Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: dziwna krostka na ustach..POMOCY!

przez magdalenabmw 24 wrz 2009, 15:10
Hej, ja na forum nauczylam sie hipochondrii i od lipca bolą mnie plecy na dole, oczywiscie boje sie raka. Bylam u rodzinnego, ale mnie olał i mysle co dalej.. pzdr
magdalenabmw
Offline

Re: BEZNADZIEJA

przez magdalenabmw 24 wrz 2009, 15:19
''być może się boję... kiedy z nim nie byłam, nie pracowałam...''

A DLACZEGO nie pracowalas? Bo dzieci? Są przedszkola. Powiedz mi-jakim cudem chcialas utrzymac siebie, dzieci i dom NIE pracując???!!!

''nie miałam na jedzenie dla dziecka i siebie, musiałam utrzymac utrzymac mieszkanie itp itd''

Rozumiem Cie, bo sama mam dom na utrzymaniu, i moze nie dziecko ale kota ... tyle tylko ze ja nie siedze na tylku ale pracuje na ile tylko mi nerwica pozwala. Jesli nie moge isc do pracy to maluję obrazy i robię bizuterie w domu, ktore sprzedaje i mam kase.

''a jeszcze inny zmuszał mnie do seksu przy dziecku.... ''

Co znaczy ZMUSZAŁ? Zgwalcil Cie? Sluchaj, nikt nie moze Cie zmusic do bzykania sie przy dziecku! Jak to 'zmusil'???Nie rozumiem....

''jesli nie wyjdzie bede musiała poradzic sobie sama ...''

Wiesz co.. mam wrazenie ze ktos kazal Ci za szybko dorosnąć i sobie nie radzisz z zyciem. Wiem jedno- jesli tego zycia nie zmienisz to skonczysz w grobie a Twoje dziecko w domu opieki, z chorobą psychiczną. Jesli on teraz musi oglądac klotnie rodzicow i mame jak uprawia seks z jakims panem to sorry ale Ty niszczysz temu dziecku psychike na maxa.

Kobito, ściśnij pośladki, bo mi ręce opadają jak czytam Twoje posty! Wylewa sie z nich bezsilnośc, niechęć, brak motywacji. Odejdz od tego faceta, IDZ DO ROBOTY, dzieci do przedszkola i dasz rade. A facetow szukaj niewiem moze w bibliotece albo przez neta???
Nie zmienisz zycia gnijąc w syfie w jakim siedziesz sama i kazesz siedziec swoim dzieciom0 ktorym ja osobiscie wspolczuje tego, ze to one muszą byc dorosle i podejmowac za Ciebie decyzje. Dorośnij wreszcie! To TWOJE zycie!!!!!
magdalenabmw
Offline

Re: BEZNADZIEJA

przez gizela 24 wrz 2009, 18:56
Magda, wiem że czasem dobrze jest kimś potrząsnąć żeby dotarł do niego inny punkt widzenia, ale może trochę za ostro ;) ?? Łatwiej się parzy stojąc z boku, niż tkwiąc w środku problemu.

sylvie004 myślę, że Magda ma sporo racji musisz wziąć sprawy w swoje ręce, bo sama widzisz że tak dłużej się nie da
Offline
Posty
49
Dołączył(a)
09 wrz 2009, 20:47

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: BEZNADZIEJA

przez magdalenabmw 24 wrz 2009, 19:22
Gizelo- znam kilka osob pokroju naszej bohaterki i WIEM ze na nich nie dziala nic poza terapią szokową. Osobie ktora tkwi w syfie i tylko potrafi pomarudzic i patrzec jak wydarzenia sie toczą trzeba poprostu uswiadomic do czego takie nieodpowiedzialne zachowanie prowadzi. Taką osobą mozna sterowac jak kukłą i niestety w jej zyciu trafily sie osoby ktore to wykorzystuja. A on nic nie robi bo 'dziecko chce tak a nie inaczej'- i tak odpowiedzialnosc za los matki i dziecka spoczywa na barkcha 6latka. To nie jest normalne i skonczy sie bardzo zle jesli nie zacznie szukac pomocy. I pracy. Bo nawet ja bez pracy nie umiem utrzymac mieszkania, z nieba nie spadnie. A jesli bede jej slodzic delikatnie to napisze- tak, masz racje. I nie zrobi z zyciem NIC.
magdalenabmw
Offline

