Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
LDR

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Rekomendowane odpowiedzi

Patrząc przez pryzmat swoich doświadczeń moge stwierdzić, ze to siedzi w nas, wiesz nasze umysły chcą nas w ten sposób ostrzec przed niebezpieczeństwem, którego wcześniej doznaliśmy, a umysł potrafi skojarzyć wiele nawet błachych rzeczy, jako niebezpieczeństwo.

 

No i nerwica może powrócić w sprzyjających ku temu okolicznościach, jakiś negatywnych wydarezniach lub dołkach psychicznych.

 

Chciałbym Ci poradzić, żebyś całkowicie odsunęła od siebie alkohol i używki, definitywnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, wiem. Odstawię alkohol na jakiś czas. Kiedyś gdy brałam pierwsze leki, nie piłam prawie rok czasu.

Wiadomo- lubię wyjść do baru, koncert, wtedy wypić piwo do towarzystwa, ale póki co zdrowie dla mnie ważniejsze..

Ale co z lekami .. Czy jeśli się okaże, że mam je brać... eh, jakoś mnie od leków odciąga. Dla mnie to sztuczne..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chyba trzeba to jednak przepracować na psychoterapii, bo nie ma gwarancji że po kolejnej porcji leków problem nie powróci. Jak na moje oko trzeba by zaatakować z dwóch frontów (leki+psychoterapia).

Nie wiedziałem że nerwica może powodować ból pleców (w sumie słabo się znam - tylko choruję).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Somatyczne objawy też przychodzą podczas nerwicy. U mnie wcześniej aż tak źle nie było. To mogę być tzw.nerwobóle. Rozdzierający przechodzący na plecy, serce, klatkę piersiową. Tak już niestety bywa. Chyba zdecyduję się na psychoterapię też. W końcu.

Chociaż nie cieszy mi się na myśl, żeby opowiadać o tym jak bardzo bolą mnie rzeczy z dzieciństwa i teraźniejszości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@sylwiha Właśnie Twoja świadomość generuje strach i zamiast odpędzić negatywne myśli, sama jeszcze bardziej się pobudzasz. Przy tendencjach nerwicowych niewiele trzeba, żeby lęk zamienił się w panikę, a wtedy każdy z nas wie jak funkcjonuje, a raczej jak "aktorka wszystkich chorób" wiąże nam ręce. Rada może być tylko jedna... strach trzeba pokonać. Stawiaj krok po korku. Nie rzucaj się na głęboką wodę, bo może to przynieść zupełnie odwrotne skutki. Jeżeli wiesz, że nie dasz rady przejechać 15 minut autobusem, zacznij od przejechania jednej stacji. Domniemywam, że obecność ludzi potęguje dodatkowe napięcie. Wybierz w miarę możliwości pusty autobus. Zamiast siadać, stań przy drzwiach, wtedy poczujesz się bezpiecznie, bo będziesz blisko wyjścia i miała świadomość, że to Ty wysiądziesz z niego jako pierwsza.

To tylko jeden przystanek (kilkadziesiąt sekund). Musisz odwrócić swoje myśli i skupić się na czymś przyjemnym, nawet przyziemnym (co przygotujesz na obiad, jaki film obejrzysz po powrocie do domu). Możesz po prostu bezmyślnie obserwować zmieniające się obrazy przez okno. Zaobserwujesz, że nic się nie dzieje. Dasz sygnał swojemu organizmowi, że nic się nie stało i nie stanie. Z jednego przystanku, zrobią się dwa, trzy, aż do 15 minut. Ze wszystkim tak jest. Tak się w 100% wyleczyłem. Małymi krokami pokonywałem lęk, bo jak mawiał największy "socjos" " nie lękajcie się". Przy nerwicy należy, także pamiętać o odpowiedniej diecie, aktywności ruchowej i spożywaniu jak najwięcej MAGNEZU, a przede wszystkim do działania i spełniania własnych celów i marzeń !!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

M4lik, dzięki za odpowiedź. ostatnio udało mi się przejechać autobusem koło 15 minut pełnym ludzi i nic mi nie było :)

teraz musiałam zaprzestać treningów bo się rozchorowałam :( i boje się że to wszystko się teraz cofnie to na co sobie zapracowałam.

ja się boję ryzykować... że będę miała atak paniki.

