizuję to co napisałaś krok po kroku, tak jak byśmy rozmawiali. Jeśli jesteś tą sytuacją zmęczona, to pomiń to wszystko - nawet nie czytaj - i postaraj się wrócić do tego wtedy, kiedy będziesz miała wystarczająco dużo siły.
Wczorajszy dzień był dla mnie dosyć ważny. Czułam, że pokonuję niewidzialną barierę. Bo chciałam zadbać o swoje samopoczucie.

Skończyłaś 20 (?) lat. To naturalne, że ten dzień był dla Ciebie ważny. Chciałaś spędzić go z matką i zaczęłaś realizować swoje pragnienie: bardzo dobrze.

wyimaginowana napisał(a):Poszłam spać pozytywnie nastrojona, ale po nocy, kiedy pogrożyłam się jedynie w półśnie, byłam zmielona jak świeża kawa.

Przypadek losowy - nie jesteś winna temu, że miałaś nieudaną noc.

wyimaginowana napisał(a):Byłam spięta i się spieszyłam. Kiedy zdałam sobie z tego sprawę, zaczęłam głęboko oddychać, zwolniłam i włączyłam miłą dla ucha muzykę. I już było dobrze. Jak dla mnie wystarczająco.

Świetna, wzorowa reakacja. Dokładnie to bym Ci poradził w takiej sytuacji: zwolnienie, głęboki spokojny oddech, miła muzyka.

wyimaginowana napisał(a):Ubrałam się i zahaczyłam jeszcze o bankomat. Od ponad pół roku wspieram green peace poprzez comiesięczną dotację. Jest to kwestia 35zł. I akurat tego dnia mi te pieniądze pobrali.

Przypadek losowy. Świetnie, że wspierasz Green Peace.

wyimaginowana napisał(a):Wróciłam się więc do domu i poprosiłam wujka, żeby pożyczył mi chociaż te 20zł.

Rozsądna decyzja.

wyimaginowana napisał(a):Usłyszłam tylko: "Nie mam pieniędzy! Do pracy idź!"

Zrobiło Ci się przykro... To naturalne. Liczyłaś na pomoc, a tej pomocy Ci odmówiono i w konsekwencji nie mogłaś zrealizować swojego pragnienia (pojechać do matki). Ale zobaczmy jak na to reagujesz...

wyimaginowana napisał(a):Rozryczałam się, bo cały mój plan legł w gruzach.

Rozumiem taką reakcję - świadczy o wrażliwości.

wyimaginowana napisał(a):Czułam się jak nikt

I tutaj zaczyna się problem. Dlaczego tak się czułaś? Dlaczego to wydarzenie - mieszanka nieszczęśliwego wypadku i dosyć nieczułe zachowanie Twojego wuja - spowodowało, że poczułaś się jak nikt? Dlaczego zaczęłaś się obwiniać za całą sytuację?

wyimaginowana napisał(a):Wiedziałam, że on mógł pożyczyć mi te pieniądze. To nie jest majątek.

Owszem, mógł pożyczyć Ci te pieniądze - tak jak pisałem, zachował się nieczule. Ale dlaczego Ty zaczęłaś winić za to SIEBIE? Zwróć uwagę: ten przypadek losowy wpłynął na to jak postrzegasz samą siebie.

wyimaginowana napisał(a):Nie byłam warta nawet dwóch głupich dych, które zastąpiłyby mi największą albo najskromniejszą imprezę ze znajomymi, samotne upicie się czy cokolwiek innego, a podarowałyby najcenniejszy prezent, który chciałabym dostać tego dnia.