Re: BEZNADZIEJA

przez sylvie004 24 wrz 2009, 22:02
chyba sie nie zrozmielismy... po pierwsze dzieci to nie koty ... po drugie nie przekreslem wszystkiego za pierwszym razem... mam prace ale obecnie jestem na zasiłku wychowawczym... kazdy zasługuje na druga szanse przynajmniej tak mi sie wydaje... a jesli chodzi o seks to moze zle sie wyraziłam. próbował mnie zmuszac do seksu ale dostał dyszla w morde i tak zakonczyła sie nasza znajomość....
jestescie cwane bo nie macie dzieci i nie wiecie tak naprawde jak to wszystko wygląda... wszystko co pisze po-prostu nie zrozumiale jest specjalnie dla was...
moje zycie nie spoczywa na barkach 6-latka, po jednej kłutni miałam doła i napisałam post... moze wy tak własnie robicie ze odrazu jest do widzenia gdy cos jest nie po waszej myśli, ale ja do takich osób nie należę a szkoda...
kiedys tez myslałam tak jak wy, ale kiedy po czesci spotyka mnie cos podobnego dopiero wtedy jestem w stanie wytlumaczyc dlaczego ktos robi tak a nie inaczej
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
22 wrz 2009, 10:12

Re: BEZNADZIEJA

przez magdalenabmw 24 wrz 2009, 22:35
''po pierwsze dzieci to nie koty ..''

Oczywiscie ze nie, ale muszę płacic 340zł czynszu za mieszkanie, 300zł za wodę co 3 miesiące, 400zł za szkołę, prąd 100zł, jedzenie to wiadomo ile, i podatki za firmę nie powiem ile ale uwierz -dużo. Więc wiesz, dzieci nie mam ale rozumiem ze masz wydatki bo też mam wydatki i to nie małe jak widać. Myślę ze wydaję tyle co Ty mneij więcej, albo i więcej. A też mi z nieba nie spada.

''po drugie nie przekreslem wszystkiego za pierwszym razem.''

Sama napisalas że juz raz od niego odeszlas, to jak za pierwszym razem, przeciezto juz jest kolejny raz?....

''mam prace ale obecnie jestem na zasiłku wychowawczym''

Oki, ale sama wiesz ze z zasilku domu ani dzieci nie utrzymasz.

''a jesli chodzi o seks to moze zle sie wyraziłam. próbował mnie zmuszac do seksu ale dostał dyszla w morde i tak zakonczyła sie nasza znajomość....''

To pochwalam, prawidlowo :)

''jestescie cwane bo nie macie dzieci i nie wiecie tak naprawde jak to wszystko wygląda.''

Jesli chodzi o wydatki to juz napisalam jak wygląda, wiec chyba mogę się domyslac.

''moze wy tak własnie robicie ze odrazu jest do widzenia gdy cos jest nie po waszej myśli''

Absolutnie nie! Ale dajesz czlowiekowi kolejną szansę a on nic sie nie zmienia no to chyba cos nie hallo, tak? Mam faceta od 2,5 roku i nie raz mialam ochote mu walizki wręczyc, ale jesli cos mnie w nim wkurzy to on to zmienia i nie popelnia wciaz tych samych bledow. Twoj facet na bledach sie nie uczy nawidoczniej.