 

jeśli możesz i chcesz napisz coś o sobie :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam. Nie wiem jak będzie wyglądał ten post, ale postanowiłem z kimś podzielić się tym co mnie dręczy od dawna, potrzebuję tego. Od dziecka byłem strachliwy, bojaźliwy, jakkolwiek to nazwać. Nie wiem czy wątek założyłem w dobrym dziale, gdyż to co mam może być także nerwicą natręctw. Nerwica lękowa nie jest mi jednak obca. Przejdźmy do rzeczy. Od kilku lat moja nerwica coraz bardziej uniemożliwia mi normalne funkcjonowanie. Zacznijmy od wieku. Mam prawie 21 lat. Od ponad trzech lat mam dziewczynę. Sam już nie wiem czy to przekleństwo czy cud. Dziewczyna studiuje dziennie, jednak musi na studia dojeżdżać codziennie tzn 4x w tygodniu autobusem. Ja studiuje zaocznie, ale obecnie nie pracuje, mogę więc wstawać o której chcę. Moje poranki jednak wyglądają w ten sposób że budzę się o 5 rano i piszę do niej smsa, bo chcę sprawdzić czy wszystko ok. Najgorsze są chwile po wysłaniu smsa. Stres narasta falą. Sucho w ustach, ból podbrzusza, rozwolnienie - typowe objawy. Z każdą sekundą, która nie przynosi odpowiedzi czuję się coraz gorzej, a moją głowę wypełniają coraz czarniejsze wizje tego co mogło się wydarzyć. Chodzi oczywiście o wypadek. Żyję w kraju który przoduje w liczbie wypadków w Europie, więc nic dziwnego że mnie to stresuje. Tym bardziej, że jeździ ona trasą gdzie co 100 metrów stoi krzyż i znicze - krętą, z pagórkami - straszną. W końcu przychodzi sms - wielka ulga, mogę spać dalej. Do jej popołudniowego powrotu, kiedy wszystko wraca i znowu przez godzinę nie jestem sobą. Nie potrafię pozbyć się myśli, że może jej przytrafić się coś złego - nie potrafię bo niby czemu miałbym. Wszystko jest możliwe, nie mogę więc wykluczyć tego co się może zdarzyć. Problem w tym że te myśli nie dają mi żyć. Nie dają także żyć mojej dziewczynie która coraz bardziej się do mnie zniechęca, przez to ciągłe jej zamęczanie. Od tego ciągłego stresu mam wielkie niedobory magnezu, wiem to bez żadnych badań. Skaczące całe partie mięśni, serce bijące nierówno, mrowienie nóg itd. Mam również rozstępy na udach - jak mi się wydaje od nadmiernej ilości kortyzolu. Stres to moje życie. Wyżej podany przykład jest jednym z wielu. Najgorsze chwile przeżywam gdy ktoś bliski nie odbiera telefonu, choć wie jak na tym punkcie jestem przeczulony. Czasem chciałbym umrzeć, ale przypominam sobie, że mam dla kogo żyć. Proszę niech odezwą się osoby, które miały bądź mają podobny problem. Jak sobie z tym poradziliście? Nie mam pieniędzy na psychologa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam Was wszystkich, niestety bardzo żałuję, że musimy się poznawać w takich okolicznościach a nie na forum np. sportowym lub innym bardziej pozytywnym. Chciałbym Wam przedstawić moją historię i mam nadzieję, że ktoś mnie wesprze, bo mordowanie bliskich tym tematem ...nie rozumieją, bo nie czują tego. Wszystko zaczęło się rok temu : Ćwiczyłem bardzo intensywnie, chciałem dostać się na okładkę pisma Men's Health, studiowałem Informatykę Stosowaną w Krakowie. No więc powiem tak, na siłowni byłem wzorem do naśladowania, z przyjemnością pomagałem innym podpowiadając jak wykonać dobrze technicznie ćwiczenia. Naprawdę sprawiało mi to frajdę. Tak, stosowałem różne środki, jednak tylko te dozwolone, żadnych sterydów. W wakacje poznałem dziewczynę, która mi troche zawróciła w głowie, dostałem kosza. Ale miałem pasję siłownie, więc uciekłem w ten świat i było mi dobrze, do czasu... Kiedyś wykonując przysiady na siłowni zrobiło mi się dziwnie słabo, chociaż nie były to duże ciężary. Jakoś tak jakbym się nie mógł obudzić, dziwne zamyślenie, którego nie prowokowałem. Zacząłem się momentalnie denerwować. W domu duszności, lęk niesamowity, że coś się stanie, serce bije bardzo mocno. Idę w nocy do szpitala(był bardzo blisko), ledwo doszedłem, duszno cały czas w glowie sie kreci, sciska w klatce i pod zebrami po lewej stronie nadbrzusza, uczucie jakbym mial się udusić. Zrobili badania, za mało potasu, polezalem ze 4 godziny pod kroplowka wyszedlem do domu jak nowonarodzony. Obudziłem się rano...znów to samo ściski, tak jakby mnie ktoś łapał rękami wokół klatki piersiowej. Lekarz, badania wszystko ok, prześwietlenia kręgosłupa wszystko super. Krew idealna. Wracam do domu, idę znów na trening, wracam