Dlaczego "nie byłaś warta"? Twój wuj może miał zły dzień, może jest złym człowiekiem, może ma o coś do Ciebie pretensje, może chciał być bardzo "wychowawczy". Niezależnie od tego, co nim kierowało - Ty nie byłaś temu winna.

wyimaginowana napisał(a):Pogrążyłam się w nieustającym płaczu nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Ok 14,00 zadzwonił mój ojciec cały w skowronkach. Składał mi życzenia, a ja skupiałam się na tym, żeby szloch niechcący nie wymsknąl mi się do słuchawki. Odpowiadalam półsłówkami załamującym się głosem. Kiedy stwierdził, że chyba się nie wyspałam - szybko odpowiedziałam: "Nie, tato. Przeziębiłam się, wiesz?" -"Nie ubierasz się?" -"Po prostu wymarzłam."

Nie musiałaś mówić swojemu ojcu co tak naprawdę się dzieje. Miałaś prawo zachować to dla siebie. Mam nadzieję, że nie winisz się za te niewinne kłamstwo?

wyimaginowana napisał(a):Co jest nieosiągalne? Nie wiem. Nie chcę chyba trafić do szpitala. Za niedługo wizyta u terapeutki. Spróbuję powiedzieć jej, co działo się wczoraj. Kiedy dzwoniła do mnie (wczoraj), żeby odwołać wizyte u psychiatry, to powiedziała, że poszukamy innego.

Mam nadzieję, że uda Ci się spokojnie porozmawiać z terapeutką. Właśnie zaczynasz wizytę (kiedy piszę te słowa jest 19.01). Jeśli Ci się nie uda, pomyślimy nad jakimś innym sposobem poinformowania o wszystkim terapeutki. Wiem, że się powtarzam, ale muszę napisać to jeszcze raz: szczerość w Twojej relacji z terapeutą jest kluczowa, to ona może przesądzić o sukcesie terapii.

Szpital to ostateczność. Nie wiem, czy psychiatra będzie Ci proponował pobyt w szpitalu. Prawie na pewno przepisze Ci leki. Mam nadzieję, że one ustabilizują Twój nastrój, sprawią że nie będziesz już więcej przeżywała tego co wczoraj.

wyimaginowana napisał(a):Nie chciałam Cię wystraszyć. Chciałam tylko jednego. Przepraszam.

Nie masz mnie za co przepraszać, bo niczego złego mi nie zrobiłaś. :)
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
04 lut 2009, 21:21

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 20 lut 2009, 00:14
Czeeeść...
Oiom napisał(a):Skończyłaś 20 (?) lat.

19.

Naprawdę uważasz, że czuję się winna za nieprzespaną noc, reakcję wujka? Nie potrafię tego określić. Czułam się tak jak pisałam. Jak nikt. Dlaczego? No pewnie dlatego, że w jego oczach nie zasługiwałam na pomoc. Jeszcze potrafiłabym to przyjąć, gdybym prosiła o pieniądze na jakiś nowy ciuch czy kosmetyk, ale tu...

Oiom napisał(a):Twój wuj może miał zły dzień, może jest złym człowiekiem, może ma o coś do Ciebie pretensje, może chciał być bardzo "wychowawczy".

Cokolwiek by to było - zauważyłam pozytyw. Albo posłużyłam mu do rozładowania napięcia, albo do sadystycznego poczucia satysfakcji w efekcie mojego cierpienia, albo w końcu do wyższości, której nigdy nie miał komu pokazać, bo nawet żonie nie podskoczy. Czyżby chciał się w ten sposób stać autorytetem? Może chciałby mieć posłuch? Urażona męska duma. Bez komentarza.

Oiom napisał(a):Nie musiałaś mówić swojemu ojcu co tak naprawdę się dzieje. Miałaś prawo zachować to dla siebie. Mam nadzieję, że nie winisz się za te niewinne kłamstwo?

Nie nie winię się. Wręcz przeciwnie - cieszę, że prawda nie wyszła na jaw.


Oiom napisał(a):Mam nadzieję, że uda Ci się spokojnie porozmawiać z terapeutką.
[/quote]
Niestety znów nie znalazłam na tyle odwagi, żeby powiedzieć jej o tej drugiej próbie. Powiedziałam natomiast o wczorajszym dniu. Przyznała, że rzeczywiście nie należał do udanych, że wujek zbyt dosłownie traktuje moją dorosłość. Następną wizytę mam w poniedziałek o 18,00. Wizytę u psychiatry w piątek - nie pamiętam. Chyba 17,00.

