Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość ina.

Bliscy sprawcą mojej depresji...

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

Moi rodzice niby tacy kochający są sprawcami mojej depresji. Nigdy nie czułam w nich oparcia. Matka, kobieta na stanowisku,pewna siebie, zadbana, wykształcona i ojciec, niemający nic do powiedzenia w domu, takie "cieple kluchy", całkowicie pod wpływem matki, bez własnego zdania...I ja, zbyt wrażliwa, chyba wiecznie szukająca kogoś kto by mnie kochał, najpierw babcia, ciocie, potem mężczyzna... Nieplanowana ciąża i aborcja w wieku 17 lat (matka uparła się na to by ciążę usunąć, a ja nastolatka, cóż miałam zrobić, nie potrafiłam się przeciwstawić, walczyć...)Zostawiona sama sobie z problemami żyję sobie powoli. Mam swoją rodzinę, dzieci. Ale ciągle czuję się winna za to swoje życie, za swą niedoskonałość, mam potworne kompleksy.Tak rzadko odczuwam radość...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
:twisted::evil:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam Cię ina.

 

często tak jest, ze to właśnie nasze najbliższe otoczenie wpędza nas w takie zaburzenia.

Nieświadomie czy świadomie, to już inna kwestia, ale to jednak często się spotyka.

 

wiem, że ja mam depresję przez brak zrozumienia, brak akceptacji, przez naprawdę wiele pozornie niewielkich czynników .I przez jedno zdarzenie w moim życiu, które zabrało mi wszystko.

Tylko, że pewnie metoda na wyleczenie jest taka sama, niezależnie od czynnika wywołującego taką chorobę.

Nawet kiedy podsuwa mi się pod nos wskazówki co zrobić, by poczuć się lepiej, nie mam siły ich wykorzystać.I czekam tak nie wiem na co, bo samo nic się nie zrobi, a moje marne życie mija i mija kolejny dzień i godzina.A wieczorem wyrzuty sumienia, że znowu nie ruszyłam się z miejsca.

Chodzi o to ciągłe psychiczne zmęczenie, którego nie umiem opanować, ominąć, ani zrobić nic pomimo zmęczenia.tym bardziej wypocząć.

Cały czas tak bardzo chcę odpocząć, a nie mogę, bo myśli mi na to nie pozwalają.Czuję, jak mimo nawet względnie pozytywnego dnia, kiedy jest choć troszkę lżej, brnę w to głębiej i mój zły stan się pogłębia.

Jestem zmęczona i nie mam sił by coś ze sobą zrobić.Nie mam sił by z tym walczyć, nawet kiedy bym wiedziała, że wykonam np. dany plan zgodnie z punktami i mi przejdzie to nie mam na to sił.Chciałabym wziąć pigułkę i żeby przeszło raz na zawsze, albo żebym przestała to wszystko czuć.

 

zastanawiam się jak brzmi mój post , czy w ogóle coś wnosi.

cześć.

 

idę pod prysznic i spać, nie chce mi się o tym wszystkim myśleś, tak na noc się dołować to chyba nie zdrowo :)

