Derealizacja. Depersonalizacja.

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez Gringo 12 maja 2010, 15:16
@bardziej_plejer
Ale wymyślasz, nie wiem dlaczego wy tu tak kombinujecie, wmawiacie sobie na różne sposoby, że żyć z lękiem można tylko należy sobie uświadomić, że lęk nas nie zabije, super nie zabije, i co z tego, może lepiej by było, jakby zabijał. Nie chodzi o to, żeby sobie tłumaczyć irracjonalność lęku i żyć z tym, tylko ŻEBY GO NIE BYŁO wcale. Możesz do końca życia sobie wmawiać postępy, ale zdrowie polega na tym, że nawet nie pamiętasz o tym, że masz coś takiego, jak psychika, tylko żyjesz. Postępy są wtedy gdy budzisz się rano, myjesz się, jesz śniadanie i nagle przypominasz sobie, o Boże przecież ja mam nerwicę, ahh, zapomniałem.
Ale wiem na podstawie tego, co piszą ludzie na forum, że niektórzy terapeuci do takiego "racjonalnego" podejścia zachęcają, tylko czy to komukolwiek pomogło?

@rober6666
Postanowilem sie ratować terapia eksperymentalną , ktorą sobie sam zapodalem , ale dla malo kogo byłaby do zaakceptowania.
Podziel się swoją metodą, jestem od dawna zdesperowany, więc prawdopodobnie nie będę miał oporów jeśli uznam, że to może zadziałać.
BTW. Fajnie gracie.
Gringo
Offline

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez rober6666 12 maja 2010, 15:28
cześc
Mam swój że tak powiem temat odnośnie mojej choroby.....

chad-choroba-afektywna-dwubiegunowa-t19559.html

tam opisuję jak zdycham za zycia

od 17 strony zaczęła sie zmiana....
Możesz poczytac
akt desperacji...
na razie skuteczniejszy niz 3 lata lekow
Robert
NON SERVIAM

Choroba Afektywna Dwubiegunowa - obecnie F.31.WAR
Offline
obserwowany
Posty
1441
Dołączył(a)
01 paź 2009, 15:47
Lokalizacja
Zabrze

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez Joaśka 12 maja 2010, 21:55
Gringo, moim zdaniem nie ma człowieka, który byłby całkowicie wolny od lęku a dążenie do zupełnego pozbycia się lęku to jak walka z wiatrakami. Każdy się boi, czegoś, kogoś, kiedyś, gdzieś. Człowieka zdrowego od chorego odróżnia jednak sposób obchodzenia się ze swoim lękiem, znaczenie, jakie mu on przypisuje oraz oswojenie się z nim tak, że nie przysłania mu on całego świata, nie dezorganizuje jego działań i jest w stanie normalnie funkcjonować, żyć. Nie da się uwolnić całkowicie od lęku. I to dobrze, bo lęk jest też potrzebny, tylko, że w zdrowych proporcjach, lęk nie może nas przez cały czas paraliżować i towarzyszyć nam nieustannie. Lęk jest w pewnym sensie jak ból - ból mimo iż nieprzyjemny jest konieczny, czasem nawet ratuje życie. Jeśli nie jest naszym stałym towarzyszem.
Joaśka
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez RafQ 12 maja 2010, 23:02
Robert - czytałem troche Twoich postów w temacie o CHAD.Koszmarna sytuacja chociaż moja też nie wygląda kolorowo.Zaczął się już 6-ty rok jak się leczę i na razie bezskutecznie.Lekarze tylko kiwają głowami i twierdzą że to jest niemożliwe.Szczerze?Patrząc na to forum raczej większość jest ludzi z podobnymi dolegliwościami do moich którym nie potrafią pomóc.Jedyną rzeczą dzieki ktorej tak długo sie trzymam jest benzo.Najpierw byl alprazolam doraźnie przez 4 lata.Później ciąg ok 6 miesięcy po czym przerzuciłem się na clona.Po 6 miechach postanowilem odstawić co się też udało.Tylko co dalej jak nie ma żadnej alternatywy a objawy chorobowe jak były tak są?Każdy z tych "specjalistów" rozkłada ręce i przestrzega tylko przed braniem benzo abym broń Boze sie nie uzależnił (boją sie brać odpowiedzialnosc of kors).Wróciłem do benzo po 2 miesiącach trzeźwości.W czasie tych 2 miechów każdy dzień był koszmarem.Brak chęci do czegokolwiek,brak zainteresowania i tak nierealnym już światem oraz ciągłe myśli autodestrukcyjne (wszystkie te objawy i myśli miałem zanim zacząłem brac benzo więc to nie efekt uzależnienia).Dodac do tego agresje względem innych,totalne odizolowanie się,problemy ze snem,trzęsawke,huśtawki nastroju (chociaż 90% czasu to nastrój fatalny) i jest super na maksa.Nie wiem jakim cudem jeszcze z pracy mnie nie zwolnili.
Odkąd zacząłem znowu brać mam troche mniejsze jazdy.Zacząłem ćwiczyć,jeździć na rowerze i ogólnie coś robie.
Mam w sumie 3 wyjścia: a) odstawić benzo,wegetować aż oszaleje i w rezultacie pierdolnąć sobie w łeb
b) brać benzo dopóki będzie dzialac i dopiero po tym jak przestanie to oszaleć i wykonać plan z pkt a)
c) próbować jeszcze EW a jeżeli też nie pomoże to zrealzować punkt a) lub b)

