Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez apsik84 26 lip 2007, 18:40
witam "nowych" :)

jak czytam wasze wypowiedzi to dokladnie wiem co czujecie:)
Cicha na prawde super że tu trafilaś i masz już taką świadomość choroby... ja miałam takie początki jak Ty... dokładnie rok temu (o chłopaku, bo nn mam od kiedy pamiętam, tylko nie wiedziałam że to choroba), ale to co się zaczeło ze mną dziać na poprzednich wakacjach, przeszło moje najgorsze wyobrażenia! Po prostu błędne koło stresu, lęku (jak Ty bałam się nocy i ciemności i tego ze rano znow zaatakują myśli) chyba nie musze nic dodawać, bo jakoś wydaje mi się, że ludzie chorzy na NN rozumieją się w 100%.
Na to forum trafiłam gdzieś po 4 miesiącach zadręczania się, że już chyba oszalałam i że trafię do psychiatryka, chyba miałam początki depresji bo ledwo wstawałam z łóżka... i tak jak Ty uważałam że moj chłopak to ten jedyny, dlatego te myśli tak wykończyły... poszłam do psychiatry a potem trafiłam tu. I ta świadomość, że JESTEM CHORA spowodowała, iż zaczęłam zdrowieć... Była to droga trudna (najtrudniejsze co do tej pory przezywałam!)... Droga krzyżowa :(... ale na pocieszenie powiem, że chyba z tego wyszłam :) chyba - bo czasem jest gorzej i nie mam gwarancji czy nie wróci mi coś kiedyś... bo przecież jedna myśl potrafi nam zmienić całe życie...
W każdym razie przzygotuj się na walkę :) ja myślę że z Twoim podejściem uporasz się z tym bardzo szybko :)
pozdrawiam!
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez cicha 26 lip 2007, 20:29
witam !!
apsik84 wiesz jak to dobrze jak nie tylko ja to mam.. tylko że czasem mam takie mysli, ze mysle ze moze to nie choroba tylko ze tak naprawde jest...
Dziś od rana miło spędziłam dzień na działce ze swoim chłopakiem... było naprawde miło... jestem taka szczęśliwa.. Tylko myśl o tym, ze ja "to" mam, ta nerwice mnie dobija jeszcze gorzej... Wczoraj gdy kladlam sie spac, to mialam schizy takie ze "o matko, ja jestem chora, nie jestem taka jak kiedys"... boje się... Najgorsze są te myśli z moim chłopakiem!! Jezu... przecież ja go tak bardzo kocham!! Jestem taka szcześliwa!! Nie chce nigdy innego mieć chłopaka, a skąd takie myśli się nagle biorą, ze boje sie ze przestane go kochać, albo że może się coś z nami stać!! Jak sie moze coś z nami stać, kiedy jest nam ze sobą tak wspaniale!! Wiemy oboje, ze jesteśmy dla siebie jedynymi miłościami..!!
Dziś miałam natłok strasznych myśli.. nawet miałam taką myśl, że boje sie ze zakocham się w innym, albo że zdradze swojego chłopaka, a przecież nigdy bym tego nie zrobiła!! To są najgorsze myśli!! przez nie dostaje takich "dziwnych stresów".. to nie są takie normalne stresy tylko jakby z lękiem.. nie umiem tego opisać.. i do tego dochodzi jeszcze płacz... czuje sie taka zmęczona już tym... nie umiem sobie poradzić.. szukam sobie zajęć, żeby tylko o tym nie myśleć..!! :( :(
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez Felagund 26 lip 2007, 22:48
Mam to samo, co wy. Jednak wraz z upływem czasu jest coraz lepiej... Ja w przeciwieństwie do większości z was prawie od początku wiedziałem co to jest. Wcześniej przez półtorej roku męczyły mnie myśli i lęk połączony z piekielnymi bólami głowy na temat dziedziny wiedzy, którą studiuje... Gdy somatyzacja zmieniła swój obiekt zainteresowania wiedziałem. Pomimo to się bałem. Na psychoterapii byłem po 3 miesiącach, do psychiatry trafiłem miesiąc temu (a był to 6 miesiąc zaburzeń)... Ten temat przeglądam już od jakiegoś czasu i choć podnosi na duchu to raczej nie zostanę aktywnym użytkownikiem. Ciągłe wspominanie tego, co we mnie jest i czynienie z tego epicentrum życia raczej mi nie pomoże, a to mogę osiągnąć wypluwając z siebie 2 posty dziennie. Od czasu do czasu coś skrobnę. I bez wątpienia pochwalę się jak mi się uda... Chciałem się z wami też podzielić jedną mądrością jaką dała mi moja dotychczasowa walka. Otóż każdy dzień płaczu i poczucia beznadzieji to przykre wspomnienie. Im więcej przykrych wspomnień tym większy lęk, że to powróci nawet, gdy wydaje się, że minęło... A i warto sobie powiedzieć, że wraz z upływem czasu jest coraz lepiej... Ja tak zrobiłem i jest. 2 kroki do przodu 1 do tyłu, ale zawsze w przód :)