do domu znów..niepokój. Rozmawiam z ojcem na temat uczelni, mówi, że nie jak ja sobie poradze z tym wszystkim i momentalnie zle sie poczulem.... jakbym mial stracic kontrole nad sobą, zadzwonilem po karetke, serducho waliło, przyjechali, od razu wenflon, wiec ja mialem mysli, ze umieram, zawał albo coś podobnego. W szpitalu przez 10 dni nie moglem nawet raz spokojnie usnąć. Trafiłem na oddział kardiologiczny. Serca jak dzwon, wydolne, zadnych zmian ani dodatkowych uderzenie. Wydolnosciowe testy tez w porzadku, a ja się tak salbo czulem, w glowie sie kreci, duszno, jakbym siebie nie czuł, swoich płuc. Wyszedlem ze szpitala, ciągle mialem te sciski, lekarze je juz lekcewazyli. Jestem już w domu, Rozmawialem powaznie z mama, ona mowi, ze juz nie wie co mi jest i co sie dzieje, ja w tym momencie kolejny napad jakbym sie w sobie zapadał i tracil nad soba kontrole, wiec od razu telefon karetka, czulem jakby mnie paraliżowało.Zaczalem sie diagnozowac w kierunku przepukliny rozworu przelykowego. Na tomografie jamy brzusznej nic nie wyszło, gastroskopia nic nie wykazała poza stanem zapalnym żołądka. Rtg przelyku wykazalo przepukline wslizgowa, zaczalem myslec o tej przepuklinie, ktora pozniej podważył bardzo dobry warszawski chirurg w prywatnym gabinecie. Więc co dalej... psychoterapia i psychiatra. Leki brałem wiadomo jak kazdy, antydepresanty i przeciwlekowe. Uczucie derealizacji caly czas mialem, tak jakbym nie czul swojej skory, albo czul ją inaczej niż kiedyś. Skończyłem psychoterapię. Zmieniłem studia na to co chciałem. Zrobiłem kurs instruktora kulturystyki, ale ciągle się źle czuje. Jak nie ściski to zawroty głowy, jakieś bulgotania w mięśniach, straciłem w ogóle uczucie głodu, jakbym już nie czuł żołądka. Byłem pare razy na siłowni, ale nie sprawia mi to radosci, wrecz przeciwnie ból. A tak chcialbym cwiczyc jak kiedys, wygladac jak kiedys, usmiechac sie jak kiedys, miec taką kondycje jak kiedys. Wlasciwie teraz moge tylko spokojnie lezec w lozku, zawsze jak jem mysle, ze mam przepukline i cos mi sie stanie. Ciągle mysle o chorobach nie moge sie uwolnic. Probowalem metod na "kopa w dupe " i tych lagodnych no ku...tak sie zablokowałem, ze moje zycie 22 latka psychicznie sie zamorduje.... Umówiłem wizyte do neurologa zeby zrobic TK glowy, mam nadzieje ze zadne stwardnienie rozsiane mi nie wyjdzie. Pisząc tego posta, skacze mi mięsień w prawej dłoni. Jeśli ktoś mógłby coś od siebie napisać do moich wypociń, bardzo proszę o nie wyśmiewanie, to wszystko jest takie realne co ja czuje, wlasciwie czuje coraz mniej ....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem, że to zabrzmi banalnie, ale szukanie źródła problemu bardzo pomaga. Ja już wyszłam z jednej choroby, bardzo dobrze ją poznałam, każdy jej mechanizm i odkryłam "punkt zapalny", który ją uaktywnił. Nie jestem może najlepszym przykładem radzenia sobie z zaburzeniami psychicznymi, ale wiem, że najważniejsze to się starać. Następnym razem, kiedy będziesz czuł, że świat wali Ci się na głowę, powtarzaj sobie, że to w zasadzie tylko strach. Najgorzej jest wtedy, kiedy człowiek się boi. A jeszcze gorzej, kiedy boi się niezdefiniowanego. Ale da się to pokonać. I pamiętaj, że najgorsze, co możesz robić, to zostawać w domu. Trzeba wychodzić, gdziekolwiek. Ja doprowadziłam się do takiego stanu, że wyjście z domu na pięć minut do sklepu daje mi multum satysfakcji i wrażenie "małego kroku do celu", brzmi to niebywale infantylnie zdaje się, ale nie pozwól sobie na coś takiego. Z drugiej strony, jeżeli myślenie nieustanne powoduje jeszcze większy strach, rada jest bardzo prosta - zajmij się czymś. Jeżeli nie czujesz się na siłach do ćwiczeń fizycznych, możesz skupić się na czymś umysłowym. Czytaj, pisz coś, oglądaj filmy. Ja, mając różnego rodzaju zaburzenia, zaczęłam interesować się filmem tak mocno, że teraz nie umiem bez tego żyć. I chociaż uczestniczenie w różnego rodzaju festiwalach nie wydaje mi się możliwe obecnie, to czytam, oglądam i się uczę o tym, co mnie interesuje. To OGROMNIE pomaga. Jeżeli pozwolisz, żeby sensem Twojego życia stała się choroba, to zrobisz sobie bardzo dużą krzywdę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moja 3 wizyta u psychiatry i za każdym razem dostaje co innego, wcześniej u lekarza rodzinnego leciałem na jarvisie i afobamie, a teraz