Na razie sprawa wygląda nieciekawie.Ostatnich 5 lat praktycznie nie pamiętam.Czas u mnie zatrzymał się na roku 2004,reszty nie pamiętam.
RafQ
Offline

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez Gringo 13 maja 2010, 13:35
@Joaśka
Gringo, moim zdaniem nie ma człowieka, który byłby całkowicie wolny od lęku a dążenie do zupełnego pozbycia się lęku to jak walka z wiatrakami. Każdy się boi, czegoś, kogoś, kiedyś, gdzieś. Człowieka zdrowego od chorego odróżnia jednak sposób obchodzenia się ze swoim lękiem, znaczenie, jakie mu on przypisuje oraz oswojenie się z nim tak, że nie przysłania mu on całego świata, nie dezorganizuje jego działań i jest w stanie normalnie funkcjonować, żyć. Nie da się uwolnić całkowicie od lęku. I to dobrze, bo lęk jest też potrzebny, tylko, że w zdrowych proporcjach, lęk nie może nas przez cały czas paraliżować i towarzyszyć nam nieustannie. Lęk jest w pewnym sensie jak ból - ból mimo iż nieprzyjemny jest konieczny, czasem nawet ratuje życie. Jeśli nie jest naszym stałym towarzyszem.

Moje podejście jest radykalne, jestem pewny, że lęk, każdy lęk jest nienaturalny i można się go pozbyć całkowicie i żyć bez lęku. W buddyźmie rozróżnia się dwa rodzaje cierpienia, pierwsze to ból fizyczny, który jest naturalny i nic z nim nie można zrobić, a druga grupa to dukkha, czyli całe cierpienie psychiczne, jakie człowiek może doświadczyć, to drugie jest wyleczalne, kiedy człowiek przestaje cierpieć, buddyści nazywają to przebudzeniem, albo oświeceniem. Możesz teraz pomyśleć, że to jakieś fantazje, dziwne wierzenia ze wschodu, które nie mają żadnego odniesienia do naszego życia. Ja dosyć dobrze wgłębiłem się w filozofie wschodu i uważam, że to bardzo interesująca sprawa...... i w dodatku działa.......
Dwa lata temu miałem doświadczenie, które (prawdopodobnie) uratowało mi życie - kiedy to piszę, to mam wrażenie, że to brzmi śmiesznie, ale gdy przypominam sobie w jakim byłem wtedy stanie, to zaczynam wierzyć, że nie przesadzam i raczej nie dożyłbym dzisiejszego dnia, gdyby nie to (zabiłbym się z powodu poczucia upokorzenia i cierpienia) (teraz po napisaniu tego wszystkiego znów wydaje mi się, że przesadzam, że się użalam, że nie było tak źle.... a jednak wciąż wstyd mi przyznać się do słabości, niemniej jednak nie skasuje tego, choć mnie kusi). Byłem już praktycznie w stanie klinicznym, myślę, że gdybym wtedy poszedł do psychiatry, to od razu chciałby mnie wsadzić na oddział (cholera, aż tak źle ze mną było), ja jednak mam w sobie takie coś, co sprawia, że nigdy się nie poddaje (ciągle iść, rozkaz, którym mam we krwi ;-) ) a w tamtym czasie wogóle nie dopuszczałem do siebie myśli o czymś takim - czułem, że popełnienie samobójstwa to byłoby największe upokorzenie i okazanie słabości, a na tym punkcie miałem(mam?) hopsa - niech myślą o mnie co chcą, nie okażę słabości, wszystko, tylko nie to. Moje zachowanie nie odzwierciedla tego kim jestem od bardzo dawna, gram wciąż kogoś innego, tak żeby tylko poradzić sobie z bólem, ale to jest nieistotne. Pomału zaczynam akceptować, że nie jestem tym kim chciałbym być i może kiedyś skończę z udawaniem, póki co tylko jedna osoba trochę wie, jak źle mi było i jak jest teraz, ale bardzo mnie rozczarowała jej postawa, rodzina nie wie i bardzo by się zdziwiła...... i prawdopodobnie nie uwierzyła, że to o mnie :roll:
Wracając do tematu, 2 lata temu o tej porze, na początku maja, już od kilku miesięcy próbowałem wszelkimi możliwymi sposobami złagodzić swoje lęki, a przez cały czas byłem na skraju ataku paniki, towarzyszyły mi wciąż duszności i różnego rodzaju bóle fizyczne, czułem się tak okropnie, że nie potrafie tego opisać, wyglądałem źle, nie chciałem patrzeć w lustro (dziwne, że nikt z rodziny nawet się nie spytał, czy mi źle, czy coś jest nie tak - tylko czasami ludzie na mój widok reagowali przerażeniem, co dawało mi do zrozumienia, że jednak jak ktoś chce to widzi, że coś jest nie tak, dzisiaj wychodzę, z założenia, że skoro ludzie i tak widzą tylko to co chcą widzieć, to po co się im narzucać). Czułem się, jakbym cały czas był w suchej saunie, rozpalony od środka, musiałem bez przerwy pić wodę, to mi zostało do dziś, ale już nie w aż takim stopniu. Co jeszcze? Lęk, dd, korowód myśli towarzyszyły cały czas - wciąż się tego wstydziłem, ale wtedy pierwszy raz poczułem, że osiągnąłem swoje dno, przestałem walczyć, już nie obchodziło mnie aż tak co ludzie mogą o mnie pomyśleć, bo co gorszego mogło się stać, postanowiłem, że skupię się wyłącznie na tym, żeby z tego wyjść, od stycznia do maja eksperymentowałem z jakimiś tam próbami relaksowania tego stanu, a wyglądało to, jak chodzenie po linie na wysokości, musiałem się bardzo starać, żeby jakaś drobna emocja nie wywołała we mnie ataku paniki i żebym nie spadł w dół, to było straszne, wiedziałem, że to daje ledwie widoczne skutki, ale próbowałem. Jednocześnie studiowałem, jeździłem codziennie na uczelnie, ale prawdę mówiąc, to z tamtego okresu pamiętam strzępy, już nie wierzyłem, że będzie dobrze, myślałem, że poczekam, kilka miesięcy i dostane jakiegoś wylewu, czy coś, ale póki co trzeba było żyć i próbować. Na początku maja było wolne, od roku, czytałem na temat medytacji (to bardziej złożone, ale nie chcę tego teraz tłumaczyć), tego dnia położyłem się i przez kilka godzin eksperymentowałem z medytacją, w pewnym momencie przez około 2-3 sekundy znalazłem się w takim stanie, który sprawił, że 50% mojej nerwicy się rozpuściło, dosłownie, poczułem lekki, ale intensywny chłód w ciele i to jak blokady energetyczne, stres, lęki się rozwiewają. To mi uratowało skórę, po 3 sekundach ten stan mnie opuścił, ale nie było już lęku, cała panika zeszła, większa część fizycznego bólu mnie opuściła, myślałem, że jestem zdrowy, jednak po paru dniach kiedy już się przyzwyczaiłem wiedziałem, że to dopiero połowa, ale i tak wtedy czułem, że jestem uratowany.
Co działo się później?
Przez ostatnie pół roku mojej zabójczej nerwicy nie cieszyło mnie już nic, muzyka nie dawała żadnej radości, jedzenie nie miało smaku, zmysły działały, jakby nie działały, widziałem tylko czerń, zawężone pole widzenia i toważyszyło mi wielkie poczucie upokorzenia. Po tym doświadczeniu medytacyjnym - choć wcześniej nie wierzyłem, że to jeszcze możliwe - znikło poczucie upokorzenia i wielki wstyd, nie w całości, ale ulga była niesamowita.
Dzień, dwa po tym zacząłem grać w grę komputerową, która w dzieciństwie sprawiała mi bardzo dużo radości (cRPG), chciałem wybadać, czy rzeczywiście znowu coś będzie mnie cieszyło, grałem tak około tygodnia, było dosyć fajnie, wróciły uczucia i emocje inne niż lęk. Wtedy myślałem, że wiem jak wywołać ten medytacyjny stan w każdej chwili, więc czułem się bezpieczny i odkładałem to na później, potem przyszła sesja, miesiąc z głowy, a kiedy znowu spróbowałem z medytacją, to już nie potrafiłem ;-)......... i do dziś próbuje, ale mi nie wychodzi. Nigdy już nie czułem się tak źle jak przed majem 08', co nie znaczy, że jest dobrze, w tamtym stanie nie dało się żyć!, zabijał mnie, teraz mogę przeżyć, ale to jeszcze nie to, więc moje doświadczenie mówi mi, że można żyć bez lęku, że jest możliwe wykonanie "resetu" i zaczęcie od nowa.
Nie chiałem tu o tym pisać, dopóki nie uda mi się wyjść z nerwicy całkowicie, ale już trudno.