Pozdrawiam i życzę powodzenia wszystkim...
"Każdy z was jest łodzią, w której może się z potopem mierzyć, cało wyjść z burzowej chmury musi tylko w to uwierzyć" - "Arka Noego" Jacek Kaczmarski
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
17 cze 2007, 01:23

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez apsik84 27 lip 2007, 22:59
dokladnie:)

Cicha: nie martw sie myslami ze mozesz zakochać sie w innym. Przerabialam to :) studiuje na kkierunku gdzie są prawie sami faceci i po prostu kiedy przezywalam te schizy to mialam lęki że raz po raz podoba mi sie inny z kolegów... ja juz nie wiedzialam co sie dzieje! im bardziej nie chcialam tego wszystkiego odczuwac tym bardziej sie to pojawialo... potem przeszlo, ale czasem takie pierdoly wracają...jednak jak przychodzi tertaz cos takiego to mamświadomość ze wcale tego nie chce i ze to skutek choroby wiec nie odczuwam juz takich lęków...juz sie z tym pogodziłam. Ale początkowo, dokladnie tak jak mowisz, lęk który jest ciężki do opisania, stres i płacz... histeria, wymioty i okropne wycieńczenie (jakby sie pracowalo fizycznie przez kilka godzin non-stop).

Pamietajcie ze wszystkie absurdy o jakich pomyslicie to tylko efekt uboczny nn.
Polecam poczytać wypowiedzi Jakuba z tego wątku - bardzo dużo mi dały :) tłumaczą m.in.dlaczego nn atakuje w nasze miłości...

pozdrawiam
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez cicha 28 lip 2007, 00:10
Witam:)
Wiem apsik, ze to jest tylko choroba... dzis tez mialam podobne schizy ze moge zakochac sie w innym i ze boje sie na ulice wyjsc , zeby sie czasem nie zakochac w jakims innym i za chwile mi to przechodzi i śmieje sie z tego, ze moglam o czyms takim mysleć...:P
Dziś tak wspaniale spędziłam dzień z moim ukochanym!! Prawie wogole sie niczym nie przejmowałam, nie stresowałam, myśli się pojawiały, ale nie dopuszczałam ich do siebie:) Wszystko dzięki mojemu ukochanemu chłopakowi, on tylko przy mnie jest i stara sie mnie zrozumieć.. nikt inny nie stara się mnie rozumieć w moim otoczeniu, tylko on... Dlatego wiem, ze bardzo go kocham a takie mysli, ze boje sie ze przestane go kochac, albo ze zakocham sie w innym to wiem ze to choroba i wyganiam od siebie te mysli... Jakoś się musze z nimi uporać...
Czasami mam tak, ze jak mi coś przyjdzie do głowy to mam takie uczucie, ze musze odrazu powiedziec to co mysle bo sie boje ze bedzie źle.. a za chwilke jest ok.. To mnie bardzo męczy... Dziś o wiele lepiej mi było niż wczoraj... :):) mam nadzieje, że z dnia na dzień będzie lepiej, aż wkoncu mi przejdzie i będzie jak dawniej:) Jestem dobrej nadzieji...najwazniejsze, ze mnie chlopak nie opuszcza i zawsze przy mnie jest:):)

pozdrawiam i piszcie coś czasem:) Slowa, że bedzie ok naprawde pomagają ;)
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

Avatar użytkownika
przez Twilight 28 lip 2007, 00:29
Twoje posty słodzą mi herbatę :D