Teraz czuję się dobrze. Stabilnie. Jakby wczoraj nie było. X mi pomógł. Od rana był w domu ze swoją dziewczyną. Robili obiad i było wesoło. Wyobraź sobie faceta, co nie odróżnia rondelka od patelki, krojącego paprykę do sosu ;)

A Ty? Jak się czujesz?
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez Oiom 20 lut 2009, 01:57
wyimaginowana napisał(a):Naprawdę uważasz, że czuję się winna za nieprzespaną noc, reakcję wujka? Nie potrafię tego określić. Czułam się tak jak pisałam. Jak nikt. Dlaczego? No pewnie dlatego, że w jego oczach nie zasługiwałam na pomoc. Jeszcze potrafiłabym to przyjąć, gdybym prosiła o pieniądze na jakiś nowy ciuch czy kosmetyk, ale tu...

Nie wiem, czy to jest kwestia poczucia winy, natomiast ta sytuacja w sposób skrajny wykrzywiła wtedy (wczoraj) Twoje postrzeganie samej siebie. Tak jak już pisałem - Twoja wartościowość, charakter, osobowość, wady, zalety to coś raczej stabilnego (osobowość się zmienia, ale nie z dnia na dzień przy braku traumatycznych przeżyć). Natomiast to jak Ty sama patrzysz na siebie jest bardzo mocno uzależnione od chwili, danego nastroju. Nie sądzisz, że to co myślisz o sobie, o świecie, o życiu, o innych ludziach w takich dniach jak ten wczorajszy jest warunkowane przez depresje? A skoro jest warunkowane przez depresje, to nie powinno się w oparciu o to podejmować decyzji? I trzeba zrobić wszystko, żeby przetrwać ten czas i nie zrobić czegoś, czego nie dałoby się odwrócić?

wyimaginowana napisał(a):Czułam się tak jak pisałam. Jak nikt. Dlaczego? No pewnie dlatego, że w jego oczach nie zasługiwałam na pomoc.

Zwróć uwagę na pewną rzecz: czułaś się jak nikt, bo w oczach Twojego wuja nie zasługiwałaś na pomoc. Czyli, możnaby zastosować skrót: myslałaś wtedy, że dla Twojego wuja jesteś nikim, więc sama czułaś się nikt. Zgodzisz się?
Musisz mieć świadomość, że w relacjach z innymi ludźmi usłyszysz na swój temat różne rzeczy: pozytywne i negatywne; niekiedy skrajnie sprzeczne. Jeśli będziesz więc sugerowała się tym, co mówią o Tobie inni i jak Cię traktują, to będziesz skazana na wieczne huśtawki: od euforii do depresji.

wyimaginowana napisał(a):Niestety znów nie znalazłam na tyle odwagi, żeby powiedzieć jej o tej drugiej próbie. Powiedziałam natomiast o wczorajszym dniu. Przyznała, że rzeczywiście nie należał do udanych, że wujek zbyt dosłownie traktuje moją dorosłość.

Dobrze, że odważyłaś się jej powiedzieć o wczorajszym dniu. Powiedziałaś jej o wszystkim? O wszystkich swoich uczuciach i wszystkich pragnieniach z jakimi wczoraj walczyłaś?

wyimaginowana napisał(a):Następną wizytę mam w poniedziałek o 18,00. Wizytę u psychiatry w piątek - nie pamiętam. Chyba 17,00.