wizyta nr. 1 - negatywny stosunek do alpry, z litości chyba dostałem 1 opakowanie. Jarvis zamieniony Efectinem, doszedł spamilan.

wizyta nr. 2 - jeszcze bardziej negatywny stosunek do afobamu, dostałem zomiren SR (poszedłem do rodzinnego i dostałem 3 opakowania afobamu)

wizyta nr. 3 - zomiren SR zamieniony na 2 opakowania afobam (po mojej negatywnej opinii na temat SR) :D + doszedł w południe asertin 50.

w sumie nie brałem spamilanu, bo mam go sporo jeszcze, a i będę miał powód jak pójdę do lekarza rodzinnego z pudełkiem, że mi zbrakło no i oczywiście alpra przy okazji :mrgreen:

 

wgl. czuje się jak królik doświadczalny :lol: Ale mimo wszystko widzę dużą poprawę. Jeszcze nie zaczynałem terapii żadnej, ale prawdopodobnie wyląduje na terapii dla alkoholików :lol: Późiej trzeba będzie pożegnać się z afobamem na dobre.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja odstawiłem na bok wiele rzeczy, które na mnie wpływały negatywnie, od używek po kiepskie jedze, na znajomych kończywszy. Zamieniłem to na spokój, sport i niestresującą pracę.

 

Dzięki temu wyszedłem z tego szybko, bo po 1,5 roku. A problemy trwały 6 lat. Tylko ja podszedłem do tego jak do wojny, na całego. moge nawet stweirdzić, że przekręciłm wszystko o 260% a na wyniki i tak trzeba było czekać, żeby organizm sie dostosował.

 

A Ty mi mówisz, że odstawisz alkohol na jakiś czas, tak samo odstawiasz własną chorobę " na jakiś czas".

I tak ganiasz ciągle wkoło własnego ogona. I to zdziwinie "dlaczego wróciła"

 

Wiele osób woli dostać procha, zwalić na innych, lub poczytać jak to inni mają jeszcz gorsze problemy, mało kto bierze sprawy w swoje ręce, a potem już na samym dnie zostaj tylko farmakologia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się z Tobą, masz rację. Ucieczka we wszelkie używki to ucieczka od rzeczywistości. Taka chwilowa. Chwiejna. Nieprawdziwa.