'kiedys tez myslałam tak jak wy, ale kiedy po czesci spotyka mnie cos podobnego dopiero wtedy jestem w stanie wytlumaczyc dlaczego ktos robi tak a nie inaczej''


Fajnie, tlumacz goscia ktorego sama nazwalas frajerem.

Twoje zycie nie spoczywa na barkach 6latka? To dlaczego piszesz 'nie odejde od niego BO dziecko..'? To NIE dziecko decyduje a Ty. Mowie Ci, wolalam nie miec ojca niz miec ojca ktory nie szanuje mamy mojej. Lepiej miec kochajacych rodzicow osobno niz klocacych sie -razem. Przemysl to.
magdalenabmw
Offline

Re: BEZNADZIEJA

przez gizela 24 wrz 2009, 22:49
sylvie004 dzieci rzeczywiście nie mam, mam za to kredyt hipoteczny i na ratę + opłaty wydaję około 2500 miesięcznie. Za cwaną się nie uważam,3 mc temu dostałam wypowiedzenie z pracy, ale zamiast się użalać nad sobą szukam pracy, bo nie chcę żeby mi chałupę zlicytowali. I unikam wszystkiego co może mnie zdołować. Facet w takiej sytuacji powinien być wsparciem, a nie obciążeniem. A jeśli jest obciżeniem to po co Ci taki balast??
Pomyśl o swoim dzieciaku, jeśli dobrze pamiętam ma 6 lat. W tym wieku dzieci doskonale się orientują w sytuacji, można z nimi rozmawiać i wyjaśniać. Dla niego liczy się twój uśmiech, ciepło i miłość, no a jak możesz mu to dać w obecnych warunkach??
Offline
Posty
49
Dołączył(a)
09 wrz 2009, 20:47

Re: BEZNADZIEJA

przez sylvie004 25 wrz 2009, 08:37
widać to ja jestem do niczego... nie potrafię od niego odejść bo syn kocha mnie tak samo jak jego a nawet jego bardziej...

po tej kłótni przeprosił dziecko nie mnie bo tego nie chciałam, ale powiedziałam ze było po raz ostatni bo to będzie koniec...

a odeszłam od niego nie dlatego że wciąż tak do mnie gada. przyczyna była całkiem inna...

chodziłam na terapię i walczyłam o rodzinę, zaczęliśmy chodzić nawet na terapię rodzinna ale terapeutka po-prostu przestała mieć dla nas czas i tak to się zakończyło. na wizytę do psychologa na NFZ czeka się u nas cn. 4-5 m-cy. a prywatnie mnie nie stać...

nie chcę użalać się nad sobą bo wiem ze nie ma nad czym... mam zdrowe dzieci!!!!!!!!! czego więcej mogłabym chcieć....

wkurza mnie jedynie to ze człowiek szukając pomocy u psychologów czy psychiatrów musi czekać, czekać, czekać.... aż w końcu znajdą czas żeby w pół godziny zdiagnozować co komu dolega...ot tak
prywatne wizyty są bardzo drogie, niestety na jednej się też nie kończy....
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
22 wrz 2009, 10:12

Re: BEZNADZIEJA

przez gizela 25 wrz 2009, 22:11
nie jesteś do niczego i przestań sobie to powtarzać bo w końcu uwierzysz! Masz dwoje fantastycznych dzieciaków (wiesz ile ludzi by tak chciało????) i musisz być dla nich silna. Psycholog raz na 3 czy 4 mc nie pomoże, bo terapia powinna być regularna. Jeśli nie możesz sobie pozwolić na prywatne wizyty musisz znaleźć siłę w sobie. Pomyśl jak dużo już przetrwałaś i podejmuj kolejne próby.
Może jednak da się porozmawiać z mężem?
Wiem, że przy konfliktach skuteczna komunikacja znaczy bardzo wiele. Wazne jest, żeby nie atakować drugiej strony tylko mówić o swoich odczuciach. Najprostszą metodą jest zamiana "ty" na "ja" czyli zamiast mówić :
"Jesteś arogancki" (przykładowe zdanie) lepiej powiedzieć "Jest mi przykro kiedy tak do mnie mówisz"
zamiast "Ty zawsze zaczynasz kłótnie" powiedzieć "Chciałabym, żebyśmy rozmawiali spokojnie"
Czyli zamieniać oskarżenia na komunikat o swoich odczuciach, wtedy druga strona nie czuje się atakowana. Wiem bo sama sprawdziłam, a nawet doprowadziłam do perfekcji bo prawie każdą wypowiedź zaczynam od "Ja"...
mam nadzieję że to jeszcze nie egoizm :smile:

sylvie004 nie poddawaj się, bo masz życie w swoich rękach i życzę Ci żebyś w końcu odzyskała równowagę. Dla siebie i dla Twoich dzieci!!!
Offline
Posty
49
Dołączył(a)
09 wrz 2009, 20:47

Re: BEZNADZIEJA

przez Lili-ana 25 wrz 2009, 22:18
sylwie004 poszukaj w necie artykuły o tematyce psychologicznej na temat związków, rozwoju osobowości itp, poczytaj książki na ten temat. To bardzo pomaga - to taka autoterapia. Kiedy ja byłam w toksycznym związku właśnie takie książki dawały mi siłę i nadzieję na lepsze jutro. I wyszłam z tego związku i teraz jest bardzo OK :D
Polecam przede wszystkim książke "Biegnąca z wilkami" autorki Pincolla Estes - obowiązkowa lektura dla Ciebie. Bardzo pokrzepiająca i dająca siłę, książka o kobietach dla kobiet. Polecam wszystkim kobietkom :smile:
Lili-ana
Offline

Re: BEZNADZIEJA

przez sylvie004 26 wrz 2009, 10:58
dziękuje Wam ;)
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
22 wrz 2009, 10:12

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez all 28 wrz 2009, 14:48
Witam pierwszy raz :)

Ja też postanowiłem się podzielić moim małym problemem, przyznam, że liczę na jakieś wskazówki od was.
Na szczęście nie mam jakiś 'mocniejszych' ataków, ostatnio miałem duszności i uczucie 'zaraz stracę przytomność' gdzieś z miesiąc temu, a wcześniej z 3-4 miesiące temu, więc nie przeszkadza mi to wszystko aż tak bardzo, ale teraz zmienia się trochę w moim życiu i nie chciałbym się żeby to wszystko znów do mnie wróciło (idę na studia zaoczne, a po nowym roku prawdopodobnie zmieniam miejsce zamieszkania).
Wszystko zaczęło się od kaca, rok temu na wakacje po imprezie źle się poczułem, ale jak to na kacu, wszystko możliwe, więc poszedłem dalej spać, po dłuższej chwili myślałem, że mi serce wyskoczy z klatki, pewnie było to spowodowane spożyciem dużej ilości redbulli dzień wcześniej. Po wizycie w przychodni i zaaplikowaniu tych tabletek pod język na zbicie ciśnienia (nie pamiętam nazwy) poczułem się lepiej, ale po 2-3 dniach duszności wróciły, kołatanie serca itd, znów do szpitala, EKG, zastrzyk w tyłek i do domu, wszystko ok. Postanowiłem wybrać się do lekarza, zrobiłem sporo badań krwi, wykryto u mnie nadczynność tarczycy, ale lekarz mówił, że to nie od tego, po prostu przestraszyłem się, że umrę i tylko co mi szybciej serce zabiło zaczynałem się stresować. Dostałem bisohexal i sobie brałem najpierw po jednej, później pół, ćwiartkę i teraz od 3 miesięcy w ogóle nie biorę.
Nie biorę nic na uspokojenie bo w sumie nie jest mi potrzebne, ale niestety nie raz odczuwam niepokój, nie jest to częste, ale wtedy źle się czuję i podejrzewam, że wizyta na sali wykładowej to nasili (jak kończyłem poprzednie studia to nie byłem jeszcze przed w/w przygodą) tak samo przeprowadzka może na mnie źle wpłynąć.
Jeszcze w okolicach grudnia źle się czułem jak miałem z domu wyjść np. do rodziców na obiad czy coś, w sklepie czułem się źle, jak musiałem czekać na poczcie, w urzędzie. To już na szczęście minęło.
Plusem tego wszystkiego jest, że rzuciłem palenie dzięki temu i już nie imprezuje co sobotę :)
Niestety nadal boję się trochę wyjść i pobiegać/pojeździć na rowerze - wiadomo, że przy wysiłku serce będzie wariować a ja wtedy pewnie się ostro wystraszę, ale trzeba coś zacząć robić bo kondycja już nie ta :(