Myślisz, że jesteś w stanie dotrwać do piątku (rozumiem, że przyszłego) w takim stanie jak dzisiaj, czyli w stanie pozytywnej stabilizacji?
Wiem, że czujesz się teraz lepiej i może wolałabyś nie myśleć o przykrych sprawach, ale myślę, że nad jedną rzeczą powinnaś się zastanowić. Co zrobisz, jeśli ten okropny, przygnębiający nastrój zacznie wracać? Jeśli znowu będziesz miała tak ogromne pragnienie śmierci? Chodzi mi o to, żebyś spróbowała opracować sobie taki plan reakcji awaryjnej i zastanowiła się, gdzie w taki sytuacjach możesz szukać pomocy, gdzie dzwonić, gdzie jechać. Może dobrze jest się w ten sposób zabezpieczyć właśnie wtedy, kiedy czujesz się dobrze? W razie kryzysu nie będziesz musiała się już nad tym zastanawiać, tylko zrealizujesz to, co wcześniej zaplanowałaś.

wyimaginowana napisał(a):A Ty? Jak się czujesz?

Dziękuję - dobrze. Jestem dosyć niezależny od wpływu czynników zewnętrznych na mój nastrój, więc jest on raczej stabilny. :)
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
04 lut 2009, 21:21

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 20 lut 2009, 11:20
Dzień dobry :)
Oiom napisał(a):Nie sądzisz, że to co myślisz o sobie, o świecie, o życiu, o innych ludziach w takich dniach jak ten wczorajszy jest warunkowane przez depresje? A skoro jest warunkowane przez depresje, to nie powinno się w oparciu o to podejmować decyzji? I trzeba zrobić wszystko, żeby przetrwać ten czas i nie zrobić czegoś, czego nie dałoby się odwrócić?

Przekonujesz mnie. Masz rację. To co? Może teraz powalcze? ;) To, że się wyspałam (miałam cudowną noc bez żadnych tabletek) i Twoja stateczna postawa, Twoja wiara w to, że nie jestem stracona sprawia, że coś co wcześniej było niechciane - dzisiaj jest pragnieniem.

Oiom napisał(a):Czyli, możnaby zastosować skrót: myslałaś wtedy, że dla Twojego wuja jesteś nikim, więc sama czułaś się nikt. Zgodzisz się?

Tak. Ale do tej myśli dołączyły także te, jak traktował mnie facet matki, jak ona mnie później, jak potraktował mnie Y i kim jestem dla mojego ojca. Nakreśliło mi to w oczach parszywy szary obraz człowieka samotnie siedzącego na pustyni, który żebra Boga o to by stać się potrzebnym.

Oiom napisał(a):Musisz mieć świadomość, że w relacjach z innymi ludźmi usłyszysz na swój temat różne rzeczy: pozytywne i negatywne; niekiedy skrajnie sprzeczne. Jeśli będziesz więc sugerowała się tym, co mówią o Tobie inni i jak Cię traktują, to będziesz skazana na wieczne huśtawki: od euforii do depresji.

To będzie trudne. Tu: może nie chodzi o to, jak mnie postrzegają, tylko jaką rolę spełniam w (ich) życiu.

Oiom napisał(a):Dobrze, że odważyłaś się jej powiedzieć o wczorajszym dniu. Powiedziałaś jej o wszystkim? O wszystkich swoich uczuciach i wszystkich pragnieniach z jakimi wczoraj walczyłaś?

Tak. Ale nie powiedziała mi tyle, co Ty. W ogóle niewiele wczoraj mówiła.

Oiom napisał(a):Myślisz, że jesteś w stanie dotrwać do piątku (rozumiem, że przyszłego) w takim stanie jak dzisiaj, czyli w stanie pozytywnej stabilizacji?

Tak, do przyszłego. Chciałabym. Czuję, że mogę przenosić góry, ale już nie raz doznawałam tego uczucia, które zaraz przerywało poczucie dziecięcej bezbronności.