Żarty żartami, ale, to w pozytywnym znaczeniu, oczywiście. Fajnie, że jest Ci tak dobrze i miło coś takiego poczytać. Ciesz się, że sie leczysz na tym etapie - wyleczysz i będziesz miała spokój. Howg ;)

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

przez cicha 28 lip 2007, 00:31
apsik a gdzie sa te wypowiedzi Jakuba ??
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

Avatar użytkownika
przez Twilight 28 lip 2007, 00:51
Imć Jakuba posty? Na którejś z 63 stron tego topicu ;)

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

przez cicha 30 lip 2007, 13:00
witam
Widze, ze malo osob juz tu zagląda...
ehh.. przeczytalam na takiej stronie www.nerwica.com , ze tę chorobe da sie pokonać tzw. "pozytywnym mysleniem" ze jak bedzie zle to mam myslec pozytywnie, wczoraj probowalam tak robic, ale kiepsko mi to wychodzilo..
Dzis rano sie obudzilam i trzepaly mna nerwy i tysiące myśli na raz... Często sie boje tego, ze to nie zadna nerwica tylko ze te mysli to moze byc prawda:( Nie mam siły:( Boje się o kazde mysli!! Ostatnio wracaja wspomnienia z przeszlości (te o ktorych nie chce myslec) i dopada mnie wielki stres, ze boje sie ze mogą tamte czasy wrocić, chodz wiem, ze nie wrócą...
Bardzo sie boje mysli, ze moge przestac kochac mojego chlopaka... Wiem, ze to nie prawda, bo go bardzo kocham!! Ehh nie wiem co mam robić... Na tej stronie : http://www.nerwica.com/2007/06/zwalczy- ... erwic.html
przeczytalam, ze leki na nerwice pomagaja tylko wyciszyc mysli i uspokojic, ale na chwile a potem znow sie robia te mysli, pisze tam ze samemu trzeba sobie radzić, a ja czasem jestem taka bezsilna, ze nie wiem co mam robic, i gdzie sie podziac i do kogo sie zwrocic o pomoc...
Zaczelam od soboty pic Melise, ale nie wiem czy to na dlugo pomorze.
Ehh piszcie coś czasem....:( pozdrawiam
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez apsik84 30 lip 2007, 21:55
Widzisz Cicha już niedużo osob zagląda, ale to nie znaczy, że nie ma tu wiele informacji. Proponuje Ci, zeby ten wątek stał się Twoją lekturą :) na prawdę, przeczytaj w miarę możliwości cały :) Na pewno pomoże Ci w chwilach zwątpienia i wyjaśni wiele wątpliwości dot. leków.
Posty Jakuba są tu gdzieś ;) nie wiem może od 40 stronki? musisz cierpliwie poszukać :).

Od siebie dodam tyle, że pierwszym i najważniejszym krokiem do zwalczenia choroby jest to, że wierzysz w to że to NN. Mi bardzo długo po głowie chodziło, że się oszukuję, że na pewno nie jestem chora tylko próbuję zamaskować prawdę. Bardzo okrutne, co człowiek potrafi sobie nawymyślać. W końcu stwierdziłam, że nawet jesli nie jestem chora, to wolę wierzyć, że mimo wszystko to nn. No i kiedy zaczęłam już tak myśleć - że te myśli to nie ja, to nie to co chcę, ze mam prawo spełnić swoje marzenia itp itd. to się zaczełam uspokajać.

Leki tylko wyciszają, nawet nie zatrzymują myśli. Poprawiają nastrój, zwiększając ilość serotoninki w mózgu, którą właśnie tracisz poprzez nadmierny stres. Od czasu do czasu jest lepiej, ale tak na prawdę to drogą do wyzdrowienia, bądź lepszego samopoczucia jest psychoterapia + leki. Ważne, żeby nie brać leków na własną rękę. Ponad to leki działają z czasem. I to bardzo długim!! Ja po 2-4 tyg dopiero odczułam pewną ulgę :). A teraz biorę już chyba 8 miesiąc !! (omg nie wiedziałam że już tak długo! :D ) no i w sumie dopiero po psychoterapii i braniu tych pigułek szczęścia rozumiem siebie, swoje reakcje zachowania itd. wiem skąd biorą się lęki...