Cześć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

twój post moze zagmatwanie dla normalnego człowieka, ale ja Ce rozumiem mam to samo, nic niumiwiem zrobic wedle zswoch mysli, jestem onanista i alkoholikiem, za kadzym razem jak zaczynam od nowa kasuje ludzi z komórki i gg, i wtedy jest dobrze nieonanizuje sie , nie pije, ale to traw najdłuzej dwa tygodnie, wtedy znowu któres z moim przyczen pada, wystarczy ze sie napije wtedy musze sie onanizowac jak bydle, albo na odwórt wszystko sie u mnie wali lawinowo, jak debil zyje , chociaz mógło byc normalnie, u mnie w domu jest podobnie, stary podpozadkowany matce, ja codzien jest zmiety zmeczony nawet jak niepije , a ona setwerdziła zebiore narkotyki, nawet mnie zmusiła dzwonic do monaru, niewiem jak sie przy niej zachowywac czy sie smiac czy byc zły, bo ona ma całe kasiazki o narkotykach, wiec kazdy objaw drganie na zimnie, bycie usmiechnietym bycie złym, podchodzi pod branie prochów, prosze odpowiedzcie na moje prpblemy,( ostatni raz 6 lat temu sporadyvznie paliłem trawe i tyle , dla spróbowania, a teraz nic niebiore, w koncu bym niekłamał bo niemówie tego do matki tylko do was ludzi co mnie nieznacie a mozecie mi pomóc)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak rzeczywiście przyczyn jest wiele dla deprseji i mogą to być w dużej mierze nasi najbliżsi. Jednak tak długo jak będziemy wszystko na nich zwalać tak długo będą ciągle mieć moc nad nami. Wiadomo nie łatwo tak się z tym uporać, ale przyjęcie, że możemy przyjąć odpowiedzialność za nasz stan to dobry początek na niełatwej drodze, ale najbardziej wartościowej, bo chodzi o szczęście. Mam nadzieję, że nie brzmi to w stylu "weź się w garść", "dobra przejdzie Ci" lub "ludzie mają większe problemy" (choć to ostatnie w formie myślenia ze współczuciem nad tymi, którzy mają gorzej, może nas zdystansować do własnego cierpienia - są Ci, którzy nie mają co jeść, są dzieci gwałcone przez swoich rodziców itp. - jednak wiadomo, mamy prawo cierpieć i każdego problem jest ważny) Chodzi o to by wiedzieć, ze to co było należy do przeszłości było i już się nie odstanie, natomiast w tej chwili, my, wciąż mamy szanse by wszystko zmienić, wykreować na nowo. Wiem, że to nie jest łatwe, bo sam wciąż nieraz mam kłopoty by nie drążyć tego co było, nie dawać zbyt dużego wpływu innym na mnie, jednak to takie podejście to spory krok naprzód.

 

No a poza tym to mogę polecić podjęcie się jakiejś psychoterapii. Jeśli Cię stać to dobra jest w takich problemach ponoć terapia Gestalt i jeśli jest gdzieś w pobliżu Ciebie, aczkowlwiek psychoanaliza dynamiczna też jest dobra (zazwyczaj może troche potrwać) czy inne bardziej powszechne.

 

Kiedy się nic nie chce i w ogóle na stany depresyjne, powiązane z nimi lęki, to mimo że nic się nie chce, warto zaprzęgnąć całą siłe woli, czy jej resztki:) by zająć się jakimś rodzajem aktywności fizycznej. W moim przypadku nieźle sprawdza się siłownia 3 razy w tyg. po ok. 45 - 1 g (taka żeby się po prostu zmęczyć, troche też muskułów na sylwetce mieć, ale nie po to by być meganapakowanym - jak ktoś lubi to też ok), jakieś bieganie, basen, choć wydaje mi się, że ćwiczenia siłowe (mogą być zróżnicowane ćwiczenia z własnym ciałem + hantelki, jak ktoś nie chce wydawać na chodzenie na siłownie - sam tak najczęściej robię) mają tę zalętę, żę dają dość sporego boosta hormonom, wydziela się dużo endorfin, a takżę adrenalina dodająca pewności siebie. Oczywiście siłownia w lżejszej wersji także dla kobiet jest świetną sprawą.

 

Oprócz psychoterapii, czegoś dla ciała, to także dla ducha najlepsza jest medytacja. Na ten temat najlepiej jest poczytać co i jak, w każdym razie spokój i pewnego typu radość jaki udaję się zrealizować w jej trakcie jest nieporównywalny do niczego. Co więcej dzięki systematycznej praktyce, medytacja zaczyna pokazywać swój wpływ także w codziennym życiu (bo o to chodzi). Najlepiej zacząć od 10 minut codziennie o dogodnej dla nas porze, kiedy jest mało elementów rozpraszających, czyli np. wieczorem. Jeśli się chce można tak długo medytować ile się chce:) W trakcie samej medytacji można skupić się na oddechu, na jakimś dobrym słowie powtarzanym na głos bądź w myślach, lub starać się utrzymywać czysty umysł, pozwalająć myślom przychodzić i odchodzić, patrzeć na nie jak nie na własne lub w ogóle po prostu akceptować wszystko co się dzieje w umyśle nie angażując się w to. Teksty o medytacjach są na

 

www.logonia.org

 

www.buddyzm.pl

 

i gdziekolwiek się jeszcze znajdzie:)

 

No a poza tym robić to co się lubi, a jak się nie ma na to siły, to robić, kiedy się w końcu te siły będzie miało:) (po tych sposobach o których pisałem, w końcu ta ochota przyjdzie:D) a poza tym pozwolić sobie na kryzysy związane z depresją, nie ma sensu się nimi obwiniać, bo tak tylko siły nabiorą, a poza tym są związane z nami, a najlepiej mieć siebie za przyjaciela, któremu chcemy pomóc:)

 

Mam nadzieję, że trochę pomogłem i życzę powodzenia:D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Myślę,że nie pomylę się jeśli powiem,że u źródła mojej depresji stoją rodzice.Potem doszło kilka innych czynników,ale trafiły one na bardzo podatny grunt.