Oiom napisał(a):Co zrobisz, jeśli ten okropny, przygnębiający nastrój zacznie wracać? Jeśli znowu będziesz miała tak ogromne pragnienie śmierci? Chodzi mi o to, żebyś spróbowała opracować sobie taki plan reakcji awaryjnej i zastanowiła się, gdzie w taki sytuacjach możesz szukać pomocy, gdzie dzwonić, gdzie jechać. Może dobrze jest się w ten sposób zabezpieczyć właśnie wtedy, kiedy czujesz się dobrze? W razie kryzysu nie będziesz musiała się już nad tym zastanawiać, tylko zrealizujesz to, co wcześniej zaplanowałaś.


Boję się szpitala. Chyba jedynym wyjściem jest iść wtedy do ośrodka, choć nie zawsze dyżur nocny ma psycholog.


Oiom napisał(a):Dziękuję - dobrze. Jestem dosyć niezależny od wpływu czynników zewnętrznych na mój nastrój, więc jest on raczej stabilny. :)

No kurdę, ja też chcę ;)
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez Oiom 20 lut 2009, 20:42
Witaj,

wyimaginowana napisał(a):Przekonujesz mnie. Masz rację. To co? Może teraz powalcze? To, że się wyspałam (miałam cudowną noc bez żadnych tabletek) i Twoja stateczna postawa, Twoja wiara w to, że nie jestem stracona sprawia, że coś co wcześniej było niechciane - dzisiaj jest pragnieniem.

Bardzo dobrze, że jesteś w takim pozytywnym usposobieniu. Ważne, żebyś dobrze wykorzystała ten pozytywny potencjał - to jest może dobry czas na planowania bardziej odległej przyszłości, na określanie priorytetów. Może, to jest też dobry czas, żeby otworzyć się trochę na ludzi, spoza rodziny - masz jakiś znajomych? Często wychodzisz z domu? Wydaje mi się, że mimo wszystko masz spore potrzeby kontaktu z innymi ludźmi i te kontakty (jeśli tylko są pozytywne) to poprawiają Twój nastrój. Może warto trochę rozruszać życie towarzyskie, przenieść je również poza obszar rodziny?

wyimaginowana napisał(a):Tak. Ale do tej myśli dołączyły także te, jak traktował mnie facet matki, jak ona mnie później, jak potraktował mnie Y i kim jestem dla mojego ojca. Nakreśliło mi to w oczach parszywy szary obraz człowieka samotnie siedzącego na pustyni, który żebra Boga o to by stać się potrzebnym.

Hmmm... No, ale to wszystko właśnie świadczy o tym, że Ty szukasz potwierdzenia własnej wartości u innych ludzi. A ja chciałbym Cię namówić do tego, żebyś spróbowała polubić swoje wnętrze niezależnie od tego, co robią, mówią i myślą inni ludzie. Stąd też pytałem o to, czy się lubisz i dlatego radziłem Ci na początku, żebyś wypisała sobie swoje zalety i walory.

wyimaginowana napisał(a):
Oiom napisał(a):Musisz mieć świadomość, że w relacjach z innymi ludźmi usłyszysz na swój temat różne rzeczy: pozytywne i negatywne; niekiedy skrajnie sprzeczne. Jeśli będziesz więc sugerowała się tym, co mówią o Tobie inni i jak Cię traktują, to będziesz skazana na wieczne huśtawki: od euforii do depresji.

To będzie trudne. Tu: może nie chodzi o to, jak mnie postrzegają, tylko jaką rolę spełniam w (ich) życiu.

Jesteś niezadowolona z roli, jaką spełniasz w życiu członków swojej rodziny? Nie rozmawialiśmy dotychczas o Twoim ojcu, ale odnoszę wrażenie, że zdecydowanie nie jesteś zadowolona z Waszej relacji? Mam racje?

wyimaginowana napisał(a):Boję się szpitala. Chyba jedynym wyjściem jest iść wtedy do ośrodka, choć nie zawsze dyżur nocny ma psycholog.