Dodam jeszcze, że uważam, że ta "medytacja" to jedyna szansa na wyleczenie się z nerwic, lęków, objawów fizycznych, tylko po tym odczułem, że to naprawdę zdrowienie, a nie kolejna warstwa tłumienia czy tymczasowa ulga, ale to radykalne i nie dla wszystkich, więc tyle z mojej strony. Niczego nie proponuję.
Gringo
Offline

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez rober6666 13 maja 2010, 13:49
RafQ napisał(a):Robert - czytałem troche Twoich postów w temacie o CHAD.Koszmarna sytuacja chociaż moja też nie wygląda kolorowo.Zaczął się już 6-ty rok jak się leczę i na razie bezskutecznie.Lekarze tylko kiwają głowami i twierdzą że to jest niemożliwe.Szczerze?Patrząc na to forum raczej większość jest ludzi z podobnymi dolegliwościami do moich którym nie potrafią pomóc.Jedyną rzeczą dzieki ktorej tak długo sie trzymam jest benzo.Najpierw byl alprazolam doraźnie przez 4 lata.Później ciąg ok 6 miesięcy po czym przerzuciłem się na clona.Po 6 miechach postanowilem odstawić co się też udało.Tylko co dalej jak nie ma żadnej alternatywy a objawy chorobowe jak były tak są?Każdy z tych "specjalistów" rozkłada ręce i przestrzega tylko przed braniem benzo abym broń Boze sie nie uzależnił (boją sie brać odpowiedzialnosc of kors).Wróciłem do benzo po 2 miesiącach trzeźwości.W czasie tych 2 miechów każdy dzień był koszmarem.Brak chęci do czegokolwiek,brak zainteresowania i tak nierealnym już światem oraz ciągłe myśli autodestrukcyjne (wszystkie te objawy i myśli miałem zanim zacząłem brac benzo więc to nie efekt uzależnienia).Dodac do tego agresje względem innych,totalne odizolowanie się,problemy ze snem,trzęsawke,huśtawki nastroju (chociaż 90% czasu to nastrój fatalny) i jest super na maksa.Nie wiem jakim cudem jeszcze z pracy mnie nie zwolnili.
Odkąd zacząłem znowu brać mam troche mniejsze jazdy.Zacząłem ćwiczyć,jeździć na rowerze i ogólnie coś robie.
Mam w sumie 3 wyjścia: a) odstawić benzo,wegetować aż oszaleje i w rezultacie /cenzura/ąć sobie w łeb
b) brać benzo dopóki będzie dzialac i dopiero po tym jak przestanie to oszaleć i wykonać plan z pkt a)
c) próbować jeszcze EW a jeżeli też nie pomoże to zrealzować punkt a) lub b)

Na razie sprawa wygląda nieciekawie.Ostatnich 5 lat praktycznie nie pamiętam.Czas u mnie zatrzymał się na roku 2004,reszty nie pamiętam.