Zawsze miałam być najlepsza,najmądrzejsza,najczęściej chwalona...nie wytrzymywałam ciągłych porównań.

Teraz zawaliłam całą sesję.

Reakcji moich rodziców,lepiej opisywać nie będe.Ojciec myśli,że to przez leki opuściłam się w nauce i powiedział,nie owijając w bawełnę,że wolał kiedy byłam w gorszym stanie,bo wtedy przejmowałam się stopniami.Problem w tym,że gdybym nie podjęła leczenia,już w chwili obecnej raczej niczym bym się nie przejmowała...Kazał mi odstawić proszki,czego naturalnie nie zrobiłam.W obecnym czasie jest i tak już znacznie lepiej niż kiedyś,a to dzięki psychoterapii.Kiedy słyszę porównania,czy jakieś inne zaczepki,wkurzam się,ale już nie dlatego,że biorę to do siebie,ale dlatego,że widzę jak próbują mną manipulować wykorzystując słabe punkty.

Teraz chcę już tylko zaliczyć tą sesję,skończyć studia,znaleźć pracę,a potem może ich na święta odwiedzę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zmieszana z błotem nikomu nie porzebna...traktowana jak przedmiot...to oni mnie do tego doprowadzają...matka i bracia...nie wierzą w to co się ze mną dzieje...uważają za wymysł...symulacje...mam dość...jak ja mam walczyć z chorobą skoro nawet nie mam w nikim wsparcia..jedynie w ojcu ale on też się leczy...bo jest alkoholikiem...nic mi się już nie chce...po co ja się wogóle urodziłam...po to zeby cierpieć i być ludzkim popychadłem??Ja tak nie chce..nie moge:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie poddawaj się! Musisz być silna i jakoś przebrnąć przez tródności. Ja miałam podobną sytuację w domu - też 0 zrozumienia ze strony rodziców, ale sie nie poddałam. Udało mi sie jakoś powoli wyjść z tego "środowiska" i teraz gdy jestem samodzielna wszystko jest dobrze. Jeśli oni (Twoja matka i bracia) nie chcą Cię zrozumieć Twojej sytuacji to mogę tylko powiedzieć abyś nie starała się na siłę ich przekonać do swojej choroby bo to taka walka z wiatrakami.

 

Urodziłaś się po to aby być szczęśliwą i musisz dążyć do tego szczęścia - nawet jeśli wcześniej będziesz zmuszona walczyć z całym światem. Zobaczysz że za jakiś czas spotkasz kogoś dla kogo staniesz się całym światem i wszystko się zmieni, tylko się nie poddawaj!

 

Pozdrawiam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Martuśka86

chyba wiem o czym mówisz... kiedyś w takim momencie pomyślałam sobie, ze chcialabym zeby chociaz śmierc nie była moją winą. Niestety często ludzie którzy powinni nas wspierac wbijaja nam gwóźdź do trumny. Trzeba byc ponad tym pamiętając że przede wszystkim zyjemy dla siebie, a potem dopiero dla innych, ale mi to tez ciężko przychodzi...

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Coz, szczerze wspolczuje. Ale skoro nie mozesz znalesc u nich wsparcia, to przynajmniej nie pozwol im sie sciagac na dol. Nie warto! Walka z wlasnymi problemami zawsze ma sens, na pozytywne skutki czesto trzeba czekac bardzo dlugo, ale w koncu sie udaje...Naprawde. Zreszta jesli nie mozesz znalesc wsparcia u matki i braci, to tym bardziej ciesz sie ze przynajmniej ojciec Cie rozumie. A pomocy mozesz tez poszukac w poradni, psychoterapia, moze tez jakies leki to juz zalezy od diagnozy jaka postawia. Ale przynajmniej psychoterapia (oplacana przez ubezpieczenie, takze pieniadze nie beda stanowily problemu) zawsze da Ci cos, na czym mozna sie wesprzec. Dlatego szczerze Ci radze abys jej poszukala. I nie poddawaj sie, masz prawo byc szczesliwa, a jesli bedziesz o to walczyc, to w koncu wygrasz. Uwierz mi ze warto walczyc o swoje szczescie!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi dzisiaj lekarz rodzinny odebrał parę godzin życia, bo inaczej tego nie nazwę. Powiedziała, że zawracam jej głowę, po co w ogóle przyszłam, gdy chciałam skierowanie na badania, bo postanowiłam zacząć się leczyć... I znowu to samo...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a ja w koncu zdecydowalam sie leczyc depresje i nerwice...i zdecydowalam sie rozmawiac o tym co czuje z mezem...i zdecydowalam.dzis rano ,ze musze zyc....a potem jak juz zdecydowalam..i przestalam ryczec...to chomik wylecial przez balkon..a potem ..moj telefon komorkowy zostal roztrzaskan....prosze powiedzcie mi ...czy ja dobrze zadecydowalam??????