Walka to podstawa, a jaka ? Rozsądna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czesc Dziewczyny!

 

Co u was slychac?U mnie przez kilka dni bylo lepiej,bo mialm duzo na glowie-i w pracy i w domu.

No ale niestety dzisiaj znowu nachodza mnie czarne mysli i lęki...ehhh,to sie chyba nigdy nie skonczy.Boje sie tylko zeby przez te moje schizy mój synek nie wyrósl na hipochondryka..

 

mam nowe lęki jak mała płacze, a raczej histeryzuje (bunt dwulatka) nachodzą mnie myśli, że ktoś usłyszyzadzwoni po policję i zabiorą mi dziecko strasznie męczące.

 

AW34 rozumiem Cie,bo ja mam czesto podobnie (a mój synek naprawde potafi dac w kosc swoimi humorkami :twisted: ).Z tym,ze u mnie to nie sa leki ze ktos zabierze mi dziecko tylko bardziej taka bezradnosc,ze jak ktos uslyszy ze maly ciagle placze to beda mnie uwazac za beznadziejna matke,ktora nie radzi sobie albo co gorsze-nie dba o swojego malucha.

 

Od wczoraj synek ma strasznie czerwone policzki,a ja juz sie zamarwiam co to moze byc,no bo nigdy tak nie mial...masakra jakas.No ale obiecalam sobie ze nie bede szukac symptomow chorob w necie,zeby sie nie nakrecac.Jak dlugo wytrwam w tym postanowieniu-nie wiem.

Kurcze zauwazylam ostatnio,ze ja nawet nie moge ogladac zadnych programow,czy seriali w TV w ktorych jest mowa o chorobach bo zaraz wydaje mi sie ze moze to spotkac kogos z moich bliskich...

Ide zrobic sobie herbaty z cytryna i sprobuje polozyc sie wczesniej spac.Synek juz slodko chrapie:)

Czasem zazdroszcze mu takiego snu :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Misiunia współczuję Ci tej jazdy chorobowej, bo to mnie na szczęście omija. mam super zdrowe dziecko. jeszcze na nic poważnego nie chorowała. w tym przypadku staram się zawsze słuchać intuicji. mówię sobie, że intuicja matki jest niezawodna i jakoś to działa (przynajmniej na razie :roll: ), bo kiedy mi się nowy schiz wkręci to nie wiadomo.

 

ostatnio lęki mi trochę zelżały i tak obserwuję, że pogarszają się ogólnie jak w ogóle mam obniżony nastrój. a najmniej ich jest, jak mam "co robić" i wieczorem padam ze zmęczenia, więc nie mam nawet czasu myśleć. a wy? macie jakieś swoje sposoby?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej,

 

Objawy pojawiają się wtedy gdy osiąga się pewien limit uczuć i emocji zduszonych, ukrytych, wypartych, od których się uciekło.

 

Nie martw się. Fizycznie jesteś zdrowy. Jeśli da Ci to spokój, zrób kolejne badania.

 

Piszesz: "Kiedyś wykonując przysiady na siłowni zrobiło mi się dziwnie słabo, chociaż nie były to duże ciężary."

Wygląda na to, że 'ciężar' (bagaż emocjonalny), który dźwigasz po prostu Cię przerasta.

Bóle fizyczne mogą odzwierciedlać bóle związane z rozstaniem z dziewczyną, która dała Ci kosza. Uciekłeś od tych uczuć w siłownię, ale od nich nie ma ucieczki.

 

Pisałeś o psychoterapii i że ją skończyłeś. Zakończyłeś czy przerwałeś lub została przerwana? To jest ogromna różnica. Piszesz, że wszystko zaczęło się przeszło rok temu. W takim razie, nie mogłeś zakończyć terapii. Za krótki okres.