...Nic dodać , nic ująć.
jakbym czytał o sobie...
zwłaszcza te 3 punkty dotyczące przyszłości w tej nierównej walce-pięknie to ująłeś
Podziwiam Cię , że jestes w stanie pracowac
Może gdybym miał inna pracę niz kierowca jak zachorowalem to też bym dał radę....może
teraz nie mam na razie sił aby rozpocząc nowa pracę....co innego praca niejako "z rozpędu" , a co innego nowa praca, gdzie jesteś nowy, wszyscy Cie obserwuja i czekają na potknięcia...
jeszcze wcześniej, zanim zachorowalem i pracowałem jako kierowca,robiłem "interesy"
teraz w stanie choroby nie ma mowy o "interesach"-bardzo stresujący i lękotwórczy sposób na zarabianie. jak byłem zdrowy to te emocje mnie kręciły pięknie-teraz by mnie zabiły
Ciekawe jak długo damy jeszcze radę....choć u mnie znacznie lepiej jest
Tylko czy na długo??
Robert
NON SERVIAM

Choroba Afektywna Dwubiegunowa - obecnie F.31.WAR
Offline
obserwowany
Posty
1441
Dołączył(a)
01 paź 2009, 15:47
Lokalizacja
Zabrze

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez carlos 16 maja 2010, 20:07
Ja czuje się tak, jakby już nie zył. Nawet nie mam siły pisać tego posta co prawda. Chciałem napisać do RafQ.
Ja tak męczę się od 2 lat. Każda myśl powoduje u mnie lęk, analizuje siebie bez przerwy -> To męczy, aż mnie do spania ścina.
Nic dla mnie nie jest zrozumiałe, to że idę, widzę jestem i czuję. Źle mi z tym, napędzam błędne koło lęku i budzi się panika. Właśnie niedawno wracałem od ojca z pracy i miałem tak silne lęki, że tragedia. Myślałem, że albo się do niego cofnę, albo pójde do przodu, albo zwariuje tam na miejscu, ale którego bym nie wybrał wariantu to i tak czułbym się źle. Strasznie mnie to martwi, ale mimo wszystko będę z tym walczył i żaden z wariantów z samobójstwem nie ma szans, odpadają. I Tobie polecam to samo, nie pocieszać się ucieczką w samobójstwo bo to nie ma sensu, jeszcze się depresji człowiek nabawi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
568
Dołączył(a)
13 lip 2008, 01:55
Lokalizacja
Szczecin

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez RafQ 16 maja 2010, 21:09
Jeżeli już wspomniałeś o depresji.Według lekarzy moja derealizacja jest spowodowana głęboką depresją.Ja po sobie widzę że to się w 100% zgadza gdyż nastrój mój jest ciągle obniżony.Od czasu do czasu (średnio raz,może 2 razy w miesiącu) coś zatrybi w mojej głowie i d/d znika a jednocześnie poprawia się nastrój.Okres dobrego samopoczucia jednak szybko znika i trwa góra 1 dzień.
Derealizacja może być także spowodowana lękiem bądź występuje często jako jeden z objawów w schizofrenii.
Jeżeli chodzi o pracę to mogę tylko potwierdzić to co Robert napisał - jest bardzo ciężko pracować w tym stanie a już na pewno jako kierowca (ja sobie tego nie wyobrażam).Ja często gubiłem się na mieście jadąc rowerem w okolicy którą dobrze znam,a co by było dopiero jakbym pojechał gdzieś dalej w trasę :shock: .Ja mam o tyle dobrze że pracuję w małej firmie i chociaż zarabiam marnie to dobrze się tam czuje (bez stresu i presji).Wcześniej jednak szukałem pracy w stanie kompletnej dr i zanim trafilem na tą firmę miałem "przyjemność" obejść kilka innych w okolicy odrzucając kolejne oferty (często wracałem po ataku lęku do domu,trzęsąc się ze strachu itp).Nie wspomne że w/w firmy nastawiały się na pełen wyzysk a ich warunki zatrudnienia byly nie do przyjęcia.Jest także masa innych zawodów oprócz wspomnianego kierowcy w których osoby z d/d miałyby niezły problem.Mowie tu np o kasjerze w sklepie spożywczym,magazynier czy księgowy,ochrona w dużych supermarketach czy nawet niby proste zajęcie - układanie towarów na półkach w sklepie samoobsługowym.Jak sobie pomyślę o tych zajęciach to już kręci mi sie w głowie :roll: .
Będąc na benzo jest o wiele lepiej.Wszystko by bylo dobrze gdyby nie ten szybki wzrost tolerancji na leki z tej grupy - to jest chyba najgorsze.Muszę więc ograniczać się na ile to możliwe.Zauważyłem jedną dziwną rzecz będąc w stanie dr.Koncentracja i skupienie uwagi na danej czynności jest porównywalne do tego co mialem przed chorobą.Różnica polega na tym że nie czuje teraz bezpośredniego kontaktu z otoczeniem i jestem oddzielony od rzeczywistości jakby szklaną ścianą.Widze co się dzieje dookoła ale brak jakiegoś połączenia między mną a tym co mnie otacza.Czuję się uwięziony w tej jak ja to określam "szklanej kuli",w innym wymiarze,rzeczeczywistości równoległej.Nie dziwię się że zdrowym tak ciężko zrozumieć ten stan jeżeli nigdy się w nim nie było.
RafQ
Offline