W nn nie chodzi tak na prawdę o podmiot, którym Cię zamęcza - to tylko jej pretekst, punkt zaczepienia. To jest tylko maska choroby więc nie masz co się bać, że nie kochasz, albo że przestaniesz kochać swojego chłopaka. Ja teraz widzę jak bardzo kocham swojego skarba, dowód? -> udało mi się tą okrutną i wyboistą drogę przejść... a zrobiłam to przecież dla niego - żeby z nim być...

Proponuję Ci, Cicha jak najszybciej udać się na psychoterapię. Wybrać sobie kogoś kto Cię zrozumie. Nie rezygnować z szukania nawet jeśli ktoś nie będzie Ci podchodzić - wtedy zmień (bo psycholodzy to tylko ludzie, ktoś Ci powie że jestes zdrowa i że wymyślasz, a inny zobaczy, że nie jest w porządku).

No i przeczytaj ten wątek od deski do deski! Pisz, co Cię gnębi i jak coś to pytaj... Co jakiś czas tu wpadam i czytam co u Was wszystkich słychać... więc w razie potrzeby coś tu skrobnę :)

pozdrawiam gorąco!!
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez cicha 30 lip 2007, 23:41
Wiesz apsik84 jaką ulge poczułam jak przeczytalam to co mi napisalaś? Dzięki!! :)
Wiem, ze to jest choroba!! ze to jest nn a nie ja!! :)
Dzis straszny mialam dzień!! Poprostu myslalam, ze juz głupieje na maksa!! Wiem, że to jest choroba, ale kiedy przychodza takie stresy to wtedy juz nie wiem czy to choroba czy nie, a kiedy sie uspokoje to jestem spokojna, bo wiem, ze to nie ja tylko nn!! Jutro jade do psychologa, to pierwsza wizyta, ciekawe jak bedzie! Balam sie do tego przyznac, ze jestem chora, ale teraz wiem, ze jesli pojde do lekarza i uwierze w siebie to bedzie dobrze:) Umiem sie przyznac ze to choroba, ale poprostu kiedy przychodza takie straszne chwile to sie bardzo boje!! Dzis tyle łez wylalam przy mamie i przy chłopaku:( Ale wiem, ze nigdy mnie nie opuszczą (mam na mysli mame i ukochanego) :)
Dzieki jeszcze raz apsik i zaglądaj tu :) Pozdrawiam ciepło:)
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

Avatar użytkownika
przez Twilight 31 lip 2007, 07:27
Jak to nie zagląda, ciągle sie zagląda, tylko nie piszemy, jak akurat nie ma o czym pisać ;)

A widzisz, jak dobrze. Choroba ta ma w sobie coś jeszcze, gdy się zapętlisz, czujesz jakby zasłonę, mgłę w umyśle, która oprócz utrudniania skupienia się, blokuje Cię przed ''przypomnieniem sobie'' takich oczywistości, jak to, że to tylko natręctwo i tak dalej. W końcu takie pochodzenie NN, zamglenie umysłu, by zablokować strach (a przy okazji kilka innych ''odczuwań'') Ale nie blokuje całkowicie i możesz nauczyć się przebijać przez to.