Sugeruję wznowienie. Da Ci to szansę na dotarcie do przyczyn występowania objawów, które są czysto klasycznymi objawami nerwicy lękowej, potocznie zwanymi: atakami lęku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może i rozsądna, ale widocznie takowa Ci nie pomaga skoro masz nawroty. Ja, nie ukrywam jestem radykałem, ale mi to pomogło jestem teraz szczęśliwy i mam mnóstwo energii do życia. Przed walką też wydawało mi sie, że jeżeli odstawie tyle rzeczy to nie bede już nigdy szczesliwy, a jednak wyszło na to ,że wszystko w życiu jest narkotykiem dlatego bierz te zdrowe narkotyki i najlepszej jakości, gdy odsawisz te szkodliwe etap odstawienia-burzy, a potem wychodzi słońce.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy ktoś z Was lecząc/nie lecząc się, nie ważne, widzi postęp w pozytywnym sensie? Czy ta jeb*** nerwica (sorry, za wulgaryzm ale już nie mogę, inaczej tego nazwać się nie da) daje spokój kiedyś i ustępuje? Jedyne czego pragne teraz w życiu to być taka jak kiedyś. Udaje Wam się to? Jakieś złote środki? Z góry dzięki za odpowiedzi.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Człowiek ma w sobie jakieś mechanizmy obronne, które próbują człowieka bronić przed ponownym pojawieniem się sytuacji stresowej, tej którą już mieliśmy "przyjemność" poczuć. Zauważyłam, że nerwica lękowa u wielu zaczyna się od jakiejś fizycznej strony. Mi również, dokładnie odkąd dziwnie szybko serce zaczęło mi walić i uczucie mocnego osłabienia, zaraz zemdleje itp., itd. Działo się to w tramwaju. Bałam się wchodzić później do tramwaji, potem do autobusów, potem ogólnie miałam lęk do każdej sytuacji z zewnątrz. Aż doprowadziłam się do takiego stanu, że każdy mój dzień od ponad 6 miesięcy zaczyna się od lęku i na lęku się kończy. LucidMan ma na pewno rację. Od tego jest lekarz psychiatra. Ja też muszę spróbować. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia, bo taki nastąpi, bądź pewny! :) Ja nie tracę nadziei :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj AW34 :D

 

U mnie tez tak jest,ze kiedy jestem zajeta to czuje sie o wiele lepiej.To chyba normalne u lękowców.

Najgorzej jest kiedy jestem sama i nie mam sie czym zajac,bo wtedy nachodza mnie czarne mysli,zaraz pogarsza mi sie nastroj,wyobrażam sobie "co by bylo gdyby..." no i sama nakręcam sie coraz bardziej i bardziej...

Co wtedy robię?Generalnie staram sie znalezc sobie jakies zajęcie.Jak jest ladna pogoda to idę z synkiem na spacer,czasem pomagaja mi jakies prace domowe,nie wiem np idę poukladac ubrania w szafie,albo zrobic porzadki w papierach,czy rachunkach.A jak juz nie mogę sobie naprawdę poradzic to wtedy mowię o swoich obawach mojemu partnerowi.Mam to szczęscie ze jest naprawdę bardzo wyrozumialy jesli chodzi o moje lęki i nakręcanie sie.Boję sie tylko ze jego cierpliwosc tez ma swoje granice dlatego nie nadużywam jej zbyt często.

Pomaga mi tez przebywanie wsrod ludzi.Pomagaja spotkania z przyjaciolmi,wspolne wyjscia (chociaz teraz odkad pojawil sie moj synek tych spotkan jest o wiele mniej,ale oczywiscie nie zaluje :) ).Równiez w pracy jestem spokojniejsza,bo nie mam czasu na myslenie o pierdolach,ale za to czasem mam tam inne stresujace sytuacje.

A czy wasi bliscy i przyjaciele wiedza o waszych problemach?Ja nikomu z przyjaciol sie nie zwierzalam,bo jakos tak mi wstyd troche.Tylko moj partner wie,no i moja mama.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Masz rację. Jestem na lekach od poniedziałku, jakieś ''nicy słabe'', żeby mi pomogły, uspokoiły. Amitriptylinim. 10 mg dziennie. Pół rano, pół wieczorem. I jak ? Jest cholernie dziwnie. Nie czuję się wcale. Mogłabym spać... spać.. Nie wychodzę już trzeci dzień z domu. Zawieszam się ... Trudno się podnieść. Nawet jak są chęci. Cholera.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

witajcie. jestem tu pierwszy raz, pomyślałam,że jak się zaloguję na forum, poczytam, popisze z Wami to będzie mi lepiej.