Możesz iść do ośrodka. Ważne, żebyś nie była sama. Nawet jeśli nie będzie tam psychologa, to i tak lepiej żebyś była pod czyjąkolwiek opieką, niż zupełnie sama.

wyimaginowana napisał(a):
Oiom napisał(a):Dziękuję - dobrze. Jestem dosyć niezależny od wpływu czynników zewnętrznych na mój nastrój, więc jest on raczej stabilny. :)

No kurdę, ja też chcę ;)

To jest osiągalne, chociaż przy dużym poziomie wrażliwości i empatii (tak jak u Ciebie) będzie wymagało sporo pracy. Często wydaje nam się, że mamy dwa wyjścia: empatia i wrażliwość na cierpienie innych i wynikające z tego nieszczęście; lub szczęście, ale spowodowane zobojętnieniem. Lubię buddystów właśnie dlatego, że potrafią łączyć stabilny poziom szczęścia, pewien dystans do rzeczywistości i jednocześnie zachować pełną wrażliwość. W ogóle zainteresowanie się kulturą wschodu mogłoby być dla Ciebie owocne - stąd też moja rada, żebyś porozmawiała ze swoją terapeutką o medytacji.
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
04 lut 2009, 21:21

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez warzywo 20 lut 2009, 23:36
Oiom napisał(a):Natomiast to jak Ty sama patrzysz na siebie jest bardzo mocno uzależnione od chwili, danego nastroju. Nie sądzisz, że to co myślisz o sobie, o świecie, o życiu, o innych ludziach w takich dniach jak ten wczorajszy jest warunkowane przez depresje? A skoro jest warunkowane przez depresje, to nie powinno się w oparciu o to podejmować decyzji? I trzeba zrobić wszystko, żeby przetrwać ten czas i nie zrobić czegoś, czego nie dałoby się odwrócić?

Święta racja. Ja na początku myślałem, że "te myśli" to przełomowe odkrycia naskutek rozwoju mojej samoświadomości. Dużo myslałem. Stopniowo obraz mojej przeszłości, teraźniejszości, przyszłości i mnie samego, stawał się coraz bardziej odrażający. Dużo później (właściwie całkiem niedawno) zrozumiałem, że takie myślenie to OBJAW choroby. Jak katar, czy gorączka. Podstępny, ukryty atak. To odkrycie mi pomogło, ale bez leków nie był bym w stanie się uwolnić. Po przekroczeniu tej granicy, za którą śmierć WYDAJE SIĘ bardziej atrakcyjna od życia, wszelkie rozsądne argumenty nie są warte wzruszenia ramion.

wyimaginowana napisał(a):Pytanie mam takie: może wie ktoś z was, z autopsji, jak zrobić, żeby nie czuć się już tak podle i co najważniejsze, nie uciekać w stronę śmierci, której ja się nie boję. A wolałabym się bać.

Teraz chcę żyć. Wierzę, że mogę powoli rozwiązać najbardziej dołujące mnie problemy. Wszystko zależy od tego co JA zrobię.. Wystarczyło mi, że zacząłem łykać takie małe białe tabletki. One nie leczą przyczyn depresji, bo tabletką nie da się usunąć pewnych zdarzeń z przeszłości, ale wspaniale usuwają objawy, dają potrzebny czas. Dobrze, że chcesz iść do psychiatry.

Mnie też przeraziło to, co tutaj przeczytałem w środę wieczorem. Wyimaginowana! (Kamilo! - jeśli można użyć Twojego cywilnego imienia) Jesteś bardzo mądrą, i wrażliwą dziewczyną. To bardzo smutne, że właśnie Ty nie chcesz żyć. Normalnie nie mówię ludziom takich (ani w ogóle żadnych) komplementów w pierwszej rozmowie, ale ważne, żebyś odzyskała swiadomość swojej wartości. Możesz być z siebie dumna!

Będę tutaj zaglądał. Jeszcze zamierzam się zemścić za ten środowy wiersz, równie porażającym cytatem z literatury.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
19 lut 2009, 23:38
Lokalizacja
Okolice W-wy

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: a11 i 10 gości

Przeskocz do