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, tak, bardzo dobrze. To jakieś przypadki z chomikiem i telefonem. Nie powinnaś się tym przejmować :-). Mam nadzieję, żę skoro zdecydowałaś się czynnie przeciwstawiać depresji, to już niedługo będzie to dla Ciebie tak oczywiste, jak być powinno :-) Gratuluję silnej woli!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem załamana. Dowiedziałam się właśnie że ktoś komu ufałam i kogo cholernie kochałam zdradza mnie.... Teraz juz nie obędzie się bez leczenia i psychiatry. Chcę leki.. chce spać.. chcę zapomnieć.... :cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Urodziłaś się po to aby być szczęśliwą

Walcz o to! Gryż, drap, krzycz! Ale nie walcz z rodziną, tylko z własnym poczuciem sensu życia.

i zdecydowalam.dzis rano ,ze musze zyc

O właśnie! I tak dalej trzymać :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

że matka chce mnie ubezwłasnowolnić????może faktycznie jestem jakas nienormalna a ludzie wokół mnie (np. moja matka) sa jak najbardziej normalni??? czy ja juz nie moge sobie pojsc na impreze??nie moge sie zdenerwowac zeby wszyscy nie mysleli ze to objaw tego ze nie biore lekow albo tego ze jestem chora???zdrowi ludzie chyba tez sie denerwuja nie????a moze nie!!!! to dlaczego do jasnej cholery nie moge o sobie decydowac!!!teraz np jestem na kacu bo wczoraj zapragnelam kontaktu z ludzmi i dlatego poszlam napic sie z ludzmi z roku. To ze sie wk**** czasami to tez jest jakies nienormalne????niech w koncu wszyscy zostawia mnie w spokoju, jestem dorosla i moge sama o sobie decydowac czy to takie trudne do zaakceptowania????Teraz matka patrzy na mnie przez pryzmat choroby, mam tego dosc. Nie moge sobie wyjsc ze znajomymi do klubu, bo oczywiscie juz chlam wódke(zdaniem mojej matki), nie moge sobie wyjechac poza miasto bo juz "musze w********** z domu" jesli to zrobie (tak mowi moja matka), to przepraszam bardzo.....wiem ze normalnosc to pojecie subiektywne ale ja sie pytam.....DO JASNEJ C******!!!!!KTO JEST BARDZIEJ NORMALNY, JA CZY ONI?????K****!!!!! (sorry za przeklenstwa ale sie aktualnie wkurzylam, moze chociaz tutaj potraktuja mnie jak normalna)

 

 

(dop*Dark) Czarownico, ostrzeżenie za wulgaryzmy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że Twoja mama martwi się o Ciebie, ale nie wie jak to wyrazić. Ty z kolei jesteś przewrażliwiona i stąd te spięcia. Zapewne obie jesteście normalne.

Może spróbuj porozmawiać z mamą. Wiem, że to trudne, ale czasem warto się przełamać. Przecież to w końcu Twoja mama. Innej nie będziesz miała.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem że sie martwi ale ja nic od nich nie chcę, chcę świętego spokoju, sama zdecyduję, czy mam iść na terapię, nikt mi nie będzie mówił co mam robić i nawet oni nie mają prawa, nawet jesli sie martwia, grozić mi ze mnie ubezwłasnowolnią, przecież to jakaś bzdura!!!! Nie wiem, czy ktoś z was tak miał ale ja brzydzę się tego, że moi rodzice wiedzą, że cos ze mna jest nie tak, poprostu to takie uczucie....głupio mi troche a to wszystko przesiąknięte jest tak cholerną niechęcią do nich.....ze to przerażające ze w ogóle dziecko może czuć cos podobnego do rodziców. Mają za swoje....to oni mnie wychowywali, pieczołowicie i starannie pracowali latami nade mną, widać czym teraz jestem.