jest druga w nocy a ja pd 2 godzin mam "atak". jestem już oczywiście po xanaxie i jest dużo lepiej, spokojniej, ale powtarza się to tak często, że aż trudno wytrzymać. kiedyś miałam objawy ze strony serca, szybkie bicie, uczucie ze zarz dostanę zawały, drgawki, jeżdzenie na nocne dyżury do lekarza..... teraz objawy oddechowe i uczucie duszenia się...i lęk przed śmiercią, dlaczego mnie to dopada??

dopada mnie zawsze w nocy lub wieczorem , po całym dniu, wydaje mi się że jestem jedyna na świecie, która ma taki problem i nie może sobie poradzić z życiem.. pomóżcie!

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Należy wrócić do przeszłości i tam sprawdzić jakie były relacje wobec bliskich i dlaczego? Dlaczego takie obawy przed utratą bliskich osób? Czy kogoś straciłeś w przeszłości?

 

Najłatwiej byłoby napisać, że trzeba po prostu zaufać Bogu/losowi, że i brać to co nam życie oferuje i przynosi. Akceptacja tego stanu rzeczy jest trudna, ale skoro inni potrafią to z pewnością ja też mogę, trudniej mi to przychodzi, ale powolne kroki dadzą w końcu efekt.

 

Psychiatra jest bezpłatny - warto zasięgnąć opinii w tym zakresie, bo może leki należałoby wziąć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Piszesz, że twoja reakcja jest normalna, w rzeczywistości nie jest normalna, reakcja jest nieproporcjonalna do bodźców, które ją wywołują. Większość ludzi nie przeżywa tak ogromnego lęku podczas takich sytuacji. Masz świadomość tego lęku, postaraj się z nim nie walczyć, zaakceptuj go. Wszelkie rozważania, próby racjonalnego pokonania tego lęku będą jeszcze bardziej go nasilać. Analizowanie, rozważanie strasznych myśli będzie jeszcze bardziej nasilać lęk, lęk będzie nasilał myśli i tak w kółko. Rozwiązaniem jest akceptacja siebie samego, swojej słabości, tego, że się boję, tego, że odczuwam lęk, pokochanie siebie samego takim jakim się jest. Postaraj się przenieść myśli na coś innego - film, sport, muzyka, jakaś rozrywka, coś co sprawia Ci satysfakcję. Przyczyny lęku mogą być bardzo różne, lęk przed odrzuceniem, utratą kogoś bliskiego nie mogą paraliżować życia. Jesteś w rzeczywistości osobą jedyną w swoim rodzaju, mogącą nie tylko czerpać miłość od kogoś, ale przede wszystkim miłością obdarzać drugą osobę. Każdy z nas został obdarzony nie do końca taką miłością jaką powinien zostać obdarzony, każdy z nas (choć zdecydowanie w różnym stopniu) boi się tego, że pragnienie miłości nie zostanie zaspokojone. Jeśli nie stać Cię na płatne leczenie, poszukaj jakiegoś na kasę chorych, wiem, że takie są, na pewno na tym nie stracisz. Powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Misiunia u mnie tak do końca, to nie wie nikt. nie jestem na tyle otwarta, by się przyznawać do tego typu "słabości". czasem rozmawiam z mężem, ale staram się tak przedstawić sytuację, żeby nie wyglądało to "groźnie" :( tylko tutaj próbuję być sobą.

zauważyłam dzisiaj nowe natręctwo. wyszukuję u córki objawy chorób...psychicznych :why: jak ma fazę, żeby robić coś w określony sposób, to ja już widzę w tym NN. paranoja.

właśnie - zajęcie. najlepiej takie, które lubię i które zajmuje mi też mózg, bo jak coś jest monotonne i nudne to niestety nie działa. też tak masz?

dzisiaj zresztą mam słaby dzień. śniło mi się, że ktoś ją zastrzelił przy mnie i nic nie mogłam zrobić. obudziłam się z tak potwornym odczuciem, jakby mi się serce zatrzymało. było mi zimno w środku. nie lubię takich snów, o!

 

a tak w ogóle to WESOŁYCH ŚWIĄT wam życzę!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×