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez magdalorenz 18 maja 2010, 22:13
GRINGO, o tej medytacji chciałabym trochę i nie tylko.. Otóż zgadzam się i popieram. Też walczę z nerwicą lękową i też mam objawy, których się wstydzę. Najbardziej mnie wkurzają momenty, w których mam wrażenie, że się skompromituję... w sensie..czasami w obecności drugiej osoby mam dziwne myśli..że zrobię jej krzywdę np, czy dziecko jakieś skrzywdzę wrr :evil: wtedy wystarczy skierować uwagę na coś innego, wiem, że to trudne, ale możliwe. Ale to nie o tym. Jestem zwolenniczką NLP. Samemu nie jest łatwo eksperymentować, ale dla chcącego nic trudnego. Jeżeli ktoś się orientuje, to mnie pomogła dysocjacja. Zauważyłam, że nerwicowcy [po sobie wnoszę] mają skłonność do asocjowania się z sytuacjami negatywnymi. Raz przeżyty atak paniki, tak utrwala się w umyśle, że wystarczy, że dana osoba o nim pomyśli i już atak gotowy..ostatnio jednak postanowiłam przećwiczyć właśnie asocjacje i dysocjację..Pomogło! wierzcie albo nie. Ludzki umysł jest naprawdę jak komputer! Jesteśmy w stanie się przeprogramować.
Dlaczego dzieci nie miewają nerwic? no, może miewają, ale..dążę do tego, że dzieci w, za przeproszeniem, dupie mają poczucie depersonalizacji np. Ono chwilę się czuje źle, a za minutę gania za motylem! U dzieci, prawie 100% fobii zanika zupełnie. Jednego roku boją się pająków, innego ciemnych ulic. Te fobie zanikają, bo dzieci nie przywiązują do tego wagi. W przeciwieństwie do dorosłych, którzy non stop myślą, myślą i przywołują. Chodzi o to, al\by skierować swoje myśli w stronę pozytywnych odczuć, emocji, spojrzeć na niektóre sprawy z perspektywy widza, a nie aktora. Poglądy są różne. Ja NLP poznałam i chcę aby towarzyszyły mi te sztuczki do końca życia. Prochy-to nie rozwiązanie. Sama trułam się benzodiazepinami jakiś czas. Potem hydroksyzynka, fluracośtam też się przewinęło..a chodzi w sumie o odpowiednie nastawienie. Przestrojenie zachowań. A medytacja - myślę, że poniekąd ma coś wspólnego z NLP. Chodzi o odcięcie się. Zresztą, nie będę ściemniać. Kto będzie chciał, spróbuje;]

[Dodane po edycji:]

AAaa i jeszcze jedno. Mówi Wam coś termin "prawo przyciągania"? Zastanówcie się, bo faktycznie coś w tym jest;] pozdrawiam
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
07 sie 2008, 08:16

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

Avatar użytkownika
przez *Monika* 19 maja 2010, 00:04
magdalorenz,

asocjacje i dysocjacje...co to takiego? Poproszę o rozwinięcie tematu.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez magdalorenz 19 maja 2010, 20:24
Asocjacja i dysocjacja to jedne z wielu technik NLP [NeuroLingwistyczne Programowanie]. Proszę o tym poczytać w sieci a najlepiej to zainwestować w dobra książkę. Zawsze lepiej wydać 50zł na książkę, której treść jest naprawdę przydatna niż 100000zł na psychoterapie i psychotropy...
W razie pytań lub chęci podzielenia się pozytywnymi rezultatami - proszę o wiadomości prywatne. Szybciej odpiszę;]
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
07 sie 2008, 08:16