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

CO BY BYŁO GDYBYM PRZESTAŁ/A KOCHAC

przez wytrwała 31 lip 2007, 17:04
CZEŚĆ! Niby jestem nowa ale tak naprawdę czuję się tu już stałym bywalcem nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego ile wasze posty zrobiły dla mnie. To co pisaliście było dokładnie tym co i mnie spotkało. W pierwszej reakcji myślałam że przez tą myśl serce mi pęknie bo też kazała mi myśleć że ja już nie kocham swojego Misia Pysia :shock, każda uwaga na temat rozstań np moich znajomych rodziła myśl, która próbowała mi wmówić, że ja też powinnam zerwać, dlatego też przestałam czytać, słuchać muzyki, a nawet oglądać tv - WSZYSTKO MI ZAGRAŻAŁO. Po pewnym czasie bliska byłam depresji, nic nie sprawiało mi przyjemności, a na widok mojego ukochanego nerwica wywoływała nudności i okropne nasilenie myśli na początku zaprzeczałam im ale przez to lęk był jeszcze większy. Schudłam ok. 8 kg. Postanowiłam jednak się nie poddawać nawet wtedy kiedy nogi miałam jak z waty. W czasie spotkania z moim kochaniem to im nie ulegałam. Przeraziłam się tym że ja już w ogóle w pewnym momencie przestałam jeść. Czułam jednak że przyczyna tej myśli istnieje we mnie a nie u mojego chłopaka. Zaczęłam szukać czym to może być spowodowane. No i natrafiłam na pierwszą wskazówkę: SYNDROM DDA miałam tą nieprzyjemność urodzić się właśnie w rodzinie alkoholowej na szczęście moim przewodnim mottem w życiu było nie stoczyć się na dno jak mój ojciec. Wychowanie u jego boku wywołało jednak negatywne skutki - chroniczny stres i lęki. Wiadomość, że jestem dda dało mi nadzieję na to, że odgadłam przyczynę moich myśli ale oczywiście wcale a wcale ich nie zmniejszyły. Dalej więc szukałam. No i po jakimś czasie trafiłam na tę stronę :D Wiedziałam już na pewno, że to co mi dolega to nerwica natręctw (uświadomiłam sobie, że to mogłam mieć już wcześniej w dzieciństwie np lęk przed paradontozą u 10 letniego dziecka :D ). W pierwszej chwili okropne przerażenie i straszne nasilenie myśli ale jakaś wewnętrzna siła kazała mi wstawać z łóżka, spotykać się z moim ukochanym i przede wszystkim SZUKAĆ POMOCY U SPECJALISTY!!! W moim trudnym dzieciństwie grałam rolę buntownika dlatego może łatwiej mi było rozpocząć walkę z chorobą, nie chciałam słuchać myśli nawet jak było bardzo źle powtarzałam sobie, że "nawet gdybym miała stać na głowie i klaskać nogami" nie zostawię mojego Miśka bo przecież w związku z nim miałam i na wielkie szczęście mam mnóstwo cudownych planów, które zamierzam zrealizować. Właśnie w nim odnalazłam swoją drugą połowę momentami czuję że on jest mną a ja nim a to chyba już pierwszy stopień do głębokiej miłości na całe życie bo takiej tylko pragnę dlatego mówię wam jeśli czujecie że myśli, które dotyczą dla was bardzo ważnych spraw nie są wasze idźcie czym prędzej do lekarza (psychiatry?psychologa). Z leków stosuję Paromerck i jest dobry. Dobrym sposobem radzenia sobie z lękami jest także rozmowa z samym sobą, analiza siebie samego to bardzo ułatwia zrozumienie nas samych i powiem wam, że umożliwia odkrycie naprawdę bardzo interesujących ale w sensie pozytywnym cech. Leczenie nn rozpoczęłam miesiąc po wystąpieniu myśli natrętnych. W tej chwili jest ok chociaż nie powiem, że jest super ale ważne jest to dla mnie że chcę się zmienić na lepsze, chcę zbudować swoje życie w oparciu o prawdziwą miłość a nie jakieś tam sztuczne sposoby propagowane przez kolorowe magazyny. Czasami nawet dziękuję chorobie, że jest bo dzięki niej mam szansę swoje życie uczynić lepszym i szczęśliwszym niż wcześniej miałam chociaż czasami przenoszą mnie w trochę inny wymiar mojego umysłu ale to też może być ciekawe. Co wy o tym sądzicie? Pozdrawiam wszystkich forumowiczów i życzę powodzenia
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
05 lip 2007, 18:51

przez cicha 31 lip 2007, 21:21
Hej wam wszystkim!:)
ojj dzis mi caly dzien dopisywał humor:) Dzis byl luźny dzień, myśli były, ale nie zwracalam na nie uwagi i bylo dobrze, nie mialam stresów ani płaczu:) Moze zaczyna mi sie polepszac? Moze powoli ucze sie z tym żyć? Najwazniejsze jest to ze wiem ze to tylko nn!!:)

Hej wytrwała..:) Masz ten sam problem co i my i dlatego po to tu jesteśmy zebyśmy sobie nawzajem pomagali:) Masz dobre podejscie do swojej choroby i oswoilas sie z tym i to jest najwazniejsze i oby tak dalej:)

Mam nadzieje, ze z kazdym dniem bedzie coraz lepiej i lepiej:) Trzeba byc tylko dobrej nadzieji:)
Pozdrawiam serdecznie:)
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do