Co polecacie zrobić? Wybrać się do psychiatry? Mieć przy sobie jakieś tabletki zawsze? Czy może to po jakimś czasie minie, od momentu częstych duszności właściwie nic nie robiłem i jakoś to stopniowo ustępowało, ale do końca chyba mnie nie puści, a chciałbym normalnie żyć w innym mieście.
all
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
28 wrz 2009, 13:00

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez 1507 01 paź 2009, 20:46
all, w 100% miałem tak samo , wszytko a raczej moja przygoda z nerwicą zaczeła sie na drugi dzień po pijaństwie. Mogę ci poradzić jedno z własnego bolesnego doświadczenia, nie wybiegaj myślami na to co się może stać w sklepie, w sali czy gdziekolwiek indziej bo ten lęk wpędzi cię w ostrą nerwicę, taki alkoholowy wyczyn z dodatkiem redbuli powoduje wypukanie z organizmu magnezu potasu itp. mozliwe że miałeś już niedobór i alko to spotęgowało z tąd atak, tak przynajmniej mnie powiedział lekarz. Jeśłi doktor ci nie zalecił kup sobie aspargin (magnez+potas) łykaj po jednej na dzień, do tego omega3 i coś z b-komplex, jeśli musisz coś na uspokojenie to kup tablety ziołowe, ale napewno staraj się zmienić swoje nastawienie do tego co się może wydzarzyć. Od tego zaczyna się nerwica. Ja gdybym miał tą wiedzę co mam teraz parę lat temu może dziś bym był "normalniejszy". Jeśłi masz problem z lękiem przed wychodzeniem idź koniecznie do psychologa bo jesteś na dobrej drodzę do agorafobii, zrób to by uniknąć leków przeciwdepresyjnych. Raz w to wdepniesz to będzie ciężko wyjść. PO 2 miesuiącach lęku postanowiłęm sprawdzić serducho, zacząłem biegać było ciężko były palpitacje ale to dlatego że brak kondycji miałem, ale przełamałem to i się przekonałem że z sercem ok. Postawiłem na jedną kartę jak ma mi serducho wyskoczyć lub coś się stać to musi przy wysiłku, i nic się nie stało w ten sposób się przełamałem, zmierzyłem się z tym lękiem
1507
Offline

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez tet 01 paź 2009, 21:14
Taa skąd my to znamy! Alkohol często wywoływał u mnie schizujące stany, zdarzyło się po przepiciu, że porostu zemdlałam. Tak długo sobie wkręcałam, że w końcu padłam jak stałam. Ostatni atak paniki, jaki mnie "napadł" również dziwnym zbiegiem okoliczności nastąpił po piwku. Od tamtego czasu nie wypiłam ani kropli. Może nie jest to główny prowodyr lęku, ale napewno nie pomaga. W trakcie rekonwalescencji :lol: lepiej całkowicie z niego zrezygnować
Avatar użytkownika
tet
Offline
Posty
683
Dołączył(a)
21 wrz 2009, 11:56

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google Ads [Bot] i 36 gości

Przeskocz do