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez Pyritie 20 maja 2010, 11:11
Czym różni się d/d nerwicowa od PSYCHOTYCZNEJ? Patrzyłem się w lustro i widziałem jakąś obcą osobę i miała cechy diabła!
Pyritie
Offline

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez paradoksy 20 maja 2010, 12:44
Pyritie napisał(a):Czym różni się d/d nerwicowa od PSYCHOTYCZNEJ? Patrzyłem się w lustro i widziałem jakąś obcą osobę i miała cechy diabła!



Osobno opisuje się depersonalizację specyficzną dla schizofreników (psychotyczną). Jest to zespół niezmiernie charakterystycznych doznań, z poczuciem zmiany swojej osobowości, integralności, utratą władztwa nad własnymi procesami psychicznymi i motywacjami, zmianą sposobu kontaktowania się z innymi osobami. Znaczna część tych doznań ma charakter urojeń lub wiąże się omamami, zwłaszcza tzw. omamami psychicznymi.
paradoksy
Offline

Re: Derealizacja. Depersonalizacja.

przez Lenka_Ln 26 maja 2010, 09:14
Witam wszystkich. Jestem tu nowa.Od dawna przeglądam mnóstwo stron tego typu żeby się dowiedzieć co mi dolega. Mój post będzie długi o czym was lojalnie uprzedzam.Może zacznę od tego, że od zawsze miałam tendencję do hipochondrii, jak tylko wyczułam jakieś zgrubienie to biegłam do lekarza z przekonaniem że to rak i już umieram. i tak ciągle. Najbardziej bałam się ziarnicy złośliwej,bo zauważyłam swoje węzły chłonne pod uszami i zaczęłam je cały czas macać, miałam podwyższoną temperaturę i straszne bóle głowy. Oczywiście byłam chyba u 20 lekarzy.I nikt nie wiedziała co mi jest. A Onkolog od razu powiedział że nie widzi tu żadnych powiekszonych węzłow i kazał mi się wyluzować i nie szukać chorób na siłę. Ból głowy utrzymywał mi się przez 3 m-ce ale w końcu minął. Potem oczywiście znów gdzieś w podświadomości miałam głos, że może trzeba jeszcze sie dokładniej zbadać, i tak cały czas myślałam że mam ziarnicę tylko nikt jej nie umie wykryć. (naczytałam sie o takich ciężkich przypadkach, ze miałam strasznego doła) Zaczęło mnie swędzieć ciało,odczuwałam kłucie w policzkach po wypiciu piwka albo wina no i znów utwierdziło mnie to w przekonaniu, ze jestem chora. Znów badania krwi i wizyta u onkologa (prywatnie), badania rtg klatki piersiowej. No i on mi mówi, ze nie mam żadnej ziarnicy. Tak było w kwietniu, a parę dni później po południu zaczęłam czuć senność, ogarnęło mnie dziwne uczucie jakbym nie mogła skupić wzroku bo obraz był taki dziwny niby normalny ale coś było nie tak. I niestety tak jest już od miesiąca tylko codziennie mam takie bóle i uciski głowy, poza tym czuję się dziwnie właśnie trochę jakbym przez coś jeszcze patrzyła. Wszystko jest rzeczywiste ale ja jakbym nie odbierała tego normalnie. Przeszłam CT głowy, MR z kontrastem, glukoza, cholesterol, tarczyca, okulista i jest ok. Wkręcałam już sobie guzy mózgu, tętniaki, SM i Bóg wie co jeszcze. I jestem juz bezsilna codziennie kładę sie spać z nadzieją że będzie normalnie, wstaję i znowu jest tak samo. Nie mam już sił, jestem przygnębiona i zdołowana. Nie wiem czy to dziwne uczucie to derealizacja, czuję się trochę tak jakbym była lekko pijana ale to też nie do końca jest właściwe słowo. Na początku myślałam że to jakieś zawroty głowy, ale to też nie to. Jakby coś mi w mojej głowie sprawiało takie odbieranie swiata. Prosze Was pomóżcie bo zwariuję, co mie jest?Jakoś nie chce mi się wierzyć,że to tylko nerwica.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
25 maja 2010, 20:24

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 31 gości

Przeskocz do