Lusi===> Gadałam wiele razy z matką, możesz jej coś powiedzieć, by ta później mogła wykorzystać to przeciwko Tobie. Teraz albo sie stad wyprowadze albo strzele sobie w łeb, innej możliwości nie ma.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czarownico,pierdolnij drzwiami i mieszkaj sama bez starej co Ci zrzedzi i wie niby co dla Ciebie dobre...Jestes dorosła?masz swój styl zycia?zyj i nie mysl ze jest to złe,bo złe moze byc rozumowanie Twojej matki...i kto tu ma palme?Pozdrawiam.buzka.

Acha,ja to zrobiłem 8 lat temu albo i dawniej,ale odizolowałem sie od starej rok produkcji 1939,nałogowego alkoholika i debila.mam spokój nawet teraz niewie gdzie mieszkam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dobre, dobre.... :lol: wiesz chciałabym to zrobic....tylko, że dzisiaj mi matka znowu napisała, że mnie kocha itd. Czuję się teraz podle i w ogóle winna, nienawidze tego uczucia....ale masz racje, pierdolne kiedyś drzwiami bo żyć tu się nie da... całuski i dzieki.....rozbawiłeś mnie :D :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Dobre, dobre.... :lol: wiesz chciałabym to zrobic....tylko, że dzisiaj mi matka znowu napisała, że mnie kocha itd. Czuję się teraz podle i w ogóle winna, nienawidze tego uczucia....ale masz racje, pierdolne kiedyś drzwiami bo żyć tu się nie da... całuski i dzieki.....rozbawiłeś mnie :D :D

Nie chodzi o rozbawienie,chodzi o zycie...zyj i baw sie...Pozdrówka...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wiem, że nie chodzi o rozbawienie ale jednak był w tym jakis pozytywny akcent...tzn w tej twojej wypowiedzi....no cóż żyj i baw się......musze najpierw stanac na nogi....pozdrawiam i sciskam mocno

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

skąd ja to znam?? mnie nikt nie chce ubezwłasnowolnić, ale cały czas patrzą na mnie jak na kompletną wariatkę. wszystko co powiem prędzej czy później zostanie użyte przeciwko mnie. zawsze uważają że przesadzam, że gadam bzdury itp. wiecznie nie mam racji. Pojęłam dlaczego tak skutecznie wmawiam sobie wszelkie psychozy. Cały czas jestem nie taka jak cała reszta ludzi w tym domu, więc coś jest ze mną bardzo nie tak. bo skoro oni są normalni a ja tak odstaje to nie ma innego wyjścia i muszę być kopnięta porządnie.

to jest właśnie mój pierwszy post na tym forum. po miesiącu brania seroxatu sie odważyłam. Czytuję wasze wypowiedzi już bardzo długo, ale nie miałam odwagi sama się odezwać. Zdecydowałam się na to, bo właśnie znalazłam ten temat a dzisiaj rodzinka tak mnie wkurzyła, że mam ochotę sobie trzasnąć w łeb albo niech mnie zamkną w psychiatryku, bo to wszystko ponad moje siły. Mam dość, idę popłakać.

Czarownico mam nadzieje że nie masz mi za złe że sie tak użalam w twoim temacie, ale nie chciałam zakładać nowego. Trzymaj sie jakoś.

Pozdrawiam wszystkich! fajni z Was ludzie. Pa

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj:))) Wcale sie nie uzalasz nad soba, poprostu musisz dać upust swoim emocjom. Ciesze się, że pierwszy swoj post umieścilas wlasnie na moim topiku, choc wolałabym oczywiście, żeby ludzie nie mieli takich problemów. Czy tez tak masz, ze po kłótni matka czy ojciec mowia Ci, ze to dla Twojego dobra, ze Cie kochaja itd.???ja tak mam i czuje sie jak ostatnie zero, czuje sie winna i jeszcze bardziej nienawidze i brzydze sie moja rodziną. Dookoła niech cały swiat wie ze cos mi jest ale nie oni. Pisz droga forumowiczko, płacz, rob wszystko by bylo Ci lżej. Dawaj czasem znak, że żyjesz, może akurat ktoś Ci pomoże??a może Ty pomożesz komuś???:) Pozdrawiam gorąco.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×